03.10.2026, 23:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 13:31 przez Tonya Bell.)
Karta Piętra
Tonya & Millie
![[Obrazek: imgproxy.php?id=M4gRXFA.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=M4gRXFA.png)
Najgorszy był pył, gdy go wiatr zawiewał zewsząd. Tonya nie widziała w pyle dobrze. Mrugała. Spod powiek podrażnionych oczu płynęły łzy. Wcale nie dawały ulgi od gryzącego dymu. Obraz płonącego Londynu przed jej oczami był rozmazany i niewyraźny. Tylko czy ona naprawdę chciała na to patrzeć? Może powinna dziękować za każdą rzecz, której tej nocy nie dojrzała.
Dym atakował nie tylko oczy. Pchał się przez nos, przez usta, nieważne, że zasłaniała twarz apaszką.
Kilka lat temu dostała komplet dwóch kwiecistych apaszek na urodziny od kogoś z cyrku. Były z prawdziwego jedwabiu. Tonya miała urodziny latem. Był wtedy ładny dzień. Nie rozstawili jeszcze namiotu, więc próby trwały pod gołym niebem na błoniach portowego miasta gdzieś w Kornwalii. Siedząc z lusterkiem na schodkach wozu cyrkowego, Tonya spróbowała wtedy dwudziestu różnych upięć włosów z chustą, ale koniec końców zawiązała ją najprościej, jak umiała. Ktoś jej powiedział, że zrobiła się na słowiańską babcię. Wzruszyła ramionami. Chodziło jej tylko o to, żeby słońce nie spiekło przedziałka, gdy zejdą wreszcie na plażę.
Tej nocy chusta miała ocalić od poparzenia jej drogi oddechowe. Kobieta przedzierała się przez miasto dławione pożarem. Strach w niej rósł. Każdy pokonany zakręt, za którym znów widziała ogień, pogorzelisko… widziała martwych ludzi… pozbawiał ją kolejnych resztek nadziei na wydostanie się z tego piekła. Gdzie miała iść? Instynktownie szła na Charing Cross, gdzie stał cyrk, mimo że bała się, co tam zastanie. Cyrk był pełen mugolaków. Być może wracała tam jak owieczka pod nóż. Być może szła tam tylko po to, żeby ją zarżnęli. Gdzie indziej miała iść?
Zgubiła się po drodze kilka razy. Kilka razy celowo zmieniała kierunek. Bała się wejść w tę czy inną aleję, bo wydawało jej się, że widzi tam łopoczące czarne szaty. Tylko że co na tym etapie nocy nie było czarne?
Sama Tonya była od stóp do głów osmolona od tułania się po zapadającym się w płomieniach Londynie. Nikt by nie zgadł, że jeszcze parę godzin wcześniej jej sukienka była tak soczyście pomarańczowa, że Tonya mogłaby legnąć na łące nagietków i udawać jednego z nich.
Ta noc była srogo popierdolona. Czarownica chciała wyjść, chciała odpocząć chwilę.
Spalona Noc nie znikała, nieważne ile razy Tonya zamykała i otwierała oczy.
Gdy podnosiła je załzawione na czarne otchłanie ziejące w zawalonych ścianach spalonych budynków, coś odwzajemniało jej spojrzenie. Musiała popadać w szaleństwo. Przyspieszała kroku. Zatruła się dymem? Może to początek halucynacji, po których straci przytomność. I wtedy koniec? To było pojebane, ale dym ją śledził. Odchodziła od zmysłów. Nie było innej opcji, odchodziła od zmysłów, bo gdy dwie przecznice dalej spoglądała w dym kłębiący się wokół innej zrujnowanej kamienicy, to był ten sam dym. Wszędzie ten sam dym. Czarne kłęby syczały wokół niej. W gęstej chmurze popiołów słyszała czyjeś kroki. Potem biegła. Świat rozmazywał się przed jej oczami od pędu. Skręciła w jedną alejkę, w drugą, trzecią, skręciła w ślepą.
Musiała stanąć, napotkawszy przed sobą mur. Zsunęła chustę z ust i nosa, łapczywie chwytając gryzące powietrze. Za Tonyą gęstniał smolisty obłok.
SZLLLAMMMA… MUSI KLĘKNĄĆ… PRZED CZARNYM PANEM…
Zemdlałaby ze strachu, gdyby nie przeszedł przez nią elektryzujący dreszcz. Naładowana kumulującymi się od początku nocy emocjami czarownica odwróciła się gwałtownie, stając twarzą w twarz ze ścianą czarnego dymu. Powietrze wokół Tonyi zgęstniało, zaczęło się niebezpiecznie iskrzyć.
— CO JEST Z TOBĄ NIE TAK?! — wybuchła w napastujący ją zewsząd mrok.
// kształtowanie ◉◉◉◉○ — atak żywiołu, let’s go
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Z emocjami splątana była magia, która buchnęła równolegle z nie mniejszą siłą. Ciało Tonyi uwolniło energię, powietrze dookoła nabrało prędkości, zawirowało w nieokiełznanym pędzie. Kobieta próbowała chwytać niteczki magii, ale te uciekały niekontrolowanie spod jej woli, zbyt szybko, zbyt chaotycznie, aby mogła je związać.
Podobno w oku cyklonu jest najspokoniej. Nie tyczyło się to czarodziejskich katastrof: wokół czarownicy podniosły się ściany magicznego tornada o średnicy zbyt małej, aby oko cyklonu mogło zaistnieć. W mgnieniu oka wicher zmiótł Tonyę z nóg, brutalnie posłał na bruk, gdzie oszołomiona padła jak długa.
Moc wichru rozpędziła również czarny dym, lecz na chwilę tylko. Gdy czarownica podniosła głowę, bestia odbudowywała się, na powrót zbijając się nad nią w gęste, smoliste kłęby.
tak było, nie zmyślam