21.04.2026, 13:54 ✶
Chris Rosier nie podzielał ogólnego zamiłowania do quidditcha, a już na pewno nie tego szaleństwa, jakie zdawało się ogarniać Hogwart w szczycie rozgrywek. Nigdy nie był typem sportowca i nie widział powodu do pozwalania, aby ścigały go jakieś tłuczki. Wrzeszczenie i marznięcie na trybunach w chłodne, wiosenne dni też nie stanowiło jego wymarzonej rozrywki. Oczywiście, patriotyzm domowy kazał kibicować swojej drużynie, robił to więc wiernie, nawet jeśli czasem miał ochotę udusić Atre i Lou, gdy gadali o strategiach, i po prawdzie całkiem spora część meczu Slytherin contra Hufflepuff spędził flirtując z siedzącą obok dziewczyną z roku niżej.
Całkiem dobrze widział jednak tę akcję, w której w powietrzu zderzyło się pięciu ścigających, bo huk był taki, że ciężko było to przegapić, no i połowa ludzi na trybunach zaczęła krzyczeć czy to z ekscytacji, czy z obawy o koleżanki i kolegów, spadających z mioteł. Najzabawniejszą częścią dla Chrisa był ten moment, w którym jedyny ścigający wciąż siedzący na miotle oberwał tłuczkiem i też spadł, jakby dla towarzystwa.
Teraz, godzinę po wygranym meczu, kiedy akurat schodził z piętra, gdzie rozmawiał o szczegółach meczu z tą jakże atrakcyjną koleżanką (czy raczej gdy ona opowiadała z zapałem o szczegółach meczu, a on zastanawiał się, na ile mocno podobają mu się jej oczy i uśmiech, i czy zniesie towarzystwo kolejnej osoby tak zafascynowanej sportami), przy której rzeczony mecz przesiedział, Rosier czystym przypadkiem zauważył Notta. Pewnie wracającego ze skrzydła szpitalnego.
Uderzył kilka razy w dłonie, a oklaski były całkiem dobrze słyszalne, bo korytarze świeciły pustkami. Ślizgoni szykowali się do świętowania zwycięstwa w lochach, Puchoni lizali rany, Krukoni… oni pewnie się uczyli, bo było coraz bliżej do egzaminów, jak to Krukoni, a Gryfoni na pewno coś knuli, jak to Gryfini z kolei, ot w innej części zamku.
– Ponoć bardzo ładny unik przed tłuczkiem w pierwszej połowie i gol z ukosa – rzucił, powtarzając to za śliczną Jasmine, bo sam nie zauważył uniku i nie miał pojęcia, czym był do diabła gol z ukosa. – Wypuścili cię ze skrzydła szpitalnego czy sam zwiałeś? Zdaje się, że w lochach szykują się do świętowania.
Przechylił się nieco przez barierkę, spoglądając na ścigającego, a jasne włosy, trochę przydługie, bo w zamku niełatwo było o porządnego fryzjera (nad czym Chris ubolewał), wpadły mu do oczu. Próbował ocenić, jakie są szanse, że już go po tym ogromnym zderzeniu postawiono całkiem na nogi, czy może wciąż kulał albo miał połamane ręce i zdołał się tu wymknąć?
Całkiem dobrze widział jednak tę akcję, w której w powietrzu zderzyło się pięciu ścigających, bo huk był taki, że ciężko było to przegapić, no i połowa ludzi na trybunach zaczęła krzyczeć czy to z ekscytacji, czy z obawy o koleżanki i kolegów, spadających z mioteł. Najzabawniejszą częścią dla Chrisa był ten moment, w którym jedyny ścigający wciąż siedzący na miotle oberwał tłuczkiem i też spadł, jakby dla towarzystwa.
Teraz, godzinę po wygranym meczu, kiedy akurat schodził z piętra, gdzie rozmawiał o szczegółach meczu z tą jakże atrakcyjną koleżanką (czy raczej gdy ona opowiadała z zapałem o szczegółach meczu, a on zastanawiał się, na ile mocno podobają mu się jej oczy i uśmiech, i czy zniesie towarzystwo kolejnej osoby tak zafascynowanej sportami), przy której rzeczony mecz przesiedział, Rosier czystym przypadkiem zauważył Notta. Pewnie wracającego ze skrzydła szpitalnego.
Uderzył kilka razy w dłonie, a oklaski były całkiem dobrze słyszalne, bo korytarze świeciły pustkami. Ślizgoni szykowali się do świętowania zwycięstwa w lochach, Puchoni lizali rany, Krukoni… oni pewnie się uczyli, bo było coraz bliżej do egzaminów, jak to Krukoni, a Gryfoni na pewno coś knuli, jak to Gryfini z kolei, ot w innej części zamku.
– Ponoć bardzo ładny unik przed tłuczkiem w pierwszej połowie i gol z ukosa – rzucił, powtarzając to za śliczną Jasmine, bo sam nie zauważył uniku i nie miał pojęcia, czym był do diabła gol z ukosa. – Wypuścili cię ze skrzydła szpitalnego czy sam zwiałeś? Zdaje się, że w lochach szykują się do świętowania.
Przechylił się nieco przez barierkę, spoglądając na ścigającego, a jasne włosy, trochę przydługie, bo w zamku niełatwo było o porządnego fryzjera (nad czym Chris ubolewał), wpadły mu do oczu. Próbował ocenić, jakie są szanse, że już go po tym ogromnym zderzeniu postawiono całkiem na nogi, czy może wciąż kulał albo miał połamane ręce i zdołał się tu wymknąć?