• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1964] Niebezpieczne sporty

[1964] Niebezpieczne sporty
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
21.04.2026, 13:54  ✶  
Chris Rosier nie podzielał ogólnego zamiłowania do quidditcha, a już na pewno nie tego szaleństwa, jakie zdawało się ogarniać Hogwart w szczycie rozgrywek. Nigdy nie był typem sportowca i nie widział powodu do pozwalania, aby ścigały go jakieś tłuczki. Wrzeszczenie i marznięcie na trybunach w chłodne, wiosenne dni też nie stanowiło jego wymarzonej rozrywki. Oczywiście, patriotyzm domowy kazał kibicować swojej drużynie, robił to więc wiernie, nawet jeśli czasem miał ochotę udusić Atre i Lou, gdy gadali o strategiach, i po prawdzie całkiem spora część meczu Slytherin contra Hufflepuff spędził flirtując z siedzącą obok dziewczyną z roku niżej.
Całkiem dobrze widział jednak tę akcję, w której w powietrzu zderzyło się pięciu ścigających, bo huk był taki, że ciężko było to przegapić, no i połowa ludzi na trybunach zaczęła krzyczeć czy to z ekscytacji, czy z obawy o koleżanki i kolegów, spadających z mioteł. Najzabawniejszą częścią dla Chrisa był ten moment, w którym jedyny ścigający wciąż siedzący na miotle oberwał tłuczkiem i też spadł, jakby dla towarzystwa.
Teraz, godzinę po wygranym meczu, kiedy akurat schodził z piętra, gdzie rozmawiał o szczegółach meczu z tą jakże atrakcyjną koleżanką (czy raczej gdy ona opowiadała z zapałem o szczegółach meczu, a on zastanawiał się, na ile mocno podobają mu się jej oczy i uśmiech, i czy zniesie towarzystwo kolejnej osoby tak zafascynowanej sportami), przy której rzeczony mecz przesiedział, Rosier czystym przypadkiem zauważył Notta. Pewnie wracającego ze skrzydła szpitalnego.
Uderzył kilka razy w dłonie, a oklaski były całkiem dobrze słyszalne, bo korytarze świeciły pustkami. Ślizgoni szykowali się do świętowania zwycięstwa w lochach, Puchoni lizali rany, Krukoni… oni pewnie się uczyli, bo było coraz bliżej do egzaminów, jak to Krukoni, a Gryfoni na pewno coś knuli, jak to Gryfini z kolei, ot w innej części zamku.
– Ponoć bardzo ładny unik przed tłuczkiem w pierwszej połowie i gol z ukosa – rzucił, powtarzając to za śliczną Jasmine, bo sam nie zauważył uniku i nie miał pojęcia, czym był do diabła gol z ukosa. – Wypuścili cię ze skrzydła szpitalnego czy sam zwiałeś? Zdaje się, że w lochach szykują się do świętowania.
Przechylił się nieco przez barierkę, spoglądając na ścigającego, a jasne włosy, trochę przydługie, bo w zamku niełatwo było o porządnego fryzjera (nad czym Chris ubolewał), wpadły mu do oczu. Próbował ocenić, jakie są szanse, że już go po tym ogromnym zderzeniu postawiono całkiem na nogi, czy może wciąż kulał albo miał połamane ręce i zdołał się tu wymknąć?
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#2
21.04.2026, 18:13  ✶  
Korytarz oddychał ciszą — miękką, osiadłą, od dawna nienaruszoną. Błądząc wzdłuż ścian rozległego pomieszczenia, można natrafić na zakamarki otulone kołderką kurzu, perłowe nici pajęczych konstelacji utkane w najwyższych kątach sufitu oraz ciepło rozgrzanych pochodni, których intensywny blask zdradza coraz wyższe położenie księżyca na nieboskłonie. Cisza trwała niewzruszona aż do chwili, gdy brutalne wtargnięcie przerwało jej mir. W progu pojawiła się postać popychająca pokaźne drzwi prowadzące do skrzydła medycznego. Ciężki oddech chłopaka, zmieszany z przeciągiem, wdarł się w głąb długiego korytarza, rozrywając nieskazitelną harmonię tego miejsca.
Rozpędzony uciekinier stawiał kolejne kroki, człapiąc w swojej osobliwej pielgrzymce ku wolności. Tam właśnie obiecano mu kobiety, alkohol i inne piękne grzechy — a cóż może skusić młodą duszę bardziej niż obietnica upodlenia się w imię chwały? Adrenalina walczyła z bólem rozlewającym się w jego klatce piersiowej. Gdyby tylko mógł, porzuciłby ciało i choćby jako duch pognał do tej ziemi obiecanej… do Pokoju Wspólnego.
Z potoku myśli wyrwał go gest tak prosty, a zarazem tak ukochany.
Klask. Klask. Klask.
Wybrzmiewał jeden dźwięk — dźwięk zarezerwowany tylko dla zwycięzców. I chyba właśnie dlatego nic nie karmiło jego ego równie skutecznie jak ten prosty ruch dłoni.
Podniósł wzrok, zatrzymując spojrzenie na Rosierze, a kąciki jego ust drgnęły, formując na twarzy pokaźny uśmiech. Lukas ukłonił się teatralnie, po czym zbliżył się do dwójki uczniów, wsłuchując się w słowa Chrisa.
— Zwiałem…ale tylko głupiec by nie skorzystał. — odpowiedział, jakby to było oczywiste.
— Naprawdę ktoś myślał, że oddam słodki smak zwycięstwa tylko dlatego, że ponurak w kitlu uznał, że powinienem leżeć w łóżku? Po moim trupie. — Zawziął się, prostując plecy, by wyglądać na bardziej nieustraszonego podczas wypowiadania tej kwestii.
— Przyszedłeś sprawdzić, czy żyję? — dodał z rozbawieniem w stronę chłopaka.
— Czy może jesteś w zmowie z tą bandą zdrajców, która siłą mnie tu zaciągnęła? — Jego uśmiech przeciął cień wewnętrznego niepokoju. To miał być żart, oby rzeczywiście nim był.
Na moment jego wzrok powędrował ku dziewczynie stojącej obok.
— Ciebie nie znam… Zresztą nieważne. Chodźcie już do lochów, bo jeszcze się spóźnimy! — dodał tym razem z nutą niepokoju w głosie, oglądając się przez ramię. W końcu nie chciałby by personel skrzydła medycznego zbyt szybko odkrył jego mały spisek.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
22.04.2026, 08:48  ✶  
– Nie liczysz, mam nadzieję, że jak stracisz gdzieś przytomność, będę cię wlókł do Pokoju Wspólnego? Zostawię twoje nieprzytomne ciało na pastwę woźnego – ostrzegł Christopher, schodząc po schodach niżej. Po prawdzie istniała całkiem spora szansa, że Rosier właśnie tak by zrobił: no chyba że Nott faktycznie wyglądałby tak, jakby miał zaraz wyzionąć ducha, to wtedy pewnie pobiegłby po pielęgniarkę. Bywał złośliwy, jak to się często zdarzało bogatym nastolatkom, co gorsza otoczonych przez innych bogatych, złośliwych, rozpieszczonych nastolatków, wychowanych w przekonaniu o własnej wyższości. Ale niekoniecznie naprawdę chciał, żeby kogoś z kolegów spotkało coś faktycznie złego.
– Nie pochlebiaj sobie, Nott, rozmawiałem z panną Jasmine. Wie bardzo dużo o quidditchu – parsknął z rozbawieniem, rzucając spojrzenie dziewczynie, która została wyżej i teraz przyglądała się im zaczerwieniona, jakby niepewna, czy ruszyć gdzieś za nimi, czy lepiej się szybko zmyć i udawać, że jej tutaj nie było. – Ale miałem zamiar właśnie wrócić do lochów, bo podobno ktoś przemycił kremowe piwo z Hogsmeade.
I istniała pewna szansa, że zaplątała się tam jakaś butelka niekoniecznie z tych przeznaczonych dla uczniów. Nie żeby Rosier planował się naprawdę upijać w Pokoju Wspólnym, za duże szanse, że potem dostanie się miesięczny szlaban z czyszczeniem sreber, na co nie miał najmniejszej ochoty. Ale tak jeden toast, dla zabawy i zdrowotności…
Obrzucił Notta jeszcze jednym spojrzeniem, a potem po prostu ruszył ku lochom. Gdyby był bardziej odpowiedzialny, może wytknąłby Lucasowi, że jego obrażenia mogą być poważne, że może zrobić sobie krzywdę, że dłużej będzie wracał do formy i może nawet nie wystąpi w kolejnym meczu. Ale cóż, nie był najbardziej odpowiedzialnym z siedemnastolatków w tym zamku.
– Pozostała dwójka też zdołała umknąć pielęgniarce, czy ciągle tam tkwią? Obawiam się, że jeśli cała szóstka postanowiła zwiać, możemy się spodziewać nalotu w Pokoju Wspólnym – westchnął Christopher. To że mieszkali w lochach miało swoje zalety i wady. Do tych pierwszych należał niewątpliwy fakt, że po godzinach zajęć eliksirów nikt się tam nie kręcił, więc jeśli opiekun domu nie postanowił akurat sprawdzić, czy są grzeczni – a Slughorn lubił przymykać oka na wiele spraw – i to oznaczało, że nikt raczej nie czepiał się, kiedy byli zbyt głośno… Przynajmniej dopóki nie poszukiwano pacjentów, zbyt szybko uciekających z czułych objęć pielęgniarki.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#4
22.04.2026, 15:36  ✶  
Na uwagę Rosiera, Lukas prychnął cicho pod nosem. Wizja osunięcia się gdzieś w połowie drogi i pozostania tam niczym porzucony worek kartofli nie należała do szczególnie kuszących, to fakt. Mimo to uniósł brodę odrobinę wyżej, jakby samą postawą chciał zagłuszyć zdradliwe sygnały własnego ciała.
