• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
Siódmego września w Rejwachu

Siódmego września w Rejwachu
Architekt Ścieżek
my life would be so much easier if i wasn’t a piece of shit
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#1
11.05.2026, 17:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 21:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - The Edge - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
07.09.72

Kiedy trzy lata temu decydował się na ucieczkę z Nokturnu, kompletnie nie spodziewał się tego, że kiedykolwiek na niego wróci. Nie chodziło nawet o tę cholerną ulicę, ale o cały Londyn, o tej kraj – miał przeżyć ostatnie, pełne chujozy chwile w Stanach i ze sobą skończyć. Nie zaplanował więc co miałby zrobić po powrocie. Zostawił wszystko tak jak leżało i zwyczajnie z dnia na dzień zerwał kontrakt z każdym, zniknął. Mieli pomyśleć, że zdechł i się w tym dużo nie pomylić, chociaż to zdechnięcie chciał odłożyć w czasie, aż nie zobaczy na własne oczy palm i nie przejedzie się po Kalifornii kradzionym kabrioletem.

Okazywało się, że po pierwsze – wrócił, a po drugie – powroty nie były łatwe. Ciężko mu przez gardło przechodziły takie słowa jak przepraszam, a kiedy ktoś tych przeprosin wcale nie oczekiwał i przyjmował go tak, jakby nic się nie stało, to też przecież nie było idealnie – bo mu to przypomniało jak mało jego egzystencja znaczyła dla osób, które nie miały z tego jakiegoś profitu.

Nie miał pojęcia gdzie w tym wszystkim osadzić Zenka.

Na pewno zdążył już usłyszeć, że Crow wrócił na Ścieżki i się szlaja po ulicy. Może mu mignęła gdzieś w tłumie czarna, skórzana kurtka, ale opuścił wzrok widząc kępę kruczych loków nie pasujących do wspomnień o kimś, kto wcześniej regularnie golił się na łyso. Może… Może tak naprawdę widział go wcześniej gdzieś w barze, ale nie miał zamiaru do niego zagadać, bo pewne rzeczy były dla niego skończone, ale… Flynn nie chciał o tym myśleć.

Zamiast tego splunął na swoje ręce i podskoczył, żeby złapać się za gzyms. Nie miał zamiaru wchodzić głównymi drzwiami, bo gdyby mu ktoś znowu zadał pytanie lub wciągnął go w jakieś przesłodzone, Rejwachowe sprawy, zawróciłby pewnie i stchórzył. Byle tylko nikt go nie wziął za włamywacza chcącego zrobić komuś krzywdę. Włamywaczem był, ale poczciwym – otworzył okiennicę nożem i pstryknięciem palca, wszedł do środka zgrabnie omijając zabezpieczenia i ewentualne zagracające przestrzeń instrumenty. Pomieszczenie było puste, ale Crow nie do końca wiedział dlaczego. Może facet się mył, może pił w barze. Nie zważając na to usiadł na brzegu łóżka i czekał w ciemności, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, jak absurdalną sytuację skonstruował przez lęk społeczny. Najgorsze przecież było układanie w głowie tego co chciał i czego nie chciał powiedzieć.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#2
16.05.2026, 23:38  ✶  
Odkąd mieszkał w Rejwachu, Zenek nie musiał płacić czynszu. A ponieważ Woody płacił mu sowicie, to miał mnóstwo złota na kupowanie szajsu. W każdą sobotę handlową to samo: stoiska, kramy, rodzinne biznesy i sklepiki. Popatrzeć, pomacać, wypić darmową próbkę eliksiru, odchorować. Weźmy chociażby taki specyfik z opuncją na opakowaniu. Co to jest? Ładnie pachnie, zapytał Zenek, nachylając się nad kubeczkiem zielonej piany. To nie do picia, Zenku, odpowiedziała ekspedientka, odsuwając kubeczek spod jego nosa. W spienionej galaretce pływały drobne fragmenty kaktusa, ma się rozumieć złuszczające skórę głowy. NA BUJNY POROST, głosiła etykieta buteleczki ze specyfikiem. Zenek był kupiony. Opuncjowy specyfik również.

Tamtego czwartkowego wieczora Zenek mył głowę w umywalce. Nacisnął pompkę z komunalnym szamponem. Wydała tylko smętny odgłos sprężystego mechanizmu. Zenek naciskał jak wściekły, ale z pompki już nic nie wylatywało. Wyciągnął mokrą głowę spod kranu. Spojrzał na swoją półeczkę w łazience. Opuncjowy eliksir na porost odpowiedział spojrzeniem. Zenek sięgnął po butelkę.

Odkorkował butelkę i przechylił. Na rozwartą dłoń wylał trochę tej zielonej galaretki. Igiełki z opuncji go kłuły, ale w taki w miarę przyjemny sposób. Za to szampon pachniał jak te smaczne soczki z mugolskiego marketu, które kupowało się w kartonikach ze słomką. Ponownie włożył głowę pod kran, odpalił gorącą wodę, sekundę później syknął i odpalił też zimną. Zgodnie z instrukcją zaczął masować skórę głowy szamponem. Ten sposób mycia miał pozostawić go z poczuciem folikularnej świeżości. I Zenek to czuł: igiełki aż wbijały się w skórę. Masaż głowy go relaksował, a włosy ładnie pachniały. Przycisnął igiełki odrobinę mocniej. Coś mu chrupnęło.

Spłukał włosy i sięgnął po ręcznik, żeby się osuszyć, ale gdy tylko zaczął wycierać, ręcznik go zakłuł w rękę. Auć, powiedział Zenek. Spojrzał na ręcznik. Wyglądał normalnie. Rozłożył go. W ręczniku nic nie było... Zenek nie chciał tego robić, ale zrobił to. Włożył rękę w wilgotne włosy. Na czubku głowy coś siedziało. Nacisnął, a obiekt go zakłuł. Jęknął. Nie chciał już oglądać siebie w lustrze. Zerknął tylko pobieżnie na czubek w tafli lustra. Z kaktusa wyrastał mały różowy kwiatek.

Jeśli wyjdzie teraz z łazienki po cichu, to jeszcze przez sekundę będzie mógł udawać, że nic się nie stało. Tak zatem zrobił. Rozchylił drzwi łazienki i ze zwieszonymi ramionami powłóczył się do pokoju, ciągnąc za sobą strużkę wody z przemokniętych kapci. Z każdym krokiem podłoga odpowiadała mokrym pacnięciem: pac, pac. Pac, pac. Na korytarzu nikogo nie spotkał. Dotarł wreszcie do drzwi i przekręcił kluczyk w zamku.

Kiedy tylko przestąpił próg pokoju, zorientował się, że ktoś poza nim oddychał w pomieszczeniu. Na mokrym t-shircie poczuł chłód wieczornego powietrza. Zenek nie otwierał okna wieczorem. Zmarszczył brwi. Nie przyjmował fanów o takiej porze, ale mógł zacząć. Wymacał ścianę przy wejściu i zahaczył palcem o światłozapalacz. Pstryk. Zmrużył oczy, oślepiony dosadną dawką żarówkowego światła.

Coś czarnego od stóp do głów siedziało na brzegu jego łóżka.
— Kra? — zadrżał mu głos. Podszedł o krok do przodu. Zaraz, głów? Istotnie, z czubka głowy Crowa wyrastały bujne, kędzierzawe włosy. Na końcówkach skręcały się w drobne loczki. A łysina to gdzie? Poczuł, jak mu nogi odmawiają posłuszeństwa, więc zatoczył się przez pokój w mokrych kapciach. Pacnął na łóżko obok Crowa, aż podskoczyli obaj na sprężynach.
— Masz włosy — nie potrafił się napatrzeć. Zawsze myślał, że to łyse placki dodawały głowie powagi i animuszu. A tu Crow się pojawił z czupryną, jakby go nie było nie trzy lata, tylko trzydzieści. Nie wiedział, co zrobić z rękami, więc dotknął własnych włosów. Ruch ten sprawił, że zaswędziało go na czubku. Łazienka powróciła z zawrotną prędkością. — A ja mam kaktusa na głowie.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Architekt Ścieżek
my life would be so much easier if i wasn’t a piece of shit
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#3
17.05.2026, 16:36  ✶  
Czasami życie wydawało mu się bardzo proste. Jeśli kazano mu coś wykonać, niemal momentalnie w na pozór pustej głowie pojawiał się na plan. I wiedział dokładnie co musi zrobić, żeby go zrealizować. Osiągał w ten sposób rzeczy, które innym wydawały się nieosiągalne. A jemu? Jemu to przychodziło z niezwykłą lekkością. Podobno nie każdy był w stanie nauczyć się matematyki, nie każdy był w stanie zrozumieć wszystkie zawiłości związane z tym jak fizyka opisuje znany świat. Ciekawe czy ludzie, którzy stworzyli tę teorię wpadliby na to, że tym kimś dla kogo będzie to osiągalne i naturalne jak nauka chodzenia, okaże się wychowany na ulicy chłopak, który z ledwością nauczył się pisać. Bo życie było proste, kiedy składało się z gdybań profesorów, nieustannego brzęczenia abakusa, prób wybudowania drżącą ręką równych linii mających oddać przyszły kształt elementu budowanej przez niego maszyny. Ono komplikowało się dopiero kiedy...

No właśnie, kiedy serce drżało.

A drżało mu często. To było brzdęknięcie łóżka, czy to serce właśnie? Bo czuł jak mu wali, aż mu zaszumiało w uszach, ale życie nie było teraz proste i poza tym, że zobaczenie Zenka na żywo wiązało się z wybuchem fali uczuć, niewiele więcej z tego wyczytał, bo Crow nie był w stanie ich nazwać. Wiedział już, że przynajmniej część tego, to był dyskomfort. Czuł go przed momentem, kiedy Zenek zapalił światło. Czuł go teraz, kiedy na niego patrzył. Wstyd? Może. Strach, dyskomfort. Ale gdyby to było tylko to, co przygniata człowieka do materaca i nie pozwala wyjść tygodniami z sypialni, to by tu nigdy nie przyszedł.

– Yeah – powiedział cicho, przekręcając się w bok, żeby go lepiej widzieć. Nie utrzymał kontaktu wzrokowego zbyt długo.

Sam był tak samo smutny jak wcześniej. Wyglądał dużo lepiej, ale na twarzy wciąż miał wypisaną beznadzieję – Zenek nie zdążył na ten krótki moment, kiedy promieniał i nikt go nie poznawał, bo tak dobrze sobie radził. Nic dziwnego, bo wystarczyło mrugnąć, a Crow wrócił do dawnych nawyków. No ale to właśnie dawne nawyki przyprowadziły go tutaj.

– Ja... Mhm... – Przynajmniej próbował się odezwać. Trochę przy tym uciekał spojrzeniem, bo nigdy nie wiedział czego się spodziewać przy pierwszym spotkaniu. Jedni mu za te ucieczki dawali w mordę, drudzy płakali albo zduszali ból, trzeci kazali mu wyjść, czwarci przekuwali frustrację i tęsknotę w wieczory, które ostatecznie zrujnowały mu budowane przez ostatnie trzy lata życie, bo okazało się nieprzygotowane na smutną prawdę o tym jakim okropnym był człowiekiem. Grupy piątej, której sam widzieć nie chciał i częstował ich równie niewybrednym powitaniem co zetknięcie pięści z twarzą, celowo w swoich kalkulacjach nie ujmował. – Prędzej ci tu kaktus wyrośnie, niż mnie tu zobaczysz? – Nie było mu do końca do śmiechu. Skubał skórki przy paznokciach, rozglądając się po pokoju.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#4
19.05.2026, 01:58  ✶  
— Nooo. I wyrósł. — Zenek spuścił wzrok na skubane skórki.
Crow siedział na jego łóżku. Zenek gościnny bywał, ale to w dalszym ciągu było jego łóżko. Z granatową pościelą zaścieloną dwa dni wstecz. No przecież narzuty nie posiadał. Pojedyncza poduszka sobie leżała od strony Crowa. Dobre to było miejsce dla loczków. Bawełniana poszewka by się ich trzymała. Zenek za to siedział od strony nóg i miał obok siebie nogi Crowa. Naprawdę nie miał problemu z tym, żeby mu to łóżko udostępnić. Już późno było, a wolał nóż Crowa przy własnej okiennicy niż w oku jakiegoś opryszka. Tymczasowo siedział jednak w tej sytuacji na własnych kościach pod tyłkiem, z mokrą koszulką i wiadomo czym na głowie. Rzucił okiem raz jeszcze na ciemną masę. Podrapał się u nasady włosów. Odetchnął zimnym, nocnym powietrzem.

Stopy póki co trzymał twardo na podłodze. Spojrzał przed siebie. Na podłodze leżały sobie płyty, na komodzie też. Walizkę zawsze chował pod łóżkiem, to nie problem. Pod oknem: głośniki. Kable, dużo kabli. Ciekawe, po co; i tak by tutaj nie zadziałały, no ale po to tu je przyniósł, żeby coś z tym zrobić. A nawet jeśli nic by z tym nie zrobił, to przynajmniej mogli się o nie potykać potencjalni włamywacze. Crow oddychał obok niego.
Gibnął się lekko do tyłu, ale nie całkiem. Za nim była w końcu twarda ściana. Odetchnął ponownie zimnym powietrzem. Pomacał się po dżinsach. Wymacał wybrzuszenie w kieszeni spodni. Włożył rękę do kieszeni. Pleciony łapacz sobie siedział i nikomu nie przeszkadzał. Wyjął rękę.

Uderzył się w uda. Klask. Cztery ściany spotęgowały klaśnięcie. Przechylił ciężar ciała na stopy i wstał. Rozprostował kolana. Crow był nadal za nim. Podszedł do komody. Szuflada zapiszczała, gdy ją wysuwał. Ubrania leżały w środku, jak Crow na łóżku.
Garderoba Zenka oferowała bogaty wybór koszulek w kolorach: biały, szary, czarny i granatowy. Na każdy ludzki nastrój i każdą pogodę. Zawahał się nad tym, która najbardziej przypadłaby do gustu przyjacielowi po latach. Po chwili przypomniał sobie, że Crow i tak był daltonistą. No to szare.

Z koszulką pod pachą wrócił do nóg łóżka. Była czysta i sucha, w przeciwieństwie do tej, którą miał na sobie. Rzucił fant obok Crowa i chwycił za brzeg t-shirtu. Uniósł w górę. Już po chwili na nagich żebrach wiało mu z okna. Pociągnął wyżej. Nadeszła chwila, której się obawiał. Zaczepił się. T-shirt zaczepił się o kaktusa od spodu. Pociągnął. Igły wbiły się mocniej. Koszulka nie puszczała. Drgnął na łóżku; ostatnie pociągnięcie. Kaktus trzymał się głowy równo. Koszulka również.

Oswobodził rękę i zaczął macać łóżko wokół siebie. Przez materiał koszulki nic nie widział. W końcu trafił na kolano, bynajmniej nie swoje. Zastukał raz, drugi.
— Kra. — materiał tłumił jego desperackie jęki. — Pomocy.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Architekt Ścieżek
my life would be so much easier if i wasn’t a piece of shit
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#5
21.05.2026, 09:57  ✶  
Faktycznie wyrósł. Szkoda, że to ostatecznie był tylko żart, bo przecież Crow wcale by nie narzekał, gdyby intensywnie nawiedzał cudze myśli i jednocześnie wspaniale, że tak było – Cain mu już przecież pokazał jak piekielnie niebezpieczną i bolesną grą było igranie z cudzymi uczuciami. Takie to było jego życie właśnie – nie chciał nikogo krzywdzić ani ranić swoją obecnością, jednocześnie nie potrafił szukać w oczach Zenka czegokolwiek innego niż obojętność.

Obojętność była najgorsza.

Jak się w sobie zbierze, żeby na niego spojrzeć jeszcze raz, zamiast wlepiać wzrok w cień na ścianie, niech to będzie cokolwiek innego niż obojętność.

Rozpacz, gniewny żar, pożądanie, niechęć. Istniało tak wiele emocji, na których potrafił umościć się przytulnie i znaleźć swoje trwałe miejsce, ale nie potrafił zrobić tego na obojętności. Kiedy Zenek postanowił się przebrać, myśli mu skręciły w to, że to jednak jemu przyjdzie być osobą mającą powiedzieć tutaj coś znaczącego, a w takich momentach przychodziły mu do głowy tylko zdania wulgarne i prowokatorskie – no bo obok nich obojętnie przejść się nie dało. Obok dawnego przyjaciela smutnego z powodu kopca błędów, co go sam sobie usypał – owszem. Czasem nawet trzeba było dla własnego komfortu psychicznego.

Nie zdążył przeanalizować tego bardziej, bo sprzeczność goniła sprzeczność i tak też ku jego jednoczesnej radości (bo coś mu łeb odciągnęło od użalania się nad sobą) i rozpaczy (bo przestał być najważniejszy) został poproszony o pomoc.

Zapach czystości nigdy nie był zapachem szczególnie przez niego lubianym, więc podświadomie doszukiwał się ukrytego pod nim, charakterystycznego zapachu ciała opierającego się o niego muzyka. Z jakiegoś powodu czuł głównie ten przeklęty kaktus.

– Oprzyj się mocno – zasugerował, dociskając jego przedramię do własnej nogi, świadom tego, że wilgotna jeszcze dłoń przyczepi się do skórzanych spodni na tyle, żeby przy ewentualnym szarpnięciu facet nie wywrócił się i nie zrobił sobie przez tę absurdalną sytuację krzywdy. Następnie puścił jego rękę i w sposób niezbyt delikatny, ale za to w miarę precyzyjny. Uwolnił go z tej pułapki, ale niekonieczne ze swojej bliskości, choć tym razem nie było w tym większego podtekstu. Zrzuciwszy mokrą koszulkę na podłogę, złapał Zenka za brodę, żeby go unieruchomić przy analizie czubka jego głowy. – Jak jesteś cipką, to się mogę przebiec do apteki Lupinów i kupić ci jakieś smarowidło, ale – a to ale było dosyć ważne, bo Crow rozumiał magię na poziomie wzbudzającym zaufanie, o ile wierzyłeś, że to nie na ciebie tym razem Ścieżki wydały wyrok śmierci – równie dobrze mogę ci to odciąć i podważyć resztkę nożem. – Co mogło być lepszą opcją również z tego względu, że wcale by tego nie kupił, tylko ukradł. A później powiedział, że nie ukradł, ale w duchu powiedział sobie, że nie ukradł, bo zapierdolił.

Nie puścił jego brody. Uniósł ją do góry i spojrzał na niego wreszcie.

– Jesteś zły? Mogę tu zostać? – Dopiero wtedy jego palce przestały się zaciskać. Jeśli otrzymał odpowiedź przynajmniej neutralną, zrzucił z siebie skórzaną kurtkę, która opadła w dół w akompaniamencie brzdęku noszonego w niej żelastwa.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#6
24.05.2026, 01:09  ✶  
Nie, żeby go jakoś specjalnie wąchał, ale Crow był za blisko, żeby go do siebie nie wpuszczać przy każdym wdechu. I z tego, co wyczuwał, czuł tylko jego skórę. Nie organ. Lubił ten zapach garbarni. Nawet się już za nim stęsknił. Przebijał się też metaliczny smak noża. Zenek nigdy nie miał pojęcia, czy Crow na serio tak pachniał, czy tylko to sobie dopowiadał.
— Nie jestem cipką — wyjaśnił, kiedy druga skóra Crowa znalazła się zbyt blisko jego pierwszej. Bez płachty na oczach kaktus ponownie wydawał się problemem odległym, na tyle, na ile odległy był człowiekowi czubek własnej głowy. — Niee, żadnych mazi, proszę… Użyjesz na mnie noża? — w ostatnie zdanie włożył nieco zbyt wiele entuzjazmu, jakby Crow wyszedł z nieoczekiwaną, acz miłą propozycją. Światełka mu się w oczach zapaliły, akurat wtedy, kiedy Crow szarpnął jego brodą w górę.
Nie miał już gdzie uciekać wzrokiem, jedynie w oczy Crowa. Równie brązowe, co jego własne. Kiedyś go bawiła strasznie ta dominacja genetyczna, którą prezentowali w boysbandzie z Crowem, Johnnym i jeszcze Lewisem. W końcu to ciemne, kręcone włosy zawsze dominowały w krzyżówkach genetycznych na biologii w liceum. Oczywiście czystokrwiści dziedzice nie mogli o tym wiedzieć. Crow tym bardziej, bo nie chodził nawet do szkoły. Crow.

Nie wyrywał się zatem, jedynie pozwolił sobie obejrzeć twarz, której nie widział trzy lata, z bliska. Na ustach wykwitł mu lekki, nieco niepewny uśmiech.
— Nie jestem zły. — ścisnął jego nogę, tam, gdzie mu ręka spoczęła. Fajnie było poczuć tę konkretną skórę i kości. Zaraz mu ten uśmiech jednak zszedł, ustępując miejsca lekkiej konsternacji. — Tutaj? — powtórzył po koledze.
Oczy mu poszły na boki. Nie oba naraz; raz na jeden bok, raz na drugi, jakby przechodził przez ulicę. Wokoło siebie nadal miał jedynie swój pokój. Zatem o to chodziło? O pokój? O Rejwach? Wziął głęboko powietrze nosem, zaciągając się garbarskim zapachem Crowa. Po czym przeciągle je wypuścił.
— Noo dobra. — ucisk Crowa na jego brodę zelżał. Wierzgnął się na łóżku, by zasiąść pewniej w głębi materaca, i podciągnął kolana w górę. W mniej czy bardziej skoordynowany sposób zrobił sobie pogląd na resztę pokoju. — Ale musisz znać reguły. — zamilkł na sekundę.
— Szampon jest wspólny. Ktoś go zawsze wymienia, chyba Asena. Ale teraz się skończył, więc skończyłem z kaktusem na głowie. — podrapał się ostrożnie po włosach, nim znowu objął swoje kolana. — Jest harmonogram mycia łazienki. Kibel musi zawsze być czysty. — błogosławieństwa czarodziejskiej kanalizacji. — Jeśli potrzebujesz czegoś do spania, to proszę. — sięgnął po szarą koszulkę, którą wcześniej sobie wyjął i rzucił na łóżko. Co prawda siedział teraz od góry nagusieńki w promieniowaniu skóry Crowa, ale miał więcej koszulek. Skórzana kurtka poleciała na podłogę z metalicznym brzękiem.
Jakoś to będzie. Znajdzie mu wieszak na skórzaną kurtkę… i może jeszcze takie stojaki na noże, co to mają w sekcji kuchennej sklepu meblowego. Postawią je w pokoju albo na dole i będą straszyć klientów.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Architekt Ścieżek
my life would be so much easier if i wasn’t a piece of shit
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#7
24.05.2026, 08:26  ✶  
Crow otworzył usta, żeby go zaczepić mocniej: chciał rzucić czymś w stylu „mokry już jesteś”, ale że szczególnie charyzmatycznym człowiekiem nie był, to zanim się zebrał w sobie na to wtrącenie, Zenek już kontynuował. I tak się złożyło, że momentalnie to gębę Crowa zamknęło. Rzadko go coś takiego przerastało, ale nie miał pojęcia po jak cienkim lodzie właśnie stąpał. Przyszedł tutaj, bo chciał uczynić go na powrót częścią swojego życia, a nie po to, żeby znów funkcjonować jako czyjś dodatek na granicy snu. Tak wielu ludzi obiecywało mu gruszki na wierzbie, a zatoczył koło i znów skończył jako metresa. O ile w ogóle mógł nazwać się metresą, skoro przyszła żona Laurenta mogła go wyprzeć z New Forest i przejąć to wszystko co tam zbudował, ukraść mu nawet jego kapcie. I tak w sumie, to może wcale nie skończył. Sam nie był pewien tego, ile mu dni zostało u boku pana domu. Lubił sobie myśleć, że to było miłe ze strony Laurenta, że mu kupił biurko i rzeczy do rysowania. I że się nie wściekał i nie bił go, ale… takie rzeczy szybko się kończyły. Chyba tylko ta trójka głupków, o czym i on i Zenon myśleli teraz zawzięcie, trzymała się go od lat.

Kiedy Zenek się od niego odsunął, Crow przymknął na moment wymęczone oczy. Słuchał go, ale napięcie w jego ciele narastało i słowa powoli zagłuszał głośny szum przeplatany dudnieniem w uszach. Chciałby mu powiedzieć, że się rozsypuje, ale przecież nie mógł tego zrobić. Chciałby mu też powiedzieć, że tęsknił, ale nie potrafił tego z siebie wydusić, bo to przecież on i tylko on zadecydował o wszystkim co między nimi było i czego pomiędzy nimi nie było – zabrał im te trzy lata istniejąc w skupieniu wyłącznie na sobie. Dopiero kiedy czując lądującą obok koszulkę otworzył oczy, to do niego dotarło, że w żaden sposób nie zareagował na zadane mu pytanie. Nie drgnął nawet, o werbalnym komentarzu Zenek mógł śnić. Wciąż się jednak nie odzywał – dopiero uderzenie metalowych okuć o deski przywróciło go z jego własnej głowy do rzeczywistości.

Wtedy wstał. Z sercem dudniącym jak bęben, z kosmatymi myślami, zrobił dwa kroki do przodu i ściągnął buty, odsłaniając całkowicie gołe stopy. Układania rzeczy z sensem w zasadach nie było, wkopał więc i buty i kurtkę pod łóżko Zenka, dokładając do tego nóż do tej pory umieszczony w pokrowcu przyczepionym do uda.

Przybyło mu przez te trzy lata sporo nacięć na ciele i ze dwa tatuaże na lewym przedramieniu, ale wciąż wyglądał jak on. Stał tak, w idiotycznie obcisłych spodniach i krótkiej koszulce w mugolskim stylu, odsłaniającej niemal cały umięśniony brzuch. Jego spojrzenie spoczywało na kaktusie. W ciszy przerywanej tylko swoim niespokojnym oddechem, wrócił do łóżka, żeby się nad nim pochylić.

Jedna z jego rąk sięgnęła w kierunku okiennicy. Pstryknął palcami, żeby ta zamknęła się sama, a następnie machnął drugą z rąk i leżąca na podłodze, ta jeszcze mokra koszulka popędziła w jego kierunku. Chwycił ją, poklepał Zenka po kolanach i ramieniu, żeby opuścił nogi w dół i pochylił się do przodu. Nóż, którego zamierzał użyć przypięty był do paska. Wpierw jednak, zanim faktycznie mu tego kaktusa z głowy wyciął, użył tego mokrego ubrania, żeby go w miarę szczelnie owinąć. Rzucił to zawiniątko, tak samo jak wszystko inne, na podłogę, ale nie wkopał go pod łóżko. Tak przygotowany mógł przysunąć się bliżej i przeszedł do czegoś, co z góry uznał za zdecydowanie trudniejsze – wycinania resztek i usuwania korzeni oplątanych wokół kosmyków włosów. To była praca żmudna i ciężka, bo miał problemy ze wzrokiem, ale uczynił to w sposób delikatny, co jakiś czas przeczesując całość szorstkimi palcami. Nie wierzył, że zrobił to dokładnie, ale trudno – po prostu jutro typ umyje głowę drugi raz.

– Rano muszę wracać – zapowiedział od razu. – Przyszedłem tylko do ciebie, chociaż na chwilę, żeby cię zobaczyć. – Przyznając to czuł się, jakby tę tęsknotę już w tym zawarł. Nie dodał więc nic poza tym, zamiast tego skupił się na wytarciu ostrza o swoją koszulkę przed wsadzeniem go do jego pokrowca. Pasek, do którego ten pokrowiec był przyczepiony, miał jednak w jego głowie to samo miejsce docelowe co reszta żelastwa – zaczął go rozpinać, żeby tak jak resztę wrzucić go pod łóżko. – M-mogę przychodzić częściej.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#8
24.05.2026, 18:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.05.2026, 15:43 przez Zenon Kozioł.)  
Po którejś regule z kolei zamilkł i zerknął w bok. Crow sobie… siedział i mniej więcej na tym kończyło się Zenkowe rozumienie sprawy. Trudne, no trudne. No bo w sumie to Zenek mógł być nawet całkiem zły. Tylko że przez pierwszy rok to było bardziej takie: że nie miał gdzie tego Crowa ułożyć. Myśli nie dało się odłożyć na półkę. Na przykład budził się rano, schodził do kuchni i myślał: o, nóż. A bym sobie popatrzył jak Crow rzuca nożami. Ale noży Crowa już nie było. I Zenek miał zonk. Życie wokół szło do przodu. A skoro Crow miał jakieś swoje sprawy, to go nie zatrzymywał. To było fair.
Co ten Crow, zamknął oczy, nic nie mówił i nawet za bardzo się nie ruszał? Dźgnąć go?

A nie, nie, jednak wszystko było w porządku. Crow wstał i zaczął ściągać buty. Zenek sobie wtedy przypomniał, że on sam przecież także stopy posiadał. Tylko że jego obleczone były w przemoczone domowe kapcie. Znoszone, słowiańskie, które jeszcze z domu wyniósł, jak je przypadkiem spakował do plecaka w zeszłe święta. Odnalazł je dopiero, jak rozpakowywał się w Rejwachu, i odtąd już je nosił. W jego rozmiarze i z kwiatowym wzorem, dla zainteresowanych. Też je wypadało osuszyć po kąpieli, więc Zenek zsunął kapcie i nimi szurnął po podłodze. Pojechały na środek pokoju, a Zenek poruszył palcami nagich stóp. Crow w swoich rurkach szurnął własnymi rzeczami pod łóżko, no i tak sobie szurali. Walizka wytrzyma.

Potem Crow zaczął gapić mu się na kaktus. Znacząco dla Zenka, bo nadchodziło zamówione nożowanie. Crow zamknął okno, a Zenek się usadził tak, by ten miał dostęp do kaktusa. Krew mu wpłynęła do uszu. Starał się nie ruszać, więc ramionami oplótł kolana. Widział tylko podłogę. Najpierw Crow owinął go koszulką i odciął kaktusa. Głowa Zenka chodziła z tarciem ostrza. Potem kaktus został odrzucony na ziemię, a Crow zanurzył palce w skórze jego głowy. Między kosmykami rozrosły się systemy korzeniowe. Crow je wycinał nożem albo wyrywał palcami. Ciągnął go wtedy lekko za włosy u nasady. Teraz to Zenek przymknął oczy. Rozluźnił ramiona i oddychał sobie spokojnie w dżinsy.

Bez kaktusa było mu lżej. Wiatr już go nie przewiewał, a w powietrzu unosił się zielony zapach opuncji. Zenek się wyprostował i strząsnął łopatki. Przyszło mu wtedy do głowy, że tak właściwie to nikogo nigdy nie zapytał, do kogo należał komunalny szampon. Stał, to naciskał. Przeżył kilka różnych edycji komunalnego szamponu, aż przytrafiła mu się kraksa z kaktusem. Przetarł oko palcem i spojrzał na Crowa.

— Czemu? — wydukał sennie, chociaż nie do końca było jasne, do którego zdania się odnosił. Władował się znowu cały na łóżko ze stopami, okręcony tak, żeby Crowa stale widzieć. — Gdzie mieszkasz? — padło zaraz z jego ust. Gdyby Zenek się nie powstrzymywał, to by wyrzucił z siebie jeszcze więcej pytań. Robisz nadal występy z nożami czy tylko improwizowane operacje? Co jest w środku kaktusa? Resztki opuncjowego soku ubrudziły koszulkę Crowa, a ostrze błysnęło jeszcze na moment, nim zniknęło z pola widzenia. Zenek lekko pokiwał głową.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Architekt Ścieżek
my life would be so much easier if i wasn’t a piece of shit
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#9
27.05.2026, 07:57  ✶  
Stracił pojęcie odnośnie tego, jak ludzie radzili sobie z tym koszmarnym uczuciem pieczenia w sercu i płucach, kiedy człowiek coraz intensywniej myślał o swoich występkach. Pomyślałby ktoś – morderstwa powinny piec go bardziej, niż brak kontaktu przez trzy lata – tylko, że śmierć przypadkowych oprychów Dantego godziła w jego poczucie miłości i sprawiedliwości o wiele mniej, niż Zenek kulący się na pościeli, zapewne powoli wychodzącego z wstępnego zalewu emocji w stronę tej myśli, że to wszystko co się działo było zwyczajnie nie fair.

Crow rozpiął pasek. Następnie kolejny, ten zaciskający się wokół jego uda. Następnie – zrzucił ze stopy ten, który trzymał się wcześniej na szczycie skórzanego buta. Jeden za drugim, wszystkie lądowały pod łóżkiem. Pozornie wystarczyło mu je tam wkopać, ale kiedy machnął ręką w specyficzny sposób, jasnym dla Zenka (chociaż siedział na materacu i nie mógł zobaczyć tego na własne oczy) stało się to, że ułożył te noże magią w jakiś specyficzny sposób,  zapewne aby je łatwiej dobyć w sytuacji, kiedy ktoś chciałby tu wtargnąć. Nie czuł się do końca bezpiecznie nawet w Rejwachu.

– To jest… naprawdę długa historia – powiedział cicho, z miną mówiącą niewiele ponad: A ja jestem trzeźwy. Na moment opuścił wzrok. – I chyba n-iewarta powtarzania. – Przesunął palcami po krawędzi swoich spodni i powoli wrócił tymi smutnymi oczyma do Zenka. Ciężko mu było coś z siebie wydusić, nawet kiedy bardzo dobrze wiedział, jak beznadziejnie to wyglądało, kiedy przychodził tutaj bez żadnych odpowiedzi. Absurdalnie wyglądał, kiedy tak się w niego wpatrywał i wpatrywał, zupełnie jakby już teraz, za moment miał zarzucić jakąś porywającą historią, a następnie przygnieciony poczuciem własnej beznadziejności odwracał to spojrzenie w bok. Patrzył wtedy gdziekolwiek, tylko nie w Zenka oczy. – Czy u ciebie jest w porządku? – Zapytał wreszcie. Trochę to sugerowało, że u Crowa w porządku nie było, chociaż wyglądał lepiej, niż kiedy trzy lata temu zwiał z Nokturnu i tyle go wszyscy widzieli.

Bardzo eleganckim krokiem zbliżył się na powrót do łóżka, żeby na nim usiąść. Udem przygniótł rzuconą mu koszulkę, więc do niego dotarło, że znowu komuś usyfi pościel jeszcze zanim plama z opuncji przykleiła się permanentnie do poduszki. Szybkim ruchem ściągnął swój crop top, zrzucił go na podłogę i przywdział ten szary t-shirt Zenka.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#10
30.05.2026, 00:02  ✶  
Postronny obserwator mógł zastanawiać się, czy znajomość Zenka i Crowa polegała jedynie na rzucaniu nożami. To jest, czy Crow tylko rzucał, a Zenek oglądał? Otóż nie tylko. Jasne, noże były super, a Crow nimi rzucał fantastycznie. Ale jednak nie dało się na tym oprzeć długiej znajomości. Nie, Zenek i Crow lubili też sobie posiadywać po prostu. Zenek miał instrument, mógł na nim grać dźwięki. Ostrza Crowa dostawały własny soundtrack. Szuuuur, w powietrzu. Twarde uderzenie, gdy czubek trafiał w tarczę. I beat drop.

Crow układał swoje noże pod łóżkiem. Jeden za drugim, ściągał je z pasa, z ud, o rany boskie, ile tych noży było. Gdy się z nich wreszcie oswobodził, rozpiął też ten pusty pasek, co miał przyczepiony do uda na noże. I tak w sumie to Zenek nawet dotąd nie myślał, jak bardzo Crow składał się z tych pasków. Wcześniej cały siedział w skórze, potem już tylko do połowy. A każdy pasek był dodatkowym wybrzuszeniem. Wcinał się w skórę brzucha czy ud. Może jakby uniósł mu czuprynę, to by też tam się znalazł pokrowiec na noże.

Ostatni pasek brzęknął o podłogę, Crow przeciął powietrze ręką, a Zenek kiwnął się do tyłu. Wtedy poczuł coś w spodniach. Sięgnął dłonią do tylnej kieszeni, w której wymacał coś miękkiego i ciepłego. Wyciągnął. W zamkniętej pięści miał krówkę milanówkę. Krówka uległa prawom fizyki i spłaszczyła się pod naciskiem… tak się kończyło rozsiadywanie się po łóżku w spodniach roboczych. Mimo karmelowego incydentu nie umknęło uwadze Zenka, że Crow pomógł nożom się umościć. To nie były ruchy człowieka, który zamierzał czmychać ze wschodem Słońca. Przynajmniej nie do pierwszego piania koguta. Tym bardziej, jak już stał na boso.

Na skórzanych spodniach rysowały się odgniecenia od paska, gdy Crow opowiadał rzeczy przykre. Bardzo nie odpowiedział na pytanie Zenka, a Zenek nie potrafił zmusić się do tego, by kąciki ust unieść w górę. Siedział przy nim, zamyślony, i gniótł krówkę. Patrzył przed siebie. W pewnym momencie wzrok mu już przechodził przez Crowa, na szafę i ścianę, ale tam też nic nie było. I wtedy Zenek pomyślał, że przecież Crow przyszedł tylko dla niego. No, tak powiedział, prawda? Zenek podrapał się po głowie. Kaktusowe resztki siedziały we włosach przy cebulce. Na szczęście twarde kawałki z igłami udało się już wyjąć. Wyciągnął palce z włosów.

— Tak, już mnie tak nie swędzi, dziękuję, że go wyciąłeś. — otarł palce o pościel. Crow usiadł obok niego. Zenek okręcił się ponownie na materacu, nawet mimo tego, że okno było już zamknięte. Zanim mrugnął, Crow już ściągał koszulkę, więc Zenek zaczął robić remanent. Nie, żeby po takim czasie pamiętał je wszystkie, ale potrafił ocenić, czy skóra była bardziej splamiona atramentem. Po chwili Crow nasunął na siebie zenkową koszulkę.

W szarym t-shircie nie wyglądał już jak Crow. Na łóżku Zenka siedział starszy o kilka lat, zmęczony chłopak z dziką czupryną. Serduszko mu podskoczyło.
— Dziękuję, że przyszedłeś. — odezwał się, póki jeszcze patrzył mu w oczy. Wyciągnął rękę z zaciśniętą pięścią. Otworzył. — Chcesz ją? Usiadłem na niej.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (90), The Edge (5599), Zenon Kozioł (5059)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa