17.12.2025, 11:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 07:58 przez Brenna Longbottom.)
– Mam nadzieję, że nie przepadniemy tutaj na dwa dni jak Paddy Finnigan – stwierdziła Brenna, gdy weszli do archiwum, wypełnionego kurzem, papierami, rzędami szafek oraz, niewykluczone, ukrytymi gdzieś w ciemnych kątach kośćmi ludzi, którzy zabłądzili w tej nie aż tak wielkiej przestrzeni i nigdy nie znaleźli wyjścia.
Trochę sobie żartowała, a trochę nie. Nie miała dwóch dni, które mogłaby poświęcić na bycie zaginioną, a Paddy Finnigan faktycznie znowu znikł, nie pojawił się przy swoim biurku, nie było go w domu i sąsiedzi twierdzili, że rano wyszedł do pracy. Niemniej to nie rudego funkcjonariusza szukali w archiwum – Brenna, mimo wszystko, wątpiła, aby siedział tutaj skulony gdzieś pod którąś z szafek czy przygnieciony stosami archiwów spraw nierozwiązanych z roku 1969 (to był bardzo dziwny rok, i pewnie do tej pory by go wszyscy wspominali, gdyby nie ta cała heca z Voldemortem). Zakładała raczej, że mężczyzna po prostu zamiast do Ministerstwa trafił do jakiegoś baru.
Nie, tym razem problemem był aresztowany w tym tygodniu przy okazji sprawy kłusowników, z którą Brenna miotała się od ładnych paru miesięcy, próbując uciąć wszystkie głowy hydry i zapobiec ich odrastaniu, czarnoksiężnik Franklin Blount. Franklin Blount odmawiał jakiejkolwiek współpracy, jego imię i nazwisko podali koledzy, a sprawdzenie tego i owego wskazywało na to, że Franklin Blount był notowany, że dosłużył się pięknego przezwiska „Rzeźnik z Chelsea” (i to wcale nie dlatego, że sprzedawał mięso), że ten „złapany” Blount pasuje do opisu, przechowanego w aktach, tyle że… opis pochodził sprzed dwóch dekad i w tej chwili Franklin powinien mieć mniej więcej osiemdziesiąt lat.
Ich Franklin miał najwyżej sześćdziesiąt, a wyglądał na mniej. Ale nawet jeśli był synem tamtego Franklina, to wciąż mieli tu otwarcie sprawy, bo poprzedni Blount znikł z powierzchni ziemi, i dorwanie jego syna, w dodatku też wmieszanego w nielegalne poczynania, mogło pomóc zamknąć tamtą starą sprawę…
– Mam też nadzieję, że w rodzinie Blountów przekazują sobie imię niczym rodzinny skarb, podobnie jak najpiękniejsze, czarnoksięskie tradycje, a nie że to ten sam Franklin, który jakimś cudem przedłużył sobie życie za pomocą nekromancji – dorzuciła, wędrując wzdłuż półek, by minąć te regały, na których znajdowały się stosunkowo świeże akta. Te, których szukali, pewnie były gdzieś pomiędzy 40 a 50 rokiem… czyli w tym najcięższym okresie, bo II Wojna Światowa i wojna z Grindewaldem nie sprzyjały wielkiemu porządkowi. Ani w samym państwie, bo spraw było bardzo wiele, ani pośród dokumentów.
Uniosła różdżkę, próbując zaklęcie światła, bo oświetlenie archiwów pozostawiało bardzo wiele do życzenia, a w miarę, jak wchodziła w głąb pomieszczenia, stawało się tylko coraz ciemniej. Człowiek zaczynał aż wierzyć, ze Paddy faktycznie zgubił różdżkę i nie mógł w mroku znaleźć drogi powrotnej.
kształtowanie
- Co do cholery? - mruknęła, zdziwiona, kiedy światło na różdżce zabłysło i zaraz zgasło, a potem podejrzliwie spojrzała w dół, jakby przez podłogę chciała zobaczyć mieszczące się niżej sale Departamentu Tajemnic. Czy kombinowali tam z czymś, czy jak?
Trochę sobie żartowała, a trochę nie. Nie miała dwóch dni, które mogłaby poświęcić na bycie zaginioną, a Paddy Finnigan faktycznie znowu znikł, nie pojawił się przy swoim biurku, nie było go w domu i sąsiedzi twierdzili, że rano wyszedł do pracy. Niemniej to nie rudego funkcjonariusza szukali w archiwum – Brenna, mimo wszystko, wątpiła, aby siedział tutaj skulony gdzieś pod którąś z szafek czy przygnieciony stosami archiwów spraw nierozwiązanych z roku 1969 (to był bardzo dziwny rok, i pewnie do tej pory by go wszyscy wspominali, gdyby nie ta cała heca z Voldemortem). Zakładała raczej, że mężczyzna po prostu zamiast do Ministerstwa trafił do jakiegoś baru.
Nie, tym razem problemem był aresztowany w tym tygodniu przy okazji sprawy kłusowników, z którą Brenna miotała się od ładnych paru miesięcy, próbując uciąć wszystkie głowy hydry i zapobiec ich odrastaniu, czarnoksiężnik Franklin Blount. Franklin Blount odmawiał jakiejkolwiek współpracy, jego imię i nazwisko podali koledzy, a sprawdzenie tego i owego wskazywało na to, że Franklin Blount był notowany, że dosłużył się pięknego przezwiska „Rzeźnik z Chelsea” (i to wcale nie dlatego, że sprzedawał mięso), że ten „złapany” Blount pasuje do opisu, przechowanego w aktach, tyle że… opis pochodził sprzed dwóch dekad i w tej chwili Franklin powinien mieć mniej więcej osiemdziesiąt lat.
Ich Franklin miał najwyżej sześćdziesiąt, a wyglądał na mniej. Ale nawet jeśli był synem tamtego Franklina, to wciąż mieli tu otwarcie sprawy, bo poprzedni Blount znikł z powierzchni ziemi, i dorwanie jego syna, w dodatku też wmieszanego w nielegalne poczynania, mogło pomóc zamknąć tamtą starą sprawę…
– Mam też nadzieję, że w rodzinie Blountów przekazują sobie imię niczym rodzinny skarb, podobnie jak najpiękniejsze, czarnoksięskie tradycje, a nie że to ten sam Franklin, który jakimś cudem przedłużył sobie życie za pomocą nekromancji – dorzuciła, wędrując wzdłuż półek, by minąć te regały, na których znajdowały się stosunkowo świeże akta. Te, których szukali, pewnie były gdzieś pomiędzy 40 a 50 rokiem… czyli w tym najcięższym okresie, bo II Wojna Światowa i wojna z Grindewaldem nie sprzyjały wielkiemu porządkowi. Ani w samym państwie, bo spraw było bardzo wiele, ani pośród dokumentów.
Uniosła różdżkę, próbując zaklęcie światła, bo oświetlenie archiwów pozostawiało bardzo wiele do życzenia, a w miarę, jak wchodziła w głąb pomieszczenia, stawało się tylko coraz ciemniej. Człowiek zaczynał aż wierzyć, ze Paddy faktycznie zgubił różdżkę i nie mógł w mroku znaleźć drogi powrotnej.
kształtowanie
Rzut W 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Co do cholery? - mruknęła, zdziwiona, kiedy światło na różdżce zabłysło i zaraz zgasło, a potem podejrzliwie spojrzała w dół, jakby przez podłogę chciała zobaczyć mieszczące się niżej sale Departamentu Tajemnic. Czy kombinowali tam z czymś, czy jak?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.