<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Wszystkie działy]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 22:45:45 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[24.10.1972] Pumpkin spice shopping]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6386</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 23:43:10 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=602">Astoria Avery</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6386</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">
24.10.1972 <br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">zakupy</span></div>
<br />
Popołudniem Astoria opuściła galerię i skierowała się na Pokątną. Nie zamierzała poświęcać kolejnych godzin na zamawianie rzeczy przez sowy i skrzaty, skoro część zakupów mogła załatwić od ręki. Samhain zbliżało się wystarczająco szybko, by nawet tak dobrze zorganizowana kobieta zaczynała odczuwać presję czasu. <br />
Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym kroju, dopasowaną w talii i wykończoną subtelnym haftem przy mankietach. Na ramiona narzuciła długi jesienny płaszcz w głębokim, przygaszonym odcieniu burgundu. Cięższy materiał chronił przed chłodem, a wysoki kołnierz można było zapiąć niemal pod samą brodę. Ciemne rękawiczki, skórzana torba przewieszona przez ramię i starannie upięte włosy dopełniały całości. Nie wyglądała jak osoba, która przyszła wybierać warzywa.<br />
Pokątna była już wyraźnie jesienna. W witrynach pojawiały się pierwsze dekoracje związane z Samhain, a przed sklepami wystawiano kosze pełne suszonych ziół, świec, wiązek drewna i warzyw przeznaczonych do drążenia. Czarownica zatrzymała się przed jedną z witryn, przyglądając się przez chwilę kompozycji wykonanej z suszonych gałązek, czarnych świec i wianków z jesiennych liści.<br />
Ostatecznie w sklepie spędziła znacznie więcej czasu, niż początkowo planowała. Nie ograniczyła się do listy. Przechadzała się między półkami, oglądając wystawione towary, brała do ręki różne rodzaje soli, sprawdzała etykiety na słoikach z suszonymi ziołami, oglądała wosk, świece oraz niewielkie metalowe przedmioty wykorzystywane przy tradycyjnych obrzędach. Złożyła już zamówienia na pojemniki, gwoździe, świece i szaty, więc żadne z materiałów nie znalazły się na jej liście. Wybrała za to kilka opakowań soli, upewniając się, że będzie jej wystarczająco dużo na wszystkie planowane przygotowania. Najwięcej uwagi poświęciła jednak warzywom. Przy długim stole ustawiono całe rzędy dyni. Małe, duże, podłużne, niemal idealnie okrągłe - każda miała inny kształt i układ żeber. W końcu wskazała sprzedawcy większość dorodnych dyń, które najlepiej nadawały się do drążenia. Do tego dobrała kilka mniejszych warzyw charakterystycznych dla jesiennych obchodów - takie, które również można było wydrążyć i wykorzystać jako niewielkie lampiony albo elementy dekoracji, jak chociażby większe ziemniaki czy rzepy. Jedną po drugiej odkładała na stół, po czym znów po nie sięgała. Dynia. Ziemniak. Rzepa. Dynia jeszcze raz. Nie wybierała według wielkości ani tego, które warzywo wyglądało najlepiej. Analizowała je jak konserwator przed przystąpieniem do pracy. <br />
Po dokonaniu tej jakże skrupulatnej selekcji, całe zamówienie miało zostać wysłane prosto do galerii, do jej prywatnej pracowni, więc po ostatecznym sfinalizowaniu, schowała listę do torby i ruszyła do wyjścia. Miała dość tych zakupów na dziś, resztę mogła załatwić korespondencją. W ostateczności wyśle Deeka. Teraz musiała wrócić do galerii i wziąć się do roboty, jeśli miała ze wszystkim zdążyć. <br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Koniec sesji</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">
24.10.1972 <br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">zakupy</span></div>
<br />
Popołudniem Astoria opuściła galerię i skierowała się na Pokątną. Nie zamierzała poświęcać kolejnych godzin na zamawianie rzeczy przez sowy i skrzaty, skoro część zakupów mogła załatwić od ręki. Samhain zbliżało się wystarczająco szybko, by nawet tak dobrze zorganizowana kobieta zaczynała odczuwać presję czasu. <br />
Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym kroju, dopasowaną w talii i wykończoną subtelnym haftem przy mankietach. Na ramiona narzuciła długi jesienny płaszcz w głębokim, przygaszonym odcieniu burgundu. Cięższy materiał chronił przed chłodem, a wysoki kołnierz można było zapiąć niemal pod samą brodę. Ciemne rękawiczki, skórzana torba przewieszona przez ramię i starannie upięte włosy dopełniały całości. Nie wyglądała jak osoba, która przyszła wybierać warzywa.<br />
Pokątna była już wyraźnie jesienna. W witrynach pojawiały się pierwsze dekoracje związane z Samhain, a przed sklepami wystawiano kosze pełne suszonych ziół, świec, wiązek drewna i warzyw przeznaczonych do drążenia. Czarownica zatrzymała się przed jedną z witryn, przyglądając się przez chwilę kompozycji wykonanej z suszonych gałązek, czarnych świec i wianków z jesiennych liści.<br />
Ostatecznie w sklepie spędziła znacznie więcej czasu, niż początkowo planowała. Nie ograniczyła się do listy. Przechadzała się między półkami, oglądając wystawione towary, brała do ręki różne rodzaje soli, sprawdzała etykiety na słoikach z suszonymi ziołami, oglądała wosk, świece oraz niewielkie metalowe przedmioty wykorzystywane przy tradycyjnych obrzędach. Złożyła już zamówienia na pojemniki, gwoździe, świece i szaty, więc żadne z materiałów nie znalazły się na jej liście. Wybrała za to kilka opakowań soli, upewniając się, że będzie jej wystarczająco dużo na wszystkie planowane przygotowania. Najwięcej uwagi poświęciła jednak warzywom. Przy długim stole ustawiono całe rzędy dyni. Małe, duże, podłużne, niemal idealnie okrągłe - każda miała inny kształt i układ żeber. W końcu wskazała sprzedawcy większość dorodnych dyń, które najlepiej nadawały się do drążenia. Do tego dobrała kilka mniejszych warzyw charakterystycznych dla jesiennych obchodów - takie, które również można było wydrążyć i wykorzystać jako niewielkie lampiony albo elementy dekoracji, jak chociażby większe ziemniaki czy rzepy. Jedną po drugiej odkładała na stół, po czym znów po nie sięgała. Dynia. Ziemniak. Rzepa. Dynia jeszcze raz. Nie wybierała według wielkości ani tego, które warzywo wyglądało najlepiej. Analizowała je jak konserwator przed przystąpieniem do pracy. <br />
Po dokonaniu tej jakże skrupulatnej selekcji, całe zamówienie miało zostać wysłane prosto do galerii, do jej prywatnej pracowni, więc po ostatecznym sfinalizowaniu, schowała listę do torby i ruszyła do wyjścia. Miała dość tych zakupów na dziś, resztę mogła załatwić korespondencją. W ostateczności wyśle Deeka. Teraz musiała wrócić do galerii i wziąć się do roboty, jeśli miała ze wszystkim zdążyć. <br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Koniec sesji</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15-19.09.1972] Look on my works, ye mighty, and lower your expectations]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6385</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 23:18:19 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6385</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">15.09.1972, Epping Forest</div>
<br />
Przyszedłem tu z powodów zawodowych, przynajmniej oficjalnie, bo miałem sprawdzić kilka miejsc, w których ostatnio odnotowano podejrzaną aktywność magiczną, a skoro już znalazłem się pośród tych wszystkich mchów, buków, paproci i korzeni próbujących zrobić ze mnie kalekę, uznałem, że równie dobrze mogłem przy okazji rozejrzeć się za czymś, co nadawałoby się na dokładkę do mojego mabonowego dzieła. Optymistycznie założyłem, że skoro święto miało dotyczyć zbiorów, równowagi i całej tej przyjemnej filozofii, to wypadałoby zebrać coś własnoręcznie, zamiast kupować gotowe ozdoby od człowieka, który prawdopodobnie sprzedawał je po zawyżonej cenie na Pokątnej lub pod Whitecroft. I tak w zgarbionej pozycji przesuwałem różdżkę ponad roślinami i wilgotną ziemią, od czasu do czasu rzucając krótkie zaklęcia wykrywające pozostałości zaklęć, które mogłyby znajdować się w zakresie tego, czego szukałem, ale większość wskazań prowadziła mnie do zupełnie nieprzydatnych znalezisk - starego guzika, kawałka zardzewiałego żelaza, zdechłego chrząszcza o okrytym pleśnią pancerzu i czegoś, czego wolałem nie dotykać nawet przez rękawiczkę, ale co zdecydowanie nie miało znaczenia dla roboty, którą wykonywałem - musiałem zatem jakoś zrekompensować sobie poczucie straty czasu, czymże zaś innym, jak odbębnianiem mojej religijnej powinności. <br />
Szedłem powoli, wypatrując czegoś, co mogłoby sprawić, że cała moja koncepcja daru na ołtarz zacznie wyglądać chociaż odrobinę mniej niczym projekt z mugolskiego przedszkola, ponieważ na ten moment miałem zaledwie drucik, kawałek jutowego sznurka i jednego kasztana. Nie potrzebowałem niczego wielkiego, nie miałem szczególnie wygórowanych wymagań, wystarczyłoby mi kilka rzeczy związanych z końcem lata, ziemią i tym całym dorocznym przypominaniem sobie, że wszystko kiedyś dojrzewa, potem zaczyna gnić i wreszcie przemija, by wyparować z pamięci gawiedzi, co zawsze uważałem za wyjątkowo szczery sposób opisywania cyklu życia, biorąc pod uwagę jak wiele całkowitych bzdur jednocześnie wypowiadali kapłani w konwentach. <br />
<br />
!Strach przed imieniem <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">percepcja ◉◉◉○○ - dostrzeżenie czegoś ciekawego do zbiorów</span> <br />
[roll=Z]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">15.09.1972, Epping Forest</div>
<br />
Przyszedłem tu z powodów zawodowych, przynajmniej oficjalnie, bo miałem sprawdzić kilka miejsc, w których ostatnio odnotowano podejrzaną aktywność magiczną, a skoro już znalazłem się pośród tych wszystkich mchów, buków, paproci i korzeni próbujących zrobić ze mnie kalekę, uznałem, że równie dobrze mogłem przy okazji rozejrzeć się za czymś, co nadawałoby się na dokładkę do mojego mabonowego dzieła. Optymistycznie założyłem, że skoro święto miało dotyczyć zbiorów, równowagi i całej tej przyjemnej filozofii, to wypadałoby zebrać coś własnoręcznie, zamiast kupować gotowe ozdoby od człowieka, który prawdopodobnie sprzedawał je po zawyżonej cenie na Pokątnej lub pod Whitecroft. I tak w zgarbionej pozycji przesuwałem różdżkę ponad roślinami i wilgotną ziemią, od czasu do czasu rzucając krótkie zaklęcia wykrywające pozostałości zaklęć, które mogłyby znajdować się w zakresie tego, czego szukałem, ale większość wskazań prowadziła mnie do zupełnie nieprzydatnych znalezisk - starego guzika, kawałka zardzewiałego żelaza, zdechłego chrząszcza o okrytym pleśnią pancerzu i czegoś, czego wolałem nie dotykać nawet przez rękawiczkę, ale co zdecydowanie nie miało znaczenia dla roboty, którą wykonywałem - musiałem zatem jakoś zrekompensować sobie poczucie straty czasu, czymże zaś innym, jak odbębnianiem mojej religijnej powinności. <br />
Szedłem powoli, wypatrując czegoś, co mogłoby sprawić, że cała moja koncepcja daru na ołtarz zacznie wyglądać chociaż odrobinę mniej niczym projekt z mugolskiego przedszkola, ponieważ na ten moment miałem zaledwie drucik, kawałek jutowego sznurka i jednego kasztana. Nie potrzebowałem niczego wielkiego, nie miałem szczególnie wygórowanych wymagań, wystarczyłoby mi kilka rzeczy związanych z końcem lata, ziemią i tym całym dorocznym przypominaniem sobie, że wszystko kiedyś dojrzewa, potem zaczyna gnić i wreszcie przemija, by wyparować z pamięci gawiedzi, co zawsze uważałem za wyjątkowo szczery sposób opisywania cyklu życia, biorąc pod uwagę jak wiele całkowitych bzdur jednocześnie wypowiadali kapłani w konwentach. <br />
<br />
!Strach przed imieniem <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">percepcja ◉◉◉○○ - dostrzeżenie czegoś ciekawego do zbiorów</span> <br />
[roll=Z]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[23.10.1972] Under copper branches (Edith Rookwood, Astoria Avery)]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6384</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 22:14:03 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=602">Astoria Avery</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6384</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">22.10.1972<br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6070&amp;pid=90808#pid90808" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">zbiórka drewna</span></a></div>
<br />
Astoria Avery zupełnie nie wyglądała na osobę, która przyszła do lasu po drewno. Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym, dopracowanym kroju, na którą narzuciła długi jesienny płaszcz. Materiał miękko układał się wokół jej sylwetki, a wysokie, skórzane buty pozostawały niemal nieskazitelne mimo grząskiego podłoża. Włosy miała starannie ułożone, a dłonie chroniły cienkie rękawiczki. Całość bardziej przypominała strój na spacer po posiadłości któregoś z arystokratycznych rodów niż wyprawę po opał. Tyle że czarownica nie zamierzała sama niczego dźwigać. Tuż za nią dreptał Deek, rodzinny skrzat, który ewidentnie został przydzielony do najcięższej części zadania. Kiedy tylko Astoria wskazywała różdżką odpowiedni fragment drewna, skrzat zajmował się resztą. Kolejne kawałki drewna unosiły się nad ziemią i ustawiały w równym szeregu za nimi, podążając powoli ścieżką niczym osobliwa, lewitująca kolumna opału. Czarownica poruszała się niespiesznie. Nie rozglądała się bez celu. Obserwowała las z taką samą uwagą, z jaką oglądała dzieła sztuki przed przyjęciem ich do galerii. Oceniła kilka powalonych konarów, jeden odrzuciła niemal natychmiast, inny wskazała po krótkim namyśle. Interesowało ją przede wszystkim suche drewno, odpowiednio twarde i pozbawione oznak gnicia. Miało trafić do organizatorów sabatu w Little Hangleton, więc nie zamierzała pozwolić, żeby Deek znosił przypadkowe gałęzie tylko po to, by zwiększyć stertę. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Ojciec mnie poprosił, wiesz? Mam przygotować stragan z ikonami świętych na sabat w Little Hangleton, więc przy okazji mam też nazbierać chrustu -</span> westchnęła ciężko, bo choć nie było to żmudne zajęcie, tak kolejna cegiełka dołożona do jej rozbudowanych obowiązków, powodowała dodatkowe oznaki zmęczenia organizmu. Obróciła głowę do kobiety, która maszerowała obok. Obecność kuzynki sprawiała, że cała wyprawa miała mniej charakter obowiązku, a bardziej jesiennego spaceru. Edith należała do osób, przy których Astoria nie musiała bezustannie pilnować każdego gestu. Deek tymczasem pracował bez wytchnienia. Każdy wskazany przez kobietę konar unosił się w powietrze z cichym szelestem liści, dołączając do pozostałych. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Udało ci się przemówić Matt'iemu do rozsądku? - </span>zagaiła z ciekawością w głosie. Miała szczerą nadzieję, że chłopakowi minęło to fatalne zauroczenie i nic przykrego nie spotkało jego rodziny. <br />
Zrobiła kilka kroków poza ścieżkę, żeby wskazać kolejne gałęzie. Las zdawał się zupełnie nie pasować do jej świata. W powietrzu mieszał się zapach mokrej ziemi, kory, grzybów i gnijących liści. A jednak Astoria poruszała się między drzewami z tą samą pewnością i gracją, z jaką przemierzała sale swojej galerii.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">22.10.1972<br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6070&amp;pid=90808#pid90808" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">zbiórka drewna</span></a></div>
<br />
Astoria Avery zupełnie nie wyglądała na osobę, która przyszła do lasu po drewno. Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym, dopracowanym kroju, na którą narzuciła długi jesienny płaszcz. Materiał miękko układał się wokół jej sylwetki, a wysokie, skórzane buty pozostawały niemal nieskazitelne mimo grząskiego podłoża. Włosy miała starannie ułożone, a dłonie chroniły cienkie rękawiczki. Całość bardziej przypominała strój na spacer po posiadłości któregoś z arystokratycznych rodów niż wyprawę po opał. Tyle że czarownica nie zamierzała sama niczego dźwigać. Tuż za nią dreptał Deek, rodzinny skrzat, który ewidentnie został przydzielony do najcięższej części zadania. Kiedy tylko Astoria wskazywała różdżką odpowiedni fragment drewna, skrzat zajmował się resztą. Kolejne kawałki drewna unosiły się nad ziemią i ustawiały w równym szeregu za nimi, podążając powoli ścieżką niczym osobliwa, lewitująca kolumna opału. Czarownica poruszała się niespiesznie. Nie rozglądała się bez celu. Obserwowała las z taką samą uwagą, z jaką oglądała dzieła sztuki przed przyjęciem ich do galerii. Oceniła kilka powalonych konarów, jeden odrzuciła niemal natychmiast, inny wskazała po krótkim namyśle. Interesowało ją przede wszystkim suche drewno, odpowiednio twarde i pozbawione oznak gnicia. Miało trafić do organizatorów sabatu w Little Hangleton, więc nie zamierzała pozwolić, żeby Deek znosił przypadkowe gałęzie tylko po to, by zwiększyć stertę. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Ojciec mnie poprosił, wiesz? Mam przygotować stragan z ikonami świętych na sabat w Little Hangleton, więc przy okazji mam też nazbierać chrustu -</span> westchnęła ciężko, bo choć nie było to żmudne zajęcie, tak kolejna cegiełka dołożona do jej rozbudowanych obowiązków, powodowała dodatkowe oznaki zmęczenia organizmu. Obróciła głowę do kobiety, która maszerowała obok. Obecność kuzynki sprawiała, że cała wyprawa miała mniej charakter obowiązku, a bardziej jesiennego spaceru. Edith należała do osób, przy których Astoria nie musiała bezustannie pilnować każdego gestu. Deek tymczasem pracował bez wytchnienia. Każdy wskazany przez kobietę konar unosił się w powietrze z cichym szelestem liści, dołączając do pozostałych. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Udało ci się przemówić Matt'iemu do rozsądku? - </span>zagaiła z ciekawością w głosie. Miała szczerą nadzieję, że chłopakowi minęło to fatalne zauroczenie i nic przykrego nie spotkało jego rodziny. <br />
Zrobiła kilka kroków poza ścieżkę, żeby wskazać kolejne gałęzie. Las zdawał się zupełnie nie pasować do jej świata. W powietrzu mieszał się zapach mokrej ziemi, kory, grzybów i gnijących liści. A jednak Astoria poruszała się między drzewami z tą samą pewnością i gracją, z jaką przemierzała sale swojej galerii.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[21/10/1972] The lower the sun, the longer the shadow | Benjy, Prue]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6383</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 21:43:01 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6383</guid>
			<description><![CDATA[Ostatecznie wyszliśmy ze skupiska straganów z metalowym diademem dla Prue, który kosztował wystarczająco dużo, żebyśmy oboje z powodzeniem mogli uznać go za przedmiot o znaczeniu religijnym, oraz z moim własnym darem wotywnym, znacznie skromniejszym i pozbawionym ambicji konkurowania z rodowym srebrem mojej żony. Nie zamierzałem  oczywiście żałować poniesionej ceny, bo miałem wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, żeby wiedzieć, że niektóre rzeczy najlepiej było pozostawić między człowiekiem a jego sakiewką, zwłaszcza że nie byliśmy biedni, w dodatku dało się powiedzieć, iż w pewnym sensie opuściliśmy miasteczko bogatsi o całkowicie nieprzydatną wiedzę - podczas dokonania zakupu zdążyłem bowiem dowiedzieć się, że istniało co najmniej sześć wariacji splotów srebrnych drucików, które według sprzedawcy „idealnie wizualnie współgrały z charakterem nadchodzącego wydarzenia”, trzy rodzaje kwiatów, których pod żadnym pozorem nie należało dodawać do ofiary, oraz usiłowano nam wcisnąć jeden wyjątkowo bezsensowny amulet, który miał „gwarantować przychylność boskich sił”, jeśli rozłamalibyśmy go w odpowiedni sposób - bujda, rzecz jasna - ten ostatni zostawiłem na miejscu, nawet go nie dotykając, wiedzę o zielsku nawet odnotowałem gdzieś z tyłu głowy, chociaż raczej do zweryfikowania. Wyjątkowo darowałem sobie również pyskówkę z naciągaczem, ponieważ zależało mi przede wszystkim na zakupie tego, czego chciała Prudence, ja po tym wszystkim dobrałem dla siebie prostszy dar, by nie słuchać więcej bzdur od handlarzy, wciąż zgodny z charakterem rytuału, ale jednocześnie pozbawiony zbędnych ozdób. <br />
Po kilkunastu minutach oddaliliśmy się od zabudowań i weszliśmy między pagórki, oddalając się od cywilizacji - ścieżka szybko przestała przypominać coś, co można było nazwać „drogą” i zaczęła być raczej sugestią, że ktoś tędy kiedyś przeszedł i natura łaskawie go nie pożarła. Teraz szliśmy już przez torfowiska, zapadając się miejscami w miękką, wilgotną ziemię, która przy każdym kroku uginała się pod naszymi podeszwami i wydawała z siebie ciche, nieprzyjemne mlaśnięcie. Powietrze było tu chłodniejsze niż w Dolinie, pachniało mokrym mchem, torfem i stojącą wodą, nisko wiszące gałęzie drzew co jakiś czas smagały mnie w czubek głowy albo zahaczały o moje ramiona, nie przeszkadzało mi to jednak jakoś szczególnie - wręcz przeciwnie - lubiłem spacery w konkretnym celu, podczas których musiałem od czasu do czasu patrzeć pod nogi i jednocześnie pamiętać, gdzie właściwie zmierzałem, zamiast bezmyślnie maszerować przed siebie.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Co mamy w planach?</span> - Zerknąłem na nią z ukosa, poprawiając pasek torby przewieszonej przez ramię. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Na Samhain.</span> - To było nasze pierwsze takie wspólne święto, nie licząc średnio udanego Mabon, pierwszy raz przygotowywaliśmy się do niego razem, jako rodzina, a jednak każde z nas miało za sobą całe lata własnych tradycji, przyzwyczajeń i rzeczy, których drugie nie znało. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Masz jakieś szczególne… Wizje? Szyczenia? Tak dalej.</span> - Sam nie wiedziałem, dlaczego akurat teraz o to zapytałem - może przez miejsce, może przez cały ten klimat, a może dlatego, że ponownie uświadomiłem sobie, ile rzeczy z jej życia istniało jeszcze poza mną, ile jesiennych wieczorów przeżyła, zanim nasze drogi w końcu się przecięły w taki sposób, że przestaliśmy być tylko dwojgiem ludzi znających się z różnych powodów - nie oczekiwałem szczególnie wzniosłej odpowiedzi, właściwie liczyłem na coś zwyczajnego, może nawet typowego dla niej i jej zainteresowań, bo właśnie takie szczegóły najbardziej mnie interesowały.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ostatecznie wyszliśmy ze skupiska straganów z metalowym diademem dla Prue, który kosztował wystarczająco dużo, żebyśmy oboje z powodzeniem mogli uznać go za przedmiot o znaczeniu religijnym, oraz z moim własnym darem wotywnym, znacznie skromniejszym i pozbawionym ambicji konkurowania z rodowym srebrem mojej żony. Nie zamierzałem  oczywiście żałować poniesionej ceny, bo miałem wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, żeby wiedzieć, że niektóre rzeczy najlepiej było pozostawić między człowiekiem a jego sakiewką, zwłaszcza że nie byliśmy biedni, w dodatku dało się powiedzieć, iż w pewnym sensie opuściliśmy miasteczko bogatsi o całkowicie nieprzydatną wiedzę - podczas dokonania zakupu zdążyłem bowiem dowiedzieć się, że istniało co najmniej sześć wariacji splotów srebrnych drucików, które według sprzedawcy „idealnie wizualnie współgrały z charakterem nadchodzącego wydarzenia”, trzy rodzaje kwiatów, których pod żadnym pozorem nie należało dodawać do ofiary, oraz usiłowano nam wcisnąć jeden wyjątkowo bezsensowny amulet, który miał „gwarantować przychylność boskich sił”, jeśli rozłamalibyśmy go w odpowiedni sposób - bujda, rzecz jasna - ten ostatni zostawiłem na miejscu, nawet go nie dotykając, wiedzę o zielsku nawet odnotowałem gdzieś z tyłu głowy, chociaż raczej do zweryfikowania. Wyjątkowo darowałem sobie również pyskówkę z naciągaczem, ponieważ zależało mi przede wszystkim na zakupie tego, czego chciała Prudence, ja po tym wszystkim dobrałem dla siebie prostszy dar, by nie słuchać więcej bzdur od handlarzy, wciąż zgodny z charakterem rytuału, ale jednocześnie pozbawiony zbędnych ozdób. <br />
Po kilkunastu minutach oddaliliśmy się od zabudowań i weszliśmy między pagórki, oddalając się od cywilizacji - ścieżka szybko przestała przypominać coś, co można było nazwać „drogą” i zaczęła być raczej sugestią, że ktoś tędy kiedyś przeszedł i natura łaskawie go nie pożarła. Teraz szliśmy już przez torfowiska, zapadając się miejscami w miękką, wilgotną ziemię, która przy każdym kroku uginała się pod naszymi podeszwami i wydawała z siebie ciche, nieprzyjemne mlaśnięcie. Powietrze było tu chłodniejsze niż w Dolinie, pachniało mokrym mchem, torfem i stojącą wodą, nisko wiszące gałęzie drzew co jakiś czas smagały mnie w czubek głowy albo zahaczały o moje ramiona, nie przeszkadzało mi to jednak jakoś szczególnie - wręcz przeciwnie - lubiłem spacery w konkretnym celu, podczas których musiałem od czasu do czasu patrzeć pod nogi i jednocześnie pamiętać, gdzie właściwie zmierzałem, zamiast bezmyślnie maszerować przed siebie.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Co mamy w planach?</span> - Zerknąłem na nią z ukosa, poprawiając pasek torby przewieszonej przez ramię. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Na Samhain.</span> - To było nasze pierwsze takie wspólne święto, nie licząc średnio udanego Mabon, pierwszy raz przygotowywaliśmy się do niego razem, jako rodzina, a jednak każde z nas miało za sobą całe lata własnych tradycji, przyzwyczajeń i rzeczy, których drugie nie znało. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Masz jakieś szczególne… Wizje? Szyczenia? Tak dalej.</span> - Sam nie wiedziałem, dlaczego akurat teraz o to zapytałem - może przez miejsce, może przez cały ten klimat, a może dlatego, że ponownie uświadomiłem sobie, ile rzeczy z jej życia istniało jeszcze poza mną, ile jesiennych wieczorów przeżyła, zanim nasze drogi w końcu się przecięły w taki sposób, że przestaliśmy być tylko dwojgiem ludzi znających się z różnych powodów - nie oczekiwałem szczególnie wzniosłej odpowiedzi, właściwie liczyłem na coś zwyczajnego, może nawet typowego dla niej i jej zainteresowań, bo właśnie takie szczegóły najbardziej mnie interesowały.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72, 23-30.10 | Burke's Crossroads] Eksperymentalne pojemniki na proch]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6382</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 21:16:31 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=568">Ceolsige Burke</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6382</guid>
			<description><![CDATA[Poddasze kamienicy było spokojnym i zaskakująco przestronnym miejscem. Mocne skosy dachu opadały ku ścianom sprawiając, że boki poddasza wysokie były na ledwie metr. Mimo to, dzięki pozostawieniu przestrzeni bez jakichkolwiek ścianek działowych całość pomieszczenia uniknęło wrażenia ciasnoty typowego dla poddaszy. Ponad głową rozpościerały się pnące na kilka metrów krokwie wspierające dach. Stanowiące dziwnie uporządkowaną sztywną pajęczynę w której mieszkało kilka pająków, Firefly oraz, jak Ceo była przekonana, niewielka rodzina nietoperzy. Ostatecznie zagłębienia miedzy krokwiami były ciepłe i pokryte półmrokiem lub zgoła mrokiem przez cały czas.<br />
Miejsce przy okrągłym oknie, naprzeciwko schodów prowadzących do pomieszczenia zagospodarowane zostało na niewielką oddzieloną biblioteczkę. W tamtym miejscu stało też mahoniowe biurko z papeterią oraz zestaw szachów czarodziejów. Wygodnie koło niego rozstawiony niewielki piecyk z imbrykiem oraz szafka z herbatami w której spoczywały też kawałki suszonego mięsa na wypadek nagłych wypadków.<br />
Z boku leżały sterty kufrów, stara szafa i stara komoda pełne szpargałów czekających na ułożenie lub wyzwolenie. Zależnie od tego czy będą dość zuchwałe by samodzielnie wychynąć z miejsc składowania.<br />
Za nimi stał dla odmiany warsztat. Właściwie przestrzeń do magicznych eksperymentów i tworzenia mechanizmów. Ceolsige rozbudowała i przebudowała zestaw jaki zostawił jej ojciec. Dodała kilka elementów do tworzenia, grawerowania i rycia run. Próby i ćwiczenia opanowania pieczętowania chwilowo szły opornie z racji innych zajęć. Mimo to nie zrażała się a nawet ostatnie włoskie spotkania motywowały ją by z bardziej praktycznej strony przyjrzeć się mocy jaką wnoszą ze sobą runy do przedmiotów, które ozdabiają. Pyszniły się tam zestawy dłut i młotków wykonanych ze stali i żelaza. Pośród nich także rysiki i mniejsze dłuta z płytkami diamentowymi do najbardziej precyzyjnych prac. Umieszczone tu głównie jako zachęta.<br />
Dalej znajdowało się stanowisko przy którym zamierzała spędzić nieco więcej czasu w tym tygodniu. Pogłoski i ślady jakie dotarły do niej, przypadkiem lub zrządzeniem losu krążyły koło tematu gromadzenia popiołu z sabatowych ognisk. Ostatnia spotkania kluby magicznych wynalazków było inspirujące w tym temacie, że kilkoro członków natrafiło na ciekawe właściwości pewnych materiałów. To w połączeniu z kilkoma nowymi materiałami na uszczelnienia półprzepuszczalne stanowiło ciekawe pole do dalszych eksperymentów. Pole do wyprodukowania pojemników, które mogły w bardzo dobrych i stabilnych warunkach przechowywać materiały sypkie i zbrylające niezależnie od zewnętrznych warunków. Oczywiście projekt wymagał dopracowania i przy brakach surowców mógł być prowadzony wyłącznie jako eksperyment na potrzeby przyszłych prac.<br />
Ceolsige miała trochę własnych zapasów i to co udało się uzbierać lub uda się uzbierać w międzyczasie. Możliwe, że na następne spotkanie klubu będzie miała kilka ciekawych wniosków do przedstawienia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Poddasze kamienicy było spokojnym i zaskakująco przestronnym miejscem. Mocne skosy dachu opadały ku ścianom sprawiając, że boki poddasza wysokie były na ledwie metr. Mimo to, dzięki pozostawieniu przestrzeni bez jakichkolwiek ścianek działowych całość pomieszczenia uniknęło wrażenia ciasnoty typowego dla poddaszy. Ponad głową rozpościerały się pnące na kilka metrów krokwie wspierające dach. Stanowiące dziwnie uporządkowaną sztywną pajęczynę w której mieszkało kilka pająków, Firefly oraz, jak Ceo była przekonana, niewielka rodzina nietoperzy. Ostatecznie zagłębienia miedzy krokwiami były ciepłe i pokryte półmrokiem lub zgoła mrokiem przez cały czas.<br />
Miejsce przy okrągłym oknie, naprzeciwko schodów prowadzących do pomieszczenia zagospodarowane zostało na niewielką oddzieloną biblioteczkę. W tamtym miejscu stało też mahoniowe biurko z papeterią oraz zestaw szachów czarodziejów. Wygodnie koło niego rozstawiony niewielki piecyk z imbrykiem oraz szafka z herbatami w której spoczywały też kawałki suszonego mięsa na wypadek nagłych wypadków.<br />
Z boku leżały sterty kufrów, stara szafa i stara komoda pełne szpargałów czekających na ułożenie lub wyzwolenie. Zależnie od tego czy będą dość zuchwałe by samodzielnie wychynąć z miejsc składowania.<br />
Za nimi stał dla odmiany warsztat. Właściwie przestrzeń do magicznych eksperymentów i tworzenia mechanizmów. Ceolsige rozbudowała i przebudowała zestaw jaki zostawił jej ojciec. Dodała kilka elementów do tworzenia, grawerowania i rycia run. Próby i ćwiczenia opanowania pieczętowania chwilowo szły opornie z racji innych zajęć. Mimo to nie zrażała się a nawet ostatnie włoskie spotkania motywowały ją by z bardziej praktycznej strony przyjrzeć się mocy jaką wnoszą ze sobą runy do przedmiotów, które ozdabiają. Pyszniły się tam zestawy dłut i młotków wykonanych ze stali i żelaza. Pośród nich także rysiki i mniejsze dłuta z płytkami diamentowymi do najbardziej precyzyjnych prac. Umieszczone tu głównie jako zachęta.<br />
Dalej znajdowało się stanowisko przy którym zamierzała spędzić nieco więcej czasu w tym tygodniu. Pogłoski i ślady jakie dotarły do niej, przypadkiem lub zrządzeniem losu krążyły koło tematu gromadzenia popiołu z sabatowych ognisk. Ostatnia spotkania kluby magicznych wynalazków było inspirujące w tym temacie, że kilkoro członków natrafiło na ciekawe właściwości pewnych materiałów. To w połączeniu z kilkoma nowymi materiałami na uszczelnienia półprzepuszczalne stanowiło ciekawe pole do dalszych eksperymentów. Pole do wyprodukowania pojemników, które mogły w bardzo dobrych i stabilnych warunkach przechowywać materiały sypkie i zbrylające niezależnie od zewnętrznych warunków. Oczywiście projekt wymagał dopracowania i przy brakach surowców mógł być prowadzony wyłącznie jako eksperyment na potrzeby przyszłych prac.<br />
Ceolsige miała trochę własnych zapasów i to co udało się uzbierać lub uda się uzbierać w międzyczasie. Możliwe, że na następne spotkanie klubu będzie miała kilka ciekawych wniosków do przedstawienia.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[30.10.1972] Przygotowania | Bertie & Nora]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6381</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 21:15:06 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=56">Nora Figg</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6381</guid>
			<description><![CDATA[<p>Sabat miał się odbyć już jutro. Był to więc moment, w którym przyszło im organizować swoje stoisko. Trzeba było rozstawić stoły, krzesła, stworzyć stanowisko do drążenia dyń. Pracy było co nie miara, w przeciwieństwie do czasu. Na szczęście tym razem nie miała wszystkiego na swojej głowie, bo towarzyszył jej Bertie Bott. Naprawdę to doceniała, nie spodziewała się, jak wygodniej jest tworzyć stragan we dwójkę. Gotowaniem również się podzielili, dzięki czemu mogła również zająć się innymi, palącymi sprawami.</p>
<p>Wokół kręciło się sporo ludzi, jednak byli to głównie inni wystawcy, którzy mieli jutro tak jak i oni pracować, dzięki czemu inni mogli się bawić. Co chwila ktoś kogoś zagadywał, pytał, czy nie potrzebuje pomocy, panowała tu całkiem sielska atmosfera. Nora lubiła te momenty w roku, kiedy ludzie się gromadzili, czuła się wtedy częścią wspólnoty. Sprawiało jej przyjemność obserwowanie tego, jak inni spędzali sabaty, poniekąd przecież była odpowiedzialna za ich dobre nastroje, a uszczęśliwianie ludzi sprawiało jej przyjemność, dodawało jej skrzydeł i powodowało, że to, co robiła miało sens.</p>
<p>Niosła skrzynkę z patisonami, kiedy znalazła się tuż obok Bertiego Botta, w sumie nie konsultowała tego z nim wcześniej, a może warto było. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Myślałam o tym, abyśmy kącik artystyczny stworzyli za stołami, to będzie oddzielało naszych artystów od tłumu, co o tym sądzisz?</span> - Wolała się upewnić co do tego, że jej stoiskowy wspólnik się z nią zgadzał, nie chciała sama decydować, bo przecież to miało być ich wspólne dzieło. Dobrze by więc było, aby wszyscy byli zadowoleni z tego, jak wyglądało. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Nie wiem też, czy mamy już wystarczającą ilość stołów, czy dołożyć jeszcze jeden.</span> - To nie byłoby wcale takie głupie, bo przecież stoiska gastronomiczne zawsze były najbardziej oblegane, ludzie często czekali w kolejkach, aby w końcu usiąść, zjeść i chwilę odpocząć.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sabat miał się odbyć już jutro. Był to więc moment, w którym przyszło im organizować swoje stoisko. Trzeba było rozstawić stoły, krzesła, stworzyć stanowisko do drążenia dyń. Pracy było co nie miara, w przeciwieństwie do czasu. Na szczęście tym razem nie miała wszystkiego na swojej głowie, bo towarzyszył jej Bertie Bott. Naprawdę to doceniała, nie spodziewała się, jak wygodniej jest tworzyć stragan we dwójkę. Gotowaniem również się podzielili, dzięki czemu mogła również zająć się innymi, palącymi sprawami.</p>
<p>Wokół kręciło się sporo ludzi, jednak byli to głównie inni wystawcy, którzy mieli jutro tak jak i oni pracować, dzięki czemu inni mogli się bawić. Co chwila ktoś kogoś zagadywał, pytał, czy nie potrzebuje pomocy, panowała tu całkiem sielska atmosfera. Nora lubiła te momenty w roku, kiedy ludzie się gromadzili, czuła się wtedy częścią wspólnoty. Sprawiało jej przyjemność obserwowanie tego, jak inni spędzali sabaty, poniekąd przecież była odpowiedzialna za ich dobre nastroje, a uszczęśliwianie ludzi sprawiało jej przyjemność, dodawało jej skrzydeł i powodowało, że to, co robiła miało sens.</p>
<p>Niosła skrzynkę z patisonami, kiedy znalazła się tuż obok Bertiego Botta, w sumie nie konsultowała tego z nim wcześniej, a może warto było. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Myślałam o tym, abyśmy kącik artystyczny stworzyli za stołami, to będzie oddzielało naszych artystów od tłumu, co o tym sądzisz?</span> - Wolała się upewnić co do tego, że jej stoiskowy wspólnik się z nią zgadzał, nie chciała sama decydować, bo przecież to miało być ich wspólne dzieło. Dobrze by więc było, aby wszyscy byli zadowoleni z tego, jak wyglądało. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Nie wiem też, czy mamy już wystarczającą ilość stołów, czy dołożyć jeszcze jeden.</span> - To nie byłoby wcale takie głupie, bo przecież stoiska gastronomiczne zawsze były najbardziej oblegane, ludzie często czekali w kolejkach, aby w końcu usiąść, zjeść i chwilę odpocząć.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6380</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 21:06:43 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6380</guid>
			<description><![CDATA[Odetchnąłem głęboko, kiedy wreszcie poczułem pod podeszwami wilgotną, twardą ściółkę lasu, rześkie powietrze momentalnie uderzyło mnie w twarz, wdzierając mi się do płuc, jednak przez pierwsze kilka sekund i tak stałem nieruchomo, próbując odzyskać orientację, ponieważ w moim odczuciu przeniknięcie przez przestrzeń zawsze miało w sobie coś nieprzyjemnego, nawet jeśli robiło się to regularnie i teoretycznie powinno było się już przywyknąć do uczucia, że ktoś wywrócił ci żołądek na drugą stronę. Poranek dopiero próbował się rozpocząć, lecz słońce najwyraźniej nie zamierzało brać w nim czynnego udziału, nieboskłon zasnuwały bowiem nisko wiszące chmury, barwiąc ledwo widoczne przez korony niebo na kolor brudnego popiołu. Przed nami rozciągało się osławione przeklęte pustkowie pełne powyginanych drzew, które straciły już większość liści na nadchodzącą zimę - otoczenie było mokre, szare i paskudnie ciche, zasnute mgłą wiszącą nisko między drzewami, która oblepiała gałęzie i krzewy przyozdobione drobnymi kroplami chłodnej rosy. <br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Tutaj?</span> - Mruknąłem, puściwszy jej dłoń, rozglądając się przez chwilę, chociaż to pytanie było raczej formalnością, ponieważ Prue zdążyła w tym czasie wykonać kilka kroków przed siebie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zamierzała nas dziś zaprowadzić. Znałem ten krok… Ten konkretny, spokojny sposób poruszania się oznaczał, że miała plan, natomiast ja sam zostałem w nim uwzględniony mniej więcej na zasadzie narzędzia lub obiektu badawczego, który należało dostarczyć na miejsce - najwyraźniej tak jak nasza niegdysiejsza przyjaźń, chodzenie ze sobą polegało również na tym, że czasami robiło się to dosłownie, więc pewnego dnia budziłeś się o świcie z pełnym przekonaniem, że niewiele może cię zadziwić w planach własnej kobiety, aby następnie praktycznie od razu wylądować razem w Lesie Wisielców pod Little Hangleton - ruszyłem więc tuż za nią, poprawiając kołnierz płaszcza i omijając wystające korzenie, które w tej mgle pojawiały się pod nogami bez żadnego ostrzeżenia. Ziemia uginała się pod moimi podeszwami, wilgotne liście przyklejały się do skóry traperów, gdzieś dalej kruk odezwał się pojedynczym, ochrypłym głosem, po czym znowu zamilkł. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie prowadziła, ale znałem swoją drugą połówkę wystarczająco dobrze, żeby podejrzewać, że odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie miała nadejść całkiem szybko. <br />
<br />
!Strach przed imieniem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Odetchnąłem głęboko, kiedy wreszcie poczułem pod podeszwami wilgotną, twardą ściółkę lasu, rześkie powietrze momentalnie uderzyło mnie w twarz, wdzierając mi się do płuc, jednak przez pierwsze kilka sekund i tak stałem nieruchomo, próbując odzyskać orientację, ponieważ w moim odczuciu przeniknięcie przez przestrzeń zawsze miało w sobie coś nieprzyjemnego, nawet jeśli robiło się to regularnie i teoretycznie powinno było się już przywyknąć do uczucia, że ktoś wywrócił ci żołądek na drugą stronę. Poranek dopiero próbował się rozpocząć, lecz słońce najwyraźniej nie zamierzało brać w nim czynnego udziału, nieboskłon zasnuwały bowiem nisko wiszące chmury, barwiąc ledwo widoczne przez korony niebo na kolor brudnego popiołu. Przed nami rozciągało się osławione przeklęte pustkowie pełne powyginanych drzew, które straciły już większość liści na nadchodzącą zimę - otoczenie było mokre, szare i paskudnie ciche, zasnute mgłą wiszącą nisko między drzewami, która oblepiała gałęzie i krzewy przyozdobione drobnymi kroplami chłodnej rosy. <br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Tutaj?</span> - Mruknąłem, puściwszy jej dłoń, rozglądając się przez chwilę, chociaż to pytanie było raczej formalnością, ponieważ Prue zdążyła w tym czasie wykonać kilka kroków przed siebie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zamierzała nas dziś zaprowadzić. Znałem ten krok… Ten konkretny, spokojny sposób poruszania się oznaczał, że miała plan, natomiast ja sam zostałem w nim uwzględniony mniej więcej na zasadzie narzędzia lub obiektu badawczego, który należało dostarczyć na miejsce - najwyraźniej tak jak nasza niegdysiejsza przyjaźń, chodzenie ze sobą polegało również na tym, że czasami robiło się to dosłownie, więc pewnego dnia budziłeś się o świcie z pełnym przekonaniem, że niewiele może cię zadziwić w planach własnej kobiety, aby następnie praktycznie od razu wylądować razem w Lesie Wisielców pod Little Hangleton - ruszyłem więc tuż za nią, poprawiając kołnierz płaszcza i omijając wystające korzenie, które w tej mgle pojawiały się pod nogami bez żadnego ostrzeżenia. Ziemia uginała się pod moimi podeszwami, wilgotne liście przyklejały się do skóry traperów, gdzieś dalej kruk odezwał się pojedynczym, ochrypłym głosem, po czym znowu zamilkł. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie prowadziła, ale znałem swoją drugą połówkę wystarczająco dobrze, żeby podejrzewać, że odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie miała nadejść całkiem szybko. <br />
<br />
!Strach przed imieniem]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[13.10.1972] Courtesy of care (Astoria Avery, Leviathan Rowle)]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6379</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 14:08:48 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=602">Astoria Avery</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6379</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10.1972<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">Dom Leviathana </span></div>
<br />
Czekała. Zachciało się jaszczurowi jednemu wojaży. I żeby chociaż dał znak życia przez te trzy dni, to chociaż nie musiałaby się martwić. A tak? Siedział jej nieustannie z tyłu głowy, nawet jeśli powtarzała sobie, że to tylko wycieczka i nic złego nie może mu się stać. Po prostu dobrze się bawił i nie miał czasu na jakieś liściki. Prawda?<br />
Nie miała ochoty krążyć po mieście ani wracać do własnych obowiązków, skoro wiedziała, że jego powrót z Włoch powinien nastąpić lada chwila. Znalazła się w jego salonie, wyrzucona z kominka przez krótki wir zielonych płomieni. Otrzepała ramiona i poprawiła materiał granatowej sukienki, następnie wyciągnęła różdżkę i oczyściła tkaninę z sadzy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, by wyłapać jakiekolwiek zmiany od jej ostatniej wizyty, ale nie zanotowała takowych. Przeszła więc do regału i wyciągnęła średniej grubości powieść dla zabicia czasu. Rozsiadła się wygodnie na kanapie i otworzyła książkę; myślami była jednak gdzie indziej. Zastanawiała się, jak wyglądała jego podróż. Czy znalazł tam coś interesującego, czy może cała ta wyprawa okazała się bardziej męcząca niż przypuszczał. Nie do końca rozumiała, dlaczego czuła jakiś wewnętrzny niepokój, kiedy o nim myślała. Zwalała to na karb wydarzeń ze Spalonej Nocy, z przepracowania i ogólnego stresu, nasilającego się od ponad miesiąca. Fakt, że na zewnątrz pozostawała opanowana sprawiał, że wszystko kotłowało się w środku czarownicy, a negatywne emocje nie znajdowały ujścia - w konsekwencji jej organizm reagował nadmiernym zmęczeniem, a serce niekiedy gubiło rytm (co nie powinno mieć miejsca, biorąc pod uwagę zażycie eliksiru na włochatość cztery tygodnie temu). Wiedziała, że powinna zwolnić, dać sobie czas na regenerację, a jednocześnie robiła dokładnie odwrotnie, co chwila nakładając na siebie nowe obowiązki. Westchnęła pod nosem, próbując skupić się na powieści, co rusz spoglądając w kierunku drzwi. Czekała.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10.1972<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">Dom Leviathana </span></div>
<br />
Czekała. Zachciało się jaszczurowi jednemu wojaży. I żeby chociaż dał znak życia przez te trzy dni, to chociaż nie musiałaby się martwić. A tak? Siedział jej nieustannie z tyłu głowy, nawet jeśli powtarzała sobie, że to tylko wycieczka i nic złego nie może mu się stać. Po prostu dobrze się bawił i nie miał czasu na jakieś liściki. Prawda?<br />
Nie miała ochoty krążyć po mieście ani wracać do własnych obowiązków, skoro wiedziała, że jego powrót z Włoch powinien nastąpić lada chwila. Znalazła się w jego salonie, wyrzucona z kominka przez krótki wir zielonych płomieni. Otrzepała ramiona i poprawiła materiał granatowej sukienki, następnie wyciągnęła różdżkę i oczyściła tkaninę z sadzy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, by wyłapać jakiekolwiek zmiany od jej ostatniej wizyty, ale nie zanotowała takowych. Przeszła więc do regału i wyciągnęła średniej grubości powieść dla zabicia czasu. Rozsiadła się wygodnie na kanapie i otworzyła książkę; myślami była jednak gdzie indziej. Zastanawiała się, jak wyglądała jego podróż. Czy znalazł tam coś interesującego, czy może cała ta wyprawa okazała się bardziej męcząca niż przypuszczał. Nie do końca rozumiała, dlaczego czuła jakiś wewnętrzny niepokój, kiedy o nim myślała. Zwalała to na karb wydarzeń ze Spalonej Nocy, z przepracowania i ogólnego stresu, nasilającego się od ponad miesiąca. Fakt, że na zewnątrz pozostawała opanowana sprawiał, że wszystko kotłowało się w środku czarownicy, a negatywne emocje nie znajdowały ujścia - w konsekwencji jej organizm reagował nadmiernym zmęczeniem, a serce niekiedy gubiło rytm (co nie powinno mieć miejsca, biorąc pod uwagę zażycie eliksiru na włochatość cztery tygodnie temu). Wiedziała, że powinna zwolnić, dać sobie czas na regenerację, a jednocześnie robiła dokładnie odwrotnie, co chwila nakładając na siebie nowe obowiązki. Westchnęła pod nosem, próbując skupić się na powieści, co rusz spoglądając w kierunku drzwi. Czekała.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[25-28.10.1972, Cisza przed burzą II] Drag me]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6378</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 09:39:49 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=369">Rodolphus Lestrange</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6378</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">25 października 1972</div>
<br />
Elegancka restauracja ulokowana w jednej z cichszych i bardziej ekskluzywnych uliczek odchodzących od Ulicy Pokątnej stanowiła idealne miejsce dla spraw wymagających absolutnej dyskrecji. Wnętrze tonęło w stonowanym półmroku, pachnąc drogowskazami luksusu: polerowanym mahoniem, drogim tytoniem i wyszukanym winem. Przy okrągłym stoliku w odosobnionej loży zasiadał Rodolphus Lestrange, powracając do swojej roli perfekcyjnego arystokraty. Ubrany był w dopasowany, trzyczęściowy garnitur z najprzedniejszego, ciemnego sukna, przeszywany dyskretną, srebrną nitką. Jego postawa, wyprostowana i majestatyczna, emanowała chłodną pewnością siebie, która bez słów narzucała szacunek.<br />
<br />
Naprzeciwko niego siedziała trójka młodych czarodziejów czystej krwi, wywodzących się z wpływowych, kontynentalnych rodów francuskich. Ich aparycja nie ustępowała Rodolphusowi – wszyscy trzej nosili skrojone według najnowszej, paryskiej mody garnitury z najdroższych materiałów, a ich maniery były dopracowane do perfekcji. Każdy ruch, każde ułożenie serwety czy gest dłoni zdradzały lata wychowania w elitarnych domach. Jedyne co zdradzało ich wiek, był wzrok i postawa. Byli ciekawi, gotowi do działania.<br />
<br />
Zgodnie z wymogami najwyższej etykiety oraz ze względów bezpieczeństwa, cała konwersacja na temat badań nad ciałem ludzkim odbywała się wyłącznie po francusku. Język ten, płynny i melodyjny, pozwalał na ukrycie drastycznych czy wręcz niepokojących niuansów za woalem wysublimowanych, naukowych sformułowań. Rodolphus posługiwał się nim bezbłędnie, z aksamitnym, aczkolwiek chłodnym akcentem, który nadawał całej dyskusji pozór zwyczajnej, akademickiej debaty.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Les limites de la chair humaine ne sont que des illusions pour ceux qui manquent de volonté </span>– zauważył miękko Lestrange, obracając w palcach smukłą nóżkę kieliszka z czerwonym winem. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nos recherches ne doivent pas être freinées par des dogmes obsolètes.</span><br />
<br />
Młodzi czarodzieje słuchali go z ogromnym skupieniem, potakując z powagą. Jeden z nich, najstarszy z trójki o ostrych, drapieżnych rysach twarzy, nachylił się nieznacznie nad blatem, by cichym głosem przedstawić ich dotychczasowe obserwacje dotyczące regeneracji tkanek mózgu pod wpływem specyficznych, zakazanych klątw. Rozmowa płynęła sprawnie – poruszali kwestie wytrzymałości ludzkiego organizmu na bólowe bodźce, barier magicznych tkwiących w układzie nerwowym oraz możliwości modyfikacji witalności bez użycia eliksirów. Dla bezstronnego obserwatora wygłaszane teorie mogłyby brzmieć jak czysta, szlachetna medycyna magiczna, jednak w oczach całej czwórki tlił się ten sam mroczny, zimny błysk. Wszyscy doskonale wiedzieli, że te subtelne, anatomiczne wywody mają służyć znacznie potężniejszym i bardziej bezwzględnym celom. Nikt też, nawet w innym języku, nie pochwalał metodologii. A jednak dało się wyczuć, że całą czwórkę fascynowała. Spotkali się już dnia poprzedniego - Lestrange miał całe dwa dni, żeby zapoznać się z ich dorobkiem naukowym. Co uczynił. Nie spał po nocach, ale eliksiry pomogły mu trzymać jasność umysłu.<br />
<br />
Rodolphus odnotowywał w pamięci każde słowo swoich rozmówców. Oceniał nie tylko ich wiedzę, ale przede wszystkim opanowanie i zdolność do przekraczania moralnych granic bez mrugnięcia oka. Kiedy spotkanie dobiegało końca, złożył serwetę z idealną precyzją, dając do zrozumienia, że omówili wszystko, co było na ten dzień przewidziane. Młodzi mężczyźni odpowiedzieli uprzejmymi ukłonami. Umówili się na kolejny dzień. Lestrange zapłacił za wszystko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przewaga: język francuski (I), bogacz (II)</span><br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">26 października 1972</div>
<br />
Kolejnego wieczoru spotkali się w tej samej kameralnej loży, choć atmosfera przy stole uległa subtelnej zmianie. Kolację otworzyło serwowane przez kelnera wyborne, dojrzałe wino z prywatnych piwnic restauracji. Podczas gdy trójka młodych czarodziejów z widoczną przyjemnością napełniała swoje kieliszki, doceniając głęboki bukiet trunku, Rodolphus z chłodnym, uniesionym kącikiem ust podziękował gestem dłoni. Zamówił jedynie krystalicznie czystą wodę. Jako człowiek stawiający absolutną kontrolę nad własnym umysłem i ciałem ponad wszelkie pokusy, nie pijał alkoholu – zasadę tę utrzymał i tym razem, nie wzbudzając jednak cienia skrępowania u swoich gości.<br />
<br />
Gdy podano główne dania, rozmowa – wciąż prowadzona wyłącznie w płynnej, eleganckiej francuszczyźnie – naturalnie zboczyła z czysto anatomicznych zagadnień na tematy bieżące.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Les rumeurs qui courent dans les rues de Londres deviennent de plus en plus inquiétantes… </span>– zaczął niechcący jeden z młodszych Francuzów, obracając w dłoni smukły kieliszek i przyglądając się rubinowej tafli wina. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">On parle d'agitations, de factions dissidentes qui défient l'ordre établi. Quelle est la vraie nature de ces troubles, Rodolphus?</span><br />
Rodolphus powoli odstawił swoją szklankę, pozwalając, by w powietrzu zawisła krótka chwila wyczekiwania. Jego twarz pozostała nieprzeniknioną maską. Z absolutnym opanowaniem i dystyngowanym wdziękiem zaczął lawirować pomiędzy swoimi głębokimi, mrocznymi przekonaniami a oficjalnym, asekuracyjnym stanowiskiem Ministerstwa Magii oraz sentymentami czarodziejskiego społeczeństwa.<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Le Ministère s'efforce de maintenir une illusion de sérénité, comme il le fait toujours </span>– odparł wyważonym, miękkim tonem, w którym próżno było szukać jakiejkolwiek deklaracji. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pour la société britannique, ce ne sont que des incidents isolés, des actes de quelques extrémistes insensés. Mais la réalité est souvent plus complexe que les communiqués officiels.</span><br />
Przechylił głowę, przesuwając chłodnym, badawczym spojrzeniem po twarzach swoich trzech rozmówców. Wybadał ich uważnie, cedząc słowa tak, by nie zdradzić własnych kart, a jednocześnie sprowokować ich do odsłonięcia swoich prawdomównych intencji. Chciał wiedzieć, po której stronie opowiedzą się ci młodzi, wpływowi ludzie, gdy podział stanie się ostateczny.<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Et vous?</span> – zapytał cicho, a w jego stalowych oczach błysnęło głębokie skupienie. –<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"> Comment percevez-vous ces secousses depuis le Continent? Y voyez-vous un simple désordre… ou le présage d'un changement nécessaire?</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">przewagi: język francuski, kłamstwo, bogacz. Rzucam też na percepcję (2k) żeby wybadać rozmówców</span><br />
[roll=N]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">25 października 1972</div>
<br />
Elegancka restauracja ulokowana w jednej z cichszych i bardziej ekskluzywnych uliczek odchodzących od Ulicy Pokątnej stanowiła idealne miejsce dla spraw wymagających absolutnej dyskrecji. Wnętrze tonęło w stonowanym półmroku, pachnąc drogowskazami luksusu: polerowanym mahoniem, drogim tytoniem i wyszukanym winem. Przy okrągłym stoliku w odosobnionej loży zasiadał Rodolphus Lestrange, powracając do swojej roli perfekcyjnego arystokraty. Ubrany był w dopasowany, trzyczęściowy garnitur z najprzedniejszego, ciemnego sukna, przeszywany dyskretną, srebrną nitką. Jego postawa, wyprostowana i majestatyczna, emanowała chłodną pewnością siebie, która bez słów narzucała szacunek.<br />
<br />
