Od jego ostatniego spotkania z Laurettą minęło trochę czasu, ale od tego momentu udało im się wymienić kilka listów. Domagała się, o zgrozo, jego opinii na temat tego, co powinno pojawić się podczas Dnia Pamięci, a prawdę powiedziawszy, on nie miał aktualnie do tego głowy; ciężko było zapomnieć o Spalonej Nocy i nawet jeśli co jakiś czas pozwalał sobie na odpoczynek, nie znaczyło to że nie pozostała w nim jakaś nerwowość. Ósmy września mógł być za nimi, ale szybkimi krokami nadciągało Samhain.
Zastanawiał się, czy już każdy sabat miał tak wyglądać. Jeśli nie dla większości ludzi, to na pewno dla tych, których nie ominęły rewelacje związane z letnimi przepowiedniami. Jasnowidzowie widzieli przecież ogień. Ogień, który buchał ku górze i trawił ulice. Ogień, pośród którego tańczyły czarne sylwetki zwiastujące zniszczenie i cierpienie. Wszyscy którzy o tym wiedzieli, obstawiali datę przełomu października i listopada. A mimo tego terror przyszedł wcześniej. Niepewność jednak pozostała. A dla zimnych była tym bardziej odczuwalna.
Należało odrzucić wszelkie te zmartwienia, przynajmniej na chwilę. Zamiast munduru naciągnąć na plecy szatę, a potem udać się na ulicę Pokątną, do galerii OdNowa. Było przy tym dość wcześnie rano, bo Bulstrode'a popołudniu czekała wycieczka do Walii – w towarzystwie co prawda Brenny, ale w okolicznościach jak najbardziej służbowych (w sumie jakby zrobić tego rachunek, to i tak praca rządziła ich życiem, chociaż Atreus oczywiście nie miał najmniejszych problemów, żeby i wyjazdy służbowe traktować dość luźno). W końcu też, pojawił się w progach galerii sztuki, mając szczerą nadzieję, że jakimś okropnym zbiegiem okoliczności, nie wpadnie tutaj na Cressidę.
— Ostatnio zastanawiałem się nad nowym obrazem do salonu. Duże, przestronne wnętrze. Jakieś propozycje? — zapytał jej, akurat kiedy zatrzymali się przy jednym z obrazów. W galerii nie było aktualnie innych gości, więc po przywitaniu snuli się od pomieszczenia do pomieszczenia, albo raczej Atreus stwierdził że chętnie obejrzałby aktualną wystawę i ruszył przed siebie. Oboje jednak zdawali sobie raczej sprawę z tego, że był to raczej wstęp do właściwej konwersacji, która oscylować miała dookoła zbliżającego się Dnia Pamięci. Grzeczności w ich świecie, były jednak czymś wyuczonym.