<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Manchester]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 02:41:46 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[12.10.72, ranek] Nie do pary]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5888</link>
			<pubDate>Tue, 24 Mar 2026 08:40:03 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=24">Brenna Longbottom</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5888</guid>
			<description><![CDATA[Bar miał być czarodziejski, ale Brenna tak na wszelki wypadek dała Dorze rękawiczki, szalik i czapkę. Jesień tego roku była chłodna i deszczowa, nikogo więc nie powinny zdziwić, a tu nie chodziło nawet o ukrywanie przed Borginami, co powinny umożliwić zmiana rysów i Manchester. Po prostu Bren wolała nie ryzykować, że jednak okaże się, że do pubu wpuszczano także mugoli, i kogoś zdziwią zielone plamy, które w październiku rozprzestrzeniły się na dłoniach Dory już na tyle, że ciężko było je ukryć.<br />
Może dobrze. Może to też była jakaś forma ukrywania przed Borginami. Latem Dora nie była jeszcze na to chora i dlatego Brenna nie walczyła z nią specjalnie w kwestii leczenia.<br />
Zerknęła na dziewczynę kontrolnie, gdy teleportowały się w ciemnej uliczce. Gdy pytała, czy może coś dla niej zrobić, ta chyba nie do końca zrozumiała pytanie, a Brenna postanowiła nie drążyć. Ale dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nawet ta wizyta musiała być krótka, bo po prostu dzisiaj musiała stawić się w pracy. Poświęcała chyba Dorze za mało czasu. Chociaż nie żeby ta była sama: przez Księżycowy Staw stale przewijali się ludzie. Tyle że było ich dużo, dużo mniej niż jeszcze pół roku temu przewijających się przez Warownię, która wprawdzie podnosiła się z gruzów, ale…<br />
…ale nawet jeśli odnowią wszystko, to przecież nie będzie już chyba nigdy to samo. Na pewno nie teraz. Może już nigdy. Chociaż Brenna chciała trzymać się nadziei, że będzie inaczej.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – O tym miejscu mówiłaś?</span> – spytała Brenna, wychylając się z zaułka, by spojrzeć na szyld pubu po drugiej stronie ulicy. Wyglądał zupełnie normalnie, przynajmniej w jej oczach, a chociaż gdy przesunęła spojrzeniem po ludziach, przechodzących obok, nikt nie patrzył w tamtą stronę… to równie dobrze mugole mogli go nie widzieć, jak zwyczajnie spieszyć się do pracy i nie zwracać uwagi na otoczenie. Miejsce niczym się nie wyróżniało i przywodziło jej skojarzenia z Dziurawym Kotłem, choć na pewno nie było ani tak duże, ani popularne, skoro nawet o nim nie słyszała.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Bar miał być czarodziejski, ale Brenna tak na wszelki wypadek dała Dorze rękawiczki, szalik i czapkę. Jesień tego roku była chłodna i deszczowa, nikogo więc nie powinny zdziwić, a tu nie chodziło nawet o ukrywanie przed Borginami, co powinny umożliwić zmiana rysów i Manchester. Po prostu Bren wolała nie ryzykować, że jednak okaże się, że do pubu wpuszczano także mugoli, i kogoś zdziwią zielone plamy, które w październiku rozprzestrzeniły się na dłoniach Dory już na tyle, że ciężko było je ukryć.<br />
Może dobrze. Może to też była jakaś forma ukrywania przed Borginami. Latem Dora nie była jeszcze na to chora i dlatego Brenna nie walczyła z nią specjalnie w kwestii leczenia.<br />
Zerknęła na dziewczynę kontrolnie, gdy teleportowały się w ciemnej uliczce. Gdy pytała, czy może coś dla niej zrobić, ta chyba nie do końca zrozumiała pytanie, a Brenna postanowiła nie drążyć. Ale dręczyły ją wyrzuty sumienia, że nawet ta wizyta musiała być krótka, bo po prostu dzisiaj musiała stawić się w pracy. Poświęcała chyba Dorze za mało czasu. Chociaż nie żeby ta była sama: przez Księżycowy Staw stale przewijali się ludzie. Tyle że było ich dużo, dużo mniej niż jeszcze pół roku temu przewijających się przez Warownię, która wprawdzie podnosiła się z gruzów, ale…<br />
…ale nawet jeśli odnowią wszystko, to przecież nie będzie już chyba nigdy to samo. Na pewno nie teraz. Może już nigdy. Chociaż Brenna chciała trzymać się nadziei, że będzie inaczej.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – O tym miejscu mówiłaś?</span> – spytała Brenna, wychylając się z zaułka, by spojrzeć na szyld pubu po drugiej stronie ulicy. Wyglądał zupełnie normalnie, przynajmniej w jej oczach, a chociaż gdy przesunęła spojrzeniem po ludziach, przechodzących obok, nikt nie patrzył w tamtą stronę… to równie dobrze mugole mogli go nie widzieć, jak zwyczajnie spieszyć się do pracy i nie zwracać uwagi na otoczenie. Miejsce niczym się nie wyróżniało i przywodziło jej skojarzenia z Dziurawym Kotłem, choć na pewno nie było ani tak duże, ani popularne, skoro nawet o nim nie słyszała.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[02.08.1972] Manchester. Wywiad z krwiopijcą, Charles i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3521</link>
			<pubDate>Tue, 02 Jul 2024 20:26:13 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=449">Charles Mulciber</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3521</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">To nie jest szantaż. </span><br />
<br />
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.<br />
<br />
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.<br />
<br />
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.<br />
<br />
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Isaac? </span>- Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja, Charlie Mulciber! </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">To nie jest szantaż. </span><br />
<br />
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.<br />
<br />
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.<br />
<br />
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.<br />
<br />
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Isaac? </span>- Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja, Charlie Mulciber! </span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3269</link>
			<pubDate>Wed, 15 May 2024 23:12:24 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=435">Anthony Shafiq</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3269</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span> </div></div>
<br />
<h1>—31/07/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Anglia, Londyn</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Isaac Bagshot &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/Nr0Ojhi.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Nr0Ojhi.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rwałem dziś rano czereśnie,<br />
Ciemno-czerwone czereśnie,<br />
W ogrodzie było ćwierkliwie,<br />
Słonecznie, rośnie i wcześnie.<br />
<br />
Gałęzie, jak opryskane<br />
Dojrzałą wiśni jagodą,<br />
Zwieszały się omdlewając,<br />
Nad stawu odniebną wodą.<br />
<br />
Zwieszały się, omdlewając<br />
I myślą tonęły w stawie,<br />
A plamki słońca migały<br />
Na lśniącej, soczystej trawie.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Słońce było w zenicie już jakiś czas temu, kiedy pojawił się w domu Isaaca i ciężko było określić, który był bardziej zdziwiony swoją obecnością w tym miejscu. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?</span> – gładki głos zapytał uprzejmie. Nie rozglądał się po otoczeniu, już raz był tu i to kilka dni temu, gdy przeskoczył po stażystę, aby wesprzeć się dodatkowymi oczyma podczas rekonesansu domu oraz ewentualnie zaproponować swojemu przyjacielowi odrobinę rozrywki wynikającej z potoku słów, które Isaac wypluwał z siebie z taką urokliwą ochotą. Ich rozstanie prawdopodobnie nie przebiegło w przyjemnej atmosferze, choć pod tym względem Shafiq wyzbyty był głębszej refleksji i analizy, wszak dał do zrozumienia, że jak na razie chłopak nie miał się czego z jego strony obawiać. Nie miał przestrzeni, by zastanawiać się, czy to do niego dotarło, czy nie, tamtego dnia... Tamtego dnia był już zwyczajnie zmęczony. <br />
<br />
Ale dziś dzień był inny i Anthony był inny, co Isaac mógł zauważyć swoim przenikliwym oczkiem już od progu. Po bladej twarzy błąkał się nieobecny uśmiech, oczy miał lekko szkliste, nieco rozbiegane. Ubrany zwyczajnie po mugolsku, w lnianą białą koszulę i kremowe spodnie, błyszczał po oczach tylko złotym sygnetem na małym palcu lewej dłoni. Wyglądał jak sąsiad, który zajrzał po cukier, albo akwizytor, który zapomniał teczki ze swoim towarem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To zajmie tylko moment. Przyszedłem po... </span>– umilkł szukając odpowiedniego określenia. Przychodziło mu całkiem zgrabne francuskie słowo, włoski idiom i dwa wietnamskie stwierdzenia na to, o co chciał prosić. Rozmasował sobie więc nasadę nosa, próbując zebrać myśli. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Przychodzę po poradę przed jutrzejszym jarmarkiem. Tak. Będziesz na nim słyszałem? Prorok dał Ci zlecenie na reportaż? Czy to też zamierzasz sobie dopisać do swoich nadgodzin, jako dbanie o dobrą relację z prasą?</span>– Spróbował lekko zakpić, choć w jego głosie nie był przygany, a następnie bezceremonialnie przekroczył próg. Raz już był zaproszony. Wcześniej. To wystarczyło. </div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz tajemnic I</span> </div></div>
<br />
<h1>—31/07/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Anglia, Londyn</span><br />
<span style="font-size: 8pt;" class="mycode_size">Isaac Bagshot &amp; Anthony Shafiq</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/Nr0Ojhi.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Nr0Ojhi.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rwałem dziś rano czereśnie,<br />
Ciemno-czerwone czereśnie,<br />
W ogrodzie było ćwierkliwie,<br />
Słonecznie, rośnie i wcześnie.<br />
<br />
Gałęzie, jak opryskane<br />
Dojrzałą wiśni jagodą,<br />
Zwieszały się omdlewając,<br />
Nad stawu odniebną wodą.<br />
<br />
Zwieszały się, omdlewając<br />
I myślą tonęły w stawie,<br />
A plamki słońca migały<br />
Na lśniącej, soczystej trawie.</span></span></div>
</h1><br />
<br />
<div class="divek">
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Słońce było w zenicie już jakiś czas temu, kiedy pojawił się w domu Isaaca i ciężko było określić, który był bardziej zdziwiony swoją obecnością w tym miejscu. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?</span> – gładki głos zapytał uprzejmie. Nie rozglądał się po otoczeniu, już raz był tu i to kilka dni temu, gdy przeskoczył po stażystę, aby wesprzeć się dodatkowymi oczyma podczas rekonesansu domu oraz ewentualnie zaproponować swojemu przyjacielowi odrobinę rozrywki wynikającej z potoku słów, które Isaac wypluwał z siebie z taką urokliwą ochotą. Ich rozstanie prawdopodobnie nie przebiegło w przyjemnej atmosferze, choć pod tym względem Shafiq wyzbyty był głębszej refleksji i analizy, wszak dał do zrozumienia, że jak na razie chłopak nie miał się czego z jego strony obawiać. Nie miał przestrzeni, by zastanawiać się, czy to do niego dotarło, czy nie, tamtego dnia... Tamtego dnia był już zwyczajnie zmęczony. <br />
<br />
Ale dziś dzień był inny i Anthony był inny, co Isaac mógł zauważyć swoim przenikliwym oczkiem już od progu. Po bladej twarzy błąkał się nieobecny uśmiech, oczy miał lekko szkliste, nieco rozbiegane. Ubrany zwyczajnie po mugolsku, w lnianą białą koszulę i kremowe spodnie, błyszczał po oczach tylko złotym sygnetem na małym palcu lewej dłoni. Wyglądał jak sąsiad, który zajrzał po cukier, albo akwizytor, który zapomniał teczki ze swoim towarem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– To zajmie tylko moment. Przyszedłem po... </span>– umilkł szukając odpowiedniego określenia. Przychodziło mu całkiem zgrabne francuskie słowo, włoski idiom i dwa wietnamskie stwierdzenia na to, o co chciał prosić. Rozmasował sobie więc nasadę nosa, próbując zebrać myśli. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Przychodzę po poradę przed jutrzejszym jarmarkiem. Tak. Będziesz na nim słyszałem? Prorok dał Ci zlecenie na reportaż? Czy to też zamierzasz sobie dopisać do swoich nadgodzin, jako dbanie o dobrą relację z prasą?</span>– Spróbował lekko zakpić, choć w jego głosie nie był przygany, a następnie bezceremonialnie przekroczył próg. Raz już był zaproszony. Wcześniej. To wystarczyło. </div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15.08.1972] Alexandra Park "I to wszystko psu na budę bez miłości” Sebastian & Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3232</link>
			<pubDate>Sat, 11 May 2024 17:50:40 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3232</guid>
			<description><![CDATA[<a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=615&amp;pid=40927#pid40927" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sebastian Macmillan </a>I <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2607&amp;pid=41384#pid41384" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Isaac Bagshot </a><br />
<br />
W bajce Isaac'a, pogoda zawsze dopisywała. Kiedy rano wstawał i szedł do łazienki żeby się odlać, a potem do ogrodu zapalić papierosa, słońce witało go radośnie swoimi promieniami. Każdy dzień był słoneczny, a ludzie uśmiechnięci oraz uprzejmi. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Z tego właśnie powodu, pogoda za oknem Sebastiana również była wyśmienita. Duchowny miał dzisiaj dobry humor i postanowił wybrać się na spacer do parku. Obrał sobie za cel Alexandra Park w Manchesterze. </span>Po co tam poszedł, i dlaczego właśnie tam? To już wiedział tylko on sam. Może jeden z wiernych powiedział mu, że w okolicznej rzece utopiła się jego siostra, i poprosił żeby duchowny miał ją w pamięci? A może słyszał, że miejsce to jest bardzo urokliwe i postanowił je odwiedzić? A może miał tu do załatwienia jakiś biznes? Tym razem na pewno nie chodziło o pewnego historyka, który wysłał Sebastianowi kilka galeonów w kopercie, żeby mogli się spotkać w sprawie… czegoś delikatnego. <br />
W każdym razie, Seba z jakiegoś powodu znalazł się w Alexandra Park, który urzekał swoim urokiem. Otoczony zielenią, kwiatami i uśmiechniętymi ludźmi, nie mógł czuć się lepiej!* W samym sercu parku znajdował się kamienny mostek, który łagodnie łamał się nad spokojną wodą, istna sielanka! Żyć, nie umierać! <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Wata cukrowa! Cukrowa wata!</span>- Krzyczał mugol, który kilka metrów od Sebastiana wystawił  stoisko z watą cukrową. Kobieta, prawdopodobnie jego żona, nawijała na cienki patyk różową słodycz, a klientem ich małego biznesu był nie kto inny, jak kolega po fachu - Isaac Bagshot. Jeśli duchowny miał zamiar uciec i nie przyznac się, że zauważył Bagshota, to miał pecha, ponieważ Bagshot na szczęście lub nieszczęście, zauważył jego. Pomachał mu i wziął swoją watę, po czym powiedział coś do kobiety, która od razu zaczęła kręcić kolejny puszek.<br />
Isaac ubrany był w <a href="https://i.imgur.com/PK8sbNn.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">modną koszulę w kwiaty</a>, czarne, proste spodnie, a na głowie jak zwykle miał kapelusz. Również czarny. Naprawdę wkręcił się w czytanie "Czarownicy", którą obrał sobie za cel, jak tylko skończył z Prorokiem Codziennym. Rubryki o modzie oraz urządzaniu domu, stały się jego ulubionymi! <br />
<br />
<br />
*Jeśli wolisz, żeby czuł się chujowo, to też idealnie!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=615&amp;pid=40927#pid40927" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sebastian Macmillan </a>I <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2607&amp;pid=41384#pid41384" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Isaac Bagshot </a><br />
<br />
W bajce Isaac'a, pogoda zawsze dopisywała. Kiedy rano wstawał i szedł do łazienki żeby się odlać, a potem do ogrodu zapalić papierosa, słońce witało go radośnie swoimi promieniami. Każdy dzień był słoneczny, a ludzie uśmiechnięci oraz uprzejmi. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Z tego właśnie powodu, pogoda za oknem Sebastiana również była wyśmienita. Duchowny miał dzisiaj dobry humor i postanowił wybrać się na spacer do parku. Obrał sobie za cel Alexandra Park w Manchesterze. </span>Po co tam poszedł, i dlaczego właśnie tam? To już wiedział tylko on sam. Może jeden z wiernych powiedział mu, że w okolicznej rzece utopiła się jego siostra, i poprosił żeby duchowny miał ją w pamięci? A może słyszał, że miejsce to jest bardzo urokliwe i postanowił je odwiedzić? A może miał tu do załatwienia jakiś biznes? Tym razem na pewno nie chodziło o pewnego historyka, który wysłał Sebastianowi kilka galeonów w kopercie, żeby mogli się spotkać w sprawie… czegoś delikatnego. <br />
W każdym razie, Seba z jakiegoś powodu znalazł się w Alexandra Park, który urzekał swoim urokiem. Otoczony zielenią, kwiatami i uśmiechniętymi ludźmi, nie mógł czuć się lepiej!* W samym sercu parku znajdował się kamienny mostek, który łagodnie łamał się nad spokojną wodą, istna sielanka! Żyć, nie umierać! <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Wata cukrowa! Cukrowa wata!</span>- Krzyczał mugol, który kilka metrów od Sebastiana wystawił  stoisko z watą cukrową. Kobieta, prawdopodobnie jego żona, nawijała na cienki patyk różową słodycz, a klientem ich małego biznesu był nie kto inny, jak kolega po fachu - Isaac Bagshot. Jeśli duchowny miał zamiar uciec i nie przyznac się, że zauważył Bagshota, to miał pecha, ponieważ Bagshot na szczęście lub nieszczęście, zauważył jego. Pomachał mu i wziął swoją watę, po czym powiedział coś do kobiety, która od razu zaczęła kręcić kolejny puszek.<br />
Isaac ubrany był w <a href="https://i.imgur.com/PK8sbNn.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">modną koszulę w kwiaty</a>, czarne, proste spodnie, a na głowie jak zwykle miał kapelusz. Również czarny. Naprawdę wkręcił się w czytanie "Czarownicy", którą obrał sobie za cel, jak tylko skończył z Prorokiem Codziennym. Rubryki o modzie oraz urządzaniu domu, stały się jego ulubionymi! <br />
<br />
<br />
*Jeśli wolisz, żeby czuł się chujowo, to też idealnie!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[25.07.1972]  Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3028</link>
			<pubDate>Tue, 02 Apr 2024 20:47:51 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3028</guid>
			<description><![CDATA[Przejście z: <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006</a><br />
<br />
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić.</span> - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka. <br />
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. </span>- Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.<br />
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować.</span> - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.</span><br />
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Przejście z: <a href="http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006</a><br />
<br />
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić.</span> - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka. <br />
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. </span>- Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.<br />
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować.</span> - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.</span><br />
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[10.06.72] Manchester - Dom rodzinny Isaaca. Sebastian i Isaac]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2964</link>
			<pubDate>Sat, 23 Mar 2024 17:39:27 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=424">Isaac Bagshot</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2964</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
Dom rodzinny Isaaca znajdował się w mugolskiej dzielnicy Manchesteru Gorton Abbey Hey.  Przez lata nikt w nim nie przebywał, poniewaz on, jak i jego rodzice, żyli za granicą. Od kilku tygodni jednak znów zaczęło palić się w nim światło, a sąsiedzi przypominać sobie o tej dziwnej rodzinie która kiedyś w nim mieszkała. <br />
Był to wolnostojący dom z dużym ogrodem, dwupiętrowy i niezbyt duży. Kiedy wchodziło się do środka, oczom ukazywały się strome schody prowadzące na pierwsze piętro oraz salon zawalony kartonami w których znajdowały się stare wydania Proroka Codziennego. Brązowy, miękki dywan, ściany w kolorze magnolii które przyprawiały Isaaca o wymioty, kominek, dwa fotele i stół - tak właśnie prezentował się nieduży salon. Bagshot pozbył się wszystkich niepotrzebnych dupereli, takich jak kanapa czy stolik do kawy, i całą przestrzeń zajął materiałami które miał zamiar wykorzystać do napisania swojej książki. Czytanie starych wydań Proroka szło mu dość topornie, ponieważ po ośmiu godzinach spędzonych w Ministerstwie Magii, myślał o popełnieniu samobójstwa lub oddaniu się jakiejkolwiek rozrywce. Lubił jednak bardzo towarzystwo ludzi, więc żeby nie prokrastynować, postanowił rozpocząć swoje badania od poznania i porozmawiania z kilkoma interesującymi osobami. Egzorcysta Sebastian Macmillan! Cóż za ciekawa persona! Isaac prześwietlił go jak tylko mógł i postanowił zaprosić do wspólnej rozmowy. Nie przyznał się jednak, o czym tak naprawdę chciał z nim porozmawiać. Wolał załatwić to trochę na około. Napisał mu w liście, że prosi go o przybycie i konsultacje w pewnej dość delikatnej sprawie. Opłacił wizytę z góry i cóż… pozostało mu czekać na przybycie gościa! <br />
Przygotował herbatę i kupił nawet ciasto w lokalnym polskim sklepie. Lubił polskie słodycze. Przypominały mu o latach które spędził za granicą. <br />
Słysząc dzwonek do drzwi, szybko wstał z fotela żeby przywitać gościa. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witam, panie Macmillan! Bardzo mi miło, Isaac Bagshot.</span> - Zaprosił mężczyznę do środa i uścisnął mu dłoń, przedstawiając się.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Zapraszam do środka, proszę nie ściągać butów i usiąść wygodnie... </span>- Od razu wskazał mu fotel.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Przepraszam za bałagan. Herbaty, może coś słodkiego? </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę więc jestem</span></div></div>
Dom rodzinny Isaaca znajdował się w mugolskiej dzielnicy Manchesteru Gorton Abbey Hey.  Przez lata nikt w nim nie przebywał, poniewaz on, jak i jego rodzice, żyli za granicą. Od kilku tygodni jednak znów zaczęło palić się w nim światło, a sąsiedzi przypominać sobie o tej dziwnej rodzinie która kiedyś w nim mieszkała. <br />
Był to wolnostojący dom z dużym ogrodem, dwupiętrowy i niezbyt duży. Kiedy wchodziło się do środka, oczom ukazywały się strome schody prowadzące na pierwsze piętro oraz salon zawalony kartonami w których znajdowały się stare wydania Proroka Codziennego. Brązowy, miękki dywan, ściany w kolorze magnolii które przyprawiały Isaaca o wymioty, kominek, dwa fotele i stół - tak właśnie prezentował się nieduży salon. Bagshot pozbył się wszystkich niepotrzebnych dupereli, takich jak kanapa czy stolik do kawy, i całą przestrzeń zajął materiałami które miał zamiar wykorzystać do napisania swojej książki. Czytanie starych wydań Proroka szło mu dość topornie, ponieważ po ośmiu godzinach spędzonych w Ministerstwie Magii, myślał o popełnieniu samobójstwa lub oddaniu się jakiejkolwiek rozrywce. Lubił jednak bardzo towarzystwo ludzi, więc żeby nie prokrastynować, postanowił rozpocząć swoje badania od poznania i porozmawiania z kilkoma interesującymi osobami. Egzorcysta Sebastian Macmillan! Cóż za ciekawa persona! Isaac prześwietlił go jak tylko mógł i postanowił zaprosić do wspólnej rozmowy. Nie przyznał się jednak, o czym tak naprawdę chciał z nim porozmawiać. Wolał załatwić to trochę na około. Napisał mu w liście, że prosi go o przybycie i konsultacje w pewnej dość delikatnej sprawie. Opłacił wizytę z góry i cóż… pozostało mu czekać na przybycie gościa! <br />
Przygotował herbatę i kupił nawet ciasto w lokalnym polskim sklepie. Lubił polskie słodycze. Przypominały mu o latach które spędził za granicą. <br />
Słysząc dzwonek do drzwi, szybko wstał z fotela żeby przywitać gościa. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Witam, panie Macmillan! Bardzo mi miło, Isaac Bagshot.</span> - Zaprosił mężczyznę do środa i uścisnął mu dłoń, przedstawiając się.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Zapraszam do środka, proszę nie ściągać butów i usiąść wygodnie... </span>- Od razu wskazał mu fotel.<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Przepraszam za bałagan. Herbaty, może coś słodkiego? </span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>