<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Poza Wyspami]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 00:51:50 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme] Włoski brzask [Ceolsige i Helena]]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5905</link>
			<pubDate>Sun, 29 Mar 2026 19:04:22 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=568">Ceolsige Burke</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5905</guid>
			<description><![CDATA[Płaskie, wiązane sandały wystukiwały jednolity rytm towarzysząc jej krokom. Przemieszczała się szybko i sprężyście z celowością częstego bywalca, któremu żadna sala nie jest obca. Obudziła się w bardzo dobrym humorze. Stan ten wyraźnie lśnił na jej twarzy. Delikatny, niewymuszony uśmiech zadowolenia był jedynym źródłem napięcia na w pełni odprężonej twarzy.  Nieco poszerzone źrenice błękitnych oczu pośród delikatnie otwartych oczu zdradzały szczere zadowolenie i wewnętrze rozbawienie. Nadawało jej to wyjątkowo przystępne i towarzyskie wrażenie - efekt, którego zazwyczaj musiała chociaż nominalnie pilnować.<br />
Przechodząc obok przeszklonej ściany mimowolnie uśmiechnęła się szerzej na widok pojawiającej się tam sylwetki. Wysoka, smukła postać, której bladość cery jeszcze podkreślały ciemne kolory ubrań. Niemal biała, smukłą szyja wyrastała z delikatnej, szmaragdowej, opinającej mgiełki tkaniny. Jej splot gęstniał przechodząc płynnie w lśniący materiał opinający dekolt i talię. Cienki haft przedstawiający węże w kolorze złotym i magenta biegł od barków. Ich zwoje krzyżowały się kilkukrotnie na ciele optycznie uwypuklając sylwetkę zanim w tali się oplotły. Fragmenty ich oplotów pod splątanymi szarfami granatowej spódnicy, która zwiewnie rozlewała się w dół jej nóg w barwach granatu z licznymi haftami bieli, srebra i złota. Była zadowolona, że strój, który zamówiła przed kilku laty, za namową Urd, nadal tak dobrze na nią pasuje. A może to był przegrany zakład?<br />
Szybkim ruchem poprawiła niesforny kosmyk, który uciekł spod spiczastego kapelusza o niewielkim rondzie. Długie blond włosy zostawiła w większości swobodnie na plecach. Tylko niewielkie warkocze okalając jej czoło i splatając się na karku trzymały fryzurę w ryzach.<br />
Niemal prychając na własne zachowanie ruszyła gwałtownie kołysząc głową prawie jakby w powietrzu unosiła się jakaś, tylko jej znana muzyka. Kąciki ust zadrgały kiedy jej wzrok spoczął na wielkim akwarium ponad restauracją. Niewyraźnie wspomnienie wczorajszej rewii zadrgało na dnie jej oczu.<br />
Przywitała się z innymi członkami ekspedycji, obecnymi już przy śniadaniu w zakresie jaki idealnie wypełniał ramy nienachalnej kurtuazji. Przechodząc przez salę wyłapała spojrzeniem jednego z kelnerów. Spojrzeniem na tyle wymownym by wiedział, że będzie za chwilę potrzebny.<br />
Skierowała się ku szerokim wygodnym fotelom rozstawionym przy jednym ze stolików tuż przy wyjściu na basen. Słońce Italii, niemal abstrakcyjne dla tych, którzy nawykli do londyńskich mgieł, wdzierało się do wnętrza przez wielkie przeszklenia, tańcząc na srebrnych sztućcach i kryształowych karafkach. Ceolsige pozwoliła, by ten blask na moment ją oślepił, gdy odsuwała ciężki, tapicerowany fotel. Materiał spódnicy zaszeleścił cicho, układając się w misterne fałdy wokół jej nóg, gdy zajmowała miejsce. Powolnym ruchem zdjęła spiczasty kapelusz, kładąc go na wolnym krześle obok z taką nabożnością, jakby był co najmniej artefaktem z III wieku. Dopiero wtedy spojrzała ponownie na mężczyznę, a jej uśmiech stał się nieco bardziej profesjonalny. <br />
Kiedy podszedł odmówiła stanowczym gestem menu i przypomniała mu tylko o ustaleniach jakie wczoraj poczyniła w temacie dzisiejszego śniadania z obsługą. Wyraźnie zadowolona z jego potwierdzenia i absolutnego braku oznak jakiegokolwiek zaskoczenia zamówiła jeszcze mocną herbatę i espresso do śniadania. <br />
Gdy kelner odszedł, Ceolsige poprawiła szmaragdową tkaninę na ramionach, dbając o to, by hafty węży splotły się w odpowiednim porządku. Wyprostowała plecy, opierając przedramiona na podłokietnikach. Smukłe palce lewej dłoni zaczęły wystukiwać rytm nieistniejącej melodii. Przeciągłym spojrzeniem obiegła lśniący refleksami słońca basen i krajobraz kształtujący się za nim. Pozwoliła by powoli wspinające się promienie słońca oblewały jej sylwetkę i odsłonięta skórę ramion.<br />
Założyła swobodnie nogę na nogę. Zwieszona stopa zaczęła delikatnie się kołysać wprawiając rąbek spódnicy w rytmiczny, falujący ruch. Czuła przy tym wyraźni ciężar fajki i sztywność ukrytej różdżki ale jakoś nie śpieszyło się jej dzisiaj zapalić.<br />
Po dłuższej chwili przeniosła wzrok z powrotem na salę wyglądając potencjalnie interesującego towarzystwa na to śniadanie. Bez wysiłku przybrała ten szczególny wyraz twarz, który łatwo można było odczytać jako zapraszający.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Płaskie, wiązane sandały wystukiwały jednolity rytm towarzysząc jej krokom. Przemieszczała się szybko i sprężyście z celowością częstego bywalca, któremu żadna sala nie jest obca. Obudziła się w bardzo dobrym humorze. Stan ten wyraźnie lśnił na jej twarzy. Delikatny, niewymuszony uśmiech zadowolenia był jedynym źródłem napięcia na w pełni odprężonej twarzy.  Nieco poszerzone źrenice błękitnych oczu pośród delikatnie otwartych oczu zdradzały szczere zadowolenie i wewnętrze rozbawienie. Nadawało jej to wyjątkowo przystępne i towarzyskie wrażenie - efekt, którego zazwyczaj musiała chociaż nominalnie pilnować.<br />
Przechodząc obok przeszklonej ściany mimowolnie uśmiechnęła się szerzej na widok pojawiającej się tam sylwetki. Wysoka, smukła postać, której bladość cery jeszcze podkreślały ciemne kolory ubrań. Niemal biała, smukłą szyja wyrastała z delikatnej, szmaragdowej, opinającej mgiełki tkaniny. Jej splot gęstniał przechodząc płynnie w lśniący materiał opinający dekolt i talię. Cienki haft przedstawiający węże w kolorze złotym i magenta biegł od barków. Ich zwoje krzyżowały się kilkukrotnie na ciele optycznie uwypuklając sylwetkę zanim w tali się oplotły. Fragmenty ich oplotów pod splątanymi szarfami granatowej spódnicy, która zwiewnie rozlewała się w dół jej nóg w barwach granatu z licznymi haftami bieli, srebra i złota. Była zadowolona, że strój, który zamówiła przed kilku laty, za namową Urd, nadal tak dobrze na nią pasuje. A może to był przegrany zakład?<br />
Szybkim ruchem poprawiła niesforny kosmyk, który uciekł spod spiczastego kapelusza o niewielkim rondzie. Długie blond włosy zostawiła w większości swobodnie na plecach. Tylko niewielkie warkocze okalając jej czoło i splatając się na karku trzymały fryzurę w ryzach.<br />
Niemal prychając na własne zachowanie ruszyła gwałtownie kołysząc głową prawie jakby w powietrzu unosiła się jakaś, tylko jej znana muzyka. Kąciki ust zadrgały kiedy jej wzrok spoczął na wielkim akwarium ponad restauracją. Niewyraźnie wspomnienie wczorajszej rewii zadrgało na dnie jej oczu.<br />
Przywitała się z innymi członkami ekspedycji, obecnymi już przy śniadaniu w zakresie jaki idealnie wypełniał ramy nienachalnej kurtuazji. Przechodząc przez salę wyłapała spojrzeniem jednego z kelnerów. Spojrzeniem na tyle wymownym by wiedział, że będzie za chwilę potrzebny.<br />
Skierowała się ku szerokim wygodnym fotelom rozstawionym przy jednym ze stolików tuż przy wyjściu na basen. Słońce Italii, niemal abstrakcyjne dla tych, którzy nawykli do londyńskich mgieł, wdzierało się do wnętrza przez wielkie przeszklenia, tańcząc na srebrnych sztućcach i kryształowych karafkach. Ceolsige pozwoliła, by ten blask na moment ją oślepił, gdy odsuwała ciężki, tapicerowany fotel. Materiał spódnicy zaszeleścił cicho, układając się w misterne fałdy wokół jej nóg, gdy zajmowała miejsce. Powolnym ruchem zdjęła spiczasty kapelusz, kładąc go na wolnym krześle obok z taką nabożnością, jakby był co najmniej artefaktem z III wieku. Dopiero wtedy spojrzała ponownie na mężczyznę, a jej uśmiech stał się nieco bardziej profesjonalny. <br />
Kiedy podszedł odmówiła stanowczym gestem menu i przypomniała mu tylko o ustaleniach jakie wczoraj poczyniła w temacie dzisiejszego śniadania z obsługą. Wyraźnie zadowolona z jego potwierdzenia i absolutnego braku oznak jakiegokolwiek zaskoczenia zamówiła jeszcze mocną herbatę i espresso do śniadania. <br />
Gdy kelner odszedł, Ceolsige poprawiła szmaragdową tkaninę na ramionach, dbając o to, by hafty węży splotły się w odpowiednim porządku. Wyprostowała plecy, opierając przedramiona na podłokietnikach. Smukłe palce lewej dłoni zaczęły wystukiwać rytm nieistniejącej melodii. Przeciągłym spojrzeniem obiegła lśniący refleksami słońca basen i krajobraz kształtujący się za nim. Pozwoliła by powoli wspinające się promienie słońca oblewały jej sylwetkę i odsłonięta skórę ramion.<br />
Założyła swobodnie nogę na nogę. Zwieszona stopa zaczęła delikatnie się kołysać wprawiając rąbek spódnicy w rytmiczny, falujący ruch. Czuła przy tym wyraźni ciężar fajki i sztywność ukrytej różdżki ale jakoś nie śpieszyło się jej dzisiaj zapalić.<br />
Po dłuższej chwili przeniosła wzrok z powrotem na salę wyglądając potencjalnie interesującego towarzystwa na to śniadanie. Bez wysiłku przybrała ten szczególny wyraz twarz, który łatwo można było odczytać jako zapraszający.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72, 12.10, Lamezia Terme] All inclusive [Henry i Hannibal]]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5878</link>
			<pubDate>Thu, 19 Mar 2026 10:33:11 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=560">Henry Lockhart</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5878</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">12 października 1972<br />
Lamezia Terme</div>
<br />
Już od godziny siedział w wannie, a raczej w basenie kąpielowym. Napawał się zapachem parujących olejków, słodkich kwiatów i morskiej soli. Najlepsza była w tym wszystkim temperatura wody, doskonale ciepła i utrzymująca się, ile tylko się chciało. Opuszki palców Henry'ego zmarszczyły się, a przyglądanie się im stanowiło najbardziej kreatywne zajęcie, jakiego był w stanie się podjąć. A poza tym... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">relaks.</span> Czysty, niczym nieprzerwany odpoczynek. Na brodę Merlina, należało mu się jak nikomu innemu. Po Spalonej Nocy, po Dunwich, po niezliczonych prysznicach, przy których musiał oszczędzać na ogrzewaniu wody, a potem siedzieć pod kołdrą, by już nie drżeć z zimna.<br />
<br />
Oparł głowę o krawędź wanny, spojrzał w światło na suficie. Do lampy doczepiono małe kryształki, które rozszczepiały światło. To tworzyło piękne refleksy na ścianach łazienki. Henio jednak zamknął oczy i znowu skoncentrował się na tym wspaniałym uczuciu absolutnego komfortu. Nigdy wcześniej nie był w takim miejscu, a tym bardziej nie kąpał się w takiej wannie. Zaczynał rozumieć tych wszystkich bogaczy, którzy mogli doznawać tego na co dzień. Chociaż... czy gdyby mógł każdego jednego dnia leżeć w wannie, czy wreszcie by mu się to nie przejadło? Nie stałoby się częścią normalności? Może ci ludzie nie potrafili docenić tych wspaniałości, bo stanowiły dla nich element "zwykłego" życia? Cóż, jemu by wystarczył jeden dzień w tygodniu? Może piątki?<br />
<br />
Nie chciał wychodzić, choć wiedział, że następne elementy wieczoru też miały dorównywać tej wspaniałej kąpieli. Drink z najlepszych możliwych trunków. Może nawet z palemką? A potem spanko w łóżku wygodnym niczym chmurka w najbardziej pogodny dzień lata. Czy to było niebo?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">12 października 1972<br />
Lamezia Terme</div>
<br />
Już od godziny siedział w wannie, a raczej w basenie kąpielowym. Napawał się zapachem parujących olejków, słodkich kwiatów i morskiej soli. Najlepsza była w tym wszystkim temperatura wody, doskonale ciepła i utrzymująca się, ile tylko się chciało. Opuszki palców Henry'ego zmarszczyły się, a przyglądanie się im stanowiło najbardziej kreatywne zajęcie, jakiego był w stanie się podjąć. A poza tym... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">relaks.</span> Czysty, niczym nieprzerwany odpoczynek. Na brodę Merlina, należało mu się jak nikomu innemu. Po Spalonej Nocy, po Dunwich, po niezliczonych prysznicach, przy których musiał oszczędzać na ogrzewaniu wody, a potem siedzieć pod kołdrą, by już nie drżeć z zimna.<br />
<br />
