• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [24/09/1972] the wolf who was late to the party || erik & millie

[24/09/1972] the wolf who was late to the party || erik & millie
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
06.12.2025, 22:47  ✶  

—24/09/1972—
Drugi dzień wesela Geraldine Yaxley i Ambrożego Greengrassa, Snowdonia
Erik Longbottom & Mildreda Moody


Kawa, kawa... Gdzie, do cholery, jest ta kawa?, powtarzał w myślach Erik, wodząc na wpół obecnym wzrokiem po jednym z namiotów w których zebrali się goście wesela na popołudniowy posiłek. Jak na jego gust było tu całkiem sporo ludzi, a przecież nie wiedział, ile osób zjawiło się na głównej ceremonii poprzedniego dnia. Mężczyzna westchnął ciężko. Żałował, że nie mógł zobaczyć Geraldine i Ambroise'a przed ołtarzem, ale zjawienie się na tak ważnej uroczystości tuż przed pełnią byłoby szalenie nierozsądne. Musiałby wyjść wcześniej i tłumaczyć się co bardziej wścibskim gościom lub igrać z ogniem chcąc spędzić tutaj jak najwięcej czasu. Żadna opcja nie była zbytnio zachęcająca.

Pełnia z ubiegłej nocy dość mocno dała mu się we znaki, ale po powrocie do Warowni dopełnił wszelkich starań, aby pojawić się na drugim dniu wesela w odpowiednim stanie. Wybrał jeden z lepszych garniturów, wziął kilka miksturek regenerujących i skorzystał z kosmetyków Potterów podsuniętych mu przez matkę. Dalej jednak czuł się ociężały; gdyby nie wesele to zapewne odsypiałby teraz poprzednią noc w swoim łóżku i nic nie byłoby go w stanie wygonić. Longbottom uśmiechnął się półgębkiem do jakiegoś dalszego kuzyna Geraldine, którego kojarzył i ruszył w kierunku stołu na którym zgromadzono dodatkowe przekąski, filiżanki i zaklęty warnik dla gości, którzy chcieli sami się obsłużyć i zrobić sobie herbatę lub kawę.

— Nareszcie — mruknął pod nosem, zatrzymując się nieopodal jakiejś kobiety. Dopiero po chwili zorientował się, że wcale nie była to żadna obca czarownica, a Millie. — Och. Hej, Mills. Jak impreza? Ktoś już zdążył zrobić sobie krzywdę? Mam nadzieję, że obyło się nagłej interwencji BUMu?

Przy ostatnim zdaniu mimowolnie ściszył głos. Odkąd znalazł się na tyłach rezydencji Yaxleyów zdołał przywitać się z zaledwie kilkoma osobami, toteż nie zdążył się jeszcze zorientować w tym, jak wielkim sukcesem okazała się sama ceremonia, jak i wesele. Poza tym, zależało mu na tym, aby uzyskać sprawozdanie z kilku źródeł. Wątpił, aby Brenna mogła przekazać mu wszystkie szczegóły. A w pewnym momencie będzie musiał jeszcze podpytać Geraldine, jak się teraz czuje, kiedy weszła w tak poważną unię. Wzrok Erika ześlizgnął się po kreacji panny Moody.

— O, i tak na marginesie: bardzo dobrze wyglądasz — dodał jeszcze, nasypując sobie do filiżanki kilka łyżeczek kawy. Zdecydowanie tego potrzebował, aby przetrwać imprezę. Kto wie, może nawet zostanie na trzeci dzień, jeśli będzie maił wystarczająco dużo energii? — Powinienem na kogoś uważać, czy raczej zebrali się tu sami porządni obywatele?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
15.12.2025, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2026, 17:00 przez Millie Moody.)  
- Erik! - momentalnie rozpogodziła się na jego widok i przypadła do niego jak do ostatniego sprawiedliwego w tym okrutnym świecie. Odciągnęła go na bok od ludzi, bo oczywiście już kilka złośliwych spojrzeń podążyło za jej zbyt spontanicznym wybuchem. Wczoraj jak wszyscy byli najebani to nie było tak sztywno, ale teraz na poprawinach….

