<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Docklands]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 04:09:46 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Docklands]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5838</link>
			<pubDate>Fri, 13 Mar 2026 19:40:55 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=210">Strażnik Tajemnic</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5838</guid>
			<description><![CDATA[<div class="locka"><h4>Doki</h4><br />
Jeśli w niemagicznym Londynie jest miejsce, gdzie można nabyć coś nielegalnego lub magicznego, to są to okolice Tower of London i Doków Św. Katarzyny. Londyńska twierdza, znana z niekoniecznie zasłużonej złej sławy jako więzienie, z którego nie dało się uciec, przyciąga uwagę swoją mroczną historią. Jednak to położone na wschód od niej doki handlowe obsługujące Londyn w pełni zasługują na swoją reputację jako miejsca niebezpiecznego.<br />
<br />
Wieczorami, tawerny i portowe burdele w dokach stają się miejscem spotkań wszelkiej maści szmuglerów, zbirów, mało profesjonalnych zabójców i rajfurów. Atmosfera staje się gęsta od podejrzanych interesów, a szemrane postacie snują się w cieniach. Tu nie ma miejsca na niewinność ani na naiwność. Jeśli nie masz dobrych i sprawdzonych kontaktów albo nie musisz, lepiej nie przychodź tu po zmroku – zwłaszcza sam. To miejsce, gdzie zasady i moralność zostają za burtą, a przetrwanie zależy od sprytu i umiejętności czytania ludzi.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="locka"><h4>Doki</h4><br />
Jeśli w niemagicznym Londynie jest miejsce, gdzie można nabyć coś nielegalnego lub magicznego, to są to okolice Tower of London i Doków Św. Katarzyny. Londyńska twierdza, znana z niekoniecznie zasłużonej złej sławy jako więzienie, z którego nie dało się uciec, przyciąga uwagę swoją mroczną historią. Jednak to położone na wschód od niej doki handlowe obsługujące Londyn w pełni zasługują na swoją reputację jako miejsca niebezpiecznego.<br />
<br />
Wieczorami, tawerny i portowe burdele w dokach stają się miejscem spotkań wszelkiej maści szmuglerów, zbirów, mało profesjonalnych zabójców i rajfurów. Atmosfera staje się gęsta od podejrzanych interesów, a szemrane postacie snują się w cieniach. Tu nie ma miejsca na niewinność ani na naiwność. Jeśli nie masz dobrych i sprawdzonych kontaktów albo nie musisz, lepiej nie przychodź tu po zmroku – zwłaszcza sam. To miejsce, gdzie zasady i moralność zostają za burtą, a przetrwanie zależy od sprytu i umiejętności czytania ludzi.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5719</link>
			<pubDate>Sat, 14 Feb 2026 17:49:57 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=559">Cassandra Cavendish</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5719</guid>
			<description><![CDATA[Od czasu do czasu lubiła tu zaglądać. Co prawda, nie pasowała do doków - wydawała się na to miejsce zbyt delikatna, zbyt nierealna - ale nie przeszkadzało jej to, a zdanie innych miała całkowicie gdzieś. Według tych samych osób nie pasowała także na aurora i to z tych samych powodów. Na szczęście, mogła stanowić sama o sobie, dzięki czemu siedziała obecnie w tej małej, ale bardzo przytulnej knajpce i tak samo, jak zawsze podziwiała malunki wzburzonych fal na ścianach. Podobał jej się ten efekt, przez który wydawało się, jakby siedziała na pokładzie statku i patrzyła na morze szalejące za burtą.<br />
<br />
Przychodziła tutaj, bo jedzenie było pyszne i świeże. Ryby zawsze smakowały tak, jakby zostały przyrządzone w najwykwintniejszych restauracjach. Rumu nie próbowała, nie przepadała za tak mocnym alkoholem, ale wiele razy słyszała, że jest równie wymienity. I dzisiejszego popołudnia znalazła się tu wyłacznie dlatego, że w porze obiadowej poczuła chęć na smaczną rybę. Kto więc mógł jej zabronić spaceru nad Tamizę, a później ulokowania się przy stoliku pod ścianą? <br />
<br />
Czekając na swój zamówiony posiłek, przyglądała się ścianom, a jej myśli mimowolnie uciekły w stronę Dægberhta. On sam przypominał jej właśnie morze - nigdy nie było wiadomo, na co się trafi. Wiedziała, że mężczyzna był całkowicie zmienny, raz z chęcią zagłębiający się w jej towarzystwo, a raz szukający wyłącznie samotności. A mimo to, w tym wszystkim, zawsze pozostawał sobą i nie dawał się ujarzmić w żaden sposób. Być może to ją właśnie tak fascynowało? A może zwyczajnie mężczyzna jej się podobał i dopisywanie do tego innych teorii było głupimi próbami usprawiedliwienia się? Nie umiała rozwikłać tego mętliku, który od pewnego czasu siedział jej w głowie.<br />
<br />
Gdy dostała herbatę, objęła kubek dłońmi i zamyśliła się, wpatrzona w jego zawartość. Może powinna napisać? Zwyczajnie zapytać, jak się czuje i czy takie omdlenia jeszcze mu się zdarzyły? Chociaż było to jedno popołudnie w towarzystwie Flinta i herbaty, to zapamiętała je bardzo dobrze. Tylko jakoś... Minęło całkiem sporo czasu, głupio chyba było się tak nagle odzywać. A może nie? Herbata nie odpowiedziała w żaden sposób na jej myśli, ale pozwoliła na odrobinę spokoju, gdy tylko upiła łyk ciepłego napoju.<br />
<br />
!BINGO C1]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Od czasu do czasu lubiła tu zaglądać. Co prawda, nie pasowała do doków - wydawała się na to miejsce zbyt delikatna, zbyt nierealna - ale nie przeszkadzało jej to, a zdanie innych miała całkowicie gdzieś. Według tych samych osób nie pasowała także na aurora i to z tych samych powodów. Na szczęście, mogła stanowić sama o sobie, dzięki czemu siedziała obecnie w tej małej, ale bardzo przytulnej knajpce i tak samo, jak zawsze podziwiała malunki wzburzonych fal na ścianach. Podobał jej się ten efekt, przez który wydawało się, jakby siedziała na pokładzie statku i patrzyła na morze szalejące za burtą.<br />
<br />
Przychodziła tutaj, bo jedzenie było pyszne i świeże. Ryby zawsze smakowały tak, jakby zostały przyrządzone w najwykwintniejszych restauracjach. Rumu nie próbowała, nie przepadała za tak mocnym alkoholem, ale wiele razy słyszała, że jest równie wymienity. I dzisiejszego popołudnia znalazła się tu wyłacznie dlatego, że w porze obiadowej poczuła chęć na smaczną rybę. Kto więc mógł jej zabronić spaceru nad Tamizę, a później ulokowania się przy stoliku pod ścianą? <br />
<br />
Czekając na swój zamówiony posiłek, przyglądała się ścianom, a jej myśli mimowolnie uciekły w stronę Dægberhta. On sam przypominał jej właśnie morze - nigdy nie było wiadomo, na co się trafi. Wiedziała, że mężczyzna był całkowicie zmienny, raz z chęcią zagłębiający się w jej towarzystwo, a raz szukający wyłącznie samotności. A mimo to, w tym wszystkim, zawsze pozostawał sobą i nie dawał się ujarzmić w żaden sposób. Być może to ją właśnie tak fascynowało? A może zwyczajnie mężczyzna jej się podobał i dopisywanie do tego innych teorii było głupimi próbami usprawiedliwienia się? Nie umiała rozwikłać tego mętliku, który od pewnego czasu siedział jej w głowie.<br />
<br />
Gdy dostała herbatę, objęła kubek dłońmi i zamyśliła się, wpatrzona w jego zawartość. Może powinna napisać? Zwyczajnie zapytać, jak się czuje i czy takie omdlenia jeszcze mu się zdarzyły? Chociaż było to jedno popołudnie w towarzystwie Flinta i herbaty, to zapamiętała je bardzo dobrze. Tylko jakoś... Minęło całkiem sporo czasu, głupio chyba było się tak nagle odzywać. A może nie? Herbata nie odpowiedziała w żaden sposób na jej myśli, ale pozwoliła na odrobinę spokoju, gdy tylko upiła łyk ciepłego napoju.<br />
<br />
!BINGO C1]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[03.08.1972, Doki] Wiewiórki i pióra | Atreus & Victoria]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4352</link>
			<pubDate>Sat, 04 Jan 2025 16:34:41 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=177">Victoria Lestrange</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4352</guid>
			<description><![CDATA[<p>To był wyjątkowo dziwaczny dzień, bo czas mijał do pewnego momentu wręcz absurdalnie wolno, by nagle przyspieszyć gwałtownie. Po tym, jak Victoria posłała do Harper Moody wiadomość o nieszczęsnych piórach z loterii Lammas z informacją, że zajmą się tematem z Atreusem, zrobili szybie rozeznanie wśród aurorów i brygadzistów, którzy tego dnia patrolowali kiermasz. Łatwo było w ten sposób wyłuskać dane organizatorów przedsięwzięcia i dalej – osób, które zajmowały się samą loterią i obsługiwały stoisko z dwoma kołami fortuny. </p>
<p>To była równie żmudna robota, co ślęczenie nad tymi raportami, chodzenie po nitce do kłębka, ale jednocześnie było w tym coś znacznie więcej: właśnie dlatego ten czas przyspieszył i ani się obejrzeli, a minęły kolejne dwie godziny. Godziny, w trakcie których Victoria zaczęła odczuwać pewną irytację względem tego, że nikt na etapie organizacji nawet nie sprawdził tych typów od loterii, czy są legalni, skąd te ich fanty, cokolwiek. Wyglądało to tak, jakby nikogo to nie interesowało prócz samej inicjatywy, najwyraźniej wystarczająco światłej, bo wystarczyło powiedzieć, że losy będą tanie i już wszystko zostało przyklepane. </p>
<p>Z drugiej strony podczas loterii na Beltane zrobili w zasadzie to samo, nie? Dopuścili do niej goblina oszusta, który tak psuł krew Atreusowi, aż się gotował na samą myśl i gotów był wybuchnąć. „Zadziwiające” – myślała sobie Victoria, która odkryła, że do Bulstrode’a wystarczy powiedzieć całkowicie niezobowiązująco słowo „goblin”, a on już się odpalał, i było w tym coś tak zabawnego, że gdyby nie powaga sytuacji, a podźgałaby go tym kijem jeszcze trochę. </p>
<p>I w ten właśnie sposób wylądowali w dokach, w okolicach Tower of London. Musieli się wcześniej przebrać w bardziej mugolskie stroje, żeby tak się nie rzucać w oczy, ostatecznie była to okolica, po której kręciło się całkiem sporo mugoli, nawet wieczorem. Victoria schowała sobie odznakę do kieszeni, tak jak różdżkę, miała też na ramię narzuconą torebkę i właśnie zamierzała nasmarować sobie ziołową maścią na rany i blizny wierzch lewej dłoni – ten sam, gdzie wcześniej wyryła piórem najpierw część raportu, a potem swoje imię i nazwisko. Nie zamierzała dopuścić, żeby do blizn po cięciu nożem w trakcie snu, które na tym wierzchu się srebrzyły, doszedł jeszcze jakiś absurdalny napis. </p>
<p> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To co, idziemy popytać do knajpy? Tu jest chyba jakaś tawerna, o ile mnie pamięć nie myli –</span> bo dowiedzieli się tyle, że <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wiewióry</span> łatwo znaleźć w dokach. Ale co, mieli patrzeć po kolorach włosów i głupawym wyrazie twarzy? Przy okazji wyciągnęła do Atreusa rękę z metalowym puzderkiem z maścią, sugerując, że też może sobie skorzystać. </p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To był wyjątkowo dziwaczny dzień, bo czas mijał do pewnego momentu wręcz absurdalnie wolno, by nagle przyspieszyć gwałtownie. Po tym, jak Victoria posłała do Harper Moody wiadomość o nieszczęsnych piórach z loterii Lammas z informacją, że zajmą się tematem z Atreusem, zrobili szybie rozeznanie wśród aurorów i brygadzistów, którzy tego dnia patrolowali kiermasz. Łatwo było w ten sposób wyłuskać dane organizatorów przedsięwzięcia i dalej – osób, które zajmowały się samą loterią i obsługiwały stoisko z dwoma kołami fortuny. </p>
<p>To była równie żmudna robota, co ślęczenie nad tymi raportami, chodzenie po nitce do kłębka, ale jednocześnie było w tym coś znacznie więcej: właśnie dlatego ten czas przyspieszył i ani się obejrzeli, a minęły kolejne dwie godziny. Godziny, w trakcie których Victoria zaczęła odczuwać pewną irytację względem tego, że nikt na etapie organizacji nawet nie sprawdził tych typów od loterii, czy są legalni, skąd te ich fanty, cokolwiek. Wyglądało to tak, jakby nikogo to nie interesowało prócz samej inicjatywy, najwyraźniej wystarczająco światłej, bo wystarczyło powiedzieć, że losy będą tanie i już wszystko zostało przyklepane. </p>
<p>Z drugiej strony podczas loterii na Beltane zrobili w zasadzie to samo, nie? Dopuścili do niej goblina oszusta, który tak psuł krew Atreusowi, aż się gotował na samą myśl i gotów był wybuchnąć. „Zadziwiające” – myślała sobie Victoria, która odkryła, że do Bulstrode’a wystarczy powiedzieć całkowicie niezobowiązująco słowo „goblin”, a on już się odpalał, i było w tym coś tak zabawnego, że gdyby nie powaga sytuacji, a podźgałaby go tym kijem jeszcze trochę. </p>
<p>I w ten właśnie sposób wylądowali w dokach, w okolicach Tower of London. Musieli się wcześniej przebrać w bardziej mugolskie stroje, żeby tak się nie rzucać w oczy, ostatecznie była to okolica, po której kręciło się całkiem sporo mugoli, nawet wieczorem. Victoria schowała sobie odznakę do kieszeni, tak jak różdżkę, miała też na ramię narzuconą torebkę i właśnie zamierzała nasmarować sobie ziołową maścią na rany i blizny wierzch lewej dłoni – ten sam, gdzie wcześniej wyryła piórem najpierw część raportu, a potem swoje imię i nazwisko. Nie zamierzała dopuścić, żeby do blizn po cięciu nożem w trakcie snu, które na tym wierzchu się srebrzyły, doszedł jeszcze jakiś absurdalny napis. </p>
<p> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To co, idziemy popytać do knajpy? Tu jest chyba jakaś tawerna, o ile mnie pamięć nie myli –</span> bo dowiedzieli się tyle, że <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wiewióry</span> łatwo znaleźć w dokach. Ale co, mieli patrzeć po kolorach włosów i głupawym wyrazie twarzy? Przy okazji wyciągnęła do Atreusa rękę z metalowym puzderkiem z maścią, sugerując, że też może sobie skorzystać. </p>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>