Oparł głowę o krawędź wanny, spojrzał w światło na suficie. Do lampy doczepiono małe kryształki, które rozszczepiały światło. To tworzyło piękne refleksy na ścianach łazienki. Henio jednak zamknął oczy i znowu skoncentrował się na tym wspaniałym uczuciu absolutnego komfortu. Nigdy wcześniej nie był w takim miejscu, a tym bardziej nie kąpał się w takiej wannie. Zaczynał rozumieć tych wszystkich bogaczy, którzy mogli doznawać tego na co dzień. Chociaż... czy gdyby mógł każdego jednego dnia leżeć w wannie, czy wreszcie by mu się to nie przejadło? Nie stałoby się częścią normalności? Może ci ludzie nie potrafili docenić tych wspaniałości, bo stanowiły dla nich element "zwykłego" życia? Cóż, jemu by wystarczył jeden dzień w tygodniu? Może piątki?<br />
<br />
Nie chciał wychodzić, choć wiedział, że następne elementy wieczoru też miały dorównywać tej wspaniałej kąpieli. Drink z najlepszych możliwych trunków. Może nawet z palemką? A potem spanko w łóżku wygodnym niczym chmurka w najbardziej pogodny dzień lata. Czy to było niebo?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[05/06.09.72] Ptak i Pies nad Rumunią]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5870</link>
			<pubDate>Wed, 18 Mar 2026 11:28:36 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=442">Lorien Mulciber</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5870</guid>
			<description><![CDATA[Leżała na gołej ziemi pośród wysokich traw, pełnych wrzosów, nawłoci i jastrunów, które wciąż jeszcze trzymały w sobie ciepło wrześniowego dnia. Obserwowała rozgwieżdżone niebo. Dawno już nie widziała tak pięknych gwiazd, zwykle ukrytych pośród latarni żyjącego nocą Londynu. A może zwyczajnie w świecie przesłała już ich wyglądać? <br />
Pachniało ziołami i czymś słodkim. Czymś czego nie potrafiła nazwać. Może to tylko uciekające w popłochu lato? Ale przecież jej lato pachniało tylko i wyłącznie śmiercią i cierpieniem. Stratą, której nie potrafiła w pełni nazwać.<br />
Miała wrażenie, że już kiedyś widziała takie niebo.<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie tutaj.</span><br />
Nie na tej zapomnianej przez świat rumuńskiej wsi, gdzie przecież przygnał ich nieszczęśliwy zbieg okoliczności. A jednak coś w układzie gwiazd, w sposobie jaki drżały na granicy jej widzenia, było tak bardzo znajome. Trochę jak melodia, której nie pamiętała do końca, ale i tak wygrywała w jej głowie raz po raz niczym zapętlona pętla gramofonu. <br />
<br />
Niby mogła obudzić pogrążonego w śnie Alexandra, co by zweryfikować swoje założenia, ale… wolała spędzić tą chwilę w samotności. Po co jej ten nerd?<br />
<br />
Zmarszczyła lekko brwi, po czym uniosła dłoń. Przesunęła palcem wskazującym po ciemnym nieboskłonie, kreśląc w powietrzu niewidzialne linie między galaktycznym brokatem. Kiedyś próbowała nadawać im własne znaczenia, nie chcąc słuchać tych co wiedzieli lepiej. Ta tutaj gwiazda - to był Pies.ᚼᚢᚾᛏᚱ A tamta - Ptak. ᚠᚢᚴᛚ<br />
Kształt, który jej umykał, rozpadał się, gdy tylko chciała go pochwycić . Już nie pies. Już nie tak wyraźny jak kiedyś. Może nigdy nim nie był. Przesunęła palec dalej, szukając mniejszej gwiazdy, jakby odruchowo szukając dla kundla towarzystwa. Ale niebo było puste w miejscu, które zapamiętała. Szkoda.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Byłyście kiedyś bliżej.</span> - mruknęła cicho, bardziej do siebie niż odległego kosmosu.<br />
<br />
Zimny wiatr poruszył trawami, jak gdyby czyjaś niewidzialna (może boska) ręka przeczesała pole i pogłaskała zawieszoną między snem, a jawą czarownicę po policzku. Tym razem wiatr nie był gorący. Niósł ze sobą chłód znad pobliskiej rzeki i wilgoć, która osiadała na skórze. <br />
To miejsce było inne niż świat, który znała. <br />
Stara, drewniana chata na uboczu, z zapadniętym dachem i skrzypiącą podłogą, stała się jej tymczasową ostoją - nikt o zdrowych zmysłach się tu nie zapuszczał. Niemagiczni mówili, że „to miejsce nie jest dobre”. Może tak było. Może gdzieś na strychu czaiły się demony, zlęknione ludzi tak samo jak ludzie ich.<br />
Wieś żyła gdzie obok. Światła w oknach dawno pogasły, ale od czasu do czasu słychać było szczekanie psa, uderzenia kopyt o brukowaną drogę czy stłumione rozmowy. Ludzie trzymali się swoich domów. Wieczorami wciąż jeszcze świętowano okres tegorocznych zbiorów, grzejąc się przy ognisku.<br />
Nie próbowała się do nich za bardzo zbliżyć - wiedziała, że odejdą nim miejscowi poznają ich imiona. <br />
Gdyby ktoś zobaczył ją teraz, leżącą pośród polnych kwiatów, z włosami rozsypanymi na trawie i oczami utkwionymi w niebie, pewnie i tak uznałby ją za szaloną. A szalonym nie należało przeszkadzać, bo w ich obłędzie tkwiły tajemnice świata, przeszłości i przeszłości.<br />
<br />
Oderwała wzrok od nieba, gdy usłyszała znajomy szelest w trawie i ciche popiskiwanie. Paul. Nie był już maleńkim, zagubionym pisklęciem. Jego pióra zdążyły przybrać właściwy kształt i ciężar, skrzydła były silniejsze, ruchy pewniejsze, choć wciąż było w nich coś z dawnej niecierpliwości. Wyglądał, jakby znowu wyturlał się w całym tym polu. Uniosła lekko kącik ust, wyciągając w jego stronę dłoń. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Znowu?  Och Paul.</span>- Westchnęła ze śmiechem. Lata leciały, a niektóre rzeczy nie zmieniały się nic a nic.<br />
Paul nie zawahał się długo. Wskoczył na swoją opiekunkę, cięższy niż kiedyś, równie mocno niezadowolony z otaczającego go brudu. Przesunęła wolną dłonią po jego piórach, wyciągając spomiędzy nich źdźbła trawy i drobne różnokolorowe płatki kwiatów. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Spójrz.</span>- Powiedziała cicho, może odrobinę ciszej, niż zamierzała. Uniosła jego ptasią główkę w stronę jeden z gwiazd. Pierwszej lepszej z brzegu.- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja.</span>- Potem, z lekkim zawahaniem, przesunęła palec ku drugiej, mniejszej.-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> A to ty.</span><br />
Kruk nie prychał tak oburzony jak kiedyś. Przekrzywił tylko głowę, patrząc to na nią, to na niebo. Próbował zrozumieć, czy jego pani mówi poważnie, czy znowu opowiada jedną ze swoich dziwnych historii. Zatrzepotał skrzydłami, rozsypując wokół nich drobinki suchych roślin, nadal niezadowolony z resztek roślin wczepionych w swoje skrzydła. Zaśmiała się pod nosem i jednym, krótkim ruchem różdżki oczyściła jego pióra, tym robiąc to o wiele dokładniej. Wreszcie zadowolony, ptak ułożył się na jej piersi i zapadł w sen.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Niedługo będziesz latał jeszcze dalej niż teraz. Wyżej niż ja latam.</span><br />
Może rzeczywiście coś się w niej zmieniło przez te lata. A może to świat wokół niej był inny - cichszy, mniej skłonny do szaleństwa niż kamienne mury i pustynne noce.<br />
<br />
Nie chciała wracać. Jeszcze nie dziś.<br />
Niebo nad Rumunią było wystarczająco obce, żeby mogła udawać, że zaczyna od nowa i wystarczająco znajome, żeby nie czuć się całkiem zagubioną.<br />
Przymknęła oczy, czując pod sobą miękką ziemię i resztki ciepła, które powoli z niej uchodziły.<br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Koniec sesji</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Leżała na gołej ziemi pośród wysokich traw, pełnych wrzosów, nawłoci i jastrunów, które wciąż jeszcze trzymały w sobie ciepło wrześniowego dnia. Obserwowała rozgwieżdżone niebo. Dawno już nie widziała tak pięknych gwiazd, zwykle ukrytych pośród latarni żyjącego nocą Londynu. A może zwyczajnie w świecie przesłała już ich wyglądać? <br />
Pachniało ziołami i czymś słodkim. Czymś czego nie potrafiła nazwać. Może to tylko uciekające w popłochu lato? Ale przecież jej lato pachniało tylko i wyłącznie śmiercią i cierpieniem. Stratą, której nie potrafiła w pełni nazwać.<br />
Miała wrażenie, że już kiedyś widziała takie niebo.<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie tutaj.</span><br />
Nie na tej zapomnianej przez świat rumuńskiej wsi, gdzie przecież przygnał ich nieszczęśliwy zbieg okoliczności. A jednak coś w układzie gwiazd, w sposobie jaki drżały na granicy jej widzenia, było tak bardzo znajome. Trochę jak melodia, której nie pamiętała do końca, ale i tak wygrywała w jej głowie raz po raz niczym zapętlona pętla gramofonu. <br />
<br />
Niby mogła obudzić pogrążonego w śnie Alexandra, co by zweryfikować swoje założenia, ale… wolała spędzić tą chwilę w samotności. Po co jej ten nerd?<br />
<br />
Zmarszczyła lekko brwi, po czym uniosła dłoń. Przesunęła palcem wskazującym po ciemnym nieboskłonie, kreśląc w powietrzu niewidzialne linie między galaktycznym brokatem. Kiedyś próbowała nadawać im własne znaczenia, nie chcąc słuchać tych co wiedzieli lepiej. Ta tutaj gwiazda - to był Pies.ᚼᚢᚾᛏᚱ A tamta - Ptak. ᚠᚢᚴᛚ<br />
Kształt, który jej umykał, rozpadał się, gdy tylko chciała go pochwycić . Już nie pies. Już nie tak wyraźny jak kiedyś. Może nigdy nim nie był. Przesunęła palec dalej, szukając mniejszej gwiazdy, jakby odruchowo szukając dla kundla towarzystwa. Ale niebo było puste w miejscu, które zapamiętała. Szkoda.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Byłyście kiedyś bliżej.</span> - mruknęła cicho, bardziej do siebie niż odległego kosmosu.<br />
<br />
Zimny wiatr poruszył trawami, jak gdyby czyjaś niewidzialna (może boska) ręka przeczesała pole i pogłaskała zawieszoną między snem, a jawą czarownicę po policzku. Tym razem wiatr nie był gorący. Niósł ze sobą chłód znad pobliskiej rzeki i wilgoć, która osiadała na skórze. <br />
To miejsce było inne niż świat, który znała. <br />
Stara, drewniana chata na uboczu, z zapadniętym dachem i skrzypiącą podłogą, stała się jej tymczasową ostoją - nikt o zdrowych zmysłach się tu nie zapuszczał. Niemagiczni mówili, że „to miejsce nie jest dobre”. Może tak było. Może gdzieś na strychu czaiły się demony, zlęknione ludzi tak samo jak ludzie ich.<br />
Wieś żyła gdzie obok. Światła w oknach dawno pogasły, ale od czasu do czasu słychać było szczekanie psa, uderzenia kopyt o brukowaną drogę czy stłumione rozmowy. Ludzie trzymali się swoich domów. Wieczorami wciąż jeszcze świętowano okres tegorocznych zbiorów, grzejąc się przy ognisku.<br />
Nie próbowała się do nich za bardzo zbliżyć - wiedziała, że odejdą nim miejscowi poznają ich imiona. <br />
Gdyby ktoś zobaczył ją teraz, leżącą pośród polnych kwiatów, z włosami rozsypanymi na trawie i oczami utkwionymi w niebie, pewnie i tak uznałby ją za szaloną. A szalonym nie należało przeszkadzać, bo w ich obłędzie tkwiły tajemnice świata, przeszłości i przeszłości.<br />
<br />
Oderwała wzrok od nieba, gdy usłyszała znajomy szelest w trawie i ciche popiskiwanie. Paul. Nie był już maleńkim, zagubionym pisklęciem. Jego pióra zdążyły przybrać właściwy kształt i ciężar, skrzydła były silniejsze, ruchy pewniejsze, choć wciąż było w nich coś z dawnej niecierpliwości. Wyglądał, jakby znowu wyturlał się w całym tym polu. Uniosła lekko kącik ust, wyciągając w jego stronę dłoń. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Znowu?  Och Paul.</span>- Westchnęła ze śmiechem. Lata leciały, a niektóre rzeczy nie zmieniały się nic a nic.<br />
Paul nie zawahał się długo. Wskoczył na swoją opiekunkę, cięższy niż kiedyś, równie mocno niezadowolony z otaczającego go brudu. Przesunęła wolną dłonią po jego piórach, wyciągając spomiędzy nich źdźbła trawy i drobne różnokolorowe płatki kwiatów. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Spójrz.</span>- Powiedziała cicho, może odrobinę ciszej, niż zamierzała. Uniosła jego ptasią główkę w stronę jeden z gwiazd. Pierwszej lepszej z brzegu.- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To ja.</span>- Potem, z lekkim zawahaniem, przesunęła palec ku drugiej, mniejszej.-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> A to ty.</span><br />
Kruk nie prychał tak oburzony jak kiedyś. Przekrzywił tylko głowę, patrząc to na nią, to na niebo. Próbował zrozumieć, czy jego pani mówi poważnie, czy znowu opowiada jedną ze swoich dziwnych historii. Zatrzepotał skrzydłami, rozsypując wokół nich drobinki suchych roślin, nadal niezadowolony z resztek roślin wczepionych w swoje skrzydła. Zaśmiała się pod nosem i jednym, krótkim ruchem różdżki oczyściła jego pióra, tym robiąc to o wiele dokładniej. Wreszcie zadowolony, ptak ułożył się na jej piersi i zapadł w sen.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Niedługo będziesz latał jeszcze dalej niż teraz. Wyżej niż ja latam.</span><br />
Może rzeczywiście coś się w niej zmieniło przez te lata. A może to świat wokół niej był inny - cichszy, mniej skłonny do szaleństwa niż kamienne mury i pustynne noce.<br />
<br />
Nie chciała wracać. Jeszcze nie dziś.<br />
Niebo nad Rumunią było wystarczająco obce, żeby mogła udawać, że zaczyna od nowa i wystarczająco znajome, żeby nie czuć się całkiem zagubioną.<br />
Przymknęła oczy, czując pod sobą miękką ziemię i resztki ciepła, które powoli z niej uchodziły.<br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Koniec sesji</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 1972, 13.10 Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Poszukiwania rozGwiazdy]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5852</link>
			<pubDate>Sun, 15 Mar 2026 12:26:48 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=483">Dearg Dur</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5852</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
parterowy domek na obrzeżach mugolskiego miasta, niedaleko morza</div>
<br />
Hestia i Ceolsige bez trudu po zmroku dostały się do samotnii Donny Anny, czarodziejki, która z racji bycia gwiazdą rewii magicznego SPA miała przywilej posiadać oddzielne lokum, w którym mogła odpocząć od trudów codzienności pracy w kurorcie. <br />
<br />
Wnętrze domostwa potwierdziło przeczucia wiedźm - w środku nikogo nie było i panował straszliwy bałagan, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy, powywalane z szaf magiczne szaty ale i mugolskie przebrania. "Syrena" żyła skromnie, ale znać było w tym całym bałaganie pewien zmysł estetyczny. Kobiety miały chwilę, żeby przeszukać pomieszczenia, ale teraz co innego zajęło im głowę: oto jakiś mężczyzna walił do drzwi krzycząc:<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Anna, apriti subito, lurida stronza! So che sei lì dentro, non puoi nasconderti da me, fottuta traditrice!</span> <br />
<br />
Co gorsza, krótki rzut oka przez okna wskazywał, że nie był on sam, a dom powoli był otaczany przez większą grupkę ludzi latarkami oświetlającymi sobie drogę. <br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">18.03</span>. W ramach pierwszego posta proszę o wykonanie poza przysługującymi dwoma Rzutami, o dodatkowy Rzut na <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Percepcję</span>, aby czy i jakie poszlaki znalazły wiedźmy przez krótki czas, kiedy miały spokój.<br />
<br />
Zasady ogólne Scenariusza:<br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości.<br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji w swojego posta, proszę o kontakt na pw.<br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
parterowy domek na obrzeżach mugolskiego miasta, niedaleko morza</div>
<br />
Hestia i Ceolsige bez trudu po zmroku dostały się do samotnii Donny Anny, czarodziejki, która z racji bycia gwiazdą rewii magicznego SPA miała przywilej posiadać oddzielne lokum, w którym mogła odpocząć od trudów codzienności pracy w kurorcie. <br />
<br />
Wnętrze domostwa potwierdziło przeczucia wiedźm - w środku nikogo nie było i panował straszliwy bałagan, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy, powywalane z szaf magiczne szaty ale i mugolskie przebrania. "Syrena" żyła skromnie, ale znać było w tym całym bałaganie pewien zmysł estetyczny. Kobiety miały chwilę, żeby przeszukać pomieszczenia, ale teraz co innego zajęło im głowę: oto jakiś mężczyzna walił do drzwi krzycząc:<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Anna, apriti subito, lurida stronza! So che sei lì dentro, non puoi nasconderti da me, fottuta traditrice!</span> <br />
<br />
Co gorsza, krótki rzut oka przez okna wskazywał, że nie był on sam, a dom powoli był otaczany przez większą grupkę ludzi latarkami oświetlającymi sobie drogę. <br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">18.03</span>. W ramach pierwszego posta proszę o wykonanie poza przysługującymi dwoma Rzutami, o dodatkowy Rzut na <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Percepcję</span>, aby czy i jakie poszlaki znalazły wiedźmy przez krótki czas, kiedy miały spokój.<br />
<br />
Zasady ogólne Scenariusza:<br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości.<br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji w swojego posta, proszę o kontakt na pw.<br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] LimonCello]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5812</link>
			<pubDate>Tue, 10 Mar 2026 23:37:48 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=483">Dearg Dur</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5812</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
Grota solankowa</div>
<br />
To była poważna degustacja lokalnego alkoholu. Limoncello było słodko-kwaśnym ulepkiem, doskonałą nalewką do prowadzenia dziwnych wiecznornych pertraktacji dotyczących wielu w sumie spraw. <br />
<br />
Basil Scamander wydawał się bardzo zaangażowany we wprowadzenie Henryka w arkana działania klubu, który w sumie w porównaniu z całą resztą niezwykle swobodnie podchodził… właściwie do wszystkiego. Liczyły się podróże. Liczyły się doświadczenia. Co się nie liczyło to pieniądze i bieżący konflikt, którego dajmy na to Spalona Noc absolutnie ominęła podróżnika. Alkohol rozwiązywał język i łatwo było wpaść w zachwyty nad Sri Lanką, aby płynnie przejść do konieczności zobaczenia jednej z sal koło groty solankowej. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Na pewno już je uporządkowali, nikt nie pilnuje tutaj przejść, w końcu jesteśmy yik! VIP-ami! </span> - perorował zadowolony, schodząc w dół po kamiennych schodach do groty z dwójka magów i butelką limoncello w dłoni. <br />
<br />
Drzwi rzeczywiście były otwarte. Od progu uderzył ich intensywny siarkowy zapach zbyt mocny by można było go zignorować. Łukowate sklepienie było nisko, w pomieszczeniu panował półmrok. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Musisz zobaczyć tę grotę, jest doskonała, dźwięk roznosi się w niej niemal w magiczny sposób, a jak ukształtuje się takie małe światełka… widok jest zapierający dech w piersi</span> - zawyrokował Skamander zmieniając trajektorię swoich kroków do rozległego podziemnego basenu. Grota bowiem nie przypominała ni jak łazienek, które mieli w apartamentach, ale była wielką salą, bardziej podziemnym jeziorem z migoczącą, mineralną wodą podgrzewaną zapewne wulkanicznymi źródłami. <br />
<br />
Nie to jednak przyciągnęło uwagę samozwańczych zwiedzających stojących w ciasnym przejściu. Na schodach prowadzących w dół do solanki stało półtorametrowe <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">coś</span>. W pierwszej chwili zdawało się to być górą błota i mułu, obrzydliwą rzeźbą, hołubiącą naturalny rozkład. Ale potem… to coś zaczęło się bardzo, bardzo powoli odwracać do nich. Z pluskiem uniosło jedną łapę ociekającą lepkim szlamem, by ułatwić sobie to zadanie, zassało obrzydliwym mlaśnięciem powietrze i wydało złowieszcze gruchotanie odbijające się echem od ścian podziemnej komory. A potem rozwarło paszcze, odsłaniając oślizgłe podniebienie zdające się pokryte tysiącem wijących się palców.<br />
<br />
Za nimi huknęły drzwi wejściowe, a butelka trzymana przez Basiliusa zleciała na mozaikową posadzkę, rozbryzgując się na tysiąc szklanych kawałków.<br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">13.03.</span><br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości.<br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji w swojego posta, proszę o kontakt na pw.<br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
Grota solankowa</div>
<br />
To była poważna degustacja lokalnego alkoholu. Limoncello było słodko-kwaśnym ulepkiem, doskonałą nalewką do prowadzenia dziwnych wiecznornych pertraktacji dotyczących wielu w sumie spraw. <br />
<br />
Basil Scamander wydawał się bardzo zaangażowany we wprowadzenie Henryka w arkana działania klubu, który w sumie w porównaniu z całą resztą niezwykle swobodnie podchodził… właściwie do wszystkiego. Liczyły się podróże. Liczyły się doświadczenia. Co się nie liczyło to pieniądze i bieżący konflikt, którego dajmy na to Spalona Noc absolutnie ominęła podróżnika. Alkohol rozwiązywał język i łatwo było wpaść w zachwyty nad Sri Lanką, aby płynnie przejść do konieczności zobaczenia jednej z sal koło groty solankowej. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Na pewno już je uporządkowali, nikt nie pilnuje tutaj przejść, w końcu jesteśmy yik! VIP-ami! </span> - perorował zadowolony, schodząc w dół po kamiennych schodach do groty z dwójka magów i butelką limoncello w dłoni. <br />
<br />
Drzwi rzeczywiście były otwarte. Od progu uderzył ich intensywny siarkowy zapach zbyt mocny by można było go zignorować. Łukowate sklepienie było nisko, w pomieszczeniu panował półmrok. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Musisz zobaczyć tę grotę, jest doskonała, dźwięk roznosi się w niej niemal w magiczny sposób, a jak ukształtuje się takie małe światełka… widok jest zapierający dech w piersi</span> - zawyrokował Skamander zmieniając trajektorię swoich kroków do rozległego podziemnego basenu. Grota bowiem nie przypominała ni jak łazienek, które mieli w apartamentach, ale była wielką salą, bardziej podziemnym jeziorem z migoczącą, mineralną wodą podgrzewaną zapewne wulkanicznymi źródłami. <br />
<br />
Nie to jednak przyciągnęło uwagę samozwańczych zwiedzających stojących w ciasnym przejściu. Na schodach prowadzących w dół do solanki stało półtorametrowe <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">coś</span>. W pierwszej chwili zdawało się to być górą błota i mułu, obrzydliwą rzeźbą, hołubiącą naturalny rozkład. Ale potem… to coś zaczęło się bardzo, bardzo powoli odwracać do nich. Z pluskiem uniosło jedną łapę ociekającą lepkim szlamem, by ułatwić sobie to zadanie, zassało obrzydliwym mlaśnięciem powietrze i wydało złowieszcze gruchotanie odbijające się echem od ścian podziemnej komory. A potem rozwarło paszcze, odsłaniając oślizgłe podniebienie zdające się pokryte tysiącem wijących się palców.<br />
<br />
Za nimi huknęły drzwi wejściowe, a butelka trzymana przez Basiliusa zleciała na mozaikową posadzkę, rozbryzgując się na tysiąc szklanych kawałków.<br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">13.03.</span><br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości.<br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji w swojego posta, proszę o kontakt na pw.<br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5811</link>
			<pubDate>Tue, 10 Mar 2026 23:22:15 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=483">Dearg Dur</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5811</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
Ruiny będące bramą do kurortu</div>
<br />
Gwiazdy lśniły zachęcająco, a temperatura zdawała się idealna do wieczornego spaceru z kieliszkiem wina i miłością do teatru na ustach, jak miało to miejsce w przypadku <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Hannibala i Heleny</span>. Inni nie próżnowali - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Peregrinus</span> zapodziany między wystającymi z ziemi zębami dawnej budowli metodycznie weryfikował stan zaklęć tych współczesnych, zorientowanych na odstraszaniu mugoli, jak i - a może przede wszystkim - tych dawniejszych, które mogłyby mu pomóc w odszukaniu zejściu gdzieś w głąb wzgórza. Miles odleciała na wulkaniczną wyspę. Nie było daty, ani chwili lepszej do tej eksploracji. <br />
<br />
Cała trójka była świadoma swojej obecności i nie przeszkadzała sobie zadaniach, które umyślili na ten jakże uroczy i spokojny wieczór. <br />
<br />
Do czasu…<br />
<br />
Peregrinusowi udało się znaleźć zaklęcie odstraszające, bardzo sprawnie znaczące cegły. Z czysto zawodowej ciekawości prześledził ciąg run aż trafił na pierwszą i momentalnie zrozumiał sytuację - cegła w tym miejscu została uszkodzona. Pazury? Zęby? Zadrapania były wystarczające, by nadkruszyć zaklęcie, była to rzecz, która mogłaby zagrozić mocno kurortowi. Mężczyzna nie zdążył jednak ni jak zareagować, gdyż w tej samej chwili wszyscy czarujący wycieczkowicze z Anglii usłyszeli gromki śmiech i piosenki śpiewane przez… najprawdopodobniej mugolskie, amerykańskie gardła.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- To będzie doskonała miejscówka na wywoływanie duchów! Aż dziw, że nie ma o tym więcej w żadnym przewodniku!</span> - przebijał się podekscytowany żeński głos. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Czej, to zagram coś bardziej nastrojowego…</span> - czknął drugi, należący do chłopaka, a zaraz potem<a href="https://youtu.be/o0U3mVKLTOk" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url"> zabrzmiały pierwsze dźwięki dość znanej piosenki i kilka zadowolonych okrzyków</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No, czekajcie, tu nie wolno, jest zakaz…</span> - zmartwiony głos drugiej towarzyszki, z silnym włoskim akcentem przebił się przez biesiadę. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Moja babka mówiła, że tu straszy… to wielki pech pić tutaj w takim miejscu, nie idźmy tam, znam lepsze miejsce.</span> - prosiła dziewczyna.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Chyba żartujesz? Straszy? To właśnie IDEALNIE do naszego planu. Ogarnij się, jak tu nikt nie chodzi, to będziemy mieć spokój od tych waszych żandarmów.</span> <br />
<br />
Głosy narastały zbliżając się coraz bliżej do Was. Zaklęcie nie tylko zostało naruszone. <br />
<br />
Ono przestało działać.<br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">13.03.</span>, lub wcześniej jeśli pojawią się wszystkie odpisy.<br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości. <br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji, proszę o kontakt na pw. <br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">13.10 - późny wieczór<br />
Ruiny będące bramą do kurortu</div>
<br />
Gwiazdy lśniły zachęcająco, a temperatura zdawała się idealna do wieczornego spaceru z kieliszkiem wina i miłością do teatru na ustach, jak miało to miejsce w przypadku <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Hannibala i Heleny</span>. Inni nie próżnowali - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Peregrinus</span> zapodziany między wystającymi z ziemi zębami dawnej budowli metodycznie weryfikował stan zaklęć tych współczesnych, zorientowanych na odstraszaniu mugoli, jak i - a może przede wszystkim - tych dawniejszych, które mogłyby mu pomóc w odszukaniu zejściu gdzieś w głąb wzgórza. Miles odleciała na wulkaniczną wyspę. Nie było daty, ani chwili lepszej do tej eksploracji. <br />
<br />
Cała trójka była świadoma swojej obecności i nie przeszkadzała sobie zadaniach, które umyślili na ten jakże uroczy i spokojny wieczór. <br />
<br />
Do czasu…<br />
<br />
Peregrinusowi udało się znaleźć zaklęcie odstraszające, bardzo sprawnie znaczące cegły. Z czysto zawodowej ciekawości prześledził ciąg run aż trafił na pierwszą i momentalnie zrozumiał sytuację - cegła w tym miejscu została uszkodzona. Pazury? Zęby? Zadrapania były wystarczające, by nadkruszyć zaklęcie, była to rzecz, która mogłaby zagrozić mocno kurortowi. Mężczyzna nie zdążył jednak ni jak zareagować, gdyż w tej samej chwili wszyscy czarujący wycieczkowicze z Anglii usłyszeli gromki śmiech i piosenki śpiewane przez… najprawdopodobniej mugolskie, amerykańskie gardła.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- To będzie doskonała miejscówka na wywoływanie duchów! Aż dziw, że nie ma o tym więcej w żadnym przewodniku!</span> - przebijał się podekscytowany żeński głos. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Czej, to zagram coś bardziej nastrojowego…</span> - czknął drugi, należący do chłopaka, a zaraz potem<a href="https://youtu.be/o0U3mVKLTOk" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url"> zabrzmiały pierwsze dźwięki dość znanej piosenki i kilka zadowolonych okrzyków</a><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No, czekajcie, tu nie wolno, jest zakaz…</span> - zmartwiony głos drugiej towarzyszki, z silnym włoskim akcentem przebił się przez biesiadę. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Moja babka mówiła, że tu straszy… to wielki pech pić tutaj w takim miejscu, nie idźmy tam, znam lepsze miejsce.</span> - prosiła dziewczyna.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Chyba żartujesz? Straszy? To właśnie IDEALNIE do naszego planu. Ogarnij się, jak tu nikt nie chodzi, to będziemy mieć spokój od tych waszych żandarmów.</span> <br />
<br />
Głosy narastały zbliżając się coraz bliżej do Was. Zaklęcie nie tylko zostało naruszone. <br />
<br />
Ono przestało działać.<br />
<br />
<div class="mg">Tura trwa do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">13.03.</span>, lub wcześniej jeśli pojawią się wszystkie odpisy.<br />
<br />
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości. <br />
<br />
W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną.<br />
<br />
W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu.<br />
<br />
Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji, proszę o kontakt na pw. <br />
<br />
Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[13/10/72, Lamezia Terme] Wymiary hiperfiksacji]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5808</link>
			<pubDate>Mon, 09 Mar 2026 20:38:37 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=172">Peregrinus Trelawney</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5808</guid>
			<description><![CDATA[<h1>Leviathan i Peregrinus na wycieczce w ruiny</h1><br />
Peregrinus lubił świeżość wczesnego poranka przede wszystkim dlatego, że większość ludzi jeszcze wówczas spała, pozostawiając dla niego komfortową ilość wolnej przestrzeni. W miejscu takim jak Lamezia Terme cenił również chłód wczesnej pory, mimo że nieco odczuwał go przez cienką koszulę. Nie szkodzi, nie zabrał z pokoju do restauracji dodatkowego okrycia, bo nie dbał o to aż tak; podobał mu się kontrast tego chłodu do mającego nadejść za jakiś czas lepkiego ciepła. <br />
Zadowalał go więc spokój tak zupełny, że z sali restauracyjnej słyszał krzątanie się personelu na kuchni, a jednocześnie w jakiś sposób cieszyło go i to, że nie siedział na tym diabelsko wczesnym śniadaniu sam. Czasem gdy spokój był zbyt absolutny, a ludzie zbyt dalecy, rzeczywistość zdawała się oddalać wraz z nimi. Ostatnimi czasy dręczyło go to coraz bardziej; z chęcią więc zaakceptował towarzystwo Leviathana przy śniadaniu, które to miało się powoli ku końcowi. <br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będę się zbierał. Ruiny tutejszego klasztoru przyciągnęły moją uwagę. Ostatnie ruiny, jakie odwiedziłem, okazały się… tych odwiedzin warte</span> — enigmatycznie wyznał Rowle'owi wróżbita. Zaciągnął się niespiesznie papierosem, wspominając pełną nekromantycznej energii czaszkę z Windermere, o której nie słyszał już więcej ani słowa, odkąd zabrali ją pracownicy Ministerstwa. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przeczucie podpowiada mi, że i tutaj coś czeka na odkrycie. I zastanawiam się…</span> — Zgniótł fajkę w popielniczce i sięgnął do wiszącej na oparciu krzesła torby po talię tarota.<br />
Inną zaletą wczesnej pory było to, że czarodzieje mogli zająć miejsce z doskonałym widokiem na akwarium. Tasując karty, Peregrinus patrzył na ten przeszklony wycinek morskiej toni mającej cieszyć oko gości hotelowych. Mnogość zebranych tam barwnych morskich stworzeń robiła wrażenie. Cały kurorcik był ładny, choć ta ładna fasada nie potrafiła utrzymać jego uwagi na dłużej. Myśli zawsze wracały do prób rozwikłania proroctwa o ruinach.<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zastanawiam się, jak się do tego zabrać.</span><br />
Wyłożył na stół pojedynczą kartę.<br />
<br />
[roll=Tarot]<br />
<br />
Focaccia zniknęła już jakiś czas temu z talerza Peregrinusa. Zamiast granity poprosił o smoliście czarną kawę — zostało jej na dwa łyki, które wróżbita wypił teraz jeden za drugim, pogrążony w rozmyślaniach o wróżbie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Leviathan i Peregrinus na wycieczce w ruiny</h1><br />
Peregrinus lubił świeżość wczesnego poranka przede wszystkim dlatego, że większość ludzi jeszcze wówczas spała, pozostawiając dla niego komfortową ilość wolnej przestrzeni. W miejscu takim jak Lamezia Terme cenił również chłód wczesnej pory, mimo że nieco odczuwał go przez cienką koszulę. Nie szkodzi, nie zabrał z pokoju do restauracji dodatkowego okrycia, bo nie dbał o to aż tak; podobał mu się kontrast tego chłodu do mającego nadejść za jakiś czas lepkiego ciepła. <br />
Zadowalał go więc spokój tak zupełny, że z sali restauracyjnej słyszał krzątanie się personelu na kuchni, a jednocześnie w jakiś sposób cieszyło go i to, że nie siedział na tym diabelsko wczesnym śniadaniu sam. Czasem gdy spokój był zbyt absolutny, a ludzie zbyt dalecy, rzeczywistość zdawała się oddalać wraz z nimi. Ostatnimi czasy dręczyło go to coraz bardziej; z chęcią więc zaakceptował towarzystwo Leviathana przy śniadaniu, które to miało się powoli ku końcowi. <br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będę się zbierał. Ruiny tutejszego klasztoru przyciągnęły moją uwagę. Ostatnie ruiny, jakie odwiedziłem, okazały się… tych odwiedzin warte</span> — enigmatycznie wyznał Rowle'owi wróżbita. Zaciągnął się niespiesznie papierosem, wspominając pełną nekromantycznej energii czaszkę z Windermere, o której nie słyszał już więcej ani słowa, odkąd zabrali ją pracownicy Ministerstwa. — <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Przeczucie podpowiada mi, że i tutaj coś czeka na odkrycie. I zastanawiam się…</span> — Zgniótł fajkę w popielniczce i sięgnął do wiszącej na oparciu krzesła torby po talię tarota.<br />
Inną zaletą wczesnej pory było to, że czarodzieje mogli zająć miejsce z doskonałym widokiem na akwarium. Tasując karty, Peregrinus patrzył na ten przeszklony wycinek morskiej toni mającej cieszyć oko gości hotelowych. Mnogość zebranych tam barwnych morskich stworzeń robiła wrażenie. Cały kurorcik był ładny, choć ta ładna fasada nie potrafiła utrzymać jego uwagi na dłużej. Myśli zawsze wracały do prób rozwikłania proroctwa o ruinach.<br />
— <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zastanawiam się, jak się do tego zabrać.</span><br />
Wyłożył na stół pojedynczą kartę.<br />
<br />
[roll=Tarot]<br />
<br />
Focaccia zniknęła już jakiś czas temu z talerza Peregrinusa. Zamiast granity poprosił o smoliście czarną kawę — zostało jej na dwa łyki, które wróżbita wypił teraz jeden za drugim, pogrążony w rozmyślaniach o wróżbie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr...]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5788</link>
			<pubDate>Sat, 28 Feb 2026 22:13:36 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=483">Dearg Dur</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5788</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">12 i 13 października 1972<br />
Lamezia Terme<br />
luksusowy kurort Canto della Sirena</div>
<br />
Lamezia Terme, znajdująca się ledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe od Neapolu, prawdziwie była miejscem spoczynku legendarnej syreny Ligeji. Obdarzając niewielką wioskę Nicastro błogosławieństwem zdrowej wody, zapisała miejscowość na mapie starożytnych. Rzymianie lubowali się w leczniczych kąpielach, Ligeję czynioną nieśmiertelną na amforach i monetach, lecz wystarczyło kilka wieków, by opowieść stała się legendą krążącą tak wśród czarodziei jak i mugolów. Kilka wieków później ruiny term wykorzystał Robert Guiscard, ukrywając je benedyktyńskim klasztorem, będącym tak naprawdę prymitywną szkołą magii i czarodziejstwa dla kilku uzdolnionych z okolic. Cóż takiego musieli Ci adepci zrobić, że wysadzili wszystko w powietrze? Ciężko stwierdzić, ale ziemia wysycona magicznymi źródłami tylko czekała na kolejne zagospodarowanie.<br />
<br />
To było sprytne... z pewnością jakaś gałąź McGonagallów zwietrzyła szansę na piękny zarobek. Któż by się nie oparł luksusowemu SPA, całkowicie osłoniętemu przed mugolami, pośrodku miasteczka przypominającego trochę Magiczny Londyn, z tym wyjątkiem, że zamiast mgły i smogu przez cały rok było cudownie ciepło i leniwie kojąco, zamiast brudu i rynsztoków, gości witały uginajace się od pomarańczy i oliwek drzewka. Nawet kaktusy zdawały się zwyczajnie przyjaźniejsze niż na Wyspach. I tak, chimery łączące swoje żywoty z rybami, przedstawiały się jako dziedziczki swej syreniej patronki, łatwo jednak było uwierzyć tej ułudzie. Zatrudnienie w hotelu znajdowały też selkie, a żywot tak kuracjuszom jak właścicielom i pracownikom mijał w sielskiej atmosferze, w otoczeniu kobiet wina i śpiewu. Prawdziwie był to raj na ziemi...<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Basil Scamander zdawał się być spokojniejszy niż zwykle, brakło w nim zwyczajowej ekscytacji, gdy w grę wchodziła kolejna wyprawa. Starsi członkowie ekspedycji wiedzieli, że mężczyzna preferuje mniej cywilizowane sposoby spędzania czasu, w pierwotnych szkicach wyjazd ten miał trwać tydzień i obejmować szlaki pirenejskiej magii. Niestety okoliczności redukowały przyjemności do skromnego weekendu, a plan przedzierania się po górskich szlakach zamieniony został na lecznicze kąpiele. Nic dziwnego, że przewodniczący klubu nie był zbyt zadowolony takim obrotem spraw.<br />
<br />
Na miejscu zbiórki o 6 rano stawiło się dwadzieścia osób, w tym przyszli badacze tajemnic raju, który - jak rychło miało się okazać - borykał się ze swoimi problemami. Specjalnie skalibrowane na tę okoliczność i absolutnie legalne świstokliki zabrały ich na marmurową posadzkę kurortu. Pod ich stopami poruszały się niespiesznie kamienne ryby, w kręgu dedykowanym teleportacjom, zawsze odpowiednio pustym na okoliczność nowych gości. <br />
<br />
Pierwsze co można było poczuć po teleportacji poza mdłościami, to ciepłe powietrze przesycone morską bryzą. Mimo wczesnego poranka jest już 20 stopni i temperatura w ciągu dnia wzrośnie. <br />
<br />
Śniade recepcjonistki w togach pospiesznie podążyły do zorganizowanej grupy i wskazały im przydzielone apartamenty, wręczając również broszury informujące ich o lokalnych atrakcjach. Po angielsku z bardzo silnym akcentem włoskiego południa wyjaśniły z żalem, że termy poddawane są procesowi oczyszczania i niestety nie są dostępne dla gości, ale dyrektor zakłada, że zabiegi da się wykonać przed powrotem anglików w niedzielny poranek. Na piątkowy wieczór przewidziano również występ Rewii, który nieodmiennie zachwycał gości, nawet jeśli Donna Anna - gwiazda syrenich występów - była od tygodnia niedysponowana.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/4nY8fStVQcc" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;POKOJE';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;POKOJE';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />POKOJE</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Każda postać otrzymuje złoty klucz zwieńczony muszlą do swojego pokoju. Postaci mogły umówić się wcześniej, że są przydzielone do pokoju razem.<br />
<br />
Słowa klucze do przestronnych apartamentów to: Przestrzeń. Cisza. Prywatność.<br />
<br />
Wnętrza zdobią biało-niebieskie płytki przynoszące wrażenie chłodu nawet w najgorętsze dni. Kremowe sofy, złocone detale i marmurowe kolumny tworzą atmosferę nieco teatralnego luksusu. W przestrzeni unosi się subtelna muzyka harfy i viol, pojawiająca się na dyskretne życzenie gości. Przestronne apartamenty oferują również panoramiczne przeszklone drzwi prowadzące na tarasy z widokiem na sady cytrusowe, ruiny dawnej twierdzy oddzielającej spa od świata mugoli i błękit Morza Tyrreńskiego.<br />
<br />
W apartamencie znaleźć można również:<br />
– salon z sekretarzykiem, prywatną biblioteczką i dyskretną chłodzącą szafką z wyborem lokalnych win,<br />
– dwie sypialnie o absolutnej izolacji akustycznej,<br />
– marmurową łaźnię inspirowaną tradycją rzymskich term w których basen kąpielowy zastępuje wannę.<br />
</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;ROZRYWKI';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;ROZRYWKI';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />ROZRYWKI</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<h3>Basen Południowy</h3><br />
Otwarta część uzdrowiska z przestronnym, napowietrznym basenem otoczonym białym kamieniem. Woda utrzymywana jest w idealnej temperaturze, a delikatna bryza znad morza łagodzi kalabryjskie słońce. Najlepiej odwiedzać go późnym popołudniem, gdy światło mięknie, a dzień powoli przechodzi w wieczorną sjestę. Obok basenu znajduje się zewnętrzna część restauracyjna, nie raz zdarzyło się, że rozochoceni goście deser kończyli w krystalicznie czystej wodzie.<br />
<br />
<h3>Restauracja i Rewia</h3><br />
Na parterze, od południowej strony kompleksu znajduje się wykwintna restauracja, do której można również wejść z zewnątrz, znad basenu. Sala jest przestronna, niezwykle eleganckiej, a w jej centralnym punkcie znajduje się przeszklone, zwisające z sufitu akwarium, wypełnione lokalnymi stworzeniami morskimi. W każdy wtorek i piątek można podczas kolacji doświadczyć unikatowego przedstawienia tańczących w wodzie syren. Te o wiele bardziej wpisują się w swoje romantyzowane w opowieściach wizerunki, uwodzą uśmiechem i lekkością tańca, aniżeli straszą prawdziwą naturą tych magicznych bestii.<br />
<br />
<h3>Solankowa Grota – aktualnie wyłączona z użytku</h3><br />
Na północnej ścianie kompleksu, w sąsiedztwie historycznych ruin, znajduje się podziemna komnata wykuta w różowo-kwarcowej geodzie, połączona z budynkiem mieszkalnym podziemnym korytarzem. Wnętrze oświetlone jest ciepłymi lampami odbijającymi się w kryształach soli. Murowane łoża wyprofilowane są tak, by zapewnić pełne rozluźnienie kręgosłupa. Zabiegi obejmują aromatyczne olejki, terapię nagrzewanymi kamieniami, kąpiele w solance, relaksację przy dźwiękach gongów i mis.<br />
<br />
<h3>Sady Cytrusowe</h3><br />
Kurort otaczają gaje pomarańczowe i oliwne, których owoce trafiają bezpośrednio na stoły gości. Ścieżki wiją się między drzewami, oferując cień i spokój nawet w upalne dni.<br />
Spacer o świcie pozwala doświadczyć miejsca w jego najczystszej formie — jeszcze przed nadejściem codziennego gwaru.<br />
<br />
<h3>Dziedzictwo Miejsca</h3><br />
Historia regionu sięga starożytności. Wedle lokalnych podań, patronką tutejszych wód była syrena Ligeja, której wizerunek do dziś zdobi pamiątkowe monety i ozdobne amfory. Ruiny klasztoru kuszą zapachem przeszłości, niesionym przez południowo-włoski wiatr. Warstwy historii magów i mugoli – rzymskie, średniowieczne i współczesne – nakładają się tu na siebie subtelnie, jak marmur przykrywający dawną skałę.</div></div>
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;MENU';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;MENU';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />MENU</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;"><h3>COLAZIONE SOLARE – Śniadanie Słoneczne</h3><br />
☀ Chleb Syreny ☀ <br />
Ciepła focaccia z rozmarynem i kryształkami soli morskiej, podawana z masłem infuzowanym olejkiem cytrusowym. Delikatnie wzmacnia koncentrację i łagodzi zmęczenie podróżą.<br />
<br />
☀ Ricotta al Vapore di Limone ☀ <br />
Świeża ricotta podana z ciepłym miodem akacjowym i startą skórką z kalabryjskiej cytryny. Uspokaja rytm serca i wyostrza zmysł smaku.<br />
<br />
☀ Granita z Mandarynki i Bazylii ☀ <br />
Lekko musująca, podawana w schłodzonym kielichu z cienkiego szkła. Odświeża ciało, usuwa skutki nadmiaru wina z poprzedniego wieczoru.<br />
<br />
<h3>PRANZO LEGGERO – Lekkie Popołudnie</h3><br />
☀ Insalata Imperiale ☀ <br />
Sałata rzymska, figi, oliwki, ser pecorino i płatki karmelizowanych migdałów. Skropiona oliwą tłoczoną w sadach kurortu. Wzmacnia odporność na upał.<br />
<br />
☀ Tagliolini alla Sirena ☀ <br />
Cienki makaron z sosem z białego wina, małż i cytrusowej emulsji. Działa jak łagodny eliksir regeneracyjny po zabiegach solankowych.<br />
<br />
☀ Carpaccio z Tuńczyka Tyrreńskiego ☀ <br />
Podawane z różowym pieprzem i perłami cytrynowego kawioru. Podnosi poziom energii magicznej na kilka godzin.<br />
<br />
<h3>CENA CREPUSCOLARE – Kolacja Zmierzchowa</h3><br />
☀ Agnello al Rosmarino Fumante ☀ <br />
Jagnięcina pieczona w glinianej formie, podawana z duszonymi oliwkami i redukcją czerwonego wina. Wzmacnia ciało i przywraca równowagę po wyczerpujących rozmowach.<br />
<br />
☀ Risotto Nero con Perle di Sale ☀ <br />
Kremowe risotto z atramentem kałamarnicy, wykończone kryształami solanki z groty. Wyostrza percepcję i sprzyja lucidnym snom.<br />
<br />
☀ Panna Cotta „Ligea” ☀ <br />
Waniliowa, z musem z granatu i jadalnym złotem. Przynosi przyjemne ciepło i uczucie lekkości.<br />
<br />
<h3>KARTA WIN</h3><br />
☀ Rosso di Nicastro Riserva ☀ <br />
Głębokie, ziemiste, z nutą czarnej wiśni i dymu. W małych ilościach wzmacnia pewność siebie.<br />
<br />
☀ Bianco del Tirreno ☀ <br />
Mineralne, z wyczuwalną solną nutą. Idealne po zabiegach kamieniami.<br />
<br />
☀ Vino „Di Ora in Ora” ☀ <br />
Limitowana butelka z winnicy należącej do kurortu. Smak zmienia się subtelnie wraz z temperaturą powietrza.<br />
Dla cierpliwych.<br />
<br />
<h3>ELIXIRIA &amp; NAPOJE MAGICZNE</h3><br />
☀ Infusione di Quarzo Rosa ☀ <br />
Napar serwowany w kryształowym naczyniu. Harmonizuje emocje.<br />
<br />
☀ Amfora Ligei ☀ <br />
Musujący napój z ekstraktem z białych winogron i odrobiną morskiej soli. Podawany w miniaturowej amforze. Subtelnie potęguje zmysł dotyku.<br />
<br />
☀ Caffè Nero delle Ombre ☀ <br />
Czarna, intensywna, gęsta kawa kalabryjska. Przywraca jasność myśli nawet po najdłuższej sjescie.</div></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div class="mg">W niniejszym prologu każdy ma możliwość opisać ogólny zarys podejmowanych przez Wasze postaci działań. Jak czują się w odmiennym od angielskiego klimacie? Jak i z kim spędzają czas? I najważniejsze: wokół jakiego tematu i w jaki sposób kręcą się najbardziej? Wasze posty nie mają limitu słów, chciałabym prosić, żebyście na końcu kursywą napisali deklarację, na jakiej informacji zależy Wam najbardziej i jak próbujecie ją zdobyć. Żaden rzut nie jest potrzebny. To może być jeden z problemów kurortu, to mogą być Wasze prywatne cele, to mogą być jak najbardziej przestrzenie związane ze scenariuszem, którym Wy jako gracze wiecie, że będziecie się zajmować. Jeśli ktoś cierpi na brak weny, chętnie podpowiem rozwiązania. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Na podstawie waszych kart postaci i deklaracji z postów będę tworzyć Wskazówki do późniejszych fabuł. </span>Jeśli ktoś dostanie Wskazówkę do scenariusza innej postaci i chciałby się nią podzielić, zachęcam do używania Korespondencji, aby forumowo "dokumentować" przekazanie informacji, choć oczywiście można to również robić w trakcie sesji herbacianych - zważcie jednak aby wydarzyło się to przed rozpoczęciem sesji grupowych (to jest bardzo małe okienko czasowe). <br />
<br />
Posty zbieram do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">6.03</span>. W sobotę za tydzień wrzucę w wasze korespondencje zebrane przez postaci Wskazówki. W poniedziałek <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">9.03</span> rozpoczynamy sesje grupowe. Przewiduję kolejkę 3 dniową.<br />
<br />
Możecie swobodnie prowadzić rozgrywki herbaciane we Włoszech poza tym tematem, do<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u"> fabularnego 13 października, godziny 18 włącznie</span>. Dla porządku prosiłabym o ping, kiedy taki temat byłby umieszczony, abym mogła czasami łypać do niego oczkiem. <br />
<br />
Wszelkie pytania dotyczące tego eventu zadawajcie mi na <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">discordowym kanale technicznym</span>. W razie czego ta adnotacja będzie uzupełniana o ustalenia, które tam się pojawią.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">12 i 13 października 1972<br />
Lamezia Terme<br />
luksusowy kurort Canto della Sirena</div>
<br />
Lamezia Terme, znajdująca się ledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe od Neapolu, prawdziwie była miejscem spoczynku legendarnej syreny Ligeji. Obdarzając niewielką wioskę Nicastro błogosławieństwem zdrowej wody, zapisała miejscowość na mapie starożytnych. Rzymianie lubowali się w leczniczych kąpielach, Ligeję czynioną nieśmiertelną na amforach i monetach, lecz wystarczyło kilka wieków, by opowieść stała się legendą krążącą tak wśród czarodziei jak i mugolów. Kilka wieków później ruiny term wykorzystał Robert Guiscard, ukrywając je benedyktyńskim klasztorem, będącym tak naprawdę prymitywną szkołą magii i czarodziejstwa dla kilku uzdolnionych z okolic. Cóż takiego musieli Ci adepci zrobić, że wysadzili wszystko w powietrze? Ciężko stwierdzić, ale ziemia wysycona magicznymi źródłami tylko czekała na kolejne zagospodarowanie.<br />
<br />
To było sprytne... z pewnością jakaś gałąź McGonagallów zwietrzyła szansę na piękny zarobek. Któż by się nie oparł luksusowemu SPA, całkowicie osłoniętemu przed mugolami, pośrodku miasteczka przypominającego trochę Magiczny Londyn, z tym wyjątkiem, że zamiast mgły i smogu przez cały rok było cudownie ciepło i leniwie kojąco, zamiast brudu i rynsztoków, gości witały uginajace się od pomarańczy i oliwek drzewka. Nawet kaktusy zdawały się zwyczajnie przyjaźniejsze niż na Wyspach. I tak, chimery łączące swoje żywoty z rybami, przedstawiały się jako dziedziczki swej syreniej patronki, łatwo jednak było uwierzyć tej ułudzie. Zatrudnienie w hotelu znajdowały też selkie, a żywot tak kuracjuszom jak właścicielom i pracownikom mijał w sielskiej atmosferze, w otoczeniu kobiet wina i śpiewu. Prawdziwie był to raj na ziemi...<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Basil Scamander zdawał się być spokojniejszy niż zwykle, brakło w nim zwyczajowej ekscytacji, gdy w grę wchodziła kolejna wyprawa. Starsi członkowie ekspedycji wiedzieli, że mężczyzna preferuje mniej cywilizowane sposoby spędzania czasu, w pierwotnych szkicach wyjazd ten miał trwać tydzień i obejmować szlaki pirenejskiej magii. Niestety okoliczności redukowały przyjemności do skromnego weekendu, a plan przedzierania się po górskich szlakach zamieniony został na lecznicze kąpiele. Nic dziwnego, że przewodniczący klubu nie był zbyt zadowolony takim obrotem spraw.<br />