- Kurwa nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę… - to tyle jeśli chodzi o „porządnych obywateli”. - To jakiś koszmar. Mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i uważają, że jestem zjebana. Nie… nie piję od dwóch dni, bo Morfina kazał mi być czystą,żeby w razie czego wiesz kurwa, reagować szybko i po prostu totalnie kurwa wszystko, absolutnie wszystko działa mi na nerwy. - żaliła mu się cedząc przez zaciśnięte w uśmiechu zęby. - Ja tu z w a r i u j e, ale jak dobrze… jak dobrze, że jesteś… - to powiedziawszy Miles postanowiła naruszyć jeszcze kilka czyściuszkowych dyrektyw i po prostu przytulić się do kapitana swojej drużyny. - Gdyby nie Liszek, to bym nie miała totalnie z kim gadać, to jest jakieś piekło. Weź… zmień mnie co? Mogę się napić? Chociaż trochę… - mamrotała mu w elegacką koszulę, na szczęście makijaż miała magiczny, więc nie było obawy, że coś na tej koszuli pozostanie. - Mam taki plan, że jak wrócę do domu, to się napierdole tak, że trzy dni mnie nie będzie kurwa widział. Położę się tam gdzie mnie zostawią i już. - Odetchnęła, czując ulgę, że mogła kogoś uczynić powiernika tych swoich bolączek. Ktoś prychnął za jej plecami, ale miała to już totalnie w piździe. - A jak u Ciebie? Dałeś sobie radę bez Brenki? - dopytywała zatroskana, mogąc pozwolić sobie na odrobinę empatii, gdy jej zeszła para z czerepu.



viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
22.12.2025, 00:21  ✶  
Erik pozwolił się odciągnąć w stronę bardziej ustronnego kąta namiotu, a kiedy przebijał się wraz z Millie przez kolejne grupki ludzi, każdej starał się posłać uspokajający uśmiech. Wprawdzie wiedział, że mogło się tu zjawić paru konserwatystów lub czarodziejów i czarownic starszej daty, tak czy jedna Mildreda Moody faktycznie mogła wzbudzić taką sensację w czasie imprezy, żeby co rusz na nią zerkać? Jeśli już to uwaga gości powinna być skupiona na parze młodej, pomyślał przelotnie. Chociaż większość krewnych na pewno cieszyła się z tej unii, tak po kątach na pewno plotkowano o powodzie tak szybkiej uroczystości. Ale cóż... Miłość przecież nie znała granic, czyż nie?

— Piekło? — powtórzył po dziewczynie, pozostając w błogiej nieświadomości co do tego, jakie katusze musiała przeżywać tutaj Mills, nie mogąc pić do bladego świtu wraz z innymi gośćmi podczas głównej imprezy. Przekrzywił lekko głowę w bok. — Nie przesadzasz trochę? Geraldine i Ambroży na pewno zadbali o to, żeby wszyscy mogli się dobrze bawić, nie musząc sięgać po alkohol. Nie było tutaj jakichś zabaw weselnych? Łapania welonu? Gorącego krzesła? Na pewno nie było tak źle...

Co jak co, ale nudno to tutaj raczej nie było. Chociaż Yaxleyowie należeli do znanych rodzin czystej krwi, tak ze względu na swoje powiązania ze sztuką polowania uchodzili raczej za dość rozrywkową grupę. I utalentowaną. Jeśli Gerard zamierzał zorganizować wesele córki, to na pewno zaangażował do tego jakoś ten cały klub Artemis, co by pokazać jak bardzo zależy mu na ukochanej córeczce. Na pewno nie szczędził też pieniędzy na rozrywki dla gości imprezy... Prawda?

— Jesteś pewna, że chodziło tylko o kwestie bezpieczeństwa? — spytał, rozglądając się dyskretnie na prawo i lewo. — Rozumiem, że w kraju nie dzieje się ostatnio za dobrze, ale to dalej wesele Yaxleyów. Większość gości jest jako tako przeszkolonych albo potrafi polować. Zabezpieczenie tej uroczystości nie leży tylko i wyłącznie na twoich barkach, Mills. — Poklepał ją lekko po ramieniu. — Morfeusz na pewno kazał ci w ogóle nie pić? Może chodziło mu tylko o to, żebyś... nie przesadziła? Nie wypiła za dużo w zbyt szybkim czasie? Może chciał, żebyś mogła się trochę pobawić w... pełnej świadomości. Żebyś mogła docenić całą oprawę tego wesela. W końcu jesteś świadkową, tak? — Pochylił się lekko ku dziewczynie. — Jeśli tak bardzo chcesz, to możemy poszukać ci jakieś słabszego drinka. To będzie dobre ustępstwo, skoro to już drugi dzień wesela, prawda? Na pewno coś się jeszcze ostało z wczoraj.

Erik rozejrzał się na prawo i lewo, próbując namierzyć najbliższy barek, przy którym kręciło się mniej osób. Kiedy takowy dostrzegł, zaczął powoli iść w tamtym kierunku, prowadząc za sobą Millie. Jednocześnie starał się też cały czas ją zagadywać.

— Ech... Tak, wszystko w porządku. Dobrze się czuję. To znaczy, na tyle na ile człowiek może dobrze się czuć po całej nocy w wilczej kryjówce — skomentował przyciszonym głosem. Tyle dobrego, że miał w domu cały zapas Eliksiru Tojadowego, toteż i tak przechodził pełnie dużo lżej niż wilkołaki, które z jakiegoś powodu decydowały się nie zażywać tego specyfiku. — Jestem tylko trochę zmęczony. Wziąłem kilka mikstur na rozruszanie i wysmarowałem się jakimiś kosmetykami z drogerii Potterów. Przynajmniej te cholerne wory pod oczami nie powinny być już tak bardzo widoczne.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
15.01.2026, 17:00  ✶  
– Welon to sam spierdolił zanim zabawa zaczęła się na dobre – zrelacjonowała mu cicho i w sumie ten uciekający welon był momentem, kiedy jej nieco zeszło z pary, bo z lasu nic nie wylazło a miała dziwne przeczucie, o którym wolała się na razie nie dzielić. Z resztą... Morpheus był gdzieś pośród gości, z pewnością lepiej jako Niewymowny był w stanie ocenić co i jak.

– Erik kurwa, nie chodzi o bezpieczeństwo, nie wierzę, żeby ktokolwiek naraził się staremu Yaxleyowi czy całemu Artemis. Ale wiesz jak jest... półkrwistych tu możesz policzyć na palcach jednej ręki, zdaje się, że nie ma mugolackiej duszy. To jak spacer po terytorium wroga. I wiem, że Ty masz super duper doświadczenie w takich spacerach, ale ja już usłyszałam kilka miłych słów na temat tego jak brudzę tę imprezę samym swoim istnieniem tutaj – żachnęła się z goryczą. – Więc tak, kazał mi nie pić i mieć uszy szeroko otwarte na te pijackie bełkoty. Może zobaczył w swojej wizji, że ktoś się wysypie. Ktoś wiesz. Z dna dzbana. – Niby mogła już mówić w pełnej krasie, że lord Voldemort jest cwelem i żadna klątwa i strach przed imieniem nie zaciskała jej gardła, ale... ostatecznie byli na terytorium wroga czyż nie?

Na propozycję Erika pokręciła głową, kładąc dłoń na jego dłoni uspokajająco.
– Dzięki, ale soczek wystarczy. Jak położę usta na czymkolwiek z wódką, to już zassam tak, że nie będzie to zbierać. – rzuciła w przypływie całkiem racjonalnego myślenia, a potem całkiem nieracjonalnie na moment przysunęła się do Longbottoma i zaciągnęła jego perfumami.
– To jakieś z nowej kolekcji? A worami się nie przejmuj, jakbyś mi nie mówił to nawet bym nie zauważyła. Ej, ładne nawet. Takie słodkie. Pasują do Ciebie – uśmiechnęła się nieco pewniej czując się na własnym gruncie. – Wiesz w ogóle że wrzucili mnie z Brenką do namiotu z Bulstrodem! Mam nadzieję, że zamieszkasz tam z nami i będziesz bronił mojego honoru przed tym aurorskim kutasem! – rzuciła zaczepnie, zupełnie jakby miała jakikolwiek honor.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
18.01.2026, 20:06  ✶  
— Och? Czyli nie wiadomo, kto będzie miał ślub w następnej kolejności? — skomentował bez większego namysłu, gdy dotarły do niego wieści o utracie welona.

Co za strata. Miło by było wiedzieć na czyją imprezę teraz powinni się szykować.

— Och. Fakt. W takim układzie, odradzanie picia, to całkiem logiczne posunięcie — skomentował pod nosem, bo w sumie nie przeszło mu nawet przez myśl, że na weselu Yaxleyów mogło dojść do takiego incydentu. — Chociaż nie wiem, czy powinniśmy się cieszyć z takiej ewentualności. Nie żebym nie chciał dostać jakichś cennych informacji... Po prostu chciałbym, żeby reszta mogła się nacieszyć tym dniem. W ostatnim czasie trudno o takie.

