• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[Spalona Noc] Medyk potrzebny od zaraz

[Spalona Noc] Medyk potrzebny od zaraz
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
31.10.2025, 21:41  ✶  
Londyn płonął.
Christopher Rosier nie był celem bezpośredniego ataku. Ktoś – ehem, ehem, do niedawna on – mógłby pomyśleć, że zupełnie ta wojna go nie dotyczyła. Rosierowie słynęli z umiarkowanego konserwatyzmu, objawiającego się unikaniem pewnych kontaktów, chociaż byliby pewnie bezbrzeżnie zdziwieni, gdyby ktoś oskarżał ich o zaangażowanie w działania śmierciożerców – w końcu ich mundurki były szczytem bezguścia. Chris trzymał się więc z dala, szczęśliwy pośród swoich projektów, regularnych wizyt na przyjęciach, okazyjnych wypraw do ciepłych krajów czy randek z modelkami. Aż nagle do jego mieszkania wdarła się sadza, za oknem zaroiło się od dymu, noc rozjaśniły łuny pożarów, a on… on znalazł się w jakimś koszmarnym śnie.
Z perspektywy czasu myślał, że powinien postąpić jak każdy rozsądny człowiek i po prostu się gdzieś teleportować. Zamiast tego kiedy przekonał się, że musi opuścić swoje mieszkanie, w panice zgarnął teczkę z projektami, sakiewkę, ulubiony płaszcz, i wybiegł na ulicę, by przemieścić się do pracowni Rosierów, gdzie spodziewał się znaleźć ojca. Gęsta chmura dymu jednak sprawiła, że stracił orientację. Dym wżerał się w oczy, w nos, w usta, uniemożliwiał skupienie niezbędne do teleportacji, a kiedy Christopher wreszcie dosłownie się wyczołgał, był na wpół żywy.
Tak oto, jakieś dwie godziny później, znalazł się w Mungu. Oczy, choć przemył je parę razy wodą, miał zaczerwienione jak… jak coś bardzo czerwonego, sadza osiadła na jasnych włosach i na płaszczu. Było mu słabo, wizja była zamglona, miał problemy z oddychaniem, kręciło się mu w głowie i nie był w stanie ustać na nogach. Mimo to na przyjęcie przez kogoś czekał kolejne dwie godziny: medyczka klasyfikująca pacjentów orzekła, że stan poważny, ale stabilny, a mają więcej niestabilnych pacjentów.
Siedząc w poczekali kliniki, co rusz zanosząc się kaszlem i z coraz większym trudem chwytając oddech, otoczony przez ludzi rannych, płaczących, szukających krewnych… Christopher był zły. Nie wściekły, bo na wściekłość brakowało mu siły. Zły na pracowników Munga, zbyt opieszałych, zły na śmierciożerców, którzy zgotowali to piekło też czystokrwistym, zły na mugolaków, za to, że istnieli, zły ogólnie na cały świat.
Gdy w końcu wezwano go do jednej z uzdrowicielek, przełknął jednak gniewne słowa, cisnące się na usta. W tej chwili chciał tylko znów oddychać normalnie.
(not) trust me, i'm doctor
Zszyj czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, białe z białym. Na pewno będzie dobrze
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka kobieta (177 cm), bardzo szczupła z gęstymi blond włosami, które podczas pracy ciasno związuje. Chodzi szybko i jest energiczna. Jej ubrania są stonowane, dość formalne, można wręcz je określić, jako nudne.

Sidonie Lockhart
#2
05.11.2025, 23:52  ✶  
Najgorszy dzień, w pracy na pewno, może w dotychczasowym życiu. Może, na razie nie miała czasu na głębszą refleksję, nawet na porządny wdech nie było miejsca. Sidonie, kiedy już poczuła się taką prawdziwą medyczką (o powołaniu trudno powiedzieć czy ją już lub czy kiedykolwiek znalazło), a było to gdzieś z dwa lata po ukończeniu Akademii, to odnajdywała się szybkim tempie, gdy trzeba było na raz robić trzy rzeczy, a dwie następne zlecać i radziła sobie też z takimi żmudnymi i długimi przypadkami, które wymagały bardzo cierpliwej pracy w precyzyjnym ściąganiu kolejnych warstw zaklęć, ale dzisiaj było niedobrze. Jej dyżur od rana przechodził w kolejny nocny. Ordynator nie musiał mówić - każdy został, sama miała nadzieję dotrwać do końca najgorszej fali, na ile adrenalina i kawa będzie ją trzymać tu i teraz. Szaty Munga, o tym niezmiennie zastanawiającym limonkowym kolorze, czyściła zaklęciem po każdym pacjencie, nie było czasu ani nawet tylu uniformów by je zmieniać. Miała nadzieję, że nie spowoduje to jakiś komplikacji, gdy magia i zaklęcia zaczną ze sobą rezonować. Zresztą każdy pracownik szpitala miał z tyłu głowy na ile jeszcze da się rozciągnąć budynek, już w powietrzu było czuć wysokie stężenie magii.
Gabinet opuścił jeden czarodziej, wywoła następnego, Rosier, nawet ktoś rodowodem ze Skorowidzu musiał czekać, co jej złośliwość musiała podrzucić, ale szybko przestała mieć czas na takie niepotrzebne i trwoniące czas myśli. Sidonie uważnie przyjrzała się pacjentowi, szukając czy nie nosił na ubraniu śladów po ogniu, co wskazywałoby na oparzenia, już dzisiaj miała pacjentów, którzy w strachu, stresie nie zauważyli urazów.
- Nazywam się Sidonie Lockhart - zdążyła dzisiaj już wypowiedzieć te słowa z kilkadziesiąt razy, na wypadek, gdyby ktoś później bardzo chciał złożyć imienną skargę, - i będę pana leczyć. Ze wstępnego wywiadu wynika, że miał pan kontakt z dymem i problemy z oddychaniem - dodała spoglądając na kartotekę z krótkim opisem. Potem spojrzała znowu uważnie na Chrstophera szukając na twarzy objawów niedotlenienia. - Proszę usiąść na kozetce, będzie mi łatwiej przeprowadzić badania i jak z widzeniem? - Trudno nie zauważyć czerwonych oczu. - I proszę mi opisać objawy i czy miał pan kontakt z ogniem, jakieś inne urazy, czy mógł pan na coś wpaść lub przewrócić się podczas ewakuacji lub kontakt z jakimś zaklęciem. Wiele osób miotało zaklęciami na ślepo. Wszystko może być mieć wpływ na leczenie - wypowiadała się tonem spokojnym, jak osoba panująca nad sytuacją, przynajmniej na tym wycinku oddziału.
Sama przysunęła sobie taboret bliżej wspomnianej kozetki, a samopiszące pióro, które było standardowym wyposażeniem gabinetów, już drgnęło nad pergaminem by notować.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
06.11.2025, 16:31  ✶  
Matka swego czasu pilnie wbijała synowi do głowy zasady dobrych manier, a ojciec zaszczepił w nim odrobinę zdrowego pragmatyzmu. Dzięki temu Christopher zwalczył chęć odpowiedzenia „a co mnie to obchodzi?!”, gdy Sidonie się przedstawiła. To nie byłoby zgodne z zasadami dobrych manier, i mało pragmatyczne, skoro jak sama zapowiadała, miała go leczyć.
Usiadł na kozetce, dość posłusznie, nie mając zresztą sił na kłótnie. Był blady, ale ciężko było ocenić, czy to rezultat rzadkiego wychodzenia na powietrze, czy niedotlenienia, zresztą sadza osiadła tu i ówdzie na skórze. Otworzył usta, chcąc odpowiedzieć, i zakasłał.
Czuł się, jakby w gardle miał pustynię.
– Rozmazany obraz – powiedział, gdy odzyskał głos, czując nagłe ukłucie paniki. Zakładał, że po prostu oczy łzawiły mu od dymu, ale co jeżeli było to coś poważniejszego? Jak miał pracować, jeśli jego oczy nie będą współpracowały? – Nie było ognia. Tylko ten dym. Dziwna chmura. Nie rozwiewała się, nie działały na nią zaklęcia… – wyjaśnił i znów zakasłał, krzywiąc się, bo bolało go od tego między żebrami. Był pewien, że nie oberwał żadnym zaklęciem, ale może miała rację? – Nie było ognia.
Dach kamienicy wprawdzie zaczął się tlić, Rosier zdołał jednak się wydostać, zanim pojawiły się płomienie. I wpadł do Pracowni Rosierów, nim na dobre zaczęło się piekło. Siedzieli tam wszyscy, w najlepiej zabezpieczonej czarami sali, zabarykadowanej czarami i meblami, gotowi teleportować się, gdyby stwierdzili, że ktoś ośmielił się zaatakować Dom Mody.
– Ale w moim mieszkaniu… zanim stamtąd wyszedłem… – zaciął się, trochę bo nie mógł nabrać tchu, trochę bo ten widok wciąż jakoś nie mieścił się mu w głowie. – Ktoś je chyba przeklął? Na ścianach pojawiły się odciski dłoni – podjął, a potem znów w ostatniej chwili ugryzł się w język. Bo naprawdę mogłaby najpierw podać mu coś, co ułatwi oddychanie, zamiast wypytywać, prawda?! Christopher, wokół którego zwykle skakano, kiedy łapał katar, nie przypominał sobie, kiedy ostatni raz musiał cierpieć w ten sposób.
(not) trust me, i'm doctor
Zszyj czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, białe z białym. Na pewno będzie dobrze
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka kobieta (177 cm), bardzo szczupła z gęstymi blond włosami, które podczas pracy ciasno związuje. Chodzi szybko i jest energiczna. Jej ubrania są stonowane, dość formalne, można wręcz je określić, jako nudne.

Sidonie Lockhart
#4
11.11.2025, 00:28  ✶  
Sidonie pokiwała głową - raz, żeby pokazać, że słucha swojego pacjenta, dwa by zachęcić by mówił dalej. Prawie nie było dzisiaj osoby, która nie byłaby przestraszona i zagubiona, a mówienie ponoć potrafi pomóc oswoić się z trudną sytuacją, chyba było to na jakimś wykładzie z magipsychitarii. To na przyszłość musiała sobie zapisać, że może warto byłoby się zainteresować trochę bardziej tą dziedziną.
Sama byłaby przerażona, gdyby miała czas na coś więcej, niż zajmowanie się kolejną i kolejną osobą. Nie mogła się skontaktować ani z Doliną Godryka, ani z Little Whinging, nie było to dziwne, sieć Fiuu była przeładowana i sparaliżowana, co się działo teraz w Departamencie Transportu, to pewnie przypominało ten sam chaos, który wypełniał szpitalne korytarze.
- Rozumiem, najprawdopodobniej rozmazane widzenie wynika z podrażnienia i późniejszego tarcia, przemyję je solą fizjologiczną i dam panu jej trochę by mógł pan to zrobić potem w domu, bo podejrzewam, że ciężko teraz będzie dostać w jakiekolwiek aptece krople łagodzące z oczarem lub inne. Zapiszę to wszystko - pacjenci mało co zapamiętywali z tego, co się do nich mówiło, przytoczenie dużą ilością informacji na raz tak się kończyło. - Na noc może pan zrobić zimny okład, będzie to przeciwdziałać narastaniu opuchlizny i zasinieniom.
Sidonie sięgnęła po różdżkę, której końcówka zabłysnęła światłem. - Najpierw jeszcze sprawdzę reakcję na światło, poświecę w oczy i proszę wodzić oczami za moim palcem - którym przesunęła od lewa do prawa, potem góra dół. - Dobrze, oczy reagują prawidłowo, to wskazuje, że nie ma urazu głowy, jednak gdyby w ciągu kilku dni pojawią się mdłości, zawroty głowy lub bóle, to proszę się zgłosić tutaj lub do swojego medyka - dodała, bo pewnie Rosierowie mieli jednego lub dziesięciu zaprzyjaźnionych uzdrowicieli.
Skinęła znowu, nie było ognia, nie poparzył sobie dróg oddechowych, to dobrze, zresztą, gdyby doszło do takiego poparzenia już by o tym wiedzieli, bo już by leżał z pogorszeniem, ale nie wykluczała, że kontakt z dymem mógł skutkować reakcją chemiczną.
- Już kilka osób wspominało o podobnym efekcie. Wygląda to jak jakiś rodzaj klątwy, bo niektórzy wspominali, że czuli się obserwowani lub nieswojo - zgodziła się z przypuszczeniem Chrisophera. Zapewne Brygada Uderzeniowa i Aurorzy byliby zainteresowani zbadaniem tego, gdy już minie najgorsze, ale nie sądziła, że jej pacjent będzie chciał się dzielić problemem ze służbami i ryzykować, że pracownicy Ministerstwa wejdą swoimi buciorami do jego domu. Nie wiadomo, jak długo to zaklęcie się utrzyma, energia uwolniona tej nocy była niewyobrażalnie masywna.
- Proszę o otworzenie ust, sprawdzę gardło - pochyliła się by dojrzeć. - Zaczerwienione i podrażnione. Jeszcze osłucham płuca, proszę o rozpięcie koszuli i niech pan oddycha normalnie, w miarę możliwości przez nos.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
13.11.2025, 15:31  ✶  
W naturze Christophera leżały pewne samolubstwo oraz niechęć do zamartwiania się na zapas. Nie przejmował się teraz specjalnie innymi ludźmi, w tym swoimi znajomymi – wiedział, że rodzice i rodzeństwo przetrwali, i to chwilowo mu wystarczyło. Jakieś pokłady empatii może miały się obudzić wobec jednostek później, jednak w tej chwili nie myślał o nikim, zbyt skupiony na swoim własnym nieszczęściu. Oczy go piekły, gardło bolało, nie mógł oddychać i chciał po prostu, żeby medyczka coś z tym zrobiła. Ugryzł się w język, by nie powiedzieć, że oczywiście, że wynika to z podrażnienia, zwłaszcza że kobieta przynajmniej przedstawiła jakiś sensowny plan. Czymkolwiek była ta sól fizjologiczna: byleby pomogła.
Zakasłał ponownie, walcząc z irytacją, gdy postanawiała sprawdzać jego wzrok. Mdłości, ból głowy, zawroty? Miał w tej chwili pełen pakiet, a do tego ochotę krzyczeć, że tak jakby to naturalne, kiedy omal nie udusiła go dziwna chmura dymu, a potem biegł wzdłuż ulicy, kiedy z nieba sypały się popioły.
– Cholerni śmierciożercy – wymruczał na słowa o tej klątwie. Tak naprawdę śmierciożercy dotąd mu nie przeszkadzali: nie miał może skłonności do niepotrzebnej przemocy, ale uważał, że czystokrwiści są lepsi od półkrwi i od mugolaków. Prawdziwa równość to mrzonka, bo zawsze znajdą się ci, którzy są lepsi od innych. Ich bardziej gwałtownych czynów po prostu nie chciał dostrzegać ani analizować, a gdyby nawet je zauważył, pewnie wolałby zachować dyplomatyczne milczenie.
Ale teraz jego płuca i mieszkanie były pełne popiołu, i ponosiła go złość.
– Taką klątwę da się przełamać? – spytał, z westchnieniem zabierając się do rozpinania szaty. Gdyby Sidonie była młodsza, może zażartowałby w jakiś zaczepny sposób, ale że Rosier był jeszcze młodzieniaszkiem, ludzi po trzydziestym piątym roku życia wrzucając do koszyka z napisem „są już starzy”, lekarce zostało oszczędzone zażenowanie jego zachowaniem. – Płuca może nie są zaczerwienione, ale na pewno podrażnione – powiedział jeszcze, i tym razem sprawdzając to, Sidonie mogła się przekonać, że Rosier nie robił z igieł wideł. Faktycznie musiał nawdychać się jakiegoś paskudztwa i nie chodziło o jakąś niewielką ilość dymu: był niedotleniony, a płuca wymagały podania eliksiru, jeśli nie miało się to stać długotrwałym problemem zdrowotnym.
(not) trust me, i'm doctor
Zszyj czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, białe z białym. Na pewno będzie dobrze
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka kobieta (177 cm), bardzo szczupła z gęstymi blond włosami, które podczas pracy ciasno związuje. Chodzi szybko i jest energiczna. Jej ubrania są stonowane, dość formalne, można wręcz je określić, jako nudne.

Sidonie Lockhart
#6
18.11.2025, 00:35  ✶  
O polityce się nie dyskutuje, choć dzisiaj to raczej był terror, no ale na takie tematy się nie rozmawia w towarzystwie i gabinecie lekarskim. Normalnie tego się nie robi, ale teraz było trudno. Sidonie, póki nie była w miarę pewna współpracowników to również unikała takich rozmów w trakcie dyżurów, gdy się znajdowało chwilę by posiedzieć w socjalnym, szczególnie, gdy ją wysłano do oślej ławki w Pogotowiu Magicznym. Co prawda ten epizod wynikał z jej skłonności do chodzenia na skróty, ale będąc półkrwi czasem lepiej się nie wychylać. Niby lepiej, bo znowu podważanie jej ze względu na status krwi czy płeć gotowało jej krew i zagryzało wnętrze policzków do krwi. A jednak nie zmilczała jak nakazywałby rozsądek, tylko przytaknęła Christopherowi: - trudno się nie zgodzić. - Ślepa siła, która miażdżyła wszystko przed sobą, kogoś przestraszą, ale część się sprzeciwi, tym bardziej, że konflikt narastał. I jak zwykle najbardziej będą poszkodowani najsłabsi, a zapracowani tutaj w Mungu.
- Myślę, że tak. Mało prawdopodobne jest rzucić klątwę nie do przełamania i to wielokrotnie, jednak oceniam to z doświadczenia zdejmowania klątw, którymi są obłożone żywe istoty. - Jeszcze niedawno w rozmowie z przyjaciółką opowiadała, że prawa magii to raczej służą, jako wskazówki, co jeszcze złamać, ale nie stykała się często z zaklęciem, z którym nie dało się nic zrobić. Owszem funkcjonowały klątwa żywiołów czy maledictus, ale to również coś innego od prozaicznych rzucanych czarów.
- Płuca pracują dobrze - może nie optymalnie i gorzej, niż u całkiem zdrowego dorosłego, ale Rosier nie kwalifikował się na przyjęcie na oddział. W normalnych warunkach pewnie by go zatrzymała i wylądował by pod tlenem, ale nie mieli tyle zapasów. Szmery były wyraźne i nie słyszała by, gdzieś się zbierał płyn.
Odsunęła się od pacjenta, tym samym Christopher mógł się doprowadzić do porządku i ubrać się z powrotem. Z przeszklonej gablotki wyciągnęła dwie fiolki z pojedynczymi dawkami leczniczego eliksiru oraz kilka ampułek z solą fizjologiczną.
- Jedną dawkę proszę o zażycie teraz, drugą za dwanaście godzin - zwróciła się do niego, jednocześnie podała leki. Na drugiej za pomocą zaklęcia naniosła datę i godzinę z terminem przyjęcia kolejnej porcji. Gdy przyjął eliksir, Sid odłamała końcówkę ampułki i lekko odchyliła jego głowę by zakropić i przepłukać oczy.
- To zakrapianie może pan powtórzyć tak często, jak będzie potrzebne. - Normalnie nie zaopatrywali pacjentów, tylko odsyłali do aptek, ale najbliższym czasie zapasy z londyńskich aptek trafią do Munga, więc poszkodowani, którzy nie musieli zostać w szpitalu dostawali minimum by przetrwać najbliższy dzień lub dwa bez pogorszenia.
- Dobrze, gdyby nie był pan w najbliższym czasie sam, gdyby doszło do pogorszenia, mało prawdopodobne, ale dobrze, żeby ktoś sprawdzał pana stan. I osobiście, jeśli jest taka możliwość, to lepiej opuścić Londyn, bo nie wygląda, jakby ten dym i popiół miał się szybko rozwiać.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
19.11.2025, 14:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 10:57 przez Christopher Rosier.)  
Christopher po słowach lekarki przełknął kolejne, gorzkie słowa, cisnące się na usta. To nie było dobre miejsce na dyskutowanie na tematy światopoglądowe – zwłaszcza z jedną z Lockhartów. Nie był może tchórzem, ale też zwyczajnie nie chciał prowokować kogoś, kto ot tak na pstryknięcie palców mógł podpalić pół miasta i zasiać popłoch w całym kraju. Ostatecznie zresztą Rosier szczerze wierzył, że czystokrwiści są lepsi od innych. Po prostu jego zdaniem nie powinni podpalać stolicy, zwłaszcza zamieszkanej przez innych czystokrwistych, żeby to udowodnić.
Być może należało przeprowadzić się do stolicy mody czyli Paryża.
– Zgłoszę się do klątwołamacza – mruknął tylko. Chociaż kusiło go, by wypytywać dalej, to gardło drapało nieznośnie, wciąż ciężko było mu złapać tchu i jej słowa przypomniały Christopherowi, że Sidonie była lekarką: pewnie nie specjalizowała się w przeklętych miejscach.
Poza tym, do głowy przyszło mu, że ciężko było mówić o jakimś doświadczeniu kogokolwiek z tym, co stało się tutaj. Nie znał się może na klątwach i historii magii, ale czy w ogóle kiedykolwiek… zdarzyło się coś takiego, jak tutaj? Jeżeli tak, to na pewno nie w rejonach, które Chris uznawał za cywilizowane i nie w ciągu ostatniego pół wieku, bo chyba o tym by słyszał?
Prawa magii, które można złamać…
Voldemort tej nocy jeżeli ich nie złamał, to przynajmniej nagiął do swojej woli.
Skrzywił się lekko i zaniósł kaszlem, przez co nie miał okazji odpowiedzieć uzdrowicielce, że jakby pracowały dobrze, to on mógłby oddychać. Nie wahał się długo, gdy wyciągnęła eliksir: wypił porcję duszkiem, jeszcze zanim zabrał się za zapinanie guzików szaty. Słodki, nieprzyjemny smak przeleciał przez gardło, ku jego rozczarowaniu jednak nie przyniósł natychmiastowej poprawy. Zamrugał i powstrzymał odruch przetarcia oczu, kiedy kobieta je zakropiła: zaczęły łzawić, ale po kilkunastu sekundach poczuł ulgę przynajmniej tutaj i jego poziom sympatii wobec Sidonie trochę wzrósł. Może znała się na tym, co robiła.
– Ten popiół i sadza nie są tylko w Londynie – poinformował sucho, zapinając szatę. Nawet on miał dość rozumu w głowie, by wiedzieć, że nie powinien przedłużać wizyty. Nie był może altruistą i nie troszczył się jakoś szczególnie o tych wszystkich rannych w kolejkach, ale też rozsądek podpowiadał, że jednak potrzebują pomocy. – Spadły najmniej na Little Hangleton. Bezpieczniej to przeczekać.
Ewentualnie, pomyślał, pośle skrzata do domu rodziców pod Londynem, by sprawdził, jak wygląda tam sytuacja.

Rosier wysłuchał wszystkich ewentualnych instrukcji, jakie jeszcze mogła mieć dla niego medyczka i spróbował je nawet zapamiętać, bo naprawdę nie miał ochoty ani się udusić, ani doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu, a potem pokasłując wstał. Pod gabinetem przysiadł jeszcze na chwilę na krześle, by złapać oddech: wprawdzie czuł się teraz odrobinę lepiej, ale tylko odrobinę.
Przeklęty dym.
Przeklęte pożary.
Przeklęci śmierciożercy.
Odetchnął parę razy, a później teleportował się, znacznie ostrożniej i uważniej niż robił to zazwyczaj. Wprost do punktu w Domu Mody Rosierów, gdzie taka teleportacja nie groziła wpadnięciem na nic. To miejsce wydawało mu się w tej chwili bezpieczniejsze niż alternatywy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (1505), Sidonie Lockhart (1310)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa