<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Charing Cross Road]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2026 10:35:44 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[06.09.1972] Babie lato | The Beast & The Edge]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6323</link>
			<pubDate>Mon, 31 Aug 2026 11:26:18 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=368">The Beast</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6323</guid>
			<description><![CDATA[<p>Fiery siedziała na skrzynce, która stała tuż obok jej przyczepy. W dłoni miała kubek, wypełniony ciepłym napojem, pachniał bardzo intensywnie, można było wyczuć z niego cytrynę, miętę, i odrobinę alkoholu, który miał rozgrzać kobietę podczas tego słonecznego, ale nieco chłodnego popołudnia. Słońce powoli chowało się za horyzontem, było spokojnie i cicho, świat powoli zaczynał zapadać w sen. The Beast lubiła takie leniwe wieczory.</p>
<p>Drzewa powoli zaczynały zmieniać swoje barwy, soczysta zieleń ustępowała miejsca innym kolorom, miodowym żółciom, miedzi, czy czerwieni. Liście zaczynały mienić się w najróżniejszych odcieniach. Fiery lubiła te przejściowe momenty, przepadała za zmianami, a każda pora roku je przynosiła.</p>
<p>Upiła niewielki łyk z kubka, który trzymała w dłoni, odstawiła go na skrzynkę, ostrożnie, aby nie wylać ani odrobiny, sama zaś wyciągnęła bletki i niewielki woreczek, w którym miała tytoń zmieszany z czymś słodkim. Jej zwinne palce poradziły sobie bardzo dobrze ze skręceniem niewielkiego papierosa, którego wsadziła sobie za ucho. Świat miał za chwilę wydawać się jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej spokojny, tuż po tym, gdy w jej płucach znajdzie się słodki dym.</p>
<p>Lwy czuwały przy niej, wypuściła je z klatki, pochrapywały opierając się o skrzynię. Fiery w ich towarzystwie zawsze czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nic jej nie grozi - jej bracia by na to pozwolili. Był to ten moment, w którym zastanawiała się, czy jeszcze kiedykolwiek będzie miała szansę spojrzeć na nich w ludzkiej postaci. Póki co, nie udało jej się znaleźć sposobu na złamanie klątwy, była zbyt potężna, zbyt skomplikowana. Obawiała się tego, że im dłużej jej bracia zostaną zaklęci w zwierzęcych postaciach tym mniej zostanie w nich z ludzi, którymi byli. Nie narzekała jednak, zawsze mogło być gorzej, mogli umrzeć, a jednak ciągle byli przy niej. Była wdzięczna światu, że jej ich nie odebrał, że mogli być razem mimo wszystko.</p>
<p>Obserwowała szwendających się cyrkowców, podglądała ich przy pracy, jednak nie szukała towarzystwa, jeśli ktoś będzie chciał spędzić z nią czas będzie wiedział, gdzie ją znaleźć.</p>
<br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=253" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Edge</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fiery siedziała na skrzynce, która stała tuż obok jej przyczepy. W dłoni miała kubek, wypełniony ciepłym napojem, pachniał bardzo intensywnie, można było wyczuć z niego cytrynę, miętę, i odrobinę alkoholu, który miał rozgrzać kobietę podczas tego słonecznego, ale nieco chłodnego popołudnia. Słońce powoli chowało się za horyzontem, było spokojnie i cicho, świat powoli zaczynał zapadać w sen. The Beast lubiła takie leniwe wieczory.</p>
<p>Drzewa powoli zaczynały zmieniać swoje barwy, soczysta zieleń ustępowała miejsca innym kolorom, miodowym żółciom, miedzi, czy czerwieni. Liście zaczynały mienić się w najróżniejszych odcieniach. Fiery lubiła te przejściowe momenty, przepadała za zmianami, a każda pora roku je przynosiła.</p>
<p>Upiła niewielki łyk z kubka, który trzymała w dłoni, odstawiła go na skrzynkę, ostrożnie, aby nie wylać ani odrobiny, sama zaś wyciągnęła bletki i niewielki woreczek, w którym miała tytoń zmieszany z czymś słodkim. Jej zwinne palce poradziły sobie bardzo dobrze ze skręceniem niewielkiego papierosa, którego wsadziła sobie za ucho. Świat miał za chwilę wydawać się jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej spokojny, tuż po tym, gdy w jej płucach znajdzie się słodki dym.</p>
<p>Lwy czuwały przy niej, wypuściła je z klatki, pochrapywały opierając się o skrzynię. Fiery w ich towarzystwie zawsze czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nic jej nie grozi - jej bracia by na to pozwolili. Był to ten moment, w którym zastanawiała się, czy jeszcze kiedykolwiek będzie miała szansę spojrzeć na nich w ludzkiej postaci. Póki co, nie udało jej się znaleźć sposobu na złamanie klątwy, była zbyt potężna, zbyt skomplikowana. Obawiała się tego, że im dłużej jej bracia zostaną zaklęci w zwierzęcych postaciach tym mniej zostanie w nich z ludzi, którymi byli. Nie narzekała jednak, zawsze mogło być gorzej, mogli umrzeć, a jednak ciągle byli przy niej. Była wdzięczna światu, że jej ich nie odebrał, że mogli być razem mimo wszystko.</p>
<p>Obserwowała szwendających się cyrkowców, podglądała ich przy pracy, jednak nie szukała towarzystwa, jeśli ktoś będzie chciał spędzić z nią czas będzie wiedział, gdzie ją znaleźć.</p>
<br />
<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=253" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Edge</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[01.09.1972] Ostatni powiew lata | The Beast & The Hollow]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6135</link>
			<pubDate>Wed, 10 Jun 2026 07:44:15 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=368">The Beast</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6135</guid>
			<description><![CDATA[<p>Wrzesień przynosił chłodniejsze poranki, był to czas kiedy powietrze stawało się rześkie, jednak ciepłe promienie słońca wciąż muskały skórę przypominając o mijającym lecie. Dni robiły się coraz krótsze, jednak jeszcze można było korzystać z wcale nie najgorszej pogody. Liście jeszcze były zielone, nie nadszedł moment, w którym zmieniały swoją barwę.</p>
<p>Fiery lubiła wrzesień. Tak właściwie kojarzył jej się całkiem przyjemnie. Dawno temu, to właśnie w tym czasie w roku jej bracia stali się jej opiekunami, rzuciła szkołę i zaczęła wędrówkę po świecie. Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, jak wyglądałoby jej życie, gdyby rodzice nie umarli, gdyby jej historia wyglądała inaczej. Nie uważała, że jej historia potoczyła się nieodpowiednio, każdy miał zapisany swój los, jej najwyraźniej miał przebiegać w drodze.</p>
<p>Słońce powoli chowało się za horyzontem. Fiery zrobiła wszystko, co powinna mieć odhaczone o tej porze. Nakarmiła zwierzęta, poświęciła też odpowiednią ilość czasu na pieszczoty, była bardzo zżyta ze stworzeniami, które żyły w cyrku, każdemu z nich poświęcała chociaż chwilę, dzięki czemu jej więź z nimi była bardzo silna. Siedziała teraz przed swoim wozem w towarzystwie dwóch, dorodnych lwów. Theo i Leo rzadko kiedy zostawiali ją samą, nawet w swojej zwierzęcej postaci chcieli mieć oko na siostrę. Cyrk był ich domem, bezpieczną przystanią dzięki której mogli pozostać razem nie wzbudzając kontrowersji. Wierzyła w to, że kiedyś uda jej się znaleźć lekarstwo na ich klątwę.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Lato szybko minęło.</span> - Powiedziała dyskretnie, głaszcząc Theo za uchem, mruknął cicho, jakby w odpowiedzi. Nie potrzebowała słów, aby z nimi rozmawiać, chociaż na pewno to byłoby prostsze. Leo najwyraźniej był mocno zmęczony tym dniem, bo z lewej strony Bellówny dochodziło ciche pochrapywanie. Nie miała serca zamykać ich w klatce, jeszcze nie teraz. Nikt nie powinien mieć o to do niej pretensji.</p>
<p>Bestyjka sięgnęła po niewielki tobołek, w którym miała wymieszany tytoń z marihuaną, był to ten czas w ciągu dnia, gdy mogła pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zaczęła bardzo zgrabnie rolować bletkę, by stworzyć z niej papierosa, który miał wprawić ją w dobry nastrój. Było całkiem cicho, jak na to, że znajdowali się między wozami, być może nadchodząca jesień wszystkim przyniosła odrobinę nostalgii.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wrzesień przynosił chłodniejsze poranki, był to czas kiedy powietrze stawało się rześkie, jednak ciepłe promienie słońca wciąż muskały skórę przypominając o mijającym lecie. Dni robiły się coraz krótsze, jednak jeszcze można było korzystać z wcale nie najgorszej pogody. Liście jeszcze były zielone, nie nadszedł moment, w którym zmieniały swoją barwę.</p>
<p>Fiery lubiła wrzesień. Tak właściwie kojarzył jej się całkiem przyjemnie. Dawno temu, to właśnie w tym czasie w roku jej bracia stali się jej opiekunami, rzuciła szkołę i zaczęła wędrówkę po świecie. Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, jak wyglądałoby jej życie, gdyby rodzice nie umarli, gdyby jej historia wyglądała inaczej. Nie uważała, że jej historia potoczyła się nieodpowiednio, każdy miał zapisany swój los, jej najwyraźniej miał przebiegać w drodze.</p>
<p>Słońce powoli chowało się za horyzontem. Fiery zrobiła wszystko, co powinna mieć odhaczone o tej porze. Nakarmiła zwierzęta, poświęciła też odpowiednią ilość czasu na pieszczoty, była bardzo zżyta ze stworzeniami, które żyły w cyrku, każdemu z nich poświęcała chociaż chwilę, dzięki czemu jej więź z nimi była bardzo silna. Siedziała teraz przed swoim wozem w towarzystwie dwóch, dorodnych lwów. Theo i Leo rzadko kiedy zostawiali ją samą, nawet w swojej zwierzęcej postaci chcieli mieć oko na siostrę. Cyrk był ich domem, bezpieczną przystanią dzięki której mogli pozostać razem nie wzbudzając kontrowersji. Wierzyła w to, że kiedyś uda jej się znaleźć lekarstwo na ich klątwę.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Lato szybko minęło.</span> - Powiedziała dyskretnie, głaszcząc Theo za uchem, mruknął cicho, jakby w odpowiedzi. Nie potrzebowała słów, aby z nimi rozmawiać, chociaż na pewno to byłoby prostsze. Leo najwyraźniej był mocno zmęczony tym dniem, bo z lewej strony Bellówny dochodziło ciche pochrapywanie. Nie miała serca zamykać ich w klatce, jeszcze nie teraz. Nikt nie powinien mieć o to do niej pretensji.</p>
<p>Bestyjka sięgnęła po niewielki tobołek, w którym miała wymieszany tytoń z marihuaną, był to ten czas w ciągu dnia, gdy mogła pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zaczęła bardzo zgrabnie rolować bletkę, by stworzyć z niej papierosa, który miał wprawić ją w dobry nastrój. Było całkiem cicho, jak na to, że znajdowali się między wozami, być może nadchodząca jesień wszystkim przyniosła odrobinę nostalgii.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5891</link>
			<pubDate>Wed, 25 Mar 2026 09:22:44 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=24">Brenna Longbottom</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5891</guid>
			<description><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5879&amp;pid=87999#pid87999" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Bingo C3</a><br />
<br />
Kontakt nie pojawił się. Normalnie Brenna może by nad tym wzdychała. Tego wieczora była z tego zadowolona. Gdyby się pojawił i zobaczył tę scenę bójki, to pewnie by się ulotnił i jeszcze narobił im kłopotów.<br />
Ale oznaczało to, że możliwości zostały wyczerpane, i gdy szło o ten cały, podejrzany handel (podobno) czarnomagicznymi księgami pozostawało im iść na chama czyli do mugolskiej księgarni na Charing Cross, przez którą mogły być szmuglowane. Brenna poprawiła kaptur i szalik, nie tyle dlatego, że martwiła się rozpoznaniem: tu już nikt się raczej na nich nie rzuci, bo rozpozna funkcjonariusza. Po prostu mieli zgarnąć Victorię (w zamierzeniu przekazać jej informacje, których jednak nie było), i Brenna miała dziwne wrażenie, że na twarzy ma już wystarczająco piękną paletę barw, żeby Lestrange wykazała tym ponadprzeciętne zainteresowanie. Zwłaszcza że nie chodziło przecież o makijaż. Bolało, ale nie był to ból, którego nie mogłaby znieść i jak sądziła, kość policzkowa nie została złamana, co można było uznać za uśmiech losu, bo przy takich ciosach łatwo było o poważne obrażenia. Prawdopodobnie powinna być o to wściekła, ale po prawdzie liczyła się z tym, że oberwie, kiedy pomiędzy mężczyzn wpadła.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Poważnie, akurat jak czekaliśmy na informatora?</span> – spytała z jakąś rezygnacją, gdy już znajdowali się w pobliżu przejścia na niemagiczny Londyn. Nie żeby Nott był tutaj niewinny, bo sam szarpnął Atreusa, ale ten naprawdę bardzo ewidentnie do bójki dążył i sam zaczął wbijać szpilki. Nie żeby to było zaskoczenie, okoliczności jednak nie sprzyjały i chyba nie mogło chodzić tylko o jakiś półfinałowy mecz przegrany w roku 1965. <br />
Odpowiedział jej śmiech.<br />
Wyprostowała się gwałtownie, sięgając po różdżkę, bo znała już ten złośliwy chichot, i rzeczywiście, zza rogu wypadła widmowa sylwetka, która przemknęła pomiędzy nimi, zrzucając Brennie z głowy kaptur i mierzwiąc włosy Atreusa. Coś zalśniło w powietrzu, a poltergeist znikł. Brenna uniosła szybko dłoń i zmarszczyła brwi, bo to była dalej jej dłoń, żadnej zamiany ciał, żadnej zmiany płci.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Ten drań lubi rzucać klątwy… często zmieniają… człowieka</span> – powiedziała ostrożnie, niepewna, czy tym razem się im upiekło, czy poltergeist rzucił coś niezauważalnego na pierwszy rzut oka. Zsunęła nawet szalik, by dotknąć własnej twarzy, ale wydawało się, że to dalej jej twarz.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5879&amp;pid=87999#pid87999" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Bingo C3</a><br />
<br />
Kontakt nie pojawił się. Normalnie Brenna może by nad tym wzdychała. Tego wieczora była z tego zadowolona. Gdyby się pojawił i zobaczył tę scenę bójki, to pewnie by się ulotnił i jeszcze narobił im kłopotów.<br />
Ale oznaczało to, że możliwości zostały wyczerpane, i gdy szło o ten cały, podejrzany handel (podobno) czarnomagicznymi księgami pozostawało im iść na chama czyli do mugolskiej księgarni na Charing Cross, przez którą mogły być szmuglowane. Brenna poprawiła kaptur i szalik, nie tyle dlatego, że martwiła się rozpoznaniem: tu już nikt się raczej na nich nie rzuci, bo rozpozna funkcjonariusza. Po prostu mieli zgarnąć Victorię (w zamierzeniu przekazać jej informacje, których jednak nie było), i Brenna miała dziwne wrażenie, że na twarzy ma już wystarczająco piękną paletę barw, żeby Lestrange wykazała tym ponadprzeciętne zainteresowanie. Zwłaszcza że nie chodziło przecież o makijaż. Bolało, ale nie był to ból, którego nie mogłaby znieść i jak sądziła, kość policzkowa nie została złamana, co można było uznać za uśmiech losu, bo przy takich ciosach łatwo było o poważne obrażenia. Prawdopodobnie powinna być o to wściekła, ale po prawdzie liczyła się z tym, że oberwie, kiedy pomiędzy mężczyzn wpadła.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Poważnie, akurat jak czekaliśmy na informatora?</span> – spytała z jakąś rezygnacją, gdy już znajdowali się w pobliżu przejścia na niemagiczny Londyn. Nie żeby Nott był tutaj niewinny, bo sam szarpnął Atreusa, ale ten naprawdę bardzo ewidentnie do bójki dążył i sam zaczął wbijać szpilki. Nie żeby to było zaskoczenie, okoliczności jednak nie sprzyjały i chyba nie mogło chodzić tylko o jakiś półfinałowy mecz przegrany w roku 1965. <br />
Odpowiedział jej śmiech.<br />
Wyprostowała się gwałtownie, sięgając po różdżkę, bo znała już ten złośliwy chichot, i rzeczywiście, zza rogu wypadła widmowa sylwetka, która przemknęła pomiędzy nimi, zrzucając Brennie z głowy kaptur i mierzwiąc włosy Atreusa. Coś zalśniło w powietrzu, a poltergeist znikł. Brenna uniosła szybko dłoń i zmarszczyła brwi, bo to była dalej jej dłoń, żadnej zamiany ciał, żadnej zmiany płci.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Ten drań lubi rzucać klątwy… często zmieniają… człowieka</span> – powiedziała ostrożnie, niepewna, czy tym razem się im upiekło, czy poltergeist rzucił coś niezauważalnego na pierwszy rzut oka. Zsunęła nawet szalik, by dotknąć własnej twarzy, ale wydawało się, że to dalej jej twarz.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 72, 6.8 // Żarłoczny, pasożytniczy wrzód na dupie społeczeństwa ludu pracującego]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3476</link>
			<pubDate>Sun, 23 Jun 2024 12:24:58 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3476</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">wóz fiery</span> // 6 sierpnia, po weselu Blacków</div>
<br />
Po powrocie do Fantasmagorii, Flynn kompletnie nie mógł zasnąć. Prześladowały go różne myśli - o Alexandrze, o zimnie pomiędzy nimi, ale też o zapłakanym Prewettcie, któremu nawet mimo tych wszystkich rzeczy… naprawdę nie życzył źle. No ale co miał zrobić? Iść do niego? Miał wrażenie, że ich dalszy kontakt tylko ich ranił, nie przynosił niczego nowego i dobrego, a jedynie zamykał ich w tym, czego się bali i nienawidzili, cofał ich w rozwoju do czasów, jakich żaden z nich nie chciał pamiętać. Szczera chęć do bycia z nim blisko rozmywała się w obliczu złych emocji - jak miał stać się remedium na jego bolączki i przyjacielem, skoro przysparzał mu jedynie coraz więcej problemów? W niektórych sytuacjach wypadało się po prostu poddać - tak też zrobił teraz. Nie użył lusterek i nie skontaktował się z bratem. Nie poszedł sprawdzić, czy z Laurentem wszystko było w porządku. Nie miał zamiaru leżeć w tym wozie i dusić się z rozpaczy nad tym wszystkim, nie miał już kurwa siły. Czego nie zrobi, ich dwójka będzie go nienawidziła. Jeżeli nie teraz, to zaraz.<br />
<br />
Zacisnął oczy, cudem powstrzymując wydobywający się z jego ust szloch. Jego siostra musiała bawić się teraz świetnie na weselu, może zostanie na poprawinach. Dla niego jedyną możliwą zabawą było ukołysanie się do snu - tak też więc zrobił. Po swojemu, w najgorszy możliwy sposób - podgrzewając kroplę heroiny na kawałku folii. Gonił tak tę kroplę, aż całkowicie go nie odcięło. Wpierw przyszła euforia, później nicość.<br />
<br />
Nie śnił tej nocy nic, poza emocjami. Nigdy nie widział w swojej głowie obrazów i po lipcowym doświadczeniu z Cainem nieco nad tym ubolewał, ale zwykle słyszał przynajmniej w głowie jakieś dźwięki. Tym razem - jedynie uniesienie, powoli przeradzające się w napięcie i głód. Kiedy się obudził, był zlany potem i ciężko mu się oddychało. Wybudził się z tej płycizny dopiero kiedy ktoś kolejny raz z rzędu szturchnął jego ramię. Przestał to liczyć, był zbyt zobojętniały na jakiekolwiek bodźce inne niż mrowienie we łbie, tak charakterystyczne, ale ciężkie do opisania. Nie trzeba było widzieć zapalniczki i woreczka leżących na podłodze - od razu było po nim widać, że słabo kontaktuje. Wdarł się do tego wozu, żeby przenieść tutaj swój barłóg - podłoga była zawalona, brudne ubrania leżące teraz obok eleganckiego garnituru, który powinien oddać, żeby odzyskać kaucję, ale tego nie zrobił, ta książka trzymana od czerwca, jego sprzęt, jego kurtka ze wszytą w kieszeń wsiąkiewką.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">wóz fiery</span> // 6 sierpnia, po weselu Blacków</div>
<br />
Po powrocie do Fantasmagorii, Flynn kompletnie nie mógł zasnąć. Prześladowały go różne myśli - o Alexandrze, o zimnie pomiędzy nimi, ale też o zapłakanym Prewettcie, któremu nawet mimo tych wszystkich rzeczy… naprawdę nie życzył źle. No ale co miał zrobić? Iść do niego? Miał wrażenie, że ich dalszy kontakt tylko ich ranił, nie przynosił niczego nowego i dobrego, a jedynie zamykał ich w tym, czego się bali i nienawidzili, cofał ich w rozwoju do czasów, jakich żaden z nich nie chciał pamiętać. Szczera chęć do bycia z nim blisko rozmywała się w obliczu złych emocji - jak miał stać się remedium na jego bolączki i przyjacielem, skoro przysparzał mu jedynie coraz więcej problemów? W niektórych sytuacjach wypadało się po prostu poddać - tak też zrobił teraz. Nie użył lusterek i nie skontaktował się z bratem. Nie poszedł sprawdzić, czy z Laurentem wszystko było w porządku. Nie miał zamiaru leżeć w tym wozie i dusić się z rozpaczy nad tym wszystkim, nie miał już kurwa siły. Czego nie zrobi, ich dwójka będzie go nienawidziła. Jeżeli nie teraz, to zaraz.<br />
<br />
Zacisnął oczy, cudem powstrzymując wydobywający się z jego ust szloch. Jego siostra musiała bawić się teraz świetnie na weselu, może zostanie na poprawinach. Dla niego jedyną możliwą zabawą było ukołysanie się do snu - tak też więc zrobił. Po swojemu, w najgorszy możliwy sposób - podgrzewając kroplę heroiny na kawałku folii. Gonił tak tę kroplę, aż całkowicie go nie odcięło. Wpierw przyszła euforia, później nicość.<br />
<br />
Nie śnił tej nocy nic, poza emocjami. Nigdy nie widział w swojej głowie obrazów i po lipcowym doświadczeniu z Cainem nieco nad tym ubolewał, ale zwykle słyszał przynajmniej w głowie jakieś dźwięki. Tym razem - jedynie uniesienie, powoli przeradzające się w napięcie i głód. Kiedy się obudził, był zlany potem i ciężko mu się oddychało. Wybudził się z tej płycizny dopiero kiedy ktoś kolejny raz z rzędu szturchnął jego ramię. Przestał to liczyć, był zbyt zobojętniały na jakiekolwiek bodźce inne niż mrowienie we łbie, tak charakterystyczne, ale ciężkie do opisania. Nie trzeba było widzieć zapalniczki i woreczka leżących na podłodze - od razu było po nim widać, że słabo kontaktuje. Wdarł się do tego wozu, żeby przenieść tutaj swój barłóg - podłoga była zawalona, brudne ubrania leżące teraz obok eleganckiego garnituru, który powinien oddać, żeby odzyskać kaucję, ale tego nie zrobił, ta książka trzymana od czerwca, jego sprzęt, jego kurtka ze wszytą w kieszeń wsiąkiewką.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 31 lipca, 1 sierpnia // The best of the summer is gone]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3346</link>
			<pubDate>Tue, 28 May 2024 17:59:30 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3346</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">31 lipca, 1 sierpnia<br />
Fantasmagoria</div>
<br />
Najlepsze dni lata już minęły. Oh, Flynn wiedział to jak nikt inny. Aż ciężko było mu uwierzyć, jak szczęśliwym człowiekiem był jeszcze w czerwcu, kiedy ogół jego spleśniałego wydawał się układać nawet mimo debilnych decyzji… a teraz? Teraz leżał w ich ulubionej przestrzeni wypoczynkowej, w tym samym miejscu co zawsze i chociaż bardzo tego chciał, nie miał pojęcia, czy Alexander usiądzie obok niego. No dobrze, on nawet nie siedział. Leżał na plecach, z nogami zadartymi wysoko i wspartymi o drewniany pal podtrzymujący biały materiał i morze światełek zawieszonych na srebrnym łańcuchu. Ulubionym miejscem wypoczynkowym Bellów był szereg prostokątnych, kolorowych gąbek rozłożonych wokół niskiego, dębowego stolika. Nad nimi - zaklęty… cóż to było - baldachim (?), dzięki któremu ani siedziska, ani znajdująca się pod nimi trawa nie mokły od nawet najbardziej ulewnych deszczy. Nie umiał tego wszystkiego nazwać, ah… on nawet nie wiedział, że te gąbki były kolorowe. Ale lubił tu siedzieć, póki nie robiło się zbyt tłoczno.<br />
<br />
Na blacie stolika znajdowało się jagodowe wino, które przyniósł z Dziurawego Kotła oczarowany jego smakiem. Był niemal całkowicie pewien, że Fiery i Al polubiliby bardziej cydr - on jednak cydru nie lubił (nie był tak słodki jak wino) i podszedł do tego samolubnie - czyli jak zawsze. Obok wina - gotowana kukurydza z masłem, posypana odrobinę za małą ilością soli, ale wciąż dobra - wcinał ją nawet Flynn, chociaż powoli miał już dość. Nie dlatego, że nie był głodny - po prostu myślał o absolutnie wszystkim, co go tak wymęczyło niemożebnie, a wtedy całkowicie tracił i tak znikomy apetyt.<br />
<br />
Tak, zasłużył sobie na to wszystko, ale to nie zmieniało nic w tym, że absolutnie i dogłębnie cierpiał. To ile spraw go teraz dusiło - jeden człowiek nie powinien tego sam dźwigać - a on to dźwigał, chociaż należał do grupy tych najbardziej emocjonalnych.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Oooh, przyszłaś</span> - powiedział, kiedy Beast pojawiła się obok i opadła na jedną z poduszek, a później odłożył na wpół obgryzioną kolbę na papierowy talerzyk. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będziesz jutro na tym kiermaszu?</span> - Tym pytaniem chciał przykryć inne, o wiele bardziej osobiste: <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">czy przyjdziesz jutro mnie oglądać</span>? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kupiłem zioło, ale nie wiem, czy powinienem dzisiaj palić.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">31 lipca, 1 sierpnia<br />
Fantasmagoria</div>
<br />
Najlepsze dni lata już minęły. Oh, Flynn wiedział to jak nikt inny. Aż ciężko było mu uwierzyć, jak szczęśliwym człowiekiem był jeszcze w czerwcu, kiedy ogół jego spleśniałego wydawał się układać nawet mimo debilnych decyzji… a teraz? Teraz leżał w ich ulubionej przestrzeni wypoczynkowej, w tym samym miejscu co zawsze i chociaż bardzo tego chciał, nie miał pojęcia, czy Alexander usiądzie obok niego. No dobrze, on nawet nie siedział. Leżał na plecach, z nogami zadartymi wysoko i wspartymi o drewniany pal podtrzymujący biały materiał i morze światełek zawieszonych na srebrnym łańcuchu. Ulubionym miejscem wypoczynkowym Bellów był szereg prostokątnych, kolorowych gąbek rozłożonych wokół niskiego, dębowego stolika. Nad nimi - zaklęty… cóż to było - baldachim (?), dzięki któremu ani siedziska, ani znajdująca się pod nimi trawa nie mokły od nawet najbardziej ulewnych deszczy. Nie umiał tego wszystkiego nazwać, ah… on nawet nie wiedział, że te gąbki były kolorowe. Ale lubił tu siedzieć, póki nie robiło się zbyt tłoczno.<br />
<br />
Na blacie stolika znajdowało się jagodowe wino, które przyniósł z Dziurawego Kotła oczarowany jego smakiem. Był niemal całkowicie pewien, że Fiery i Al polubiliby bardziej cydr - on jednak cydru nie lubił (nie był tak słodki jak wino) i podszedł do tego samolubnie - czyli jak zawsze. Obok wina - gotowana kukurydza z masłem, posypana odrobinę za małą ilością soli, ale wciąż dobra - wcinał ją nawet Flynn, chociaż powoli miał już dość. Nie dlatego, że nie był głodny - po prostu myślał o absolutnie wszystkim, co go tak wymęczyło niemożebnie, a wtedy całkowicie tracił i tak znikomy apetyt.<br />
<br />
Tak, zasłużył sobie na to wszystko, ale to nie zmieniało nic w tym, że absolutnie i dogłębnie cierpiał. To ile spraw go teraz dusiło - jeden człowiek nie powinien tego sam dźwigać - a on to dźwigał, chociaż należał do grupy tych najbardziej emocjonalnych.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Oooh, przyszłaś</span> - powiedział, kiedy Beast pojawiła się obok i opadła na jedną z poduszek, a później odłożył na wpół obgryzioną kolbę na papierowy talerzyk. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będziesz jutro na tym kiermaszu?</span> - Tym pytaniem chciał przykryć inne, o wiele bardziej osobiste: <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">czy przyjdziesz jutro mnie oglądać</span>? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kupiłem zioło, ale nie wiem, czy powinienem dzisiaj palić.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[xx.07.1972] panie władzo, znowu? | Fiery & Erik]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3304</link>
			<pubDate>Wed, 22 May 2024 10:55:15 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=368">The Beast</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3304</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic III</span></div></div>
<p>Zbliżał się wieczór. Fiery oddała się swoim codziennym rytuałom. Wyszła ze swojej przyczepy, by naszykować posiłek dla braci, a przy okazji wypuścić ich na krótki spacer. Poświęcała im dużo czasu, żeby nie zdziczeli do reszty. Miała wyrzuty sumienia, że to przez nią spotkał ich ten los. Leo i Theo zostali zaklęci we lwy przez nią, przez jej głupotę i to, że dała się złapać na gorącym uczynku tej wiedźmie. Nadal nie do końca się pogodziła z tym, że spotkał ich taki los, miała ogromne wyrzuty sumienia, mogła je trochę ugasić jedynie tym, że o nich dbała, bardzo mocno.</p>
<p>Przygotowała dla braci posiłek, dwie ogromne misy surowego mięsa. Otworzyła klatkę i pozwoliła im z niej wyjść. Kiedy byli w Londynie nie mogli ciągle siedzieć na zewnątrz, w końcu zamienili się w lwy, a te zwierzęta nie miały wśród ludzi zbyt wielkiego zaufania, mimo, że akurat oni byli łagoni niczym małe kotki.</p>
<p>Zabrała ze sobą szczotkę, aby wyczesać ich grzywy. Czekała jednak, aż zjedzą z tą pielęgnacją. Trochę im to zajęło, bo posiłek był spory. Kiedy skończyli ułożyli się wygodnie, by mogła przejść do dalszej części typowego dla nich wieczora.</p>
<p>Fiery usiadła za Leo z ogromną szczotką w dłoni, Theo oparł pysk na jej udzie i przymknął oczy, jeszcze chwila, a zacznie słodko chrapać. Kobieta zaczęła wyczesywać grzywę jednego z braci, robiła to bardzo delikatnie, żeby przypadkiem nie pociągnąć go za sierść - wiedziała że tego nie lubił.</p>
<p>Dla osoby postronnej, która obserwowałą te sytuacje z boku mogło się to wydawać co najmniej niebezpieczne, bo przecież lwy były nieokrzesane, nie można było im ufać. Ona jednak siedziała pośród tej dwójki, z uśmiechem na twarzy. Opowiadała im, jak jej minął dzień, przy okazji z czułością głaskała za uszami.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic III</span></div></div>
<p>Zbliżał się wieczór. Fiery oddała się swoim codziennym rytuałom. Wyszła ze swojej przyczepy, by naszykować posiłek dla braci, a przy okazji wypuścić ich na krótki spacer. Poświęcała im dużo czasu, żeby nie zdziczeli do reszty. Miała wyrzuty sumienia, że to przez nią spotkał ich ten los. Leo i Theo zostali zaklęci we lwy przez nią, przez jej głupotę i to, że dała się złapać na gorącym uczynku tej wiedźmie. Nadal nie do końca się pogodziła z tym, że spotkał ich taki los, miała ogromne wyrzuty sumienia, mogła je trochę ugasić jedynie tym, że o nich dbała, bardzo mocno.</p>
<p>Przygotowała dla braci posiłek, dwie ogromne misy surowego mięsa. Otworzyła klatkę i pozwoliła im z niej wyjść. Kiedy byli w Londynie nie mogli ciągle siedzieć na zewnątrz, w końcu zamienili się w lwy, a te zwierzęta nie miały wśród ludzi zbyt wielkiego zaufania, mimo, że akurat oni byli łagoni niczym małe kotki.</p>
<p>Zabrała ze sobą szczotkę, aby wyczesać ich grzywy. Czekała jednak, aż zjedzą z tą pielęgnacją. Trochę im to zajęło, bo posiłek był spory. Kiedy skończyli ułożyli się wygodnie, by mogła przejść do dalszej części typowego dla nich wieczora.</p>
<p>Fiery usiadła za Leo z ogromną szczotką w dłoni, Theo oparł pysk na jej udzie i przymknął oczy, jeszcze chwila, a zacznie słodko chrapać. Kobieta zaczęła wyczesywać grzywę jednego z braci, robiła to bardzo delikatnie, żeby przypadkiem nie pociągnąć go za sierść - wiedziała że tego nie lubił.</p>
<p>Dla osoby postronnej, która obserwowałą te sytuacje z boku mogło się to wydawać co najmniej niebezpieczne, bo przecież lwy były nieokrzesane, nie można było im ufać. Ona jednak siedziała pośród tej dwójki, z uśmiechem na twarzy. Opowiadała im, jak jej minął dzień, przy okazji z czułością głaskała za uszami.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3172</link>
			<pubDate>Fri, 26 Apr 2024 20:56:34 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3172</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">29 lipca 1972, fantasmagoria</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Sesja związana z <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1670&amp;pid=30433#pid30433" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tym</a> listem.</div>
<br />
Leciał już trzeci tydzień ciszy pomiędzy nim i Laurentem. Na tym etapie Flynn przestał już o nim aż tak intensywnie myśleć. Niekoniecznie dlatego, że emocje całkowicie w nim opadły, po prostu miał teraz na głowie wiele innych, bieżących spraw - pokłosie tej głupiutkiej randki w ciemno, rychły powrót na Ścieżki, żeby załatwić prywatne sprawy nieudolnej panienki Crouch… żal czasu na to, żeby to wszystko zacząć wymieniać. Robił więc to, co robił zawsze w takich sytuacjach - albo tonął w środkach odurzających, albo skupiał się na pracy - planował kolejne popisy wykreowanej przez siebie postaci, projektował nowe pułapki, sporadycznie… kiedy nikt tego nie widział… szkicował w dzienniku koncepcję domu z przeszkloną werandą, tak żeby móc leżeć w niej i oglądać spływający po suficie i ścianach deszcz.<br />
<br />
Tak, to było idiotyczne. Tak, powinien przestać. I nigdy, przenigdy nikomu się do tego nie przyzna. To stało się kolejnym sekretem wątłego, zniszczonego od morskiej wody zeszytu, w którym notował różne pomysły, trzymanym w wewnętrznej kieszeni kurtki. Nigdy się z nim nie rozstawał. Dobrze, bardzo dobrze. Nikt… absolutnie nikt nie powinien tego zobaczyć. Nigdy.<br />
<br />
Dwudziesty dziewiąty lipca był sobotą. Obudził się na kacu, więc krótko po tym zniknął z obszaru cyrku i wrócił dopiero po tym, kiedy wreszcie poczuł się nieco lepiej. Pewnie poszedłby przygotowywać się do dzisiejszego występu, gdyby nie zobaczył Alexandra siłującego się z ptaszyskiem siedzącym na jego wozie. Dlaczego nie chciał oddać mu tej poczty? Flynn tego za cholerę nie wiedział, dopiero kiedy ptak po zobaczeniu go z oddali poleciał w jego kierunku, akrobata momentalnie pobladł. Dotarło do niego od razu, że cokolwiek przyniosło to cholerstwo, było zwiastunem kolejnych kłopotów. Jak na inteligentnego i pewnego siebie mężczyznę przystało, udał więc, że wcale nie oglądał tej sceny od dobrych kilkudziesięciu sekund i nerwowym krokiem ruszył w losowym kierunku, jakim okazała się przestrzeń za przyczepą Layli. Podobno kiedy ty kogoś nie widzisz, to on też ciebie nie widzi…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">29 lipca 1972, fantasmagoria</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Sesja związana z <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1670&amp;pid=30433#pid30433" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tym</a> listem.</div>
<br />
Leciał już trzeci tydzień ciszy pomiędzy nim i Laurentem. Na tym etapie Flynn przestał już o nim aż tak intensywnie myśleć. Niekoniecznie dlatego, że emocje całkowicie w nim opadły, po prostu miał teraz na głowie wiele innych, bieżących spraw - pokłosie tej głupiutkiej randki w ciemno, rychły powrót na Ścieżki, żeby załatwić prywatne sprawy nieudolnej panienki Crouch… żal czasu na to, żeby to wszystko zacząć wymieniać. Robił więc to, co robił zawsze w takich sytuacjach - albo tonął w środkach odurzających, albo skupiał się na pracy - planował kolejne popisy wykreowanej przez siebie postaci, projektował nowe pułapki, sporadycznie… kiedy nikt tego nie widział… szkicował w dzienniku koncepcję domu z przeszkloną werandą, tak żeby móc leżeć w niej i oglądać spływający po suficie i ścianach deszcz.<br />
<br />
Tak, to było idiotyczne. Tak, powinien przestać. I nigdy, przenigdy nikomu się do tego nie przyzna. To stało się kolejnym sekretem wątłego, zniszczonego od morskiej wody zeszytu, w którym notował różne pomysły, trzymanym w wewnętrznej kieszeni kurtki. Nigdy się z nim nie rozstawał. Dobrze, bardzo dobrze. Nikt… absolutnie nikt nie powinien tego zobaczyć. Nigdy.<br />
<br />
Dwudziesty dziewiąty lipca był sobotą. Obudził się na kacu, więc krótko po tym zniknął z obszaru cyrku i wrócił dopiero po tym, kiedy wreszcie poczuł się nieco lepiej. Pewnie poszedłby przygotowywać się do dzisiejszego występu, gdyby nie zobaczył Alexandra siłującego się z ptaszyskiem siedzącym na jego wozie. Dlaczego nie chciał oddać mu tej poczty? Flynn tego za cholerę nie wiedział, dopiero kiedy ptak po zobaczeniu go z oddali poleciał w jego kierunku, akrobata momentalnie pobladł. Dotarło do niego od razu, że cokolwiek przyniosło to cholerstwo, było zwiastunem kolejnych kłopotów. Jak na inteligentnego i pewnego siebie mężczyznę przystało, udał więc, że wcale nie oglądał tej sceny od dobrych kilkudziesięciu sekund i nerwowym krokiem ruszył w losowym kierunku, jakim okazała się przestrzeń za przyczepą Layli. Podobno kiedy ty kogoś nie widzisz, to on też ciebie nie widzi…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 25 lipca // Alexander i jego tresowane szczury]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3139</link>
			<pubDate>Sun, 21 Apr 2024 19:14:52 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3139</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Nora Figg odwiedza Fantasmagorię<br />
25 lipca 1972 roku, Charing Cross Road</div>
<br />
Oto jeden z tych dni, w których nikomu nie chce się absolutnie nic. Wszyscy odliczają do końca pracy, a kilka minut przed zamknięciem biura najbardziej nerwowa osoba stuka palcami o blat biurka tak głośno, że nikt wokół nie słyszy własnych myśli. Zapraszając Norę do Cyrku, Flynn był pewny, że zaprasza ją na wspólny trening wszystkich akrobatów, wśród których dojrzy również jego. Okazało się jednak inaczej - absolutnie każdy zmył się jeszcze zanim Edge zdążył wejść do środka, bo cyrkowców nikt przecież nie trzymał w tym cholernym namiocie na siłę - to nie było Ministerstwo Magii. Bellowie świętowali więc absolutnie nic (ale kto potrzebuje konkretnego powodu do świętowania?) przy rozpalonym ruszcie i otwartych butelkach kremowego piwa, albo porozchodzili się w swoje strony, a Flynn (jak zawsze - bo on naprawdę lubił siedzieć sam) skołowany i przepełniony energią, której nie miał szansy rozbiegać, leżał na deskach sceny i wpatrywał się w pokryte zaklętymi chmurami sklepienie namiotu.<br />
<br />
Ostatnio robił tak coraz częściej.<br />
<br />
Nie spodziewał się tego po sobie, ale tęsknił za tym, kiedy Fantasmagoria stacjonowała na kompletnych wypiździewiach, a on mógł wybierać się co najwyżej na spacery po lesie. Powrót do Londynu wydawał mu się (pomijając związane z tym niebezpieczeństwo) czymś ciekawym i nieco nostalgicznym, wyczekiwał tego z obawami i nadzieją, a ostatecznie największą bolączką sytuacji okazało się to, że Londyn był dla Flynna czymś… za bliskim. Nie potrafił wyłączyć w swojej głowie niektórych myśli, stawał się o wiele bardziej sobą, niż by chciał. Powracały stare nawyki. Te dobre, przypominające mu jak dobrze potrafiło smakować życie i te skurwysyńskie, dobitnie uświadamiające go w tym, w jakiej ułudzie żył przez ostatnie lata. Te godziny spędzone na gapieniu się w nicość były ostatnią szarpaniną z własnym sercem, żeby nie zacząć krzyczeć. Jak zawsze przeżywał w środku tak wiele, aby ledwo potrafić to udźwignąć, ale na tak olbrzymiej przestrzeni, leżąc w bezruchu, wyglądał spokojnie. Jak rekwizyt, porzucony tam przez przypadek. Czarna, smutna kropka na tle czarujących, farbowanych na żywe kolory tkanin.<br />
<br />
Powoli robiło się ciemniej, ale jeszcze nie całkowicie ciemno. Zaraz rozmowy jego rodzeństwa zaczną cichnąć, muzyka zniknie. Jeżeli Figg nie odważy się tu przyjść, Flynn zostanie tu sam - no i trudno. Mógłby, jeżeli nikt nie odchyli zaraz materiału wiszącego na wejściu, spróbować nowej rutyny na trapezie. Tej, którą obejrzał ostatnio w telewizji.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Nora Figg odwiedza Fantasmagorię<br />
25 lipca 1972 roku, Charing Cross Road</div>
<br />
Oto jeden z tych dni, w których nikomu nie chce się absolutnie nic. Wszyscy odliczają do końca pracy, a kilka minut przed zamknięciem biura najbardziej nerwowa osoba stuka palcami o blat biurka tak głośno, że nikt wokół nie słyszy własnych myśli. Zapraszając Norę do Cyrku, Flynn był pewny, że zaprasza ją na wspólny trening wszystkich akrobatów, wśród których dojrzy również jego. Okazało się jednak inaczej - absolutnie każdy zmył się jeszcze zanim Edge zdążył wejść do środka, bo cyrkowców nikt przecież nie trzymał w tym cholernym namiocie na siłę - to nie było Ministerstwo Magii. Bellowie świętowali więc absolutnie nic (ale kto potrzebuje konkretnego powodu do świętowania?) przy rozpalonym ruszcie i otwartych butelkach kremowego piwa, albo porozchodzili się w swoje strony, a Flynn (jak zawsze - bo on naprawdę lubił siedzieć sam) skołowany i przepełniony energią, której nie miał szansy rozbiegać, leżał na deskach sceny i wpatrywał się w pokryte zaklętymi chmurami sklepienie namiotu.<br />
<br />
Ostatnio robił tak coraz częściej.<br />
<br />
Nie spodziewał się tego po sobie, ale tęsknił za tym, kiedy Fantasmagoria stacjonowała na kompletnych wypiździewiach, a on mógł wybierać się co najwyżej na spacery po lesie. Powrót do Londynu wydawał mu się (pomijając związane z tym niebezpieczeństwo) czymś ciekawym i nieco nostalgicznym, wyczekiwał tego z obawami i nadzieją, a ostatecznie największą bolączką sytuacji okazało się to, że Londyn był dla Flynna czymś… za bliskim. Nie potrafił wyłączyć w swojej głowie niektórych myśli, stawał się o wiele bardziej sobą, niż by chciał. Powracały stare nawyki. Te dobre, przypominające mu jak dobrze potrafiło smakować życie i te skurwysyńskie, dobitnie uświadamiające go w tym, w jakiej ułudzie żył przez ostatnie lata. Te godziny spędzone na gapieniu się w nicość były ostatnią szarpaniną z własnym sercem, żeby nie zacząć krzyczeć. Jak zawsze przeżywał w środku tak wiele, aby ledwo potrafić to udźwignąć, ale na tak olbrzymiej przestrzeni, leżąc w bezruchu, wyglądał spokojnie. Jak rekwizyt, porzucony tam przez przypadek. Czarna, smutna kropka na tle czarujących, farbowanych na żywe kolory tkanin.<br />
<br />
Powoli robiło się ciemniej, ale jeszcze nie całkowicie ciemno. Zaraz rozmowy jego rodzeństwa zaczną cichnąć, muzyka zniknie. Jeżeli Figg nie odważy się tu przyjść, Flynn zostanie tu sam - no i trudno. Mógłby, jeżeli nikt nie odchyli zaraz materiału wiszącego na wejściu, spróbować nowej rutyny na trapezie. Tej, którą obejrzał ostatnio w telewizji.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 12 lipca // Clean your hair, clean your mind]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3003</link>
			<pubDate>Thu, 28 Mar 2024 14:19:46 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3003</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">Fantasmagoria, późnym wieczorem 12 lipca</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-family: Playfair Display;" class="mycode_font">Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości,<br />
nawet za dużo to za mało</span></div>
<br />
Przyznał się do tego, że smród jego ubrań był efektem wpadnięcia do morza, ale przemilczał resztę. Kolejny niby to nieistotny fragment, który pewnie wypłynie w najmniej oczekiwanym momencie, ale… z jakiegoś powodu i tak plasował kolejną zdradę nieco niżej w hierarchii swoich przewinień niż zniknięcie na kilka dni tak po prostu, bo tak, bo chciał zrobić mu na złość. Zdrada była czymś, co mieli już za sobą i żyli razem dalej, nawet mimo płomiennego wyznania, że Bletchleya nadal lubił. Znikanie… znikanie wydawało się być takie beznadziejnie ostateczne. Doprowadzało Alexandra do gorączki, dlatego wydawało się być tak dobrą karą, kiedy chciał go dobić za kolejne z rzędu złe reakcje na tkane przez Flynna prowokujące zagrywki. Zagrywki, w których tonęli coraz mocniej. A może to nie poczucie winy, tylko coś było w tej wodzie?<br />
<br />
Strasznie nie lubił się myć. Szczególnie kiedy wymagało to aż takiego zaangażowania i dokładności jak dzisiaj, bo po tym jak mokry położył się na piasku, całe te swoje loki miał nim obklejone tak, jak wypieki obklejało się cukrem. Sporo zdążyło się już wykruszyć i odpaść, najwięcej zostało pewnie w pościeli Prewetta, ale wciąż wymycie tego wszystkiego było zadaniem męczącym i czasochłonnym, na tyle, żeby wyjątkowo (bo absolutnie nigdy tego nie robił) poprosił o pomoc.<br />
<br />
Dotyk szorstkich palców wmasowujących mu w skórę głowy kolejną dawkę szamponu zaliczył do rzeczy kojących, ale i tak był dosyć spięty i rozedrgany. Mimo wszystko wolałby dokończyć to co zaczął w wozie i iść spać. Każdy normalny człowiek pewnie by go wyśmiał, że w ogóle przez myśl mu przeszło traktowanie seksu oralnego jako czegoś głęboko terapeutycznego, tylko co z tego, skoro zostałby wyśmiany za masę innych rzeczy składających się na jego kruchą egzystencję - przestał przejmować się takimi natręctwami już dawno. Nie potrafił powiedzieć Alexandrowi, czego od niego chce, Alexander nie potrafił zadawać mu takich pytań, bo nie chciał go zranić. Byli przypadkiem głęboko beznadziejnym… Jakby się w ogóle nie znali, jakby nie mogli uchwycić sensu akcji wykonywanych przez drugą stronę. Czasami nie opuszczało go wrażenie, że lepiej rozumieli swoje chuje niż samych siebie i coś w tym chyba było, bo siedząc na tych zimnych kafelkach, ze strugami wody ściekającymi mu po twarzy, powoli zaczynał wątpić we wszystko, w co do tej pory wierzył. W sens swojego istnienia również.<br />
<br />
Czuł się tak piekielnie źle. Znów zakrył twarz dłońmi, pocierając zmęczone, zaczerwienione oczy. Nic nie mówił, nie wydał z siebie nawet żadnego sapnięcia, ani innego „ngk”, którym czasami zdarzało się przerwać niezręczną ciszę. Czasami życie było tak cholernie trudne, tak przytłaczające. Nawet wtedy, kiedy jedynym wyzwaniem, jakim sobie stawiał, było dotrwanie do kolejnego dnia.<br />
<br />
<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content"> Pociągowy. <img src="https://secretsoflondon.pl/images/smilies/pwease.gif" alt="Pwease" title="Pwease" class="smilie smilie_36" /> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> </div></div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">Fantasmagoria, późnym wieczorem 12 lipca</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-family: Playfair Display;" class="mycode_font">Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości,<br />
nawet za dużo to za mało</span></div>
<br />
Przyznał się do tego, że smród jego ubrań był efektem wpadnięcia do morza, ale przemilczał resztę. Kolejny niby to nieistotny fragment, który pewnie wypłynie w najmniej oczekiwanym momencie, ale… z jakiegoś powodu i tak plasował kolejną zdradę nieco niżej w hierarchii swoich przewinień niż zniknięcie na kilka dni tak po prostu, bo tak, bo chciał zrobić mu na złość. Zdrada była czymś, co mieli już za sobą i żyli razem dalej, nawet mimo płomiennego wyznania, że Bletchleya nadal lubił. Znikanie… znikanie wydawało się być takie beznadziejnie ostateczne. Doprowadzało Alexandra do gorączki, dlatego wydawało się być tak dobrą karą, kiedy chciał go dobić za kolejne z rzędu złe reakcje na tkane przez Flynna prowokujące zagrywki. Zagrywki, w których tonęli coraz mocniej. A może to nie poczucie winy, tylko coś było w tej wodzie?<br />
<br />
Strasznie nie lubił się myć. Szczególnie kiedy wymagało to aż takiego zaangażowania i dokładności jak dzisiaj, bo po tym jak mokry położył się na piasku, całe te swoje loki miał nim obklejone tak, jak wypieki obklejało się cukrem. Sporo zdążyło się już wykruszyć i odpaść, najwięcej zostało pewnie w pościeli Prewetta, ale wciąż wymycie tego wszystkiego było zadaniem męczącym i czasochłonnym, na tyle, żeby wyjątkowo (bo absolutnie nigdy tego nie robił) poprosił o pomoc.<br />
<br />
Dotyk szorstkich palców wmasowujących mu w skórę głowy kolejną dawkę szamponu zaliczył do rzeczy kojących, ale i tak był dosyć spięty i rozedrgany. Mimo wszystko wolałby dokończyć to co zaczął w wozie i iść spać. Każdy normalny człowiek pewnie by go wyśmiał, że w ogóle przez myśl mu przeszło traktowanie seksu oralnego jako czegoś głęboko terapeutycznego, tylko co z tego, skoro zostałby wyśmiany za masę innych rzeczy składających się na jego kruchą egzystencję - przestał przejmować się takimi natręctwami już dawno. Nie potrafił powiedzieć Alexandrowi, czego od niego chce, Alexander nie potrafił zadawać mu takich pytań, bo nie chciał go zranić. Byli przypadkiem głęboko beznadziejnym… Jakby się w ogóle nie znali, jakby nie mogli uchwycić sensu akcji wykonywanych przez drugą stronę. Czasami nie opuszczało go wrażenie, że lepiej rozumieli swoje chuje niż samych siebie i coś w tym chyba było, bo siedząc na tych zimnych kafelkach, ze strugami wody ściekającymi mu po twarzy, powoli zaczynał wątpić we wszystko, w co do tej pory wierzył. W sens swojego istnienia również.<br />
<br />
Czuł się tak piekielnie źle. Znów zakrył twarz dłońmi, pocierając zmęczone, zaczerwienione oczy. Nic nie mówił, nie wydał z siebie nawet żadnego sapnięcia, ani innego „ngk”, którym czasami zdarzało się przerwać niezręczną ciszę. Czasami życie było tak cholernie trudne, tak przytłaczające. Nawet wtedy, kiedy jedynym wyzwaniem, jakim sobie stawiał, było dotrwanie do kolejnego dnia.<br />
<br />
<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content"> Pociągowy. <img src="https://secretsoflondon.pl/images/smilies/pwease.gif" alt="Pwease" title="Pwease" class="smilie smilie_36" /> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> </div></div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[12.07.1972] Liczy się tylko to, że chcesz mnie skrzywdzić... - Alexander x Flynn]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2881</link>
			<pubDate>Mon, 11 Mar 2024 22:10:22 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=344">The Overseer</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2881</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">Liczy się tylko to, że chcesz mnie skrzywdzić. Liczy się tylko to, że chcesz. Powiedz słowo, a będę płonął przez dziesięć dni.</div>
<br />
Koniec czerwca i… właściwie jak na razie cały lipiec nie miały dla mnie litości. Czułem się rozbity, zmęczony, przerażony wręcz. I może to nawet nie wina czerwca ani lipca. Może na dobrą sprawę problemy zaczęły się już znacznie wcześniej, tylko nie chciałem tego do siebie dopuszczać? Obawy były ze mną od zawsze, od samego początku, odkąd tylko wrócił, a jakieś miłosne liściki i romantyczne książki, które dostawał w prezencie - od niedawna. I w sumie… czułem, że chciał się mnie pozbyć ze swojego życia, odtrącić mnie, zostawić.<br />
W sumie już mnie zostawił i nie wracał dzień, teraz drugi… A ja walczyłem o każdy haust powietrza, walczyłem również o to by zachowywać się w miarę normalnie, jak gdyby nigdy nic, ale na dobrą sprawę, to nawet ślepy by zauważył, że coś nie grało. Byłem niczym otwarta księga, świeca, która diametralnie przygasła, więc.. Znikałem w odmętach swojego wozu, niby zajęty papierkami. Oddelegowałem robotę, zarządzanie całym cyrkiem w ręce The Tempest i ślęczałem nad dokumentami do późna, tak naprawdę nasłuchując i wyglądając przez okna, czy może jednak…<br />
Ale jednak nie. NIE PRZYSZEDŁ. NIE WRÓCIŁ. NIE BYŁO GO. Odszedł? Zostawił mnie? Zostawił nas? Cały cyrk nawet? Ten świat? Coś innego przykuło jego oko? Inne życie, inni ludzie, inny ktoś… ktoś, kto był bardziej wystarczający? Czułem, że to moja wina. Wybuchnąłem wtedy, wyszedłem, a on wpadł w ten szał, w ten amok, w tę furię. Od tamtej pory było już inaczej. I to bolało, choć wiedziałem, że prędzej czy później to życie mu nie wystarczy. Bolało, chociaż było coraz gorzej. Bolało, że było tu zbyt pusto, zbyt cicho.<br />
Drugi dzień pustki. Niebawem czekała mnie trzecia pusta noc, o której nie chciałem myśleć, a jednak. Myśli, wspomnienia, marzenia o Flynnie to była teraz pożywka dla mojej przygnębionej głowy. Ale starałem się nie wychodzić poza przyczepę, żeby znowu nie skończyć jak wtedy. Nie chciałem być znowu tym zagubionym chłopakiem, a jednak przerażała mnie nadchodząca noc, nadchodzące myśli i sny. Kusiło by sięgnąć po jakiś rozpraszacz. Wiedziałem bowiem, że znowu nie będę spał spokojnie, będę się budził zlany potem i będę odnajdował pustkę zamiast rąk, które mogłyby to wszystko ode mnie odgonić, hen!, daleko.<br />
A może wcale tak nie będzie…? Miałem wrażenie, że usłyszałem znajome kroki na schodkach. Dziwne, bo zamiast poczuć ulgę, to spiąłem się jakoś bardziej, serce zaczęło mi walić jak szalone. Pochyliłem się nad tymi papierami, które w tej chwili nie miały dla mnie znacznie, ale właśnie uciekałem niczym spłoszone zwierzę, że niby pracowałem, że niby wszystko było w porządku…? Musiałem być silny by zachować pozory chociaż przed Flynnem. Nie chciałem go spłoszyć.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div><div id="dataa" class="mycode_b">Liczy się tylko to, że chcesz mnie skrzywdzić. Liczy się tylko to, że chcesz. Powiedz słowo, a będę płonął przez dziesięć dni.</div>
<br />
Koniec czerwca i… właściwie jak na razie cały lipiec nie miały dla mnie litości. Czułem się rozbity, zmęczony, przerażony wręcz. I może to nawet nie wina czerwca ani lipca. Może na dobrą sprawę problemy zaczęły się już znacznie wcześniej, tylko nie chciałem tego do siebie dopuszczać? Obawy były ze mną od zawsze, od samego początku, odkąd tylko wrócił, a jakieś miłosne liściki i romantyczne książki, które dostawał w prezencie - od niedawna. I w sumie… czułem, że chciał się mnie pozbyć ze swojego życia, odtrącić mnie, zostawić.<br />
W sumie już mnie zostawił i nie wracał dzień, teraz drugi… A ja walczyłem o każdy haust powietrza, walczyłem również o to by zachowywać się w miarę normalnie, jak gdyby nigdy nic, ale na dobrą sprawę, to nawet ślepy by zauważył, że coś nie grało. Byłem niczym otwarta księga, świeca, która diametralnie przygasła, więc.. Znikałem w odmętach swojego wozu, niby zajęty papierkami. Oddelegowałem robotę, zarządzanie całym cyrkiem w ręce The Tempest i ślęczałem nad dokumentami do późna, tak naprawdę nasłuchując i wyglądając przez okna, czy może jednak…<br />
Ale jednak nie. NIE PRZYSZEDŁ. NIE WRÓCIŁ. NIE BYŁO GO. Odszedł? Zostawił mnie? Zostawił nas? Cały cyrk nawet? Ten świat? Coś innego przykuło jego oko? Inne życie, inni ludzie, inny ktoś… ktoś, kto był bardziej wystarczający? Czułem, że to moja wina. Wybuchnąłem wtedy, wyszedłem, a on wpadł w ten szał, w ten amok, w tę furię. Od tamtej pory było już inaczej. I to bolało, choć wiedziałem, że prędzej czy później to życie mu nie wystarczy. Bolało, chociaż było coraz gorzej. Bolało, że było tu zbyt pusto, zbyt cicho.<br />
Drugi dzień pustki. Niebawem czekała mnie trzecia pusta noc, o której nie chciałem myśleć, a jednak. Myśli, wspomnienia, marzenia o Flynnie to była teraz pożywka dla mojej przygnębionej głowy. Ale starałem się nie wychodzić poza przyczepę, żeby znowu nie skończyć jak wtedy. Nie chciałem być znowu tym zagubionym chłopakiem, a jednak przerażała mnie nadchodząca noc, nadchodzące myśli i sny. Kusiło by sięgnąć po jakiś rozpraszacz. Wiedziałem bowiem, że znowu nie będę spał spokojnie, będę się budził zlany potem i będę odnajdował pustkę zamiast rąk, które mogłyby to wszystko ode mnie odgonić, hen!, daleko.<br />
A może wcale tak nie będzie…? Miałem wrażenie, że usłyszałem znajome kroki na schodkach. Dziwne, bo zamiast poczuć ulgę, to spiąłem się jakoś bardziej, serce zaczęło mi walić jak szalone. Pochyliłem się nad tymi papierami, które w tej chwili nie miały dla mnie znacznie, ale właśnie uciekałem niczym spłoszone zwierzę, że niby pracowałem, że niby wszystko było w porządku…? Musiałem być silny by zachować pozory chociaż przed Flynnem. Nie chciałem go spłoszyć.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki?]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2580</link>
			<pubDate>Sun, 21 Jan 2024 00:28:43 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=1">Eutierria</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2580</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic IV</span></div></div>
<br />
<h1>A macie pozwolenie na te zwierzaki?</h1><br />
<div class="divek">Spotkaliście się tutaj z samego rana. O tak nieludzkiej godzinie, że nawet ptaki Atheny spały jeszcze i nie miały najmniejszej ochoty ćwierkać. W umówionym miejscu stawiła się brygadzistka Brenna Longbottom, mająca ostatecznie sprawdzić poprawność całej dokumentacji i dopiąć całość, zapewniając legalność pobytu Bellów na placu przy Charing Cross Road. Niestety, jak to w takich historiach bywa, nie wszystko poszło gładko. Niedawno w wozie pana zarządcy doszło do kłótni kochanków i jego chłopak zrzucił na podłogę całą dokumentację, jaką miał przedstawić dzisiaj przedstawicielce Ministerstwa. Fakt, że kartki były trochę wymiętolone to jeszcze nie koniec świata. Brud wyglądający wpierw na krew, po powąchaniu okazał się być sosem od kebaba, którego Edge wcinał na głodzie w środku nocy. Najbardziej ośmieszające okazał się być te rzeczy, których kompletnie nie powinno tam być - zawieruszona kartka z obliczeniami Flynna dot. takich durnoctw, jak ilość dynamitu potrzebnej do wysadzenia szaletu i koncepcja umiejscowienia go tak, żeby wyleciał w górę, albo statystyczna szansa na to, że Lord Voldemort otrzymawszy żarówkę z wąglikiem, rozbije ją i zdechnie raz na zawsze. Poza tym nie dało się nie zauważyć tego, że nie zgadzała się liczba zaklętych gołębi, tylko jak wytłumaczyć to, że te mnożyły się przy kichaniu i po kilku godzinach łączyły się znów w jednego ptaka?<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=368" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Beast</a> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=24" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Brenna Longbottom</a> </div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic IV</span></div></div>
<br />
<h1>A macie pozwolenie na te zwierzaki?</h1><br />
<div class="divek">Spotkaliście się tutaj z samego rana. O tak nieludzkiej godzinie, że nawet ptaki Atheny spały jeszcze i nie miały najmniejszej ochoty ćwierkać. W umówionym miejscu stawiła się brygadzistka Brenna Longbottom, mająca ostatecznie sprawdzić poprawność całej dokumentacji i dopiąć całość, zapewniając legalność pobytu Bellów na placu przy Charing Cross Road. Niestety, jak to w takich historiach bywa, nie wszystko poszło gładko. Niedawno w wozie pana zarządcy doszło do kłótni kochanków i jego chłopak zrzucił na podłogę całą dokumentację, jaką miał przedstawić dzisiaj przedstawicielce Ministerstwa. Fakt, że kartki były trochę wymiętolone to jeszcze nie koniec świata. Brud wyglądający wpierw na krew, po powąchaniu okazał się być sosem od kebaba, którego Edge wcinał na głodzie w środku nocy. Najbardziej ośmieszające okazał się być te rzeczy, których kompletnie nie powinno tam być - zawieruszona kartka z obliczeniami Flynna dot. takich durnoctw, jak ilość dynamitu potrzebnej do wysadzenia szaletu i koncepcja umiejscowienia go tak, żeby wyleciał w górę, albo statystyczna szansa na to, że Lord Voldemort otrzymawszy żarówkę z wąglikiem, rozbije ją i zdechnie raz na zawsze. Poza tym nie dało się nie zauważyć tego, że nie zgadzała się liczba zaklętych gołębi, tylko jak wytłumaczyć to, że te mnożyły się przy kichaniu i po kilku godzinach łączyły się znów w jednego ptaka?<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=368" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Beast</a> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=24" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Brenna Longbottom</a> </div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 10 lipca // Modest clothes can be beautiful, but who cares, I'm a whore]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2566</link>
			<pubDate>Thu, 18 Jan 2024 00:05:19 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2566</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Cryk Bellów, wóz Jaśniepana Zarządcy i jego Żony<br />
10 lipca 1972 roku</div>
<br />
Nie było go dzisiaj w Fantasmagorii. To nie było nic, co szczególnie dziwiło - był środek tygodnia, a on lubił zawieruszyć się gdzieś na długo, to w okolicznym lesie, kiedy jeszcze jeździli po wioskach, to pomiędzy budynkami Charing Cross Street, kiedy przyjechali do Londynu. Albo do kogoś poszedł, albo leżał na dachu którejś z kamienic i palił papierosy. Norma. Ważne było, że zawsze wróci. Obiecał to głośno i wyraźnie - to będzie jego miejsce, był w tym szczery i znów nie zawiódł - co prawda zaskoczył go zmierzch, a on nie dał znać Alexandrowi jak piekielnie późno raczy pojawić się w ich sypialni, bo tego wszystkiego nie przewidział, ale… Jeszcze nie nastała godzina, przy której człowiek zaczynał się martwić, więc starszy Bell żył normalnie - poszedł się umyć, zamierzał położyć się spać, ale kiedy wracał do swojego wozu, mógł spostrzec, że świeci się w nim jedna z lamp. Czyli Flynn bezpiecznie wrócił.<br />
<br />
I nagle jakiś taki niepokój rozszedł mu się po ciele, jakby zło wisiało w powietrzu… To dobrze, że wrócił, więc… dlaczego poczuł takie dziwne napięcie przed naciśnięciem klamki? Istniało kilka potencjalnych odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, która narzucała się na myśl zależała od tego, na co Alexander wpierw zwrócił uwagę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na zmiany w pomieszczeniu…</span> to nie mógł nie zauważyć wielkiego lustra opartego o półkę na książki. Wątpliwe było, żeby Flynn je sobie tutaj przyniósł - gdyby po prostu chciał się przejrzeć, to poszedłby do wozów którejś z dziewczyn, a nie targał je aż tutaj. Na stałe nie było im potrzebne, więc je pewnie na chwilę wykształtował, żeby się w nim przejrzeć. I to była zupełna nowość, bo on się nie czesał od co najmniej czterech lat. Tak, dawał obcinać sobie włosy i tak - rozczesywał je palcami podczas mycia, ale generalnie dawał im żyć własnym życiem. Codziennie ubierał się tak samo i teraz co - robił tutaj jakąś rewię mody? Bo obok lustra stała torba, z której wystawało więcej ubrań.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na jego twarz i włosy…</span> to nie mogło mu umknąć, że nie zaczesał ich do tyłu, ani nie związał gumką. Urosły mu już sporo, pewnie zaraz będzie biegał za kimś, żeby mu pomógł je skrócić, ale teraz… teraz opuścił je swobodnie na ramiona, ewidentnie poprawił ich ułożenie palcami lub czarem, tak żeby tym razem nie wchodziły mu do oczu. Postarał się coś z tym swoim wyglądem zrobić, ale wpatrując się w swoje odbicie, sprawiał wrażenie piekielnie smutnego. Jakby coś w nim umarło. Te resztki nadziei tlące się zwykle pod przymkniętymi powiekami dzisiaj zniknęły.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na jego ubiór…</span> i to on pewnie krzyczał najgłośniej, Alexander od razu doszedł do sedna tejże tajemniczej sprawy - do czarnej, damskiej bluzki z mocnym dekoltem i przewiewnej, ociupinę za króciutkiej, czarnej spódnicy w dziwaczny, kwiecisty wzorek, jakie Flynn miał na sobie.<br />
<br />
Przyniósł te ubrania od znajomych, bo wiedział dobrze, że spodobają się ich siostrze, ale kiedy je wyciągnął momentalnie skojarzyły mu się z Fontaine i… nie był do końca pewny kiedy to się zaczęło. Kiedy chciał spojrzeć na siebie w tym stroju, obrócić się bokiem do tafli lustra, schylić przed nim, wykonać jakąś pozę? To się po prostu stało. I wyglądał absurdalnie. Powiedziałby nawet, że obrzydliwie. Nie miał wstydu nie od wczoraj, nie był dobry w przestrzeganie zasad społecznych - wyszedłby tak na miasto i śmiał się z każdego, kogo by ten widok zgorszył. Nie pomogło mu to jednak w przezwyciężeniu tych idiotycznych myśli, które go czasem nawiedzały - o porzuceniu, o byciu kimś niewystarczającym. I ta brzydota objawiająca się w tym momencie w kompletnie męskiej budowie ciała, w wyrzeźbionej muskulaturze, w twarzy, jakiej nikt by nie pomylił z kobiecą choćby i mu za to zapłacili pieniądze… Kurwa, ale on się robił żałosny.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chcesz…</span> - zaczął, przerywając cokolwiek co jego brat miał mu do powiedzenia - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">iść ze mną potańczyć?</span> - Dokończył to jakoś ciszej, niepewnie. Sam dopiero na to wpadł.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Cryk Bellów, wóz Jaśniepana Zarządcy i jego Żony<br />
10 lipca 1972 roku</div>
<br />
Nie było go dzisiaj w Fantasmagorii. To nie było nic, co szczególnie dziwiło - był środek tygodnia, a on lubił zawieruszyć się gdzieś na długo, to w okolicznym lesie, kiedy jeszcze jeździli po wioskach, to pomiędzy budynkami Charing Cross Street, kiedy przyjechali do Londynu. Albo do kogoś poszedł, albo leżał na dachu którejś z kamienic i palił papierosy. Norma. Ważne było, że zawsze wróci. Obiecał to głośno i wyraźnie - to będzie jego miejsce, był w tym szczery i znów nie zawiódł - co prawda zaskoczył go zmierzch, a on nie dał znać Alexandrowi jak piekielnie późno raczy pojawić się w ich sypialni, bo tego wszystkiego nie przewidział, ale… Jeszcze nie nastała godzina, przy której człowiek zaczynał się martwić, więc starszy Bell żył normalnie - poszedł się umyć, zamierzał położyć się spać, ale kiedy wracał do swojego wozu, mógł spostrzec, że świeci się w nim jedna z lamp. Czyli Flynn bezpiecznie wrócił.<br />
<br />
I nagle jakiś taki niepokój rozszedł mu się po ciele, jakby zło wisiało w powietrzu… To dobrze, że wrócił, więc… dlaczego poczuł takie dziwne napięcie przed naciśnięciem klamki? Istniało kilka potencjalnych odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, która narzucała się na myśl zależała od tego, na co Alexander wpierw zwrócił uwagę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na zmiany w pomieszczeniu…</span> to nie mógł nie zauważyć wielkiego lustra opartego o półkę na książki. Wątpliwe było, żeby Flynn je sobie tutaj przyniósł - gdyby po prostu chciał się przejrzeć, to poszedłby do wozów którejś z dziewczyn, a nie targał je aż tutaj. Na stałe nie było im potrzebne, więc je pewnie na chwilę wykształtował, żeby się w nim przejrzeć. I to była zupełna nowość, bo on się nie czesał od co najmniej czterech lat. Tak, dawał obcinać sobie włosy i tak - rozczesywał je palcami podczas mycia, ale generalnie dawał im żyć własnym życiem. Codziennie ubierał się tak samo i teraz co - robił tutaj jakąś rewię mody? Bo obok lustra stała torba, z której wystawało więcej ubrań.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na jego twarz i włosy…</span> to nie mogło mu umknąć, że nie zaczesał ich do tyłu, ani nie związał gumką. Urosły mu już sporo, pewnie zaraz będzie biegał za kimś, żeby mu pomógł je skrócić, ale teraz… teraz opuścił je swobodnie na ramiona, ewidentnie poprawił ich ułożenie palcami lub czarem, tak żeby tym razem nie wchodziły mu do oczu. Postarał się coś z tym swoim wyglądem zrobić, ale wpatrując się w swoje odbicie, sprawiał wrażenie piekielnie smutnego. Jakby coś w nim umarło. Te resztki nadziei tlące się zwykle pod przymkniętymi powiekami dzisiaj zniknęły.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeżeli na jego ubiór…</span> i to on pewnie krzyczał najgłośniej, Alexander od razu doszedł do sedna tejże tajemniczej sprawy - do czarnej, damskiej bluzki z mocnym dekoltem i przewiewnej, ociupinę za króciutkiej, czarnej spódnicy w dziwaczny, kwiecisty wzorek, jakie Flynn miał na sobie.<br />
<br />
Przyniósł te ubrania od znajomych, bo wiedział dobrze, że spodobają się ich siostrze, ale kiedy je wyciągnął momentalnie skojarzyły mu się z Fontaine i… nie był do końca pewny kiedy to się zaczęło. Kiedy chciał spojrzeć na siebie w tym stroju, obrócić się bokiem do tafli lustra, schylić przed nim, wykonać jakąś pozę? To się po prostu stało. I wyglądał absurdalnie. Powiedziałby nawet, że obrzydliwie. Nie miał wstydu nie od wczoraj, nie był dobry w przestrzeganie zasad społecznych - wyszedłby tak na miasto i śmiał się z każdego, kogo by ten widok zgorszył. Nie pomogło mu to jednak w przezwyciężeniu tych idiotycznych myśli, które go czasem nawiedzały - o porzuceniu, o byciu kimś niewystarczającym. I ta brzydota objawiająca się w tym momencie w kompletnie męskiej budowie ciała, w wyrzeźbionej muskulaturze, w twarzy, jakiej nikt by nie pomylił z kobiecą choćby i mu za to zapłacili pieniądze… Kurwa, ale on się robił żałosny.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chcesz…</span> - zaczął, przerywając cokolwiek co jego brat miał mu do powiedzenia - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">iść ze mną potańczyć?</span> - Dokończył to jakoś ciszej, niepewnie. Sam dopiero na to wpadł.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[02.07.1972] seria niefortunnych zdarzeń | Fiery & Harvin]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2513</link>
			<pubDate>Tue, 02 Jan 2024 12:12:20 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=368">The Beast</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2513</guid>
			<description><![CDATA[<p>Nie był to jej dzień. Po raz kolejny. Miała wrażenie, że nic jej się ostatnio nie udaje, że jest beznadziejna, że los jej nie sprzyja, a umiejętności zanikają. Czuła się okropnie. Do tego wszystkiego bolała ją stopa, bo Lisek - Elaine ugryzła ją w nogę. Nie było to przyjemne uczucie. Zawiodła ich po raz kolejny, a nie znosiła tego uczucia. Powinna zawsze być w formie, aby rodzina miała pewność, że mogą na nią liczyć.</p>
<p>Uciekła stamtąd, gdy tylko miała okazję. Nie chciała się tłumaczyć. Brakowało jej słów. Po raz kolejny w przeciągu kilku dni zawiodła Flynna, który liczył na jej pomoc, miała wrażenie, że przestanie ją przez to lubić. Ważne dla niej było zdanie braci i sióstr, także nie do końca jej to odpowiadało.</p>
<p>Zniknęła między przyczepami, miała chęć wrócić do swoich animagicznych braci lwów, jednak nie wiedziała, czy to dobry pomysł. Nie chciała, żeby przejmowali jej negatywne emocje. Ruszyła więc dalej w poszukiwaniu kogoś, komu będzie mogła zawrócić głowę, komuś kto jej nie oceni i po prostu będzie obok.</p>
<p>Nie miała pojęcia, kogo powinna szukać, miała swoich kilku kandydatów, jednak to ślepy los zadecydował o tym, że znalazła się niedaleko przyczepy Berga. Przycupnęła sobie na pierwszej, lepszej skrzyni. Dopiero teraz dotarło do niej, że ból stopy wcale nie był taki słaby, jak się jej na początku wydawało, bo zaczął jej doskwierać coraz mocniej. Nie chciała póki co jednak nikomu zawracać tym głowy, bo mieli zdecydowanie większe problemy od jej uszkodzonej stopy.</p>
<p>Siedziała sobie więc na tej skrzyni, burczała coś pod nosem o tym, jaka jest beznadziejna i nieudolna ze łzami w oczach, widać było, że dosyć mocno przeżyła to, co się przed chwilą wydarzyło. Nie potrafiła się pogodzić z porażką.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie był to jej dzień. Po raz kolejny. Miała wrażenie, że nic jej się ostatnio nie udaje, że jest beznadziejna, że los jej nie sprzyja, a umiejętności zanikają. Czuła się okropnie. Do tego wszystkiego bolała ją stopa, bo Lisek - Elaine ugryzła ją w nogę. Nie było to przyjemne uczucie. Zawiodła ich po raz kolejny, a nie znosiła tego uczucia. Powinna zawsze być w formie, aby rodzina miała pewność, że mogą na nią liczyć.</p>
<p>Uciekła stamtąd, gdy tylko miała okazję. Nie chciała się tłumaczyć. Brakowało jej słów. Po raz kolejny w przeciągu kilku dni zawiodła Flynna, który liczył na jej pomoc, miała wrażenie, że przestanie ją przez to lubić. Ważne dla niej było zdanie braci i sióstr, także nie do końca jej to odpowiadało.</p>
<p>Zniknęła między przyczepami, miała chęć wrócić do swoich animagicznych braci lwów, jednak nie wiedziała, czy to dobry pomysł. Nie chciała, żeby przejmowali jej negatywne emocje. Ruszyła więc dalej w poszukiwaniu kogoś, komu będzie mogła zawrócić głowę, komuś kto jej nie oceni i po prostu będzie obok.</p>
<p>Nie miała pojęcia, kogo powinna szukać, miała swoich kilku kandydatów, jednak to ślepy los zadecydował o tym, że znalazła się niedaleko przyczepy Berga. Przycupnęła sobie na pierwszej, lepszej skrzyni. Dopiero teraz dotarło do niej, że ból stopy wcale nie był taki słaby, jak się jej na początku wydawało, bo zaczął jej doskwierać coraz mocniej. Nie chciała póki co jednak nikomu zawracać tym głowy, bo mieli zdecydowanie większe problemy od jej uszkodzonej stopy.</p>
<p>Siedziała sobie więc na tej skrzyni, burczała coś pod nosem o tym, jaka jest beznadziejna i nieudolna ze łzami w oczach, widać było, że dosyć mocno przeżyła to, co się przed chwilą wydarzyło. Nie potrafiła się pogodzić z porażką.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 2 lipca // I want that twink obliterated!!]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2488</link>
			<pubDate>Fri, 29 Dec 2023 01:17:45 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2488</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono osiągnięcie - The Edge - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
<div id="dataa" class="mycode_b">Wóz Alexandra Bella<br />
Laurent Prewett &amp; Crow</div>
<br />
Irytacja, jaka rozchodziła się po jego ciele, zrobiła się nieco mniej upierdliwa, kiedy Laurent postanowił przestać się z nim bawić i wszedł do środka wskazanego wozu. Flynn wciąż musiał załatwić sprawę swoich sióstr, toteż nie dołączył do niego jeszcze przez kilka długich minut. <br />
<br />
Jak i gdzie podziać się w takiej przestrzeni? Mała, ciasna, ale generalnie dobrze mająca się klita z kilkoma niepasującymi elementami - nawet łatwo było domyślić się, że mieszkał tutaj ktoś zajmujący się dokumentacją, jakiś zarządca albo księgowy, bo na biurku i półkach pełno było segregatorów z datami. Wszystko pachniało czystością, poza... tym, co wskazywało na obecność Crowa. Brudna koszulka na niepościelonym łóżku, kartka z obliczeniami zapisana tak koślawo jak tylko się dało, absurdalna liczba noży umieszczonych na stosiku obok półki, sreberka od zjedzonych czekolad leżące obok dzieła jakiegoś mugolskiego pisarza, najpewniej czekające na swoją kolej w byciu opalanymi przy gonieniu smoka... To była jego przestrzeń. Przestrzeń człowieka, który potrafił tworzyć skomplikowane mechanizmy zabezpieczające, więc odpowiadając na to wcześniejsze pytanie - jak więc się w takiej przestrzeni podziać i gdzie... Najlepiej nie dotykać nic, jeżeli nie chciało się stuknąć butem jakiejś pułapki, albo gdyby widok figurki z odpadniętą głową tuż obok zniszczonego w ataku histerii parapetu boleśnie przypominał o czyjejś nieobliczalności.<br />
<br />
Może Laurentowi pomogły w tym wspomnienia, może dostatecznie mocny kopniak w bebechy, ale kiedy Flynn przekroczył próg wozu, trzasnął drzwiami i odciął ich od świata zewnętrznego, zaciągając metalową zasuwę, ten siedział na krześle Alexandra i czekał jak na ścięcie. W środku panował straszliwy zaduch, ale nie otworzył okna. Nikt przecież nie miał tego słyszeć. Wyglądało na to, że się uspokoił - prawdę mówiąc, powoli brało go już poczucie winy, ale dusił to w zarodku, póki jeszcze nie był pewny, że ta cholerna foka mówiła prawdę. Szczęście w nieszczęściu, ze względu na kłopoty w raju Bellów, zamówił u Aveliny kilka porcji Veritaserum. I chociaż ten zbieg okoliczności był dla niego całkiem korzystny, to jak zawsze potwornie go irytował. Przeznaczenie? Jedyne, jakie dostrzegał to ciążące nad nim fatum.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przesiądź się tam</span> - skinął głową na to nieszczęsne łóżko, a sam przesunął sobie krzesło tak, żeby było odwrócone w kierunku Prewetta. Usiadł plecami do drzwi, bardzo świadomie zajmując przestrzeń pomiędzy nim i wyjściem. <br />
<br />
Siedział w rozkroku. Spoglądał na niego niechętnie. Odkaszlnął w ten charakterystyczny sposób, w jaki kaszleli wszyscy nałogowi palacze. I jak każdy nałogowy palacz zaraz po tym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie zważał na duchotę, na to jak mocno piekło lipcowe słońce wpadające przez okno, na to jak go te fajki powoli zabijały - liczył się tylko spokój, jaki mogły mu dać. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Niesamowicie mnie tym wkurwiłeś.</span> - Nim wyciągnął pierwszego z nich, pstryknął palcami. Stojący na blacie sok zaczął nalewać się do szklanki. Ktoś z niej już coś pił, ale to był chyba najmniejszy problem. Większym problemem było to, że kiedy tylko naczynie napełniło się napojem, otworzyła się szufladka biurka, a z niej wyłonił się biały flakon. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jakbyś nie zauważył idioto, ona ma kilkanaście lat. Wcale nie musiała tego wiedzieć.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=300" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Laurent Prewett</a> </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono osiągnięcie - The Edge - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
<div id="dataa" class="mycode_b">Wóz Alexandra Bella<br />
Laurent Prewett &amp; Crow</div>
<br />
Irytacja, jaka rozchodziła się po jego ciele, zrobiła się nieco mniej upierdliwa, kiedy Laurent postanowił przestać się z nim bawić i wszedł do środka wskazanego wozu. Flynn wciąż musiał załatwić sprawę swoich sióstr, toteż nie dołączył do niego jeszcze przez kilka długich minut. <br />
<br />
Jak i gdzie podziać się w takiej przestrzeni? Mała, ciasna, ale generalnie dobrze mająca się klita z kilkoma niepasującymi elementami - nawet łatwo było domyślić się, że mieszkał tutaj ktoś zajmujący się dokumentacją, jakiś zarządca albo księgowy, bo na biurku i półkach pełno było segregatorów z datami. Wszystko pachniało czystością, poza... tym, co wskazywało na obecność Crowa. Brudna koszulka na niepościelonym łóżku, kartka z obliczeniami zapisana tak koślawo jak tylko się dało, absurdalna liczba noży umieszczonych na stosiku obok półki, sreberka od zjedzonych czekolad leżące obok dzieła jakiegoś mugolskiego pisarza, najpewniej czekające na swoją kolej w byciu opalanymi przy gonieniu smoka... To była jego przestrzeń. Przestrzeń człowieka, który potrafił tworzyć skomplikowane mechanizmy zabezpieczające, więc odpowiadając na to wcześniejsze pytanie - jak więc się w takiej przestrzeni podziać i gdzie... Najlepiej nie dotykać nic, jeżeli nie chciało się stuknąć butem jakiejś pułapki, albo gdyby widok figurki z odpadniętą głową tuż obok zniszczonego w ataku histerii parapetu boleśnie przypominał o czyjejś nieobliczalności.<br />
<br />
Może Laurentowi pomogły w tym wspomnienia, może dostatecznie mocny kopniak w bebechy, ale kiedy Flynn przekroczył próg wozu, trzasnął drzwiami i odciął ich od świata zewnętrznego, zaciągając metalową zasuwę, ten siedział na krześle Alexandra i czekał jak na ścięcie. W środku panował straszliwy zaduch, ale nie otworzył okna. Nikt przecież nie miał tego słyszeć. Wyglądało na to, że się uspokoił - prawdę mówiąc, powoli brało go już poczucie winy, ale dusił to w zarodku, póki jeszcze nie był pewny, że ta cholerna foka mówiła prawdę. Szczęście w nieszczęściu, ze względu na kłopoty w raju Bellów, zamówił u Aveliny kilka porcji Veritaserum. I chociaż ten zbieg okoliczności był dla niego całkiem korzystny, to jak zawsze potwornie go irytował. Przeznaczenie? Jedyne, jakie dostrzegał to ciążące nad nim fatum.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przesiądź się tam</span> - skinął głową na to nieszczęsne łóżko, a sam przesunął sobie krzesło tak, żeby było odwrócone w kierunku Prewetta. Usiadł plecami do drzwi, bardzo świadomie zajmując przestrzeń pomiędzy nim i wyjściem. <br />
<br />
Siedział w rozkroku. Spoglądał na niego niechętnie. Odkaszlnął w ten charakterystyczny sposób, w jaki kaszleli wszyscy nałogowi palacze. I jak każdy nałogowy palacz zaraz po tym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie zważał na duchotę, na to jak mocno piekło lipcowe słońce wpadające przez okno, na to jak go te fajki powoli zabijały - liczył się tylko spokój, jaki mogły mu dać. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Niesamowicie mnie tym wkurwiłeś.</span> - Nim wyciągnął pierwszego z nich, pstryknął palcami. Stojący na blacie sok zaczął nalewać się do szklanki. Ktoś z niej już coś pił, ale to był chyba najmniejszy problem. Większym problemem było to, że kiedy tylko naczynie napełniło się napojem, otworzyła się szufladka biurka, a z niej wyłonił się biały flakon. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jakbyś nie zauważył idioto, ona ma kilkanaście lat. Wcale nie musiała tego wiedzieć.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=300" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Laurent Prewett</a> </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lato 1972, 2 lipca // How can I describe my life to you?]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2484</link>
			<pubDate>Thu, 28 Dec 2023 13:55:40 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=253">The Edge</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2484</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Późnym wieczorem<br />
Fantasmagoria, wóz głąba numer dwa</div>
<br />
Teraz albo nigdy. Teraz albo nigdy, Flynn, zrób to.<br />
<br />
Zrób to.<br />
<br />
Po prostu to zrób.<br />
<br />
Nie zrobił tego. Spoglądał na Alexandra z oddali, siedząc na dachu jednego z wozów. Nie podsłuchiwał jego rozmowy - był głęboko pogrążony we własnych rozmyślaniach. Między innymi na temat tego, że chciał go zaciągnąć gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie i zrealizować swój szalony plan, ale… Dzisiaj spieprzył po całości już jedną rzecz, czy na pewno był gotowy na spieprzenie kolejnej? Z drugiej strony, kiedy ostatnio zwlekał z wyduszeniem z siebie prawdy, to skończyło się nawet nie źle, tylko… katastrofalnie…<br />
<br />
Palił papierosa za papierosem, gapił się na niego natrętnie i myślał w kółko: podejdź do niego, zrób to, zaciągnij go gdziekolwiek, ale odważył się na to dopiero wtedy, kiedy Alexander rozmawiał z Jimem. Jim był bezpieczną strefą, on się nie obrazi, kiedy przerwie im wymianę myśli na temat dziwacznych kości znalezionych gdzieś tam i pociągnie ich brata za rękę. Może nawet ucieszy się na myśl, że ich dwójka wreszcie ze sobą porozmawia, bo im się przez ostatni tydzień nie układało tak dobrze jak wcześniej. Powiedział mu więc:<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przepraszam, muszę go porwać, bardzo potrzebuję mieć go teraz na wyłączność.</span><br />
<br />
To pewnie zabrzmiałoby zabawnie, zmusiło do wywołujących rumieniec na twarzy rozważań dotyczących tego, cóż takiego mogła robić w prywatności para zakochanych w sobie ludzi, ale głos Flynna był zdenerwowany. Dzisiaj rano doszło do incydentu z Prewettem i Elaine przemienioną w Sionnah, niestety z jego winy. I tak - to nie była jego wina, że ktoś na nią nałożył klątwę, ale nie ulegało żadnej wątpliwości, że zachował się jak skończony pajac.<br />
<br />
Od tygodnia na Flynna nie patrzyło się dobrze. Od tygodnia na Flynna spoglądało się z niepokojem, a dzisiejszy dzień był dowodem tego, że nie były to obawy bezpodstawne. W dodatku ten ton, jakim się do Jima zwrócił, te drżące sylaby, które ledwo przeszły mu przez gardło - znowu coś knuł, jak w przeddzień ich ostatniej kłótni. Patrząc na to, jakie rewelacje przekazał mu wtedy, to nikt by tu nikogo nie ocenił za katastroficzne wizje.<br />
<br />
Ostatecznie lepszego miejsca niż ten wóz, w którym mieszkali razem od czterech lat, nie znalazł. Zaciągnął go tam za rękę, nie tłumacząc nic, na zdziwiony, zaniepokojony wzrok zareagował tylko krótkim „proszę, usiądź i mnie wysłuchaj”, ale równie żałosnym, cichym tonem co poprzednio. Znowu zaczynał się jąkać. I pierwszy raz w życiu zaryglował drzwi od środka. Stanął na środku pomieszczenia z rękoma ułożonymi na biodrach i miną, jakby miał zaraz wygłosić jakieś przemówienie.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chcę ci o tym opowiedzieć. O wszystkim, o tym co robiłem jako Crow. Chcę mówić i…</span> - Po drodze zgubił kilka głosek. Widać po nim było, że się wyjątkowo denerwuje i część tego mówi wbrew sobie. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Powinienem ci to powiedzieć, zanim przyjechaliśmy do Londynu, ale nie potrafiłem, bo wiesz, ja…</span> - Zaśmiał się nerwowo, a później trzęsącą się ręką wyciągnął z kieszeni mały, niepozorny flakon. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Koleżanka mi zrobiła.</span> - Na tym etapie nie miał pojęcia, że tę „znajomą” dzielili. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Veritaserum.</span> - Nieszczęsny eliksir prawdy, którego użycie nie było tolerowane przez wymiar sprawiedliwości. Idealny do popełnienia przestępstwa, do obnażenia kogoś z jego sekretów wbrew jego woli. Bez woni, bez smaku. Kilka kropel dolanych do porannej herbaty i przez gardło miało nie przejść ci żadne łgarstwo. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bez żadnych półprawd, kłamstw i niedopowiedzeń. Wiem, że jutro jest to przyjęcie i</span> - ta ręka mu się tak trzęsła, że ten flakon mu pewnie zaraz wypadnie - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">może nie chcesz tego słyszeć, ale jestem ci to winien, zanim ona mnie znowu znajdzie, Al.</span> - Odbezpieczył ten flakon i wypił pierwszy łyk.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - The Edge - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Późnym wieczorem<br />
Fantasmagoria, wóz głąba numer dwa</div>
<br />
Teraz albo nigdy. Teraz albo nigdy, Flynn, zrób to.<br />
<br />
Zrób to.<br />
<br />
Po prostu to zrób.<br />
<br />
Nie zrobił tego. Spoglądał na Alexandra z oddali, siedząc na dachu jednego z wozów. Nie podsłuchiwał jego rozmowy - był głęboko pogrążony we własnych rozmyślaniach. Między innymi na temat tego, że chciał go zaciągnąć gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie i zrealizować swój szalony plan, ale… Dzisiaj spieprzył po całości już jedną rzecz, czy na pewno był gotowy na spieprzenie kolejnej? Z drugiej strony, kiedy ostatnio zwlekał z wyduszeniem z siebie prawdy, to skończyło się nawet nie źle, tylko… katastrofalnie…<br />
<br />
Palił papierosa za papierosem, gapił się na niego natrętnie i myślał w kółko: podejdź do niego, zrób to, zaciągnij go gdziekolwiek, ale odważył się na to dopiero wtedy, kiedy Alexander rozmawiał z Jimem. Jim był bezpieczną strefą, on się nie obrazi, kiedy przerwie im wymianę myśli na temat dziwacznych kości znalezionych gdzieś tam i pociągnie ich brata za rękę. Może nawet ucieszy się na myśl, że ich dwójka wreszcie ze sobą porozmawia, bo im się przez ostatni tydzień nie układało tak dobrze jak wcześniej. Powiedział mu więc:<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przepraszam, muszę go porwać, bardzo potrzebuję mieć go teraz na wyłączność.</span><br />
<br />
To pewnie zabrzmiałoby zabawnie, zmusiło do wywołujących rumieniec na twarzy rozważań dotyczących tego, cóż takiego mogła robić w prywatności para zakochanych w sobie ludzi, ale głos Flynna był zdenerwowany. Dzisiaj rano doszło do incydentu z Prewettem i Elaine przemienioną w Sionnah, niestety z jego winy. I tak - to nie była jego wina, że ktoś na nią nałożył klątwę, ale nie ulegało żadnej wątpliwości, że zachował się jak skończony pajac.<br />
<br />
Od tygodnia na Flynna nie patrzyło się dobrze. Od tygodnia na Flynna spoglądało się z niepokojem, a dzisiejszy dzień był dowodem tego, że nie były to obawy bezpodstawne. W dodatku ten ton, jakim się do Jima zwrócił, te drżące sylaby, które ledwo przeszły mu przez gardło - znowu coś knuł, jak w przeddzień ich ostatniej kłótni. Patrząc na to, jakie rewelacje przekazał mu wtedy, to nikt by tu nikogo nie ocenił za katastroficzne wizje.<br />
<br />
Ostatecznie lepszego miejsca niż ten wóz, w którym mieszkali razem od czterech lat, nie znalazł. Zaciągnął go tam za rękę, nie tłumacząc nic, na zdziwiony, zaniepokojony wzrok zareagował tylko krótkim „proszę, usiądź i mnie wysłuchaj”, ale równie żałosnym, cichym tonem co poprzednio. Znowu zaczynał się jąkać. I pierwszy raz w życiu zaryglował drzwi od środka. Stanął na środku pomieszczenia z rękoma ułożonymi na biodrach i miną, jakby miał zaraz wygłosić jakieś przemówienie.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chcę ci o tym opowiedzieć. O wszystkim, o tym co robiłem jako Crow. Chcę mówić i…</span> - Po drodze zgubił kilka głosek. Widać po nim było, że się wyjątkowo denerwuje i część tego mówi wbrew sobie. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Powinienem ci to powiedzieć, zanim przyjechaliśmy do Londynu, ale nie potrafiłem, bo wiesz, ja…</span> - Zaśmiał się nerwowo, a później trzęsącą się ręką wyciągnął z kieszeni mały, niepozorny flakon. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Koleżanka mi zrobiła.</span> - Na tym etapie nie miał pojęcia, że tę „znajomą” dzielili. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Veritaserum.</span> - Nieszczęsny eliksir prawdy, którego użycie nie było tolerowane przez wymiar sprawiedliwości. Idealny do popełnienia przestępstwa, do obnażenia kogoś z jego sekretów wbrew jego woli. Bez woni, bez smaku. Kilka kropel dolanych do porannej herbaty i przez gardło miało nie przejść ci żadne łgarstwo. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bez żadnych półprawd, kłamstw i niedopowiedzeń. Wiem, że jutro jest to przyjęcie i</span> - ta ręka mu się tak trzęsła, że ten flakon mu pewnie zaraz wypadnie - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">może nie chcesz tego słyszeć, ale jestem ci to winien, zanim ona mnie znowu znajdzie, Al.</span> - Odbezpieczył ten flakon i wypił pierwszy łyk.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=344" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@The Overseer</a> </div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>