<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Anglesey]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2026 10:44:20 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[16.09.1972] At The Beach, In Every Life | Brynja & Lana]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6530</link>
			<pubDate>Sat, 17 Oct 2026 23:53:03 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=545">Lana Dolohov</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6530</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/bHKoMir.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: bHKoMir.jpeg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">There I saw you standing<br />
Must've been a holy light<br />
'Cause I can't see and I can't feel<br />
But the color in your eyes<br />
Is saying if my dreams come up empty<br />
And I wash up on the shore<br />
You would find me at the beach<br />
In every life, through every door</span></div>
<br />
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pZgdTPk.jpeg[/inny avek]<br />
Wrześniowy wiatr porywał za sobą morską wodę, tworząc fale rozbryzgujące się o skaliste wybrzeża Anglesey. Kobieta spacerująca wzdłuż plaży wydawała się jednak nieporuszona ani kroplami wody ani wichrem, który rozwiewał jej czarny płaszcz. Zupełnie jakby mentalnie była w innym świecie.<br />
<br />
Przez ostatni tydzień Lana ledwo egzystowała; jednocześnie odczuwała każdą możliwą emocję oraz pustkę, którą pozostała po śmierci matki. Jakaś cześć dziewczyny nie chciała uwierzyć, że Tanaquil nie udało się uciec z płonącego mieszkania, lecz z każdym kolejnym dniem było to coraz trudniejsze. Z tego powodu każdy kolejny poranek był koszmarem.<br />
<br />
Rodzina oraz mieszkańcy Praw Czasu martwili się o stan Dolohovówny i starali się jakkolwiek wyrwać ją z tego marazmu, sugerując różne aktywności. Wczoraj kazano jej udać się na konsultację medyczną, ze względu na utrzymujący się po Spalonej Nocy kaszel. Skorzystanie z tej rady miało jednak nieoczekiwane konsekwencje. Podczas wizyty w Mungu Lana trafiła na Louvain Lestrange'a, który wciągnął ją w odgrywanie pary małżonków przed uzdrowicielem. To absurdalne przedstawienie rzeczywiście trochę ożywiło Dolohovównę, lecz zarazem wywołało w jej sercu tęsknotę za <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">prawdziwym uczuciem</span>. Za tym, na co nigdy sobie nie pozwoliła, ale kiedyś była blisko. Za tą osobą, którą na własne życzenie straciła.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Za Brynją.</span><br />
<br />
Lana nie pamiętała dokładnie, jak udało jej się przedostać z Londynu do Anglesey. Chyba wspomniała komuś z domowników, że idzie się przejść i nikt nie dopytywał jej o szczegóły. Potem przeteleportowała się parę razy, aż trafiła dokładnie w to miejsce, w którym poznała selkie dwa lata temu. Wybrzeże wyglądało dokładnie tak samo jak wtedy, ale po dziewczynie z głębin oceanu nie było ani śladu.<br />
<br />
Powinna była się tego spodziewać; przecież Brynja nie pojawiłaby się znikąd dokładnie tam, gdzie przebywała Dolohovówna, jak wtedy kiedy jeszcze utrzymywały ze sobą kontakt. Lana zresztą sama przyznała, że nie może jej się w pełni poświęcić, więc mogła teraz niczego sobie rościć od selkie. Lana nie otrzymała więc ukojenia, po które tutaj przybyła, ale przynajmniej obecność blisko morza sprawiała, że jej myśli nie uciekały wyłącznie w stronę matki. Być może nieoczekiwaną zaletą utraty więcej niż jednej bliskiej osoby była możliwość wyboru, za którą z nich będzie w danym momencie tęsknić.<br />
<br />
Czarownica bez wyraźnego celu spacerowała więc dalej brzegiem morza, a fale coraz bardziej obmywały spód jej żałobnego stroju.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/bHKoMir.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: bHKoMir.jpeg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">There I saw you standing<br />
Must've been a holy light<br />
'Cause I can't see and I can't feel<br />
But the color in your eyes<br />
Is saying if my dreams come up empty<br />
And I wash up on the shore<br />
You would find me at the beach<br />
In every life, through every door</span></div>
<br />
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pZgdTPk.jpeg[/inny avek]<br />
Wrześniowy wiatr porywał za sobą morską wodę, tworząc fale rozbryzgujące się o skaliste wybrzeża Anglesey. Kobieta spacerująca wzdłuż plaży wydawała się jednak nieporuszona ani kroplami wody ani wichrem, który rozwiewał jej czarny płaszcz. Zupełnie jakby mentalnie była w innym świecie.<br />
<br />
Przez ostatni tydzień Lana ledwo egzystowała; jednocześnie odczuwała każdą możliwą emocję oraz pustkę, którą pozostała po śmierci matki. Jakaś cześć dziewczyny nie chciała uwierzyć, że Tanaquil nie udało się uciec z płonącego mieszkania, lecz z każdym kolejnym dniem było to coraz trudniejsze. Z tego powodu każdy kolejny poranek był koszmarem.<br />
<br />
Rodzina oraz mieszkańcy Praw Czasu martwili się o stan Dolohovówny i starali się jakkolwiek wyrwać ją z tego marazmu, sugerując różne aktywności. Wczoraj kazano jej udać się na konsultację medyczną, ze względu na utrzymujący się po Spalonej Nocy kaszel. Skorzystanie z tej rady miało jednak nieoczekiwane konsekwencje. Podczas wizyty w Mungu Lana trafiła na Louvain Lestrange'a, który wciągnął ją w odgrywanie pary małżonków przed uzdrowicielem. To absurdalne przedstawienie rzeczywiście trochę ożywiło Dolohovównę, lecz zarazem wywołało w jej sercu tęsknotę za <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">prawdziwym uczuciem</span>. Za tym, na co nigdy sobie nie pozwoliła, ale kiedyś była blisko. Za tą osobą, którą na własne życzenie straciła.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Za Brynją.</span><br />
<br />
Lana nie pamiętała dokładnie, jak udało jej się przedostać z Londynu do Anglesey. Chyba wspomniała komuś z domowników, że idzie się przejść i nikt nie dopytywał jej o szczegóły. Potem przeteleportowała się parę razy, aż trafiła dokładnie w to miejsce, w którym poznała selkie dwa lata temu. Wybrzeże wyglądało dokładnie tak samo jak wtedy, ale po dziewczynie z głębin oceanu nie było ani śladu.<br />
<br />
Powinna była się tego spodziewać; przecież Brynja nie pojawiłaby się znikąd dokładnie tam, gdzie przebywała Dolohovówna, jak wtedy kiedy jeszcze utrzymywały ze sobą kontakt. Lana zresztą sama przyznała, że nie może jej się w pełni poświęcić, więc mogła teraz niczego sobie rościć od selkie. Lana nie otrzymała więc ukojenia, po które tutaj przybyła, ale przynajmniej obecność blisko morza sprawiała, że jej myśli nie uciekały wyłącznie w stronę matki. Być może nieoczekiwaną zaletą utraty więcej niż jednej bliskiej osoby była możliwość wyboru, za którą z nich będzie w danym momencie tęsknić.<br />
<br />
Czarownica bez wyraźnego celu spacerowała więc dalej brzegiem morza, a fale coraz bardziej obmywały spód jej żałobnego stroju.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[12.10.72 – restauracja blisko wybrzeża]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5926</link>
			<pubDate>Wed, 01 Apr 2026 13:27:09 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=622">Seisyll Rowle</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5926</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">wczesnym wieczorem, miasteczko Anglesey</div>
<br />
List otrzymany przez Seisylla trzy dni temu, wywołał w jego głowie pasmo przemyśleń przeróżnych. Przykry sposób na sprzedanie swojej córki w ręce obcego mężczyzny – tak mu się przynajmniej wydawało, kiedy czytał tekst zapisany na pożółkłym pergaminie i zastanawiał się nad tym, czy byłby w stanie napisać coś takiego o Helenie. Wychowany w smoczym rezerwacie, wśród walijskich legend, gór i religii przypominającej bardziej pierwotny ryk, niż echo wypastowanych posadzek Whitecroft, Seisyll wierzył w siłę i wartość wolności. Pani Malfoy pisała o swojej córce tak, jakby miała być kobietą zniewoloną.<br />
<br />
Nie takimi słowami Rowle definiowali tradycje. Mógł, oczywiście, przyjąć pod swój dach nową żonę. Stać go było i na nią i na większą ilość dzieci, z których wszystkie mogły żyć godnie na jego utrzymaniu, jeśli taka byłaby jej wola. Cóż jednak cicha i nieporadna w opisie własnej matki dziewczyna miałaby jednak szukać u kogoś, kto wygrywał rytualne melodie na bębnach i wprawiał modlących się w trans – w wir, w ilinx – miałaby wtedy złożyć ręce i klęknąć jak cnotka, nie pozwalając sobie na zaznanie prawdziwego życia? Tak nie mogło wyglądać szczęście, wszak ono znajdowało się blisko natury, tam gdzie nie było już ciszy, bo wypierały ją dźwięki drzew, śmiechu, sapania, krzyków, jęków. Prawdziwe życie było dzikością.<br />
<br />
Kogoś, komu matka zrobiła taką reklamę nie miał zbyt wiele do powiedzenia…<br />
<br />
A przynajmniej tak mówił sobie przez pierwszy dzień. Zmiął te żałosne wypociny i rzucił ją na stertę papierów, których przeznaczeniem było skończyć w ogniu.<br />
<br />
Deirdre Malfoy, ku jego zaskoczeniu, wracała do jego myśli jeszcze wiele razy, nawet kiedy był skupiony na precyzyjnych uderzeniach młota. Mógł być mordercą, mógł być bawidamkiem, ale przecież był mordercą i bawidamkiem poczciwym. Wielkie znaczenie miała dla niego ludzka wola, osobiste preferencje, chęci. Nie lubił relacji wymuszonych. Mimo tego, opis drętwej Deirdre Malfoy, która mogłaby zaznać w Llanberis tego, jak można żyć poza najwyraźniej wiejącą niemytym chujem rezydencją Malfoyów, wprawiała go w stan, który znał w sobie dobrze.<br />
<br />
Drugiego dnia odkopał ten list, wyciągnął z niego zdjęcie, na które wcześniej nie raczył spojrzeć i zastanawiał się w jaki sposób ta dziewczyna mogłaby wyglądać, gdyby upoiła się kadzielnicą, zrzuciła z siebie gorset i spojrzała w czeluść ogniska, którego ciepło i rytm tańczących w oczach płomieni miał zaprowadzić ją w objęcia Eutierrii. Jak bardzo mógłby ją zmienić?<br />
<br />
To pytanie zaprowadziło ich tutaj.<br />
<br />
Seisyll siedział spokojnie przy dwuosobowym stoliku w eleganckiej restauracji w walijskim mieście Anglesey. Lubił widok z piętra – morze o tej porze roku miało swój urok, szczególnie przy zachodzie słońca. Ładnie ubrany, przystojny. Ciemne szkła zasłaniające gadzie oczy odłożył na blat. Pił już i palił, chociaż Deirdre jeszcze się nie pojawiła. Nie dało się jednak dostrzec w tym słabości. Nie zasłaniał się dymem, nie dodawał sobie brakującej odwagi, nie potrzebował zrobić czegoś z rękoma. Tym, czym emanował, była dominacja.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=621" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Deirdre Malfoy</a></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">wczesnym wieczorem, miasteczko Anglesey</div>
<br />
List otrzymany przez Seisylla trzy dni temu, wywołał w jego głowie pasmo przemyśleń przeróżnych. Przykry sposób na sprzedanie swojej córki w ręce obcego mężczyzny – tak mu się przynajmniej wydawało, kiedy czytał tekst zapisany na pożółkłym pergaminie i zastanawiał się nad tym, czy byłby w stanie napisać coś takiego o Helenie. Wychowany w smoczym rezerwacie, wśród walijskich legend, gór i religii przypominającej bardziej pierwotny ryk, niż echo wypastowanych posadzek Whitecroft, Seisyll wierzył w siłę i wartość wolności. Pani Malfoy pisała o swojej córce tak, jakby miała być kobietą zniewoloną.<br />
<br />
Nie takimi słowami Rowle definiowali tradycje. Mógł, oczywiście, przyjąć pod swój dach nową żonę. Stać go było i na nią i na większą ilość dzieci, z których wszystkie mogły żyć godnie na jego utrzymaniu, jeśli taka byłaby jej wola. Cóż jednak cicha i nieporadna w opisie własnej matki dziewczyna miałaby jednak szukać u kogoś, kto wygrywał rytualne melodie na bębnach i wprawiał modlących się w trans – w wir, w ilinx – miałaby wtedy złożyć ręce i klęknąć jak cnotka, nie pozwalając sobie na zaznanie prawdziwego życia? Tak nie mogło wyglądać szczęście, wszak ono znajdowało się blisko natury, tam gdzie nie było już ciszy, bo wypierały ją dźwięki drzew, śmiechu, sapania, krzyków, jęków. Prawdziwe życie było dzikością.<br />
<br />
Kogoś, komu matka zrobiła taką reklamę nie miał zbyt wiele do powiedzenia…<br />
<br />
A przynajmniej tak mówił sobie przez pierwszy dzień. Zmiął te żałosne wypociny i rzucił ją na stertę papierów, których przeznaczeniem było skończyć w ogniu.<br />
<br />
Deirdre Malfoy, ku jego zaskoczeniu, wracała do jego myśli jeszcze wiele razy, nawet kiedy był skupiony na precyzyjnych uderzeniach młota. Mógł być mordercą, mógł być bawidamkiem, ale przecież był mordercą i bawidamkiem poczciwym. Wielkie znaczenie miała dla niego ludzka wola, osobiste preferencje, chęci. Nie lubił relacji wymuszonych. Mimo tego, opis drętwej Deirdre Malfoy, która mogłaby zaznać w Llanberis tego, jak można żyć poza najwyraźniej wiejącą niemytym chujem rezydencją Malfoyów, wprawiała go w stan, który znał w sobie dobrze.<br />
<br />
Drugiego dnia odkopał ten list, wyciągnął z niego zdjęcie, na które wcześniej nie raczył spojrzeć i zastanawiał się w jaki sposób ta dziewczyna mogłaby wyglądać, gdyby upoiła się kadzielnicą, zrzuciła z siebie gorset i spojrzała w czeluść ogniska, którego ciepło i rytm tańczących w oczach płomieni miał zaprowadzić ją w objęcia Eutierrii. Jak bardzo mógłby ją zmienić?<br />
<br />
To pytanie zaprowadziło ich tutaj.<br />
<br />
Seisyll siedział spokojnie przy dwuosobowym stoliku w eleganckiej restauracji w walijskim mieście Anglesey. Lubił widok z piętra – morze o tej porze roku miało swój urok, szczególnie przy zachodzie słońca. Ładnie ubrany, przystojny. Ciemne szkła zasłaniające gadzie oczy odłożył na blat. Pił już i palił, chociaż Deirdre jeszcze się nie pojawiła. Nie dało się jednak dostrzec w tym słabości. Nie zasłaniał się dymem, nie dodawał sobie brakującej odwagi, nie potrzebował zrobić czegoś z rękoma. Tym, czym emanował, była dominacja.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=621" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Deirdre Malfoy</a></div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>