Naprzeciwko niego siedziała trójka młodych czarodziejów czystej krwi, wywodzących się z wpływowych, kontynentalnych rodów francuskich. Ich aparycja nie ustępowała Rodolphusowi – wszyscy trzej nosili skrojone według najnowszej, paryskiej mody garnitury z najdroższych materiałów, a ich maniery były dopracowane do perfekcji. Każdy ruch, każde ułożenie serwety czy gest dłoni zdradzały lata wychowania w elitarnych domach. Jedyne co zdradzało ich wiek, był wzrok i postawa. Byli ciekawi, gotowi do działania.<br />
<br />
Zgodnie z wymogami najwyższej etykiety oraz ze względów bezpieczeństwa, cała konwersacja na temat badań nad ciałem ludzkim odbywała się wyłącznie po francusku. Język ten, płynny i melodyjny, pozwalał na ukrycie drastycznych czy wręcz niepokojących niuansów za woalem wysublimowanych, naukowych sformułowań. Rodolphus posługiwał się nim bezbłędnie, z aksamitnym, aczkolwiek chłodnym akcentem, który nadawał całej dyskusji pozór zwyczajnej, akademickiej debaty.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Les limites de la chair humaine ne sont que des illusions pour ceux qui manquent de volonté </span>– zauważył miękko Lestrange, obracając w palcach smukłą nóżkę kieliszka z czerwonym winem. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nos recherches ne doivent pas être freinées par des dogmes obsolètes.</span><br />
<br />
Młodzi czarodzieje słuchali go z ogromnym skupieniem, potakując z powagą. Jeden z nich, najstarszy z trójki o ostrych, drapieżnych rysach twarzy, nachylił się nieznacznie nad blatem, by cichym głosem przedstawić ich dotychczasowe obserwacje dotyczące regeneracji tkanek mózgu pod wpływem specyficznych, zakazanych klątw. Rozmowa płynęła sprawnie – poruszali kwestie wytrzymałości ludzkiego organizmu na bólowe bodźce, barier magicznych tkwiących w układzie nerwowym oraz możliwości modyfikacji witalności bez użycia eliksirów. Dla bezstronnego obserwatora wygłaszane teorie mogłyby brzmieć jak czysta, szlachetna medycyna magiczna, jednak w oczach całej czwórki tlił się ten sam mroczny, zimny błysk. Wszyscy doskonale wiedzieli, że te subtelne, anatomiczne wywody mają służyć znacznie potężniejszym i bardziej bezwzględnym celom. Nikt też, nawet w innym języku, nie pochwalał metodologii. A jednak dało się wyczuć, że całą czwórkę fascynowała. Spotkali się już dnia poprzedniego - Lestrange miał całe dwa dni, żeby zapoznać się z ich dorobkiem naukowym. Co uczynił. Nie spał po nocach, ale eliksiry pomogły mu trzymać jasność umysłu.<br />
<br />
Rodolphus odnotowywał w pamięci każde słowo swoich rozmówców. Oceniał nie tylko ich wiedzę, ale przede wszystkim opanowanie i zdolność do przekraczania moralnych granic bez mrugnięcia oka. Kiedy spotkanie dobiegało końca, złożył serwetę z idealną precyzją, dając do zrozumienia, że omówili wszystko, co było na ten dzień przewidziane. Młodzi mężczyźni odpowiedzieli uprzejmymi ukłonami. Umówili się na kolejny dzień. Lestrange zapłacił za wszystko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przewaga: język francuski (I), bogacz (II)</span><br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">26 października 1972</div>
<br />
Kolejnego wieczoru spotkali się w tej samej kameralnej loży, choć atmosfera przy stole uległa subtelnej zmianie. Kolację otworzyło serwowane przez kelnera wyborne, dojrzałe wino z prywatnych piwnic restauracji. Podczas gdy trójka młodych czarodziejów z widoczną przyjemnością napełniała swoje kieliszki, doceniając głęboki bukiet trunku, Rodolphus z chłodnym, uniesionym kącikiem ust podziękował gestem dłoni. Zamówił jedynie krystalicznie czystą wodę. Jako człowiek stawiający absolutną kontrolę nad własnym umysłem i ciałem ponad wszelkie pokusy, nie pijał alkoholu – zasadę tę utrzymał i tym razem, nie wzbudzając jednak cienia skrępowania u swoich gości.<br />
<br />
Gdy podano główne dania, rozmowa – wciąż prowadzona wyłącznie w płynnej, eleganckiej francuszczyźnie – naturalnie zboczyła z czysto anatomicznych zagadnień na tematy bieżące.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Les rumeurs qui courent dans les rues de Londres deviennent de plus en plus inquiétantes… </span>– zaczął niechcący jeden z młodszych Francuzów, obracając w dłoni smukły kieliszek i przyglądając się rubinowej tafli wina. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">On parle d'agitations, de factions dissidentes qui défient l'ordre établi. Quelle est la vraie nature de ces troubles, Rodolphus?</span><br />
Rodolphus powoli odstawił swoją szklankę, pozwalając, by w powietrzu zawisła krótka chwila wyczekiwania. Jego twarz pozostała nieprzeniknioną maską. Z absolutnym opanowaniem i dystyngowanym wdziękiem zaczął lawirować pomiędzy swoimi głębokimi, mrocznymi przekonaniami a oficjalnym, asekuracyjnym stanowiskiem Ministerstwa Magii oraz sentymentami czarodziejskiego społeczeństwa.<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Le Ministère s'efforce de maintenir une illusion de sérénité, comme il le fait toujours </span>– odparł wyważonym, miękkim tonem, w którym próżno było szukać jakiejkolwiek deklaracji. – <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pour la société britannique, ce ne sont que des incidents isolés, des actes de quelques extrémistes insensés. Mais la réalité est souvent plus complexe que les communiqués officiels.</span><br />
Przechylił głowę, przesuwając chłodnym, badawczym spojrzeniem po twarzach swoich trzech rozmówców. Wybadał ich uważnie, cedząc słowa tak, by nie zdradzić własnych kart, a jednocześnie sprowokować ich do odsłonięcia swoich prawdomównych intencji. Chciał wiedzieć, po której stronie opowiedzą się ci młodzi, wpływowi ludzie, gdy podział stanie się ostateczny.<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Et vous?</span> – zapytał cicho, a w jego stalowych oczach błysnęło głębokie skupienie. –<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"> Comment percevez-vous ces secousses depuis le Continent? Y voyez-vous un simple désordre… ou le présage d'un changement nécessaire?</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">przewagi: język francuski, kłamstwo, bogacz. Rzucam też na percepcję (2k) żeby wybadać rozmówców</span><br />
[roll=N]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[16.10.1972] Nie istnieje nic takiego, czego by sztuka nie mogła wyrazić]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6377</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 05:11:32 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=38">Atreus Bulstrode</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6377</guid>
			<description><![CDATA[<p>Od jego ostatniego spotkania z Laurettą minęło trochę czasu, ale od tego momentu udało im się wymienić kilka listów. Domagała się, o zgrozo, jego opinii na temat tego, co powinno pojawić się podczas Dnia Pamięci, a prawdę powiedziawszy, on nie miał aktualnie do tego głowy; ciężko było zapomnieć o Spalonej Nocy i nawet jeśli co jakiś czas pozwalał sobie na odpoczynek, nie znaczyło to że nie pozostała w nim jakaś nerwowość. Ósmy września mógł być za nimi, ale szybkimi krokami nadciągało Samhain.</p>
<p>Zastanawiał się, czy już każdy sabat miał tak wyglądać. Jeśli nie dla większości ludzi, to na pewno dla tych, których nie ominęły rewelacje związane z letnimi przepowiedniami. Jasnowidzowie widzieli przecież ogień. Ogień, który buchał ku górze i trawił ulice. Ogień, pośród którego tańczyły czarne sylwetki zwiastujące zniszczenie i cierpienie. Wszyscy którzy o tym wiedzieli, obstawiali datę przełomu października i listopada. A mimo tego terror przyszedł wcześniej. Niepewność jednak pozostała. A dla zimnych była tym bardziej odczuwalna.</p>
<p>Należało odrzucić wszelkie te zmartwienia, przynajmniej na chwilę. Zamiast munduru naciągnąć na plecy szatę, a potem udać się na ulicę Pokątną, do galerii OdNowa. Było przy tym dość wcześnie rano, bo Bulstrode'a popołudniu czekała wycieczka do Walii – w towarzystwie co prawda Brenny, ale w okolicznościach jak najbardziej służbowych (w sumie jakby zrobić tego rachunek, to i tak praca rządziła ich życiem, chociaż Atreus oczywiście nie miał najmniejszych problemów, żeby i wyjazdy służbowe traktować dość luźno). W końcu też, pojawił się w progach galerii sztuki, mając szczerą nadzieję, że jakimś okropnym zbiegiem okoliczności, nie wpadnie tutaj na Cressidę.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnio zastanawiałem się nad nowym obrazem do salonu. Duże, przestronne wnętrze. Jakieś propozycje?</span> — zapytał jej, akurat kiedy zatrzymali się przy jednym z obrazów. W galerii nie było aktualnie innych gości, więc po przywitaniu snuli się od pomieszczenia do pomieszczenia, albo raczej Atreus stwierdził że chętnie obejrzałby aktualną wystawę i ruszył przed siebie. Oboje jednak zdawali sobie raczej sprawę z tego, że był to raczej wstęp do właściwej konwersacji, która oscylować miała dookoła zbliżającego się Dnia Pamięci. Grzeczności w ich świecie, były jednak czymś wyuczonym.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od jego ostatniego spotkania z Laurettą minęło trochę czasu, ale od tego momentu udało im się wymienić kilka listów. Domagała się, o zgrozo, jego opinii na temat tego, co powinno pojawić się podczas Dnia Pamięci, a prawdę powiedziawszy, on nie miał aktualnie do tego głowy; ciężko było zapomnieć o Spalonej Nocy i nawet jeśli co jakiś czas pozwalał sobie na odpoczynek, nie znaczyło to że nie pozostała w nim jakaś nerwowość. Ósmy września mógł być za nimi, ale szybkimi krokami nadciągało Samhain.</p>
<p>Zastanawiał się, czy już każdy sabat miał tak wyglądać. Jeśli nie dla większości ludzi, to na pewno dla tych, których nie ominęły rewelacje związane z letnimi przepowiedniami. Jasnowidzowie widzieli przecież ogień. Ogień, który buchał ku górze i trawił ulice. Ogień, pośród którego tańczyły czarne sylwetki zwiastujące zniszczenie i cierpienie. Wszyscy którzy o tym wiedzieli, obstawiali datę przełomu października i listopada. A mimo tego terror przyszedł wcześniej. Niepewność jednak pozostała. A dla zimnych była tym bardziej odczuwalna.</p>
<p>Należało odrzucić wszelkie te zmartwienia, przynajmniej na chwilę. Zamiast munduru naciągnąć na plecy szatę, a potem udać się na ulicę Pokątną, do galerii OdNowa. Było przy tym dość wcześnie rano, bo Bulstrode'a popołudniu czekała wycieczka do Walii – w towarzystwie co prawda Brenny, ale w okolicznościach jak najbardziej służbowych (w sumie jakby zrobić tego rachunek, to i tak praca rządziła ich życiem, chociaż Atreus oczywiście nie miał najmniejszych problemów, żeby i wyjazdy służbowe traktować dość luźno). W końcu też, pojawił się w progach galerii sztuki, mając szczerą nadzieję, że jakimś okropnym zbiegiem okoliczności, nie wpadnie tutaj na Cressidę.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnio zastanawiałem się nad nowym obrazem do salonu. Duże, przestronne wnętrze. Jakieś propozycje?</span> — zapytał jej, akurat kiedy zatrzymali się przy jednym z obrazów. W galerii nie było aktualnie innych gości, więc po przywitaniu snuli się od pomieszczenia do pomieszczenia, albo raczej Atreus stwierdził że chętnie obejrzałby aktualną wystawę i ruszył przed siebie. Oboje jednak zdawali sobie raczej sprawę z tego, że był to raczej wstęp do właściwej konwersacji, która oscylować miała dookoła zbliżającego się Dnia Pamięci. Grzeczności w ich świecie, były jednak czymś wyuczonym.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[16.10.1972] Królowie szczurów]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6376</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 02:44:23 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=332">Leviathan Rowle</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6376</guid>
			<description><![CDATA[<p>Mieli plan i był on kurwa sprytny. Znaczy Leviathan bardzo liczył na to, że cokolwiek przyjdzie im do głowy, okaże się całkiem niegłupie, ale chwilowo ciężko było powiedzieć. Najpierw musieli oszacować straty. </p>
<p>Pomyślał sobie, że zabranie do tego wuja, będzie najlepszym możliwym pomysłem, głównie dlatego że ten znał się na medycynie. Niby nie miało to wiele wspólnego z całym przedsięwzięciem, ale tylko pozornie, bo lepiej było mieć uzdrowiciela pod ręką, niż martwić się o to, że złapało się wściekliznę. Z resztą, to nie mogło być tak, że Gareth siedział sobie i pierdział w stołek, kiedy nie było nic innego do zrobienia. O nie.</p>
<p>Ruszyli więc, by stoczyć walkę ze szczurami. Tak, szczurami. Obecność hodowli, niestety, sprzyjała tym nieproszonym gościom i zachęcała wręcz, by chętnie ją odwiedzały. Próbowali pułapek, lepszego zabezpieczania zapasów, ale gryzonie zawsze znajdowały jakiś sposób na to, by pokonać zabezpieczenia. Zakradały się więc do zapasów, wyjadając je, nadgryzając worki, a skoro już o gryzieniu była mowa, to w ogrodzeniach też potrafiły narobić szkód. To z kolei prowadziło do dalszych problemów, bo dziury w wolierach mogły zostać znalezione przez smoczogniki, a potem szukaj wiatru w polu.</p>
<p>Mieli więc różdżki, co było najważniejsze. Mieli też chęci, a dodatkowo Leviathan porzucił szatę na rzecz ubrania roboczego, które o wiele lepiej przylegało do ciała, pozwalało na swobodę ruchów i nie powiewało na wszystkie strony. Nie spodziewał się, że któryś ze smoczogników spróbuje ich podpalić, albo że skoro było ich dwoje staną się ofiarą całe stada szkodników.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnio poprzekładałem skórzany szpej do nieco lepiej zabezpieczonych pojemników, bo go nadjadały z jakiegoś powodu, więc najpierw sprawdzimy czy to coś pomogło</span> — zawyrokował, pchnąwszy drzwi do niewielkiego składziku i otwierając jedną ze skrzynek. </p>
<br />
 !Szczury]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mieli plan i był on kurwa sprytny. Znaczy Leviathan bardzo liczył na to, że cokolwiek przyjdzie im do głowy, okaże się całkiem niegłupie, ale chwilowo ciężko było powiedzieć. Najpierw musieli oszacować straty. </p>
<p>Pomyślał sobie, że zabranie do tego wuja, będzie najlepszym możliwym pomysłem, głównie dlatego że ten znał się na medycynie. Niby nie miało to wiele wspólnego z całym przedsięwzięciem, ale tylko pozornie, bo lepiej było mieć uzdrowiciela pod ręką, niż martwić się o to, że złapało się wściekliznę. Z resztą, to nie mogło być tak, że Gareth siedział sobie i pierdział w stołek, kiedy nie było nic innego do zrobienia. O nie.</p>
<p>Ruszyli więc, by stoczyć walkę ze szczurami. Tak, szczurami. Obecność hodowli, niestety, sprzyjała tym nieproszonym gościom i zachęcała wręcz, by chętnie ją odwiedzały. Próbowali pułapek, lepszego zabezpieczania zapasów, ale gryzonie zawsze znajdowały jakiś sposób na to, by pokonać zabezpieczenia. Zakradały się więc do zapasów, wyjadając je, nadgryzając worki, a skoro już o gryzieniu była mowa, to w ogrodzeniach też potrafiły narobić szkód. To z kolei prowadziło do dalszych problemów, bo dziury w wolierach mogły zostać znalezione przez smoczogniki, a potem szukaj wiatru w polu.</p>
<p>Mieli więc różdżki, co było najważniejsze. Mieli też chęci, a dodatkowo Leviathan porzucił szatę na rzecz ubrania roboczego, które o wiele lepiej przylegało do ciała, pozwalało na swobodę ruchów i nie powiewało na wszystkie strony. Nie spodziewał się, że któryś ze smoczogników spróbuje ich podpalić, albo że skoro było ich dwoje staną się ofiarą całe stada szkodników.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnio poprzekładałem skórzany szpej do nieco lepiej zabezpieczonych pojemników, bo go nadjadały z jakiegoś powodu, więc najpierw sprawdzimy czy to coś pomogło</span> — zawyrokował, pchnąwszy drzwi do niewielkiego składziku i otwierając jedną ze skrzynek. </p>
<br />
 !Szczury]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[20.10.1972] Black out days]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6363</link>
			<pubDate>Thu, 10 Sep 2026 02:11:13 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=623">Desideria Zabini</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6363</guid>
			<description><![CDATA[<p>Jego list zdecydowanie poruszył jakąś łagodniejszą w niej strunę, która rozbrzmiała zwyczajną nadzieją. Nie dawała tego po sobie poznać. Nie mogła, bo gdyby tylko sobie na to pozwoliła, rozczarowanie mogłoby być tym silniejsze i boleśniejsze, a coś w niej jasno i wyraźnie krzyczało, że powinna się go spodziewać. Że było pewne jak to, że jutrzejszego ranka wstanie  kolejny dzień. </p>
<p>Sama nie była pewna, co winna zrobić ze wspomnieniem tamtego dnia. Kończyło się zbyt miło, jak na historię, którą życie snuło ostatnio między nimi. Delikatność, którą mu wtedy zaoferowała, zawsze należeć miała do niego i tylko do niego. A mimo to Desideria łapała się na myśli, że zwyczajnie na nią nie zasługiwał. Zamiast dawać, powinna bezwzględnie zabrać, pozbawiając tak jego jak i siebie, wszelkich złudzeń co do tego, gdzie wielkimi krokami zmierzał ich związek. </p>
<p>Śniadanie przygotowano dla nich na tarasie, który wyglądał na ogrody. Lorelai nie kłamała - Maida Vale wciąż wyglądało przepięknie, pomimo pogody jaka nawiedzała Anglię. Desideria nie potrafiła narzekać na widoki, jednak jej zdaniem październik na wyspach średnio nadawał się do siedzenia na świeżym powietrzu dłużej niż pół godziny. Nie miała jednak narzekać, a przynajmniej nie na początku i do momentu, kiedy nie uda się wyczuć jaka atmosfera miała panować przy śniadaniowym stoliku.</p>
<p>Pojawiła się, jak zwykle, punktualnie. Zabini miała to do siebie, że nigdy się nie spóźniała i operowała swoim czasem w niesamowicie wręcz umiejętny sposób. Tak było podczas szkolnych lat spędzonych w Slytherinie, jak i kiedy weszła już w dorosłość i przyszło jej przemierzać szpitalne, czy ministerialne korytarze. On natomiast, nie kazał jej na siebie czekać. Przywitali się, znaleźli na tarasie i pierwsze, co Desideria zrobiła i stanęła przy balustradzie, obejmując spojrzeniem całość ogrodów.</p>
<p>—<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Te czarne róże wydają się pasować tu lepiej niż czerwone </span>— zauważyła, przez moment jeszcze przyglądając się ciemnym pąkom, z tej odległości wyglądających niczym maźnięte przez malarza pędzlem na krajobrazie. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wiadomo już, skąd w ogóle się tu wzięły, czy dalej pozostaje to tajemnicą? </span>— zapytała, by z pewnym ociąganiem przesunąć na niego spojrzenie, jakby ciężko było oderwać się od widoku kwiatów. </p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jego list zdecydowanie poruszył jakąś łagodniejszą w niej strunę, która rozbrzmiała zwyczajną nadzieją. Nie dawała tego po sobie poznać. Nie mogła, bo gdyby tylko sobie na to pozwoliła, rozczarowanie mogłoby być tym silniejsze i boleśniejsze, a coś w niej jasno i wyraźnie krzyczało, że powinna się go spodziewać. Że było pewne jak to, że jutrzejszego ranka wstanie  kolejny dzień. </p>
<p>Sama nie była pewna, co winna zrobić ze wspomnieniem tamtego dnia. Kończyło się zbyt miło, jak na historię, którą życie snuło ostatnio między nimi. Delikatność, którą mu wtedy zaoferowała, zawsze należeć miała do niego i tylko do niego. A mimo to Desideria łapała się na myśli, że zwyczajnie na nią nie zasługiwał. Zamiast dawać, powinna bezwzględnie zabrać, pozbawiając tak jego jak i siebie, wszelkich złudzeń co do tego, gdzie wielkimi krokami zmierzał ich związek. </p>
<p>Śniadanie przygotowano dla nich na tarasie, który wyglądał na ogrody. Lorelai nie kłamała - Maida Vale wciąż wyglądało przepięknie, pomimo pogody jaka nawiedzała Anglię. Desideria nie potrafiła narzekać na widoki, jednak jej zdaniem październik na wyspach średnio nadawał się do siedzenia na świeżym powietrzu dłużej niż pół godziny. Nie miała jednak narzekać, a przynajmniej nie na początku i do momentu, kiedy nie uda się wyczuć jaka atmosfera miała panować przy śniadaniowym stoliku.</p>
<p>Pojawiła się, jak zwykle, punktualnie. Zabini miała to do siebie, że nigdy się nie spóźniała i operowała swoim czasem w niesamowicie wręcz umiejętny sposób. Tak było podczas szkolnych lat spędzonych w Slytherinie, jak i kiedy weszła już w dorosłość i przyszło jej przemierzać szpitalne, czy ministerialne korytarze. On natomiast, nie kazał jej na siebie czekać. Przywitali się, znaleźli na tarasie i pierwsze, co Desideria zrobiła i stanęła przy balustradzie, obejmując spojrzeniem całość ogrodów.</p>
<p>—<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Te czarne róże wydają się pasować tu lepiej niż czerwone </span>— zauważyła, przez moment jeszcze przyglądając się ciemnym pąkom, z tej odległości wyglądających niczym maźnięte przez malarza pędzlem na krajobrazie. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wiadomo już, skąd w ogóle się tu wzięły, czy dalej pozostaje to tajemnicą? </span>— zapytała, by z pewnym ociąganiem przesunąć na niego spojrzenie, jakby ciężko było oderwać się od widoku kwiatów. </p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[wieczory 16-20.10.1972]  The Art Of Suggestion]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6375</link>
			<pubDate>Wed, 09 Sep 2026 23:10:32 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=602">Astoria Avery</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6375</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">
wieczory 16-20.10.1972<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">posiadłość rodowa Avery Hall, pracownia Astorii, <br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5222&amp;pid=94203#pid94203" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">zamówienie Louvaina</a></span><br />
<img src="https://64.media.tumblr.com/a2289a320b48d5008acafc88775c54e9/0e02927a58c84d58-8f/s2048x3072/3591268c988a8e163e487a3ac092ef1f4ab61c61.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3591268c988a8e163e487a3ac092ef1f4ab61c61.jpg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<br />
Było późno. Pracownia w rodowej posiadłości znajdowała na końcu zachodniego skrzydła, z wysokimi oknami wychodzącymi na rozległy ogród, o tej porze roku pogrążony już w wieczornym półmroku. Za szybami czerniały sylwetki starych drzew, a pojedyncze światła posiadłości odbijały się w nich niczym odrębne, nieruchome gwiazdy. W środku panował zapach oleju lnianego, pigmentów, wosku i drewna, tak znajomy, że niemal uspokajający. Na stole obok sztalugi leżał otwarty list Louvaina, złożony już kilkakrotnie, choć Astoria wcale nie musiała go ponownie czytać, żeby pamiętać każde jego słowo. Nie chwyciła od razu za pędzel. Usiadła przy biurku, wyjęła pergaminy i zaczęła pisać do kilku artystów, z którymi współpracowała od lat - ludzi, których znała na tyle dobrze, by wiedzieć, że potrafią uchwycić nie tylko temat malunku, ale przede wszystkim emocję, jaką obraz miał wywoływać. Nie musiała tłumaczyć im wszystkiego. Wystarczyło kilka uwag dotyczących charakteru zamówienia, skali, atmosfery i oczekiwanego nastroju; resztę pozostawiała ich doświadczeniu. Dopiero kiedy atrament wysechł, przekazała listy Deekowi, by je wysłał, a sama ustawiła cztery sztalugi w szerokim łuku, tak aby każde płótno znajdowało się w zasięgu jej wzroku, a pomiędzy nimi ustawiła stoliki z paletami, pędzlami i przygotowanymi pigmentami. Zamierzała namalować właśnie cztery dzieła, po dwa z zestawów, które mężczyzna przedstawił w liście.<br />
Przez dłuższą chwilę jedynie patrzyła na biel podobrazia, układając organizację w myślach. Nie chciała tworzyć banalnego portretu rodziny otoczonej herbami, gobelinami i wszystkimi tymi symbolami, które po kilku minutach przestawały znaczyć cokolwiek, ponieważ odbiorca widział ich zbyt wiele naraz. Zamówienie mówiło o dziedzictwie, o dumie i o wartości, której należało strzec, więc zamiast przedstawiać samą ideę, Astoria postanowiła przedstawić jej ciężar.<br />
Najpierw zajęła się szkicami, a dopiero potem wzięła się za konkretną pracę nad pierwszym płótnem. Kilkoma pewnymi pociągnięciami pędzla zaznaczyła najważniejsze partie kompozycji, określając proporcje wnętrza, rozmieszczenie postaci i kierunek światła. Nie interesowały jej jeszcze szczegóły. Podmalówka miała jedynie ustanowić fundament dzieła - ciemniejsze partie, ogólną tonację, ciężar poszczególnych elementów i pierwszą sugestię atmosfery. Kiedy uznała, że pierwsza warstwa jest wystarczająca, odstawiła pędzel, odsunęła się o krok i przez chwilę oceniała płótno z dystansu. Potem, nie próbując poprawiać niczego na siłę, przeszła do drugiej sztalugi. Tam czekała zupełnie inna struktura. Ponownie zaczęła od podstaw - najpierw szerokie plamy światła i cienia, potem kontury głównych form, wreszcie pierwsze, prawie przezroczyste warstwy koloru. Farba nie miała jeszcze tworzyć gotowego malunku; miała jedynie wskazać mu kierunek. Gdy skończyła, drugi obraz również powędrował na bok. Trzecie płótno otrzymało podobną uwagę, choć kobieta pracowała nad nim nieco dłużej. Co kilka chwil odsuwała się od sztalugi, mrużyła oczy i sprawdzała, czy kompozycja rzeczywiście prowadzi spojrzenie tam, gdzie chciała je skierować. Dopiero kiedy była zadowolona z pierwszej warstwy, odłożyła pędzel. Czwarte płótno zaczęła już bardzo późno. Pierwszy czekał, drugi zaczynał schnąć, trzeci był jeszcze świeży, a na czwartym właśnie pojawiały się pierwsze plamy koloru. Tak właśnie powstawały wszystkie cztery jednocześnie: warstwa po warstwie, obraz po obrazie, w nieustannym krążeniu pomiędzy sztalugami. Kiedy jeden potrzebował czasu, drugi dostawał jej uwagę; kiedy drugi musiał odpocząć, trzeci był gotowy na kolejną warstwę. Dzięki temu kilka godzin pracy nie oznaczało kilku godzin spędzonych nad jednym płótnem, lecz ciągłą, metodyczną wędrówkę pomiędzy czterema różnymi dziełami. Po pięciu godzinach jej oczy utraciły ostrość widzenia, dlatego zostawiła malowidła do wyschnięcia. <br />
<br />
Następnego dnia wróciła do pracowni wieczorem po pracy. Stanęła przed pierwszym obrazem i zaczęła nakładać kolejną warstwę. Zaczęła modelować wnętrze, dopracowała sylwetki postaci, a później zatrzymała się przy twarzach, choć nie próbowała jeszcze wydobywać wszystkich szczegółów. Każde pociągnięcie pędzla miało sprawić, że malunek przestanie wyglądać jak układ plam, a zacznie nabierać własnego charakteru. Po mniej więcej godzinie odsunęła się od sztalugi i przeszła do drugiej. Tutaj inna kompozycja wymagała innego prowadzenia światła, innych proporcji między jasnymi i ciemnymi partiami. Czarownica najpierw wzmocniła największe kontrasty, później zaczęła budować głębię dalszego planu. Co kilka minut zerkała przy tym na pierwszy obraz, jakby sprawdzała, czy oba nadal należą do tej samej serii, mimo że opowiadały zupełnie różne historie. Kiedy na palecie zaczęło brakować miejsca, wymieniła część farb i przeszła do trzeciego. Tam spędziła najwięcej czasu. Malunek wymagał szczególnie ostrożnego prowadzenia kolorów, dlatego pracowała wolniej, nakładając cienkie warstwy i pozostawiając pomiędzy nimi fragmenty podmalówki. Właśnie w takich momentach jej praca stawała się niemal medytacyjna. Pędzel przesuwał się po płótnie krótkimi, kontrolowanymi ruchami, Astoria co jakiś czas cofała się o krok, oceniała efekt, po czym wracała bliżej. W pracowni było tak cicho, że słyszała jedynie delikatny stuk pędzla o brzeg szklanego naczynia i szelest materiału jej szaty, kiedy zmieniała miejsce. Czwarty zostawiła na koniec pierwszego obiegu. Nie oznaczało to jednak, że był najmniej ważny. Wręcz przeciwnie - właśnie jego struktura zaczynała ją najbardziej interesować. Pracowała nad nim przez kilkadziesiąt minut, stopniowo wydobywając z półmroku główne elementy, na których chciała zatrzymać wzrok odbiorcy. Kiedy skończyła, nie była jeszcze całkowicie zadowolona, ale wiedziała, że dalsze poprawki na tym etapie byłyby przedwczesne. Zrobiła więc drugi obieg. Pierwszy obraz otrzymał kolejną warstwę. Potem drugi. Następnie trzeci i czwarty. I tak minęła kolejna godzina.<br />
<br />
Następny dzień minął jej na dodawaniu szczegółów, poszerzaniu kontrastów i poprawkach. Przechodziła od jednego malowidła do drugiego, zatrzymywała się kilka kroków dalej, przyglądała się proporcjom, światłu i temu, jak poszczególne elementy prowadziły wzrok. Dopiero kiedy dostrzegła coś, co rzeczywiście wymagało poprawy, podchodziła i wykonywała kilka ostatnich pociągnięć. Sporadycznie robiła sobie przerwy na herbatę lub toaletę, chociaż wolała nie odrywać się od procesu twórczego. Taki ciąg pracy pozwalał jej zachować spójność i konsekwencję artystyczną, dlatego pomimo zmęczenia i bolących od stania nóg, a także dłoni skostniałych od trzymania pędzla, malowała dalej w pełnym skupieniu umysłu.<br />
<br />
Czwartego wieczoru skupiła się na wykończeniu i detalach. Poprawiała poszczególne elementy twarzy, dopracowała dłoń trzymającą sygnet. Na jednym malunku dodawała faktury, a na kolejnym usuwała niektóre fragmenty tła. Kilkoma ruchami przesunęła akcent kompozycyjny, potem dodała cieplejszy ton w miejscu, gdzie padało światło. Za każdym razem, gdy patrzyła na swoje dzieła, czuła ukłucie perfekcjonizmu, które podszeptywało, że jej prace nigdy nie będą doskonałe. Przechodziła od jednego do drugiego, czasem wykonując zaledwie trzy lub cztery pociągnięcia pędzlem, zanim uznawała, że na ten moment wystarczy. Nie chodziło już o tempo. Teraz każdy ruch miał znaczenie. Jeden nieostrożny ślad mógł zniszczyć efekt kilku wcześniejszych warstw, dlatego pracowała spokojniej, coraz częściej odsuwając się od sztalugi i oceniając rezultat z kilku kroków.<br />
Ostatnie poprawki zajęły jej znacznie więcej czasu, niż początkowo zakładała. Kiedy wreszcie odsunęła się od czwartego płótna, noc była już głęboka, a w pracowni panowała niemalże zupełna cisza. Farba nie była jeszcze wyschnięta, gdy czarownica sięgnęła po różdżkę, by przesunąć ją powoli nad pierwszym płótnem, nie dotykając jego powierzchni. Magia emocjonalna wymagała znacznie większej precyzji, dlatego pozostała skupiona na konkretnych odczuciach, które zamierzała przelać na malunek. Pierwsze dwa dzieła nasyciła poczuciem dumy związanej z dziedzictwem, wyższością czystokrwistości. Magia osiadła w świeżej warstwie pigmentu niemal niezauważalnie. Malowidła nie zmieniły się wizualnie ani odrobinę, a jednak Astoria od razu wyczuła różnicę. Wokół nich pojawiło się subtelne napięcie, niemal jak ciepło unoszące się nad kamieniem nagrzanym słońcem. Kolejne dwa wzbogaciła o dyskomfort i nieufność względem brudnej krwi; poczucia, że coś w przedstawionej rzeczywistości pozostaje niejasne i nie do końca bezpieczne. Nie chciała przesadzić, by jednocześnie nie odstraszyć oglądających, natomiast dało się wyczuć natychmiastową aurę nieprzychylności wobec tych niegodnych. Kiedy skończyła, cofnęła się o kilka kroków.<br />
Cztery płótna stały w ciszy, jeszcze wilgotne, połyskujące delikatnie w świetle lamp. Ich powierzchnia była spokojna, ale Astoria czuła pod nią obecność zaklęć, splecionych z pigmentem i świeżą farbą. Zostały tam uwięzione subtelne impulsy, które miały ujawnić się dopiero wtedy, gdy ktoś stanie przed dziełem. Uśmiechnęła się pod nosem. <br />
Następnego dnia, jeszcze przed południem, do pracowni zaczęły docierać przesyłki od artystów, do których napisała kilka dni wcześniej. Każde z dzieł przyjmowała osobno, sprawdzając najpierw stan opakowania, a dopiero później odsłaniając płótno. Nie ufała samemu nazwisku twórcy ani własnym wcześniejszym oczekiwaniom - obraz należało zobaczyć takim, jaki był, bez pobłażania wynikającego z przyjaźni czy długoletniej współpracy.<br />
Oglądała dokładnie każdy po kolei, zwracała uwagę na proporcje, światło, sposób prowadzenia perspektywy i ukryte symbole, a przede wszystkim emocje, jakie wywoływało dzieło. Jedno z płócien miało wyjątkowo interesująco poprowadzoną perspektywę, drugie zaś opierało swój efekt niemal wyłącznie na kolorystyce i pustej przestrzeni pozostawionej pomiędzy bohaterami kompozycji. Oba działały dokładnie tak, jak powinny - wywoływały napięcie i lekki dyskomfort, nie popadając przy tym w przesadę. Z czasem na podłodze pracowni powstały dwa wyraźne stosy. Pierwszy obejmował dzieła o tonacji podkreślającej dziedzictwo, ciągłość i dumę z własnej historii. Drugi tworzyły malowidła znacznie chłodniejsze, budujące dystans, niepokój i poczucie obcości. Astoria obeszła oba stosy jeszcze raz. Nie miała się do czego przyczepić. Każdy artysta zrozumiał zamówienie, a co ważniejsze, żaden nie potraktował go zbyt dosłownie. Kompozycje były dopracowane, technicznie bez zarzutu i wystarczająco różnorodne, żeby nie wyglądały jak cztery warianty tego samego obrazu. Zaklinała je emocjami po kolei, zgodnie z zamówieniem. Na końcu zostało już tylko zapakować. Każde płótno owinęła najpierw miękkim materiałem, zabezpieczyła narożniki i umieściła w skrzyni. Nie mieszała kategorii, dodatkowo opisała je tak, aby przy odbiorze nie było najmniejszej wątpliwości, które należały do którego zestawu. Kiedy skończyła, pracownia ponownie wyglądała prawie tak samo jak przed nadejściem przesyłek. Po nadaniu obrazów, mogła w końcu odetchnąć z ulgą i odpocząć po tych intensywnych dniach. <br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">przewaga: Tworzenie dzieł sztuki (II)</span></span><br />
[roll=Z]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">
wieczory 16-20.10.1972<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">posiadłość rodowa Avery Hall, pracownia Astorii, <br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5222&amp;pid=94203#pid94203" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">zamówienie Louvaina</a></span><br />
<img src="https://64.media.tumblr.com/a2289a320b48d5008acafc88775c54e9/0e02927a58c84d58-8f/s2048x3072/3591268c988a8e163e487a3ac092ef1f4ab61c61.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3591268c988a8e163e487a3ac092ef1f4ab61c61.jpg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<br />
Było późno. Pracownia w rodowej posiadłości znajdowała na końcu zachodniego skrzydła, z wysokimi oknami wychodzącymi na rozległy ogród, o tej porze roku pogrążony już w wieczornym półmroku. Za szybami czerniały sylwetki starych drzew, a pojedyncze światła posiadłości odbijały się w nich niczym odrębne, nieruchome gwiazdy. W środku panował zapach oleju lnianego, pigmentów, wosku i drewna, tak znajomy, że niemal uspokajający. Na stole obok sztalugi leżał otwarty list Louvaina, złożony już kilkakrotnie, choć Astoria wcale nie musiała go ponownie czytać, żeby pamiętać każde jego słowo. Nie chwyciła od razu za pędzel. Usiadła przy biurku, wyjęła pergaminy i zaczęła pisać do kilku artystów, z którymi współpracowała od lat - ludzi, których znała na tyle dobrze, by wiedzieć, że potrafią uchwycić nie tylko temat malunku, ale przede wszystkim emocję, jaką obraz miał wywoływać. Nie musiała tłumaczyć im wszystkiego. Wystarczyło kilka uwag dotyczących charakteru zamówienia, skali, atmosfery i oczekiwanego nastroju; resztę pozostawiała ich doświadczeniu. Dopiero kiedy atrament wysechł, przekazała listy Deekowi, by je wysłał, a sama ustawiła cztery sztalugi w szerokim łuku, tak aby każde płótno znajdowało się w zasięgu jej wzroku, a pomiędzy nimi ustawiła stoliki z paletami, pędzlami i przygotowanymi pigmentami. Zamierzała namalować właśnie cztery dzieła, po dwa z zestawów, które mężczyzna przedstawił w liście.<br />
Przez dłuższą chwilę jedynie patrzyła na biel podobrazia, układając organizację w myślach. Nie chciała tworzyć banalnego portretu rodziny otoczonej herbami, gobelinami i wszystkimi tymi symbolami, które po kilku minutach przestawały znaczyć cokolwiek, ponieważ odbiorca widział ich zbyt wiele naraz. Zamówienie mówiło o dziedzictwie, o dumie i o wartości, której należało strzec, więc zamiast przedstawiać samą ideę, Astoria postanowiła przedstawić jej ciężar.<br />
Najpierw zajęła się szkicami, a dopiero potem wzięła się za konkretną pracę nad pierwszym płótnem. Kilkoma pewnymi pociągnięciami pędzla zaznaczyła najważniejsze partie kompozycji, określając proporcje wnętrza, rozmieszczenie postaci i kierunek światła. Nie interesowały jej jeszcze szczegóły. Podmalówka miała jedynie ustanowić fundament dzieła - ciemniejsze partie, ogólną tonację, ciężar poszczególnych elementów i pierwszą sugestię atmosfery. Kiedy uznała, że pierwsza warstwa jest wystarczająca, odstawiła pędzel, odsunęła się o krok i przez chwilę oceniała płótno z dystansu. Potem, nie próbując poprawiać niczego na siłę, przeszła do drugiej sztalugi. Tam czekała zupełnie inna struktura. Ponownie zaczęła od podstaw - najpierw szerokie plamy światła i cienia, potem kontury głównych form, wreszcie pierwsze, prawie przezroczyste warstwy koloru. Farba nie miała jeszcze tworzyć gotowego malunku; miała jedynie wskazać mu kierunek. Gdy skończyła, drugi obraz również powędrował na bok. Trzecie płótno otrzymało podobną uwagę, choć kobieta pracowała nad nim nieco dłużej. Co kilka chwil odsuwała się od sztalugi, mrużyła oczy i sprawdzała, czy kompozycja rzeczywiście prowadzi spojrzenie tam, gdzie chciała je skierować. Dopiero kiedy była zadowolona z pierwszej warstwy, odłożyła pędzel. Czwarte płótno zaczęła już bardzo późno. Pierwszy czekał, drugi zaczynał schnąć, trzeci był jeszcze świeży, a na czwartym właśnie pojawiały się pierwsze plamy koloru. Tak właśnie powstawały wszystkie cztery jednocześnie: warstwa po warstwie, obraz po obrazie, w nieustannym krążeniu pomiędzy sztalugami. Kiedy jeden potrzebował czasu, drugi dostawał jej uwagę; kiedy drugi musiał odpocząć, trzeci był gotowy na kolejną warstwę. Dzięki temu kilka godzin pracy nie oznaczało kilku godzin spędzonych nad jednym płótnem, lecz ciągłą, metodyczną wędrówkę pomiędzy czterema różnymi dziełami. Po pięciu godzinach jej oczy utraciły ostrość widzenia, dlatego zostawiła malowidła do wyschnięcia. <br />
<br />
Następnego dnia wróciła do pracowni wieczorem po pracy. Stanęła przed pierwszym obrazem i zaczęła nakładać kolejną warstwę. Zaczęła modelować wnętrze, dopracowała sylwetki postaci, a później zatrzymała się przy twarzach, choć nie próbowała jeszcze wydobywać wszystkich szczegółów. Każde pociągnięcie pędzla miało sprawić, że malunek przestanie wyglądać jak układ plam, a zacznie nabierać własnego charakteru. Po mniej więcej godzinie odsunęła się od sztalugi i przeszła do drugiej. Tutaj inna kompozycja wymagała innego prowadzenia światła, innych proporcji między jasnymi i ciemnymi partiami. Czarownica najpierw wzmocniła największe kontrasty, później zaczęła budować głębię dalszego planu. Co kilka minut zerkała przy tym na pierwszy obraz, jakby sprawdzała, czy oba nadal należą do tej samej serii, mimo że opowiadały zupełnie różne historie. Kiedy na palecie zaczęło brakować miejsca, wymieniła część farb i przeszła do trzeciego. Tam spędziła najwięcej czasu. Malunek wymagał szczególnie ostrożnego prowadzenia kolorów, dlatego pracowała wolniej, nakładając cienkie warstwy i pozostawiając pomiędzy nimi fragmenty podmalówki. Właśnie w takich momentach jej praca stawała się niemal medytacyjna. Pędzel przesuwał się po płótnie krótkimi, kontrolowanymi ruchami, Astoria co jakiś czas cofała się o krok, oceniała efekt, po czym wracała bliżej. W pracowni było tak cicho, że słyszała jedynie delikatny stuk pędzla o brzeg szklanego naczynia i szelest materiału jej szaty, kiedy zmieniała miejsce. Czwarty zostawiła na koniec pierwszego obiegu. Nie oznaczało to jednak, że był najmniej ważny. Wręcz przeciwnie - właśnie jego struktura zaczynała ją najbardziej interesować. Pracowała nad nim przez kilkadziesiąt minut, stopniowo wydobywając z półmroku główne elementy, na których chciała zatrzymać wzrok odbiorcy. Kiedy skończyła, nie była jeszcze całkowicie zadowolona, ale wiedziała, że dalsze poprawki na tym etapie byłyby przedwczesne. Zrobiła więc drugi obieg. Pierwszy obraz otrzymał kolejną warstwę. Potem drugi. Następnie trzeci i czwarty. I tak minęła kolejna godzina.<br />
<br />
Następny dzień minął jej na dodawaniu szczegółów, poszerzaniu kontrastów i poprawkach. Przechodziła od jednego malowidła do drugiego, zatrzymywała się kilka kroków dalej, przyglądała się proporcjom, światłu i temu, jak poszczególne elementy prowadziły wzrok. Dopiero kiedy dostrzegła coś, co rzeczywiście wymagało poprawy, podchodziła i wykonywała kilka ostatnich pociągnięć. Sporadycznie robiła sobie przerwy na herbatę lub toaletę, chociaż wolała nie odrywać się od procesu twórczego. Taki ciąg pracy pozwalał jej zachować spójność i konsekwencję artystyczną, dlatego pomimo zmęczenia i bolących od stania nóg, a także dłoni skostniałych od trzymania pędzla, malowała dalej w pełnym skupieniu umysłu.<br />
<br />
Czwartego wieczoru skupiła się na wykończeniu i detalach. Poprawiała poszczególne elementy twarzy, dopracowała dłoń trzymającą sygnet. Na jednym malunku dodawała faktury, a na kolejnym usuwała niektóre fragmenty tła. Kilkoma ruchami przesunęła akcent kompozycyjny, potem dodała cieplejszy ton w miejscu, gdzie padało światło. Za każdym razem, gdy patrzyła na swoje dzieła, czuła ukłucie perfekcjonizmu, które podszeptywało, że jej prace nigdy nie będą doskonałe. Przechodziła od jednego do drugiego, czasem wykonując zaledwie trzy lub cztery pociągnięcia pędzlem, zanim uznawała, że na ten moment wystarczy. Nie chodziło już o tempo. Teraz każdy ruch miał znaczenie. Jeden nieostrożny ślad mógł zniszczyć efekt kilku wcześniejszych warstw, dlatego pracowała spokojniej, coraz częściej odsuwając się od sztalugi i oceniając rezultat z kilku kroków.<br />
Ostatnie poprawki zajęły jej znacznie więcej czasu, niż początkowo zakładała. Kiedy wreszcie odsunęła się od czwartego płótna, noc była już głęboka, a w pracowni panowała niemalże zupełna cisza. Farba nie była jeszcze wyschnięta, gdy czarownica sięgnęła po różdżkę, by przesunąć ją powoli nad pierwszym płótnem, nie dotykając jego powierzchni. Magia emocjonalna wymagała znacznie większej precyzji, dlatego pozostała skupiona na konkretnych odczuciach, które zamierzała przelać na malunek. Pierwsze dwa dzieła nasyciła poczuciem dumy związanej z dziedzictwem, wyższością czystokrwistości. Magia osiadła w świeżej warstwie pigmentu niemal niezauważalnie. Malowidła nie zmieniły się wizualnie ani odrobinę, a jednak Astoria od razu wyczuła różnicę. Wokół nich pojawiło się subtelne napięcie, niemal jak ciepło unoszące się nad kamieniem nagrzanym słońcem. Kolejne dwa wzbogaciła o dyskomfort i nieufność względem brudnej krwi; poczucia, że coś w przedstawionej rzeczywistości pozostaje niejasne i nie do końca bezpieczne. Nie chciała przesadzić, by jednocześnie nie odstraszyć oglądających, natomiast dało się wyczuć natychmiastową aurę nieprzychylności wobec tych niegodnych. Kiedy skończyła, cofnęła się o kilka kroków.<br />
Cztery płótna stały w ciszy, jeszcze wilgotne, połyskujące delikatnie w świetle lamp. Ich powierzchnia była spokojna, ale Astoria czuła pod nią obecność zaklęć, splecionych z pigmentem i świeżą farbą. Zostały tam uwięzione subtelne impulsy, które miały ujawnić się dopiero wtedy, gdy ktoś stanie przed dziełem. Uśmiechnęła się pod nosem. <br />
Następnego dnia, jeszcze przed południem, do pracowni zaczęły docierać przesyłki od artystów, do których napisała kilka dni wcześniej. Każde z dzieł przyjmowała osobno, sprawdzając najpierw stan opakowania, a dopiero później odsłaniając płótno. Nie ufała samemu nazwisku twórcy ani własnym wcześniejszym oczekiwaniom - obraz należało zobaczyć takim, jaki był, bez pobłażania wynikającego z przyjaźni czy długoletniej współpracy.<br />
Oglądała dokładnie każdy po kolei, zwracała uwagę na proporcje, światło, sposób prowadzenia perspektywy i ukryte symbole, a przede wszystkim emocje, jakie wywoływało dzieło. Jedno z płócien miało wyjątkowo interesująco poprowadzoną perspektywę, drugie zaś opierało swój efekt niemal wyłącznie na kolorystyce i pustej przestrzeni pozostawionej pomiędzy bohaterami kompozycji. Oba działały dokładnie tak, jak powinny - wywoływały napięcie i lekki dyskomfort, nie popadając przy tym w przesadę. Z czasem na podłodze pracowni powstały dwa wyraźne stosy. Pierwszy obejmował dzieła o tonacji podkreślającej dziedzictwo, ciągłość i dumę z własnej historii. Drugi tworzyły malowidła znacznie chłodniejsze, budujące dystans, niepokój i poczucie obcości. Astoria obeszła oba stosy jeszcze raz. Nie miała się do czego przyczepić. Każdy artysta zrozumiał zamówienie, a co ważniejsze, żaden nie potraktował go zbyt dosłownie. Kompozycje były dopracowane, technicznie bez zarzutu i wystarczająco różnorodne, żeby nie wyglądały jak cztery warianty tego samego obrazu. Zaklinała je emocjami po kolei, zgodnie z zamówieniem. Na końcu zostało już tylko zapakować. Każde płótno owinęła najpierw miękkim materiałem, zabezpieczyła narożniki i umieściła w skrzyni. Nie mieszała kategorii, dodatkowo opisała je tak, aby przy odbiorze nie było najmniejszej wątpliwości, które należały do którego zestawu. Kiedy skończyła, pracownia ponownie wyglądała prawie tak samo jak przed nadejściem przesyłek. Po nadaniu obrazów, mogła w końcu odetchnąć z ulgą i odpocząć po tych intensywnych dniach. <br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">przewaga: Tworzenie dzieł sztuki (II)</span></span><br />
[roll=Z]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 1972] Samhain]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6372</link>
			<pubDate>Wed, 09 Sep 2026 21:04:00 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=1">Eutierria</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6372</guid>
			<description><![CDATA[<h1>Samhain</h1><br />
<div class="divek"><div class="obrazek" style="background-image:url('https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XNAsKOs.png');width:200px;height:200px;float:right;margin-left:2%;margin-right:2%;margin-right:0;"></div> Waszych postaci sięgnęły nowe wieści… Ministerstwo – odpowiadając na głośną potrzebę – zaangażowało się bezpośrednio w organizację sabatu w Little Hangleton. Obietnica spędu równie spokojnego co obstawione Aurorami i bezpieczne Lammas przyciągnęła uwagę wielu, w szczególności żałobników. Hucznie zapowiadano pojawienie się kilku znanych twarzy (chociaż brakło tutaj konkretów), a także brak kontrowersyjnych person (które – chwała ci Matko – wciąż przebywały w izolatce za próbę morderstwa). Niektórzy postanowili mimo wszystko świętować bliżej domu – w Dolinie Godryka sąsiedzi dogadali się na mniejszy spęd, nie chcąc porzucać swoich sadów. W Londynie niektórzy – w szczególności ci, którzy porzucili wiarę – postanowili pozostać w mieszkaniach. Najwięcej oczu skierowało się jednak ku Yorkshire.<br />
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Kto może wziąć udział?';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Kto może wziąć udział?';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Kto może wziąć udział?</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Zaznaczam to już na wstępie, aby nie było żadnych wątpliwości – z punktu fabularnego, wziąć udział <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">w Samhain może każdy gracz forum, niezależnie od stopnia wtajemniczenia postaci w moje minione wydarzenia i dotychczasowego zaangażowania w główną fabułę gry</span>. Tyczy się to obu miejsc startowych. W poniższym tekście znajduje się kilka nawiązań, ale rozwieje je lektura sugerowanych przeze mnie linków. Są to informacje w pełni fabularne, dostępne dla wszystkich. Nie są też niezbędne do uczestnictwa, ale wybrałam je i wrzuciłam po to, aby nowi gracze nie poczuli się wykluczeni z obiegu informacji (czyli przeczytajcie to, jeżeli nie chcecie być tym człowiekiem, który jako jedyny w towarzystwie nic nie wie). Poza tym mam następujące wymagania formalne (należy ich dopełnić przed zgłoszeniem się):<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Aktywujcie postać. Jeżeli ktoś ma z tym problem, proszę o kontakt.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Zaktualizujcie kartę postaci. Nie przyjmę osób z nieaktualnymi kartami (na przykład z powodu zmian w genetykach), a także nie przepuszczę wam w trakcie trwania tego wydarzenia zmian pierwszokwartałowych. W jego trakcie będziecie grali wokół swoich przewag, zawad i statystyk, więc ich późniejsza zmiana może okazać się nielogiczna.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> Uzupełnijcie pola profilu. Oraz relacje z innymi postaciami.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> Dodajcie sobie temat gracza i uzupełnijcie pole „triggery” (reszta może pozostać pusta). Nie obiecuję, że zawsze uda mi się wszystkiego uniknąć, ale na pewno nie umieszczę w poście żadnego szczegółowo opisanego triggeru w sposób celowy.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Lista wspomnień';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Lista wspomnień';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Lista wspomnień</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Jeśli w związku z powyższym ktoś chciałby nadrobić starsze artykuły i upewnić się w tym, co postać na pewno wie, nawet jeśli nie brała udziału w moich poprzednich wydarzeniach:<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1548" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">03.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1600" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">05.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1763" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">30.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2051" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">20.08.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">5.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3420" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">22-30.06.72</a><br />
Oraz przypominam o <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3765" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">podsumowaniach kwartałów</a> i o tym, że <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=971&amp;pid=17934#pid17934" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Knieja nie jest bezpieczna</a>.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Mam nadzieję, że ta lista nie brzmi groźnie. Napisałam ją po to, żeby uniknąć sytuacji, kiedy omijam coś oczywistego, albo odpisuję wam kompletnym chochołem, bo czegoś nie wyłapałam (jest wtedy <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">niezręcznie</span>). No i po to, żebyście się nie zastanawiali, jak ze mną grać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Jeśli cię o to nie poproszę, to nie rzucaj kością. W chwili kiedy uznam, że akcja wymaga rzutu, wykonam go za ciebie. Nie wliczam w to jedynie umiejętności, które mają z góry opisane efekty (np. rzut na aurowidzenie). Domyślnie zakładam, że większość waszych akcji się udaje, a testów wymagam przy czymś wymagającym lub przy pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Opisuj swoje działania w sposób dokładny, odnosząc się do tego, co twoja postać potrafi. To na tym bazuję jako mistrzyni gry. Mile widziane będzie zaznaczanie w oparciu o jakie statystyki, przewagi i zawady został stworzony taki opis. Można umieścić to jako adnotację na dole posta lub wrzucić to w tag [Pozafabularna].<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> Nie umieszczaj w postach na wydarzeniu opisów, które są mylące (na przykład, że postać wyobraża sobie coś, co tak naprawdę nie ma miejsca i trzeba się tego domyślić). W przypadku, gdyby gracz chciał taki opis w swoim poście zawrzeć, to prosiłabym o wyraźne oddzielenie tego od fragmentu, na który będę reagowała jako otoczenie (na przykład zaznacz go innym kolorem i dodaj na dole adnotację, że ten fragment to „delulu” i to dzieje się tylko w głowie postaci).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> Jeśli twoja narracja jest bardzo długa, użyj [u] w celu podkreślenia działań, które są dla wszystkich widoczne. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">5.</span> Podczas rozgrywki możesz kontaktować się ze mną przez PW w sprawach:<br />
– sprostowania pomyłek w moich postach (nie przeszkadza mi dopisywanie dodatkowych zdań rozjaśniających sytuację, zrobię to bez problemu),<br />
– zagwozdek mechanicznych (czy zaklęcie tworzące ogień to kształtowanie?),<br />
– różnych kwestii formalnych (na przykład dania mi znać, że coś się stało w życiu i post się nie pojawi).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">6.</span> Możliwe, że niektóre wątki pierwszy raz w historii forum napiszemy w tagu [hide] i dopiero po ich zakończeniu odkryję wszystkie posty. Możecie też otrzymać tajemnicze PW. Przekazywanie sobie tych informacji drogą prywatną jest zakazane. Jeśli złamiecie tę zasadę, za każdym razem, kiedy będziecie nieśli talerz z płatkami do pokoju, na waszą gołą stopę wyleje się mleko.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dodatkowo:</span> Niezbyt lubię też czytać komentarze o swoich postach (nawet jeśli są pozytywne). Wiem, że tagowanie mnie przy masie serduszek to wyraz wsparcia i uznania, mi jednak najlepiej pisze się takie wątki w ciszy. Chętnie przyjmę feedback później! I bardzo się cieszę, kiedy przychodzicie na moje sesje, a później piszecie wokół nich wątki, naprawdę!</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Little Hangleton)';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Little Hangleton)';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Zasady wydarzenia (Little Hangleton)</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Na górze posta dodaj adnotację zawierającą informacje o tym, w którym miejscu stoi twoja postać, z kim rozmawia i gdzie się przemieszcza. Dokładna instrukcja (wraz z mapą) zostanie umieszczona w wątku wydarzenia (tym fabularnym).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Jeśli się umówicie na jakiś przebieg rozmowy czy potyczki, nie będę interweniowała. Jeśli jednak pojawi się jakiś międzygraczowy zgrzyt, proszę o informację i przyjmę rolę sędzi. Sawuar wiwer dużych sabatów mówi: nie możesz wyprowadzić od razu 5 ciosów albo ukraść czegoś i w tym samym poście uciec – w takiej sytuacji część twojej narracji może zostać anulowana.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> W drugiej części wydarzenia przyjmujemy zasady Doliny Godryka.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Pytania i odpowiedzi';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Pytania i odpowiedzi';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Pytania i odpowiedzi</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnia aktualizacja:</span> 09.09.26.</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kiedy zaczyna i kończy się event (data realna)?</span><br />
W moim założeniu zaczniemy w ostatni tydzień września i skończymy wszystko, co blokuje dalsze wątki najpóźniej do końca listopada. Wiem, że to przy moim tempie może wydawać się nadmiernie optymistyczne, ale też nie wydaje mi się, żeby komukolwiek chciało się pisać to bliżej świąt (hej, Dearg Dur robi kalendarz adwentowy), więc w najgorszym wypadku wytnę część materiału.<br />
Wątek z imprezą zostawię otwarty dłużej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jak duże jest ryzyko, że moja postać umrze na sesji z Eutierrią?</span><br />
Jest dokładnie taka jak twoja chęć podejmowania ryzykownych decyzji. Jeden nieudany rzut nie spowoduje, że stracisz już na zawsze wszystkie kończyny. Na moich sesjach giną najczęściej postacie, które w chwili kiedy piszę „wyraźnie widzisz, jak bardzo to jest niebezpieczne” decydują się skoczyć. Albo świadomie wbiegają bez powodu w wir ognia, czy decydują się na potyczkę z silniejszym przeciwnikiem, chociaż miały opcję ucieczki. No i jestem też świadoma, że jesteście do swoich postaci, szipów i rodzinek przywiązani – żadnej w tym dla mnie radości, gdyby taka ukochana postać odeszła w scenie zbudowanej bez sensu (to dla mnie jako mistrza gry wręcz porażka).<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czy Zakon i Śmierciożercy mają tu jakieś specjalne zadania?</span><br />
Nie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie chcę już grać moją postacią lub chcę uśmiercić na Samhain mojego ojca, wujka […], czy może się to stać podczas sabatu?</span><br />
Nie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Co, jeśli nikt się nie zapisze? Czy Polana Ognisk wybuchnie?</span><br />
Postacie niezależne będą miały szałową przygodę, a o tym, czy udało im się przeżyć zadecyduje funkcja rand() w PHP.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czy oba miejsca startowe liczą się do odznaki za sabaty?</span><br />
Tak.</div></div>
<br />
<div style="overflow-x: auto;"><table><tr><td>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Masz inne pytanie? Zadaj je <a href="https://secretsoflondon.pl/private.php?action=send&amp;uid=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tutaj</a>.</div>
</td></tr></table></div></div>
<br />
<div class="divek"><div class="ramka"><h2> Świat znów zatoczył koło </h2><br />
Zimny wiatr tańczący po ulicach Londynu pukał do waszych okien wyjątkowo zawzięcie, zupełnie tak, jakby chciał uczynić noc poprzedzającą sabat jedną z tych, podczas których naprawdę źle się spało. Chociaż niektórzy z was wciąż nie potrafili bez lęku spoglądać w płomienie rozpalonego w kominku ognia, tak naprawdę nikt z was nie drżał z powodu zimna. Strach… stał się dla przeważającej części z was nieodłącznym towarzyszem, echem każdej myśli.<br />
<br />
Świat znów zatoczył koło. Drzewa układały się do zimowego snu, ptaki skończyły swoje pieśni i odfrunęły dawno za horyzont. Czuliście, że coś się skończyło, a jednocześnie nie opuszczała was świadomość, że tak naprawdę nic nigdy się nie kończy. Tortura, jaką stało się istnienie w aktualnej rzeczywistości, była stałym elementem w odwiecznym cyklu życia.<br />
<br />
Niektórzy radzili sobie z tym wszystkim lepiej, inni gorzej. Każdemu jednak sabaty zaczęły kojarzyć się ze śmiercią.<br />
<br />
Przez ostatnie pół roku powoli i skrupulatnie zbieraliście w sobie gniew. Pytania bez odpowiedzi zamieniały się we frustrację, ból potrafił narosnąć do poziomu zaślepiającego cierpienia. Chociaż nie wszyscy byli świadomi istnienia planu na przedostatnie się do Kniei Godryka, niewielu z was zapewne zdziwi się, kiedy za dwa dni przeczyta w gazecie o „zwykłych ludziach”, którzy po prostu „nie wytrzymali”. Nie dało się dziwić zrywowi przeciwko bezsilności, nawet jeżeli nie każdy miał na niego odwagę. Jedni obudzą się jutro, prosząc wszechświat o dziękczynienie i cichą pamięć. Inni nie będą prosić o nic – pójdą stworzyć swój moment, zmuszą ludzi przy władzy do rozliczenia się z tego, co uczynili i o czym zapomnieli – wszystko to, bo mają <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">dość</span>.</div></div>
<br />
<div class="divek"><h3>Start w Little Hangleton</h3><br />
<div class="codeblock"><div class="title">Kod:</div><div class="body" dir="ltr"><code>[b]Nazwa konta:[/b]<br />
[b]Czy zamierzasz wprowadzić na to wydarzenie jakieś postacie niezależne:[/b]<br />
[b]Czy radują cię losowe zaczepki od mistrza gry, czy wolisz być pozostawiony sam sobie:[/b]<br />
[b]Czy twoja postać chciałaby pracować na którymś ze straganów mistrza gry:[/b]</code></div></div><br />
Wydarzenie rozpocznie się, kiedy zrobi się ciemno. Otworzę standardowy dla forum wątek sabatowy, gdzie każdy zapisany będzie mógł wchodzić, bawić się i korzystać z dobrodziejstw do fabularnej godziny 21. Wtedy „coś” się wydarzy i postacie będą tegoż zdarzenia świadkami. Niektórzy mogą się wystraszyć. Jeśli nie chcecie dla swoich postaci żadnych dziwactw, to po prostu idźcie nimi do domu przed 21, śpijcie smacznie i otwórzcie rano Proroka Codziennego, żeby nadrobić fabułę.<br />
<br />
Brak limitu multikont.</div>
<br />
<div class="divek"><h3>Start w Dolinie Godryka</h3><br />
<div class="codeblock"><div class="title">Kod:</div><div class="body" dir="ltr"><code>[b]Nazwa konta:[/b]<br />
[b]Czy postać wie o planowanym ataku:[/b]<br />
[b]Zamierzasz dołączyć do ludzi nacierających na Knieję, próbować ich powstrzymać, czy być biernym obserwatorem:[/b]</code></div></div><br />
Ostrzegam, że jako mistrz gry nie pchnę biernych obserwatorów w kierunku Kniei. Zakończycie sesję na jej granicy – i to tyle – zobaczycie, jak banda potencjalnych wariatów naciera na las i zaczyna ścierać się z siłami Ministerstwa. Nie blokuję wam możliwości zobaczenia tego widowiska, ale nie mam też jak siłą zmusić was do wbiegnięcia na śmiertelnie niebezpieczny teren, więc po prostu tego nie zrobię (a w lesie jak się domyślacie, czarodzieje będą działali w trybie bóg z nami chuj z wami). Po podsumowaniu przeze mnie wątków osób, które tam wbiegły, dowiecie się, czy ktoś stamtąd wyszedł.<br />
<br />
Możecie zapisać tutaj maksymalnie jedno multikonto.</div>
<br />
<div class="divek"><div style="overflow-x: auto;"><table><tr><td><h2> Uwaga! </h2><br />
Niektóre osoby otrzymają ode mnie prywatną wiadomość o tytule „TAJNE”. Tych informacji nie możecie wymieniać pomiędzy sobą (jako gracze).<br />
<br />
W przypadku chęci zmiany swojego wyglądu na czas trwania wydarzenia dopuszczam tylko mechaniczne przedmioty i przewagi. Należy napisać przygotowanie do sesji, w której zostanie wykonany rzut na powodzenie takiej przemiany. Jeśli wasza przewaga nie ma rozpisanych efektów, proszę o prywatny kontakt.<br />
<br />
Pamiętajcie o zgłaszaniu szatek i tak dalej w Ciszy przed burzą II.</td></tr></table></div></div>
<br />
<div class="divek"><h3>Zapisani</h3><br />
Na zgłoszenia czekam do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">20.09</span>. Kod wrzucajcie w tym wątku (nie przejmujcie się brakiem postów, po dodaniu was na listę kasuję wasz wpis). Jeśli ktoś się spóźni, może dołączyć do sesji w Little Hangleton (ale niech najpierw wypełni zgłoszenie).<br />
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Dolina Godryka';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Dolina Godryka';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Dolina Godryka</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<ol type="1" class="mycode_list"><li>Alastor Moody (jako karton)<br />
</li>
<li>Helloise Rowle<br />
</li>
<li>Victoria Lestrange<br />
</li>
<li>Atreus Bulstrode<br />
</li>
<li>Sebastian Macmillan<br />
</li>
<li>Lydia Black<br />
</li>
</ol></div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Little Hangleton';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Little Hangleton';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Little Hangleton</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<ol type="1" class="mycode_list"><li>Primrose Lestrange<br />
</li>
<li>The Edge<br />
</li>
<li>Vakel Dolohov<br />
</li>
<li>Dægberht Flint<br />
</li>
<li>Alice Bell<br />
</li>
<li>Erik Longbottom<br />
</li>
<li>Guinevere McGonagall<br />
</li>
<li>Lorien Mulciber<br />
</li>
<li>Nora Figg<br />
</li>
<li>Edith Rookwood<br />
</li>
<li>Bertie Bott<br />
</li>
</ol></div></div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Samhain</h1><br />
<div class="divek"><div class="obrazek" style="background-image:url('https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XNAsKOs.png');width:200px;height:200px;float:right;margin-left:2%;margin-right:2%;margin-right:0;"></div> Waszych postaci sięgnęły nowe wieści… Ministerstwo – odpowiadając na głośną potrzebę – zaangażowało się bezpośrednio w organizację sabatu w Little Hangleton. Obietnica spędu równie spokojnego co obstawione Aurorami i bezpieczne Lammas przyciągnęła uwagę wielu, w szczególności żałobników. Hucznie zapowiadano pojawienie się kilku znanych twarzy (chociaż brakło tutaj konkretów), a także brak kontrowersyjnych person (które – chwała ci Matko – wciąż przebywały w izolatce za próbę morderstwa). Niektórzy postanowili mimo wszystko świętować bliżej domu – w Dolinie Godryka sąsiedzi dogadali się na mniejszy spęd, nie chcąc porzucać swoich sadów. W Londynie niektórzy – w szczególności ci, którzy porzucili wiarę – postanowili pozostać w mieszkaniach. Najwięcej oczu skierowało się jednak ku Yorkshire.<br />
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Kto może wziąć udział?';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Kto może wziąć udział?';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Kto może wziąć udział?</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Zaznaczam to już na wstępie, aby nie było żadnych wątpliwości – z punktu fabularnego, wziąć udział <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">w Samhain może każdy gracz forum, niezależnie od stopnia wtajemniczenia postaci w moje minione wydarzenia i dotychczasowego zaangażowania w główną fabułę gry</span>. Tyczy się to obu miejsc startowych. W poniższym tekście znajduje się kilka nawiązań, ale rozwieje je lektura sugerowanych przeze mnie linków. Są to informacje w pełni fabularne, dostępne dla wszystkich. Nie są też niezbędne do uczestnictwa, ale wybrałam je i wrzuciłam po to, aby nowi gracze nie poczuli się wykluczeni z obiegu informacji (czyli przeczytajcie to, jeżeli nie chcecie być tym człowiekiem, który jako jedyny w towarzystwie nic nie wie). Poza tym mam następujące wymagania formalne (należy ich dopełnić przed zgłoszeniem się):<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Aktywujcie postać. Jeżeli ktoś ma z tym problem, proszę o kontakt.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Zaktualizujcie kartę postaci. Nie przyjmę osób z nieaktualnymi kartami (na przykład z powodu zmian w genetykach), a także nie przepuszczę wam w trakcie trwania tego wydarzenia zmian pierwszokwartałowych. W jego trakcie będziecie grali wokół swoich przewag, zawad i statystyk, więc ich późniejsza zmiana może okazać się nielogiczna.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> Uzupełnijcie pola profilu. Oraz relacje z innymi postaciami.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> Dodajcie sobie temat gracza i uzupełnijcie pole „triggery” (reszta może pozostać pusta). Nie obiecuję, że zawsze uda mi się wszystkiego uniknąć, ale na pewno nie umieszczę w poście żadnego szczegółowo opisanego triggeru w sposób celowy.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Lista wspomnień';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Lista wspomnień';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Lista wspomnień</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Jeśli w związku z powyższym ktoś chciałby nadrobić starsze artykuły i upewnić się w tym, co postać na pewno wie, nawet jeśli nie brała udziału w moich poprzednich wydarzeniach:<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1548" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">03.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1600" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">05.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1763" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">30.05.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2051" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">20.08.72</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">5.</span> <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3420" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">22-30.06.72</a><br />
Oraz przypominam o <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3765" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">podsumowaniach kwartałów</a> i o tym, że <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=971&amp;pid=17934#pid17934" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Knieja nie jest bezpieczna</a>.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Zasady wydarzenia (Dolina Godryka)</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Mam nadzieję, że ta lista nie brzmi groźnie. Napisałam ją po to, żeby uniknąć sytuacji, kiedy omijam coś oczywistego, albo odpisuję wam kompletnym chochołem, bo czegoś nie wyłapałam (jest wtedy <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">niezręcznie</span>). No i po to, żebyście się nie zastanawiali, jak ze mną grać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Jeśli cię o to nie poproszę, to nie rzucaj kością. W chwili kiedy uznam, że akcja wymaga rzutu, wykonam go za ciebie. Nie wliczam w to jedynie umiejętności, które mają z góry opisane efekty (np. rzut na aurowidzenie). Domyślnie zakładam, że większość waszych akcji się udaje, a testów wymagam przy czymś wymagającym lub przy pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Opisuj swoje działania w sposób dokładny, odnosząc się do tego, co twoja postać potrafi. To na tym bazuję jako mistrzyni gry. Mile widziane będzie zaznaczanie w oparciu o jakie statystyki, przewagi i zawady został stworzony taki opis. Można umieścić to jako adnotację na dole posta lub wrzucić to w tag [Pozafabularna].<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> Nie umieszczaj w postach na wydarzeniu opisów, które są mylące (na przykład, że postać wyobraża sobie coś, co tak naprawdę nie ma miejsca i trzeba się tego domyślić). W przypadku, gdyby gracz chciał taki opis w swoim poście zawrzeć, to prosiłabym o wyraźne oddzielenie tego od fragmentu, na który będę reagowała jako otoczenie (na przykład zaznacz go innym kolorem i dodaj na dole adnotację, że ten fragment to „delulu” i to dzieje się tylko w głowie postaci).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">4.</span> Jeśli twoja narracja jest bardzo długa, użyj [u] w celu podkreślenia działań, które są dla wszystkich widoczne. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">5.</span> Podczas rozgrywki możesz kontaktować się ze mną przez PW w sprawach:<br />
– sprostowania pomyłek w moich postach (nie przeszkadza mi dopisywanie dodatkowych zdań rozjaśniających sytuację, zrobię to bez problemu),<br />
– zagwozdek mechanicznych (czy zaklęcie tworzące ogień to kształtowanie?),<br />
– różnych kwestii formalnych (na przykład dania mi znać, że coś się stało w życiu i post się nie pojawi).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">6.</span> Możliwe, że niektóre wątki pierwszy raz w historii forum napiszemy w tagu [hide] i dopiero po ich zakończeniu odkryję wszystkie posty. Możecie też otrzymać tajemnicze PW. Przekazywanie sobie tych informacji drogą prywatną jest zakazane. Jeśli złamiecie tę zasadę, za każdym razem, kiedy będziecie nieśli talerz z płatkami do pokoju, na waszą gołą stopę wyleje się mleko.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dodatkowo:</span> Niezbyt lubię też czytać komentarze o swoich postach (nawet jeśli są pozytywne). Wiem, że tagowanie mnie przy masie serduszek to wyraz wsparcia i uznania, mi jednak najlepiej pisze się takie wątki w ciszy. Chętnie przyjmę feedback później! I bardzo się cieszę, kiedy przychodzicie na moje sesje, a później piszecie wokół nich wątki, naprawdę!</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Little Hangleton)';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Zasady wydarzenia (Little Hangleton)';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Zasady wydarzenia (Little Hangleton)</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">1.</span> Na górze posta dodaj adnotację zawierającą informacje o tym, w którym miejscu stoi twoja postać, z kim rozmawia i gdzie się przemieszcza. Dokładna instrukcja (wraz z mapą) zostanie umieszczona w wątku wydarzenia (tym fabularnym).<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">2.</span> Jeśli się umówicie na jakiś przebieg rozmowy czy potyczki, nie będę interweniowała. Jeśli jednak pojawi się jakiś międzygraczowy zgrzyt, proszę o informację i przyjmę rolę sędzi. Sawuar wiwer dużych sabatów mówi: nie możesz wyprowadzić od razu 5 ciosów albo ukraść czegoś i w tym samym poście uciec – w takiej sytuacji część twojej narracji może zostać anulowana.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">3.</span> W drugiej części wydarzenia przyjmujemy zasady Doliny Godryka.</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Pytania i odpowiedzi';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Pytania i odpowiedzi';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Pytania i odpowiedzi</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ostatnia aktualizacja:</span> 09.09.26.</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kiedy zaczyna i kończy się event (data realna)?</span><br />
W moim założeniu zaczniemy w ostatni tydzień września i skończymy wszystko, co blokuje dalsze wątki najpóźniej do końca listopada. Wiem, że to przy moim tempie może wydawać się nadmiernie optymistyczne, ale też nie wydaje mi się, żeby komukolwiek chciało się pisać to bliżej świąt (hej, Dearg Dur robi kalendarz adwentowy), więc w najgorszym wypadku wytnę część materiału.<br />
Wątek z imprezą zostawię otwarty dłużej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jak duże jest ryzyko, że moja postać umrze na sesji z Eutierrią?</span><br />
Jest dokładnie taka jak twoja chęć podejmowania ryzykownych decyzji. Jeden nieudany rzut nie spowoduje, że stracisz już na zawsze wszystkie kończyny. Na moich sesjach giną najczęściej postacie, które w chwili kiedy piszę „wyraźnie widzisz, jak bardzo to jest niebezpieczne” decydują się skoczyć. Albo świadomie wbiegają bez powodu w wir ognia, czy decydują się na potyczkę z silniejszym przeciwnikiem, chociaż miały opcję ucieczki. No i jestem też świadoma, że jesteście do swoich postaci, szipów i rodzinek przywiązani – żadnej w tym dla mnie radości, gdyby taka ukochana postać odeszła w scenie zbudowanej bez sensu (to dla mnie jako mistrza gry wręcz porażka).<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czy Zakon i Śmierciożercy mają tu jakieś specjalne zadania?</span><br />
Nie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie chcę już grać moją postacią lub chcę uśmiercić na Samhain mojego ojca, wujka […], czy może się to stać podczas sabatu?</span><br />
Nie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Co, jeśli nikt się nie zapisze? Czy Polana Ognisk wybuchnie?</span><br />
Postacie niezależne będą miały szałową przygodę, a o tym, czy udało im się przeżyć zadecyduje funkcja rand() w PHP.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czy oba miejsca startowe liczą się do odznaki za sabaty?</span><br />
Tak.</div></div>
<br />
<div style="overflow-x: auto;"><table><tr><td>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Masz inne pytanie? Zadaj je <a href="https://secretsoflondon.pl/private.php?action=send&amp;uid=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tutaj</a>.</div>
</td></tr></table></div></div>
<br />
<div class="divek"><div class="ramka"><h2> Świat znów zatoczył koło </h2><br />
Zimny wiatr tańczący po ulicach Londynu pukał do waszych okien wyjątkowo zawzięcie, zupełnie tak, jakby chciał uczynić noc poprzedzającą sabat jedną z tych, podczas których naprawdę źle się spało. Chociaż niektórzy z was wciąż nie potrafili bez lęku spoglądać w płomienie rozpalonego w kominku ognia, tak naprawdę nikt z was nie drżał z powodu zimna. Strach… stał się dla przeważającej części z was nieodłącznym towarzyszem, echem każdej myśli.<br />
<br />
Świat znów zatoczył koło. Drzewa układały się do zimowego snu, ptaki skończyły swoje pieśni i odfrunęły dawno za horyzont. Czuliście, że coś się skończyło, a jednocześnie nie opuszczała was świadomość, że tak naprawdę nic nigdy się nie kończy. Tortura, jaką stało się istnienie w aktualnej rzeczywistości, była stałym elementem w odwiecznym cyklu życia.<br />
<br />
Niektórzy radzili sobie z tym wszystkim lepiej, inni gorzej. Każdemu jednak sabaty zaczęły kojarzyć się ze śmiercią.<br />
<br />
Przez ostatnie pół roku powoli i skrupulatnie zbieraliście w sobie gniew. Pytania bez odpowiedzi zamieniały się we frustrację, ból potrafił narosnąć do poziomu zaślepiającego cierpienia. Chociaż nie wszyscy byli świadomi istnienia planu na przedostatnie się do Kniei Godryka, niewielu z was zapewne zdziwi się, kiedy za dwa dni przeczyta w gazecie o „zwykłych ludziach”, którzy po prostu „nie wytrzymali”. Nie dało się dziwić zrywowi przeciwko bezsilności, nawet jeżeli nie każdy miał na niego odwagę. Jedni obudzą się jutro, prosząc wszechświat o dziękczynienie i cichą pamięć. Inni nie będą prosić o nic – pójdą stworzyć swój moment, zmuszą ludzi przy władzy do rozliczenia się z tego, co uczynili i o czym zapomnieli – wszystko to, bo mają <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">dość</span>.</div></div>
<br />
<div class="divek"><h3>Start w Little Hangleton</h3><br />
<div class="codeblock"><div class="title">Kod:</div><div class="body" dir="ltr"><code>[b]Nazwa konta:[/b]<br />
[b]Czy zamierzasz wprowadzić na to wydarzenie jakieś postacie niezależne:[/b]<br />
[b]Czy radują cię losowe zaczepki od mistrza gry, czy wolisz być pozostawiony sam sobie:[/b]<br />
[b]Czy twoja postać chciałaby pracować na którymś ze straganów mistrza gry:[/b]</code></div></div><br />
Wydarzenie rozpocznie się, kiedy zrobi się ciemno. Otworzę standardowy dla forum wątek sabatowy, gdzie każdy zapisany będzie mógł wchodzić, bawić się i korzystać z dobrodziejstw do fabularnej godziny 21. Wtedy „coś” się wydarzy i postacie będą tegoż zdarzenia świadkami. Niektórzy mogą się wystraszyć. Jeśli nie chcecie dla swoich postaci żadnych dziwactw, to po prostu idźcie nimi do domu przed 21, śpijcie smacznie i otwórzcie rano Proroka Codziennego, żeby nadrobić fabułę.<br />
<br />
Brak limitu multikont.</div>
<br />
<div class="divek"><h3>Start w Dolinie Godryka</h3><br />
<div class="codeblock"><div class="title">Kod:</div><div class="body" dir="ltr"><code>[b]Nazwa konta:[/b]<br />
[b]Czy postać wie o planowanym ataku:[/b]<br />
[b]Zamierzasz dołączyć do ludzi nacierających na Knieję, próbować ich powstrzymać, czy być biernym obserwatorem:[/b]</code></div></div><br />
Ostrzegam, że jako mistrz gry nie pchnę biernych obserwatorów w kierunku Kniei. Zakończycie sesję na jej granicy – i to tyle – zobaczycie, jak banda potencjalnych wariatów naciera na las i zaczyna ścierać się z siłami Ministerstwa. Nie blokuję wam możliwości zobaczenia tego widowiska, ale nie mam też jak siłą zmusić was do wbiegnięcia na śmiertelnie niebezpieczny teren, więc po prostu tego nie zrobię (a w lesie jak się domyślacie, czarodzieje będą działali w trybie bóg z nami chuj z wami). Po podsumowaniu przeze mnie wątków osób, które tam wbiegły, dowiecie się, czy ktoś stamtąd wyszedł.<br />
<br />
Możecie zapisać tutaj maksymalnie jedno multikonto.</div>
<br />
<div class="divek"><div style="overflow-x: auto;"><table><tr><td><h2> Uwaga! </h2><br />
Niektóre osoby otrzymają ode mnie prywatną wiadomość o tytule „TAJNE”. Tych informacji nie możecie wymieniać pomiędzy sobą (jako gracze).<br />
<br />
W przypadku chęci zmiany swojego wyglądu na czas trwania wydarzenia dopuszczam tylko mechaniczne przedmioty i przewagi. Należy napisać przygotowanie do sesji, w której zostanie wykonany rzut na powodzenie takiej przemiany. Jeśli wasza przewaga nie ma rozpisanych efektów, proszę o prywatny kontakt.<br />
<br />
Pamiętajcie o zgłaszaniu szatek i tak dalej w Ciszy przed burzą II.</td></tr></table></div></div>
<br />
<div class="divek"><h3>Zapisani</h3><br />
Na zgłoszenia czekam do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">20.09</span>. Kod wrzucajcie w tym wątku (nie przejmujcie się brakiem postów, po dodaniu was na listę kasuję wasz wpis). Jeśli ktoś się spóźni, może dołączyć do sesji w Little Hangleton (ale niech najpierw wypełni zgłoszenie).<br />
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Dolina Godryka';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Dolina Godryka';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Dolina Godryka</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<ol type="1" class="mycode_list"><li>Alastor Moody (jako karton)<br />
</li>
<li>Helloise Rowle<br />
</li>
<li>Victoria Lestrange<br />
</li>
<li>Atreus Bulstrode<br />
</li>
<li>Sebastian Macmillan<br />
</li>
<li>Lydia Black<br />
</li>
</ol></div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Little Hangleton';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Little Hangleton';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Little Hangleton</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<ol type="1" class="mycode_list"><li>Primrose Lestrange<br />
</li>
<li>The Edge<br />
</li>
<li>Vakel Dolohov<br />
</li>
<li>Dægberht Flint<br />
</li>
<li>Alice Bell<br />
</li>
<li>Erik Longbottom<br />
</li>
<li>Guinevere McGonagall<br />
</li>
<li>Lorien Mulciber<br />
</li>
<li>Nora Figg<br />
</li>
<li>Edith Rookwood<br />
</li>
<li>Bertie Bott<br />
</li>
</ol></div></div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6370</link>
			<pubDate>Wed, 09 Sep 2026 17:38:07 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=523">Helloise Rowle</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6370</guid>
			<description><![CDATA[<h1>Zadanie od Voldemorta</h1><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size">— otrzymane <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6086" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tutaj</a> —</span></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">24 października — zdobywanie materiału</div>
<br />
Czerń nocy pozacierała już kontury rzeczy, gdy czarownica podchodziła do bram cmentarza krokiem niespiesznym, a jednak zdradzającym jakąś determinację, wyzbytym typowej dla Helloise leniwej powłóczystości. Mimo że nie należała do osób energicznych, przy drętwej martwocie cmentarza nie przypominała wcale zjawy, która by tu przyszła nawiedzać. <br />
A nawiedzeń właśnie obawiała się czarownica najwięcej, lecz nie ze względu na pomstę złych duchów, a z obawy, że duchy mogłyby być świadkami jej wizyty. Świadków nie życzyła sobie, lecz tak jak ludzi mogła pod osłoną nocy uniknąć, tak duchów godziny snu nie obowiązywały. Musiała się z ich ewentualnością pogodzić. Weszła tedy czujna między alejki mogił, lecz początkowo nie dostrzegała żadnych nieproszonych obecności.<br />
Nie było nic występnego w tym, co zamierzała zrobić. Nie sądziła, żeby miała tymi działaniami uchybić jakiemukolwiek bytowi, który mógł być do cmentarza nieszczęśliwie uwiązany. Wręcz przeciwnie. Miała do ich niedoli duży szacunek i w cichości swej duszy wiedźma prosiła Bogów, aby tym, którzy wciąż tu być mogli, dano tego Samhain możliwość dobrego przejścia, aby żadne z nich nie pozostało tu uwięzione na kolejne miesiące. I jej intencja była szczera, bo słuszny porządek rzeczy leżał jej na sercu. <br />
Nie żywiła szczególnego szacunku wobec ziemi trzymającej ziemskie szczątki, nie przypisywała obrazoburczych znaczeń rozkopywaniu grobów. Zamierzała zabrać trupom ich ziemię tak, jak została o to poproszona. Aby dopomóc sobie w tym celu, czarownica wzięła ze sobą <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">miotłę obciążoną sztychówką i kilkoma blaszanymi wiadrami</span>, na których wyłaniający się zza chmur samotny księżyc kładł srebrzyste odblaski. Na cmentarzu <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2808&amp;pid=94937#pid94937" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">nie było jednak tej nocy ani martwej, ani żywej duszy</a>, która by mogła kobietę z tym osobliwym ekwipunkiem ujrzeć.<br />
Wyszukała sobie Helloise miejsce na skraju cmentarza, skryte przed potencjalnymi oczyma i ozdobione kilkoma drzewami. Mogiły w tej części były raczej stare, nikt się o nie od dawien dawna nie troskał. Wiele z nich składało się wyłącznie z ukruszonego pomniczka, nie miało żadnej płyty nagrobnej. <br />
Takiego zakątka było jej trzeba. Tutaj przystąpiła do pracy.<br />
<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Rozkopywanie cmentarnej ziemi</span> było zajęciem żmudnym i fizycznie uciążliwym, lecz nie różniło się wiele od przekopywania grządek, do czego wiedźma była przywykła. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Kopała początkowo równym rytmem; za drugim wiadrem zaczęła ociągać się nieco.</span> Szata była już uwalana ziemią. Monotonia fizycznej pracy zawsze kobietę mimo to relaksowała i mogła przy niej swobodnie oddać się rozmyślaniom nad sensem. Sensy <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">cmentarnej ziemi</span> musiały być. Początkowo Helloise skierowała swoje myśli ku przyrodzie — rozważała, jakie bakterie, jakie grzyby, jakie patogeny skrywa ta gleba, w której od wieków składano ludzkie ciała. Zapewne nie o grzyby i bakterie żerujące przy miejscach pochówków chodziło Voldemortowi. Nie. Znaczenie musiało być rytualne, tak jak o rytuał ocierało się całe to, co kazał jej zrobić. <br />
Po czwartym wiadrze zmęczona czarownica przyklękła przy swoim urobku, dla rozluźnienia poruszając obolałymi ramionami. Wzięła z wierzchu jednego z kopców czarną, wilgotną grudę ziemi i w zamyśleniu rozbiła ją w palcach. <br />
A więc cmentarna ziemia i glina. <br />
Była część Helloise, która pragnęłaby umieć uchwycić ten konkretny komponent, który glinę z cmentarza czynił szczególną dla jej dzieła. Może mogłaby wyizolować ów element i użyć go dla jakiegoś innego, własnego celu. Jednocześnie czarownica chciała wierzyć, że wie, kiedy przestać zadawać światu pytania. Poniżeniem tajemnic magii było czynienie z nich przedmiotu laboratoryjnego badania, do jakiego sprowadzali go w Ministerstwie. <br />
Czarownica wstała. Zapach wilgotnej, świeżo rozkopanej ziemi unosił się wszędzie wokół; komplementowały go mokre mchy obrastające stare nagrobki oraz kwiaty gnijące w wazonach opodal. <br />
Aby ocenić, ile zajmie jej wyrównanie porytego szpadlem terenu, Helloise rozejrzała się dookoła, przebierając palcami u rąk. Wtedy poczuła drzazgę, która musiała wejść jej w dłoń, kiedy kopała. <br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Huh.</span><br />
Zafascynowana czarownica podniosła dłoń do ust. Zębami wygryzła z brudnego ciała kolec — bez chwili namysłu, jakby tylko czekała na pretekst do zaspokojenia niepoprawnej ciekawości i posmakowania ziemi z grobów.<br />
Tajemnice magii nie musiały być przed nią odkryte, żeby mogła je skonsumować.<br />
<br />
Helloise wiedziała, że zapewne będzie musiała wrócić jeszcze którejś nocy. Bezpieczniej byłoby zrobić to za jednym razem, lecz wątłych sił kobieta nie miała krzepy do kopania długimi godzinami. Postarała się, aby rozgarnąć ziemię i utwardzić ją nieco, aby punkt nie rzucał się aż tak w oczy. <br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">//</span> z wykorzystaniem przewagi <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Latanie na miotle</span> do przenoszenia tych jebanych wiader; z respektem dla mojego lichego AF, że nie ukopałam ich wszystkich na raz</span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Zadanie od Voldemorta</h1><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size">— otrzymane <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6086" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tutaj</a> —</span></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">24 października — zdobywanie materiału</div>
<br />
Czerń nocy pozacierała już kontury rzeczy, gdy czarownica podchodziła do bram cmentarza krokiem niespiesznym, a jednak zdradzającym jakąś determinację, wyzbytym typowej dla Helloise leniwej powłóczystości. Mimo że nie należała do osób energicznych, przy drętwej martwocie cmentarza nie przypominała wcale zjawy, która by tu przyszła nawiedzać. <br />
A nawiedzeń właśnie obawiała się czarownica najwięcej, lecz nie ze względu na pomstę złych duchów, a z obawy, że duchy mogłyby być świadkami jej wizyty. Świadków nie życzyła sobie, lecz tak jak ludzi mogła pod osłoną nocy uniknąć, tak duchów godziny snu nie obowiązywały. Musiała się z ich ewentualnością pogodzić. Weszła tedy czujna między alejki mogił, lecz początkowo nie dostrzegała żadnych nieproszonych obecności.<br />
Nie było nic występnego w tym, co zamierzała zrobić. Nie sądziła, żeby miała tymi działaniami uchybić jakiemukolwiek bytowi, który mógł być do cmentarza nieszczęśliwie uwiązany. Wręcz przeciwnie. Miała do ich niedoli duży szacunek i w cichości swej duszy wiedźma prosiła Bogów, aby tym, którzy wciąż tu być mogli, dano tego Samhain możliwość dobrego przejścia, aby żadne z nich nie pozostało tu uwięzione na kolejne miesiące. I jej intencja była szczera, bo słuszny porządek rzeczy leżał jej na sercu. <br />
Nie żywiła szczególnego szacunku wobec ziemi trzymającej ziemskie szczątki, nie przypisywała obrazoburczych znaczeń rozkopywaniu grobów. Zamierzała zabrać trupom ich ziemię tak, jak została o to poproszona. Aby dopomóc sobie w tym celu, czarownica wzięła ze sobą <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">miotłę obciążoną sztychówką i kilkoma blaszanymi wiadrami</span>, na których wyłaniający się zza chmur samotny księżyc kładł srebrzyste odblaski. Na cmentarzu <a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2808&amp;pid=94937#pid94937" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">nie było jednak tej nocy ani martwej, ani żywej duszy</a>, która by mogła kobietę z tym osobliwym ekwipunkiem ujrzeć.<br />
Wyszukała sobie Helloise miejsce na skraju cmentarza, skryte przed potencjalnymi oczyma i ozdobione kilkoma drzewami. Mogiły w tej części były raczej stare, nikt się o nie od dawien dawna nie troskał. Wiele z nich składało się wyłącznie z ukruszonego pomniczka, nie miało żadnej płyty nagrobnej. <br />
Takiego zakątka było jej trzeba. Tutaj przystąpiła do pracy.<br />
<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Rozkopywanie cmentarnej ziemi</span> było zajęciem żmudnym i fizycznie uciążliwym, lecz nie różniło się wiele od przekopywania grządek, do czego wiedźma była przywykła. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Kopała początkowo równym rytmem; za drugim wiadrem zaczęła ociągać się nieco.</span> Szata była już uwalana ziemią. Monotonia fizycznej pracy zawsze kobietę mimo to relaksowała i mogła przy niej swobodnie oddać się rozmyślaniom nad sensem. Sensy <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">cmentarnej ziemi</span> musiały być. Początkowo Helloise skierowała swoje myśli ku przyrodzie — rozważała, jakie bakterie, jakie grzyby, jakie patogeny skrywa ta gleba, w której od wieków składano ludzkie ciała. Zapewne nie o grzyby i bakterie żerujące przy miejscach pochówków chodziło Voldemortowi. Nie. Znaczenie musiało być rytualne, tak jak o rytuał ocierało się całe to, co kazał jej zrobić. <br />
Po czwartym wiadrze zmęczona czarownica przyklękła przy swoim urobku, dla rozluźnienia poruszając obolałymi ramionami. Wzięła z wierzchu jednego z kopców czarną, wilgotną grudę ziemi i w zamyśleniu rozbiła ją w palcach. <br />
A więc cmentarna ziemia i glina. <br />
Była część Helloise, która pragnęłaby umieć uchwycić ten konkretny komponent, który glinę z cmentarza czynił szczególną dla jej dzieła. Może mogłaby wyizolować ów element i użyć go dla jakiegoś innego, własnego celu. Jednocześnie czarownica chciała wierzyć, że wie, kiedy przestać zadawać światu pytania. Poniżeniem tajemnic magii było czynienie z nich przedmiotu laboratoryjnego badania, do jakiego sprowadzali go w Ministerstwie. <br />
Czarownica wstała. Zapach wilgotnej, świeżo rozkopanej ziemi unosił się wszędzie wokół; komplementowały go mokre mchy obrastające stare nagrobki oraz kwiaty gnijące w wazonach opodal. <br />
Aby ocenić, ile zajmie jej wyrównanie porytego szpadlem terenu, Helloise rozejrzała się dookoła, przebierając palcami u rąk. Wtedy poczuła drzazgę, która musiała wejść jej w dłoń, kiedy kopała. <br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Huh.</span><br />
Zafascynowana czarownica podniosła dłoń do ust. Zębami wygryzła z brudnego ciała kolec — bez chwili namysłu, jakby tylko czekała na pretekst do zaspokojenia niepoprawnej ciekawości i posmakowania ziemi z grobów.<br />
Tajemnice magii nie musiały być przed nią odkryte, żeby mogła je skonsumować.<br />
<br />
Helloise wiedziała, że zapewne będzie musiała wrócić jeszcze którejś nocy. Bezpieczniej byłoby zrobić to za jednym razem, lecz wątłych sił kobieta nie miała krzepy do kopania długimi godzinami. Postarała się, aby rozgarnąć ziemię i utwardzić ją nieco, aby punkt nie rzucał się aż tak w oczy. <br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">//</span> z wykorzystaniem przewagi <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Latanie na miotle</span> do przenoszenia tych jebanych wiader; z respektem dla mojego lichego AF, że nie ukopałam ich wszystkich na raz</span></span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>