— Spokojnie, bratku. Jeszcze się taka siła nie narodziła, która by Notta od dobrej prywatki odciągnęła — rzucił lekko, choć jego płytki oddech psuł ten swobodny ton.
Uśmiech ledwie musnął kącik jego ust, nim znów się odezwał.
— W najgorszym wypadku, jak padnę, złapię cię za nogę i zaprę się tak mocno, że beze mnie nigdzie nie wrócisz. — Wzruszył ramionami, przykrywając wszystko, co mogło zabrzmieć choć odrobinę zbyt poważnie żartem.
Ruszył za nim po schodach, wolniej niż zazwyczaj, lecz z uporem godnym lepszej sprawy. Każdy stopień był cichym wyzwaniem rzuconym bólowi; jakby samo dotarcie do lochów miało stać się jego prywatnym zwycięstwem. Małą wojną wygraną wbrew rozsądkowi.
W końcu zrównał się z Rosierem i rzucił krótkie spojrzenie na profil jego twarzy, lekko mrużąc oczy.
— Ta Jasmine lubi quidditcha? — zagadnął zaczepnie. — Nie żeby mnie to jakoś szczególnie dziwiło. W końcu mało która oprze się takiemu widowisku. Brutalnemu, głośnemu, no i ten wdzięk. Do pewnego stopnia wszyscy kochamy przemoc.
Uśmiechnął się szerzej.
— Ale ty? Od kiedy siadasz i słuchasz analiz meczów? Do jasnego liliputa, Rosier, nie mów mi, że naprawdę chodziło o quidditcha! Te jej wielkie oczy musiały cię porządnie omotać... albo ktoś dolał ci amortencji do herbaty. — Parsknął śmiechem i pokręcił głową, jakby sama ta myśl była wystarczająco rozbrajająca.
— Oby i mnie się poszczęściło. Myślisz, że któraś pochyli się nade mną, żeby opatrzyć bitewne rany dzielnego wojownika? — Jak na zawołanie zasłonił twarz ręką w teatralnym geście, po czym dla podkreślenia całej tej żałosno-bohaterskiej sceny lekko wsparł się o kolegę udając omdlenie.
— A potem żyli długo i szczęśliwie. — Podniósł się z lekkim syknięciem i kontynuował marsz.
Po kilku krokach mruknął jeszcze pod nosem, jakby dopiero teraz wrócił myślą do wcześniejszego pytania o resztę drużyny.
— Pielęgniarka miałaby ich zatrzymać? Proszę cię — pewnie rzekł. — Jeśli jeszcze tam byli, to chyba tylko ciałem, bo w myślach już dawno opracowali, którędy zwiać. Nie zdziwię się, jeśli zaraz nie rozbiją tej ogromnej szyby, wpływając do pokoju wspólnego prosto z głębin jeziora.
Wreszcie dotarli na miejsce. Nagi odcinek kamiennej ściany, chłodny, ciemny i tak niepozorny, że łatwo można było minąć go bezwiednie, czekał tylko na wypowiedzenie słów. Lukas uniósł wzrok na ścianę i przez moment stał nieruchomo, łapiąc oddech tak, by nie zdradził, ile kosztowało go samo zejście na dół.
— No to co, czyń honory. — rzucił w stronę Christophera.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
23.04.2026, 09:42  ✶  
– Wtedy ruszę w stronę skrzydła szpitalnego i szybko puścisz – odparował Christopher, ale trzeba było oddać mu tyle, że choć zwykle chodził dość szybko – głównie przez to, że był wyjątkowo wyrośnięty (co też uniemożliwiało mu karierę w quidditchu… nie żeby miał ku temu talent) i stawiał długie kroki – tym razem dostosował tempo marszu do wlokącego się powoli Notta.
Pomyślał sobie, że ten jak spróbuje pić, tańczyć i świętować, to do rana wróci do skrzydła szpitalnego ledwo żywy, ale kim był Chris, aby odbierać mu tę odrobinę zabawy, na którą Lukas miał wyraźną ochotę?
– Ja się opieram. Są ciekawsze rzeczy na świecie niż wiszenie na kiju od szczotki… i, uch, dzięki, odstraszyłeś mi dziewczynę – westchnął, oglądając się przez ramię i odkrywając, że Jasmine znikła. Może poczuła się rozczarowana tym, że Chris skupił się na koledze albo zakłopotało ją to, w jaki sposób Nott o niej mówił, w każdym razie znikła gdzieś bez śladu. – A pomijając tę jej dziwną fascynację quidditchem, była całkiem niezła.
W jego głosie pobrzmiał ślad irytacji, ale nie był jakoś szczególnie tym przejęty. Miał siedemnaście lat, a z Jasmine rozmawiał podczas meczu pierwszy raz w życiu, nawet więc jeśli go zainteresowała (bardziej ładnym uśmiechem i wielkimi oczyma niż tym co opowiadała), to nie tak, że jakoś szczególnie się do niej przywiązał.
– Po co mi amortencja, żeby obejrzeć się za ładną dziewczyną? Niektórym nie same tłuczki i kufle w głowie – powiedział więc po prostu, nieco kpiąco. Zataczającego się kolegę podtrzymał w odruchu, w pierwszej chwili sądząc, że ten faktycznie zaczął mdleć, ale potem prychnął, mało delikatnie stawiając go do pionu, gdy uświadomił sobie, że to jakieś przedstawienie Notta. – Jak będzie bardzo głupia, to pewnie się da na to nabrać. Albo jak będzie bardzo sprytna i uzna, że warto udawać, że się nabiera – skwitował, przyspieszając lekko. – Tylko nie myśl sobie, że jakaś naprawdę ładna zwróci na ciebie uwagę, jeśli akurat będę obok – dorzucił jeszcze, z tą dość typową dla Rosiera pewnością siebie. Gdyby Chrisa wsadzić na miotłę, to jego ego potrzebowałoby co najmniej latającego powozu, zwłaszcza teraz, gdy był w tym momencie przejścia od dzieciaka do dorosłego – niby już na progu dorosłości, ale ciągle po nastoletniemu durny.
Jakoś wątpił, by wszyscy zdołali zwiać, sądząc po tym, że ponoć ktoś tam połamał kości, ale był nawet ciekaw, czy ktoś jeszcze zdoła umknąć ze skrzydła szpitalnego.
– Potwór Slytherina – rzucił hasło, a ściana rozstąpiła się przed nimi, ujawniając przejście do Pokoju Wspólnego. Nie grała wprawdzie muzyka, ale słychać było głosy, świadczące o tym, że większość Ślizgonów zgromadziła się tutaj by świętować.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#6
26.04.2026, 17:43  ✶  
Hasło padło, a ściana poruszyła się z głuchym pomrukiem starego kamienia zapraszając chłopców w swoje progi. Prawo wejścia zostało potwierdzone, natomiast zza otwierającego się przejścia buchnęło ku nim ciepło, gwar i ten szczególny rodzaj ożywienia, który nie miał nic wspólnego z grzecznym wieczorem przy książce i herbacie. Było w nim coś dzikiego.
Lukas uniósł lekko brwi, po czym ruszył przodem, rzucając Rosierowi tylko jedno, wymowne spojrzenie i krótkie mrugnięcie.
Pokój wspólny Slytherinu rozciągał się szeroko. W zielonkawym świetle lamp zdawał się jeszcze mroczniejszy, starszy, niemal przytłaczający. Ściany, gdzieniegdzie połyskujące od wilgoci, odbijały złoty blask ognia z wielkiego kominka oraz srebrzyste refleksy wpadające przez wysokie, wąskie okna. Za szybą przesuwały się cienie: czasem drgnęła fala, przemknęła smuga ciemności albo błysnęło coś odległego i żywego, jakby sama głębia przyglądała się świętującym Ślizgonom z zaciekawieniem. Ciężkie, rzeźbione fotele i kanapy obite ciemnozieloną skórą stały w luźnych grupach wokół niskich stolików. Walały się na nich butelki kremowego piwa, puste kieliszki i porozrzucane szaliki. W powietrzu wisiał znajomy zapach dymu z paleniska, rozlanego alkoholu i mokrej tkaniny przyniesionej tu prosto z boiska. Impreza trwała w najlepsze. Nie była to wystawna uczta ani eleganckie przyjęcie, lecz coś znacznie bardziej prawdziwego. Niekontrolowany, triumfalny zgiełk, jaki rodzi się wtedy, gdy grupie rozemocjonowanych nastolatków dać zamkniętą przestrzeń, trochę przemyconego alkoholu i wystarczająco dobry powód, by przez kilka godzin czuć się niepokonanymi.
Z każdej strony dobiegały podniesione głosy, śmiechy i strzępy rozmów. Wszyscy mówili naraz, jakby każdy próbował opowiedzieć ten sam mecz głośniej, barwniej i bardziej bohatersko niż reszta. Ktoś siedzący na oparciu fotela wymachiwał rękami, odtwarzając szczególnie brutalny fragment gry. Gdzieś indziej dwóch chłopaków spierało się zaciekle o faul, którego, według jednej strony, nigdy nie było, a według drugiej powinien zakończyć się natychmiastowym wyrzuceniem z boiska. Grupka dziewczyn zajęła już najlepsze miejsce na kanapie przy kominku, obserwując całe widowisko z mieszaniną rozbawienia, pobłażliwości i tej ostrożnej ciekawości, która zawsze najskuteczniej podsycała męską próżność. Ktoś rzeczywiście przemycił kremowe piwo. I to nie jedną butelkę. Nie dwie. Na stolikach stało ich tyle, że aż trudno było uwierzyć, iż po drodze nikt nie wpadł na woźnego ani na żadnego z nauczycieli. Pomiędzy nimi dało się jednak dostrzec również takie szkło, które z Hogsmeade z pewnością nie pochodziło i którego, tym bardziej, nie przeznaczono dla uczniów. Zapowiadał się wieczór, którego rano część z nich nie będzie pamiętać.
Lukas zatrzymał się tuż za progiem, jakby sam widok tego chaosu był nagrodą za zejście do lochów o własnych siłach. Przesunął spojrzeniem po znajomych twarzach. W pokoju było duszno od ludzi, hałasu i energii, lecz jemu w tej chwili wydawało się to niemal kojące. Kącik jego ust drgnął w słabym, ale szczerym uśmiechu.
— No... — mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do Rosiera. — Dla takich chwil warto grać.
Zrobił kilka kroków w głąb pomieszczenia. Wolniej niż zwykle, choć z tą samą upartą dumą, która kazała mu trzymać głowę wysoko nawet wtedy, gdy każde głębsze zaczerpnięcie powietrza przypominało o ciosie, jaki przyjął na boisku. Kilku Ślizgonów natychmiast dostrzegło jego obecność. Ktoś gwizdnął przeciągle. Ktoś inny uniósł butelkę w niemym toaście. Jeszcze ktoś rzucił półżartem, że skrzydło szpitalne najwyraźniej nie potrafi zatrzymać ludzi z prawdziwą ambicją. Zwycięstwo, adrenalina i szkolna bezkarność mieszały się tu w jedną upojną całość.
Będąc przy stole Lukas zacisnął palce na kubku, uniósł go wysoko i, ignorując ból rozlewający się pod żebrami, wydarł się na całe gardło:
— SLYTHERIN!
Przez ułamek sekundy odpowiedziała mu cisza. A potem pokój wspólny eksplodował.
— SLYTHERIN! SLYTHERIN! SLYTHERIN!
Okrzyk przetoczył się pod kamiennym sklepieniem jak grzmot, odbił od wilgotnych ścian i popłynął dalej, ku czarnym wodom jeziora. Dziesiątki głosów zlały się w jeden, zwycięski ryk. Butelki poszły w górę. Ktoś uderzył pięścią w blat. Ktoś inny zagwizdał tak głośno, że zagłuszył nawet trzask drewna w kominku.
Po kilku chwilach Rosier mógł już tylko obserwować, jak Lukas, oczywiście stojąc na stole najbliższym dziewczynom z ich roku, z kubkiem w dłoni i z miną człowieka, który właśnie przeżył własną legendę, gestykuluje szeroko, wychwalając się w niebogłosy.
— ...i wtedy go zobaczyłem! — oznajmił, wskazując teatralnie gdzieś w przestrzeń, jakby tłuczek nadal wisiał tam, gotów do ataku. — Tłuczek. Rozpędzony. Wściekły. Żądny krwi.
Kilka osób parsknęło śmiechem, ale Lukas tylko uniósł brodę wyżej.
— A ja? Ja, drogie panie, nawet się nie cofnąłem. Ani o cal. Bo to nie był już mecz. To był pojedynek! — Przyłożył dłoń do piersi, jakby mówił o sprawie najwyższej wagi.
— Pędził prosto na mnie. Prosto tutaj. — Uderzył się lekko w bok, po czym natychmiast skrzywił się, choć próbował ukryć grymas pod szerokim uśmiechem. — W płuca, w żebra, w samo serce dumy rodu Nottów. A ja? Ja tylko zaśmiałem się w duchu.
Pochylił się ku dziewczynom, obniżając głos do konspiracyjnego półszeptu.
— Bo przecież byle piłka nie złamie Notta.
Potem wyprostował się gwałtownie i uniósł kubek raz jeszcze.
— Mogła mnie powalić, owszem. Mogła odebrać mi oddech. Mogła sprawić, że przez kilka godzin będę wyglądał jak trup, którego ktoś przez pomyłkę wypisał ze skrzydła szpitalnego…
Wokół rozległ się śmiech, a Lukas wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu.
— Ale nie mogła odebrać mi zwycięstwa!
I wtedy znów podniósł się ryk.
W zielonym półmroku, między ogniem a czarną wodą, wśród śmiechu, alkoholu i zapachu mokrych szat, Lukas Nott stał na stole jak bohater własnej opowieści: poobijany, blady, zbyt dumny, by przyznać się do bólu, i zbyt młody, by nie wierzyć, że tej nocy naprawdę należy do nieśmiertelnych.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
28.04.2026, 09:53  ✶  
Stosunek Christophera wobec Pokoju Wspólnego Ślizgonów najłatwiej byłoby opisać jako: skomplikowany. Zieleń mogła być gustowna, srebro stanowiło niemal uniwersalny wybór, dobrze łącząc się z innymi kolorami, mniej niby cenione, ale też mniej krzykliwe niż złoto. Och, gdyby skończył wśród Puchonów, gdzie królowały żółć i brąz, chyba by się załamał. Doceniał więc te wybory kolorystycznie. Elegancja skórzanych foteli też była całkiem miłym akcentem, ale nie mógł nie wzdychać w duchu, że ich Pokój Wspólny przypominał kryptę. Salazar Slytherin musiał być bardzo dziwnym człowiekiem. Christopher nie lubił tutejszego chłodu i tęsknił do światła, do dużych okien, i zazdrościł w głębi ducha Krukonom i Gryfonom, mieszkającym w wieżach. Lubił spoglądać na świat z wysokości, i jedynym plusem był fakt, że jednak na wieżach mieli trochę więcej kroków do wykonania niż oni tutaj. Ale nawet tu w lochach dałoby się to wszystko lepiej urządzić, wystarczyłoby zastąpić czymś te wiekowe gobeliny i może zrezygnować z czaszek – jego zdaniem stanowiły szczyt bezguścia.
– Dla takich chwil przyznaję, że czasem się cieszę, że istnieje ten sport – skwitował, przewracając jednak przy tym oczyma, bo cóż, nigdy nie krył, że nie jest wielkim fanem quidditcha. Za to lubił od czasu do czasu się pobawić, a w Hogwarcie nikt jakoś szczególnie nie dbał o życie towarzyskie uczniów. Bale czy przyjęcia organizowano raczej raz na kilka lat niż miesięcy, mieli się przede wszystkim uczyć, wyjścia do Hogsmeade zdarzały się może ze dwa razy w miesiącu i Rosier zwyczajnie w zamku często się nudził. Nie zamierzał więc narzekać na to, że Ślizgonki wylegli gromadnie do pokoju wspólnego, że ktoś zdołał przemycić tu kremowe – część była z alkoholem, wiele jednak bezalkoholowych, więc pewnie te „podejrzane” butelki przemycono pomiędzy legalnymi, że pojawiły się przysmaki zgarnięte ze stołu podczas kolacji, nawet jeśli zupełnie nie obchodziła go pogawędka o faulach. – Jeśli kiedyś zostaniesz profesjonalnym graczem, liczę na zaproszenie na jakieś ciekawe after party. W przyjemniejszym miejscu niż lochy – dorzucił jeszcze, odrobinę kpiąco, zgarniając butelkę ze stołu.
Nie dołączył do okrzyku. Nie był jednym z tych krzyczących czy drących się, uniósł ją jedynie w jakimś pół toaście, zanim wypił kilka łyków. Chris nie był entuzjastą, ale nie był tez na tyle głupi, aby próbować komukolwiek psuć ten moment zwycięstwa, narzekać czy pozwolić sobie na więcej niż te parę złośliwych uwag do kolegi z dormitorium. Nikt nie lubi ludzi, którzy próbują psuć ci zabawę, nikt nie lubi tych, którzy deprecjonują coś, co dla ciebie jest ważne, a on może nie był empatą ani altruistą, ale zależało mu na tym, jak go postrzegano. Lukasa na stole obserwował więc po prostu z pewnym rozbawieniem, zanim sam się rozsiadł, bezczelnie, na fotelu zwolnionym przez jedną z dziewczyn, tym samym wdzierając się w ich żeńskie grono.
– Można, drogie panie? Obawiam się, że jeśli siądę z moimi kolegami, będę musiał wysłuchać po raz pięćdziesiąty o momencie złapania złotego znicza przez naszego szukającego – rzucił do nich, mrugając do jednej z nich. Już zapomniał o tym, że Nott odstraszył Jasmine. - Chyba ma pęknięte żebra - dodał jeszcze konspiracyjnym tonem, odnośnie Lukasa oczywiście.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#8
28.04.2026, 14:45  ✶  
Na koniec swojego występu Lukas sięgnął po najbliższą butelkę. Nie sprawdził, co w niej jest, nie spojrzał nawet na etykietę. Po prostu uniósł ją do ust i przechylił. Nie pił powoli. Nie smakował. Alkohol uderzył go w gardło ostro i nieprzyjemnie, ale w tym przypadku porywczość była silniejsza od rozsądku. Oczy na moment zaszły mu łzami. Ktoś obok zagwizdał. Ktoś parsknął śmiechem. Lukas odsunął butelkę dopiero wtedy, gdy zostało w niej ledwie kilka kropel, i odstawił ją na stół z twardym stuknięciem.
Dopiero po tym spojrzał w stronę Rosiera. Słowa dotarły do niego z opóźnieniem, rozmazane przez hałas, alkohol i zbyt wysokie tętno. “Pęknięte żebra”, słowa odbiły się echem w jego głowie. Coś w nim drgnęło. Nie strach, raczej lekka irytacja. Stał jeszcze przez chwilę na stole, pozwalając, by śmiechy i oklaski powoli opadły. Potem zeskoczył. Lądowanie było gorsze, niż się spodziewał. Ból wszedł pod żebra ostro, jakby ktoś wbił mu tam palce i ścisnął. Na ułamek sekundy zabrakło mu powietrza. Ramiona same napięły mu się pod koszulą, ale twarz zdążył opanować szybciej niż oddech. Uśmiechnął się krzywo.
— Pęknięte żebra? — powtórzył spokojnie, choć głos miał odrobinę niższy niż przed chwilą. — Oby nie. Mam jeszcze sporo planów na ten wieczór.
Puścił oczko w stronę siedzącego towarzystwa, jakby wszystko było żartem, a potem ruszył do kanapy. Susem wskoczył między Rosiera a najbliższą dziewczynę, trochę zbyt gwałtownie, trochę mniej zgrabnie niż zamierzał. Kanapa ugięła się pod nim.
— Nie psuj mi legendy — rzucił do Rosiera, obejmując go ramieniem i przyciągając bliże,j mocniej, niż było to konieczne. — Jeszcze ktoś uwierzy, że można mnie zranić.
Roześmiał się, ale w tym śmiechu było coś poszarpanego.
— A wtedy będę miał problem… — dodał, zerkając na dziewczyny. — Bo ja wolę być zapamiętany jako ten, który łamie innych.
Ktoś parsknął. Ktoś szturchnął go w ramię. Ktoś inny podszedł do nich podsuwając mu kolejną butelkę. Lukas wziął ją od razu. Uniósł ją wysoko, jak trofeum.
— Jak zostanę numerem jeden w tym sporcie — oznajmił, patrząc po twarzach wokół — będziecie mogli mówić, że byliście przy tym od początku.
Odpowiedziały mu śmiechy, gwizdy i kilka przesadzonych toastów. Przez chwilę znowu było tak, jak chciał. Głośno. Lekko. Bez żadnych pękniętych żeber, bez bólu przy każdym oddechu, bez myśli, które wracały zawsze wtedy, gdy robiło się ciszej.
A potem czas zaczął się rozłazić.
Minuty mieszały się ze sobą, a pokój wspólny powoli pustoszał. Jedni wychodzili chwiejnie, podpierając się ścian, inni znikali parami, szeptem dogadując resztę wieczoru. Śmiech stawał się rzadszy, muzyka cichsza, rozmowy bardziej bełkotliwe. Na stolikach zostały niedopite szklanki, przewrócone butelki i okruchy czegoś, czego nikt już nie chciał jeść.
W końcu została tylko garstka najwytrwalszych.
W rogu jakaś para całowała się tak zachłannie, jakby od tego zależało ich życie. Pod stołem leżał jeden z uczniów, z policzkiem przyciśniętym do dywanu, całkowicie pokonany przez alkohol. Ktoś próbował go wcześniej obudzić, ale tylko mruknął coś niezrozumiale i przewrócił się na bok. Lukas siedział na kanapie, pochylony trochę do przodu, z pustą butelką w dłoni. Patrzył w kominek mętnym wzrokiem. Ogień rozmazywał mu się przed oczami w pomarańczowe plamy. Przez dłuższą chwilę milczał.
Potem uniósł butelkę i wskazał nią zakochaną parę.
— Jebani szczęściarze… — powiedział cicho, ale tak by Chris usłyszał.
Nie zabrzmiało to jak żart. Raczej jak coś, co wyrwało mu się przypadkiem, zanim zdążył przykryć to uśmiechem. Przechylił butelkę do ust, ale nie spadła z niej ani jedna kropla. Potrząsnął nią raz jeszcze, z rosnącym niezadowoleniem, po czym rzucił ją na podłogę. Szkło potoczyło się po dywanie i zatrzymało przy nodze stołu, centralnie przed twarzą śpiącego pijaka.
Lukas odwrócił głowę w stronę Rosiera.
— A ty? — zapytał, mrużąc oczy. — Ty nie masz jakiejś panny na oku?
Czkawka przerwała mu w połowie następnego oddechu. Skrzywił się, przyłożył dłoń do mostka, jakby sprawdzając czy jest w stanie jeszcze powstrzymać ból, a potem zaraz opuścił ją niezadowolony.
— Może jakbyś mi pomógł z ubiorem… — dodał, już wyraźnie pijacko, ale z resztką dawnej pewności siebie — to też bym coś wyrwał.
Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło trochę smutniej, niż planował.

