• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[28.09.1972] Spill the tea, girl (Prudence Bletchley, Astoria Avery)

[28.09.1972] Spill the tea, girl (Prudence Bletchley, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
14.11.2025, 02:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2025, 01:14 przez Astoria Avery.)  
25.09.1972
mieszkanie Prudence

Od dnia wesela nosiła w sobie ciekawość, która tylko narastała z każdym mijającym dniem. Benjy. Nowy chłopak Pru. Nie widywały się aż tak często, ale nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała ją z jakimś mężczyzną. Może była zbyt pochłonięta pracą? Ostatnie tygodnie były dla niej gęste, pełne niekończących się obowiązków, długich godzin w galerii, analizy kolejnych obrazów, nieustającej korespondencji z klientami. Ale nie chciała zaniedbywać relacji, które w jakimś stopniu pozwalały jej wyrwać się od rzeczywistości; chciała wiedzieć więcej. O tym, jak się poznali. O tym, w jaki sposób ją uratował. O tym, co właściwie łączyło ich w tak krótkim czasie.
Zapowiedziała się wcześniej, żeby obie mogły zarezerwować sobie odpowiednią ilość czasu. Brakowało jej takich zwykłych wieczorów, by mogła się odprężyć i być sobą.
Stała przed lustrem w łazience, pochylona lekko, by złapać lepsze światło odbijające się od marmurowego blatu. Jej makijaż był już noszony od kilku godzin, więc postanowiła go odświeżyć. Włosy rozczesała powoli, pozwalając im opaść swobodnie na ramiona. Miała na sobie czarną sukienkę - prostą, wygodną, ale wciąż elegancką, o miękkim materiale, który przy każdym ruchu łagodnie układał się wokół sylwetki. Przez krótką chwilę obserwowała swoje odbicie: neutralny wyraz twarzy, równy oddech, lekko opuszczone powieki.
Na komodzie czekała już butelka czerwonego wina, wybrana z przesadną wręcz starannością. Nie piła dużo alkoholu, więc jeśli już raz na jakiś czas sobie pozwalała, to dbała, by był najwyższej jakości. W końcu nie ma to jak plotkowanie z koleżanką przy lampce wina.
Astoria poprawiła płaszcz na ramionach, zacisnęła palce na torbie i zmaterializowała się na chodniku przed wejściem do kamienicy na Alei Horyzontalnej. Powietrze było chłodniejsze niż się spodziewała - ostry wiatr omiótł jej twarzy i od razu wpadła do środka.
- Brakowało mi ostatnio babskich wieczorów - westchnęła, przekraczając próg, gdy Prudence otworzyła drzwi. Na wejściu cmoknęła kobietę w policzek i ruszyła wgłąb mieszkania. Czuła coś między ciepłym rozluźnieniem w mostku a lekkim ukłuciem ulgi, jakby po tygodniach biegania i zgryzania się wreszcie pozwolono jej usiąść, zdjąć buty i zaczerpnąć długiego, prawdziwego oddechu. Machnęła różdżką, pozwalając, by płaszcz samodzielnie odsunął się na wieszak, a potem zapadła się w kanapę, tak miękko, jakby od tygodni marzyła o tej jednej chwili zanurzenia się w miękkich poduszkach i spokoju w sprzyjającym środowisku, gdzie nie musiała ukrywać się za maską zimnej profesjonalistki. - Mam wrażenie, że minęły wieki od ostatniego razu. Ostatnio mam tyle pracy, że nie wiem, w co ręce włożyć. Jeszcze ten pożar...
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
18.11.2025, 22:02  ✶  

Złożyło się tak, że miała wolny wieczór. Ostatnio nie było to wcale taką oczywistością, w przeciwieństwie do ostatnich lat, kiedy większość czasu spędzała w samotności. Ten miesiąc był dla niej naprawdę wyjątkowy, wiele się zmieniło, ale uważała te zmiany za naprawdę dobre. Jej życie zaczęło nabierać kolorów, i wiedziała kto był za to odpowiedzialny. Szkoda, że zdawała sobie sprawę, że prędzej, czy później to będzie musiało się skończyć, póki co jednak wolała skupiać się na pozytywach, pozwolić się sobie w tym zatracić, miała dziwne wrażenie, że zbyt późno już było na opamiętanie, bo zaczęła się w nim zakochiwać, a może już była zakochana, tak po prostu. Upadek na pewno ją zaboli, ale przecież gdyby nie zaryzykowała nie miałaby szansy odżyć.

Nie pamiętała, kiedy właściwie ostatnio widziała się z Astorią. Powinny to zmienić i wrócić do bardziej cyklicznych spotkań, nie dopuszczała do siebie zbyt wielu ludzi, więc warto było dbać o tych, którzy już znajdowali się w jej świecie. Powinna o tym pamiętać. Czasem jednak łatwo przychodziło jej fiksowanie się na różnych tematach, zapominała wtedy o całym świecie, nie pamiętała, by pisać regularnie, dbać o bliskich, a przecież jeśli nie podlewało się kwiatów to one umierały. Na szczęście jednak póki co nie doprowadziła do tego tej znajomości.

Przyniosła do domu kilka butelek wina, miała różowe, czerwone, białe, te wytrawne i słodkie, czego tylko dusza zapragnęła. Powątpiewała bowiem to, że uda im się nadrobić czas przy jednej butelce, po drugiej pewnie będzie im już obojętne, czym się raczyły, ale lubiła dawać wybór, Prue była nie najgorszą gospodynią.

Rozległo się pukanie do drzwi, Bletchley pospieszyła w ich kierunku, aby Avery nie musiała stać na korytarzu. Otworzyła je z uśmiechem na ustach. Prue wyglądała zwyczajnie, nie należała do osób, które jakoś specjalnie ekstrawagancko się ubierały. Czarna sukienka z białym kołnierzykiem leżała na niej idealnie, materiał był gładki, zdecydowanie dbała o to, aby się nie zagiął, by nie było na nim chociaż jednego wymięcia. Włosy miała spięte wysoko, aby nie wpadały jej do włosów. Na jej palcu nie było już pierścionka zaręczynowego, który nosiła tam przez ostatnie dwa lata niczym artefakt, który miał chronić ją przed całym światem.

- Ja również. - Odwzajemniła całus w policzek, właściwie to kiedy Astoria dotykała tego jej sama Prue wykonała podobny gest w jej kierunku, tyle, że cmoknęła ten przeciwległy.

Avery weszła w głąb mieszkania, Prue przez moment podążała za nią, by na krótką chwilę zniknąć w kuchni i wrócić z niej z dwoma kieliszkami w dłoni. Teraz mogła usiąść tuż obok niej, bo miały przy sobie to, czego im brakowało.

- Nie poczułam, tak właściwie to chciałam Cię przeprosić, bo sama nie odzywałam się zbyt często. - Najwyraźniej i jedna i druga miała aktualnie dużo pracy, w przypadku Prue wpływ na to miały oczywiście pożary, które pozostawiły po sobie wiele trupów, a te trafiały do ministerstwa, do kostnicy.

- Prawda, miasto nadal nie do końca sobie z tym poradziło, pewnie jeszcze długo będzie dziwnie. - Czy w ogóle dało się jakoś przetrawić podobną tragedię? Nie wydawało jej się. Ulice, kamienice będą to pamiętać przez lata, a nawet wieki, takie wydarzenia pozostawiały po sobie ślady, już ona bardzo dobrze sobie zdawała sobie z tego sprawę, wspomnienia zapisywały się w najróżniejszych miejscach.

- Masz jakieś ciekawe zlecenia? - Zapytała lekko, nie chcąc do końca poruszać tematu ludzkiej tragedii, która ostatnio miała miejsce. One przeżyły, nie wszyscy mieli tyle szczęścia, to jej wystarczało.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
28.11.2025, 02:37  ✶  
- Możemy zacząć od mojego - podsunęła jej butelkę wina, tę, którą przyniosła, bo choć nie miała żadnych oporów przed samodzielnym nalaniem kolejnych kieliszków, to jednak pierwsza butelka zawsze należała do gospodyni. Sama ułożyła się wygodnie na kanapie, pozwalając, by ciało zanurzyło się w miękkim obiciu. Sukienka ułożyła się elegancką linią na udach, a Astoria przesunęła się odrobinę w bok, aż jej głowa oparła się o jasną poduszkę.
Dopiero teraz, kiedy ciepło wnętrza mieszało się z aromatem wina, dotarło do niej, jak bardzo była zmęczona. Jak dawno nie miała okazji po prostu... usiąść. Bez stresu o pracę - klientów, reputację, obrazy. Bez myślenia o własnym zdrowiu, o dymie w ścianach mieszkania, o pożarze, który wciąż snuł się za nią jak cień.
Uniosła kieliszek, pozwalając winu okręcić się w szkle, jakby odmierzała sobie chwilę przed odpowiedzią. Kiedy znów spojrzała na Prudence, jej rysy złagodniały. Miały chyba obie talent do wpadania w wir życia, w którym dni mieszały się w jeden długi, szary sznur obowiązków. I właśnie dlatego tak bardzo doceniała to, że jednak siedziały tu teraz obok siebie.
- Daj spokój, rozumiem doskonale - powiedziała miękko. Odchyliła się wygodniej, jedną nogę podciągając lekko pod siebie, a drobne pasmo włosów splotła między palcami w zamyśleniu. Nigdy nie wypytywała o szczegóły. Nie chciała ich znać. Dla niej specyfika pracy Pru była kompletnie abstrakcyjna. Podczas gdy jej życie zawodowe krążyło wokół sztuki i piękna, praca ze śmiercią...  martwymi ciałami była kompletną odwrotnością. Ale to tylko kolejna cegiełka, którą można by uznać za różnicę nie do przeskoczenia między nimi. Jedną z wielu. Pochodziły z dwóch różnych światów, które jakimś cudem potrafiły się zazębić.
- Moje mieszkanie nadal cuchnie dymem, nie da się tam wytrzymać - westchnęła, ubolewając nad swoją stratą. No, może jeszcze nie stratą, ale zaczynała poważnie rozważać sprzedaż. - Próbowałam wszystkiego i nic.
Wiele strat mogłaby teraz wymienić, począwszy od mieszkania i wszystkich zawartych w nim rzeczy, przez jej zdrowie fizyczne i duszący kaszel, który do tej pory w pełni nie ustąpił, a kończąc na zdrowiu psychicznym przez horror, który przeżyła tamtej nocy. Tyle że rozmowa o tym nie przyniesie ukojenia, tylko rozdrapie rany na nowo.
Pewnie ma tego po dziurki w nosie - pomyślała, że ostatnie czego jej trzeba, to opowiadać o szczegółach i rozpamiętywać straty tamtej nocy. Sama przecież miała przed oczami żywe obrazy rodem z horrorów, gdy tylko zamykała oczy. To nie zniszczone kamienice i spalone mienia były w tym wszystkim najgorsze. Dlatego nie naciskała, nie drążyła tematu.
Zamiast tego odsunęła od siebie te obrazy, skupiła się na cieple salonu, miękkości poduszek, zapachu wina, który unosił się w powietrzu jak obietnica normalności. Pozwoliła sobie na lekki uśmiech i odpoczynek.
- Aktualnie większość zadań wiąże się z renowacją bezcennych dzieł, które ucierpiały w ogniu. Pracochłonne zajęcie, ale opłacalne - była jedną z tych osób, które czerpały zyski z tej tragedii. Nie, żeby była z tego zadowolona. Scalanie mikropęknięć, ratowanie pożółkłej faktury i nadpalonych fragmentów było żmudnym zajęciem, spędzała całe dnie na mikroskopijnych poprawkach, by przywrócić obrazy do idealnego stanu. - Wolę zajmować się wystawami, bardziej organizacyjnymi kwestiami.
Odchyliła głowę na podsuszkę, a ciepło kanapy wciągało ją powoli, jakby chciało zatrzymać ją na dłużej. A ona wcale nie zamierzała się opierać. Spojrzenie Astorii zatrzymało się na dłoni Prudence, a drobny szczegół natychmiast zapalił się w jej głowie jak iskra. Była uczona dostrzegać najmniejsze detale w obrazach i tę spostrzegawczość przeniosła do codzienności.
- Zdjęłaś pierścionek - powiedziała cicho; bardziej stwierdziła, niż zapytała, z tą miękką, nieosądzającą nutą w głosie, jakby dawała podkład do rozwinięcia.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
08.12.2025, 22:11  ✶  

- Jak sobie życzysz. - Otworzyła wino jednym zgrabnym ruchem, dało się w tym geście dostrzec odpowiednie doświadczenie, widać było, że Prue lubiła od czasu do czasu sięgnąć po butelkę, inaczej pewnie nie radziłaby sobie z tą w swoich dłoniach tak lekko. Nalała do kieliszków odpowiednią ilość trunku, wręczyła jeden z nich Astorii, drugi sama złapała w dłoń, po czym usiadła tuż obok swojej koleżanki.

Dobrze było usiąść, odetchnąć po pracowitym dniu, ostatnio większość z nich zlewała jej się w całość. Pożar przyniósł ze sobą ofiary, ogromne ilości ofiar i ktoś musiał je wszystkie obejrzeć, tak się składało, że to było akurat jej zadaniem, nie mogła więc narzekać na brak pracy, wolała jednak o niej nie rozmawiać. Wiedziała, że mało kto był tak pogodzony ze śmiercią jak ona, mogła się przez to wydawać zimna, chłodna, jednak musiała się od tego dystansować, aby do końca nie zwariować. Nie mówiła jednak wiele o swojej pracy, aby nie wzbudzać niepotrzebnie negatywnych emocji wśród swoich znajomych, bo i tak miała ich ledwie garstkę. Bletchlet nie należała do osób, które otaczały się wianuszkiem ludzi, nigdy jej na tym nie zależało. Tak właściwie rzadko kiedy potrzebowała towarzystwa, starała się utrzymywać pewne znajomości, bo każdy od czasu do czasu miał chęć z kimś porozmawiać. Niektóre osoby znalazły się w jej życiu zupełnym przypadkiem i jakoś tak przywykła do tego, że gdzieś tam były i mogła się do nich zwrócić.

- Jak widzisz tutaj wcale nie jest lepiej, niby nie czuć dymu, ale okna nadal mam tylko prowizorycznie zabezpieczone, nie wiem, kiedy mój brat mi je wstawi, klienci są ważniejsi od rodziny, podejrzewam więc, że znalazłam się na samym dole jego listy. - Okna w mieszkaniu Prudence zabezpieczył Benjy, nie wyglądało to może najlepiej, ale przynajmniej deszcz nie mógł wpaść do środka, było tu względnie bezpiecznie, to musiało jej wystarczyć do momentu, w którym Elias wreszcie się u niej pojawi i zajmie się szkodami, oby zrobił to jak najszybciej... nie nastawiała się jednak na to, że faktycznie tak się wydarzy. Wiele osób potrzebowało teraz pomocy rzemieślników, a wiadomo jak to jest, klienci, opinia - to liczyło się w ich świecie, a nie zadowolone rodzeństwo.

- Pożary przyniosły wszystkim nowy tryb pracy. - Skomentowała jeszcze, upiła przy tym niewielki łyk wina z kieliszka. Wszyscy dostosowywali się do nowej rzeczywistości, ona badała trupy, które trafiły do kostnicy po pożarach, Astoria naprawiała uszkodzone dzieła sztuki, a jej brat zajmował się mieszkaniami, które ucierpiały.

- Może znajdź jakiegoś specjalistę, do tego dymu? - Pewnie dobrze byłoby, gdyby jakiś fachowiec spojrzał na to swoim czujnym okiem.

- To na pewno jest dużo bardziej ciekawe od powtarzalnej pracy. - Nie dziwiła jej się wcale, sama miała tak samo, te same obrażenia, te same przypadki, na dłuższą metę monotonia była okropnie nudna. - Nie wiem tylko, czy ludzie teraz mają głowę do tego, aby bywać na wystawach. - Nie dało się ukryć, że każdy odniósł jakieś skutki minionych wydarzeń, jedni mniejsze, inni większe, pewnie trochę czasu minie zanim wszystko wróci do normalności.

Kiedy usłyszała komentarz Astorii przeniosła wzrok na swoją dłoń, doskonale wiedziała, że nie ma na niej już pierścionka, jednak jakoś tak odruchowo to skontrolowała. Oczywiście, że przed Avery nie ukrył się żaden, drobny szczegół, potrafiła wyłapać nawet najdrobniejszą zmianę w jej wyglądzie. - Tak, zdjęłam, chyba najwyższa pora, nosiłam go prawie trzy lata. - Trzy lata po tym, jak Liam zginął. Nie było sensu dalej nosić go na palcu, ileż można było pozwalać, aby przeszłość miała wpływ na teraźniejszość. Zresztą Prue nie potrzebowała już tarczy, która miała chronić ją przed ludźmi, a poniekąd tak traktowała ten pierścionek, dzięki niemu nikt nie zadawał pytań, wszyscy myśleli, że nadal tkwi w żałobie, co było dla niej całkiem wygodne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
14.01.2026, 01:56  ✶  
Przyjęła kieliszek z dłoni Prue z cichym skinieniem głowy, przez chwilę obracając go w palcach, jakby badała ciężar szkła i barwę wina, choć w rzeczywistości pozwalała myślom opaść i ułożyć się w spokojniejszy rytm. Prue zawsze miała ten dar: potrafiła być obok, nie narzucając swojej obecności, a jednocześnie wypełniać ciszę czymś stabilnym, co wyzwalało w Torii poczucie spokoju.
Rozejrzała się po mieszkaniu, po prowizorycznie zabezpieczonych oknach, po śladach pożaru, które były już częściowo uprzątnięte. - Nie jest źle - skomentowała, a na wzmiankę o bracie Prudence kąciki ust Astorii uniosły się odruchowo, zanim jeszcze zdążyła ten gest przemyśleć. Był w nim cień rozbawienia, ale i zrozumienie, które nie potrzebowało doprecyzowania ani dodatkowych wyjaśnień. Temat rodzeństwa miał w sobie uniwersalną nutę chaosu, cierpliwości wystawianej na próbę i tej osobliwej mieszanki miłości z frustracją, której nie dało się rozdzielić bez szkody dla całości.
- Wiesz, trochę go jednak rozumiem. Teraz ma szansę się obłowić, a ty... możesz jeszcze trochę poczekać - zabezpieczenia spełniały swoją funkcję, a to najważniejsze. Wiele mieszkań było w dużo gorszym stanie, więc domyślała się, ile pracy miał jej brat. Kiwnęła jeszcze głową odnośnie specjalisty. - Już nawet znalazłam, ale czekam na swoją kolej. Nie ponaglam go, bo ostatecznie mam gdzie mieszkać. Chociaż przyznaję, że odzwyczaiłam się od ciągłego towarzystwa rodziców.
Nie chciała narzekać, zwłaszcza na rzeczy, które obiektywnie powinny budzić wdzięczność. Bo przecież miała dach nad głową, bezpieczeństwo, troskę. Ale właśnie ta troska była najtrudniejsza do udźwignięcia. Matczyna obecność była wszechobecna: w pytaniach zadawanych zbyt często, w spojrzeniach pełnych niepokoju. Troska, szczera i pełna miłości, z czasem zaczynała przypominać klatkę - złotą, miękko wyściełaną, lecz jednak klatkę. Prywatność stała się luksusem. Cisza, do której była przyzwyczajona po długich dniach pracy, ustępowała miejsca rozmowom przy herbacie, wspólnym posiłkom, nieustannemu poczuciu bycia obserwowaną. Na dłuższą metę było to przytłaczające. Upiła kolejny łyk wina, pozwalając, by myśli uspokoiły się choć odrobinę.
- Mhm, na razie wszystkie wydarzenia są zawieszone. Galeria przechodzi prace porządkowe, a ludzie są zajęci swoimi dramatami - zgodziła się, opierając głowę o oparcie kanapy. Wiedziała, że to konieczne: porządkowanie po zniszczeniach, inwentaryzacja strat, ostrożne przywracanie ładu po chaosie. A jednak gdzieś pod tą racjonalną warstwą czaiło się poczucie straty. - A z drugiej strony myślę, że wielu przydałoby się takie wytchnienie. Wiesz, skupienie się na pięknie dla odmiany. - dodała ciszej. Astoria od zawsze wierzyła, że sztuka nie jest luksusem na dobre czasy, lecz koniecznością w tych najgorszych. Właśnie wtedy, gdy ludzie tonęli w stratach, żałobie i lęku, potrzebowali czegoś, co pozwalało na chwilę odwrócić wzrok od ruin - nie po to, by zapomnieć, ale by nabrać sił. Piękno nie rozwiązywało problemów, lecz przypominało, że świat wciąż potrafi być czymś więcej niż tylko sumą tragedii. Zamyśliła się, obracając kieliszek w dłoniach, obserwując, jak światło odbija się w czerwieni wina.
- Cieszę się twoim szczęściem - uśmiechnęła się ciepło. Domyślała się, ile odwagi kosztuje taki gest. Znała ciężar przyzwyczajeń i bezpieczeństwo, jakie daje żałoba noszona jak tarcza - nie dlatego, że chroni przed bólem, lecz dlatego, że usprawiedliwia dystans, milczenie i brak dalszych kroków. - Z Benjym... to na poważnie, prawda? Choć przyznam, że wyczułam lekkie napięcie. Na weselu - dodała, próbując zrozumieć dynamikę pary. Nie miała okazji poznać mężczyzny zbyt dobrze, dlatego bazowała wyłącznie na perspektywie Prue. Widziała subtelne zmiany w jej zachowaniu, ten błysk w oczach, gdy na niego patrzyła, a teraz jeszcze ściągnięcie pierścionka, co było przecież symbolem samym w sobie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1551), Prudence Fenwick (1175)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa