<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Glasgow]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 02:41:48 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[04/10/1972] the binding of madame turpin || sebastian & brenna]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5801</link>
			<pubDate>Thu, 05 Mar 2026 21:16:35 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=206">Sebastian Macmillan</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5801</guid>
			<description><![CDATA[<h1>—04/10/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Cmentarz pod Glasgow, Wyspy Brytyjskie</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Sebastian Macmillan &amp; Brenna Longbottom</span></h1><br />
<br />
<div class="divek">Zamknięcie pani Turpin w kontenerze transportwym miało być zadaniem dość prostym. Przygotowane dla niej naczynie zostało kilkukrotnie sprawdzone przez trzyosobową komisję, a spisany w ramach tego spotkania protokół nie wykazał na tym etapie żadnych nieprawidłowości. Macmillana w ogóle to nie zdziwiło; była to w końcu sztuka wykonana na zlecenie Ministerstwa Magii, a tego typu naczynia rzadko kiedy zawodziły. Wyjątki dotyczyły raczej słabo wykonanych masówek lub egzemplarzy znalezionych w miejscach opuszczonych i zapomnianych niż wyposażenia sponsorowanego przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.<br />
<br />
Narzędzie nie było problemem. Podobnie jak nie był nim brak obycia egzorcysty z korzystaniem z tego typu urządzeń. Prawdziwą trudnością było przekazanie duchowi kobiety decyzji podjętej przez władzę. Z perspektywy czasu do Sebastiana dotarło, że może trzeba było podejść do tego trochę bardziej... bezceremonialnie. Bądź co bądź, Turpin udowodniła, że potrafi być nieco... chaotyczna... w swoich działaniach.<br />
<br />
Tym razem nie było inaczej. Powiedzieć, że wpadła w histerię, to jakby nie powiedzieć nic. Duch rzucał się na wszystkie strony, próbował wtargnąć do sąsiednich kamienic, złorzeczył na ''puszczalskie latawice'' z okolicy, a nawet wychłodził chodnik na tyle, aby zmienił się w ślizgawkę, co zapewne miało sprawić, aby Sebastian i jego ekipa wylądowali w szpitalu z połamanymi nogami. Dla Macmillana skończyło się to jedynie <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">siniakiem pod okiem</span>, który nabył, gdy urzędniczka próbowała złapać równowagę na lodzie i uderzyła go łokciem w twarz. Na szczęście niedługo później, dzięki kilku mocnym zaklęciom rozpraszającym pracownikom Wydziału Duchów udało się zagonić Turpin w ślepy zaułek i zatrzasnąć ją w srebrnej szkatule.<br />
<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">(…) I to by było na tyle. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie powinienem schować jej w jakimś magazynie albo ministerialnych biurze rzeczy znalezionych</span> — skończył swoją opowieść Sebastian, <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">odwracając się bokiem do Brenny, jakby chciał celowo wyeksponować otrzymane obrażenia</span>.<br />
<br />
Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Poza nim i panną Longbottom pośród grobów znajdowały się tylko dwie osoby: dwójka jego współpracowników - Alice i Damien - którzy kreślili na ziemi przy jednym z grobów skomplikowaną siatkę symboli, która miała stanowić podstawę ''więzienia'' madame Turpin. Ze względu na siniaki (bo okazało się, że to były dwa mniejsze, a nie jeden duży!) Macmillan zdecydował się zostawić tę część młodszym pracownikom. Dzięki temu miał okazję <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">ze szczegółami</span> opowiedzieć o całej przygodzie Brennie z którą spotkał się dopiero po przybyciu na cmentarz.<br />
<br />
W gruncie rzeczy nie mieli na razie zbyt wiele do roboty, dopóki runy nie zostaną nakreślone. To był mały cmentarz czarodziejów za Glasgow w Szkocji. Ryzyko, że wpadną tutaj na jakichś niespodziewanych gości, było minimalne, bo musieliby trafić na wyjątkowo bystrego mugola, któremu udałoby się jakoś przedrzeć przez narzucone na to miejsce zaklęcia zwodzące i inne środki anty-mugolskie. A czarodzieje? Cóż, czarodzieje wiedzieli, że lepiej trzymać się na dystans, kiedy w jednym miejscu zjawia się cała grupa wysłanników Ministerstwa Magii.<br />
<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Myślałem, że wykaże się większą wdzięcznością, wiesz?</span> — przyznał po chwili, stukając palcami o boczną część szkatuły. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uwiązanie na cmentarzu może nie jest idealnym rozwiązaniem, ale przynajmniej nie została odesłana prosto do Limbo.</span> — Ponownie westchnął przeciągle. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mam nadzieję, że te kilka miesięcy sprawi, że przemyśli sobie to wszystko. Kto wie, może spokornieje na tyle, aby Ministerstwo zgodziło się na jakieś jej dalsze wycieczki.</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>—04/10/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Cmentarz pod Glasgow, Wyspy Brytyjskie</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Sebastian Macmillan &amp; Brenna Longbottom</span></h1><br />
<br />
<div class="divek">Zamknięcie pani Turpin w kontenerze transportwym miało być zadaniem dość prostym. Przygotowane dla niej naczynie zostało kilkukrotnie sprawdzone przez trzyosobową komisję, a spisany w ramach tego spotkania protokół nie wykazał na tym etapie żadnych nieprawidłowości. Macmillana w ogóle to nie zdziwiło; była to w końcu sztuka wykonana na zlecenie Ministerstwa Magii, a tego typu naczynia rzadko kiedy zawodziły. Wyjątki dotyczyły raczej słabo wykonanych masówek lub egzemplarzy znalezionych w miejscach opuszczonych i zapomnianych niż wyposażenia sponsorowanego przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.<br />
<br />
Narzędzie nie było problemem. Podobnie jak nie był nim brak obycia egzorcysty z korzystaniem z tego typu urządzeń. Prawdziwą trudnością było przekazanie duchowi kobiety decyzji podjętej przez władzę. Z perspektywy czasu do Sebastiana dotarło, że może trzeba było podejść do tego trochę bardziej... bezceremonialnie. Bądź co bądź, Turpin udowodniła, że potrafi być nieco... chaotyczna... w swoich działaniach.<br />
<br />
Tym razem nie było inaczej. Powiedzieć, że wpadła w histerię, to jakby nie powiedzieć nic. Duch rzucał się na wszystkie strony, próbował wtargnąć do sąsiednich kamienic, złorzeczył na ''puszczalskie latawice'' z okolicy, a nawet wychłodził chodnik na tyle, aby zmienił się w ślizgawkę, co zapewne miało sprawić, aby Sebastian i jego ekipa wylądowali w szpitalu z połamanymi nogami. Dla Macmillana skończyło się to jedynie <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">siniakiem pod okiem</span>, który nabył, gdy urzędniczka próbowała złapać równowagę na lodzie i uderzyła go łokciem w twarz. Na szczęście niedługo później, dzięki kilku mocnym zaklęciom rozpraszającym pracownikom Wydziału Duchów udało się zagonić Turpin w ślepy zaułek i zatrzasnąć ją w srebrnej szkatule.<br />
<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">(…) I to by było na tyle. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie powinienem schować jej w jakimś magazynie albo ministerialnych biurze rzeczy znalezionych</span> — skończył swoją opowieść Sebastian, <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">odwracając się bokiem do Brenny, jakby chciał celowo wyeksponować otrzymane obrażenia</span>.<br />
<br />
Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Poza nim i panną Longbottom pośród grobów znajdowały się tylko dwie osoby: dwójka jego współpracowników - Alice i Damien - którzy kreślili na ziemi przy jednym z grobów skomplikowaną siatkę symboli, która miała stanowić podstawę ''więzienia'' madame Turpin. Ze względu na siniaki (bo okazało się, że to były dwa mniejsze, a nie jeden duży!) Macmillan zdecydował się zostawić tę część młodszym pracownikom. Dzięki temu miał okazję <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">ze szczegółami</span> opowiedzieć o całej przygodzie Brennie z którą spotkał się dopiero po przybyciu na cmentarz.<br />
<br />
W gruncie rzeczy nie mieli na razie zbyt wiele do roboty, dopóki runy nie zostaną nakreślone. To był mały cmentarz czarodziejów za Glasgow w Szkocji. Ryzyko, że wpadną tutaj na jakichś niespodziewanych gości, było minimalne, bo musieliby trafić na wyjątkowo bystrego mugola, któremu udałoby się jakoś przedrzeć przez narzucone na to miejsce zaklęcia zwodzące i inne środki anty-mugolskie. A czarodzieje? Cóż, czarodzieje wiedzieli, że lepiej trzymać się na dystans, kiedy w jednym miejscu zjawia się cała grupa wysłanników Ministerstwa Magii.<br />
<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Myślałem, że wykaże się większą wdzięcznością, wiesz?</span> — przyznał po chwili, stukając palcami o boczną część szkatuły. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uwiązanie na cmentarzu może nie jest idealnym rozwiązaniem, ale przynajmniej nie została odesłana prosto do Limbo.</span> — Ponownie westchnął przeciągle. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mam nadzieję, że te kilka miesięcy sprawi, że przemyśli sobie to wszystko. Kto wie, może spokornieje na tyle, aby Ministerstwo zgodziło się na jakieś jej dalsze wycieczki.</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>