//Wykorzystuję zawadę Porywczość I
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
29.04.2026, 11:12  ✶  
– Może jakaś panna postanowi pielęgnować twoje obrażenia i tylko na tym zyskasz? – stwierdził Christopher, gdy Lukas wepchnął się pomiędzy jego i dziewczynę. Rosier przez moment miał zamiar na tę nagłą przepychankę i ściskanie go ponarzekać, ale przy okazji znalazł się bliżej drugiej koleżanki i to absolutnie nie ze swojej winy, więc postanowił przymknąć na to oka. – Przepraszam, jest w porządku czy wstać? – rzucił do niej jeszcze z dość fałszywą troską, niemal pewien, że zapewni, że wszystko jest dobrze, choćby ze zwykłej grzeczności. Kątem oka widział, jak Nott opróżnia butelkę i to chyba kolejną z tych doprawionych, ale nie był jego niańką: jak go potem dorwie jakiś prefekt naczelny, to już nie problem Christophera, nie? A jakby teraz kazał mu przyhamować, to tylko wyszedłby na psujzabawę. Sam zresztą dalej miał swoją butelkę, ot nie zamierzał wypić całej, może tak z pół, i niekoniecznie na pusty żołądek.
– Proszę państwa, to najlepszy moment na wzięcie autografu – dorzucił z pewnym rozbawieniem, kiedy Lukas ogłosił, że potem będą mogli mówić, że byli tu od początku. Nawet zaczął teatralnie klepać się po kieszeniach aż wreszcie z jednej wyciągnął kawałek pergaminu, by podsunąć ją pod nos Notta.
A potem…
Potem tu porozmawiał z dziewczyną obok, tam napił się tego doprawionego kremowego i zagryzł pudełkiem czekoladowych baryłek. Przez chwilę dyskutował z jednym z kolegów z roku, i podpuszczał go trochę, bo chłopak był ewidentnie zazdrosny o trzech zawodników z ich dormitorium, Christopher zaś bywał złośliwym człowiekiem (i może trochę, odrobinę, też im tej całej chwały zazdrościł). W końcu skończył rozwalony na kanapie, i nawet jeśli przychodziło mu do głowy, że łóżko czeka i pora iść się położyć, nawet jeśli jutro sobotę, to grawitacja była tak silna, że nie chciało mu się ruszać. I ciało, i umysł były ociężałe: nie wypił niby dużo, ale zmęczenie po tylu godzinach i fakt, że raczej rzadko miewał okazję sięgnąć po alkohol, robiły swoje. Uchylił powieki, słysząc słowa Notta i jego spojrzenie powędrowało ku zakochanej parze.
Nie zazdrościł im.
Potrafiłby poderwać jakąś dziewczynę, a przynajmniej szczerze w to wierzył, zaś miłość…? Chyba był jeszcze za młody, aby o takiej myśleć. Małżeństwo było mglistym widmem wiszącym na horyzoncie, od którego dzieliła go jeszcze długa droga, a wcześniej… wcześniej było tak wiele rzeczy do zrobienia i zobaczenia.
– Miałem, ale uciekła, jak się pojawiłeś – odparł, zaraz jednak machnął ręką. – Tego kwiata jest półświata, a ja jestem młody. Jakoś żadna nie wydaje mi się dużo bardziej interesująca niż inne, jeśli o to pytasz.
Przeniósł wzrok na Notta, bo ten brzmiał poważnie, tak poważnie, że nawet Christopher postanowił darować sobie kpiny.
– Człowieku, ta… jak jej tam… Rose? Nie, zaraz, Ronnie. Wpatrywała się w ciebie jak w obrazek. Nie wierzę, że to mówię, ale nie potrzebujesz lepszego krawata. Jest całkiem niezła. Starczy, że ją zaprosisz do Hogsmeade, to oberwanie tłuczkiem na meczu zrobiło na niej dostateczne wrażenie.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#10
30.04.2026, 11:30  ✶  
Wpatrywał się w ogień przez dłuższą chwilę szukając poprawnej odpowiedzi.
— Tylko że… — urwał, marszcząc lekko brwi. Oparł łokcie o kolana, splótł dłonie i wbił wzrok gdzieś niżej, w podłogę, jakby łatwiej było mówić, nie patrząc nikomu w oczy.
— Nie starczy mi czasu.
Powiedział to bez tej całej teatralności, bez uśmiechu, który zwykle pojawiał się automatycznie. Westchnął ciężko i przejechał dłonią po karku, próbując zrzucić z siebie napięcie, które tylko narastało.
— Wszystko już jest poukładane. Ojciec zdecydował za mnie. Za kilka tygodni wyjeżdżam do Niemiec… — zawahał się na moment — …a z wszystkiego, co tu zbudowałem, zostanie tylko wspomnienie.
Uniósł lekko głowę i spojrzał w końcu na Rosiera.
— Więc nawet jeśli Ronni patrzy… — mruknął ciszej — to trochę bez znaczenia, nie?
Na moment zamilkł, jakby sam nie był pewien, czy wierzy w to, co mówi.
— W końcu magicznie czasu nie cofniemy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3181), Lukas Nott (3487)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa