<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Epping Forest]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 04:09:46 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[1.09.1972, Epping Forest] Stay alive | Faye, William]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4258</link>
			<pubDate>Thu, 05 Dec 2024 14:06:14 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=493">Faye Travers</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4258</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">1 września 1972, południe<br />
Epping Forest</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ach, Epping Forest, Epping Forest. Kto lepiej mnie zrozumie, niż Ty? </span></div>
<br />
Ostatnie tygodnie były dla Faye trudne, chociaż ona sama zastanawiała się, czy słowo "trudne" nie było eufemizmem. Dość powiedzieć, że uznano ją za ofiarę jednej z anomalii, która krążyła po Dolinie Godryka, a potem maglowano ją w Ministerstwie, bo przecież złamała co najmniej trzy zakazy pod koniec sierpnia. Jej praca w teorii nie wisiała na włosku, nikt nigdy nie dał jej do zrozumienia, że to, co się stało pod koniec miesiąca, jakkolwiek wpłynie na jej współpracę z Ministerstwem Magii. Lecz mimo zapewnień, czuła ogromny niepokój.<br />
<br />
Nie rozumiała, co się stało - nikt tego nie rozumiał. Nie była w stanie przekazać innym tego, co czuła. Wiedziała jednak jedno: zawiodła. Zawiodła brata, zawiodła Lazarusa, zawiodła sąsiadów, zawiodła rodziców i zawiodła samą siebie. Do tej pory mogła poszczycić się wyjątkowym darem, pozwalającym jej na zachowanie świadomości podczas przemiany w <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">jej drugie ja</span>, ale to, co stało się w sierpniu, całkowicie zachwiało jej pewnością siebie. Nie miała pewności, że to się nie powtórzy. Zaczynała obawiać się, że może stanowić zagrożenie - a ostatnim, co Faye by chciała, to kogokolwiek skrzywdzić. Świadomie nie zrobiłaby nikomu krzywdy i do tej pory myślała, że nieświadomie również. Że w przeciwieństwie do niektórych osób ona była tą, która była z natury dobra. Ale może jednak się myliła? Może to nie klątwa likantropii nad nią ciążyła, lecz klątwa rodziny Travers? Bracia i rodzice ostrzegali ją, że tak może być. Że kiedyś <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">zrozumie, co znaczy ich nazwisko</span>. Czyżby ten moment właśnie nadszedł?<br />
<br />
Faye kopnęła kamyk, który przypałętał się pod jej ciężki, podkuty but. Była jesień, odmawiała uznawania września za część lata. Nie mogła doczekać się jesieni z wielu powodów, a jednym z nich była pogoda. Chłód, który wkradał się pod kurtki i płaszcze, targał włosy i przynosił woń mokrej, leśnej ściółki oraz świeżo opadniętych liści. Tego potrzebowała, żeby ukoić zszargane nerwy.<br />
<br />
Była w środku lasu - podążała własną, wyłącznie sobie znaną ścieżką. Poruszała się wolno, ślimaczo wręcz, wcale się nie spiesząc. Wiedziała, gdzie znaleźć purpurowe ropuchy i miała do ich leża jeszcze kawałek. Mogła wykorzystać ten czas, by chłonąć las całą sobą. Przez ramię przewieszoną miała plecak, w którym znajdowały się niezbędne przyrządy do tego, by zebrać ich kijanki. Nie planowała łapać dorosłych okazów - głównie dlatego, że były zbyt duże, by przetransportować je bez większego problemu. Ale kijanki? To zupełnie inna para kaloszy. Robiła to już nie raz i nie dwa, więc nie obawiała się, że coś pójdzie nie tak. Mogła więc pogrążyć się w swoich rozmyślaniach, prąc do przodu powolutku. Krok za krokiem, nie spodziewając się, że może tu kogoś spotkać. Kto normalny z własnej woli pchał się bowiem na bagna, które właśnie przekraczała?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">1 września 1972, południe<br />
Epping Forest</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ach, Epping Forest, Epping Forest. Kto lepiej mnie zrozumie, niż Ty? </span></div>
<br />
Ostatnie tygodnie były dla Faye trudne, chociaż ona sama zastanawiała się, czy słowo "trudne" nie było eufemizmem. Dość powiedzieć, że uznano ją za ofiarę jednej z anomalii, która krążyła po Dolinie Godryka, a potem maglowano ją w Ministerstwie, bo przecież złamała co najmniej trzy zakazy pod koniec sierpnia. Jej praca w teorii nie wisiała na włosku, nikt nigdy nie dał jej do zrozumienia, że to, co się stało pod koniec miesiąca, jakkolwiek wpłynie na jej współpracę z Ministerstwem Magii. Lecz mimo zapewnień, czuła ogromny niepokój.<br />
<br />
Nie rozumiała, co się stało - nikt tego nie rozumiał. Nie była w stanie przekazać innym tego, co czuła. Wiedziała jednak jedno: zawiodła. Zawiodła brata, zawiodła Lazarusa, zawiodła sąsiadów, zawiodła rodziców i zawiodła samą siebie. Do tej pory mogła poszczycić się wyjątkowym darem, pozwalającym jej na zachowanie świadomości podczas przemiany w <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">jej drugie ja</span>, ale to, co stało się w sierpniu, całkowicie zachwiało jej pewnością siebie. Nie miała pewności, że to się nie powtórzy. Zaczynała obawiać się, że może stanowić zagrożenie - a ostatnim, co Faye by chciała, to kogokolwiek skrzywdzić. Świadomie nie zrobiłaby nikomu krzywdy i do tej pory myślała, że nieświadomie również. Że w przeciwieństwie do niektórych osób ona była tą, która była z natury dobra. Ale może jednak się myliła? Może to nie klątwa likantropii nad nią ciążyła, lecz klątwa rodziny Travers? Bracia i rodzice ostrzegali ją, że tak może być. Że kiedyś <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">zrozumie, co znaczy ich nazwisko</span>. Czyżby ten moment właśnie nadszedł?<br />
<br />
Faye kopnęła kamyk, który przypałętał się pod jej ciężki, podkuty but. Była jesień, odmawiała uznawania września za część lata. Nie mogła doczekać się jesieni z wielu powodów, a jednym z nich była pogoda. Chłód, który wkradał się pod kurtki i płaszcze, targał włosy i przynosił woń mokrej, leśnej ściółki oraz świeżo opadniętych liści. Tego potrzebowała, żeby ukoić zszargane nerwy.<br />
<br />
Była w środku lasu - podążała własną, wyłącznie sobie znaną ścieżką. Poruszała się wolno, ślimaczo wręcz, wcale się nie spiesząc. Wiedziała, gdzie znaleźć purpurowe ropuchy i miała do ich leża jeszcze kawałek. Mogła wykorzystać ten czas, by chłonąć las całą sobą. Przez ramię przewieszoną miała plecak, w którym znajdowały się niezbędne przyrządy do tego, by zebrać ich kijanki. Nie planowała łapać dorosłych okazów - głównie dlatego, że były zbyt duże, by przetransportować je bez większego problemu. Ale kijanki? To zupełnie inna para kaloszy. Robiła to już nie raz i nie dwa, więc nie obawiała się, że coś pójdzie nie tak. Mogła więc pogrążyć się w swoich rozmyślaniach, prąc do przodu powolutku. Krok za krokiem, nie spodziewając się, że może tu kogoś spotkać. Kto normalny z własnej woli pchał się bowiem na bagna, które właśnie przekraczała?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[10.7.72, Epping Forest] Miłości Żar]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3850</link>
			<pubDate>Fri, 06 Sep 2024 23:30:20 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=489">Maddox Greyback</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3850</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Faye Travers - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span></div></div>
<br />
<p>Konkurencja może i była dobra dla zdrowej kondycji przepływu dóbr i usług, ale nie dla czarnego rynku. Ojcu Maddoxa, Fenrisowi, zapewne śnił się po nocach obrazek jak z laurki kiedy miał monopol na cały nielegalny obrót eliksirami w Podziemnych Ścieżkach. Cała klientela o niezwykle elastycznym kręgosłupie moralnym wyłącznie dla niego, tak by mógł swobodnie i bez żadnych obiekcji mógł według własnego uznania dyktować nie tylko ceny, ale i całą podaż. Niestety stary Greyback nie był jedynym liczącym się graczem na tej scenie i musiał akceptować współistnienie innych "podmiotów gospodarczych" obok siebie. Taki swoisty Pax Achemical".</p>
<p>Na całe szczęście zasady te kompletnie nie dotyczyły małych graczy. Cały ten sezonowy plankton sezonowych cwaniaczków, którzy może nie byli zbyt bystrzy jako całokształt, ale na tyle zorientowani by samemu potrafić uwarzyć spory kocioł silnych eliksirów miłosnych. Takich okazjonalnych "alchemików" nie chronił żaden układ, więc nikt po nich nie zapłacze jeśli któregoś zabraknie prawda? Prawda.</p>
<p>No i kiedy tylko szef Sfory dowiedział się, że grupa takich sytuacyjnych dorobkiewiczów planuje pod Londynem rozbić obóz w środku Epping Forest i przez kilka dni na zmianę mieszać w kotłach i walić podłą berbeluchę do odcinki, czym prędzej posłał tam swojego syna, by ten przejął całe przedsięwzięcie. Maddoxowi niespecjalnie się to podobało, bo wiedział, że podążanie ich śladem i całe tropienie może potrwać nawet kilka dni. A przecież już dzisiaj miało dojść do całkowitego zaćmienia słońca, a Maddy bardzo chciał być tego świadkiem.</p>
<p>Ta wielka kula ognia, buchająca promieniowaniem na naszą malutką planetę. Piekielny pożar, który nie gasł od milionów lat i jeszcze tak prędko nie zgaśnie, na moment, krótką chwilę, przyćmiony innym, malutkim obiektem. Było w tym coś pociągającego, zobaczyć jak nawet te wściekle żarzące się kurwisko musiało chociaż raz na jakiś czas ustąpić wobec znacznie mniejszego od siebie. Widział w tym wiele alegorii do wszystkich swoich politologicznych teorii, a to sprawiało, że podkręcał się jeszcze bardziej.</p>
<p>Dlatego Mad będzie w cholerę MAD, jeśli z powodu jakiś śmierdzących ochlejmord przegapi najpiękniejszy widok tej dekady. Szedł ich tropem całą noc, pewnie byłoby łatwiej gdyby wcześniej mógł zasmakować choć kszty kropli krwi któregoś z nich, ale tak nie było, więc musiał posiłkować się tylko tym co sam znalazł.</p>
<p>I kiedy wpadł już na trop czyjejś obecności, czyli pozostałości po naprawdę niewielkim obozowisku na początku ucieszył się podekscytowany, że w końcu coś miał. Jednak coś mu tu nie grało, bo ślady sugerowały obecność tylko jednej osoby, w dodatku raczej niewielkich rozmiarów sądząc po śladzie buta. Mimo wszystko nie zamierzał tego zignorować, zaciekawiony też tym dlaczego ktoś, właściwie tuż przed świtem, zaserwował sobie śniadanie wyłącznie z mięsnych dodatków. I nie żeby był tutaj oceniający, on też nie pogardziłby kilkoma serdelkami, kanapką z szarpaną wołowiną, ale zastanawiał się co za boskie stworzenie było tak małe i tak kochało białko zwierzęce.</p>
<p>Odpowiedź przyszła szybko i choć nie powinna go wcale szokować, to był zdziwiony tak spontanicznym spotkaniem ze znajomą mu buźką. Na początku zachował dystans kiedy wpatrywał się co właściwie robi tu Fajka i czego szuka w tej okolicy. Po kilku minutach obserwacji zrozumiał i właściwie wszystko złożyło się w super jasną całość. Te drobne rzezimieszki koczowały tu od kilku dni i pichciły te swoje nielegalne substancje, a przy okazji magiczny płomień pod ich kociołkami nie na moment nie gasł. Idealne wręcz środowisko do życia dla Popiołków. Upici idioci pewnie nawet nie wiedzieli, że tuż obok ich namiotów jaja składają te magiczne, ogniolubne węże. Za to Faye zapewne wiedziała bardzo dobrze i to pewnie one były powodem, dlaczego niedługo przed pierwszymi promieniami poranku czaiła się w krzakach.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Walisz gorzej, niż jama trolla...</span> - zwrócił się w końcu do niej, szeptem. Zbliżył się i przyklęknął tuż za roślinną zasłoną obok niej. Delikatnie rozbawiony uniósł dłonie lekko do góry, w ironicznym geście poddania się, gdyby pani Travers zamierzała wycelować mu w pysk za takie podkradanie się od tyłu. Mówił oczywiście o mięsnej nutce zapachowej, którą za sobą zostawiała i pewnie gdyby nie to, że miał podobne smaki co ona nie zauważył by tego, aż tak. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No co, zgubiłaś się Małgosiu? </span>- rzucił, dalej zwracając się do niej szeptem. Tym razem nieco bardziej pieszczotliwie, ale nieco uszczypliwie, wyszczerzył bielutkie kiełki w zadziornym uśmiechu. </p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Faye Travers - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span></div></div>
<br />
<p>Konkurencja może i była dobra dla zdrowej kondycji przepływu dóbr i usług, ale nie dla czarnego rynku. Ojcu Maddoxa, Fenrisowi, zapewne śnił się po nocach obrazek jak z laurki kiedy miał monopol na cały nielegalny obrót eliksirami w Podziemnych Ścieżkach. Cała klientela o niezwykle elastycznym kręgosłupie moralnym wyłącznie dla niego, tak by mógł swobodnie i bez żadnych obiekcji mógł według własnego uznania dyktować nie tylko ceny, ale i całą podaż. Niestety stary Greyback nie był jedynym liczącym się graczem na tej scenie i musiał akceptować współistnienie innych "podmiotów gospodarczych" obok siebie. Taki swoisty Pax Achemical".</p>
<p>Na całe szczęście zasady te kompletnie nie dotyczyły małych graczy. Cały ten sezonowy plankton sezonowych cwaniaczków, którzy może nie byli zbyt bystrzy jako całokształt, ale na tyle zorientowani by samemu potrafić uwarzyć spory kocioł silnych eliksirów miłosnych. Takich okazjonalnych "alchemików" nie chronił żaden układ, więc nikt po nich nie zapłacze jeśli któregoś zabraknie prawda? Prawda.</p>
<p>No i kiedy tylko szef Sfory dowiedział się, że grupa takich sytuacyjnych dorobkiewiczów planuje pod Londynem rozbić obóz w środku Epping Forest i przez kilka dni na zmianę mieszać w kotłach i walić podłą berbeluchę do odcinki, czym prędzej posłał tam swojego syna, by ten przejął całe przedsięwzięcie. Maddoxowi niespecjalnie się to podobało, bo wiedział, że podążanie ich śladem i całe tropienie może potrwać nawet kilka dni. A przecież już dzisiaj miało dojść do całkowitego zaćmienia słońca, a Maddy bardzo chciał być tego świadkiem.</p>
<p>Ta wielka kula ognia, buchająca promieniowaniem na naszą malutką planetę. Piekielny pożar, który nie gasł od milionów lat i jeszcze tak prędko nie zgaśnie, na moment, krótką chwilę, przyćmiony innym, malutkim obiektem. Było w tym coś pociągającego, zobaczyć jak nawet te wściekle żarzące się kurwisko musiało chociaż raz na jakiś czas ustąpić wobec znacznie mniejszego od siebie. Widział w tym wiele alegorii do wszystkich swoich politologicznych teorii, a to sprawiało, że podkręcał się jeszcze bardziej.</p>
<p>Dlatego Mad będzie w cholerę MAD, jeśli z powodu jakiś śmierdzących ochlejmord przegapi najpiękniejszy widok tej dekady. Szedł ich tropem całą noc, pewnie byłoby łatwiej gdyby wcześniej mógł zasmakować choć kszty kropli krwi któregoś z nich, ale tak nie było, więc musiał posiłkować się tylko tym co sam znalazł.</p>
<p>I kiedy wpadł już na trop czyjejś obecności, czyli pozostałości po naprawdę niewielkim obozowisku na początku ucieszył się podekscytowany, że w końcu coś miał. Jednak coś mu tu nie grało, bo ślady sugerowały obecność tylko jednej osoby, w dodatku raczej niewielkich rozmiarów sądząc po śladzie buta. Mimo wszystko nie zamierzał tego zignorować, zaciekawiony też tym dlaczego ktoś, właściwie tuż przed świtem, zaserwował sobie śniadanie wyłącznie z mięsnych dodatków. I nie żeby był tutaj oceniający, on też nie pogardziłby kilkoma serdelkami, kanapką z szarpaną wołowiną, ale zastanawiał się co za boskie stworzenie było tak małe i tak kochało białko zwierzęce.</p>
<p>Odpowiedź przyszła szybko i choć nie powinna go wcale szokować, to był zdziwiony tak spontanicznym spotkaniem ze znajomą mu buźką. Na początku zachował dystans kiedy wpatrywał się co właściwie robi tu Fajka i czego szuka w tej okolicy. Po kilku minutach obserwacji zrozumiał i właściwie wszystko złożyło się w super jasną całość. Te drobne rzezimieszki koczowały tu od kilku dni i pichciły te swoje nielegalne substancje, a przy okazji magiczny płomień pod ich kociołkami nie na moment nie gasł. Idealne wręcz środowisko do życia dla Popiołków. Upici idioci pewnie nawet nie wiedzieli, że tuż obok ich namiotów jaja składają te magiczne, ogniolubne węże. Za to Faye zapewne wiedziała bardzo dobrze i to pewnie one były powodem, dlaczego niedługo przed pierwszymi promieniami poranku czaiła się w krzakach.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Walisz gorzej, niż jama trolla...</span> - zwrócił się w końcu do niej, szeptem. Zbliżył się i przyklęknął tuż za roślinną zasłoną obok niej. Delikatnie rozbawiony uniósł dłonie lekko do góry, w ironicznym geście poddania się, gdyby pani Travers zamierzała wycelować mu w pysk za takie podkradanie się od tyłu. Mówił oczywiście o mięsnej nutce zapachowej, którą za sobą zostawiała i pewnie gdyby nie to, że miał podobne smaki co ona nie zauważył by tego, aż tak. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No co, zgubiłaś się Małgosiu? </span>- rzucił, dalej zwracając się do niej szeptem. Tym razem nieco bardziej pieszczotliwie, ale nieco uszczypliwie, wyszczerzył bielutkie kiełki w zadziornym uśmiechu. </p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[24.06.72] Każdą klątwę da się złamać?]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2497</link>
			<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 09:49:10 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=57">Florence Bulstrode</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2497</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic<br />
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty</div></div>
<br />
<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content">Stanie Zoi: scenariusz Morpheusa</div></div></div>
<br />
Florence Bulstrode wielokrotnie zalecała pacjentom spacery dla zdrowotności, ale sama na takie spacery udawała się bardzo, bardzo rzadko. Zwłaszcza do lasów. Lasy miały to do siebie, że teren w nich był nierówny, owady brzęczały koło ucha, pajęczyny lubiły wplątywać się we włosy i łatwo było rozedrzeć pończochy o jakąś gałąź albo, o zgrozo, kolce jeżyn czy dzikich malin. Nie cierpiała takich rzeczy. A jednak zgodziła się udać do pobliskiego punktu Fiuu i przejść po lesie.<br />
Z ciekawości.<br />
Opowieści o tajemniczej rzeźbie, która krwawi i niekiedy ożywa, obiły się jej już wcześniej o uszy za sprawą braci. Kiedy okazało się, że szeptano o niej także w Departamencie Tajemnic, i że sekret zainteresował Morpheusa na tyle, że chciał znaleźć posąg, o czym wspomniał, gdy wpadła na niego przynosząc ojcu zapomniane dokumenty, zgodziła się pójść z nim obejrzeć posąg niewiele nad tym myśląc.<br />
Była klątwołamaczką nie tylko z zawodu, ale także ze szczerej pasji. Jeżeli na rzeźbie ciążyła jakaś klątwa, Florence chciała przekonać się o tym osobiście. Sprawdzić, co to za przekleństwo i przekonać się, czy faktycznie klątwy nie da się złamać.<br />
Bo przecież szczerze wierzyła, że każdą da się zdjąć.<br />
Czasem brakowało tylko wiedzy i umiejętności – jak przyznawała z bólem również niej – aby udało się tego dokonać.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– No proszę…</span> – mruknęła przystając, kiedy pomiędzy drzewami faktycznie dostrzegli posąg. Bez wątpienia z kamienia, a jednak: wyglądał jak dzieło geniusza, bo każdy szczegół, od rysów twarzy, przez fałdy ubrania, po wrażenie ruchu, oddano idealnie. Uniesiona noga, ręka wyciągnięta do przodu, usta, otwarte jakby do krzyku. W półmroku lasu, patrząc pod odpowiednim kątem, zdawało się, że kobieta naprawdę zaraz pobiegnie. <br />
Florence, nieco zafascynowana, ruszyła do przodu, wyciągając różdżkę. Nie, nie po to, by wypróbować od razu zaklęcia rozpraszające. Ot… na wszelki wypadek. Klątwy w końcu bywały bardzo podstępne.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Widywałam już klątwy, przez które człowiek zaczynał kamienieć, ale nigdy kogoś w całości zamienionego w kamień</span> – powiedziała, powoli obchodząc dziewczynę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic<br />
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty</div></div>
<br />
<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content">Stanie Zoi: scenariusz Morpheusa</div></div></div>
<br />
Florence Bulstrode wielokrotnie zalecała pacjentom spacery dla zdrowotności, ale sama na takie spacery udawała się bardzo, bardzo rzadko. Zwłaszcza do lasów. Lasy miały to do siebie, że teren w nich był nierówny, owady brzęczały koło ucha, pajęczyny lubiły wplątywać się we włosy i łatwo było rozedrzeć pończochy o jakąś gałąź albo, o zgrozo, kolce jeżyn czy dzikich malin. Nie cierpiała takich rzeczy. A jednak zgodziła się udać do pobliskiego punktu Fiuu i przejść po lesie.<br />
Z ciekawości.<br />
Opowieści o tajemniczej rzeźbie, która krwawi i niekiedy ożywa, obiły się jej już wcześniej o uszy za sprawą braci. Kiedy okazało się, że szeptano o niej także w Departamencie Tajemnic, i że sekret zainteresował Morpheusa na tyle, że chciał znaleźć posąg, o czym wspomniał, gdy wpadła na niego przynosząc ojcu zapomniane dokumenty, zgodziła się pójść z nim obejrzeć posąg niewiele nad tym myśląc.<br />
Była klątwołamaczką nie tylko z zawodu, ale także ze szczerej pasji. Jeżeli na rzeźbie ciążyła jakaś klątwa, Florence chciała przekonać się o tym osobiście. Sprawdzić, co to za przekleństwo i przekonać się, czy faktycznie klątwy nie da się złamać.<br />
Bo przecież szczerze wierzyła, że każdą da się zdjąć.<br />
Czasem brakowało tylko wiedzy i umiejętności – jak przyznawała z bólem również niej – aby udało się tego dokonać.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– No proszę…</span> – mruknęła przystając, kiedy pomiędzy drzewami faktycznie dostrzegli posąg. Bez wątpienia z kamienia, a jednak: wyglądał jak dzieło geniusza, bo każdy szczegół, od rysów twarzy, przez fałdy ubrania, po wrażenie ruchu, oddano idealnie. Uniesiona noga, ręka wyciągnięta do przodu, usta, otwarte jakby do krzyku. W półmroku lasu, patrząc pod odpowiednim kątem, zdawało się, że kobieta naprawdę zaraz pobiegnie. <br />
Florence, nieco zafascynowana, ruszyła do przodu, wyciągając różdżkę. Nie, nie po to, by wypróbować od razu zaklęcia rozpraszające. Ot… na wszelki wypadek. Klątwy w końcu bywały bardzo podstępne.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Widywałam już klątwy, przez które człowiek zaczynał kamienieć, ale nigdy kogoś w całości zamienionego w kamień</span> – powiedziała, powoli obchodząc dziewczynę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[30 Maj 1972, Las nieopodal Londynu]  Stanie Zoi || Lief & Sebastian]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2013</link>
			<pubDate>Tue, 17 Oct 2023 01:38:45 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=286">Sebastian Travers</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2013</guid>
			<description><![CDATA[<p>Sebastian otrzymał od swojego znajomego będącego leśniczym informację o dziwnej... rzeczy w środku lasu znajdującego się nieopodal Londynu. Znajomy zapewnił go, że to powinno go zainteresować przez wzgląd, że to dotyczy wykonywanej przez niego pracy i że z tego względu tego nie pożałuje, jeśli się tam wybierze. Według słów swojego znajomego nie byłby pierwszym klątwołamaczem, który próbował zbadać to zjawisko. Postanowił tego nie zignorować i udać się we wskazane przez tego mężczyznę miejsce. Nie wyruszył jednak sam, zabierając ze sobą młodego klątwołamacza, Liefa. Miało to dla niego stanowić dodatkową praktykę zawodową.</p>
<p>Po dotarciu na miejscu, w którym znajdował się ten... obiekt, Sebastian postanowił go obejrzeć. Posąg wyglądał znacząco inaczej od wszystkich rzeźb, które widział do tej pory. Przede wszystkim była to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widział. Las to zdecydowanie osobliwe dziwne miejsce na stawianie rzeźb, zwłaszcza tak doskonale oddających wszystkie detale kobiecego ciała. Jeszcze bardziej zastanawiające albo nawet niepokojące było to, że postać wydawała się przed czymś uciekać, nawet dostrzegał w jej oczach przerażenie. Bez odpowiedzi pozostawało pytanie, co właściwie tutaj się stało.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Las to dość osobliwe miejsce na postawienie tutaj rzeźby, zwłaszcza tak doskonale odwzorowującej wszystkie detale.</span> — Zwrócił się do towarzyszącego mu Liefa, podczas obchodzenia tego posągu. Spojrzał w następnej chwili na młodszego mężczyznę, jakby chcąc poznać jego opinię na ten temat. Młody mógł mieć coś ciekawego do powiedzenia. Głupi przecież nie był.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sebastian otrzymał od swojego znajomego będącego leśniczym informację o dziwnej... rzeczy w środku lasu znajdującego się nieopodal Londynu. Znajomy zapewnił go, że to powinno go zainteresować przez wzgląd, że to dotyczy wykonywanej przez niego pracy i że z tego względu tego nie pożałuje, jeśli się tam wybierze. Według słów swojego znajomego nie byłby pierwszym klątwołamaczem, który próbował zbadać to zjawisko. Postanowił tego nie zignorować i udać się we wskazane przez tego mężczyznę miejsce. Nie wyruszył jednak sam, zabierając ze sobą młodego klątwołamacza, Liefa. Miało to dla niego stanowić dodatkową praktykę zawodową.</p>
<p>Po dotarciu na miejscu, w którym znajdował się ten... obiekt, Sebastian postanowił go obejrzeć. Posąg wyglądał znacząco inaczej od wszystkich rzeźb, które widział do tej pory. Przede wszystkim była to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widział. Las to zdecydowanie osobliwe dziwne miejsce na stawianie rzeźb, zwłaszcza tak doskonale oddających wszystkie detale kobiecego ciała. Jeszcze bardziej zastanawiające albo nawet niepokojące było to, że postać wydawała się przed czymś uciekać, nawet dostrzegał w jej oczach przerażenie. Bez odpowiedzi pozostawało pytanie, co właściwie tutaj się stało.</p>
<p>— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Las to dość osobliwe miejsce na postawienie tutaj rzeźby, zwłaszcza tak doskonale odwzorowującej wszystkie detale.</span> — Zwrócił się do towarzyszącego mu Liefa, podczas obchodzenia tego posągu. Spojrzał w następnej chwili na młodszego mężczyznę, jakby chcąc poznać jego opinię na ten temat. Młody mógł mieć coś ciekawego do powiedzenia. Głupi przecież nie był.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1666</link>
			<pubDate>Sat, 29 Jul 2023 17:31:25 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=10">Mavelle Bones</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1666</guid>
			<description><![CDATA[<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content">W lesie nieopodal Londynu natrafiasz na naprawdę dziwną... rzecz? Czy to na pewno rzecz? Czy to na pewno posąg? Jeżeli tak, to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widziałeś. Skamieniała postać wyglądająca tak, jakby przed czymś uciekała. W jej oczach widać prawdziwe przerażenie. Postać uderzona ostrą rzeczą krwawi, ale nie daje się w żaden sposób przesunąć z miejsca na stałe. Najwyraźniej będzie tkwiła w tym lesie przez wieczność.</div></div></div>
<br />
Las często skrywał wiele ciekawych rzeczy.<br />
  Tyle że najczęściej sprowadzało się to do odkrycia ładnej roślinki, młodych zwierząt, ptaków, które widziało się pierwszy raz w życiu, grzybów i tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo. W końcu w takich gęstwinach naprawdę kryło się sporo rzeczy, również i takich, co nieszczególnie chciały ujrzeć światło dnia.<br />
  I o ile dla Mavelle las jako taki nie był czymś obcym – bo przecież dość często zapuszczała się w gęstwiny na spacery, zwłaszcza ze czworonogiem u boku, tak w tym przypadku, daleko była od przechadzek w celach odprężenia się, odetchnięcia od wszystkiego czy też najzwyczajniej w świecie – w celach przebieżki i utrzymania formy.<br />
  Zwłaszcza że zazwyczaj nie zapuszczała się do podlondyńskich lasów, a przynajmniej nie ostatnimi czasy, chyba że… służbowo. Tak. I tak też właśnie było tym razem; dotarło do biura zgłoszenie, że ktoś widział coś wybitnie podejrzanego w lesie. A raczej kogoś. Że niby to był jeden z poszukiwanych przez Ministerstwo gagatków – cóż, niektórym może łatwiej było ukryć się w ostępach aniżeli w miejskiej dżungli, zwłaszcza że w lasach nie było tylu tłumów, co na londyńskich ulicach. I owszem, nie każdy miał odwagę, żeby zbadać dokładniej sprawę – oczywiście nie należało mieć tego za złe. Bo właśnie od tego były ministerialne służby, prawda? Od sprawdzania i łapania; zwykli czarodzieje mieli swoje życie, którym mieli jak najbardziej prawo spokojnie żyć, a nie wplątywać się w mało bezpieczne sprawy.<br />
  Stąd też trafiła tutaj, próbując natknąć się na trop, i to całkiem dosłownie – nos Bonesów słynął ze swojej czułości, niczym u psów. Z tą różnicą, iż z członkiem rodu Bones zdecydowanie łatwiej było się porozumieć niż z czworonogiem, choćby był najprzyjaźniejszym psem na świecie. Mimo wszystko, futrzasty język mocno różnił się od tego używanego przez ludzi, więc… to nie było jednak takie proste, jak się mogłoby wydawać.<br />
  Szła spokojnie, z różdżką w dłoni, starając się mieć oczy szeroko otwarte, a najlepiej to mieć je najzwyczajniej w świecie dookoła głowy. I węszyła. Jak na razie, nie natrafiała na żadne wonie, które nie wpisywałyby się w to, co zwykle wyczuwa się w lesie, czyli przeważnie igliwie, a w przypadku Bones również i takie subtelności, jak zwierzyna czy charakterystyczne wonie roślin.<br />
  Cisza. Spokój. Ani widu, ani słychu delikwenta, ale za to w końcu natrafiła na… rzeźbę?<br />
  - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ki pieron...</span> – mruknęła pod nosem, zaciskając mocniej palce na różdżce. Zaczęła obchodzić ten dziwaczny posąg. I nie, nie znała się na sztuce rzeźbiarstwa, ale coś podpowiadało, że aż takie szczegóły nie powinny być możliwe. Chyba że twórca posągu był największym mistrzem, jakiego znał świat (tylko… co do cholery robił w środku lasu, kiedy powinien być na widoku?!) lub…<br />
  … może to nie posąg?<br />
  Cofnęła się o parę kroków i machnęła różdżką. Bez większego przekonania, ale lepiej dmuchać na zimne i po prostu sprawdzić.<br />
<br />
Rozproszenie<br />
[roll=Z]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="ooc"><div class="ooc-wrapper"><center><span class="ooc-toggle">Odkryj wiadomość pozafabularną</span></center><div class="ooc-content">W lesie nieopodal Londynu natrafiasz na naprawdę dziwną... rzecz? Czy to na pewno rzecz? Czy to na pewno posąg? Jeżeli tak, to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widziałeś. Skamieniała postać wyglądająca tak, jakby przed czymś uciekała. W jej oczach widać prawdziwe przerażenie. Postać uderzona ostrą rzeczą krwawi, ale nie daje się w żaden sposób przesunąć z miejsca na stałe. Najwyraźniej będzie tkwiła w tym lesie przez wieczność.</div></div></div>
<br />
Las często skrywał wiele ciekawych rzeczy.<br />
  Tyle że najczęściej sprowadzało się to do odkrycia ładnej roślinki, młodych zwierząt, ptaków, które widziało się pierwszy raz w życiu, grzybów i tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo. W końcu w takich gęstwinach naprawdę kryło się sporo rzeczy, również i takich, co nieszczególnie chciały ujrzeć światło dnia.<br />
  I o ile dla Mavelle las jako taki nie był czymś obcym – bo przecież dość często zapuszczała się w gęstwiny na spacery, zwłaszcza ze czworonogiem u boku, tak w tym przypadku, daleko była od przechadzek w celach odprężenia się, odetchnięcia od wszystkiego czy też najzwyczajniej w świecie – w celach przebieżki i utrzymania formy.<br />
  Zwłaszcza że zazwyczaj nie zapuszczała się do podlondyńskich lasów, a przynajmniej nie ostatnimi czasy, chyba że… służbowo. Tak. I tak też właśnie było tym razem; dotarło do biura zgłoszenie, że ktoś widział coś wybitnie podejrzanego w lesie. A raczej kogoś. Że niby to był jeden z poszukiwanych przez Ministerstwo gagatków – cóż, niektórym może łatwiej było ukryć się w ostępach aniżeli w miejskiej dżungli, zwłaszcza że w lasach nie było tylu tłumów, co na londyńskich ulicach. I owszem, nie każdy miał odwagę, żeby zbadać dokładniej sprawę – oczywiście nie należało mieć tego za złe. Bo właśnie od tego były ministerialne służby, prawda? Od sprawdzania i łapania; zwykli czarodzieje mieli swoje życie, którym mieli jak najbardziej prawo spokojnie żyć, a nie wplątywać się w mało bezpieczne sprawy.<br />
  Stąd też trafiła tutaj, próbując natknąć się na trop, i to całkiem dosłownie – nos Bonesów słynął ze swojej czułości, niczym u psów. Z tą różnicą, iż z członkiem rodu Bones zdecydowanie łatwiej było się porozumieć niż z czworonogiem, choćby był najprzyjaźniejszym psem na świecie. Mimo wszystko, futrzasty język mocno różnił się od tego używanego przez ludzi, więc… to nie było jednak takie proste, jak się mogłoby wydawać.<br />
  Szła spokojnie, z różdżką w dłoni, starając się mieć oczy szeroko otwarte, a najlepiej to mieć je najzwyczajniej w świecie dookoła głowy. I węszyła. Jak na razie, nie natrafiała na żadne wonie, które nie wpisywałyby się w to, co zwykle wyczuwa się w lesie, czyli przeważnie igliwie, a w przypadku Bones również i takie subtelności, jak zwierzyna czy charakterystyczne wonie roślin.<br />
  Cisza. Spokój. Ani widu, ani słychu delikwenta, ale za to w końcu natrafiła na… rzeźbę?<br />
  - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ki pieron...</span> – mruknęła pod nosem, zaciskając mocniej palce na różdżce. Zaczęła obchodzić ten dziwaczny posąg. I nie, nie znała się na sztuce rzeźbiarstwa, ale coś podpowiadało, że aż takie szczegóły nie powinny być możliwe. Chyba że twórca posągu był największym mistrzem, jakiego znał świat (tylko… co do cholery robił w środku lasu, kiedy powinien być na widoku?!) lub…<br />
  … może to nie posąg?<br />
  Cofnęła się o parę kroków i machnęła różdżką. Bez większego przekonania, ale lepiej dmuchać na zimne i po prostu sprawdzić.<br />
<br />
Rozproszenie<br />
[roll=Z]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[25.03.72, noc, las pod Londynem] Porozmawiajmy o przeklętych posągach]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1268</link>
			<pubDate>Sat, 08 Apr 2023 19:37:36 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=201">Cathal Shafiq</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1268</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty</div></div>
<br />
Musieli wyglądać dość dziwnie, gdy za pomocą kominka przemieścili się do punktu Fiuu w jednej z podlondyńskich miejscowości. Przynajmniej w oczach podpitego mugola, którego minęli po drodze do lasu. On, w eleganckim stroju i płaszczu, nieco przybrudzonym sadzą, ona w sukience, swoim okryciu (Shafiq zadbał, aby skrzat je dostarczył) i w kaloszach, absolutnie do tego stroju nie pasujących. Stroje te zresztą nie pasowały też do leśnej ścieżki i lasu, w który się zagłębili. Otaczały im ciemności, tym większe, że po niebie przesuwały się chmury, co rusz przysłaniając księżyc i gwiazdy. Gdy Cathal był pewny, że znikli już między drzewami i nie dostrzeże ich żaden mugol, wyciągnął różdżkę i oświetlił drogę lumos. Drugie ramię zaoferował Cynthii, może już trochę z przyzwyczajenia, może chcąc jej pomóc w nocnej wędrówce pośród leśnych chaszczy. <br />
Zasadniczo, ten spacer był skrajnie głupi i nieodpowiedzialny. Trudno powiedzieć, ze strony którego z nich bardziej – jej, bo weszła do podlondyńskiego lasu w środku nocy, z obcym mężczyzną, nie mówiąc nikomu, dokąd i z kim się wybiera, czy z jego, bo był starszy i w teorii powinien być mądrzejszy.<br />
Cathal jednak był tym człowiekiem, który wpakował się do podobno przeklętej świątyni, a w egipiskiej piramidzie został porwany przez ruchomą podłogę. Mały spacer po lesie przy takich rzeczach nie był niczym niezwykłym.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No proszę, Ravi jednak nie okazał się wierutnym kłamcą. Dobrze, bo przy okazji i ja nie wyszedłem na mitomana. Gdybyś niczego nie znaleźli, prawdopodobnie pozostałoby mi spalić się ze wstydu </span>– stwierdził Shafiq, kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać i ich oczom ukazała się polana. Świeża trawa dopiero zaczynała ją porastać. Tu i ówdzie pomiędzy nią dało się wciąż dostrzec zbutwiałe liście, pamiątki po zeszłorocznej jesieni. W jednym krańcu polany leżało obalone drzewo, pokryte mchem. W drugim natomiast… Chmury, z dużym wyczuciem dramatyzmu, przesunęły się, odsłaniając księżyc, a jego blade światło padło prosto na posąg dziewczyny, zastygłej w biegu. Jedną dłoń wyciągała przed siebie, jakby chcąc czegoś sięgnąć, druga pozostawała lekko ugięta w łokciu. Prawa stopa oparta na ziemi, lewa noga uniesiona, oba kolana lekko ugięte. Kamienne ubrania i włosy, poruszane przez pęd.<br />
Właściwie, z daleka, przez chwilę wydawało się, że to żadna rzeźba, żaden kamień – tylko zwykła dziewczyna, która z jakichś powodów znieruchomiała podczas biegu.<br />
Cathal ruszył w jej stronę, zafascynowany. Z bliska dało się już dostrzec, że owszem, to kamienny posąg, ale bez wątpienia dzieło mistrza. Rysy twarzy, wykrzywionej w przerażeniu, oddano z precyzją, jakiej nie powstydziłby się sam Michał Anioł.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Zdaje się, że zaraz ożyje i ruszy do biegu.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty</div></div>
<br />
Musieli wyglądać dość dziwnie, gdy za pomocą kominka przemieścili się do punktu Fiuu w jednej z podlondyńskich miejscowości. Przynajmniej w oczach podpitego mugola, którego minęli po drodze do lasu. On, w eleganckim stroju i płaszczu, nieco przybrudzonym sadzą, ona w sukience, swoim okryciu (Shafiq zadbał, aby skrzat je dostarczył) i w kaloszach, absolutnie do tego stroju nie pasujących. Stroje te zresztą nie pasowały też do leśnej ścieżki i lasu, w który się zagłębili. Otaczały im ciemności, tym większe, że po niebie przesuwały się chmury, co rusz przysłaniając księżyc i gwiazdy. Gdy Cathal był pewny, że znikli już między drzewami i nie dostrzeże ich żaden mugol, wyciągnął różdżkę i oświetlił drogę lumos. Drugie ramię zaoferował Cynthii, może już trochę z przyzwyczajenia, może chcąc jej pomóc w nocnej wędrówce pośród leśnych chaszczy. <br />
Zasadniczo, ten spacer był skrajnie głupi i nieodpowiedzialny. Trudno powiedzieć, ze strony którego z nich bardziej – jej, bo weszła do podlondyńskiego lasu w środku nocy, z obcym mężczyzną, nie mówiąc nikomu, dokąd i z kim się wybiera, czy z jego, bo był starszy i w teorii powinien być mądrzejszy.<br />
Cathal jednak był tym człowiekiem, który wpakował się do podobno przeklętej świątyni, a w egipiskiej piramidzie został porwany przez ruchomą podłogę. Mały spacer po lesie przy takich rzeczach nie był niczym niezwykłym.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No proszę, Ravi jednak nie okazał się wierutnym kłamcą. Dobrze, bo przy okazji i ja nie wyszedłem na mitomana. Gdybyś niczego nie znaleźli, prawdopodobnie pozostałoby mi spalić się ze wstydu </span>– stwierdził Shafiq, kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać i ich oczom ukazała się polana. Świeża trawa dopiero zaczynała ją porastać. Tu i ówdzie pomiędzy nią dało się wciąż dostrzec zbutwiałe liście, pamiątki po zeszłorocznej jesieni. W jednym krańcu polany leżało obalone drzewo, pokryte mchem. W drugim natomiast… Chmury, z dużym wyczuciem dramatyzmu, przesunęły się, odsłaniając księżyc, a jego blade światło padło prosto na posąg dziewczyny, zastygłej w biegu. Jedną dłoń wyciągała przed siebie, jakby chcąc czegoś sięgnąć, druga pozostawała lekko ugięta w łokciu. Prawa stopa oparta na ziemi, lewa noga uniesiona, oba kolana lekko ugięte. Kamienne ubrania i włosy, poruszane przez pęd.<br />
Właściwie, z daleka, przez chwilę wydawało się, że to żadna rzeźba, żaden kamień – tylko zwykła dziewczyna, która z jakichś powodów znieruchomiała podczas biegu.<br />
Cathal ruszył w jej stronę, zafascynowany. Z bliska dało się już dostrzec, że owszem, to kamienny posąg, ale bez wątpienia dzieło mistrza. Rysy twarzy, wykrzywionej w przerażeniu, oddano z precyzją, jakiej nie powstydziłby się sam Michał Anioł.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Zdaje się, że zaraz ożyje i ruszy do biegu.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1072</link>
			<pubDate>Mon, 06 Mar 2023 13:37:30 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=151">Samuel Carrow</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1072</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozliczono - Brenna Longbottom - Pierwsze koty za płoty</span></div>
<br />
<h1>las w okolicach Londynu</h1><br />
<br />
<p>Miał to być całkiem zwyczajny dzień. Jeden z wielu podobnych do siebie. Zachęcony wiosenną pogodą postanowił wyrwać się z warsztatu, w końcu i jemu należało się coś od życia. Miał ochotę złapać oddech i zaczerpnąć świeżego powietrza, na moment uciec z Londynu.</p>
<p>Postanowił się teleportować do lasu, który znajdował się niedaleko Londynu. Był tu częstym gościem, nikt naprawdę nie zdaje sobie sprawy ile skarbów można znaleźć w lesie. Ludzie wyrzucali tutaj naprawdę dziwne rzeczy. Nie wiedział dlaczego wybierali akurat las i zaśmiecali przy tym środowisko, ale korzystał z tej okoliczności.</p>
<p>Dzień był naprawdę całkiem przyjemny. Promienie słońca przebijały się przez gałęzie drzew, nie było to takie trudne, bo liście dopiero się zaczęły na nich pojawiać. Smauel szedł głębiej, sam właściwie nie wiedział czego szuka, jednak coś mu mówiło, żeby szedł dalej.</p>
<p>Sięgnął po mały, okrągły kamień, który znalazł się pod jego stopami. Był tak idealnie okrągły, że nie mógł się powstrzymać od sięgnięcia pod niego. Szedł dalej, podśpiewując sobie pod nosem i podrzucając ten kamyk w ręce. Zdecydowanie humor mu dopisywał.</p>
<p>Nagle coś przykuło jego uwagę. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- W mordę Merlina, ależ skarb.</span>- Ucieszył się ogromnie, gdy zobaczył posąg. W końcu nie zdarza się to zbyt często. Czyżby to był jego szczęśliwy dzień? Na pewno znajdzie się ktoś, kto zechce kupić taką rzeźbę. Była naprawdę realistycznie zrobiona, chyba nigdy w swoim życiu nie widział czegoś podobnego. Podszedł bliżej, aby przyjrzeć się jej z bliska.</p>
<p>Miał wrażenie, że ona się na niego patrzy. Jakby jej wzrok go przeszywał, poczuł się trochę nieswojo. Podrapał się po głowie i przeczesał palcami swoje jasne włosy. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Co to jest.</span>- Powiedział do siebie, miał bowiem wrażenie, że jednak nie jest to zwykła rzeźba. Miał przy sobie scyzoryk. Postanowił wyciągnąć go z kieszeni, przejechał ostrzem po posągu, jakby chciał z niego zdrapać pierwszą warstwę. Pojawiła się krew, na szczęście wybrał kawałek dłoni, a nie zaczął grzebać scyzorykiem w mniej odpowiednim miejscu. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> O chuj chodzi.</span>- Nadal gadał do siebie, nie do końca wiedział właściwie o co w tym wszystkim chodzi.</p>
<p>Odsunął się na kilka kroków, wziął do ręki różdżkę, może magia miała z tym wszystkim coś wspólnego? Machnął nią i burknął pod nosem zaklęcie.</p>
[roll=N]<br />
<p>Wtedy usłyszał krzyk. Odskoczył na moment, jednak posąg znowu był w miejscu. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> JA PIERDOOOOLE</span>- Krzyknął głośno. Czy miał już omamy? Czy te pierwsze promienie słońca za bardzo mu przygrzały, o co w tym wszystkim chodziło. Wiedział jednak jedno, że tak łatwo nie odpuści. Cofnął się o kilka kroków i rozbiegł, kopnął w posąg, jednak nic się nie wydarzyło poza tym, że zcząła go boleć stopa. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Kurwa jego mać.</span> Wtedy usłyszał jednak jakiś ruch, odwrócił się na pięcie i albo mu się wydawało, albo widział kobietę. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Nic nie robię, tylko tu stoję!</span>- Krzyknął w eter, chociaż właściwie nie wiedział dlaczego się tłumaczy.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozliczono - Brenna Longbottom - Pierwsze koty za płoty</span></div>
<br />
<h1>las w okolicach Londynu</h1><br />
<br />
<p>Miał to być całkiem zwyczajny dzień. Jeden z wielu podobnych do siebie. Zachęcony wiosenną pogodą postanowił wyrwać się z warsztatu, w końcu i jemu należało się coś od życia. Miał ochotę złapać oddech i zaczerpnąć świeżego powietrza, na moment uciec z Londynu.</p>
<p>Postanowił się teleportować do lasu, który znajdował się niedaleko Londynu. Był tu częstym gościem, nikt naprawdę nie zdaje sobie sprawy ile skarbów można znaleźć w lesie. Ludzie wyrzucali tutaj naprawdę dziwne rzeczy. Nie wiedział dlaczego wybierali akurat las i zaśmiecali przy tym środowisko, ale korzystał z tej okoliczności.</p>
<p>Dzień był naprawdę całkiem przyjemny. Promienie słońca przebijały się przez gałęzie drzew, nie było to takie trudne, bo liście dopiero się zaczęły na nich pojawiać. Smauel szedł głębiej, sam właściwie nie wiedział czego szuka, jednak coś mu mówiło, żeby szedł dalej.</p>
<p>Sięgnął po mały, okrągły kamień, który znalazł się pod jego stopami. Był tak idealnie okrągły, że nie mógł się powstrzymać od sięgnięcia pod niego. Szedł dalej, podśpiewując sobie pod nosem i podrzucając ten kamyk w ręce. Zdecydowanie humor mu dopisywał.</p>
<p>Nagle coś przykuło jego uwagę. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- W mordę Merlina, ależ skarb.</span>- Ucieszył się ogromnie, gdy zobaczył posąg. W końcu nie zdarza się to zbyt często. Czyżby to był jego szczęśliwy dzień? Na pewno znajdzie się ktoś, kto zechce kupić taką rzeźbę. Była naprawdę realistycznie zrobiona, chyba nigdy w swoim życiu nie widział czegoś podobnego. Podszedł bliżej, aby przyjrzeć się jej z bliska.</p>
<p>Miał wrażenie, że ona się na niego patrzy. Jakby jej wzrok go przeszywał, poczuł się trochę nieswojo. Podrapał się po głowie i przeczesał palcami swoje jasne włosy. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Co to jest.</span>- Powiedział do siebie, miał bowiem wrażenie, że jednak nie jest to zwykła rzeźba. Miał przy sobie scyzoryk. Postanowił wyciągnąć go z kieszeni, przejechał ostrzem po posągu, jakby chciał z niego zdrapać pierwszą warstwę. Pojawiła się krew, na szczęście wybrał kawałek dłoni, a nie zaczął grzebać scyzorykiem w mniej odpowiednim miejscu. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> O chuj chodzi.</span>- Nadal gadał do siebie, nie do końca wiedział właściwie o co w tym wszystkim chodzi.</p>
<p>Odsunął się na kilka kroków, wziął do ręki różdżkę, może magia miała z tym wszystkim coś wspólnego? Machnął nią i burknął pod nosem zaklęcie.</p>
[roll=N]<br />
<p>Wtedy usłyszał krzyk. Odskoczył na moment, jednak posąg znowu był w miejscu. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> JA PIERDOOOOLE</span>- Krzyknął głośno. Czy miał już omamy? Czy te pierwsze promienie słońca za bardzo mu przygrzały, o co w tym wszystkim chodziło. Wiedział jednak jedno, że tak łatwo nie odpuści. Cofnął się o kilka kroków i rozbiegł, kopnął w posąg, jednak nic się nie wydarzyło poza tym, że zcząła go boleć stopa. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Kurwa jego mać.</span> Wtedy usłyszał jednak jakiś ruch, odwrócił się na pięcie i albo mu się wydawało, albo widział kobietę. -<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Nic nie robię, tylko tu stoję!</span>- Krzyknął w eter, chociaż właściwie nie wiedział dlaczego się tłumaczy.</p>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>