<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Edynburg]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2026 00:52:32 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[jesień 1972, 29 września, edynburg]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5731</link>
			<pubDate>Sun, 15 Feb 2026 16:33:14 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=172">Peregrinus Trelawney</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5731</guid>
			<description><![CDATA[Peregrinus łatwo zakochał się w marzeniu Dolohova i oddał w pełni obsesji stworzenia akademii, jakby myśl była jego własna. Satysfakcją było patrzeć, jak fragmenty ich indywidualnych starań stopniowo zszywają się w projekt, który nabierał pierwszych wyraźniejszych kształtów. I Trelawney był tam od początku: wlany w sam fundament instytutu, sunął palcami po każdej dokładanej cegiełce, nawet jeśli nie on ją wmurowywał. Do Praw Czasu przyszedł, gdy od dawna już funkcjonowały. Teraz miał szansę od samego początku uczestniczyć w stwarzaniu projektu Vasilija Dolohova — projektu większego niż ten zakład, który wydawał się zacisznym kątem w porównaniu do gmachu, w którym mieli zebrać dziesiątki specjalistów i setki studentów. <br />
Peregrinus był zakochany w projekcie, lecz w pierwszej kolejności zakochany w mężczyźnie, który stał za nim — bo to czułość dla tego jednego mężczyzny, chęć wspierania go oraz uczestniczenia w jego marzeniu sprawiła, że tak szybko i tak bezwzględnie się w to zaangażował. Nawet mimo horrorów Spalonej Nocy, mógł powiedzieć, że był to jeden z najlepszych okresów jego życia — miał u boku towarzysza, z którym dzielił plan i serce. Po latach ponurego zawieszenia, wreszcie zmierzał gdzieś i z kimś, i sam dziwił się, ile dodało mu to sił.<br />
Tego popołudnia mieli rozstawać się właśnie w drzwiach biblioteki Praw Czasu, gdzie ostatnie intensywne godziny spędzili, planując i dyskutując kolejne tematy wokół instytutu. Obaj mieli na ten dzień jeszcze po kilka zadań, nad którymi mieli pracować oddzielnie, lecz — zamiast iść w swoją stronę — Peregrin podążył za Vakelem. Po twarzy błądził mu słabo skrywany uśmiech, który wróż próbował odgonić, patrząc na boki, na tapetę w korytarzu i na wszystko, co po drodze między gabinetem Dolohova a biblioteką. Pozostał przy tym tajemniczo cichy — w ten sposób, o którym Vasilij wiedzieć już mógł, że prędzej czy później cisza zostanie przerwana i objaśniona. I tak też się stało:<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wygląda na to, że weekend znalazł cię dziś wcześniej, drogi</span> — zauważył, gdy Vakel dotarł do swojego gabinetu. Sam Peregrinus zatrzymał się w progu oparty o futrynę drzwi, nie kryjąc dłużej zadowolenia.<br />
Cokolwiek miał na ten dzień w agendzie Vasilij — elementy programu nauczania? listy do badaczy, których myślał zatrudnić? rozdział statutu akademii? — to czekało już na niego na biurku dopięte na ostatni guzik. <br />
Nic w Dolohovie nie pociągało Peregrinusa tak mocno jak intelekt, a oglądanie owoców pracy wykonanej za tym biurkiem w gabinecie pozwalało wejrzeć w to, jak jasnowidz myśli i planuje. Lecz jakże przyjemnie od czasu do czasu pobyć wyłącznym punktem zainteresowania wybitnego umysłu — zazdrośnie wykraść go od wszystkich wielce zajmujących tajemnic akademickich i mieć tylko dla siebie na piątkowe popołudnie.<br />
<br />
!BINGO B1]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Peregrinus łatwo zakochał się w marzeniu Dolohova i oddał w pełni obsesji stworzenia akademii, jakby myśl była jego własna. Satysfakcją było patrzeć, jak fragmenty ich indywidualnych starań stopniowo zszywają się w projekt, który nabierał pierwszych wyraźniejszych kształtów. I Trelawney był tam od początku: wlany w sam fundament instytutu, sunął palcami po każdej dokładanej cegiełce, nawet jeśli nie on ją wmurowywał. Do Praw Czasu przyszedł, gdy od dawna już funkcjonowały. Teraz miał szansę od samego początku uczestniczyć w stwarzaniu projektu Vasilija Dolohova — projektu większego niż ten zakład, który wydawał się zacisznym kątem w porównaniu do gmachu, w którym mieli zebrać dziesiątki specjalistów i setki studentów. <br />
Peregrinus był zakochany w projekcie, lecz w pierwszej kolejności zakochany w mężczyźnie, który stał za nim — bo to czułość dla tego jednego mężczyzny, chęć wspierania go oraz uczestniczenia w jego marzeniu sprawiła, że tak szybko i tak bezwzględnie się w to zaangażował. Nawet mimo horrorów Spalonej Nocy, mógł powiedzieć, że był to jeden z najlepszych okresów jego życia — miał u boku towarzysza, z którym dzielił plan i serce. Po latach ponurego zawieszenia, wreszcie zmierzał gdzieś i z kimś, i sam dziwił się, ile dodało mu to sił.<br />
Tego popołudnia mieli rozstawać się właśnie w drzwiach biblioteki Praw Czasu, gdzie ostatnie intensywne godziny spędzili, planując i dyskutując kolejne tematy wokół instytutu. Obaj mieli na ten dzień jeszcze po kilka zadań, nad którymi mieli pracować oddzielnie, lecz — zamiast iść w swoją stronę — Peregrin podążył za Vakelem. Po twarzy błądził mu słabo skrywany uśmiech, który wróż próbował odgonić, patrząc na boki, na tapetę w korytarzu i na wszystko, co po drodze między gabinetem Dolohova a biblioteką. Pozostał przy tym tajemniczo cichy — w ten sposób, o którym Vasilij wiedzieć już mógł, że prędzej czy później cisza zostanie przerwana i objaśniona. I tak też się stało:<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wygląda na to, że weekend znalazł cię dziś wcześniej, drogi</span> — zauważył, gdy Vakel dotarł do swojego gabinetu. Sam Peregrinus zatrzymał się w progu oparty o futrynę drzwi, nie kryjąc dłużej zadowolenia.<br />
Cokolwiek miał na ten dzień w agendzie Vasilij — elementy programu nauczania? listy do badaczy, których myślał zatrudnić? rozdział statutu akademii? — to czekało już na niego na biurku dopięte na ostatni guzik. <br />
Nic w Dolohovie nie pociągało Peregrinusa tak mocno jak intelekt, a oglądanie owoców pracy wykonanej za tym biurkiem w gabinecie pozwalało wejrzeć w to, jak jasnowidz myśli i planuje. Lecz jakże przyjemnie od czasu do czasu pobyć wyłącznym punktem zainteresowania wybitnego umysłu — zazdrośnie wykraść go od wszystkich wielce zajmujących tajemnic akademickich i mieć tylko dla siebie na piątkowe popołudnie.<br />
<br />
!BINGO B1]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[06 VI 1972] Zadyma meczowa || Stanley, Sauriel & Anthony]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2190</link>
			<pubDate>Thu, 02 Nov 2023 12:57:32 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=216">Stanley Andrew Borgin</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2190</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">6 czerwca 1972, późny wieczór</span><br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">stadion Gargulców z Edynburga - Edynburg, Szkocja</span><br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">Stanley Andrew Borgin, Anthony Ian Borgin &amp; Sauriel Rookwood</span><br />
<span style="font-size: large;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zadyma meczowa, czyli burda na stadionie</span></span></div>
<br />
<br />
<p>Minęło już dobre 20 minut od rozpoczęcia meczu. Według ich uprzednich ustaleń, Tosiek miał w najlepsze siedzieć na stadionie i kibicować komu tam mu się żywnie podobało, a nawet nie kibicować tylko po prostu być i pilnować czasu. Mieli 10 minut zanim jego kuzyn miał wyciągnąć Kaidena do nich na sam dół aby mogli się z nim rozliczyć. I nie chodziło tutaj wcale o żadne kwestie finansowe, a pewnego rodzaju porachunki.</p>
<p>Aportowali się razem z Saurielem do budynku nieopodal stadionu Gargulców. Na całe szczęście nie było daleko stąd do miejsca zbiórki. Raptem kilka kroków i będą na miejscu. Większość osób była już na meczu, co sugerował jazgot donoszący się z trybun. Nikogo tutaj nie było - spokój jak makiem zasiał ale chyba nikt z kibiców nie spodziewał się, że jest to tylko cisza przed burzą.</p>
<p>Stali tak z Saurielem i właśnie zabierali się do realizacji pierwszego punktu ich planu - blokady kominka. Potrzebowali kupić sobie wystarczająco dużo czasu, aby w razie jakichś niepowodzeń, szkoccy Aurorzy mieli dłuższą drogę do pokonania aby ich ewentualnie pochwycić - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zablokujesz?</span> - zapytał przyjaciela - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ja nam przy wieży transmutuję szaty i maski z płaszczy... Później przemkniemy przy drzewach do wieży i będziemy oczekiwać na T</span> - dodał, przekręcając oczami na samą myśl, że Tosiek nie miał jeszcze kurwa żadnego pseudonimu po którym mogli się do niego zwracać. Czy to było takie ciężkie? Czy on naprawdę nie był w stanie otworzyć atlasu ze zwierzętami i sobie wybrać któreś z nich? Jak tak dalej pójdzie to Stanley będzie zmuszony to zrobić za niego.</p>
<p>Borgin wierzył, że Rookwood poradzi sobie z blokadą tego kominka, wszak nie było to przecież nic trudnego, a Sauriel był przecież trochę lepszym czarumarodziejem w tej kwestii od samego Staszka. To była po prostu odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mógłby Pardusa nazwać murarzem, tynkarzem, akrobatą i wcale by się nie pomylił w tej kwestii, ponieważ ten musiał właśnie zamurować ten kominek.</p>
<p>Po krótkiej chwili wyszedł z budynku i rozejrzał się po okolicy. Bez trudu dojrzał toczący się pojedynek na stadionie. Zaraz udało się też usłyszeć gromki wiwat, sugerujący, że ktoś mógł właśnie zdobyć kilka punktów dla swojej drużyny. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ciekawe czy to drużyna Kaidena...</span> zastanawiał się ale szybko zaniechał dalsze rozmyślanie nad tym tematem, ponieważ ruszył w kierunku drzew. Tak jak zapowiedział Saurielowi, tak miał zamiar to zrobić - przygotować im odpowiedni ubiór do tej akcji.</p>
<p>I jeżeli czar się powiódł, miał zamiar ruszyć na miejsce zbiórki - pod wieżę, gdzie mieli się zaraz spotkać. Jeżeli mu się nie powiodło, to nie był na tyle głupi aby nie spróbować tego zrobić jeszcze raz. Wierzył, że i Tośkowi jego część pójdzie gładko. W końcu był specjalistą w tych swoich urokach.</p>
<br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rzuty na przemianę płaszczy w szaty i maski. Korzystam z <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">transmutacji</span>.</span></span><br />
[roll=N]<br />
[roll=N]<br />
[roll=N]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">6 czerwca 1972, późny wieczór</span><br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">stadion Gargulców z Edynburga - Edynburg, Szkocja</span><br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">Stanley Andrew Borgin, Anthony Ian Borgin &amp; Sauriel Rookwood</span><br />
<span style="font-size: large;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zadyma meczowa, czyli burda na stadionie</span></span></div>
<br />
<br />
<p>Minęło już dobre 20 minut od rozpoczęcia meczu. Według ich uprzednich ustaleń, Tosiek miał w najlepsze siedzieć na stadionie i kibicować komu tam mu się żywnie podobało, a nawet nie kibicować tylko po prostu być i pilnować czasu. Mieli 10 minut zanim jego kuzyn miał wyciągnąć Kaidena do nich na sam dół aby mogli się z nim rozliczyć. I nie chodziło tutaj wcale o żadne kwestie finansowe, a pewnego rodzaju porachunki.</p>
<p>Aportowali się razem z Saurielem do budynku nieopodal stadionu Gargulców. Na całe szczęście nie było daleko stąd do miejsca zbiórki. Raptem kilka kroków i będą na miejscu. Większość osób była już na meczu, co sugerował jazgot donoszący się z trybun. Nikogo tutaj nie było - spokój jak makiem zasiał ale chyba nikt z kibiców nie spodziewał się, że jest to tylko cisza przed burzą.</p>
<p>Stali tak z Saurielem i właśnie zabierali się do realizacji pierwszego punktu ich planu - blokady kominka. Potrzebowali kupić sobie wystarczająco dużo czasu, aby w razie jakichś niepowodzeń, szkoccy Aurorzy mieli dłuższą drogę do pokonania aby ich ewentualnie pochwycić - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zablokujesz?</span> - zapytał przyjaciela - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ja nam przy wieży transmutuję szaty i maski z płaszczy... Później przemkniemy przy drzewach do wieży i będziemy oczekiwać na T</span> - dodał, przekręcając oczami na samą myśl, że Tosiek nie miał jeszcze kurwa żadnego pseudonimu po którym mogli się do niego zwracać. Czy to było takie ciężkie? Czy on naprawdę nie był w stanie otworzyć atlasu ze zwierzętami i sobie wybrać któreś z nich? Jak tak dalej pójdzie to Stanley będzie zmuszony to zrobić za niego.</p>
<p>Borgin wierzył, że Rookwood poradzi sobie z blokadą tego kominka, wszak nie było to przecież nic trudnego, a Sauriel był przecież trochę lepszym czarumarodziejem w tej kwestii od samego Staszka. To była po prostu odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mógłby Pardusa nazwać murarzem, tynkarzem, akrobatą i wcale by się nie pomylił w tej kwestii, ponieważ ten musiał właśnie zamurować ten kominek.</p>
<p>Po krótkiej chwili wyszedł z budynku i rozejrzał się po okolicy. Bez trudu dojrzał toczący się pojedynek na stadionie. Zaraz udało się też usłyszeć gromki wiwat, sugerujący, że ktoś mógł właśnie zdobyć kilka punktów dla swojej drużyny. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ciekawe czy to drużyna Kaidena...</span> zastanawiał się ale szybko zaniechał dalsze rozmyślanie nad tym tematem, ponieważ ruszył w kierunku drzew. Tak jak zapowiedział Saurielowi, tak miał zamiar to zrobić - przygotować im odpowiedni ubiór do tej akcji.</p>
<p>I jeżeli czar się powiódł, miał zamiar ruszyć na miejsce zbiórki - pod wieżę, gdzie mieli się zaraz spotkać. Jeżeli mu się nie powiodło, to nie był na tyle głupi aby nie spróbować tego zrobić jeszcze raz. Wierzył, że i Tośkowi jego część pójdzie gładko. W końcu był specjalistą w tych swoich urokach.</p>
<br />
<br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rzuty na przemianę płaszczy w szaty i maski. Korzystam z <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">transmutacji</span>.</span></span><br />
[roll=N]<br />
[roll=N]<br />
[roll=N]]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>