adnotacja moderatora
Rozliczono - The Edge - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
07.09.72
Kiedy trzy lata temu decydował się na ucieczkę z Nokturnu, kompletnie nie spodziewał się tego, że kiedykolwiek na niego wróci. Nie chodziło nawet o tę cholerną ulicę, ale o cały Londyn, o tej kraj – miał przeżyć ostatnie, pełne chujozy chwile w Stanach i ze sobą skończyć. Nie zaplanował więc co miałby zrobić po powrocie. Zostawił wszystko tak jak leżało i zwyczajnie z dnia na dzień zerwał kontrakt z każdym, zniknął. Mieli pomyśleć, że zdechł i się w tym dużo nie pomylić, chociaż to zdechnięcie chciał odłożyć w czasie, aż nie zobaczy na własne oczy palm i nie przejedzie się po Kalifornii kradzionym kabrioletem.
Okazywało się, że po pierwsze – wrócił, a po drugie – powroty nie były łatwe. Ciężko mu przez gardło przechodziły takie słowa jak przepraszam, a kiedy ktoś tych przeprosin wcale nie oczekiwał i przyjmował go tak, jakby nic się nie stało, to też przecież nie było idealnie – bo mu to przypomniało jak mało jego egzystencja znaczyła dla osób, które nie miały z tego jakiegoś profitu.
Nie miał pojęcia gdzie w tym wszystkim osadzić Zenka.
Na pewno zdążył już usłyszeć, że Crow wrócił na Ścieżki i się szlaja po ulicy. Może mu mignęła gdzieś w tłumie czarna, skórzana kurtka, ale opuścił wzrok widząc kępę kruczych loków nie pasujących do wspomnień o kimś, kto wcześniej regularnie golił się na łyso. Może… Może tak naprawdę widział go wcześniej gdzieś w barze, ale nie miał zamiaru do niego zagadać, bo pewne rzeczy były dla niego skończone, ale… Flynn nie chciał o tym myśleć.
Zamiast tego splunął na swoje ręce i podskoczył, żeby złapać się za gzyms. Nie miał zamiaru wchodzić głównymi drzwiami, bo gdyby mu ktoś znowu zadał pytanie lub wciągnął go w jakieś przesłodzone, Rejwachowe sprawy, zawróciłby pewnie i stchórzył. Byle tylko nikt go nie wziął za włamywacza chcącego zrobić komuś krzywdę. Włamywaczem był, ale poczciwym – otworzył okiennicę nożem i pstryknięciem palca, wszedł do środka zgrabnie omijając zabezpieczenia i ewentualne zagracające przestrzeń instrumenty. Pomieszczenie było puste, ale Crow nie do końca wiedział dlaczego. Może facet się mył, może pił w barze. Nie zważając na to usiadł na brzegu łóżka i czekał w ciemności, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, jak absurdalną sytuację skonstruował przez lęk społeczny. Najgorsze przecież było układanie w głowie tego co chciał i czego nie chciał powiedzieć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.