• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
08.09.72 — Tamiza spłynie krwią

08.09.72 — Tamiza spłynie krwią
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#1
14.06.2026, 21:31  ✶  
Spalona Noc, około godziny 20

Przyjęcia organizowane na ostatnią chwilę miały to do siebie, że zdarzało im się ulec organizacyjnej rozsypce i w pewnym momencie dać jej przygnieść. W centrum tego wszystkiego znajdował się Seisyll Rowle.

Jako uzdolniony wytwórca, w pewnym sensie stał się nieodłącznym elementem planowania większości przedsięwzięć organizacji, ale tym razem obszedł się ze smakiem i nie miał pojęcia, że nie był w tym jedyny. Bardziej niż przejmować się zamachem i jego potencjalnymi ofiarami, rzemieślnik zastanawiał się, czy Lord Voldemort nie chciał się go w ten sposób pozbyć. Wysyłanie kaleki na sam środek Nokturnu – po cóż właściwie? Czy naprawdę nie było w Kromlechu postaci, która nadawałaby się do zarządzania jakimiś losowymi bandytami lepiej niż on? Prychnął z niedowierzaniem, podając młodym naśladowcom dwie maski. Widział powód, dlaczego to było konieczne – popękane, krzywe, nie chroniły ich oblicza tak jak powinny – ale na tej wymianie przecież powinna skończyć się jego rola.

Zamiast tego sterczał tu, a z nieba sypało się coraz więcej czarnego puchu mającego wzniecić w stolicy pożar o takim zasięgu, jaki pamiętały jedynie lokale podobne do sklepu Ollivanderów. Rejwach, ta ruina pubu obskurniejsza niż niejeden burdel, pamiętał co najwyżej Nobby'ego Leacha łapiącego w nim opryszczkę.

Czego nie lubił bardziej? Miastowych mugoli, czy wykonywania poleceń swojego kuzyna?

Być może to właśnie to zawahanie, ta niechęć do wykonywania poleceń Czarnego Pana, okazały się czymś, co uratowało niewiele warte w oczach Śmierciożerców życie polskiego imigranta wyglądającego właśnie przez boczne drzwiczki Rejwachu.

Dwójka chłystków mu towarzysząca, kiedy tylko drzwi za Zenkiem trzasnęły, momentalnie uniosła swoje różdżki w jednym, bardzo jasnym celu – zadanie mu ostatecznego ciosu, który przyniesie mu śmierć. Jeden z nich machnął nawet różdżką, blokując Zenkowi najbardziej oczywistą drogę ucieczki, ale Seisyll uniósł w górę rękę i oboje od razu zamarli. Nie mogli przecież tak po prostu sprzeciwić się komuś, kto miał na dłoni Mroczny Znak. Kozioł natomiast i tak tu z nimi utknął – nie mógł się wrócić, na nic by się zdał krzyk. Sekunda, w której pomyślał o wyjściu na zewnątrz żeby ochłonąć, okazała się najgorszą decyzją jego życia.

W bocznej alejce czaiła się trójka zamaskowanych postaci. Tak charakterystyczna, że nie dało się pomylić tych strojów z nikim innym. To byli rebelianci wspierający Lorda Voldemorta.

– Ale Mistrz kazał… – rzucił jeden z nich, zbierając się w sobie na odwagę, ale zamilkł widząc, że Seisyll nawet nie drgnął. Zamiast tego przyglądał się nokturnowemu grajkowi i próbował dopasować do niego jakiekolwiek nazwisko. „Mistrz” kazał im mordować przedstawicieli brudnej krwi, a Rejwach ku jego głębokiemu zdziwieniu, został wymieniony przez jednego ze Śmierciożerców jako miejsce, które tej nocy miało ocaleć. Dlaczego więc miał rzucać się na każdego, kto tam mieszkał?

– Dobry wieczór – powiedział spokojnie, pewny siebie w tym, że maska i kaptur gwarantowały mu pełną anonimowość. Zmrużył oczy przelatując wspomnieniami przez znane sobie listy nazwisk i twarzy zdobiących ściany Sali Narad. – Oh, przecież cię znam… Niepotrzebnie ich zatrzymywałem. Na twoim miejscu bym uciekał. Lepiej będzie zginąć od ognia niż z mojej ręki. Dziesięć, dziewięć…

Machnął różdżką celując nią w górę, a budynek obok zadrżał minimalnie. Za moment pierwsze kawałki gruzu posypią się na bruk.

Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#2
14.06.2026, 21:37  ✶  
– Osiem, siedem…

Po Nokturnie poniósł się koszmarny hałas związany z jednym z pierwszych dzisiaj wybuchów. Za moment na ulice zawali się więcej budynków, ale dla stojącego obok mugolaka ten był najważniejszy. Nie mógł ani otworzyć drzwi, ani biec w kierunku głównego wejścia. I tak właśnie – chociaż sam Rejwach pozostał nienaruszony – sytuacja zmuszała go do tego, aby jak zwierzyna pobiegł w jedną z bocznych alejek Nokturnu licząc na to, że będzie szybszy niż rebelianci. No chyba, że był na tyle głupi, aby stanąć do walki.

Towarzyszące Seisyllowi chłopaczki wydawały się skołowane tym, co się działo. Czekali na to, aż mugolak ruszy, zanim wymienią swoje maski na nowe.

– …sześć, pięć…


// Kształotwanie ◉◉◉○○, Rzemiosło ◉◉◉◉○, Dziedzic Slytherina, czarodziej z Walii, Diabelskie podszepty I, Kulawy II, Popularność 0, Kaletnictwo II, Kowalstwo i jubilerstwo II, Bogacz II


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#3
24.06.2026, 03:53  ✶  
Tamtej nocy w głowie miał ciemno. Jego sny rzadko tak wyglądały. Nie widział żadnych obrazów, a zazwyczaj widzi. Leżało na nim coś ciepłego w kształcie człowieka. Tamtej nocy miał dwa bicia serca. Zakopywał się z nimi w kołdrze. Chociaż nic w tamtym śnie nie widział, to czuł dokładnie to, co się działo poza nim. Nie było to złe uczucie. Właściwie to było mu dobrze w tej warstwie snu, gdzie człowiek się regenerował, bez wychodzenia na żadne wędrówki. Mijały minuty. A może godziny. W pewnym momencie ciepłe zawiniątko zaczęło wyplątywać się z pościeli. Robiło to tak bezszelestnie, że prawie nim nie poruszało. A jednak Zenek czuł ruchy w ramionach i pod kołdrą. Miał ochotę zawołać: haha, mam cię! Ale nie miał go. Gdy spał, nie mógł się poruszyć. Musiał pozostać w głębinach do poranka.

Koło południa zaczął się wynurzać. To była normalna pora dla niego. Lewis już uderzał garami. Ktoś stuknął kuflami z piwem. Zenek otworzył oczy. Kołdra była zimna i zmięta. Ramiona oplątywał wokół niczego. W pokoju było rześko, jakby poranne powietrze zawitało wraz z uchyleniem okna i nie zdążyło jeszcze wyjść. Swym zwyczajem, Zenek przekręcił łeb w stronę poduszki. Gdy węszył nosem przy poszewce, przypominał mu się tylko popiół.

Usiadł na łóżku i zebrał t-shirt z kaktusem z podłogi. Zastanawiał się, czy t-shirt wiedział, że jego przeznaczeniem będzie zostać domem dla kaktusa. Kaktus zresztą ledwo dychał. Korzenie były powyrywane. Rozerwane na strzępy nożem. Zenek nie znał się na roślinach. Nie miał pojęcia, czy gdy wsadzi go do ziemi, to kaktus ożyje. Nie miał nawet ziemi. Na Nokturnie były tylko budynki, kamień, bruk. Folikularną świeżość kaktusa przykryła warstwa popiołu. Różowy kwiatek oklapł, zwiędły. Obok niego zmięte, wypalone pety. Zenek trzymał to zawiniątko na kolanach i dochodził do siebie, póki się nie pokłuł.

Tamtego dnia, po prysznicu założył na siebie spodnie od piżamy. Tej w kratkę, co mu ją mama dała na ostatnie święta i którą zwiózł do domu razem z kapciami. I tak nie miał gdzie wychodzić. Kaktus z petami wylądował w śmietniku za Rejwachem, a Zenek przywdział na siebie bawełnianą koszulkę. Igły porobiły dziurki w szorstkim materiale. To dlatego on ją kupił. Dla tej bawełny. Była zima '68, Zenek potrzebował czegoś pod sweter, a Woody dał mu pierwszą większą wypłatę. No to kupił sobie porządny t-shirt. Materiał wydawał się godny zaufania. Nie mógł jej wyrzucić, nawet jak miała dziurki. Nie chciał jej także od razu prać.

Resztę dnia Zenek spędził w pokoju, czyszcząc płyty winylowe. Siedział nad tymi płytami. Skulony, w skupieniu. Szmatka docierała w małe rowki. Gdy ją potem unosił, była czarna od brudu. A w rowkach nadal pozostawał kurzyk. Oto wielka tajemnica Rejwachowego gramofonu, co to ciągle w ruchu był, a i tak mu te płyty syfił. Syf musiał chyba pochodzić z atmosfery. Jak człowiek wchodził do Rejwachu, to się mógł usmolić od samego klimatu. Ten śnieżek za oknem wyglądał dokładnie tak samo. Jak syf, co się osadzał na płytach. Jak pety Crowa. One też tak prószyły. Zenek odłożył płytę i popatrzył dłużej. Popiół sypał się z nieba, jakby w niebie siedziało stu takich Crowów i paliło nad Rejwachem. Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań.

Serce Zenka waliło za dwóch. Podszedł do okna i wychylił się. Ten śnieżek sypał dalej niż na Rejwach. Z całego nieba sypało. No to się przeliczył.

Potem już jego kończyny poruszały się samodzielnie. Rozum nie miał za dużo do powiedzenia w tej kwestii. Kończyny Zenka wyprowadziły go już przed pokój, który zamknął na klucz. Oczy rejestrowały wszystko, co się działo. A nie działo się nic. W Rejwachu było ciepło. Drogę ku schodom oświetlały ogniste lampy. Widać ktoś się szarpnął i odpalił sezon grzewczy. Pewnie Woody. Dobry był z niego facet. Zenek skierował się ku schodom, idąc wzdłuż ognistych świetlików. Na dole także było spokojnie. Ludzie pracowali, nikt nie krzyczał. Zenek też pracował. Już prawie wyczyścił te winyle. No to czemu serce tak szybko pukało mu w klatce?

Przed Rejwachem było chłodniej. Gdy otworzył drzwi, buchnęło mu w twarz chłodne powietrze. Zenek wyszedł z budynku, a za nim ciężko zamknęły się drzwi. Na czoło i włosy spadły mu płatki czarnego popiołu. Śnieg był w tym roku czarny i przyszedł zdecydowanie przedwcześnie.

I jakby rejestrował to, co się wokół niego działo. Rejestrował, tylko mózg akurat postanowił wyruszyć na wakacje. Jakby obrał za cel protestu fakt, że w nocy nie było żadnych nowych snów. I fakt ten postanowił naprawić właśnie teraz. Zenek stał w kapciach, w których przyjechał z rodzinnego domu. Przydeptywał nimi bruk pokryty popiołem. W tle wybuch. Bębenki mu rozsadzało od środka. Serce pukało: puk puk, puk puk. A ten ubrany na czarno pan rozpoczął odliczanie: cztery, trzy, jak w jakimś zjebanym metronomie. No, to co miał zrobić? Stał i patrzył przed siebie. Zenek się zawiesił.

// Percepcja: ◉◉◉◉○, Aktywność fizyczna: ◉◉○○○, Rzemiosło: ◉◉◉○○, Wiedza przyrodnicza: ○○○○○, Niewidzialność 0, Transcendencja II, Muzyka I, Poza Schematem I, Derealizacja I, Zbieracz I, Szlama III


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#4
26.06.2026, 19:29  ✶  
Nikt nigdy się o tym nie dowie. Historia zapisze go na swoich kartach jako potwora. Owszem – miał swoje powody do stanięcia u boku szaleńca zwanego Voldemortem i nie stracił ich nawet w obliczu dziesiątek ataków i rychłego kataklizmu gorejącego nad miastem wybranym przez niektórych członków jego rodziny za bezpieczną przystań – nie znaczyło to jednak, że zgadzał się z każdym osądem, jaki wydawano w Kromlechu i chciał się pod nim podpisywać. Historia tak jednak nie działała. Nie mogłeś tak po prostu wybrać tego, co będą myśleli o tobie kronikarze. Od tego dnia miną setki lat, a czarodzieje, niezależnie od sukcesu lub porażki Śmierciożerców, za jedno z największych dzieł Seisylla Rowle uznają maski i płaszcze, za którymi swoje oblicze schronić mogli seryjni mordercy, w tym i on. Człowiek, który w gruncie rzeczy zabijać innych nie chciał.

