Jakiż to był piękny dzień. Było upalnie wręcz, więc naturalnie była to idealna pogoda na spacer. Szczególnie kiedy było się zimnym i nic nie mogło człowieka porządnie rozgrzać. Tak się też złożyło, że był to dzień zakupowy – Atreusowi skończyło się parę produktów, więc postanowił zajrzeć do jednego ze sklepów, które prowadzili Potterowie. Ich nazwisko błyszczało jasnymi, wielkimi literami nad wejściem do budynku, a w oknie znajdowały się plakaty promocyjne ulizanny. Topowy produkt zasługiwał w końcu, żeby się nim chwalić i zachęcać do zakupu. W sumie ona też już mu się kończyła, więc przy okazji powinien zaopatrzyć się w opakowanie.
Dzwoneczek umieszczony nad drzwiami wejściowymi zadźwięczał wdzięcznie, kiedy Bulstrode nacisnął klamkę i wszedł do środka. Z miejsca owiał go intensywny zapach, który ciężko było rozłożyć na czynniki pierwsze. Wszystkie pachnidła mieszały się, a co wyraźniejsze składniki walczyły ze sobą o dominację. Całe szczęście jednak, nie przeszkadzało to w wizytowaniu sklepu, a momentami nawet zachęcało do poszukiwania źródła intrygujących nut.
— Dzień dobry — przywitał się już od progu, rozglądając się dookoła. Wewnątrz było już parę klientów, którzy kręcili się bez celu między pułkami i regałami, szukając interesujących ich produktów. On nie miał na to czasu, więc od razu ruszył do stojącej niemal ekspedientki.
— Dzień dobry, potrzebuję szamponu — proste. Był nawet skłonny spróbować czegoś nowego, bo poprzedni już trochę mu się znudził.