<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Cork]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2026 16:01:08 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72, 14.09 zamek w Cork | Vernon & Anthony]]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6258</link>
			<pubDate>Thu, 06 Aug 2026 12:43:16 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=435">Anthony Shafiq</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6258</guid>
			<description><![CDATA[<h1>—14/09/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Irlandia, Cork</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Vernon Mulciber &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/BHyV4np.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: BHyV4np.jpeg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I have no store<br />
Of gryphon-guarded gold;<br />
   Now, as before,<br />
Bare is the shepherd’s fold.<br />
   Rubies nor pearls<br />
Have I to gem thy throat;<br />
   Yet woodland girls<br />
Have loved the shepherd’s note.<br />
<br />
   Then pluck a reed<br />
And bid me sing to thee,<br />
   For I would feed<br />
Thine ears with melody,<br />
   Who art more fair<br />
Than fairest fleur-de-lys,<br />
   More sweet and rare<br />
Than sweetest ambergris.<br />
<br />
   What dost thou fear?<br />
Young Hyacinth is slain,<br />
   Pan is not here,<br />
And will not come again.<br />
   No hornèd Faun<br />
Treads down the yellow leas,<br />
   No God at dawn<br />
Steals through the olive trees.<br />
<br />
   Hylas is dead,<br />
Nor will he e’er divine<br />
   Those little red<br />
Rose-petalled lips of thine.<br />
   On the high hill<br />
No ivory dryads play,<br />
   Silver and still<br />
Sinks the sad autumn day.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Muzyka snuła się korytarzami przestronnego irlandzkiego zamku, dopełniając poblaski mlecznego księżyca przebijające się przez ażurowe zasłony nocnego, pochmurnego nieba. <a href="https://www.youtube.com/watch?v=SKd0VII-l3A&amp;list=RDSKd0VII-l3A&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Słodkie brzmienie skrzypiec</a> lśniło, rozlewając się czule po miękkiej poduszce łagodnych nocnych kropel fortepianowych kaskad tkanych wytchnieniem po zbyt długim dniu. <br />
<br />
Anthony dokładał wszelkich starań by nie cierpieć przy każdym chybieniu, kiedy jego palce ześlizgiwały się po bieli i czerni klawiszy wystawnego fortepianu ustawionego w jednym z salonów posiadłości. Byli tylko parą mężczyzn próbujących wypowiedzieć smutek myślą i wrażliwością przełomu wieków. Impresja i nieuchwytość pozwalała się dookreślić romantycznej linii, po to by móc powiedzieć niewypowiedziane. Obaj robili to z miłości do muzyki, dla zabicia czasu, bez profesjonalnego zadęcia czy rutyny. Dla Shafiq'a było jednak jasne, że stojący obok niego jasnowłosy młodzian był o wiele zdolniejszy, a jego rodzice o wiele przychylniejszym okiem spoglądali przed laty, na naukę gry. Spychał jednak to wrażenie w tło, dla samej przyjemności obcowania z muzyką, zwłaszcza teraz, zwłaszcza dziś.<br />
<br />
W Cork nie pachniało Spaloną Nocą, zadra łaskawie ominęła te przestrzenie, a Anthony mógł w końcu rozluźnić się i nie sprawdzać co chwila czy popiół po raz kolejny nie dewastował jego wyważonej, doskonale zaprojektowanej powłoki. Doprawdy, Rosierzy powinni opracować w końcu szaty odpychające wszelki bród. Poduszki, które przynoszą tylko spokój, uniemożliwiając koszmarom dostać się do jaźni. Powinni, powinni…<br />
<br />
Skończyli grać, a on utkwił zwilżone spojrzenie szarych, zmęczonych oczu w dłoniach, przez moment widząc czerń magicznej farby, która dawno została odczyszczona specjalnym, ofiarowanym przez Prewetta preparatem. Lekko nadgryzł wargę, powstrzymując drżenie i emocjonalną falę, którą mógł przywołać w nim zapomniany na kilka tygodni intrument. Ćwiczył. Na prawdę ćwiczył. Ale od miesiąca miał tak mało czasu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Powiadasz więc, że zostajesz na wyspach na dłużej? Nie ukrywam, że dobrze mi to słyszeć Vernonie. Barwa twoich skrzypiec jest dla mnie niesamowitą inspiracją do poprawienia własnej techniki. Musimy zacząć spotykać się regularnie.</span> – Podniósł głowę ku gospodarzowi, ciepłe światło bijące od rozpalonego kominka przyjemnie zmiękczało jego rysy. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Powiedz mi… chcę wiedzieć nad czym pracujesz obecnie?</span> – dodał nieco rozbawiony tym układem dwóch graczy, którzy jak para księżyców, nie lubili przyznawać się do tej nieoświetlonej przez słońce części swojej działalności. Bywały czasy, gdy oboje mieli okazję poznać ją wzajem o wiele bliżej, Anthony nie chciał jednak w żadnej mierze przemocą wymuszać zwierzeń. Złapał zamiast tego za butelkę czerwonego wina, która zdążyła już odetchnąć podczas ich gry i wprawnie rozlał karminową czerwień do kryształów. Był już tego dnia na pogrzebie. Byłby wdzięczny losowi, gdyby domknięcie tej doby w towarzystwie dawnego i - kto wie - przyszłego kontrahenta, było miłe. Lekkie. Powierzchowne. <br />
<br />
Być może więc nie powinien przynosić ze sobą butelki mugolskiego wina ze swojej całkiem pozbawionej magii hiszpańskiej winnicy. Nieświadomość pozostawała definicją szcżęścia, nie zamierzał więc tego aspektu trunku precyzować. Jego głęboki, korzenny, niosący rozpacz i cierpkość finiszowaną na podniebieniu nuta wanilii i dekadencji ciemnej czekolady powinna obronić się sama. Taką przynajmniej miał nadzieję.</div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>—14/09/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Irlandia, Cork</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Vernon Mulciber &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/BHyV4np.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: BHyV4np.jpeg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I have no store<br />
Of gryphon-guarded gold;<br />
   Now, as before,<br />
Bare is the shepherd’s fold.<br />
   Rubies nor pearls<br />
Have I to gem thy throat;<br />
   Yet woodland girls<br />
Have loved the shepherd’s note.<br />
<br />
   Then pluck a reed<br />
And bid me sing to thee,<br />
   For I would feed<br />
Thine ears with melody,<br />
   Who art more fair<br />
Than fairest fleur-de-lys,<br />
   More sweet and rare<br />
Than sweetest ambergris.<br />
<br />
   What dost thou fear?<br />
Young Hyacinth is slain,<br />
   Pan is not here,<br />
And will not come again.<br />
   No hornèd Faun<br />
Treads down the yellow leas,<br />
   No God at dawn<br />
Steals through the olive trees.<br />
<br />
   Hylas is dead,<br />
Nor will he e’er divine<br />
   Those little red<br />
Rose-petalled lips of thine.<br />
   On the high hill<br />
No ivory dryads play,<br />
   Silver and still<br />
Sinks the sad autumn day.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Muzyka snuła się korytarzami przestronnego irlandzkiego zamku, dopełniając poblaski mlecznego księżyca przebijające się przez ażurowe zasłony nocnego, pochmurnego nieba. <a href="https://www.youtube.com/watch?v=SKd0VII-l3A&amp;list=RDSKd0VII-l3A&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Słodkie brzmienie skrzypiec</a> lśniło, rozlewając się czule po miękkiej poduszce łagodnych nocnych kropel fortepianowych kaskad tkanych wytchnieniem po zbyt długim dniu. <br />
<br />
Anthony dokładał wszelkich starań by nie cierpieć przy każdym chybieniu, kiedy jego palce ześlizgiwały się po bieli i czerni klawiszy wystawnego fortepianu ustawionego w jednym z salonów posiadłości. Byli tylko parą mężczyzn próbujących wypowiedzieć smutek myślą i wrażliwością przełomu wieków. Impresja i nieuchwytość pozwalała się dookreślić romantycznej linii, po to by móc powiedzieć niewypowiedziane. Obaj robili to z miłości do muzyki, dla zabicia czasu, bez profesjonalnego zadęcia czy rutyny. Dla Shafiq'a było jednak jasne, że stojący obok niego jasnowłosy młodzian był o wiele zdolniejszy, a jego rodzice o wiele przychylniejszym okiem spoglądali przed laty, na naukę gry. Spychał jednak to wrażenie w tło, dla samej przyjemności obcowania z muzyką, zwłaszcza teraz, zwłaszcza dziś.<br />
<br />
W Cork nie pachniało Spaloną Nocą, zadra łaskawie ominęła te przestrzenie, a Anthony mógł w końcu rozluźnić się i nie sprawdzać co chwila czy popiół po raz kolejny nie dewastował jego wyważonej, doskonale zaprojektowanej powłoki. Doprawdy, Rosierzy powinni opracować w końcu szaty odpychające wszelki bród. Poduszki, które przynoszą tylko spokój, uniemożliwiając koszmarom dostać się do jaźni. Powinni, powinni…<br />
<br />
Skończyli grać, a on utkwił zwilżone spojrzenie szarych, zmęczonych oczu w dłoniach, przez moment widząc czerń magicznej farby, która dawno została odczyszczona specjalnym, ofiarowanym przez Prewetta preparatem. Lekko nadgryzł wargę, powstrzymując drżenie i emocjonalną falę, którą mógł przywołać w nim zapomniany na kilka tygodni intrument. Ćwiczył. Na prawdę ćwiczył. Ale od miesiąca miał tak mało czasu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Powiadasz więc, że zostajesz na wyspach na dłużej? Nie ukrywam, że dobrze mi to słyszeć Vernonie. Barwa twoich skrzypiec jest dla mnie niesamowitą inspiracją do poprawienia własnej techniki. Musimy zacząć spotykać się regularnie.</span> – Podniósł głowę ku gospodarzowi, ciepłe światło bijące od rozpalonego kominka przyjemnie zmiękczało jego rysy. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Powiedz mi… chcę wiedzieć nad czym pracujesz obecnie?</span> – dodał nieco rozbawiony tym układem dwóch graczy, którzy jak para księżyców, nie lubili przyznawać się do tej nieoświetlonej przez słońce części swojej działalności. Bywały czasy, gdy oboje mieli okazję poznać ją wzajem o wiele bliżej, Anthony nie chciał jednak w żadnej mierze przemocą wymuszać zwierzeń. Złapał zamiast tego za butelkę czerwonego wina, która zdążyła już odetchnąć podczas ich gry i wprawnie rozlał karminową czerwień do kryształów. Był już tego dnia na pogrzebie. Byłby wdzięczny losowi, gdyby domknięcie tej doby w towarzystwie dawnego i - kto wie - przyszłego kontrahenta, było miłe. Lekkie. Powierzchowne. <br />
<br />
Być może więc nie powinien przynosić ze sobą butelki mugolskiego wina ze swojej całkiem pozbawionej magii hiszpańskiej winnicy. Nieświadomość pozostawała definicją szcżęścia, nie zamierzał więc tego aspektu trunku precyzować. Jego głęboki, korzenny, niosący rozpacz i cierpkość finiszowaną na podniebieniu nuta wanilii i dekadencji ciemnej czekolady powinna obronić się sama. Taką przynajmniej miał nadzieję.</div></div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>