Jedną tragedię już ostatnio przeżyliśmy, chyba należy nam się kilka tygodni spokoju, co?, pomyślał bezgłośnie, posyłając swój komentarz ku Matce. Spalona Noc zapewne dotknęły sporą część weselników. Nawet jeśli nie stracili w pożarze najbliższych lub swojego domu lub biznesu, to na pewno znali kogoś, kto odniósł poważne straty. Nawet ci urodzeni najwyżej musieli jakoś odczuć na sobie piętno tamtego dnia. Nawet jeśli było tak trywialne, jak utrudniony dostęp do butiku czy opóźnienie w kwestii dostawy najnowszej ramy do zabytkowego lustra. Erik wypuścił głośno powietrze z ust.

— A wiesz, że możliwe? Nie miałem czasu grzebać w perfumach, więc zdałem się na to, co podsunęła mi matka przed wyjściem. — Uśmiechnął się pod nosem, wzruszając lekko ramionami. Czasem, gdy wspominał w ten sposób o rodzicach czuł się jak mały chłopiec, ale cóż mógł poradzić na to, że Longbottomowie byli ze sobą aż tak zżyci? A nawet w wieku trzydziestu lat dość łatwo było ulec sugestiom najbliższym. — Miło słyszeć, że pasują. Aż żałuję, że nie mogłem się tutaj pojawić wczoraj. Może więcej ludzi by to doceniło. Po tylu godzinach imprezy ich węch mógł się już nieco stępić.

Machnął niezobowiązująco ręką w stronę bliżej nieokreślonej grupy ludzi, która bawiła się w tym samym namiocie. Z drugiej strony, dobrze, że w ogóle udało mi się tutaj dotrzeć, pomyślał przelotnie. Nawet nie chodziło o to, że miał jakąś wielką ochotę na zabawę - czy to z alkoholem czy bez. Po prostu... Po Spalonej Nocy chyba bardzo potrzebował zobaczyć swoich bliskich w nieco bardziej radosnym nastroju. Fala pożarów, która przetoczyła się przez Wielką Brytanię i upadek Warowni dotknęły go na tyle mocno, że ciężko było mu się po tym wszystkim pozbierać, a ślub Geraldine i Ambrożego... Cóż, stanowił poniekąd symbol tego, że nie wszystko jeszcze poszło w diabły. Że nawet po tak ogromnej tragedii można było się podnieść na obie nogi i ruszyć z nadzieją w przyszłość.

— Brenna jeszcze tego nie zrobiła? — zagaił, cmokając cicho. Po chwili stania w kolejce odebrał od barmana jeden soczek dla Millie i jeden kieliszek wina dla siebie. — Przepraszam cię - w jej imieniu. Zazwyczaj radzi sobie z nim wystarczająco dobrze na własną rękę, ale cała uroczystość mogła ją nieco... rozregulować. Emocjonalnie. Gdybym widział Geraldine w drodze do ołtarza, to pewnie też bym się wzruszył. Widziałaś może czy płakała? Brenna, w sensie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
07.02.2026, 21:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2026, 21:49 przez Millie Moody.)  
– No pewnie Heather i Camerona, kojarzysz ich? Do tego nie trzeba być wróżbitą – zaśmiała się serdecznie, chociaż nie trzymała ręki na pulsie planów ślubnych ich koleżanki zakonniary. – No chyba, że Bulstrode w końcu klęknie przed Brenką, to akurat chciałabym zobaczyć... – dodała mimochodem, pilnie śledząc twarz Erika, ciekawa czy coś wie i się wysypie, czy raczej nic nie wie, więc nie będzie miał czego wysypywać poza swoją niewiedzą.

– Ale z tego co pewne, to impreza na Twoje urodziny. Co robimy? Chcesz, żebym zrewanżowała Ci się portretem druhu? Mam już pewien pomysł, ale będziesz musiał mi zapozować, owinięty samym prześcieradłem, ze złotymi listkami na głowie, tymi no... jak ta przyprawa ee... z listkami... pieprzowymi? – spróbowała, bez większego sukcesu trafić w nazwę rośliny. Widziała jednak na jednym z wielu kursów, których nie skończyła, modela z taką właśnie ozdobą i nie mogła się powstrzymać wrażeniu, że Erikowi by to po prostu pasowało. Choć może wolałby zbroję i włócznię?

– Cóż jeżeli chodzi o perfumy, to musi Ci wystarczyć, że ja doceniam – wyszczerzyła zębiska serdecznie – Opłacała się abstynencja! – bo ten kieliszek czy dwa z Atreusem nie mogły się liczyć prawda? Były już po służbie, przed następną służbą. I co miała powiedzieć nad to, że pachniało ładnie. Nie znała się na tym za bardzo, ale szukała możliwości i opcji do składania podarków swoim... współlokatorom więc... - Emm... myślisz, że Twoja mama mogłaby mi dać małą zniżkę, jakbym kupiła dwie fiolki? Albo jakieś takie mniejsze? Mam... chciałabym podziękować dwóm takim za to, że ze mną wytrzymują więcej niż ustawa przewiduje i ee... może to byłaby właściwa myśl? Czy myślisz... perfumy jednak zbyt osobiste? Dobra ee... nie ważne, zapomnij. – Szybko sięwycofała gdy poczuła że grunt zbyt śliski pod nogami. Taka zniżka to byłoby coś, ale jednak perfumy mimo wszystko dawało się ludziom bardzo bliskim i może jakoś źle by to odczytali? Z drugiej strony... czy mogło być gorzej wobec sytuacji dość częstego spania z dwoma chłopami w jednym łóżku? Chyba trudno o bardziej źle do odczytania gest? Po chwili niezręczności podjęła jednak próbę zmiany tematu. Atreus był zawsze wdzięczną zmianą. Intensywną w swoim kształcie.

– Wiesz co, no nie było okazji, bo on przy niej jest po prostu grzeczniejszy. 0 zastanowiła się, bo rzeczywiście, kiedy byli już we troje to się okazywało że Atreus potrafił być kimś... lepiej wychowanym. I żeby nie było - Moody też się starała, chociaż trochę, głównie z powodu przyjaciółki, niż jakiegokolwiek innego. Nie żeby zawsze jej wychodziło. – Mmm co? Płakanie podczas ołtarza? Nie ee... nie zauważyłam. Skupiłam się na wiesz... świadkowaniu. Stałam i patrzyłam jak to się odbywa. I las... był dziwny, ale finalnie nic się nie wydarzyło, dostałam tylko potem zaproszenia na nauki przedmałzeńskie. Widzisz, cały czas ktoś próbuje mnie namówić na więcej czasu spędzanego w Kowenie! Jak żyć! – szturchnęła go, ale zaraz potem się opanowała, bo przecież miała na sobie ładną sukinkę i trochę nie wypadało zachowywać się tak facetowo. Już wystarczy, że był półkrwi na bardzo czystokrwistej imprezie. Na prawdę... wystarczyło.


– Ej w ogóle jak tam w biurze? Czytałam przed Mabon ten artykuł o Jenkins i... po prostu prychłam w głos. Niewymowni w pocie czoła tacy zapracowani, jak widziałam się z Morfiną ostatnio to nie wyglądał na to, żeby akurat biuro spędzało mu sen z powiek. – zapytała po czym korzystając z okazji uniosła kieliszek z drineczkiem bezalkoholowym i stuknęła w kieliszek z winem Longbottoma. Tak na szczęście. Potrzebowali go jak najwięcej.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
09.02.2026, 00:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2026, 15:45 przez Erik Longbottom.)  
— Tak, byli parę razy u nas. — uściślił Erik. Rudowłosa brygadzistka była dość częstym gościem w Warowni, zarówno przed współpracę z jego siostrą, jak i powiązania z Zakonem Feniksa. — Z Atreusem? Pff, nie wiem, czy ona by chciała.

Wzdrygnął się lekko, przypominając sobie konfrontację z siostrą po potańcówce w Dolinie Godryka. Och, wtedy zdecydowanie nie była zachwycona tym, że jakoby próbował ją zeswatać z Bulstrodem. Praktycznie zagroziła mu wyprowadzeniem się z Warowni, jeśli jeszcze raz spróbuje czegoś takiego. A Erik głupi nie był; nie miał zamiaru testować cierpliwości swojej siostry.

— Myślałem o łodzi. Mam jedną zacumowaną na przystani w Londynie — przyznał na wzmiankę o swoich urodzinach. Westchnął cicho. Dwudziesty siódmy października zbliżał się nieubłaganie, a on dalej nie wiedział, co zrobić. — Tylko nie wiem, czy pomieści ona więcej niż kilka osób, nawet jeśli nie wypłyniemy nią w morze. Musiałbym chyba wynająć całą kładkę, żeby to miało sens. Albo przeparkować ją w gdzieś, gdzie można by było zrobić taką imprezę.

Obawiał się planować taką imprezę z wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę, że w tych samych dniach miały odbyć się obchody Samhain. A cholera wie, co wtedy będą mieli na głowie: zarówno jako Zakon Feniksa, jak i pracownicy BUMu. Mimo to potencjalna odpowiedź na to pytanie przyszła sama z siebie: przeparkowanie łódki w bardziej ustronne miejsce było całkiem dobrym pomysłem. Wprawdzie wypadałoby znaleźć jakiś pomost albo kładkę z dala od ludzi i narzucić parę zaklęć zwodzących, ale mogłoby się to udać...

— Jasne, nie ma problemu. Poproszę ją, żeby wszystko załatwiła na dniach — odparł, posyłając jej uspokajający uśmiech. Zmarszczył lekko czoło na pytanie o naturę prezentu. — Pomyśl o tym z innej strony: przynajmniej nie kupujesz zestawu mydełek i szamponików jednorazowych. No i nie kupujesz też zwierzaka pokroju hipogryfa miniaturki... Taak, w porównaniu z miniaturką fiolka perfum to nic strasznego.

Zagryzł dolną wargę, gdy usłyszał, że Millie została zaproszona na nauki przedmałżeńskie. Najwidoczniej kowen robił co mógł, aby wykorzystać przyjęcie Geraldine i Ambroise'a na swoją korzyść. W sumie, lepiej, żeby ocieplali swój wizerunek w ten sposób niż wystawiając przed szereg osoby pokroju poprzedniej arcykapłanki.

— Nie przypominam sobie, żeby Harper czy Bones przekazywali nam jakiejś nowe informacji — skomentował Erik, taktownie zniżając głos, gdy wymieniał nazwiska swoich przełożonych. — A co do Departamentu Tajemnic, to przecież sama dobrze wiesz, jak to z nimi jest. Znasz Morfeusza. Nawet jeśli nad czymś pracują, to raczej nikt nie puści pary z ust.

Nie byłby to w sumie pierwszy raz. Działania Ministerstwa Magii na terenie Kniei Godryka dalej zdawały się być podzielone między poszczególne departamenty, które niezbyt ze sobą współpracowały. Głównie ze względu na to, że Niewymowni byli zobowiązani swoimi przysięgami do tego, aby jak najmniej mówić o swoich obowiązkach służbowych. Z Departamentem Ochrony Nad Magicznymi Stworzeniami jeszcze można było pójść na jakiś układ, ale z nimi? Ciężka sprawa.

— Poza tym, nawet jeśli wpadli na jakiś nowy genialny system zabezpieczeń, to kto wie, kiedy oddadzą go do użytku? — Pokręcił powoli głową. — Możliwe, że nawet nie dowiemy się, że skończyli go testować lub nawet wdrażać. Biorąc pod uwagę, że ogień przedarł się przez tak wiele potencjalnych zaklęć obronnych, to będą chcieli mieć nad tym, jak największą kontrolę. Nie zdziwiłbym się, gdyby narzucili na magiczną dzielnicę jakiś całun ochronny, a Jenkins przez miesiące odpowiadałaby pół-prawdami tylko po to, żeby tego nie potwierdzić.

Dużo by ryzykowała takim ruchem: ludzie ją zjedzą, jeśli nie dostaną żadnych informacji o tym, jak zostanie zabezpieczona Pokątna czy Horyzontalna. Z drugiej strony, brak podania informacji do opinii publicznej sprawiłby, że może Śmierciożercy zastanowiliby się dwa razy nad kolejnym atakiem, byleby tylko się nie sparzyć. Bo kto wie, co w zaklęcia mogliby wpleść Niewymowni? Pytanie tylko, czy ukrywanie tego było w ogóle warte świeczki. Następnym razem Czarny Pan mógł równie dobrze posłać swoich ludzi do Bristolu, żeby nie uderzyć dwa razy w sto samo miejsce.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Kość na Spaloną:
!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#8
28.02.2026, 15:45  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#9
10.03.2026, 23:46  ✶  
Reakcja Erika na wspomnienie Atreusa trochę ją zdziwiła. Na tyle by uniosła brwi, ale nie mówiła już nic dalej, bo ostatecznie poza odsiadką lecznicowoduszową była niecałe dwa miesiące i no dotarło do niej że tam coś tam wianki i chociaż rytuał był już przerwany, to miała takie poczucie, że tych dwoje częściej się ze sobą buja niż nie buja. Ale w sumie była ostatnią osobą do oceniania takich rzeczy, bo sama nie nadążała za własną głową a co dopiero za cudzą. Z drugiej strony… auror pytał właśnie o Brennę w kontekście związkowym.

Pierdolona etyka zawodowa.

Nic nie powiedziała, zamiast tego skupiła się na planowaniu imprezy.

- Łódka? Zajebiście, jeszcze nigdy na niej nie byłam. Taki z Ciebie przyjaciel, pewnie spraszasz tam dupery, zamiast swoich kumpli, nieładnie Eryczek, bardzo nieładnie - beształa go, czując przyjemny powiew starych, na wskroś znajomych kolein prowadzonych przez nich rozmów od czasów szkolnych. Jeden rocznik. Jedna drużyna. Jedna służba. Można powiedzieć, że znali się jak łyse konie, choć - w sumie nie była to aż taka prawda. Moody była jednak zbyt pieprznięta na standardy Erika, by na nią nadążył, a i sam zainteresowany… cóż, miał swoje tajemnice. - Jak miałabym Ci coś pomóc, to wiesz, mów, ogarnie się, choćbym miała się po to teleportować na drugi koniec kraju. Mogę załatwić magiczny adapter, albo jak chcesz ubrać się jak cyganka i wróżyć wszystkim całą noc dla rozrywki. Albo dosypać wiagry do drinków. Co powiesz, zasłużyłeś sobie po tych całych przewałkach w ostatnim czasie na wykurwiście dobre urodziny. - spalona noc, była ukoronowaniem pasma nieszczęść nękającego Erika i choć z herbaty wywróżyła mu całkiem niezłe rzeczy, to mimo wszystko przy kolejnym spotkaniu nie porwał jej na ręce i nie wyściskał za pomyślną wróżbę. Miała pewne obawy co do tego.

- Hipogryf miniaturka… To mała od Nory prawda? Ona ma jakiegoś fizia na punkcie hipogryfów? Ech te dzieciory, aż żałuje że mój chrzestny nie był dziany. Mogłabym sobie zażyczyć nie wiem… jakiś kurs we Francji bajeru lansu i malarstwa. - rozmarzyła się, chociaż teraz - terapeutycznie oczywiście - malowała więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zaraz potem Erik zaczął opowiadać jej co w robocie i od razu pożałowała że zapytała. Zdawało jej się to niemożebnie nudne, wobec tego z czym się zmagali w zakonie. - Pojebane to było, że żadne ochronki nie zadziałały. Te chmury utrzymały się kilka dni, ja byłam taka zesrana, że następnego dnia znowu spadnie ten pierdolony deszcz ognia… - westchnęła - Jak myślisz co jebnie następne? Mam obawę, że zimą tak zapiździ mrozem, że zatęsknimy za pożarami. Przynajmniej nikt nie marsł. - westchnęła ciężko skupiając się na kieliszku. Co oni w sumie mogli? Garstka byłych uczniów Dumbledora z różdżkami w garści.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
15.03.2026, 21:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2026, 21:27 przez Erik Longbottom.)  
— Jakbyś tam była, moja droga Millie. Mój kalendarz towarzyski jest dosłownie wypchany po brzegi — odparł z wyraźnym sarkazmem w głosie, upijając nieco wina z kieliszka. — Kiedy tylko socjeta dowiedziała się, że Erik Longbottom ma prywatną łódź, to odezwała się do mnie każda jedna majętna dziedziczka rodu czystej krwi. Wszystkie o tradycyjnych poglądach. Wszystkie jak jeden mąż chciały zobaczyć mugolską łódź, która dała się podporządkować prawom magii. Wiesz, to swego rodzaju symbol triumfu naszych umiejętności nad niemagiczną myślą techniczną.

Oczywisty żart. O samym istnieniu łódki wiedziało zaledwie kilka osób, a jeszcze mniej widziało ją na własne oczy. Scenariusz, który właśnie przedstawił pannie Moody, wydał mu się na tyle zabawny, że w pewnym momencie aż parsknął śmiechem. Wyobraził sobie kolejkę eleganckich dam w czarodziejskich strojach wieczorowych czekających na oprowadzenie po ''Ersie'' która i tak z trudem byłaby w stanie pomieścić na pokładzie więcej niż kilka osób poupychanych jak sardynki w puszce.

— Nie, nie... Wolałbym, żebyś mogła się bawić ze wszystkimi, zamiast siedzieć przy stoliku z kartami — rzucił uspokajająco. Po chwili jednak zmierzył dziewczynę uważnym wzrokiem. — Chociaż podejrzewam, że na pewnym etapie wieczoru i tak możesz po nie sięgnąć. I że będziesz niebywale oblegana. Kto wie, może nawet zorganizowałabyś jakieś zawody z Morfeuszem.

Wzmiankę o substancjach stymulujących zignorował, chociaż z tyłu głowy zapisał sobie myśl, aby w razie czego poinformować Brennę, że wypadałoby zapieczętować butelki z trunkami.

— Tak, Mabel. — Pokiwał głową z lekkim uśmiechem. — Wspominam o tym, bo sam dostałem oficjalny zakaz zakupu takowego hipogryfa w jakiejkolwiek formie, chyba że sam postawię mu zagrodę w Dolinie Godryka i będę się nim zajmował przez następne lata. Więc... W porównaniu z tym buteleczka perfum to jest bardzo trafiony prezent.

Z perspektywy czasu zgadzał się z Norą. Oczywiście, hipogryf wydawał się super prezentem, zwłaszcza w zminiaturyzowanej formie, jednak opieka nad nim zdecydowanie nie byłaby zbyt efektywna w przypadku obu pań Figg. Bądź co bądź, obie mieszkały nad klubokawiarnią w Londynie, a trzymanie tego zwierza w kamienicy na pewno nie byłoby zbyt przyjemne, więc trzeba by było znaleźć dla niego inne lokum. Co więcej, minie parę lat, a Mabel zostanie posłana do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, co jeszcze dodatkowo zmniejszy ilość czasu, jaki będzie mogła spędzać z milusińskim. Może wróci do tematu w okolicy SUMów albo Owutemów chrześniaczki?

— Na twoim miejscu nie planowałbym niczego ważnego na Samhain — stwierdził po krótkiej pauzie Erik, wbijając w Millie pełne napięcie spojrzenie. — To aż nazbyt termin, żeby z niego nie skorzystali. — Wypuścił cicho powietrze z płuc. — Jaki czarnoksiężnik zrezygnowałby ze zrobienia jakiejś masakry w Dzień Duchów?

Nawet gdyby nie cierpieli teraz z powodu konfliktu Ministerstwa Magii z organizacją Czarnego Pana, to Samhain dość często wiązało się z różnego rodzaju problemami związanymi z uchyleniem przejścia do magicznych Zaświatów. Wprawdzie rozwiązanie tych kłopotów w dużej mierze leżała na barkach egzorcystów, a nie funkcjonariuszy prawa, jednak ktoś musiał napisać raport z tego, co nawyrabiał na mieście jakiś duch lub opętany, czyż nie? Byłby w istnym szoku, gdyby okazało się, że Śmierciożercy nie zostaną posłani do kolejnej walki.

Pokręcił głową. Lepiej było przygotować się na to, że faktycznie znowu rzucą im wyzwanie. Bądź co bądź, poszczególne elementy zdawały się nie wskazywać na inne rozwiązanie. Owszem, nie udało im się doszczętnie spalić Londynu, ale biorąc pod uwagę skalę Spalonej Nocy, to na pewno odtrąbili swego rodzaju sukces. Ludzie po dziś dzień starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a biorąc pod uwagę straty odniesione przez społeczność w tym roku, to wielu czarodziejów będzie chciało spędzić to święto w spokoju. Czarny Pan raczej nie zamierzał tego uszanować.

— A jeśli pytasz o żywioł... Jeśli ograniczymy wybór do czterech podstawowych to... — Ogień skreśliła im już z listy Spalona Noc, a Beltane było przez część osób kojarzone z mocnymi wiatrami, które wywiały część ludzi do Kniei Godryka podczas ataku. Zostawały więc dwa. — Woda? — Zmarszczył czoło. W sumie pasowałoby do śnieżnego klimatu po zmianie stanu skupienia. — Chociaż to bardziej zgadywanie niż bazowanie na jakichś faktach.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3149), Millie Moody (2171), Pan Losu (29)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa