<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Pembrokeshire]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 08:15:48 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[11.10.1972] With you went so much of me]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5945</link>
			<pubDate>Sat, 11 Apr 2026 21:29:10 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=38">Atreus Bulstrode</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5945</guid>
			<description><![CDATA[<div class="poszukiwania"><div class="poszukiwania2">
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><h2> <span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Dzień szeptów <br />
<br />
Brenna &amp; Atreus</span> </h2><br />
<img src="https://i.pinimg.com/736x/6c/40/5f/6c405f437211ddbcfb6d747484571777.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: 6c405f437211ddbcfb6d747484571777.jpg]" class="mycode_img" />  <img src="https://i.pinimg.com/1200x/c7/44/fd/c744fddb8e4b77f37fd4234fa672efbf.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: c744fddb8e4b77f37fd4234fa672efbf.jpg]" class="mycode_img" />  <img src="https://i.pinimg.com/736x/99/6b/a1/996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: 996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg]" class="mycode_img" /></div></div></div>
<br />
<p>Nie chciał zbytnio zatrzymywać się w miejscu i myśleć o tym, że w sumie to mieli dzisiaj jedenasty października, który jakby nie patrzeć, sprzyjał tylko wszelkim rozterkom i utrudniał nieco skoncentrowanie się na pracy. Ojciec wziął nawet dzień wolny w pracy, idąc za namową matki by udali się do Szkocji i tam oddali długowiecznej tradycji. Pewnie liczyła na to, że ukoi to chociaż nieco zszargane nerwy i niespokojne serce. Może dzisiaj przynajmniej nie opróżni paru kieliszków do sucha, jak to zdarzało jej się od ostatniego miesiąca. Jej synowie i mąż też cierpieli, ale Atreus miał wrażenie że nic nie mogło równać się z poczuciem straty matki.</p>
<p>Pomimo tej swojej niechęci, i tak odwrócił się w stronę z której wiał wiatr. Podmuch nadchodził od morza i jedno należało przyznać ich podejrzanemu - wybrał sobie wręcz bajeczne miejsce na ulokowanie swojego domku. Mieszkał niemal nad samym klifem i wystarczyło parędziesiąt metrów by dojść do jego granicy, a tam rozpościerał się niesamowity widok na pełne morze, otoczone cienkim paskiem plaży. Patrzył i zastanawiał się, czy to wszystko musiało się tak skończyć. Czy to co Florence zobaczyła w ogniu, faktycznie było jej pisane od samego początku, czy może jednak był chociaż ułamek szans na to, by wszystko potoczyło się inaczej. Wizje prekognitów były ścieżkami i zawsze zdawał się uważać że póki na którąś się nie weszło, to nie mogła się do końca spełnić, ale... ale teraz nie był tego już taki pewien.</p>
<p>Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza, przez chwilę błądząc w nich palcami, aż te wreszcie nie zaczepiły się na znajomym kształcie. Wyłowił paczkę papierosów, wysunął jednego z nich, a potem sięgnął po różdżkę. Odpalił go z namysłem, mając wrażenie jakby robił wszystko nieco bardziej powoli, chyba poddając się jakiejś zadumie, która ciążyła mu wraz z datą. Wraz z tradycją, w której nie chciał szczególnie brać udziału, ale zapraszała go z otwartymi rękoma.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="poszukiwania"><div class="poszukiwania2">
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><h2> <span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Dzień szeptów <br />
<br />
Brenna &amp; Atreus</span> </h2><br />
<img src="https://i.pinimg.com/736x/6c/40/5f/6c405f437211ddbcfb6d747484571777.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: 6c405f437211ddbcfb6d747484571777.jpg]" class="mycode_img" />  <img src="https://i.pinimg.com/1200x/c7/44/fd/c744fddb8e4b77f37fd4234fa672efbf.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: c744fddb8e4b77f37fd4234fa672efbf.jpg]" class="mycode_img" />  <img src="https://i.pinimg.com/736x/99/6b/a1/996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg" loading="lazy"  width="150" height="150" alt="[Obrazek: 996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg]" class="mycode_img" /></div></div></div>
<br />
<p>Nie chciał zbytnio zatrzymywać się w miejscu i myśleć o tym, że w sumie to mieli dzisiaj jedenasty października, który jakby nie patrzeć, sprzyjał tylko wszelkim rozterkom i utrudniał nieco skoncentrowanie się na pracy. Ojciec wziął nawet dzień wolny w pracy, idąc za namową matki by udali się do Szkocji i tam oddali długowiecznej tradycji. Pewnie liczyła na to, że ukoi to chociaż nieco zszargane nerwy i niespokojne serce. Może dzisiaj przynajmniej nie opróżni paru kieliszków do sucha, jak to zdarzało jej się od ostatniego miesiąca. Jej synowie i mąż też cierpieli, ale Atreus miał wrażenie że nic nie mogło równać się z poczuciem straty matki.</p>
<p>Pomimo tej swojej niechęci, i tak odwrócił się w stronę z której wiał wiatr. Podmuch nadchodził od morza i jedno należało przyznać ich podejrzanemu - wybrał sobie wręcz bajeczne miejsce na ulokowanie swojego domku. Mieszkał niemal nad samym klifem i wystarczyło parędziesiąt metrów by dojść do jego granicy, a tam rozpościerał się niesamowity widok na pełne morze, otoczone cienkim paskiem plaży. Patrzył i zastanawiał się, czy to wszystko musiało się tak skończyć. Czy to co Florence zobaczyła w ogniu, faktycznie było jej pisane od samego początku, czy może jednak był chociaż ułamek szans na to, by wszystko potoczyło się inaczej. Wizje prekognitów były ścieżkami i zawsze zdawał się uważać że póki na którąś się nie weszło, to nie mogła się do końca spełnić, ale... ale teraz nie był tego już taki pewien.</p>
<p>Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza, przez chwilę błądząc w nich palcami, aż te wreszcie nie zaczepiły się na znajomym kształcie. Wyłowił paczkę papierosów, wysunął jednego z nich, a potem sięgnął po różdżkę. Odpalił go z namysłem, mając wrażenie jakby robił wszystko nieco bardziej powoli, chyba poddając się jakiejś zadumie, która ciążyła mu wraz z datą. Wraz z tradycją, w której nie chciał szczególnie brać udziału, ale zapraszała go z otwartymi rękoma.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[5 kwietnia 1972 | Duchy, ale wcale nie minionych lat || Sarah & Charles]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=685</link>
			<pubDate>Fri, 23 Dec 2022 22:30:08 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=116">Julien Fitzpatrick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=685</guid>
			<description><![CDATA[Wsunięty za pazuchę kurtki list wygniótł się, gdy Charlie sięgnął po niego, aby złożyć pergamin w mniejszą kostkę. Nie chciał, aby spisane na nim słowa się zamazały, a noszenie go w ręce też nie było najlepszą opcją, zwłaszcza przy teleportacji.<br />
Chowające się za chmurami słońce wspominało dopiero co celebrowany najdłuższy dzień w roku, a trawa kłaniała się pod naporem wiatru i butów Rookwooda, gdy stawiał kroki przemierzając łąkę, podążając w stronę biegnącej na jej skraju ścieżki skrytej pomiędzy niskimi, szarymi murkami odgradzającymi od siebie pola i pastwiska. Garstka drzew majaczyła za jego plecami, gdy szedł skulony w stronę malującej się na przędzie, jeszcze niewyraźnymi barwami, chatki. Mocniejszy powiew przesłonił mu twarz włosami, a szum morza zza krańca klifu dotarł do siekanych wiatrem uszu. Postawił kołnierz kurtki i przyspieszył kroku, nie dając się pokonać typowej pochmurności i szarości angielskiej pogody.<br />
Stresował się. Wiedział, że nikt nie może go rozpoznać, nie po tym jak Brenna zmieniła mu twarz, a Heather przedstawiła niektórym jako kompletnie obcego człowieka z dalekiej Australii. Mimo, ze znajdował się na kompletnym odludziu, na którym nawet mugolski drogi były rzadkością, a jeżeli już jakaś się znalazła to przecinała pole swoją nieasfaltową powierzchnią. Gospodarstwa i wioski były od chatki i niewielkiego, znajdującego się nieopodal niej, zagajnika oddalone conajmniej półgodzinną drogą, jeżeli miało się jakikolwiek środek transportu, na nogach zajmowało to trochę dłużej, a Charles i tak rozejrzał się pare razy, niepewnie, zanim wyszedł zza drzew, albo teraz, gdy przeprawiał się przez murek, bo nie chciał iść wzdłuż niego i marnować czasu, gdy chłodne, wilgotne powietrze przedostawały się przez szpary pomiędzy ubraniami. Nie tylko to go martwiło. Miał przed sobą rozmowę, w której będzie musiał wyjaśnić Sarze, że faktycznie jest sobą. Ręce mu się pociły na samą myśl, nie chciał rozwijać przed nią traum ostatnich tygodni już na wejściu, właściwie nie był pewien czy w ogóle chce o tym szerzej rozmawiać, ale zdawał sobie sprawę, że będzie musiał. W końcu należało się jej wytłumaczenie czemu nie odpisał na list, czemu zwlekał.<br />
Zanim się spostrzegł mierzył się spojrzeniem z drzwiami niewielkiego domku, teraz odgrodzony od ostrego wiatru otaczającymi go drzewami. Zamknął za sobą żeliwną bramkę, a ta skrzypnęła zachęcająco. Westchnął pod nosem układając w głowie przywitanie, tłumaczenie sytuacji i... co tu właściwie robi. Miał z tyłu głowy myśl, że Sarah może być w Londynie, a nie tutaj, ale w stolicy bał się jeszcze pojawiać, wolał aż sytuacja z bratem, Christie i nim samym ucichnie, chociaż... chociaż może nie powinien.<br />
Zapukał gryząc w stresie wnętrze policzka.<br />
'Hej Sarah, to ja Charlie, jestem teraz ładniejszy, wiem, wydawało się to niemożliwe, ale tak się stało i naprawdę to ja?'<br />
Nie, okropne. Aż skrzywił się na wybrzmienie słów w głowie. <br />
'No hej, to ja Charles, wysłałaś mi list, mam go tutaj, moja twarz wcale nie wygląda znajomo? Zmieniłem krem, zdziałał cuda.'<br />
Przestań, robisz z siebie idiotę jak zawsze.<br />
Nim skończył kolejną, zaczętą myśl drzwi się otworzyły, a włosy na karku Rookwooda stanęły dęba. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No hej, to ja, mam .. mam list. - </span>powiedział tylko i chciał przyłożyć sobie otwarta dłonią w czoło, ale zamiast tego wyciągnął zza pazuchy pergamin i przełknął ślinę <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Mam na myśli... to ja, Charles. Wiem, że wyglądam lepiej niż ostatnio, wiem, wydawało się to niemożliwe... ale zaszła taka potrzeba - </span>wyszczerzył się pokazując rządek zębów, zdając sobie sprawę jak idiotycznie musi brzmieć, ale nie miał bladego pojęcia co mówi się przyjaciołom po tym jak zniknęło się na pare tygodni, zmieniło wygląd i widziało śmierć własnego brata.<br />
Zawsze musi być ten pierwszy raz.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wsunięty za pazuchę kurtki list wygniótł się, gdy Charlie sięgnął po niego, aby złożyć pergamin w mniejszą kostkę. Nie chciał, aby spisane na nim słowa się zamazały, a noszenie go w ręce też nie było najlepszą opcją, zwłaszcza przy teleportacji.<br />
Chowające się za chmurami słońce wspominało dopiero co celebrowany najdłuższy dzień w roku, a trawa kłaniała się pod naporem wiatru i butów Rookwooda, gdy stawiał kroki przemierzając łąkę, podążając w stronę biegnącej na jej skraju ścieżki skrytej pomiędzy niskimi, szarymi murkami odgradzającymi od siebie pola i pastwiska. Garstka drzew majaczyła za jego plecami, gdy szedł skulony w stronę malującej się na przędzie, jeszcze niewyraźnymi barwami, chatki. Mocniejszy powiew przesłonił mu twarz włosami, a szum morza zza krańca klifu dotarł do siekanych wiatrem uszu. Postawił kołnierz kurtki i przyspieszył kroku, nie dając się pokonać typowej pochmurności i szarości angielskiej pogody.<br />
Stresował się. Wiedział, że nikt nie może go rozpoznać, nie po tym jak Brenna zmieniła mu twarz, a Heather przedstawiła niektórym jako kompletnie obcego człowieka z dalekiej Australii. Mimo, ze znajdował się na kompletnym odludziu, na którym nawet mugolski drogi były rzadkością, a jeżeli już jakaś się znalazła to przecinała pole swoją nieasfaltową powierzchnią. Gospodarstwa i wioski były od chatki i niewielkiego, znajdującego się nieopodal niej, zagajnika oddalone conajmniej półgodzinną drogą, jeżeli miało się jakikolwiek środek transportu, na nogach zajmowało to trochę dłużej, a Charles i tak rozejrzał się pare razy, niepewnie, zanim wyszedł zza drzew, albo teraz, gdy przeprawiał się przez murek, bo nie chciał iść wzdłuż niego i marnować czasu, gdy chłodne, wilgotne powietrze przedostawały się przez szpary pomiędzy ubraniami. Nie tylko to go martwiło. Miał przed sobą rozmowę, w której będzie musiał wyjaśnić Sarze, że faktycznie jest sobą. Ręce mu się pociły na samą myśl, nie chciał rozwijać przed nią traum ostatnich tygodni już na wejściu, właściwie nie był pewien czy w ogóle chce o tym szerzej rozmawiać, ale zdawał sobie sprawę, że będzie musiał. W końcu należało się jej wytłumaczenie czemu nie odpisał na list, czemu zwlekał.<br />
Zanim się spostrzegł mierzył się spojrzeniem z drzwiami niewielkiego domku, teraz odgrodzony od ostrego wiatru otaczającymi go drzewami. Zamknął za sobą żeliwną bramkę, a ta skrzypnęła zachęcająco. Westchnął pod nosem układając w głowie przywitanie, tłumaczenie sytuacji i... co tu właściwie robi. Miał z tyłu głowy myśl, że Sarah może być w Londynie, a nie tutaj, ale w stolicy bał się jeszcze pojawiać, wolał aż sytuacja z bratem, Christie i nim samym ucichnie, chociaż... chociaż może nie powinien.<br />
Zapukał gryząc w stresie wnętrze policzka.<br />
'Hej Sarah, to ja Charlie, jestem teraz ładniejszy, wiem, wydawało się to niemożliwe, ale tak się stało i naprawdę to ja?'<br />
Nie, okropne. Aż skrzywił się na wybrzmienie słów w głowie. <br />
'No hej, to ja Charles, wysłałaś mi list, mam go tutaj, moja twarz wcale nie wygląda znajomo? Zmieniłem krem, zdziałał cuda.'<br />
Przestań, robisz z siebie idiotę jak zawsze.<br />
Nim skończył kolejną, zaczętą myśl drzwi się otworzyły, a włosy na karku Rookwooda stanęły dęba. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No hej, to ja, mam .. mam list. - </span>powiedział tylko i chciał przyłożyć sobie otwarta dłonią w czoło, ale zamiast tego wyciągnął zza pazuchy pergamin i przełknął ślinę <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Mam na myśli... to ja, Charles. Wiem, że wyglądam lepiej niż ostatnio, wiem, wydawało się to niemożliwe... ale zaszła taka potrzeba - </span>wyszczerzył się pokazując rządek zębów, zdając sobie sprawę jak idiotycznie musi brzmieć, ale nie miał bladego pojęcia co mówi się przyjaciołom po tym jak zniknęło się na pare tygodni, zmieniło wygląd i widziało śmierć własnego brata.<br />
Zawsze musi być ten pierwszy raz.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>