Idealnym zakończeniem konfliktu pomiędzy mugolami i światem natury, jaki zaprzysięgli zniszczyć, była dla Seisylla kara boska. Nie potrafił nie przeżywać w tych okolicznościach kryzysu wiary. Oto z nieba lał się żar. Z dachu wysadzonego budynku na ziemię osuwał się gruz. Masa duszącego pyłu, a to wszystko stworzone i niszczone rękoma ludzi – w obronie tych, którym na każdym sabacie wygrywał na bębnach, w imieniu których tworzył – dlaczego ten jeden raz to oni nie mogli stanąć twarzą w twarz z faktem, iż jeśli nie pozbędą się z tego świata tych chcących go zniszczyć, jego dzieci nie będą miały szansy dożyć starości w rzeczywistości, na jaką zasłużyły? Mugole, te parszywe kreatury – zabiorą im wszystko i jeszcze więcej – jego gniew był prawdziwy, uzasadniony, poparty dekadami obserwacji, analizą faktów – nie mylili się z Helloise uznając ich za narośl rakową na ekosystemie, a jednak… Smutne miał oczy, ten muzyk. Może gdyby prowadził ich Grindelwald, znalazłoby się dla niego miejsce przy przygrywaniu w jakiejś restauracji. Byle go wywieźć na wybrzeże, zamiast dusić go w tym śmierdzącym mieście pełnym pokrak z nizin społecznych. Gdyby mu uszyć dobre szaty, posadzić przed fortepianem, zapewnić dostęp do otwartej przestrzeni – może wyszedłby na ludzi.

Ta myśl zaprowadziła go przed fakt, iż tak naprawdę nie chciał go zabijać. Nie do niego jednak należała ta decyzja, lecz do tego jak narrator postanowił przyozdobić tę scenę obecnością innych osób. Po swojej lewicy i prawicy Seisyll Rowle posiadał przecież towarzyszy – zdesperowane, paskudne persony, którymi gardził tak samo tak tym imigrantem z żelaznej kurtyny i prawdę mówiąc wierzył, że kiedy ich rola się skończy, Czarny Pan również nie będzie łaskawy. Dzisiaj usłyszeli – Tamiza ma spłynąć krwią, więc spłynie. Niewiele przejmowali się czymkolwiek innym niż pięciem się po szczeblach w górę – hen daleko. Tam, gdzie mógł spłynąć na nich blask uznania największego czarnoksiężnika wszechczasów.

– Cztery, trzy…

Westchnął.

– Miałeś uciekać. Najwyraźniej twoja gorsza natura wybrała dzisiaj śmierć. Niech więc będzie.

Chłopaczki odwróciły się do Zenka plecami. Wymieniali te maski w panice, ale za moment odwrócą się i poprawią każde nieudane zaklęcie. Rowle nie policzył do końca, zamiast tego wysadził mu grunt pod nogami – dosłownie.

Rzut Z 1d100 - 25
Akcja nieudana


// Ciśnienie w bruk, na kształtowaniu ◉◉◉○○, poza tym ponawiam większość przewag i zawad w poprzedniego posta, zamiast Kulawego wchodzi Dziecko czystej krwi


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#5
26.06.2026, 19:33  ✶  
Zamiast dźwięku wybuchu i rozdzierającego uścisku bólu, Zenka sięgnął dziwaczny, nieco zdezorientowany śmiech. Śmierciożerca najwyraźniej chciał przesunąć ręką po swojej twarzy, ale schowane w skórzanej rękawiczce palce natrafiły na powierzchnię białej maski i zaniechał tego gestu. Kilka dodatkowych sekund w zapasie, aby zacząć biec, zanim ponowił zaklęcie.

Rzut Z 1d100 - 15
Akcja nieudana


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#6
27.06.2026, 07:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2026, 07:07 przez Eutierria. Powód edycji: Dopisanie efektu. )  
Wspomniana wcześniej dwójka chłystków, do tej pory pochylona nad murkiem naprzeciwko Rejwachu i zakrywająca swoje haniebne mordy żeby nikt ich tu nie rozpoznał, najwyraźniej nie zauważyła porażki stojącego za nimi Śmierciożercy. Nie zważając na nic, pospiesznie przywdziała przekazane im elementy garderoby i zgodnie z przewidywaniami Seisylla zdecydowała się na przejście do ataku.

Pierwszy z nich, niższy, wpadł na właściwie ten sam pomysł co jego poprzednik – zachciał wysadzić murek pod stopami biednego mugolaka.

Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Drugi z nich uczynił rzecz bardziej dla Zenka zagadkową – machnął różdżką i działał coś na wysokości dachu baru, poza zasięgiem widzenia. Nie było mu dane wiedzieć, iż naśladowca translokował zebrany popiół w kulę, z zamiarem ciśnięcia nią w jego twarz. Wyglądał bardziej, jakby szykował się do czegoś większego.

Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!

Pierwszy z nich chciał chyba splunąć na ziemię, ale w porę przypomniał sobie, że nosi maskę. Niewątpliwie podejrzewał, że Rejwach jest zabezpieczony bardziej niż możnaby pomyśleć. Drugi zaś, chociaż tego Kozioł również nie mógł zobaczyć – uśmiechnął się podle.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#7
29.06.2026, 20:37  ✶  
Amor fati. Tak się mówiło, prawda? Należało kochać swój los. Może zatem dlatego Zenek kierował się jasnymi świetlikami, co im zawsze w Rejwachu światłość robiły zamiast lamp, i wiedziony nie wiadomo czym wylazł? Przecież już tam był. Wyrzucał kaktusa. Pewnie nadal leżał w śmieciach. Magiczny serwis odbierał śmieci zwykle w poniedziałki. Ciekawe, w jakim wymiarze lądowały śmieci transmutowane przez czarodziejów w nicość. Cztery, trzy…

Może to niezmierne umiłowanie Zenka do tragicznego mugolackiego losu nie pozwalało mu ruszyć nogami, chociaż jeszcze tego samego dnia z sukcesami wyniósł śmieci i powrócił do Rejwachu. Ubrany na czarno chłop cośtam bajdurzył. No i może ta racjonalna, uwięziona w umyśle Zenka cząstka przyznałaby mu rację. Ta druga cząstka, która zdominowała obydwie półkule umyśliła: że jak tak machał różdżką ten facet, to wyglądał zupełnie jak Crow. Gdyby Crow założył ciemną maskę i pelerynę. No a nie? I to czarne, i to czarne. Chyba właśnie ten chłop przyznawał mu rację, bo zaczynał się śmiać.

I by się Zenek pośmiał razem z nim. Nawet mu kąciki ust drgnęły, chociaż to był raczej śmiech z nerwów. Zenek wnioskował, bo mu tylko kły było widać. Reszta twarzy Zenka nie chciała drgnąć. Istotnie, Zenkowi nie było do śmiechu. W końcu jeszcze rano Crow tu był. No a teraz… To dlatego miał zwiechę?
Miał odpowiedzieć, a uciekł! Chociaż mówił, że ucieknie. Ale też mówił, że powie. Miał odpowiedzieć. A uciekł. I mózg Zenka się na tym zawiesił, jakby wprowadził do systemu dwie sprzeczne informacje i teraz walczyły o to, która będzie zakodowana. Przez spadający z nieba czarny puch już ledwo widział tego cudaka w czarnej pelerynie. Popiół wpadał do oczu i zasłaniał widoczność. Zenek zamrugał kilka razy.

Czekał i czekał, ale śmierć nie nadchodziła. Na początku stał jak na baczność, żeby umrzeć z godnością, ale mu się ramiona zmęczyły i kręgosłup przybrał kształt lekko wygodniejszego garba. Trudna to była robota, być mugolakiem. A wtedy jak go łubudubu-

Coś go w gębę przywaliło. W sam środek zenkowego nosa. Coś chrupnęło. No i tyle z filozofii. Szurnął do tyłu w kapciach. Ich miękka piankowa podeszwa straciła kontakt z podłogą. Zenek się wyrżnął na ziemię. Tył głowy sobie roztrzaskał o bruk. Spodziewał się, że z tyłu ma spaghetti, bo tępy ból go ogłuszył kompletnie. No a z przodu, to wiadomo. Z przodu też napierdalało. Popiół opadał na jego ciało. Myślał o zapachu papierosów, który pozostawał bardziej w pamięci niż wokół. Jak spróbował się zaciągnąć powietrzem, to tylko coś mu po gardle poleciało i zaczął kaszleć. Z nosa też mu kapało. Strużka leciała po ustach i po brodzie. Z brody na ziemię. Całkiem żwawo.
Jak tak sobie leżał, to widział czarne niebo. Póki mu czarne wiórki nie zaczęły znowu wlatywać do oczu, po czym musiał je zamknąć. Polizał wargę. Metal. Crow też pachniał metalem. Albo Zenek to sobie wyobraził.

Myślał też o ludziach w środku. Złoczyńcy nie mogli wejść do Rejwachu. Tam byli Woody, Lewis, Asena, Kylie… no po prostu wszyscy, których lubił. Nie mógł na to pozwolić. Chociaż, jak to się mówi, już trochę po ptokach. Albo się zacznie czołgać, albo będzie udawał martwego. Wybrał leżenie. Kończ waść, wstydu oszczędź.

// Percepcja: ◉◉◉◉○, Poza Schematem I, Derealizacja I, Szlama III


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#8
01.07.2026, 20:46  ✶  
Nigdy nie polubi zabijania. To było durne, ale było prawdą – nigdy nie polubi zabijania, chociaż zarzekał się, że obrali z Lazarusem dobrą drogę. Powinien być na siebie zły, poczuć cokolwiek, chociażby gorzki posmak rozczarowania. Zamiast tego – nic. Bardziej niż od nieudanych zaklęć drażnił go narastający wokół nich smród spalenizny i pyłu walących się budynków. Miał wrażenie, że to wszystko osiada na nim ciężką, lepką warstwą i ratowała go już tylko ta maska – inaczej syf osiadałby mu teraz na twarzy, wargach, pomiędzy zębami.

Nie było tu dla niego miejsca.

Londyn nigdy nie pachniał życiem. Seisyll nienawidził tego miasta, bo kiedy zaciągał się powietrzem czuł jedynie brud i wilgoć. Dziś ta nienawiść powinna wzrosnąć, ale zamiast czystej niechęci gnębiło go też poczucie winy – był przecież za tę katastrofę współodpowiedzialny. Dlatego łatwo było mu uciec myślami do scenariusza, w którym Zenona Kozła zabijać nie musiał, nawet jeśli była to wizja nieco absurdalna, bo muzyka w Llanberis nie potrzebowali. To zwyczajnie było najprostsze z pokojowych rozwiązań.

Seisyll pragnął przetrwania i przeżycia przez tego człowieka tak, jak pragnął aby to gorące powietrze zamieniło się w burzę, która pozwoli Anglikom na odetchnięcie rześkim powietrzem. Mógł jeszcze, na przekór temu co sądzili o nim Śmierciożercy, nawrócić się na drogę Matki i zrozumieć gdzie dokładnie znajdowało się jego miejsce we wszechświecie.

Leżąc na zakrwawionym od złamanego, oparzonego nosa bruku, znajdował się bardzo blisko prawdy.

– Na twoim miejscu jednak bym uciekał. – Westchnął, ale nie przyniosło mu to żadnej ulgi. Powietrze wokół drapało w gardło i kaleczyło płuca. – Muszę stąd odejść – rzucił do dwójki chłystków, którzy mu towarzyszyli, odchodząc na krok umożliwiający mu bezpieczną teleportację – zostawiam go wam. – Sobie zaś – rekonstrukcję okolicy.

Naprawdę, nie miał do tego serca.

@Zenon Kozioł


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#9
03.07.2026, 06:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2026, 06:27 przez Zenon Kozioł. Powód edycji: dodaję napis Koniec sesji )  
Zenek leżał na plecach, na bruku. Do tej pory jakoś się trzymał. Dziwnie to brzmiało z perspektywy podłogi, no ale taka prawda. Nos napierdalał, ale tak jakoś… przez zaporę. Dało się to wytrzymać. Tymczasem pośród tego czarnego śniegu i nadlatującego dymu, tętniący nos zaczynał mu jakoś wchodzić na banię… W uszach szumiło. Ruch był trudny, a jednak wsparł się o chodnik. Przejechał palcami po szorstkiej nawierzchni.

Wtedy coś mu spłynęło w stronę gardła. Językiem posmakował intensywnego metalu. I chyba w złą dziurkę wpadło, bo Zenek momentalnie zaczął się dławić. Zerwał się na bok. Wsparty na rękach, wykrztusił z siebie wszystko siłą płuc. Pochylał się i kaszlał. Drżał z bólu, bo nos mu tętnił z każdym ruchem.

Świadomość, że ktoś na niego czekał, okazywała się jeszcze gorsza. Twarz mu czerwieniała, krew podbiegała pod skórę. Serce zaczynało szybciej pracować. Miał biec. To był w tamtym momencie jego ugotowany los. No to pobiegł.

Nogi ledwo mu chodziły, ale przeciągnął je po ziemi i się rozprostował. A potem ruszył w boczną uliczkę, zanim którykolwiek z pomagierów tamtego ciemnego pana wychylił nosa zza murku.

// Percepcja: ◉◉◉◉○, Aktywność fizyczna: ◉◉○○○, Poza Schematem I, Derealizacja I


Koniec sesji


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Seisyll Rowle (1670), Zenon Kozioł (1525)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa