• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[17.09.1972] In a place full of art I would still look at... | Eugene & Astoria

[17.09.1972] In a place full of art I would still look at... | Eugene & Astoria
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#1
25.05.2026, 11:34  ✶  
17.09.1972
galeria OdNowa

Gdyby mógł, odpuściłby sobie wyjazdy do Londynu, aż do zimowych miesięcy, trudnych do zniesienia w cyrkowym taborze. Deszczowa pogoda w okolicach Epping może i koiła rodziny dotknięte koszmarem Spalonej Nocy, ale nie sprzyjała frekwencji na występach, co z kolei przekładało się na brak stałego źródła dochodu. Odpuszczenie sobie tego czy innego zlecenia właściwie nie wchodziło w grę, jeśli życzył sobie dalej pić bourbon, a nie wodę z rzeki. Nieskory do zmian we własnych przyzwyczajeniach galerię odwiedził więc niby z ekonomicznego przymusu, ale jednak wiedziony dużą, właściwie dziecięcą ciekawością. Pragnął spotkać to, co piękne i cieszył się, że spotkała go okazja, by nieśpiesznie dotrzeć gdzieś pociągiem.
W jakimś sensie i on zajmował się sztuką, bo niby czym była spirytystyka pokazowa, jeśli nie teatrem cieni? Nie miał jednak doświadczenia ze światem artystycznym. No, poza przeglądaniem starych albumów sztuki sakralnej, czym ubarwiał sobie czas jeszcze mieszkając we wspólnocie, oraz samym cyrkiem, będącym przecież zbieraniną niezłych oryginałów.
Poświęcił chwilę na rozeznanie i przygotowania. Jego klientką była Astoria Avery, wywodząca się ze znanego i bogatego czystokrwistego rodu. Eugene miał w sobie na tyle rozumu, by wiedzieć, jak nie rozgniewać arystokratki o wyczulonym zmyśle estetycznym, dlatego ubrał się możliwie odpowiednio do okazji. Nie mógł z pewnością uchodzić za czarodzieja o właściwym rodowodzie — może jedynie za mieszańca — ale za to mógł włożyć ciemnoniebieską, długą szatę, na której ozdobną nicią wyszyto srebrzyste gwiazdy. Wydawała mu się raczej przesadzona niż elegancka i czuł się jak w kiepsko dopasowanym do postaci przebraniu, ale przynajmniej nie wyglądał jak nawiedzony hippis. Poza fryzurą, włosów okiełznać nie potrafił.
Dwupiętrowy gmach w pierwszym odczuciu przytłoczył go nieco swoim przepychem, ale starał się poruszać pewnie, z podniesioną głową, by nie dać tego po sobie poznać. Nie rozglądał się przesadnie, świadom, że nie przyszedł tu w roli zwykłego turysty i że może być obserwowany, a potem łatwo sklasyfikowany i oceniony, co przekreśliłoby jego dotychczasowe modowe wysiłki. Zamierzał trzymać się roli. Jeśli nie dla uznania, to chociaż dla fabuły, podawanej później w opowieściach przy ognisku. Podszedł do granitowej lady recepcyjnej i oparł się o nią z pewną nonszalancją.
– Panna Astoria Avery mnie oczekuje – wyjaśnił recepcjoniście niby od niechcenia, spoglądając na własne paznokcie. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomił sobie, że nie zna szczegółów zlecenia; ów detal wskazywał, że dziedziczce zależało na dyskrecji. Żałował, że nie zapalił przed wejściem papierosa.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
02.06.2026, 01:02  ✶  
Astoria siedziała przy biurku w swoim gabinecie, przeglądając po raz kolejny dokumentację dotyczącą obrazu. Znaczna część jej aktualnej pracy to oględziny prywatnych kolekcji należących do klientów galerii, wycenianie strat i organizowanie prac konserwatorskich. Płótna uszkodzone przez ogień i wilgoć, rzeźby naruszone podczas ewakuacji, dzieła, które wymagały oczyszczenia z sadzy. Większość problemów była przewidywalna. Czasochłonna, kosztowna, lecz przewidywalna. Ten jeden przypadek nie należał do tej kategorii. Potrafiła rozpoznać klątwę, wadliwy urok czy nieudaną próbę zaczarowania płótna. Ale to… wykraczało poza jej kompetencje.
Właściciel obrazu należał do wpływowych ludzi, a sprawa wymagała całkowitej dyskrecji. Gdyby informacje o nawiedzonym dziele wydostały się poza wąskie grono zainteresowanych, ucierpiałaby zarówno reputacja klienta, jak i galerii. Dlatego potrzebowała specjalisty. Nazwisko Eugene'a usłyszała od jednego z wieloletnich pracowników galerii. Mężczyzna zarzekał się, że jako medium pomógł kiedyś jego rodzinie w sprawie, której nie potrafił rozwiązać żaden łamacz klątw. Musiała spróbować, dlatego zaprosiła mężczyznę na spotkanie.
O umówionej godzinie rozległo się pukanie do drzwi, ku zadowoleniu Astorii, która szczególnie doceniała punktualność w spotkaniach biznesowych. Gabinet kobiety, podobnie jak reszta galerii, sprawiał wrażenie miejsca, w którym wszystko zostało dokładnie przemyślane. Nie było tu przepychu charakterystycznego dla wielu czystokrwistych rodów. Zamiast tego panował uporządkowany, wyważony luksus. Ciemne regały uginały się pod ciężarem ksiąg poświęconych historii sztuki, historii magii i konserwacji zabytków. Na biurku nie leżało nic poza kilkoma uporządkowanymi dokumentami, kałamarzem i cienką teczką zawierającą informacje o zleceniu. Był jednak jeden element, który zaburzał tę harmonię. Tuż obok biurka stała sztaluga, a na niej spoczywał obraz przykryty ciężką, ciemną płachtą. Materiał szczelnie zasłaniał ramę, lecz nawet pod nim dzieło wydawało się niepokojąco obecne. Jakby sam fakt zakrycia nie wystarczał, by stłumić to, co kryło się pod spodem. Wstała, gdy Eugene przekroczył próg.
- Witam, jestem Astoria Avery, dziękuję za przybycie - przywitała go miłym acz rzeczowym tonem. Ciemnozielona suknia podkreślała jej smukłą sylwetkę, a wysoko upięte włosy odsłaniały twarz. Zmęczenie ostatnich tygodni było widoczne jedynie dla wyjątkowo spostrzegawczych obserwatorów. Przez krótką chwilę przyglądała mu się uważnie. Prezentował się schludnie, choć dostrzegła też delikatne spięcie. Wskazała jedno z krzeseł stojących naprzeciw biurka, po czym sama zajęła miejsce.
- Wezwałam tu pana, ponieważ potrzebuję pomocy z obrazem. Przypuszczam, że został… nawiedzony. Wydaje dźwięki, zawodzi, niekiedy krwawi, a innym razem przedstawia sceny grozy - zaczęła, podsuwając mu teczkę z dokładnym opisem dolegliwości. Jeden z pracowników przysiągł nawet, że przez kilka sekund widział na płótnie coś przypominającego stertę ludzkich ciał. Nazwisko klienta zostało celowo zamazane.
- Wykluczyliśmy już klątwy - dodała po chwili, splatając dłonie na blacie biurka. Przez ostatnie dni dzieło obejrzało dwóch łamaczy klątw. Na obrazie nie znaleziono śladów aktywnej klątwy, nie wykryto też żadnych przekleństw rodowych, złośliwych uroków ani artefaktów ukrytych w ramie. Sprawdzono pigmenty, płótno, drewno, nawet gwoździe użyte podczas konserwacji. Na próżno.
- Może mi pan pomóc?


learn the rules
then
break some
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#3
04.06.2026, 16:38  ✶  
Nie miał do czynienia z żadnymi arystokratycznie urodzonymi kobietami chyba od dekady, a wcześniej jedynie na stażu w Ministerstwie. No, i w Hogwarcie, gdzie były jedynie upierdliwymi panienkami, które nie chciały mieć z nim nic wspólnego (wtedy jeszcze – vice versa), dlatego początkowo zaciął się, zdziwiony jej dopracowaną prezencją oraz, no cóż, rzadko spotykaną na prowincji, gdzie właśnie stacjonował cyrk Bellów, urodą.
– Eugene Whitrose, niezwykle mi miło – mruknął w końcu i ukłonił się lekko, by okazać jej należyty szacunek. Może mieszkał w cyrku i na co dzień nie bardzo przejmował się etykietą, ale upatrywał w tym zleceniu szansy na spory zastrzyk gotówki. Jeśli dotarła do niego sama Astoria Avery, to oznaczało, że poczta pantoflowa działała. Nie chciał skreślać szans na przyszłe zlecenia przereklamowanym „byciem sobą”, dlatego też przedstawił się właściwymi danymi, a nie tymi, które łączyły go z wybraną rodziną. Po raz kolejny doszedł do wniosku, że minął się z powołaniem, nie zostając aktorem. Niestety miał krzywy nos, który nie nadawał się na plakaty. Może ludzi ujęłaby jego wrażliwość? Nie doszedł do głębszych wniosków i porzucił te rozmyślania, świadom, że kobieta czeka na odpowiedź.
– Jeśli mówi Pani o przedmiocie, który znajduje się za Pani plecami, przykrytym czarną płachtą, to on… – tu urwał na chwilę, przechylając głowę w bok, jakby się zastanawiał. Nie musiał, takie rzeczy były dla niego oczywiste, ale zawsze trochę grał, żeby wpisać się w oczekiwania swoich klientów. Gdyby rozwiązywał wszystkie ich problemy tak szybko, jak często potrafił, mogliby odnieść mylne wrażenie, że jego usługi nie są warte pieniędzy, których żądał.
– Jest w rzeczy samej nawiedzony.
Uśmiechnął się lekko, kącikiem wargi. Złapał jej spojrzenie swoim, a następnie ruszył przed siebie, by usiąść na krześle, które mu wskazała. Założył ręce na torsie, wyraźnie zamyślony, odpływający gdzieś w pustkę. Żałował, że w tej sytuacji nie wypada zapalić papierosa. A może była już tak zdesperowana, że nie miałaby mu tego za złe? Dopiero teraz dostrzegł zmęczenie na jej ładnej, smutnej twarzy.
– Na czym konkretnie miałaby polegać ta pomoc?
Ustalić, czy obraz jest nawiedzony to jedno, ale pozbycie się ducha to coś zupełnie innego, często bardziej skomplikowanego. Dusza, która upodobała sobie obraz, była wysoce aktywna, a Eugene wyczuwał złość i żal właściwie całym sobą. Wyraźnie słyszał jej zwodzenia, ale nie układały się one w żadne logiczne zdania. Mimo wszystko miał wrażenie, że jest – no, to znaczy była, gdy jeszcze żyła – istotą ludzką, choć inną od niego i Astorii. Wygląd nawiedzonego przedmiotu nie miał dla niego większego znaczenia, dlatego nie poprosił o jego odsłonięcie, świadom, że kobieta i tak prędzej czy później pewnie to zrobi. Ustalanie faktów bez oględzin podbijało jego pozycję jako specjalisty, a blondyn uwielbiał takie efekciarstwo. Uznał jednak, że to, co pojawiało się na płótnie, rzeczywiście mogło być wskazówką. Obraz, według relacji świadków, krwawił, a więc dawał znać o swoim zranieniu. Duchy bazowały na oczywistych, wielokulturowych symbolach; stanowiły tylko odbicie dawnych siebie, niezdolne do kreatywności i tworzenia prawdziwych zagadek. Zamknął na chwilę oczy, żeby nie rozpraszać się piękną dziewczyną i tysiącem innych książek. Nigdy niczego nie wiedział na pewno, polegał jedynie na swoich intuicjach i doświadczeniu; dusze, które zachowywały się w ten sposób, zwykle miały niedokończone sprawy na ziemi. Zdarzało się, że zakorzeniały się w przedmiotach osób, które były im bliskie lub które w przeszłości bardzo je skrzywdziły.
– Co obraz przedstawia zazwyczaj? Czy to możliwe, że to pamiątka rodzinna? Cenny portret? Ile jest na nim osób? Od jak dawna to trwa?
Otworzył jedno oko i znów na nią spojrzał, co musiało wyglądać dość zabawnie. Jeśli spodziewała się, że koleś znany z tego, że dogaduje się z duchami, będzie zupełnie normalny, to sama musiała być nieźle odklejona.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
11.06.2026, 00:53  ✶  
Nie odrywała od niego wzroku, gdy mówił. Nie było w tym jednak ani wyższości, ani typowej dla wielu Averych skłonności do oceniania ludzi przy pierwszym spotkaniu. Był specjalistą - a przynajmniej człowiekiem poleconym jej jako specjalista - i dopóki pomagał rozwiązać problem, to właśnie miało znaczenie. Gdy wspomniał o przedmiocie znajdującym się za jej plecami, skinęła głową. Spojrzała krótko na przykryty płachtą stojak, po czym wróciła wzrokiem do mężczyzny.
A kiedy bez większego wahania stwierdził, że obraz rzeczywiście jest nawiedzony, na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. Przywykła do ekspertów, którzy godzinami oglądali eksponaty, sporządzali notatki, konsultowali księgi i formułowali ostrożne wnioski dopiero po kilku dniach. Tymczasem Eugene potrzebował zaledwie kilku sekund.
- Jest pan pewny? - zapytała, ale nie zabrzmiało to jak podważanie jego kompetencji. Raczej jak szczere zdziwienie. - I nie potrzeba żadnej dogłębnej analizy?
Przez moment przyglądała mu się z wyraźną ciekawością. Wolała wiedzieć, skąd ta pewność. Czy to przypadkiem nie jest zagranie osoby, która powie cokolwiek trzeba, żeby trochę zarobić?
- Na wypędzeniu tego, co tam zalega. Za odpowiednią sumę, naturalnie - wyjaśniła, bo przecież od dawna funkcjonowała w świecie, w którym usługi miały swoją wartość, a dyskrecja często kosztowała więcej niż samo rozwiązanie kłopotu.
- Właściciel chce odzyskać spokój i pozbyć się problemu, zanim sytuacja stanie się jeszcze bardziej kłopotliwa - dodatkowo należał do ludzi, którzy płacili fortuny za zachowanie reputacji.
- To pejzaż narracyjny - zaczęła, a potem zreflektowała się, że powinna mówić możliwie najprostszym językiem, żeby uniknąć nieporozumień. - To znaczy krajobraz, odgrywający aktywną rolę w opowiadaniu jakiejś historii.
Po chwili wstała z fotela i podeszła do obrazu. Nie zdjęła jeszcze płachty. Zatrzymała się przy nim, jakby porządkowała w myślach wszystkie informacje.
- Powstał najprawdopodobniej pod koniec XIX wieku. I tak, jest to pamiątka rodzinna, ale autor pozostaje nieznany - przesunęła dłonią po krawędzi ramy. - Scena przedstawia rodzinę podczas letniego popołudnia. Na pierwszy rzut oka jest niezwykle spokojna. Ojciec siedzi na kamiennej ławce w ogrodzie. Matka stoi obok niego. Dzieci znajdują się nieco dalej, przy brzegu jeziora - jej głos przybrał ton osoby przyzwyczajonej do opowiadania o sztuce. - Najciekawsze są jednak detale. Artysta poświęcił im ogromną uwagę. Widać pojedyncze źdźbła trawy, refleksy światła na powierzchni jeziora, koronkę przy mankietach sukni. To rodzaj malarstwa, który miał podkreślać status rodziny i jednocześnie sugerować szczęście oraz stabilność.
Przeniosła spojrzenie na Eugene'a.
- Innymi słowy, wszystko, co później zaczęło znikać - westchnęła, a jej twarz spoważniała jeszcze bardziej - Kiedy obraz się zmienia, najczęściej zaczyna właśnie od pejzażu. Niebo ciemnieje. Woda staje się niemal czarna. Drzewa tracą liście lub wyglądają na martwe. Później zmieniają się ludzie. Ojciec zwykle znika jako pierwszy. Matka pojawia się w innym miejscu kompozycji. Dzieci czasem stoją bliżej jeziora, czasem całkowicie znikają.
Wszystkie z tych dolegliwości nie wyglądały na przypadkowe. Tyle, że logika ją zawodziła i nie potrafiła sama znaleźć punktu wspólnego, a tym bardziej rozwiązania problemu.
- To pierwsze stadium, najdelikatniejsze. W dalszych występuje to, co już wymieniłam wcześniej - wyjaśniła, czekając na jego znak, by odsłonić płótno. Sama nie wiedziała, co jest pod spodem.
Chciałaby załatwić tę sprawę raz a dobrze. Kilka razy przyłapała się na tym, że po zmroku zamyka drzwi gabinetu szybciej niż zwykle. Innym razem uświadomiła sobie, że niechętnie zostaje sama w magazynie, jeśli obraz znajduje się gdzieś w pobliżu. Nigdy nie nazwałaby tego strachem. Była zbyt dumna, by użyć tego słowa. Wolała określać to jako ostrożność. Jednak za każdym razem, gdy pozostawała sam na sam z przykrytym płótnem, nieodparte wrażenie czyjejś obecności wracało. Nie takiej, jaką wyczuwa się wśród ludzi. Czegoś bardziej uporczywego.
- Oczywiście nie oczekuję cudów. Jeżeli będzie pan potrzebował czasu lub rozmowy z właścicielem dzieła, zorganizuję wszystko. Jeśli uzna pan, że problem wykracza poza pana możliwości, również wolę usłyszeć to od razu.


learn the rules
then
break some
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#5
14.06.2026, 20:22  ✶  
– Analizy czego? – spytał, lekko rozbawiony. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać. Miał świadomość, że zwykli czarodzieje nie rozumieją tego, jak wygląda świat, jak ogląda się go jego oczami. Spirytyści też różnili się między sobą; niektórzy musieli korzystać z pomocy rytualnych czy zmiany stanu świadomości przez trans, substancje psychoaktywne i hipnozę. Eugene miał zdolności, które działały jak radio, nadające w kółko tę samą audycję, której nie możesz ani dłużej słuchać, ani wyłączyć.
– Sztukę się studiuje. Z duchami jest inaczej. Proszę wyobrazić sobie pusty pokój, bez żadnych mebli i innych bibelotów, tylko gołe ściany. Czy, stając u progu, wie Pani, czy ktoś jest w środku, czy nie?
Jasne, nawiedzenia bywały bardziej enigmatyczne i mniej jawne, ale raczej wtedy, gdy w grę wchodził kontakt z bytami, od których nawet Eugene wolał trzymać się z daleka. Aura tego bytu nie była jednak demoniczna, co dobrze wróżyło na najbliższą przyszłość. Zmarli szukali kontaktu i w tym wypadku musiało być podobnie.
– Pewnie nikt więcej Pani tego nie powie, ale duchów się nie wypędza. To znaczy można, ale zwykle kończy się to źle, bo to jak wyganiać wilka z lasu. Dokąd ma się udać? Jeśli dusza nie opuściła naszego świata, to oznacza, że coś ją tu silnie trzyma. Znacznie lepiej jest spróbować się z nimi dogadać.
Podszedł do obrazu, ciekawy tych wszystkich detali, tak plastycznie przez nią opisanych. Samodzielnie, jednak z właściwą swojej pozycji gościa ostrożnością, wcześniej szukając zgody w jej spojrzeniu, zdjął czarną płachtę z pejzażu. Nie znał się na sztuce, więc nie potrafił realnie ocenić jego wartości ani się nim zachwycić. Sam malunek zachowywał się przy nim spokojnie; dzieci biegały wzdłuż linii brzegowej jeziora, wyraźnie czegoś wypatrując. Z okolicznych drzew spadło kilka liści. Nic przerażającego. Byt nie zniknął ani się nie oddalił, ale milczał (i tym samym stał się pewnie zupełnie niewyczuwalny dla Astorii), jakby uspokoiły go słowa blondyna – tylko dlaczego? Przykucnął i przesunął palcami po pozłacanej ramie. Nie była zakurzona ani nawet dotknięta zębem czasu. Jeśli pamiątka rodzinna rzeczywiście pochodziła z okresu, o którym wspomniała Astoria, to oznaczało, że ktoś bardzo o nią dbał.
– Jeśli coś mogłoby mi pomóc, to drzewo genealogiczne rodziny. Może jakieś rodzinne albumy? Czy może Pani je dla mnie zdobyć? Wiem, że to delikatna sprawa, ale musimy od czegoś zacząć. Takie rzeczy nie zdarzają się przypadkiem, zwykle chodzi o krewnych lub przodków.
Tak czy inaczej, duchy nie lubiły dyskrecji. Na ogół nie miały nic do stracenia i z żalu gnębiły żywych.
– Od jak dawna ten przedmiot jest… problematyczny?
Przechylił głowę w bok, by znów na nią spojrzeć. Wszystko, co do tej pory usłyszał o obrazie, sugerowało, że po prostu „straszy”. Dyskomfort nie był niebezpieczny, dlatego nie widział sensu w sięganiu po bardziej radykalne metody.
– Mogę Pani, a właściwie właścicielowi obrazu, pomóc. W jakimś sensie. Mogę spróbować zrozumieć, dlaczego ta dziwna dusza została tu z nami i poinstruować osobę, z którą jest związana, jak pomóc jej w przejściu na drugą stronę. To wyklucza anonimowość. Często zmusza też do mierzenia się z przeszłością. Jeśli wspomniany klient szuka łatwego rozwiązania, to może go nie znaleźć, a nawet naklepać sobie biedy.
Nie da się odzyskać spokoju, gdy ma się coś na sumieniu. Nawiedzenia często były tylko bardziej materialną formą ludzkich grzechów. Odwleczonym w czasie rozliczeniem.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
03.07.2026, 22:43  ✶  
Słuchała uważnie każdego jego słowa, próbując dopasować je do porządku świata, który znała przez całe życie. Nie przyjmowała niczego bezrefleksyjnie. Miała nawyk rozkładania każdej informacji na czynniki pierwsze, szukania luk w rozumowaniu, zestawiania nowych faktów z własną wiedzą. W galerii taki sposób myślenia był nieoceniony. Pozwalał odróżnić oryginał od doskonałej kopii, autentyczną historię dzieła od zręcznie skonstruowanej legendy, wartość rzeczywistą od tej sztucznie wykreowanej.
Ale specjalistką od duchów nie była. Wiedziała, że istniały oczywiście, ale traktowała je jak element rzeczywistości pozostający poza zakresem jej zainteresowania. Dlatego z pewnym trudem przychodziło jej zaakceptowanie, że człowiek stojący przed obrazem potrafił postawić diagnozę w czasie krótszym, niż ona potrzebowała na ocenę autentyczności obrazu. Rozum podpowiadał, że to zbyt proste.
Największe wątpliwości budziły w niej jednak nie jego zdolności, lecz metody. Dotychczas każdy specjalista, którego sprowadziła do galerii, mówił o usunięciu problemu. Złamanie klątwy. Zerwanie zaklęcia. Oczyszczenie przedmiotu. Eugene mówił o rozmowie i zrozumieniu. O doprowadzeniu zagubionej duszy tam, gdzie powinna się znaleźć. Jednak im dłużej go słuchała, tym wyraźniej uświadamiała sobie, że nie rozmawia z człowiekiem próbującym zrobić na niej wrażenie. Nie epatował tajemniczością, nie zasypywał jej niezrozumiałymi terminami, nie budował wokół siebie aury nieomylności. Mówił o swojej pracy z taką samą naturalnością, z jaką ona potrafiła godzinami opowiadać o kompozycji, perspektywie czy renesansowych szkołach malarstwa.
- Drzewo genealogiczne? Jak to ma pomóc? - zapytała, niezadowolona z kolejnych utrudnień. Nie miała dostępu do prywatnego archiwum tej rodziny ani dokumentów dotyczących ludzi przedstawionych na płótnie. Mogła jedynie poprosić. Przekonanie właściciela obrazu, by wrócił do historii, mogło być nieco bardziej skomplikowane. Ludzie tacy jak on niechętnie pozwalali obcym zaglądać do własnych rodzinnych historii. Tajemnice pozostawały tajemnicami właśnie dlatego, że przez lata nikt nie zadawał niewygodnych pytań.
- Od kilku miesięcy - odpowiedziała, przyglądając mu się uważnie. Wyglądał niemal jakby prowadził dialog z płótnem, które w jego obecności pozostawało podejrzanie spokojne. Nie potrafiła tego zrozumieć. Być może właśnie dlatego nie odrywała od niego wzroku. Kiedy przykucnął przy ramie, jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się za nim. Sama oglądała ją już wielokrotnie. Znała każdą rysę w pozłoceniu, każdy ornament wyrzeźbiony w drewnie. - A więc uważa pan, że właściciel obrazu rozgniewał czymś ducha i ten postanowił opętać obraz i uprzykrzać życie całej rodzinie?
Przedstawione przez mężczyznę propozycje pomocy wzbudziły w niej rozczarowanie. Nie dotyczyło ono samego Eugene'a, tylko rozwiązania. Od chwili, gdy powierzono jej sprawę, wyobrażała sobie ją znacznie prościej. Sprowadzi specjalistę, ten zidentyfikuje problem, przeprowadzi odpowiedni rytuał lub zaklęcie, a obraz wróci do właściwego stanu. Klient odzyska swoje dzieło, galeria zachowa opinię instytucji, która potrafi poradzić sobie nawet z najbardziej nietypowymi przypadkami, a cała historia zakończy się, zanim ktokolwiek zdąży zadać niewygodne pytania. Ku jej niezadowoleniu, sytuacja coraz bardziej się komplikowała.
Klient powierzył sprawę właśnie jej. Nie oczekiwał psychologicznej rekonstrukcji własnych dziejów ani odkopywania zapomnianych rodzinnych sekretów. Oczekiwał rezultatu. Dyskretnego, skutecznego i możliwie szybkiego. Powrót z informacją, że metoda wymaga jego osobistego zaangażowania, smakowałby porażką.
- Nie istnieje żaden inny sposób, który nie angażowałby właściciela? - zapytała, mimowolnie szukając innej drogi. Jeśli duch rzeczywiście był przywiązany do obrazu, czy naprawdę nie można by było oddzielić jedno od drugiego?
- Czy nie moglibyśmy wypędzić ducha albo przenieść go do innego przedmiotu? Chociażby tymczasowo? - gorączkowo szukała środka, który pozwoliłby jej zachować twarz, a przy okazji nie zaniedbać żadnego istotnego aspektu. W jej głowie ten plan wydawał się rozsądny. Przenieść byt do innego przedmiotu, specjalnie przygotowanego naczynia albo miejsca, z którego nie mógłby nikomu szkodzić. Dopiero później, już bez presji czasu i niezadowolonego właściciela, można byłoby próbować ustalić jego tożsamość, wysłuchać historii i znaleźć rozwiązanie, o którym mówił Eugene.


learn the rules
then
break some
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#7
11.07.2026, 15:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2026, 15:49 przez The Hollow.)  
To, jak myślała Astoria, nie było mu zupełnie obce — raczej przeciwnie, było boleśnie częste w jego pracy. Jej postawa była reprezentatywna dla większości czarodziejów, którzy nie mieli do czynienia z nawiedzeniami, a całą swoją wiedzę opierali na popkulturze, mających wzbudzać kontrowersje prasowych nagłówkach i, w najlepszym wypadku, ludowych wierzeniach. Najbliżej prawdy o tych zjawiskach była zaś religia, wedle której — przynajmniej według większości wyznań — zmarłym należał się szacunek, prawo do bycia zapamiętanym i godny pochówek. Obawiał się, że w tym wypadku brakowało wszystkich trzech elementów.
— Szanowna pani, nawiedzenia to nie zaklęcia. Nie można ich sobie zakładać i ściągać jak klątw.
Mógł spróbować rytuału wypędzania, ale wydawało mu się to niepotrzebnie brutalne, wbrew etyce zawodowej — o ile taka w ogóle obowiązywała spirytystów. Pewnie nie, bo większość z nich, wliczając Eugene’a, była ledwo trzymającymi się powierzchni wariatami. Dusza, która zamieszkała w obrazie, nie była sama z siebie niebezpieczna. Wydawało się, że życie tej osoby zostało przerwane, zanim na dobre się rozpoczęło.
Zastanawiał się, na ile możliwe było, że istota ukrywająca się w obrazie odeszła z tego świata jako dziecko. Nie miał dużego doświadczenia w takich sprawach. Dusze małych ludzi zwykle znikały ze świata bez żalu i rzadziej były do czegoś lub kogoś uwiązane, ale to wiele by wyjaśniało — choćby fakt, że byt nie porozumiewał się słowami, a jedynie obrazem, który nieustannie przetwarzał i zniekształcał, jak dziecko niszczące własny rysunek, by potem namalować go na nowo.
— Zdarza się, że duchy rozpoznają się na drzewach genealogicznych. Wysyłają żyjącym jakiś sygnał, gdy wskazujemy na coś lub kogoś istotnego — na nie same albo na bliską osobę.
Uśmiechnął się bez wyrazu i wstał, żeby wrócić na miejsce, które wcześniej mu wskazała. Dalsze patrzenie na obraz nie miało sensu. Wiedział, że przekonanie jej do swoich racji będzie trudne. Myślała zbyt realistycznie i, podobnie jak właściciel obrazu, uważała, że problemy zawsze da się rozwiązać na skróty, bez większych konsekwencji. Cóż, jemu już raz się nie udało.
— Jest pani mądrą kobietą — zaczął standardowo, może asekuracyjnie, ale w toku wypowiedzi uświadomił sobie, że rzeczywiście tak myśli. Bell w życiu nie udźwignąłby na własnych barkach takiej odpowiedzialności związanej z prowadzeniem tego miejsca i manewrowaniem między wszystkimi tymi bogatymi, upartymi ludźmi, jaką nosiła ona. Rozumiał, że wymagało to nieustępliwości, analitycznego umysłu i siły charakteru, tyle że właśnie te cechy teraz im przeszkadzały.
— Rozumie pani, że nie każdą sprawę na świecie można załatwić pieniędzmi. Pani klient też powinien to zrozumieć. Ten duch nie jest niebezpieczny. To po prostu ktoś skrzywdzony przez najbliższych, ale zmuszony do odejścia może zmienić własną naturę. Jeśli czymś się żywi, to poczuciem winy, a jego źródło nie zniknie, bo stoi za nim straszny grzech.
Przerwał na chwilę, spoglądając w stronę obrazu.
— Nawet jeśli udaje się pozbyć nawiedzenia siłą, zdarza się, że w dziurze po nim wyrasta coś znacznie gorszego. Można z nim walczyć, tylko po co? W takich sytuacjach często wystarczy przeprosić i okazać skruchę. Nie musimy nawet wiedzieć, co dokładnie stało się z tym dzieckiem.
A może już wiedzieli? Jezioro na obrazie znowu pociemniało.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
05.08.2026, 01:53  ✶  
Zacisnęła szczękę niemal niezauważalnie. Im dłużej Eugene mówił, tym wyraźniej czuła, że rozmowa wymyka się z torów, na których powinna się toczyć. W jej świecie problemy miały rozwiązania. Jeżeli brakowało odpowiednich środków, znajdowało się odpowiednich ludzi. Jeżeli brakowało ludzi, w ruch szła magia. Jeżeli zawodziła magia, pozostawały wpływy, koneksje albo pieniądze. Przez całe życie obserwowała, jak nawet najbardziej skomplikowane przeszkody ustępowały pod naporem odpowiednich zasobów. Dlaczego więc tutaj miało być inaczej? Nie interesowały jej metafizyczne rozważania o naturze śmierci. Nie interesowała jej moralna odpowiedzialność wobec ducha. Nie interesowało jej nawet to, kim był za życia. Owszem, jeśli rzeczywiście był skrzywdzonym dzieckiem, trudno było uznać to za sprawiedliwe. Było jej po ludzku żal istoty, której życie zakończyło się zbyt wcześnie. Na tym jednak kończyła się jej empatia. Współczucie nie rozwiązywało problemów. Nie przywracało obrazów do normalności, nie uspokajało klientów i nie chroniło reputacji galerii. Jej klientem nie był duch. Był nim właściciel obrazu. Astoria odpowiadała przed nim, nie przed zmarłymi. Dlatego każda kolejna uwaga Eugene'a drażniła ją coraz bardziej. Mówił o duchu, jakby to jego dobro było najważniejsze, podczas gdy ona widziała wyłącznie konsekwencje dla żywych.
Przez krótką chwilę przemknęła jej przez myśl pokusa, by po prostu zakończyć spotkanie i poszukać kogoś innego. Kogoś mniej zasadniczego. Może istniało medium, które nie zadawałoby pytań, tylko wykonało rytuał za odpowiednią stawkę. Świat magii pełen był ludzi gotowych naginać własne przekonania za wystarczająco ciężki mieszek galeonów. Nawet jeśli oficjalnie twierdzili inaczej. Ale zaraz odrzuciła tę myśl. Był pierwszym czarodziejem, który nie sprawiał wrażenia zagubionego. Nie oglądał obrazu z lękiem ani fascynacją. Nie próbował imponować wymyślnymi teoriami. Zachowywał się tak, jak ona zachowywała się podczas oględzin uszkodzonego płótna - spokojnie, rzeczowo i z przekonaniem człowieka, który wie, z czym ma do czynienia.
- Obawiam się, panie Whitrose, że patrzymy na tę sprawę z dwóch zupełnie różnych perspektyw - ten fakt był oczywisty, znaleźli się na dwóch biegunach i żadne nie było zdolne w pełni zrozumieć to drugie. O ile wcale. - Pan widzi skrzywdzoną duszę. Ja widzę klienta, który jest nękany przez przedmiot i od kilku miesięcy nie może korzystać z własnej posiadłości.
Na moment przeniosła wzrok na zasłonięty obraz. Nie zrażała się. Trudne rozmowy z kolekcjonerami nie były jej obce, ileż razy miarkowała słowa, by nie zaprzepaścić potencjalnego porozumienia; ileż razy uginała karku przed bogaczami z własną wizją, byle tylko zadowolić trudne gusta, byle galeria nie ucierpiała przez jej własną dumę.
- Czarodzieje tacy jak on, bogaci i wpływowi, są przyzwyczajeni do pewnego poziomu. Zlecił mi rozwiązanie problemu i oczekuje rezultatu. Nie interesuje go proces - wiedziała, że rozmowa z klientem byłaby problematyczna, poznała go wystarczająco dobrze, by dojść do takich wniosków. Szukała więc rozwiązania, które nie będzie go angażować. - Dla takich osób przyznanie się do błędu oznaczałoby utratę części autorytetu, a na to niewielu potrafi sobie pozwolić. Jeżeli powiem mu, że rozwiązaniem jest przeproszenie ducha i zmierzenie się z przeszłością własnego rodu, nie usłyszę zgody. Usłyszę odmowę. Albo milczenie. Być może nawet uzna, że lepiej spalić obraz. - nie chciała do tego dopuścić, nie popierała niszczenia sztuki według własnego widzimisię, dlatego za wszelką cenę próbowała znaleźć inne wyjście.
- Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie próbuję podważać pańskich kompetencji. Wręcz przeciwnie. Od chwili, gdy wszedł pan do tego gabinetu, odnosiłam wrażenie, że jako pierwszy naprawdę wie pan, z czym mamy do czynienia - przez chwilę przyglądała mu się uważnie. Czy istniał argument, który skłoniłby go do ustępstwa? Inna forma wynagrodzenia? Lepsze warunki? Możliwość prowadzenia dalszych badań po usunięciu nawiedzenia? A może dałoby się wypracować kompromis? - Czy naprawdę nie istnieje rozwiązanie pośrednie? Wynagrodzę pana adekwatnie do trudu.


learn the rules
then
break some
Eugene Bell
And so being young and dipped in folly I fell in love with melancholy.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
medium
Eugene ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i chuderlawą sylwetkę, którą chowa pod warstwami ubrań. Wyróżniają go przede wszystkim jasne, niemal białe włosy, zawsze roztrzepane, a także zaburzający symetrię krzywy nos. Twarz ma ostrą, pociągłą, z wyraźnymi rysami, które sprawiają wrażenie elfich. Ma szare, nudne oczy i jasnawe rzęsy. Nosi się jak nawiedzony hippis, w ciemnych kolorach – czerni, butelkowej zieleni oraz głębokich fioletach i burgundach, czasem przełamanych bielą. Porusza się spokojnie, wręcz flegmatycznie, jakby zawsze miał na wszystko trochę więcej czasu niż reszta świata. Pachnie kadzidłami, drzewem sandałowym i mirrą, albo alkoholem i papierosami; często trzyma jedną fajkę schowaną za uchem, na wszelki wypadek.

The Hollow
#9
07.09.2026, 10:56  ✶  
— Cóż, dobry spirytysta to adwokat dusz. Panią dręczą żywi, mnie zaś martwi. Rozwiązywanie spraw przemocą tylko dla wygody kogoś, kto postąpił niegodnie, nie leży ani w moim, ani w Pani interesie.
Wzruszył ramionami, nieprzejednany. Nie, żeby nagle był taki znowu bez skazy, że zawsze po Bożemu i według przykazań, ale dla niego zjawy były bardziej żywe niż ludzie i jeśli miał z nimi walczyć, to nie wbrew własnym przekonaniom. Był daleki od krzywdzenia dzieci, nawet tych, które wiele lat temu opuściły swoje ludzkie ciała i istniały już jedynie w pozamaterialnej formie. Im bardziej stawiał się Astorii, tym bezpieczniej i pewniej czuł się, zerkając w stronę nawiedzonego obrazu. Zaśmiał się nieoczekiwanie, gdy uświadomił sobie, że pragnie przytulić się do ramy.
— Powtórzę to raz jeszcze: można wypędzić ducha z obrazu, ale niekoniecznie z życia osoby, której złe czyny i wyrzuty sumienia go karmią. To trochę tak, jak walczyć z mrówkami chemikaliami, ale nie sprzątnąć ze stołu słodkiego tortu weselnego i patery pełnej najznamienitszych ciast. Nie da się zlikwidować jedynie skutku, zupełnie ignorując przyczynę problemu. Upór martwych nie gaśnie, bo jest wspomnieniem, nie rzeczywistością. Funkcjonuje zupełnie poza czasem i dlatego często dotyka także przodków.
Uśmiechnął się bez przekonania. Nie rozumiał uporu tej kobiety. Jaki interes, poza finansowym, miała w bronieniu dobrego samopoczucia obcego bogacza? Jedynym, co sugerował Eugene, było zmierzenie się z przeszłością, może nawet nie swoją, a jakiegoś dalekiego krewnego. Czy to naprawdę był aż taki problem, niemożliwa niewygoda? Widocznie się tu różnili. Pewnie dlatego on mieszkał w cyrku, pijał samogon i jadł śmieci, a ona prowadziła galerię światowej sławy, otoczona antycznymi meblami i pięknymi dziełami sztuki. Przynajmniej miał swój honor. Zastanawiał się przez chwilę, czy pomógłby jej inny spirytysta, jakiś duchowy degenerat, bo jeśli tak, to oznaczałoby, że w imię miejsca w niebie i przychylności nieokreślonego bytu marnuje okazję na zarobienie naprawdę dobrych pieniędzy. Przyszła mu do głowy jeszcze jedna opcja, umiarkowanie satysfakcjonująca.
— Rozwiązanie pośrednie Pani nie zadowoli, nie jest też zbyt humanitarne ani sprawiedliwe. Obraz może zostać tutaj lub w innym miejscu, odległym od rezydencji. Duchy nie są zbyt mobilne, znają zwykle kilka utartych ścieżek, straszą gdzieś, ale dwa domy dalej już nie, prawda? Z braku laku będzie dręczył Pani pracowników, może odnajdzie w kimś podobną historię. Nie przyniesie to ukojenia ani duszy, ani Pani klientowi, ale przynajmniej nie wyhodujemy czegoś, z czym sobie nie poradzimy. Są też klienci na tego rodzaju turystykę, wystarczy dopisać historię. Ostatecznie nie musi być nawet prawdziwa.
Podrapał się po policzku, trochę rozbity. Zaczynała go boleć głowa, głównie przy skroniach. Czuł, że pokładane w nim nadzieje i oczekiwania nie mieszczą się w jego głupim, ludzkim ciele. Spojrzał w jej oczy, chłodne i śliczne, chyba zawiedzione. Zjawy przynajmniej nie miały twarzy, pokazywały mu wszystko tylko przez fizyczny dyskomfort. W pomieszczeniu zrobiło się potwornie duszno.
— Przepraszam, to właściwie wszystko, co mogę dla Pani zrobić.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2261), The Hollow (2513)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa