11.05.2026, 09:34 ✶
Brenna umieściła jajo późnym wieczorem w ściółce, w pobliżu Księżycowego Stawu. Wcześniej kilka razy sprawdziła, i jako człowiek, i jako wilk, czy w okolicy nie ma żadnych podejrzanych śladów, nie czuje zapachów drapieżników ani w ogóle nie widzi czegokolwiek, co sowie w procesie wykluwania mogłoby zaszkodzić. Myślała sobie jednak, że byłoby już łatwiej z wrzucaniem do kominka: przynajmniej nie denerwowałaby się, że ptaka spotka coś złego z ręki jakiegoś przypadkowego przychodnia albo wielkiego, złego zwierza.
Najchętniej czuwałaby przy nim przez całą dobę, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała iść ukraść parę godzin snu, a kolejnego dnia stawić się w pracy, więc na wszelki wypadek nakryła ściółkę dodatkową warstwą igieł, upewniła się jeszcze raz, że jajko leży tak, aby w razie gdyby coś tu spadło czy nadepnęło, nie zostało zniszczone, a potem znikła, by powrócić mniej więcej w czasie, w którym jak szacowała, dojdzie do wyklucia.
Ostrożnie wyjęła jajko z ziemi: już było popękane, a coś szamotało się jakby w środku, mały dziób próbował przebić się od wewnątrz. Brenna trzymała je w rękach, niepewna do końca, co zrobić. Miała sowę, oczywiście, ale dostała ją już jako dorosłą, a chociaż poprosiła skrzatkę rodziców, by dostarczyła jej jedzenie dla piskalków, to opieka nad takim malcem była już czymś, co trochę Brennę przerażało.
– Wiesz co? Zabierzemy cię do Dory. Ona na pewno będzie miała kilka odpowiedzi – rzuciła do ptaka, nim zabrała go do Księżycowego Stawu.
Najchętniej czuwałaby przy nim przez całą dobę, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała iść ukraść parę godzin snu, a kolejnego dnia stawić się w pracy, więc na wszelki wypadek nakryła ściółkę dodatkową warstwą igieł, upewniła się jeszcze raz, że jajko leży tak, aby w razie gdyby coś tu spadło czy nadepnęło, nie zostało zniszczone, a potem znikła, by powrócić mniej więcej w czasie, w którym jak szacowała, dojdzie do wyklucia.
Ostrożnie wyjęła jajko z ziemi: już było popękane, a coś szamotało się jakby w środku, mały dziób próbował przebić się od wewnątrz. Brenna trzymała je w rękach, niepewna do końca, co zrobić. Miała sowę, oczywiście, ale dostała ją już jako dorosłą, a chociaż poprosiła skrzatkę rodziców, by dostarczyła jej jedzenie dla piskalków, to opieka nad takim malcem była już czymś, co trochę Brennę przerażało.
– Wiesz co? Zabierzemy cię do Dory. Ona na pewno będzie miała kilka odpowiedzi – rzuciła do ptaka, nim zabrała go do Księżycowego Stawu.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.