25.05.2026, 11:34 ✶
17.09.1972
galeria OdNowa
galeria OdNowa
Gdyby mógł, odpuściłby sobie wyjazdy do Londynu, aż do zimowych miesięcy, trudnych do zniesienia w cyrkowym taborze. Deszczowa pogoda w okolicach Epping może i koiła rodziny dotknięte koszmarem Spalonej Nocy, ale nie sprzyjała frekwencji na występach, co z kolei przekładało się na brak stałego źródła dochodu. Odpuszczenie sobie tego czy innego zlecenia właściwie nie wchodziło w grę, jeśli życzył sobie dalej pić bourbon, a nie wodę z rzeki. Nieskory do zmian we własnych przyzwyczajeniach galerię odwiedził więc niby z ekonomicznego przymusu, ale jednak wiedziony dużą, właściwie dziecięcą ciekawością. Pragnął spotkać to, co piękne i cieszył się, że spotkała go okazja, by nieśpiesznie dotrzeć gdzieś pociągiem.
W jakimś sensie i on zajmował się sztuką, bo niby czym była spirytystyka pokazowa, jeśli nie teatrem cieni? Nie miał jednak doświadczenia ze światem artystycznym. No, poza przeglądaniem starych albumów sztuki sakralnej, czym ubarwiał sobie czas jeszcze mieszkając we wspólnocie, oraz samym cyrkiem, będącym przecież zbieraniną niezłych oryginałów.
Poświęcił chwilę na rozeznanie i przygotowania. Jego klientką była Astoria Avery, wywodząca się ze znanego i bogatego czystokrwistego rodu. Eugene miał w sobie na tyle rozumu, by wiedzieć, jak nie rozgniewać arystokratki o wyczulonym zmyśle estetycznym, dlatego ubrał się możliwie odpowiednio do okazji. Nie mógł z pewnością uchodzić za czarodzieja o właściwym rodowodzie — może jedynie za mieszańca — ale za to mógł włożyć ciemnoniebieską, długą szatę, na której ozdobną nicią wyszyto srebrzyste gwiazdy. Wydawała mu się raczej przesadzona niż elegancka i czuł się jak w kiepsko dopasowanym do postaci przebraniu, ale przynajmniej nie wyglądał jak nawiedzony hippis. Poza fryzurą, włosów okiełznać nie potrafił.
Dwupiętrowy gmach w pierwszym odczuciu przytłoczył go nieco swoim przepychem, ale starał się poruszać pewnie, z podniesioną głową, by nie dać tego po sobie poznać. Nie rozglądał się przesadnie, świadom, że nie przyszedł tu w roli zwykłego turysty i że może być obserwowany, a potem łatwo sklasyfikowany i oceniony, co przekreśliłoby jego dotychczasowe modowe wysiłki. Zamierzał trzymać się roli. Jeśli nie dla uznania, to chociaż dla fabuły, podawanej później w opowieściach przy ognisku. Podszedł do granitowej lady recepcyjnej i oparł się o nią z pewną nonszalancją.
– Panna Astoria Avery mnie oczekuje – wyjaśnił recepcjoniście niby od niechcenia, spoglądając na własne paznokcie. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomił sobie, że nie zna szczegółów zlecenia; ów detal wskazywał, że dziedziczce zależało na dyskrecji. Żałował, że nie zapalił przed wejściem papierosa.