• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[01.06.1972r.] Nastoletnia balerina

[01.06.1972r.] Nastoletnia balerina
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
29.05.2024, 19:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 11:17 przez Neil Enfer.)  
Suma: Magiczna pozytywka

Siódma godzina, była godziną paskudnie nieludzką, ale cóż, musiał być w domu wcześnie, bo jeszcze dzisiaj szedł do pracy. Miał wrócić wczoraj wieczorem, ale za dobrze mu się z rodzicami rozmawiało. Wyszło, jak wyszło, dobrze, że zmianę ma drugą, pod wieczór, a do godziny szesnastej została masa czasu. Prześpi się, umyje. na razie jednak...
Zerknął na swoją dłoń, w której była niewielka pozytywka. Trochę była potłuczona, nieco farby odprysnęło po tym, jak grajło upadło na ziemię, zapewne wypadając z czyjejś torebki. Bo, musiało wypaść z torebki, albo wypadło z okna, bo mieszkania były nad chodnikiem gdzie ją znalazł.
- Gdzie twój właściciel, co? - zagadał do rzeczy, niosąc ją do łazienki i odstawiając ją na krawędzi wanny, za głową, gdzie była niewielka, kafelkowa półka. - Ale to nie jest ważne, bo teraz jesteś moja. - zaśmiał się, rozpinając koszulę i wrzucają ją do wiklinowego kosza na brudne pranie, razem ze spodniami i bielizną. Jak dobrze było nie mieć na sobie tych przepoconych, wymiętoszonych ciuchów. Podszedł zaraz z łazienki do drzwi wyjściowych, upewnił się dwa razy, że te są zamknięte, a później wybrał się jeszcze na wycieczkę do sypialni po czysty szlafrok i do kuchni po szklankę wody. Najchętniej napiłby się wina, ale ma pracę za kilka godzin, więc nie bardzo może, a przynajmniej nie wypada. Z drugiej strony nawet nie wiedział czy ma jakieś w swoich zapasach, pewnie nie. Nie sprawdził nawet, bo gdyby było, to by się pewnie napił, pół lampki i nic więcej. Ehhh, chwila z rodzicami i od razu robi się z niego alkoholik. Trzeba było nie dorastać, oj trzeba było. Chociaż z drugiej strony, gdy był nastolatkiem, to też różne rzeczy się działy. Porządny Francuz musiał pić wino regularnie, kieliszek przed snem, ale nie jakichś szczyn, tylko normalnego, prawdziwego wina.
Westchnął ciężko i spojrzał na szafkę... Nieee.. Nie będzie sprawdzał.
- Skarbie, zostaw to. - rzucił do samego siebie, kręcąc głową w dezaprobatą i naprawdę się siebie posłuchał i wrócił do łazienki. Odłożył wszystko na miejsce, po czym opłukał wannę, zatkał odpływ i pozwolił wrzącej wodzie płynąć do woli. Jeszcze zioła i olejki i będzie można się kąpać.
Niedługo później, z mokrymi włosami siedział, parząc się w swojej herbacie. Zabrał ogórki w oczu i spojrzał na pozytywkę. Pozytywki nie były nigdy jego ulubionym... instrumentem, jednak to nie tak, że miał do nich jakiś uraz, zwyczajnie to chyba nie był jego dźwięk. Po co więc była mu ta? Może ją komuś odda? Zaraz, najpierw powinien sprawdzić, czy ta w ogóle działa. Schrupał ogórki, wiedząc już, że nie ma co dłużej z nimi siedzieć. Otrzepał dłoń z wody i sięgnął do pozytywki. Nakręcił ją, trzymając ją poza wanną, bojąc się, że wyślizgnie u się z rąk i wpadnie do wody, a wtedy na pewno by nie działała. Kilka przekręceń i w łazience rozległa się plumkanina wysokich, gryzących ucho dźwięków, na które chłopak od razu się skrzywił. Od razu przypomniał mu się jego były, chyba też miał taką samą pozytywkę, skoro wspomnienia wróciły.
- Kretyn. - fuknął w myślach na tego chłopaka, z którym myślał, że łączyło go wiele, a prawda była taka, że przy pierwszej trudności nie tylko go czarodziej zostawił, ale i wkopał w jeszcze większe bagno. Czuł, że zaangażowanie się w taką osobę nie było ostatnim tego typu błędem w jego życiu.

***

Siedząc ze szklanką wina na łóżku, zalewał się łzami, otoczony chusteczkami i kilkoma kotami. Skąd miał koty? Otóż... Miał gołębie za oknem i miał różdżkę, a transmutacja nie była taka trudna, jak się człowiek odpowiednio zaangażował.
-Jak mógł mi to zrobiiiiććć...- kolejne łzy pociekły po jego policzkach, kiedy rzucił nie tyle pytanie, co bardziej zarzut wobec tego idioty z Akademii. -Czemu ja byłem taki głupi... -zapłakał jeszcze mocniej, żałując siebie samego. Czy kiedyś wyrośnie z głupoty? Liczył, ze tak, chociaż obecnie, ehh... Mówi się, że lata nastoletnie, że szkoła magiczna, to najlepszy czas w życiu. Tyle znajomości, tyle okazji do rozwoju, tyle zabawy. Do tego te emocje z poznawaniem nowych rzeczy, pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości, pierwsze doświadczenia. Takie cudowne! Mhmm, jasne. Pierwsze rozpady przyjaźni, pierwsze złamane serca, pierwsze zamknięcie się w sobie. Świetnie. Może problem leżał w nim? Pewnie tak, na to stawiał, bardzo dużą sumę. Tylko nie do końca wiedział, co nie grało. Był przecież miły, tak? Przyjazny był, pomocny, kochany? Do tego nie był aż taki brzydki, prawda? Bywali brzydsi od niego, zdecydowanie, jak ten chłopak rok niżej ughh. Może za bardzo się napraszał? Był żałosny? Bardzo możliwe, w końcu inni byli tacy super i nie mówi tego sarkastycznie, faktycznie ich podziwiał. Zawsze wszystko umieli, nawet jak się im nie udawało, to śmiali się z innymi i kolejny raz był perfekcyjny, idealny. Czary, wygląd, wiedza. A on? Uczy się i uczy i nic z tego nie ma. Może nie powinien być czarodziejem? To miało sporo sensu, w końcu jest mugolakiem, zgodnie z założeniami czystości krwi, powinien żyć sobie na wsi i walczyć z końmi i motyką. Sam już nie wiedział. Może tak, może nie? Z drugiej strony spotkał też dobrych ludzi, ale czy byli dobrzy? Jedna dziewczyna została poproszona przez nauczyciela, by mu pomogła, na pewno tego nie chciała. A ten chłopak? Pomaganie innym od razu sprawiło, że dziewczyny bardziej na niego leciały. No i jest jeszcze ona, ale ona też za pomoc dostaje trochę lżejsze traktowanie u nauczycieli, bo ona taka zmęczona pomaganiem biednemu Neilowi, któremu wiedza do głowy nie wchodzi. Czemu uczą się takich pierdół.
Zaskomlał cicho na te wszystkie myśli i rozpoczął się kolejny pokaz płaczu, w trakcie którego objął kota i przewalił się z nim na bok, żeby rozpaczać nas sobą w nieco wygodniejszej pozycji, bo od takiego leżenia, już go w krzyżu bolało. Powinien się zdrzemnąć chociaż odrobinę. Z drugiej strony czy da radę pójść w takim stanie na zajęcia? Nie wiedział, musiał, albo nie, nie idzie. Zasłony zasłonięte, żeby słońce nie wpadało, odwróci się tyłkiem do okna, zakryje się jeszcze poduszką i pójdzie spać, dokładnie tak. Na żadne zajęcia nie idzie, poddaje się.
-A później się dziwisz, że masz złe oceny.- rzucił sam do siebie, szybko się reflektując, że ma rację. Zacisnął usta, pociągnął nosem, wsadził twarz w kota i rozklejał się dalej, bo co innego robić miał, jak w tej chwili wszystkie siły go opuściły, nawet nie miał ochoty iść do kuchni złapać coś do jedzenia, a co dopiero się ubrać, spakować i wyjść do ludzi.

***

Spał porządnie. Spał tak długo, aż za oknem nie zrobiło się całkowicie ciemno. Był wykończony, podróżą, płakaniem i myśleniem, do tego kąpiel na początku nie pomagała, dając rozluźnienie i otulając ciepłem. Normalne więc, że był w szoku gdy otworzył oczy i zobaczył, która jest godzina. Oczy go bolały, a po kotach nie było śladu. Ze zmarszczonymi brwiami podniósł się do siadu, rozejrzał się po pokoju i średnio zadowolony spojrzał na gołębie siedzące na jego szafie. Czy jego magia nie potrafi wytrzymać wystarczająco długo? A jeszcze jutro będzie test... Pociągnął nosem i wygrzebał się spod kołdry. Nie miał zbyt wielu myśli, jak zawsze, nie no czasem miał dobre pomysły.
Przemył twarz w łazience, unikając lustra i wrócił do pokoju, znów zerkając na gołębie. Nie były pocztowe, ale...
Siadł przy biurku, wyciągnął kartkę, pociął ją na kawałki i zaczął na niej zapisywać drobnym druczkiem, po francusku swoje żale, swoje życzenia dla innych. Czuł, że to nie działa, ale kiedy działo się coś złego pisał mimo wszystko. Jego tata przeczytał taki sposób w jakiejś książce chyba i polecił mu go kiedy wrócił do domu z akademii z siniakami pół roku temu na święta. To było ciężkie, czasami bardziej się stresował powrotem do domu i powiedzeniem, że ktoś mu coś ukradł, niż tym, że znów będzie musiał tam wrócić. Nieraz tęsknił za samym początkiem, kiedy nieśmiało wchodził w świat czarodziejów, zielony, nie mając o niczym pojęcia, z nadzieją i ekscytacją, kiedy jeszcze zagadywał do ludzi, podawał dłoń na powitanie, wydawało się to być tak niedawno, a teraz? Zaraz się ten cały cyrk skończy i zostanie uwolniony od zadufanego w sobie towarzystwa różdżkarzy. Będzie mógł się skupić na rzeczach potrzebnych w codziennym życiu. Animagia do pomocy w polu, drobne czary, do czyszczenia domu, ścielenia łóżek, pomoc we wzroście roślin. Jak tyle lat był pasożytem we własnym domu, to teraz się odwdzięczy i już nikt więcej nie powie, że marnuje gdzieś powietrze, miejsce, czyjś czas. Tak! Odważne postanowienia nastolatka, są nic niewarte, upadają przy pierwszej wpadce i niepowodzeniu.
Otworzył szufladę, wygrzebał z niej wstążeczkę oraz zapalniczkę. Ogniem poprzypalał brzegi karteczek, tak dla klimatu, dla ładnego wyglądu. Spojrzał jeszcze raz na płonący kawałek papieru i zdmuchnął ogień z uśmiechem. Przeczytał napis z satysfakcją, wiedząc, że nic co jest napisane się nie spełni. tacy ludzie, jak on odnoszą sukces, zawsze, szuje i przemocowcy zawsze na górze, bo mają moc przebicia, idą po swoje i nikt nie ma nawet odwagi ich zatrzymać. Ale marzenia można mieć. Zwinął karteczkę w cienki rulonik, obwiązał wstążką, związując tam piękną kokardkę. Pocałował jeszcze miękko liścik, który przywiązał do jednej z nóżek gołębia siedzącego na szafie. Otworzył okna na oścież i z czerwonymi oczyma spojrzał na nocne miasto. Londyn, co? Od kiedy tu mieszka? Eh... To nie miało znaczenia.
-Lećcie do niego.- wychrypiał przez zdarte od płakania gardło i rzucił szybko czar w szafę, która trzęsąc się przepłoszyła ptaki. Skrzydła zatrzepotały, kilka piór wzbiło się w powietrze, aż czarodziej znów został sam w pokoju, patrząc się za gołębiami niosącymi wiadomość do jego miłości. Kiedy będzie już dorosły, znajdzie go i zapyta, jak mu życie mija, a póki co laissez Raphael bruler en enfer.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1575)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa