• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] początek | Prue

[08.09.1972] początek | Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
25.04.2025, 09:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2026, 00:50 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

08.09.1972, Aleja Horyzontalna, mieszkanie Prudence

To nie miał być wyjątkowy wieczór, wręcz przeciwnie. Jeden z wielu podobnych, jesiennych wieczorów, które panna Bletchley miała spędzić zawinięta w koc z kubkiem herbaty w dłoni. Nie należała do osób, które prowadziły jakiś intensywny styl życia. Właściwie to jej świat opierał się głównie na chodzeniu do pracy, czytaniu, nie działo się u niej nic szczególnie fascynującego. Lubiła to swoje wygodne życie, raczej przewidywalne, w kótrym brakowało miejsca na niespodzianki. Bardzo odpowiadało Prue to, że miała wszystko poukładane, od wielu lat. Kiedy potrzebowała spontaniczności, nieco wrażeń wybierała się na Nokturn, aby zasięgnąć języka od osób, po których nigdy nie mogła przewidzieć, czego można się spodziewać. To jej wystarczało, aby nieco nadać tej szarości koloru. Przywykła do tego, że wybrała taką zwyczajną drogę, nie wszyscy musieli pragnąć życia pełnego wrażeń.

Uniosła spojrzenie na regał z książkami, które były ułożone alfabetycznie, miała wrażenie, że gdzieś zgubiło się jedno tomiszcze, może je komuś pożyczyła? Nie da jej to zapewne spokoju, nie znosiła łapać się na tym, że coś zakłócało jej porządek. Skupiła swoje myśli na tym, aby przypomnieć sobie komu mogła przekazać książkę. Właściwie to wcale nie było to dosyć trudne, bo Bletchley nie miała zbyt wielu przyjaciół. Całkiem skutecznie odgradzała się murem od ludzi. To też było tylko i wyłącznie jej wyborem, którego chyba nie żałowała. Nie miała siły na to, aby utrzymywać zbyt wiele interakcji, nie umiała odpowiednio dbać o relacje między ludzkie, nie należała do tych pogodnych osób, które lubiły otaczać się wianuszkiem znajomych. To wymagało zaangażowania, i pewnie nie miałaby problemu, aby je wykazać, tyle, że zbyt wiele interakcji z ludźmi potrafiło okropnie ją wykańczać. Miała wrażenie, że ludzie wysysali z niej energię, dużo lepiej czuła się w samotności, no i od czasu do czasu pozwalała sobie na dłuższe pogawędki z osobami, z którymi mogła wymienić się informacjami o tematach, które ją interesowały.

Siedziała więc w tym swoim fotelu bujanym, swoją drogą jej brat mówił, że był babciny, nie potrafiła nigdy zrozumieć jego pogardy dla tego przedmiotu, który tak umilał jej wieczory, w dłoni trzymała książkę, którą udało jej się ostatnio przynieść z Nokturnu, uzupełniała swoją wiedzę na temat nekromantycznych rytuałów. Nadal wzbudzały w niej one ogromne zainteresowanie, życie i śmierć były tematem który towarzyszył jej niemalże codziennie. Praca w biurze koronera okazała się być strzałem w dziesiątkę, bo dzięki niej odkryła w sobie tę pasję. Necro ułożył się wygodnie jej na ramieniu, czuła ciepło zwierzaka, który słodko sobie spał ignorując wszystko to, co działo się wokół. Właściwie to mu się nie dziwiła, bo przecież nic takiego się nie działo. Cisza i spokój, kolejny przyjemny wieczór.

Jesień zaczynała na dobre rozgaszczać się w Wielkiej Brytanii, był to ulubiony moment w roku dla Prudence. Uwielbiała te szaro-burą aurę, która panowała w powietrzu. Mogła zaszywać się z dala od ludzi bez pytań o to, dlaczego nie chce nigdzie wychodzić. To było całkiem wygodne, bo mało kto wtedy lubił wyściubiać czubek nosa z mieszkania, pogoda do tego nie zachęcała. Wieczory zaczynały robić się krótsze, można więc było spędzać większość czasu w ciemności. Prudence lubiła ciemność, czuła się w niej wyjątkowo dobrze, bo nie przepadała za zwracaniem na siebie uwagi, mogła wtedy przemykać niezauważona między cieniami, które ją otaczały.

Zrobiło się ciemniej, nie miała pojęcia, która była godzina, bo zaczytała się dość mocno, więc zupełnie nie zwracała uwagi na upływ czasu. Przeniosła wzrok na czarny zegar, który wisiał na ścianie. Nie wydawało jej się, aby już powinno być, aż tak ciemno. Najwyraźniej nadchodziła burza, czy coś. Bywały przecież momenty, kiedy nagle, zupełnie znienacko niebo robiło się atramentowe, jakby nadchodziła noc, a był to środek dnia. Wstała, by zapalić lampę, która stała w kącie jej salonu. Nie miała zamiaru czytać po ciemku, szkoda było wzroku na takie zachowania. Bletchley jako lekarz dbała o takie drobnostki, pilnowała tego, aby nie prosić się o zupełnie niepotrzebne problemy zdrowotne. Miała przecież przed sobą wiele ksiąg do przeczytania.

Spojrzała przez okno, aby zobaczyć, co działo się na zewnątrz. Ludzie wracali do swoich mieszkań, zmęczeni po całym dniu pracy, typowy wieczór. Ulice były pełne mieszkańców, którzy załatwiali sprawunki przed kolejnym dniem, który miał nadejść już niedługo. Nic nie zwiastowało tego, co miało się wydarzyć za kilka minut, no może poza tymi czarnymi chmurami, które zaczęły okrywać miasto niczym ciemny woal. Jeszcze chwila i powinna nadejść noc, już nikt nie będzie się nimi przejmował. Być może ta pogoda będzie utrzymywać się do rana, chociaż, czy na pewno? Burze pojawiały się i znikały, czysty chaos, który trwał chwilę, a później o nim zapominano.

Prudence wróciła na swój bujany fotel. Musiała dokończyć jeszcze kilka rozdziałów, nie mogłaby tak po prostu porzucić książki podczas czytania. Nie lubiła tego robić, gdy bowiem kładła się do łóżka męczyły ją rozmyślenia o ewentualnym zakończeniu, tak, czy siak musiała wychodzić z pościeli, aby wracać do czytania. Nauczyła się więc już tego nie robić. Zaburczało jej w brzuchu, ten dźwięk przerwał ciszę, która otaczała pomieszczenie. Nie pamiętała, kiedy właściwie jadła ostatni posiłek. Dość często zdarzało się tak, że zapominała o jedzeniu, gdy się zaczytywała. Właściwie sięgała wtedy tylko po papierosy, które często zastępowały jej posiłki. Czy był to moment, w którym miała ochotę wstać i zaspokoić głód? Nie, jeszcze nie, najpierw książką, później obowiązki.

Nie mogła się oprzeć temu, aby nie sięgnąć po papierośnicę, nie był to szczególnie zdrowy nałóg, ale każdy miał coś swojego, jakąś truciznę, którą wybierał. Jedni sięgali po słodycze, inni po eliksiry, jeszcze inni po alkohol, w jej przypadku był to tytoń. Nie był to chyba, aż taki najgorszy wybór. Wsadziła sobie fajkę do ust i odpaliła ją srebrną, mugolską zapalniczką. Zaciągnęła się dymem. Było całkiem przyjemnie, no i dzięki temu też jakoś mogła ignorować uczucie głodu, fajki często zastępowały jej jedzenie, przez to pewnie była taka drobna i słabo zbudowana. Nie miała czasu, aby jeść zbyt wiele. Raczej łapała coś w locie, aby dostarczyć swojemu organizmowi cokolwiek. Pewnie gdyby miała dla kogo gotować, to przygotowywałaby częściej wykwintne posiłki, bo potrafiła to robić, tyle, że nie widziała sensu w tym, aby robić to dla siebie samej.

Kiedyś było inaczej, kiedyś nie była zupełnie sama, miała Liama, było to całkiem wygodne, ich relacja może nie należała do tych szczególnie porywających, jednak dobrze było wiedzieć, że ma kogoś u swojego boku, kogoś komu na niej zależało. Niestety życie ułożyło się tak, a nie inaczej, więc wróciła do dawnych nawyków i tej samotności, która kiedyś była dla niej normą. Nie chciała tego zmienić, zaczęło jej być w ten sposób całkiem wygodnie, nikt nie miał pretensji o jej przyzwyczajenia, czy nawyki, nie komentował tego, że musiała mieć wszystko ułożone kolorystycznie, bo drażniło ją to, gdy coś odstawało od przyjętej przez nią normy.

Często rozmyślała na podobne tematy, co by było gdyby. Może nie powinna się skupiać na takim rozważaniu, ale jakoś nie umiała się od tego powstrzymać. Jej umysł zresztą bardzo lubił analizować, fiksowała się na punkcie różnych rzeczy, odpływała, jej ciało niby pozostawało na miejscu, ale głowa była gdzieś indziej, bardzo, bardzo daleko.

To stało się po raz kolejny, przed oczami pojawiały jej się różne obrazy z przeszłości, niby w dłoni trzymała książkę, niby wpatrywała się w litery, tyle, że nie była w stanie ich przeczytać, bo jej mózg był w trakcie kolejnej, dziwnej analizy. Wyrwał z nią dźwięk pekąjących szyb. Podskoczyła na swoim fotelu. Nie miała pojęcia dlaczego szkło miałoby pęknąć. Kilka minut temu stała przecież przy oknie i nic nie zwiastowało tego, że może się to wydarzyć.

Odetchnęła głęboko, przygasiła niedopałek w popielniczce, która stała na małym, drewnianym stoliku. Wstała, aby zobaczyć, co właściwie się wydarzyło. Musiała skontrolować sytuację, była tutaj sama, nikt nie mógł jej pomóc, to była chyba jedyna wada z mieszkania w pojedynkę, kiedy coś się działo była skazana tylko i wyłącznie na siebie.

Usłyszała kolejny głośny dźwięk, najwyraźniej to nie miała być jedna szyba. Starała się go zlokalizować, dowiedzieć się skąd dochodził, tyle, że nim to zrobiła - znowu coś pękło. Czy to było możliwe, aby wszystkie szyby, zupełnie bez powodu postanowiły zakończyć swój żywot? No nie, takie rzeczy nie działy się samoistnie, musiało się wydarzyć coś złego. Może nie było to szczególnie rozsądna, jednak postanowiła podejść do jednego z okien, teraz to właściwie do dziury, w której kiedyś było okno, nawet nie kiedyś, a przed chwilą, ale tak. Podeszła bliżej, żeby zobaczyć co się działo. Wtedy do niej dotarło, że to nie były zwyczajne chmury, tylko coś gorszego. Wokół szalał ogień, płomienie pochłaniały kolejne kamienice, stojące tuż obok tej jej. Pożar, nie byle jaki pożar, tylko ogromny, najwyraźniej dopiero się rozpoczął. Widziała, że z nieba sypał się popiół, chmury niosły się coraz dalej, najwyraźniej pomagały płomieniom się rozprzestrzeniać. Widok był przerażający.

Wiatr zaczął hulać po jej mieszkaniu, zrobił się przeciąg, bo przecież nie miała tutaj ani jednego całego okna. Wiedziała, że nie może pozostać w tym miejscu, musiała wyjść, dostać się do Ministerstwa, w którym na pewno będą jej potrzebowali. Nie martwiła się o mieszkanie, najwyżej spłonie, na zewnątrz znajdowali się ludzie, którzy mogli potrzebować jej pomocy, to było istotne, nie rzeczy nabyte. Być może uratuje komuś dzisiaj życie. Wiedziała, że Cornelius był w ministerstwie, więc tam właśnie zamierzała się dostać. Nie zabrała ze sobą nic poza swoją różdżką i szczurem, którego nie miała zamiaru zostawić tutaj na pastwę losu. Nim wyszła na klatkę schodową otaksowała jeszcze wzrokiem swoje mieszkanie, spojrzała na nie ostatni raz, nie miała bowiem pojęcia, czy będzie miała do czego wrócić.


// używam przewagi leczenie, zawady choroba Milforda
Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Prudence Fenwick (1566)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa