<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Manchester]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Thu, 05 Nov 2026 13:03:54 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[25.10.72] Madchester]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6477</link>
			<pubDate>Sat, 26 Sep 2026 21:14:57 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=634">Zenon Kozioł</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=6477</guid>
			<description><![CDATA[[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=59qqivi[/inny avek]<br />
<span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font"><div id="dataa" class="mycode_b">25/10/72<br />
klub pracowniczy</div>
<br />
Powietrze w lokalu było szare. Klientela wnosiła ze sobą jeszcze więcej tej szarości. Pracownicy okolicznej fabryki: odziani w szare ogrodniczki, brzuchaci albo wyniszczeni. Szare twarze, krzywo ogolone zarosty. Czapki przykrywały łysiny. Podkrążone oczy, ziewali. Śmierdzieli dymem, byli wymęczeni pracą. Siadali do żarcia i do piwa. Przeliczali pieniądze w portfelach.<br />
Pomimo ich obecności lokal zionął pustką. No proszę. Zenek tak się już przyzwyczaił do tego, że sprzęty w Rejwachu nieustannie do niego gadały, że w mugolskim klubie społecznym słyszał tylko… pustkę. Na ścianie była tylko tablica korkowa z ofertami zatrudnienia. Kartki trzepotały za każdym razem, gdy robole przechodzili obok nich, stąpali ciężkimi butami.<br />
Tym razem mieli na co patrzeć, między kotletem a kolejnym piwem. No chyba nie na Zenka. Zenek się uwijał przy ścianie, ogarniał równocześnie syntezator, mikser i nagłośnienie. Ale tu, obok niego. Na tym samym podwyższeniu, ale zupełnie bardziej z przodu.<br />
Tak. Okazuje się, że o wiele łatwiej było o fuchę, kiedy Zenek ustawił obok siebie piękną laskę do śpiewania. Jak jeszcze przywdziewała kusą spódniczkę, to było zajebiście. Pracodawcy byli zachwyceni.<br />
Czy Tonyę równie desperacko ciągnęło do grania w klubach, tego Zenek nie mógł wiedzieć. Kwestia jej <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">tak</span> pozostawała zatem tajemnicą.<br />
<br />
Powiedziała coś do mikrofonu. Zimne lampy oświetlały kartoflane twarze tak łaskawie, jak tylko potrafiły. Sprzęt wokół ledwo zipał, ale Zenek walczył z nim, jak mógł, wtykając we wtyczki i przewody kable własnego instrumentu, byle tylko wzmacniacz należący do lokalu zadziałał, jak należy. A robole gapili się, bez słowa zachęty, choć z niezaprzeczalnym zainteresowaniem. O, ktoś zagwizdał. Jakiś chudy koleś z tyłu, prężył kościsty łokieć w górze. Dziękujemy.<br />
Jarzeniówka zamigotała w jednej z lamp nad nimi. Głośnik zamigotał, <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">bzzt bzzt</span>, to statyka elektroniczna. Włosy na rękach Zenka stanęły. Poprawił kable przy sprzęcie i wyprostował się do grania. And one, two, and one two three…<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">BZZZZZZZT</span><br />
Mikrofon odpadł pierwszy. Tonya śpiewała do siebie. Pierwsze słowa lirycznej piosenki trafiały do mikrofonu, który zdecydowanie tego nie oddawał na salę. Najlepiej to słyszał ją Zenek, bo najbliżej. Potem wysiadły sprzęty dookoła niego. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Osz kurwa, a jak przeładowałem sieć?</span>, rozległo się w głowie Zenka, wyjątkowo pustej ze względu na brak pogłosu magicznych urządzeń. Jego zabaweczka jeszcze dychała, bo przecież ją podrasował. Mugolski wzmacniacz jednak wysiadł, tak samo jak głośniki, a więc dźwięk nie miał gdzie się udać. Z postępującym szaleństwem w oczach uderzał klawisze.<br />
Potem poszła już cała sala. Lampeczki i lampy na ścianach, żyrandole na suficie, wszystko zaczęło gasnąć po kolei, spowijając zimny beton ciemnością. Przeciągłe mruki niezadowolenia rozległy się ze stolików.<br />
O mamusiu.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=59qqivi[/inny avek]<br />
<span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font"><div id="dataa" class="mycode_b">25/10/72<br />
klub pracowniczy</div>
<br />
Powietrze w lokalu było szare. Klientela wnosiła ze sobą jeszcze więcej tej szarości. Pracownicy okolicznej fabryki: odziani w szare ogrodniczki, brzuchaci albo wyniszczeni. Szare twarze, krzywo ogolone zarosty. Czapki przykrywały łysiny. Podkrążone oczy, ziewali. Śmierdzieli dymem, byli wymęczeni pracą. Siadali do żarcia i do piwa. Przeliczali pieniądze w portfelach.<br />
Pomimo ich obecności lokal zionął pustką. No proszę. Zenek tak się już przyzwyczaił do tego, że sprzęty w Rejwachu nieustannie do niego gadały, że w mugolskim klubie społecznym słyszał tylko… pustkę. Na ścianie była tylko tablica korkowa z ofertami zatrudnienia. Kartki trzepotały za każdym razem, gdy robole przechodzili obok nich, stąpali ciężkimi butami.<br />
Tym razem mieli na co patrzeć, między kotletem a kolejnym piwem. No chyba nie na Zenka. Zenek się uwijał przy ścianie, ogarniał równocześnie syntezator, mikser i nagłośnienie. Ale tu, obok niego. Na tym samym podwyższeniu, ale zupełnie bardziej z przodu.<br />
Tak. Okazuje się, że o wiele łatwiej było o fuchę, kiedy Zenek ustawił obok siebie piękną laskę do śpiewania. Jak jeszcze przywdziewała kusą spódniczkę, to było zajebiście. Pracodawcy byli zachwyceni.<br />
Czy Tonyę równie desperacko ciągnęło do grania w klubach, tego Zenek nie mógł wiedzieć. Kwestia jej <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">tak</span> pozostawała zatem tajemnicą.<br />
<br />
Powiedziała coś do mikrofonu. Zimne lampy oświetlały kartoflane twarze tak łaskawie, jak tylko potrafiły. Sprzęt wokół ledwo zipał, ale Zenek walczył z nim, jak mógł, wtykając we wtyczki i przewody kable własnego instrumentu, byle tylko wzmacniacz należący do lokalu zadziałał, jak należy. A robole gapili się, bez słowa zachęty, choć z niezaprzeczalnym zainteresowaniem. O, ktoś zagwizdał. Jakiś chudy koleś z tyłu, prężył kościsty łokieć w górze. Dziękujemy.<br />
Jarzeniówka zamigotała w jednej z lamp nad nimi. Głośnik zamigotał, <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">bzzt bzzt</span>, to statyka elektroniczna. Włosy na rękach Zenka stanęły. Poprawił kable przy sprzęcie i wyprostował się do grania. And one, two, and one two three…<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">BZZZZZZZT</span><br />
Mikrofon odpadł pierwszy. Tonya śpiewała do siebie. Pierwsze słowa lirycznej piosenki trafiały do mikrofonu, który zdecydowanie tego nie oddawał na salę. Najlepiej to słyszał ją Zenek, bo najbliżej. Potem wysiadły sprzęty dookoła niego. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Osz kurwa, a jak przeładowałem sieć?</span>, rozległo się w głowie Zenka, wyjątkowo pustej ze względu na brak pogłosu magicznych urządzeń. Jego zabaweczka jeszcze dychała, bo przecież ją podrasował. Mugolski wzmacniacz jednak wysiadł, tak samo jak głośniki, a więc dźwięk nie miał gdzie się udać. Z postępującym szaleństwem w oczach uderzał klawisze.<br />
Potem poszła już cała sala. Lampeczki i lampy na ścianach, żyrandole na suficie, wszystko zaczęło gasnąć po kolei, spowijając zimny beton ciemnością. Przeciągłe mruki niezadowolenia rozległy się ze stolików.<br />
O mamusiu.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[12.10.72, ranek] Nie do pary]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5888</link>
			<pubDate>Tue, 24 Mar 2026 08:40:03 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=24">Brenna Longbottom</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5888</guid>
			<description><![CDATA[Bar miał być czarodziejski, ale Brenna tak na wszelki wypadek dała Dorze rękawiczki, szalik i czapkę. Jesień tego roku była chłodna i deszczowa, nikogo więc nie powinny zdziwić, a tu nie chodziło nawet o ukrywanie przed Borginami, co powinny umożliwić zmiana rysów i Manchester. Po prostu Bren wolała nie ryzykować, że jednak okaże się, że do pubu wpuszczano także mugoli, i kogoś zdziwią zielone plamy, które w październiku rozprzestrzeniły się na dłoniach Dory już na tyle, że ciężko było je ukryć.<br />
Może dobrze. Może to też była jakaś forma ukrywania przed Borginami. Latem Dora nie była jeszcze na to chora i dlatego Brenna nie walczyła z nią specjalnie w kwestii leczenia.<br />
Zerknęła na dziewczynę kontrolnie, gdy teleportowały się w ciemnej uliczce. Gdy pytała, czy może coś dla niej zrobić, ta chyba nie do końca zrozumiała pytanie, a Brenna postanowiła nie drążyć. Ale dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nawet ta wizyta musiała być krótka, bo po prostu dzisiaj musiała stawić się w pracy. Poświęcała chyba Dorze za mało czasu. Chociaż nie żeby ta była sama: przez Księżycowy Staw stale przewijali się ludzie. Tyle że było ich dużo, dużo mniej niż jeszcze pół roku temu przewijających się przez Warownię, która wprawdzie podnosiła się z gruzów, ale…<br />
…ale nawet jeśli odnowią wszystko, to przecież nie będzie już chyba nigdy to samo. Na pewno nie teraz. Może już nigdy. Chociaż Brenna chciała trzymać się nadziei, że będzie inaczej.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – O tym miejscu mówiłaś?</span> – spytała Brenna, wychylając się z zaułka, by spojrzeć na szyld pubu po drugiej stronie ulicy. Wyglądał zupełnie normalnie, przynajmniej w jej oczach, a chociaż gdy przesunęła spojrzeniem po ludziach, przechodzących obok, nikt nie patrzył w tamtą stronę… to równie dobrze mugole mogli go nie widzieć, jak zwyczajnie spieszyć się do pracy i nie zwracać uwagi na otoczenie. Miejsce niczym się nie wyróżniało i przywodziło jej skojarzenia z Dziurawym Kotłem, choć na pewno nie było ani tak duże, ani popularne, skoro nawet o nim nie słyszała.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Bar miał być czarodziejski, ale Brenna tak na wszelki wypadek dała Dorze rękawiczki, szalik i czapkę. Jesień tego roku była chłodna i deszczowa, nikogo więc nie powinny zdziwić, a tu nie chodziło nawet o ukrywanie przed Borginami, co powinny umożliwić zmiana rysów i Manchester. Po prostu Bren wolała nie ryzykować, że jednak okaże się, że do pubu wpuszczano także mugoli, i kogoś zdziwią zielone plamy, które w październiku rozprzestrzeniły się na dłoniach Dory już na tyle, że ciężko było je ukryć.<br />
Może dobrze. Może to też była jakaś forma ukrywania przed Borginami. Latem Dora nie była jeszcze na to chora i dlatego Brenna nie walczyła z nią specjalnie w kwestii leczenia.<br />
Zerknęła na dziewczynę kontrolnie, gdy teleportowały się w ciemnej uliczce. Gdy pytała, czy może coś dla niej zrobić, ta chyba nie do końca zrozumiała pytanie, a Brenna postanowiła nie drążyć. Ale dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nawet ta wizyta musiała być krótka, bo po prostu dzisiaj musiała stawić się w pracy. Poświęcała chyba Dorze za mało czasu. Chociaż nie żeby ta była sama: przez Księżycowy Staw stale przewijali się ludzie. Tyle że było ich dużo, dużo mniej niż jeszcze pół roku temu przewijających się przez Warownię, która wprawdzie podnosiła się z gruzów, ale…<br />
…ale nawet jeśli odnowią wszystko, to przecież nie będzie już chyba nigdy to samo. Na pewno nie teraz. Może już nigdy. Chociaż Brenna chciała trzymać się nadziei, że będzie inaczej.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – O tym miejscu mówiłaś?</span> – spytała Brenna, wychylając się z zaułka, by spojrzeć na szyld pubu po drugiej stronie ulicy. Wyglądał zupełnie normalnie, przynajmniej w jej oczach, a chociaż gdy przesunęła spojrzeniem po ludziach, przechodzących obok, nikt nie patrzył w tamtą stronę… to równie dobrze mugole mogli go nie widzieć, jak zwyczajnie spieszyć się do pracy i nie zwracać uwagi na otoczenie. Miejsce niczym się nie wyróżniało i przywodziło jej skojarzenia z Dziurawym Kotłem, choć na pewno nie było ani tak duże, ani popularne, skoro nawet o nim nie słyszała.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[02.08.1972] Manchester. Wywiad z krwiopijcą, Charles i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3521</link>
			<pubDate>Tue, 02 Jul 2024 20:26:13 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=449">Charles Mulciber</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3521</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">To nie jest szantaż. </span><br />
<br />
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.<br />
<br />
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.<br />
<br />
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.<br />
<br />
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Isaac? </span>- Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja, Charlie Mulciber! </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">To nie jest szantaż. </span><br />
<br />
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.<br />
<br />
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.<br />
<br />
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.<br />
<br />
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Isaac? </span>- Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja, Charlie Mulciber! </span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3269</link>
			<pubDate>Wed, 15 May 2024 23:12:24 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=435">Anthony Shafiq</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3269</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span> </div></div>
<br />
<h1>—31/07/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Anglia, Londyn</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Isaac Bagshot &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/Nr0Ojhi.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Nr0Ojhi.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rwałem dziś rano czereśnie,<br />
Ciemno-czerwone czereśnie,<br />
W ogrodzie było ćwierkliwie,<br />
Słonecznie, rośnie i wcześnie.<br />
<br />
Gałęzie, jak opryskane<br />
Dojrzałą wiśni jagodą,<br />
Zwieszały się omdlewając,<br />
Nad stawu odniebną wodą.<br />
<br />
Zwieszały się, omdlewając<br />
I myślą tonęły w stawie,<br />
A plamki słońca migały<br />
Na lśniącej, soczystej trawie.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Słońce było w zenicie już jakiś czas temu, kiedy pojawił się w domu Isaaca i ciężko było określić, który był bardziej zdziwiony swoją obecnością w tym miejscu. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?</span> – gładki głos zapytał uprzejmie. Nie rozglądał się po otoczeniu, już raz był tu i to kilka dni temu, gdy przeskoczył po stażystę, aby wesprzeć się dodatkowymi oczyma podczas rekonesansu domu oraz ewentualnie zaproponować swojemu przyjacielowi odrobinę rozrywki wynikającej z potoku słów, które Isaac wypluwał z siebie z taką urokliwą ochotą. Ich rozstanie prawdopodobnie nie przebiegło w przyjemnej atmosferze, choć pod tym względem Shafiq wyzbyty był głębszej refleksji i analizy, wszak dał do zrozumienia, że jak na razie chłopak nie miał się czego z jego strony obawiać. Nie miał przestrzeni, by zastanawiać się, czy to do niego dotarło, czy nie, tamtego dnia... Tamtego dnia był już zwyczajnie zmęczony. <br />
<br />
Ale dziś dzień był inny i Anthony był inny, co Isaac mógł zauważyć swoim przenikliwym oczkiem już od progu. Po bladej twarzy błąkał się nieobecny uśmiech, oczy miał lekko szkliste, nieco rozbiegane. Ubrany zwyczajnie po mugolsku, w lnianą białą koszulę i kremowe spodnie, błyszczał po oczach tylko złotym sygnetem na małym palcu lewej dłoni. Wyglądał jak sąsiad, który zajrzał po cukier, albo akwizytor, który zapomniał teczki ze swoim towarem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To zajmie tylko moment. Przyszedłem po... </span>– umilkł szukając odpowiedniego określenia. Przychodziło mu całkiem zgrabne francuskie słowo, włoski idiom i dwa wietnamskie stwierdzenia na to, o co chciał prosić. Rozmasował sobie więc nasadę nosa, próbując zebrać myśli. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Przychodzę po poradę przed jutrzejszym jarmarkiem. Tak. Będziesz na nim słyszałem? Prorok dał Ci zlecenie na reportaż? Czy to też zamierzasz sobie dopisać do swoich nadgodzin, jako dbanie o dobrą relację z prasą?</span>– Spróbował lekko zakpić, choć w jego głosie nie był przygany, a następnie bezceremonialnie przekroczył próg. Raz już był zaproszony. Wcześniej. To wystarczyło. </div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span> </div></div>
<br />
<h1>—31/07/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Anglia, Londyn</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Isaac Bagshot &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/Nr0Ojhi.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Nr0Ojhi.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rwałem dziś rano czereśnie,<br />
Ciemno-czerwone czereśnie,<br />
W ogrodzie było ćwierkliwie,<br />
Słonecznie, rośnie i wcześnie.<br />
<br />
Gałęzie, jak opryskane<br />
Dojrzałą wiśni jagodą,<br />
Zwieszały się omdlewając,<br />
Nad stawu odniebną wodą.<br />
<br />
Zwieszały się, omdlewając<br />
I myślą tonęły w stawie,<br />
A plamki słońca migały<br />
Na lśniącej, soczystej trawie.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Słońce było w zenicie już jakiś czas temu, kiedy pojawił się w domu Isaaca i ciężko było określić, który był bardziej zdziwiony swoją obecnością w tym miejscu. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?</span> – gładki głos zapytał uprzejmie. Nie rozglądał się po otoczeniu, już raz był tu i to kilka dni temu, gdy przeskoczył po stażystę, aby wesprzeć się dodatkowymi oczyma podczas rekonesansu domu oraz ewentualnie zaproponować swojemu przyjacielowi odrobinę rozrywki wynikającej z potoku słów, które Isaac wypluwał z siebie z taką urokliwą ochotą. Ich rozstanie prawdopodobnie nie przebiegło w przyjemnej atmosferze, choć pod tym względem Shafiq wyzbyty był głębszej refleksji i analizy, wszak dał do zrozumienia, że jak na razie chłopak nie miał się czego z jego strony obawiać. Nie miał przestrzeni, by zastanawiać się, czy to do niego dotarło, czy nie, tamtego dnia... Tamtego dnia był już zwyczajnie zmęczony. <br />
<br />
Ale dziś dzień był inny i Anthony był inny, co Isaac mógł zauważyć swoim przenikliwym oczkiem już od progu. Po bladej twarzy błąkał się nieobecny uśmiech, oczy miał lekko szkliste, nieco rozbiegane. Ubrany zwyczajnie po mugolsku, w lnianą białą koszulę i kremowe spodnie, błyszczał po oczach tylko złotym sygnetem na małym palcu lewej dłoni. Wyglądał jak sąsiad, który zajrzał po cukier, albo akwizytor, który zapomniał teczki ze swoim towarem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To zajmie tylko moment. Przyszedłem po... </span>– umilkł szukając odpowiedniego określenia. Przychodziło mu całkiem zgrabne francuskie słowo, włoski idiom i dwa wietnamskie stwierdzenia na to, o co chciał prosić. Rozmasował sobie więc nasadę nosa, próbując zebrać myśli. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Przychodzę po poradę przed jutrzejszym jarmarkiem. Tak. Będziesz na nim słyszałem? Prorok dał Ci zlecenie na reportaż? Czy to też zamierzasz sobie dopisać do swoich nadgodzin, jako dbanie o dobrą relację z prasą?</span>– Spróbował lekko zakpić, choć w jego głosie nie był przygany, a następnie bezceremonialnie przekroczył próg. Raz już był zaproszony. Wcześniej. To wystarczyło. </div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15.08.1972] Alexandra Park "I to wszystko psu na budę bez miłości” Sebastian & Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3232</link>
			<pubDate>Sat, 11 May 2024 17:50:40 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3232</guid>
			<description><![CDATA[<a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=615&amp;pid=40927#pid40927" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sebastian Macmillan </a>I <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2607&amp;pid=41384#pid41384" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Isaac Bagshot </a><br />
<br />
W bajce Isaac'a, pogoda zawsze dopisywała. Kiedy rano wstawał i szedł do łazienki żeby się odlać, a potem do ogrodu zapalić papierosa, słońce witało go radośnie swoimi promieniami. Każdy dzień był słoneczny, a ludzie uśmiechnięci oraz uprzejmi. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Z tego właśnie powodu, pogoda za oknem Sebastiana również była wyśmienita. Duchowny miał dzisiaj dobry humor i postanowił wybrać się na spacer do parku. Obrał sobie za cel Alexandra Park w Manchesterze. </span>Po co tam poszedł, i dlaczego właśnie tam? To już wiedział tylko on sam. Może jeden z wiernych powiedział mu, że w okolicznej rzece utopiła się jego siostra, i poprosił żeby duchowny miał ją w pamięci? A może słyszał, że miejsce to jest bardzo urokliwe i postanowił je odwiedzić? A może miał tu do załatwienia jakiś biznes? Tym razem na pewno nie chodziło o pewnego historyka, który wysłał Sebastianowi kilka galeonów w kopercie, żeby mogli się spotkać w sprawie… czegoś delikatnego. <br />
W każdym razie, Seba z jakiegoś powodu znalazł się w Alexandra Park, który urzekał swoim urokiem. Otoczony zielenią, kwiatami i uśmiechniętymi ludźmi, nie mógł czuć się lepiej!* W samym sercu parku znajdował się kamienny mostek, który łagodnie łamał się nad spokojną wodą, istna sielanka! Żyć, nie umierać! <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Wata cukrowa! Cukrowa wata!</span>- Krzyczał mugol, który kilka metrów od Sebastiana wystawił  stoisko z watą cukrową. Kobieta, prawdopodobnie jego żona, nawijała na cienki patyk różową słodycz, a klientem ich małego biznesu był nie kto inny, jak kolega po fachu - Isaac Bagshot. Jeśli duchowny miał zamiar uciec i nie przyznac się, że zauważył Bagshota, to miał pecha, ponieważ Bagshot na szczęście lub nieszczęście, zauważył jego. Pomachał mu i wziął swoją watę, po czym powiedział coś do kobiety, która od razu zaczęła kręcić kolejny puszek.<br />
Isaac ubrany był w <a href="https://i.imgur.com/PK8sbNn.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">modną koszulę w kwiaty</a>, czarne, proste spodnie, a na głowie jak zwykle miał kapelusz. Również czarny. Naprawdę wkręcił się w czytanie "Czarownicy", którą obrał sobie za cel, jak tylko skończył z Prorokiem Codziennym. Rubryki o modzie oraz urządzaniu domu, stały się jego ulubionymi! <br />
<br />
<br />
*Jeśli wolisz, żeby czuł się chujowo, to też idealnie!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=615&amp;pid=40927#pid40927" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sebastian Macmillan </a>I <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2607&amp;pid=41384#pid41384" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Isaac Bagshot </a><br />
<br />
W bajce Isaac'a, pogoda zawsze dopisywała. Kiedy rano wstawał i szedł do łazienki żeby się odlać, a potem do ogrodu zapalić papierosa, słońce witało go radośnie swoimi promieniami. Każdy dzień był słoneczny, a ludzie uśmiechnięci oraz uprzejmi. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Z tego właśnie powodu, pogoda za oknem Sebastiana również była wyśmienita. Duchowny miał dzisiaj dobry humor i postanowił wybrać się na spacer do parku. Obrał sobie za cel Alexandra Park w Manchesterze. </span>Po co tam poszedł, i dlaczego właśnie tam? To już wiedział tylko on sam. Może jeden z wiernych powiedział mu, że w okolicznej rzece utopiła się jego siostra, i poprosił żeby duchowny miał ją w pamięci? A może słyszał, że miejsce to jest bardzo urokliwe i postanowił je odwiedzić? A może miał tu do załatwienia jakiś biznes? Tym razem na pewno nie chodziło o pewnego historyka, który wysłał Sebastianowi kilka galeonów w kopercie, żeby mogli się spotkać w sprawie… czegoś delikatnego. <br />
W każdym razie, Seba z jakiegoś powodu znalazł się w Alexandra Park, który urzekał swoim urokiem. Otoczony zielenią, kwiatami i uśmiechniętymi ludźmi, nie mógł czuć się lepiej!* W samym sercu parku znajdował się kamienny mostek, który łagodnie łamał się nad spokojną wodą, istna sielanka! Żyć, nie umierać! <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Wata cukrowa! Cukrowa wata!</span>- Krzyczał mugol, który kilka metrów od Sebastiana wystawił  stoisko z watą cukrową. Kobieta, prawdopodobnie jego żona, nawijała na cienki patyk różową słodycz, a klientem ich małego biznesu był nie kto inny, jak kolega po fachu - Isaac Bagshot. Jeśli duchowny miał zamiar uciec i nie przyznac się, że zauważył Bagshota, to miał pecha, ponieważ Bagshot na szczęście lub nieszczęście, zauważył jego. Pomachał mu i wziął swoją watę, po czym powiedział coś do kobiety, która od razu zaczęła kręcić kolejny puszek.<br />
Isaac ubrany był w <a href="https://i.imgur.com/PK8sbNn.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">modną koszulę w kwiaty</a>, czarne, proste spodnie, a na głowie jak zwykle miał kapelusz. Również czarny. Naprawdę wkręcił się w czytanie "Czarownicy", którą obrał sobie za cel, jak tylko skończył z Prorokiem Codziennym. Rubryki o modzie oraz urządzaniu domu, stały się jego ulubionymi! <br />
<br />
<br />
*Jeśli wolisz, żeby czuł się chujowo, to też idealnie!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[25.07.1972]  Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3028</link>
			<pubDate>Tue, 02 Apr 2024 20:47:51 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3028</guid>
			<description><![CDATA[Przejście z: <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006</a><br />
<br />
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić.</span> - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka. <br />
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. </span>- Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.<br />
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować.</span> - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.</span><br />
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Przejście z: <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006</a><br />
<br />
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić.</span> - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka. <br />
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. </span>- Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.<br />
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować.</span> - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.</span><br />
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[10.06.72] Manchester - Dom rodzinny Isaaca. Sebastian i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2964</link>
			<pubDate>Sat, 23 Mar 2024 17:39:27 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2964</guid>
			<description><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
Dom rodzinny Isaaca znajdował się w mugolskiej dzielnicy Manchesteru Gorton Abbey Hey.  Przez lata nikt w nim nie przebywał, poniewaz on, jak i jego rodzice, żyli za granicą. Od kilku tygodni jednak znów zaczęło palić się w nim światło, a sąsiedzi przypominać sobie o tej dziwnej rodzinie która kiedyś w nim mieszkała. <br />
Był to wolnostojący dom z dużym ogrodem, dwupiętrowy i niezbyt duży. Kiedy wchodziło się do środka, oczom ukazywały się strome schody prowadzące na pierwsze piętro oraz salon zawalony kartonami w których znajdowały się stare wydania Proroka Codziennego. Brązowy, miękki dywan, ściany w kolorze magnolii które przyprawiały Isaaca o wymioty, kominek, dwa fotele i stół - tak właśnie prezentował się nieduży salon. Bagshot pozbył się wszystkich niepotrzebnych dupereli, takich jak kanapa czy stolik do kawy, i całą przestrzeń zajął materiałami które miał zamiar wykorzystać do napisania swojej książki. Czytanie starych wydań Proroka szło mu dość topornie, ponieważ po ośmiu godzinach spędzonych w Ministerstwie Magii, myślał o popełnieniu samobójstwa lub oddaniu się jakiejkolwiek rozrywce. Lubił jednak bardzo towarzystwo ludzi, więc żeby nie prokrastynować, postanowił rozpocząć swoje badania od poznania i porozmawiania z kilkoma interesującymi osobami. Egzorcysta Sebastian Macmillan! Cóż za ciekawa persona! Isaac prześwietlił go jak tylko mógł i postanowił zaprosić do wspólnej rozmowy. Nie przyznał się jednak, o czym tak naprawdę chciał z nim porozmawiać. Wolał załatwić to trochę na około. Napisał mu w liście, że prosi go o przybycie i konsultacje w pewnej dość delikatnej sprawie. Opłacił wizytę z góry i cóż… pozostało mu czekać na przybycie gościa! <br />
Przygotował herbatę i kupił nawet ciasto w lokalnym polskim sklepie. Lubił polskie słodycze. Przypominały mu o latach które spędził za granicą. <br />
Słysząc dzwonek do drzwi, szybko wstał z fotela żeby przywitać gościa. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witam, panie Macmillan! Bardzo mi miło, Isaac Bagshot.</span> - Zaprosił mężczyznę do środa i uścisnął mu dłoń, przedstawiając się.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Zapraszam do środka, proszę nie ściągać butów i usiąść wygodnie... </span>- Od razu wskazał mu fotel.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Przepraszam za bałagan. Herbaty, może coś słodkiego? </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mod"><span class="modtitle">adnotacja moderatora</span><div class="modopis">Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
Dom rodzinny Isaaca znajdował się w mugolskiej dzielnicy Manchesteru Gorton Abbey Hey.  Przez lata nikt w nim nie przebywał, poniewaz on, jak i jego rodzice, żyli za granicą. Od kilku tygodni jednak znów zaczęło palić się w nim światło, a sąsiedzi przypominać sobie o tej dziwnej rodzinie która kiedyś w nim mieszkała. <br />
Był to wolnostojący dom z dużym ogrodem, dwupiętrowy i niezbyt duży. Kiedy wchodziło się do środka, oczom ukazywały się strome schody prowadzące na pierwsze piętro oraz salon zawalony kartonami w których znajdowały się stare wydania Proroka Codziennego. Brązowy, miękki dywan, ściany w kolorze magnolii które przyprawiały Isaaca o wymioty, kominek, dwa fotele i stół - tak właśnie prezentował się nieduży salon. Bagshot pozbył się wszystkich niepotrzebnych dupereli, takich jak kanapa czy stolik do kawy, i całą przestrzeń zajął materiałami które miał zamiar wykorzystać do napisania swojej książki. Czytanie starych wydań Proroka szło mu dość topornie, ponieważ po ośmiu godzinach spędzonych w Ministerstwie Magii, myślał o popełnieniu samobójstwa lub oddaniu się jakiejkolwiek rozrywce. Lubił jednak bardzo towarzystwo ludzi, więc żeby nie prokrastynować, postanowił rozpocząć swoje badania od poznania i porozmawiania z kilkoma interesującymi osobami. Egzorcysta Sebastian Macmillan! Cóż za ciekawa persona! Isaac prześwietlił go jak tylko mógł i postanowił zaprosić do wspólnej rozmowy. Nie przyznał się jednak, o czym tak naprawdę chciał z nim porozmawiać. Wolał załatwić to trochę na około. Napisał mu w liście, że prosi go o przybycie i konsultacje w pewnej dość delikatnej sprawie. Opłacił wizytę z góry i cóż… pozostało mu czekać na przybycie gościa! <br />
Przygotował herbatę i kupił nawet ciasto w lokalnym polskim sklepie. Lubił polskie słodycze. Przypominały mu o latach które spędził za granicą. <br />
Słysząc dzwonek do drzwi, szybko wstał z fotela żeby przywitać gościa. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witam, panie Macmillan! Bardzo mi miło, Isaac Bagshot.</span> - Zaprosił mężczyznę do środa i uścisnął mu dłoń, przedstawiając się.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Zapraszam do środka, proszę nie ściągać butów i usiąść wygodnie... </span>- Od razu wskazał mu fotel.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Przepraszam za bałagan. Herbaty, może coś słodkiego? </span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>