<br />
Na miejscu zbiórki o 6 rano stawiło się dwadzieścia osób, w tym przyszli badacze tajemnic raju, który - jak rychło miało się okazać - borykał się ze swoimi problemami. Specjalnie skalibrowane na tę okoliczność i absolutnie legalne świstokliki zabrały ich na marmurową posadzkę kurortu. Pod ich stopami poruszały się niespiesznie kamienne ryby, w kręgu dedykowanym teleportacjom, zawsze odpowiednio pustym na okoliczność nowych gości. <br />
<br />
Pierwsze co można było poczuć po teleportacji poza mdłościami, to ciepłe powietrze przesycone morską bryzą. Mimo wczesnego poranka jest już 20 stopni i temperatura w ciągu dnia wzrośnie. <br />
<br />
Śniade recepcjonistki w togach pospiesznie podążyły do zorganizowanej grupy i wskazały im przydzielone apartamenty, wręczając również broszury informujące ich o lokalnych atrakcjach. Po angielsku z bardzo silnym akcentem włoskiego południa wyjaśniły z żalem, że termy poddawane są procesowi oczyszczania i niestety nie są dostępne dla gości, ale dyrektor zakłada, że zabiegi da się wykonać przed powrotem anglików w niedzielny poranek. Na piątkowy wieczór przewidziano również występ Rewii, który nieodmiennie zachwycał gości, nawet jeśli Donna Anna - gwiazda syrenich występów - była od tygodnia niedysponowana.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/4nY8fStVQcc" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;POKOJE';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;POKOJE';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />POKOJE</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">Każda postać otrzymuje złoty klucz zwieńczony muszlą do swojego pokoju. Postaci mogły umówić się wcześniej, że są przydzielone do pokoju razem.<br />
<br />
Słowa klucze do przestronnych apartamentów to: Przestrzeń. Cisza. Prywatność.<br />
<br />
Wnętrza zdobią biało-niebieskie płytki przynoszące wrażenie chłodu nawet w najgorętsze dni. Kremowe sofy, złocone detale i marmurowe kolumny tworzą atmosferę nieco teatralnego luksusu. W przestrzeni unosi się subtelna muzyka harfy i viol, pojawiająca się na dyskretne życzenie gości. Przestronne apartamenty oferują również panoramiczne przeszklone drzwi prowadzące na tarasy z widokiem na sady cytrusowe, ruiny dawnej twierdzy oddzielającej spa od świata mugoli i błękit Morza Tyrreńskiego.<br />
<br />
W apartamencie znaleźć można również:<br />
– salon z sekretarzykiem, prywatną biblioteczką i dyskretną chłodzącą szafką z wyborem lokalnych win,<br />
– dwie sypialnie o absolutnej izolacji akustycznej,<br />
– marmurową łaźnię inspirowaną tradycją rzymskich term w których basen kąpielowy zastępuje wannę.<br />
</div></div><div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;ROZRYWKI';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;ROZRYWKI';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />ROZRYWKI</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<h3>Basen Południowy</h3><br />
Otwarta część uzdrowiska z przestronnym, napowietrznym basenem otoczonym białym kamieniem. Woda utrzymywana jest w idealnej temperaturze, a delikatna bryza znad morza łagodzi kalabryjskie słońce. Najlepiej odwiedzać go późnym popołudniem, gdy światło mięknie, a dzień powoli przechodzi w wieczorną sjestę. Obok basenu znajduje się zewnętrzna część restauracyjna, nie raz zdarzyło się, że rozochoceni goście deser kończyli w krystalicznie czystej wodzie.<br />
<br />
<h3>Restauracja i Rewia</h3><br />
Na parterze, od południowej strony kompleksu znajduje się wykwintna restauracja, do której można również wejść z zewnątrz, znad basenu. Sala jest przestronna, niezwykle eleganckiej, a w jej centralnym punkcie znajduje się przeszklone, zwisające z sufitu akwarium, wypełnione lokalnymi stworzeniami morskimi. W każdy wtorek i piątek można podczas kolacji doświadczyć unikatowego przedstawienia tańczących w wodzie syren. Te o wiele bardziej wpisują się w swoje romantyzowane w opowieściach wizerunki, uwodzą uśmiechem i lekkością tańca, aniżeli straszą prawdziwą naturą tych magicznych bestii.<br />
<br />
<h3>Solankowa Grota – aktualnie wyłączona z użytku</h3><br />
Na północnej ścianie kompleksu, w sąsiedztwie historycznych ruin, znajduje się podziemna komnata wykuta w różowo-kwarcowej geodzie, połączona z budynkiem mieszkalnym podziemnym korytarzem. Wnętrze oświetlone jest ciepłymi lampami odbijającymi się w kryształach soli. Murowane łoża wyprofilowane są tak, by zapewnić pełne rozluźnienie kręgosłupa. Zabiegi obejmują aromatyczne olejki, terapię nagrzewanymi kamieniami, kąpiele w solance, relaksację przy dźwiękach gongów i mis.<br />
<br />
<h3>Sady Cytrusowe</h3><br />
Kurort otaczają gaje pomarańczowe i oliwne, których owoce trafiają bezpośrednio na stoły gości. Ścieżki wiją się między drzewami, oferując cień i spokój nawet w upalne dni.<br />
Spacer o świcie pozwala doświadczyć miejsca w jego najczystszej formie — jeszcze przed nadejściem codziennego gwaru.<br />
<br />
<h3>Dziedzictwo Miejsca</h3><br />
Historia regionu sięga starożytności. Wedle lokalnych podań, patronką tutejszych wód była syrena Ligeja, której wizerunek do dziś zdobi pamiątkowe monety i ozdobne amfory. Ruiny klasztoru kuszą zapachem przeszłości, niesionym przez południowo-włoski wiatr. Warstwy historii magów i mugoli – rzymskie, średniowieczne i współczesne – nakładają się tu na siebie subtelnie, jak marmur przykrywający dawną skałę.</div></div>
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;MENU';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;MENU';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />MENU</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;"><h3>COLAZIONE SOLARE – Śniadanie Słoneczne</h3><br />
☀ Chleb Syreny ☀ <br />
Ciepła focaccia z rozmarynem i kryształkami soli morskiej, podawana z masłem infuzowanym olejkiem cytrusowym. Delikatnie wzmacnia koncentrację i łagodzi zmęczenie podróżą.<br />
<br />
☀ Ricotta al Vapore di Limone ☀ <br />
Świeża ricotta podana z ciepłym miodem akacjowym i startą skórką z kalabryjskiej cytryny. Uspokaja rytm serca i wyostrza zmysł smaku.<br />
<br />
☀ Granita z Mandarynki i Bazylii ☀ <br />
Lekko musująca, podawana w schłodzonym kielichu z cienkiego szkła. Odświeża ciało, usuwa skutki nadmiaru wina z poprzedniego wieczoru.<br />
<br />
<h3>PRANZO LEGGERO – Lekkie Popołudnie</h3><br />
☀ Insalata Imperiale ☀ <br />
Sałata rzymska, figi, oliwki, ser pecorino i płatki karmelizowanych migdałów. Skropiona oliwą tłoczoną w sadach kurortu. Wzmacnia odporność na upał.<br />
<br />
☀ Tagliolini alla Sirena ☀ <br />
Cienki makaron z sosem z białego wina, małż i cytrusowej emulsji. Działa jak łagodny eliksir regeneracyjny po zabiegach solankowych.<br />
<br />
☀ Carpaccio z Tuńczyka Tyrreńskiego ☀ <br />
Podawane z różowym pieprzem i perłami cytrynowego kawioru. Podnosi poziom energii magicznej na kilka godzin.<br />
<br />
<h3>CENA CREPUSCOLARE – Kolacja Zmierzchowa</h3><br />
☀ Agnello al Rosmarino Fumante ☀ <br />
Jagnięcina pieczona w glinianej formie, podawana z duszonymi oliwkami i redukcją czerwonego wina. Wzmacnia ciało i przywraca równowagę po wyczerpujących rozmowach.<br />
<br />
☀ Risotto Nero con Perle di Sale ☀ <br />
Kremowe risotto z atramentem kałamarnicy, wykończone kryształami solanki z groty. Wyostrza percepcję i sprzyja lucidnym snom.<br />
<br />
☀ Panna Cotta „Ligea” ☀ <br />
Waniliowa, z musem z granatu i jadalnym złotem. Przynosi przyjemne ciepło i uczucie lekkości.<br />
<br />
<h3>KARTA WIN</h3><br />
☀ Rosso di Nicastro Riserva ☀ <br />
Głębokie, ziemiste, z nutą czarnej wiśni i dymu. W małych ilościach wzmacnia pewność siebie.<br />
<br />
☀ Bianco del Tirreno ☀ <br />
Mineralne, z wyczuwalną solną nutą. Idealne po zabiegach kamieniami.<br />
<br />
☀ Vino „Di Ora in Ora” ☀ <br />
Limitowana butelka z winnicy należącej do kurortu. Smak zmienia się subtelnie wraz z temperaturą powietrza.<br />
Dla cierpliwych.<br />
<br />
<h3>ELIXIRIA &amp; NAPOJE MAGICZNE</h3><br />
☀ Infusione di Quarzo Rosa ☀ <br />
Napar serwowany w kryształowym naczyniu. Harmonizuje emocje.<br />
<br />
☀ Amfora Ligei ☀ <br />
Musujący napój z ekstraktem z białych winogron i odrobiną morskiej soli. Podawany w miniaturowej amforze. Subtelnie potęguje zmysł dotyku.<br />
<br />
☀ Caffè Nero delle Ombre ☀ <br />
Czarna, intensywna, gęsta kawa kalabryjska. Przywraca jasność myśli nawet po najdłuższej sjescie.</div></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div class="mg">W niniejszym prologu każdy ma możliwość opisać ogólny zarys podejmowanych przez Wasze postaci działań. Jak czują się w odmiennym od angielskiego klimacie? Jak i z kim spędzają czas? I najważniejsze: wokół jakiego tematu i w jaki sposób kręcą się najbardziej? Wasze posty nie mają limitu słów, chciałabym prosić, żebyście na końcu kursywą napisali deklarację, na jakiej informacji zależy Wam najbardziej i jak próbujecie ją zdobyć. Żaden rzut nie jest potrzebny. To może być jeden z problemów kurortu, to mogą być Wasze prywatne cele, to mogą być jak najbardziej przestrzenie związane ze scenariuszem, którym Wy jako gracze wiecie, że będziecie się zajmować. Jeśli ktoś cierpi na brak weny, chętnie podpowiem rozwiązania. <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">Na podstawie waszych kart postaci i deklaracji z postów będę tworzyć Wskazówki do późniejszych fabuł. </span>Jeśli ktoś dostanie Wskazówkę do scenariusza innej postaci i chciałby się nią podzielić, zachęcam do używania Korespondencji, aby forumowo "dokumentować" przekazanie informacji, choć oczywiście można to również robić w trakcie sesji herbacianych - zważcie jednak aby wydarzyło się to przed rozpoczęciem sesji grupowych (to jest bardzo małe okienko czasowe). <br />
<br />
Posty zbieram do <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">6.03</span>. W sobotę za tydzień wrzucę w wasze korespondencje zebrane przez postaci Wskazówki. W poniedziałek <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">9.03</span> rozpoczynamy sesje grupowe. Przewiduję kolejkę 3 dniową.<br />
<br />
Możecie swobodnie prowadzić rozgrywki herbaciane we Włoszech poza tym tematem, do<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u"> fabularnego 13 października, godziny 18 włącznie</span>. Dla porządku prosiłabym o ping, kiedy taki temat byłby umieszczony, abym mogła czasami łypać do niego oczkiem. <br />
<br />
Wszelkie pytania dotyczące tego eventu zadawajcie mi na <span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">discordowym kanale technicznym</span>. W razie czego ta adnotacja będzie uzupełniana o ustalenia, które tam się pojawią.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5689</link>
			<pubDate>Mon, 09 Feb 2026 14:43:51 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=313">Christopher Rosier</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5689</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6DId0Fw.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=6DId0Fw.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Christopher Rosier nie był człowiekiem, który uznawał półśrodki i byle jakość, a że miał sporo pieniędzy i kilka ładnych znajomości. Dodajmy do tego, że słowa „zaskocz mnie” wypowiedziane na balu Lestrangów potraktował jako pewnego rodzaju wyzwanie, i chociaż nie był pewny, czy faktycznie zdoła Victorię zaskoczyć, to na pewno zamierzał spróbować. Najbardziej oczywiste opcje – jak choćby Zorza – odpadały więc przed biegach, bo wprawdzie sprawdziłyby się dobrze, ale na pewno nie były zaskakujące. Nic na Pokątnej i Horyzontalnej nie wchodziło więc w grę, w Hogsmeade, choć klimatycznie, bywało teraz trochę za bardzo zatłoczone i za mało eleganckie, a mugolskie restauracje, nawet te najdroższe, w większości były pozbawione pewnego rodzaju klasy. Odpadała nawet Francja, jako ten cel nazbyt częsty dla angielskich czarodziejów, zwłaszcza że Lestrange byli z tym krajem powiązani. <br />
Zorganizowanie wszystkich zajęło parę dni, nawet nie dlatego, że musiał poświęcić na to tyle czasu, ale że rezerwację oraz świstokliki trzeba było załatwić i oznaczało to oczekiwanie, podobnie jak skombinować sobie tłumacza, który ogarnie kilka rzeczy za niego. Przepchnięcie na szczyt oczekujących na pewien bardzo konkretny rodzaj torebki z Rosierów jednego nazwiska, drobna łapówka w postaci zniżki na zakup sukni ślubnej oraz butelka drogiej whiskey pozwoliły ruszyć parę sznurków i przyspieszyć sprawy. W końcu więc Christopher napisał do Victorii liścik, prosząc o zarezerwowanie terminu i ubiór z kategorii tych „eleganckich, ale w których czuje się swobodnie i można w razie potrzeby ostatecznie wyjść na mugolską ulicę”, a potem pojawił się wieczorem pod wskazanym adresem ze świstoklikiem. Sam miał na sobie ciemne spodnie, zieloną koszulę i ciemną marynarkę, a do tego długi płaszcz, z nowej kolekcji jesiennej swojego ojca - pora roku w końcu była już taka, że jakieś okrycie było wskazane.<br />
*<br />
<br />
Punkt aportacyjny, w którym ostatecznie się pojawili po dwukrotnej wymianie świstoklików, znajdował się w mało reprezentacyjnym mieszkaniu w kamienicy, wyglądającej na bardzo starą: kiedyś bez wątpienia te wnętrza uchodziły za eleganckie, ale widać było, że meble postawiono tu przed laty, a tapeta lekko łuszczyła się. W środku panował już półmrok, bo słońce powoli chowało się za horyzontem, i można by pomyśleć, że Christopher popisał się równym brakiem wyczucia co Aidan, ale…<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Musimy zejść na dół, nie mamy daleko, ale transport powinien już czekać</span> – stwierdził Rosier, zerkając na zegarek, co sugerowało, że jednak nie planował podawać posiłku w tym wnętrzu, a ot było miejscem, z którego korzystali czarodzieje, pojawiający się w okolicy za pomocą świstoklików. <br />
No i było coś jeszcze.<br />
Wyglądając przez okna kamienicy, można było zobaczyć dziesiątki podobnych, zdecydowanie nie angielskich kamienic, ciągnących się na kilka pięter, poustawianych bardzo gęsto, tak że uliczki między nimi należały do raczej wąskich. Ich okna były wysokie, a ściany niektórych pomalowano na różne kolory. Tym co jednak zwracało uwagę przede wszystkim, był fakt, że tych wąskich uliczek w zasięgu wzroku nie było wiele – w oczy rzucała się bardziej główna „ulica”, zalana wodą. Sieć kanałów, przecinających miasto na wodzie: Wenecję.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6DId0Fw.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: imgproxy.php?id=6DId0Fw.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Christopher Rosier nie był człowiekiem, który uznawał półśrodki i byle jakość, a że miał sporo pieniędzy i kilka ładnych znajomości. Dodajmy do tego, że słowa „zaskocz mnie” wypowiedziane na balu Lestrangów potraktował jako pewnego rodzaju wyzwanie, i chociaż nie był pewny, czy faktycznie zdoła Victorię zaskoczyć, to na pewno zamierzał spróbować. Najbardziej oczywiste opcje – jak choćby Zorza – odpadały więc przed biegach, bo wprawdzie sprawdziłyby się dobrze, ale na pewno nie były zaskakujące. Nic na Pokątnej i Horyzontalnej nie wchodziło więc w grę, w Hogsmeade, choć klimatycznie, bywało teraz trochę za bardzo zatłoczone i za mało eleganckie, a mugolskie restauracje, nawet te najdroższe, w większości były pozbawione pewnego rodzaju klasy. Odpadała nawet Francja, jako ten cel nazbyt częsty dla angielskich czarodziejów, zwłaszcza że Lestrange byli z tym krajem powiązani. <br />
Zorganizowanie wszystkich zajęło parę dni, nawet nie dlatego, że musiał poświęcić na to tyle czasu, ale że rezerwację oraz świstokliki trzeba było załatwić i oznaczało to oczekiwanie, podobnie jak skombinować sobie tłumacza, który ogarnie kilka rzeczy za niego. Przepchnięcie na szczyt oczekujących na pewien bardzo konkretny rodzaj torebki z Rosierów jednego nazwiska, drobna łapówka w postaci zniżki na zakup sukni ślubnej oraz butelka drogiej whiskey pozwoliły ruszyć parę sznurków i przyspieszyć sprawy. W końcu więc Christopher napisał do Victorii liścik, prosząc o zarezerwowanie terminu i ubiór z kategorii tych „eleganckich, ale w których czuje się swobodnie i można w razie potrzeby ostatecznie wyjść na mugolską ulicę”, a potem pojawił się wieczorem pod wskazanym adresem ze świstoklikiem. Sam miał na sobie ciemne spodnie, zieloną koszulę i ciemną marynarkę, a do tego długi płaszcz, z nowej kolekcji jesiennej swojego ojca - pora roku w końcu była już taka, że jakieś okrycie było wskazane.<br />
*<br />
<br />
Punkt aportacyjny, w którym ostatecznie się pojawili po dwukrotnej wymianie świstoklików, znajdował się w mało reprezentacyjnym mieszkaniu w kamienicy, wyglądającej na bardzo starą: kiedyś bez wątpienia te wnętrza uchodziły za eleganckie, ale widać było, że meble postawiono tu przed laty, a tapeta lekko łuszczyła się. W środku panował już półmrok, bo słońce powoli chowało się za horyzontem, i można by pomyśleć, że Christopher popisał się równym brakiem wyczucia co Aidan, ale…<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Musimy zejść na dół, nie mamy daleko, ale transport powinien już czekać</span> – stwierdził Rosier, zerkając na zegarek, co sugerowało, że jednak nie planował podawać posiłku w tym wnętrzu, a ot było miejscem, z którego korzystali czarodzieje, pojawiający się w okolicy za pomocą świstoklików. <br />
No i było coś jeszcze.<br />
Wyglądając przez okna kamienicy, można było zobaczyć dziesiątki podobnych, zdecydowanie nie angielskich kamienic, ciągnących się na kilka pięter, poustawianych bardzo gęsto, tak że uliczki między nimi należały do raczej wąskich. Ich okna były wysokie, a ściany niektórych pomalowano na różne kolory. Tym co jednak zwracało uwagę przede wszystkim, był fakt, że tych wąskich uliczek w zasięgu wzroku nie było wiele – w oczy rzucała się bardziej główna „ulica”, zalana wodą. Sieć kanałów, przecinających miasto na wodzie: Wenecję.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Jesień 72, 02.10 Francja, Paryż - Ceolsige i Lazarus] Dobrane odcienie]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5480</link>
			<pubDate>Sat, 13 Dec 2025 20:15:35 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=568">Ceolsige Burke</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5480</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">02.10.1972<br />
Francja, Paryż, Le Fil du Temps</div>
<br />
Paryż w 1972 roku zdawał się mieć w sobie drapieżną nowoczesność, która w Londynie dopiero raczkowała. Ceolsige szła pewnym krokiem Avenue Montaigne, ignorując mugolskie westchnienia do wystaw Yves Saint Laurenta. Jej cel znajdował się w miejscu, które dla zwykłego śmiertelnika było jedynie optycznym złudzeniem, cieniem rzucanym przez sąsiedni budynek Pierre’a Cardina. Miejsce jej było znane z wcześniejszych wycieczek z Cutty Sark.<br />
<br />
Wąska fasada wykonana była z matowego, czarnego kamienia. Nierówności, załamania i szczeliny na jego powierzchni sprawiały, że wyglądał, jakby pękł pod naporem magii. W szczelinach pulsowały złote, płynne żyły, zbiegające się ku centralnemu punktowi układając się w nazwę: Le Fil du Temps.<br />
<br />
Klamki nie było bo i nie była potrzebna. Czarna tafla wykrywała nadchodzących czarodziejów owiewając ich magicznym cieniem i rozchylając się bezszelestnie na boki. <br />
<br />
Przepych wnętrza był spodziewany, a mimo to zaskakujący w swej prezencji dla kogoś nienawykłego do bogactwa. Nie przypominało jednak wnętrza sklepu a raczej szkatułki z biżuterią lub zabytkowego zegara. Dominowało ciemne, polerowane drewno, mosiężne wykończenia i głęboka, butelkowa zieleń welurów.<br />
<br />
To, co jednak najbardziej pieściło zmysły, to dźwięk. Nie grała tu żadna muzyka, nie było słychać zgiełku ulicy, z podłoża nie dało się dobyć żadnego znaku kroków. Powietrze wypełniał jednostajny, hipnotyzujący szum. Niczym dźwięk tysiąca jedwabników pracujących jednocześnie nad nieskończoną nicią. Ten organiczny biały szum był co chwila przerywany metalicznym, satysfakcjonującym ciach ocierających się o siebie stalowych ostrzy nożyc. <br />
<br />
W centralnym atrium, lewitując na różnych wysokościach, tańczyły drewniane, przegubowe manekiny. Nie były to martwe wieszaki, lecz aktorzy w niemym teatrze mody. Część z nich wirowała w takt nieobecnej muzyki, część spacerowała. Jedna para w połyskliwych szatach zasiadała właśnie do hebanowego stolika. <br />
<br />
Niemalże z nicości pojawiła się ekspedientka o dziwnej fryzurze ułożonej w złotą falę spływającą na lewą stronę głowy. Idealnie skrojona czarna szata lśniła jak obsydian podkreślona złotymi obszyciami. Wykonując delikatny ukłon zaprosiła gości do znajdującej się w głębi oszklonej windy. Windy, którą parowy gejzer wyniósł na piętro do przestronnych przymierzalni gdzie klienci mogli w dyskrecji przepastnych pomieszczeń dobierać odpowiednie kreacje.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jak znajdujesz tą wersję. -</span> Pytanie Ceolsige wypełniło przestronną przymierzalnie kiedy wychynęła zza magicznej mgły. Nosiła na sobie ognistoczerwoną szatę o długich rękawach. Barwa przechodziła płynnie, przez pomarańcz w złoto ku krawędziom sukni i szerokich rękawów. Faktura tkaniny miała przywodzić na myśl płomienie i pióra, mieniąc się przy tym licznymi kryształkami. Całość miała chyba kojarzyć się z feniksem, niestety nie współgrała chyba za dobrze z bladą cerą i blond włosami kobiety.<br />
<br />
Podeszła szybkim krokiem ku podwyższeniu otoczonym przez wysokie lustra, na których na polecenie pojawiały się odbicie akcesoriów i dodatków jakimi można było uzupełnić kreację jednocześnie wykluczając z odbicia całe pomieszczenie z lewitującymi lub stojącymi pufami i fotelami dla "doradców". W tym wypadku jednego doradcy.<br />
<br />
Odwróciła się do Lazarusa posyłając mu zachęcający uśmiech spod fali jasnych włosów. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Nie obrażę się. -</span> Wspomniała uspokajająco w zupełnie przyjacielskim i nieco rozbawionym tonie. Od kiedy wyruszyli była szczerze rozbawiona całą sytuacją i postanowiła potraktować ją niemal jak dziecięcą zabawę. Miłe odprężenie od codziennych wyzwań ostatnich tygodni.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">02.10.1972<br />
Francja, Paryż, Le Fil du Temps</div>
<br />
Paryż w 1972 roku zdawał się mieć w sobie drapieżną nowoczesność, która w Londynie dopiero raczkowała. Ceolsige szła pewnym krokiem Avenue Montaigne, ignorując mugolskie westchnienia do wystaw Yves Saint Laurenta. Jej cel znajdował się w miejscu, które dla zwykłego śmiertelnika było jedynie optycznym złudzeniem, cieniem rzucanym przez sąsiedni budynek Pierre’a Cardina. Miejsce jej było znane z wcześniejszych wycieczek z Cutty Sark.<br />
<br />
Wąska fasada wykonana była z matowego, czarnego kamienia. Nierówności, załamania i szczeliny na jego powierzchni sprawiały, że wyglądał, jakby pękł pod naporem magii. W szczelinach pulsowały złote, płynne żyły, zbiegające się ku centralnemu punktowi układając się w nazwę: Le Fil du Temps.<br />
<br />
Klamki nie było bo i nie była potrzebna. Czarna tafla wykrywała nadchodzących czarodziejów owiewając ich magicznym cieniem i rozchylając się bezszelestnie na boki. <br />
<br />
Przepych wnętrza był spodziewany, a mimo to zaskakujący w swej prezencji dla kogoś nienawykłego do bogactwa. Nie przypominało jednak wnętrza sklepu a raczej szkatułki z biżuterią lub zabytkowego zegara. Dominowało ciemne, polerowane drewno, mosiężne wykończenia i głęboka, butelkowa zieleń welurów.<br />
<br />
To, co jednak najbardziej pieściło zmysły, to dźwięk. Nie grała tu żadna muzyka, nie było słychać zgiełku ulicy, z podłoża nie dało się dobyć żadnego znaku kroków. Powietrze wypełniał jednostajny, hipnotyzujący szum. Niczym dźwięk tysiąca jedwabników pracujących jednocześnie nad nieskończoną nicią. Ten organiczny biały szum był co chwila przerywany metalicznym, satysfakcjonującym ciach ocierających się o siebie stalowych ostrzy nożyc. <br />
<br />
W centralnym atrium, lewitując na różnych wysokościach, tańczyły drewniane, przegubowe manekiny. Nie były to martwe wieszaki, lecz aktorzy w niemym teatrze mody. Część z nich wirowała w takt nieobecnej muzyki, część spacerowała. Jedna para w połyskliwych szatach zasiadała właśnie do hebanowego stolika. <br />
<br />
Niemalże z nicości pojawiła się ekspedientka o dziwnej fryzurze ułożonej w złotą falę spływającą na lewą stronę głowy. Idealnie skrojona czarna szata lśniła jak obsydian podkreślona złotymi obszyciami. Wykonując delikatny ukłon zaprosiła gości do znajdującej się w głębi oszklonej windy. Windy, którą parowy gejzer wyniósł na piętro do przestronnych przymierzalni gdzie klienci mogli w dyskrecji przepastnych pomieszczeń dobierać odpowiednie kreacje.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jak znajdujesz tą wersję. -</span> Pytanie Ceolsige wypełniło przestronną przymierzalnie kiedy wychynęła zza magicznej mgły. Nosiła na sobie ognistoczerwoną szatę o długich rękawach. Barwa przechodziła płynnie, przez pomarańcz w złoto ku krawędziom sukni i szerokich rękawów. Faktura tkaniny miała przywodzić na myśl płomienie i pióra, mieniąc się przy tym licznymi kryształkami. Całość miała chyba kojarzyć się z feniksem, niestety nie współgrała chyba za dobrze z bladą cerą i blond włosami kobiety.<br />
<br />
Podeszła szybkim krokiem ku podwyższeniu otoczonym przez wysokie lustra, na których na polecenie pojawiały się odbicie akcesoriów i dodatków jakimi można było uzupełnić kreację jednocześnie wykluczając z odbicia całe pomieszczenie z lewitującymi lub stojącymi pufami i fotelami dla "doradców". W tym wypadku jednego doradcy.<br />
<br />
Odwróciła się do Lazarusa posyłając mu zachęcający uśmiech spod fali jasnych włosów. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Nie obrażę się. -</span> Wspomniała uspokajająco w zupełnie przyjacielskim i nieco rozbawionym tonie. Od kiedy wyruszyli była szczerze rozbawiona całą sytuacją i postanowiła potraktować ją niemal jak dziecięcą zabawę. Miłe odprężenie od codziennych wyzwań ostatnich tygodni.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[06.10.1972] We'll see | Benjy & Geraldine]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5375</link>
			<pubDate>Wed, 26 Nov 2025 12:59:25 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5375</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">06.10.1972, Rumunia</div>
<br />
<p>Był to naprawdę bardzo intensywny dzień. Noc i poranek, nie spodziewała się, że będzie im dane poznać Rumunię z tej strony, póki co sama nie wiedziała, co o tym sądzi. Pogodziła się też z tym, że nie zajmą się zbyt szybko tym, co mieli ustalone na ten dzień. Już dawno minęła ósma, nie spodziewała się, że przed dziewiątą dojdą do kwatery, a co dopiero wyruszą na kolejną wyprawę. Potrzebowali prysznica, potrzebowali snu, potrzebowali porządnego posiłku, o czym nie przestawał przypominać jej żołądek, bo co chwilę wydawał bardzo głośne dźwięki, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że nic nie jadła. Gdy była głodna robiła się wkurwiona, ale bardzo z tym walczyła, bo nie chciała wyżywać się na Benjy’m który i bez tego wyglądał jakby przeorało go dzisiaj życie.</p>
<p>To znaczy wyglądał dokładnie tak, jak można było się spodziewać po całej nocy chlania i użalania się nad sobą rozpoczętej jeszcze dostaniem w mordę, tyle, że to dostanie w morde w tym przypadku wiązało się z wyleceniem przez balkon... Nie był to dla niego dobry czas, zdecydowanie, ale dalej dzielnie szedł, chwiał się może trochę za bardzo, ale przy tym poruszał też w przód, co było sporym sukcesem.</p>
<p>Alkohol, który w siebie wlewał nadal, wydawał się utrzymywać go w stanie pomiędzy, między tym, co miało nadejść, a co się wydarzyło. Współczuła mu okropnie, wolała nie myśleć jak spotęgowany będzie ból, gdy w końcu go do siebie dopuści, bo nie chodziło tylko o obrażenia spowodowane z bliskim kontaktem z betonowym podłożem, ale również kaca, który na pewno nadejdzie, nie spodziewała się bowiem cudów po tym, co w siebie wlewał, kto wie, co właściwie pił, czy było to jakieś paliwo lotnicze? No i nie można było zapominać też o tym drugim kacu, moralnym który na pewno też się pojawi, jak przypomni sobie o swoich poczynaniach. Zacisnęła zęby – zdecydowanie nie chciałaby być na jego miejscu, oj nie.</p>
<p>Szli całkiem ładną, malowniczą ścieżką, otaczały ich sady, na drzewach liście mieniły się najróżniejszymi kolorami, był to chyba jeden z najpiękniejszych widoków podczas jesieni, na tle gór wszystko wyglądało wyjątkowo. Promienie słońca padały na ich twarze, gdyby nie to, że byli tutaj wczoraj to trudno byłoby jej uwierzyć w to, że przez całą noc deszcz nie przestawał lać, bo ten dzień był zupełnie inny od tego poprzedniego.</p>
<p>W dłoni niosła pudełko - prezent, który Benjy dostał od mugolskich dziewcząt, którym pomógł złapać gęś, długo walczyła z ciekawością, aż w końcu poległa, w środku znajdowały się karty tarota, ciekawe.</p>
<p>Nie chciała narzekać, jednak powoli nogi odmawiały jej posłuszeństwa, na horyzoncie znajdowała się wielka grusza i z tej odległości była w stanie dostrzec te piękne, dojrzałe owoce. Nie było to może mięso, ale w tym momencie chciała włożyć do ust coś poza suchym chlebem. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Możemy tam się zatrzymać na chwilę?</span> - Pokazała mu ręką drzewo, o którym myślała. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jestem trochę zmęczona.</span> - Wiedziała, że on też był, więc liczyła na to, że jej nie odmówi tej drobnej przyjemności.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">06.10.1972, Rumunia</div>
<br />
<p>Był to naprawdę bardzo intensywny dzień. Noc i poranek, nie spodziewała się, że będzie im dane poznać Rumunię z tej strony, póki co sama nie wiedziała, co o tym sądzi. Pogodziła się też z tym, że nie zajmą się zbyt szybko tym, co mieli ustalone na ten dzień. Już dawno minęła ósma, nie spodziewała się, że przed dziewiątą dojdą do kwatery, a co dopiero wyruszą na kolejną wyprawę. Potrzebowali prysznica, potrzebowali snu, potrzebowali porządnego posiłku, o czym nie przestawał przypominać jej żołądek, bo co chwilę wydawał bardzo głośne dźwięki, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że nic nie jadła. Gdy była głodna robiła się wkurwiona, ale bardzo z tym walczyła, bo nie chciała wyżywać się na Benjy’m który i bez tego wyglądał jakby przeorało go dzisiaj życie.</p>
<p>To znaczy wyglądał dokładnie tak, jak można było się spodziewać po całej nocy chlania i użalania się nad sobą rozpoczętej jeszcze dostaniem w mordę, tyle, że to dostanie w morde w tym przypadku wiązało się z wyleceniem przez balkon... Nie był to dla niego dobry czas, zdecydowanie, ale dalej dzielnie szedł, chwiał się może trochę za bardzo, ale przy tym poruszał też w przód, co było sporym sukcesem.</p>
<p>Alkohol, który w siebie wlewał nadal, wydawał się utrzymywać go w stanie pomiędzy, między tym, co miało nadejść, a co się wydarzyło. Współczuła mu okropnie, wolała nie myśleć jak spotęgowany będzie ból, gdy w końcu go do siebie dopuści, bo nie chodziło tylko o obrażenia spowodowane z bliskim kontaktem z betonowym podłożem, ale również kaca, który na pewno nadejdzie, nie spodziewała się bowiem cudów po tym, co w siebie wlewał, kto wie, co właściwie pił, czy było to jakieś paliwo lotnicze? No i nie można było zapominać też o tym drugim kacu, moralnym który na pewno też się pojawi, jak przypomni sobie o swoich poczynaniach. Zacisnęła zęby – zdecydowanie nie chciałaby być na jego miejscu, oj nie.</p>
<p>Szli całkiem ładną, malowniczą ścieżką, otaczały ich sady, na drzewach liście mieniły się najróżniejszymi kolorami, był to chyba jeden z najpiękniejszych widoków podczas jesieni, na tle gór wszystko wyglądało wyjątkowo. Promienie słońca padały na ich twarze, gdyby nie to, że byli tutaj wczoraj to trudno byłoby jej uwierzyć w to, że przez całą noc deszcz nie przestawał lać, bo ten dzień był zupełnie inny od tego poprzedniego.</p>
<p>W dłoni niosła pudełko - prezent, który Benjy dostał od mugolskich dziewcząt, którym pomógł złapać gęś, długo walczyła z ciekawością, aż w końcu poległa, w środku znajdowały się karty tarota, ciekawe.</p>
<p>Nie chciała narzekać, jednak powoli nogi odmawiały jej posłuszeństwa, na horyzoncie znajdowała się wielka grusza i z tej odległości była w stanie dostrzec te piękne, dojrzałe owoce. Nie było to może mięso, ale w tym momencie chciała włożyć do ust coś poza suchym chlebem. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Możemy tam się zatrzymać na chwilę?</span> - Pokazała mu ręką drzewo, o którym myślała. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Jestem trochę zmęczona.</span> - Wiedziała, że on też był, więc liczyła na to, że jej nie odmówi tej drobnej przyjemności.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[06.10.1972] You wouldn't say boo to a goose | Geraldine & Benjy]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5369</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2025 09:20:45 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5369</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">06.10.1972, Rumunia</div>
<br />
<p>Benjy zasnął, kurwa przysnął jej na ławce. Obawiała się, że to będzie ich wspólny koniec, sięgnęła więc po jakichś piętnastu minutach (ten czas wydawał jej się całkiem optymalny jak na krótką drzemkę) po butelkę z wodą i wylała mu na twarz część jej zawartości. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, ale nie miała innego wyboru. Musieli iść. O ósmej przecież umówili się na wyjście, a ta zbliżała się coraz bardziej. Słońce już wzeszło, nowy dzień się zaczął. Musieli ruszyć do tego nieszczęsnego mieszkania, w którym czekał na nich Ambroise.</p>
<p>Sama podniosła się z ławki, była gotowa do drogi, na tyle na ile dało się być gotowym do czegokolwiek po nieprzespanej nocy, pełnej przygód.</p>
<p>Walczyła ze snem, ale musiała go pilnować, nie mogli sobie pozwolić na brak czujności, wyglądając w ten sposób. Miała wrażenie, że ktoś mógłby ich uznać za bezdomnych i gdzieś zgłosić, ona przynajmniej nie śmierdziała, co mogło ją uratować przed zagładą, z Fenwickiem było zdecydowanie gorzej. Nie komentowała jednak tego. Musieli tylko dojść do kwatery, gdzie będą mogli się ogarnąć. Miała wrażenie, że będą musieli przełożyć ustalone wyjście z racji na swój stan. Wolała sobie nie wyobrażać miny Ambroise'a kiedy pojawią się przed drzwiami, nie do końca wiedziała bowiem jak mu się z tego wytłumaczą.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Musimy iść Benjy, wiem, że nie jest dobrze, ale nie powinniśmy tu zostać.</span> - Jeśli zalegliby na tej ławce, to zapewne do jakiejś dwunastej by się stąd nie ruszyli.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - To dłuższy spacer, ale jakoś sobie z tym poradzimy.</span> - Naprawdę w to wierzyła, chociaż wszystkie znaki na niebie sugerowały, że będzie trudno. Liczyła na to, że ten krótki sen nie spowodował jego wytrzeźwienia, przez moment nawet przeszło jej przez myśl, że powinna nieco upoić go jeszcze alkoholem, bo wtedy przynajmniej nie skupiał się na bólu, był znieczulony, a przecież w nocy wyjebała go przez balkon, co na pewno spowodowało szkody, które prędzej, czy później musiały dać o sobie znać. Ambroise powinien na niego spojrzeć swoim fachowym okiem, z tego też będzie musiała się jakoś wytłumaczyć. Jej optymizm powoli zaczynał gasnąć, ale starała się mieć dobrą minę do chujowej gry. Musiała jakoś zaciągnąć go do ich tymczasowego mieszkania, była pewna, że nie mogli tu zostać.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Chodźmy.</span> - Uniosła się z miejsca, wyciągnęła ku niemu rękę, bo nie miała pojęcia, czy będzie w stanie sam się podnieść, a wolała nie doprowadzać do tego, żeby pierdolnął jak kłoda.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">06.10.1972, Rumunia</div>
<br />
<p>Benjy zasnął, kurwa przysnął jej na ławce. Obawiała się, że to będzie ich wspólny koniec, sięgnęła więc po jakichś piętnastu minutach (ten czas wydawał jej się całkiem optymalny jak na krótką drzemkę) po butelkę z wodą i wylała mu na twarz część jej zawartości. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, ale nie miała innego wyboru. Musieli iść. O ósmej przecież umówili się na wyjście, a ta zbliżała się coraz bardziej. Słońce już wzeszło, nowy dzień się zaczął. Musieli ruszyć do tego nieszczęsnego mieszkania, w którym czekał na nich Ambroise.</p>
<p>Sama podniosła się z ławki, była gotowa do drogi, na tyle na ile dało się być gotowym do czegokolwiek po nieprzespanej nocy, pełnej przygód.</p>
<p>Walczyła ze snem, ale musiała go pilnować, nie mogli sobie pozwolić na brak czujności, wyglądając w ten sposób. Miała wrażenie, że ktoś mógłby ich uznać za bezdomnych i gdzieś zgłosić, ona przynajmniej nie śmierdziała, co mogło ją uratować przed zagładą, z Fenwickiem było zdecydowanie gorzej. Nie komentowała jednak tego. Musieli tylko dojść do kwatery, gdzie będą mogli się ogarnąć. Miała wrażenie, że będą musieli przełożyć ustalone wyjście z racji na swój stan. Wolała sobie nie wyobrażać miny Ambroise'a kiedy pojawią się przed drzwiami, nie do końca wiedziała bowiem jak mu się z tego wytłumaczą.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Musimy iść Benjy, wiem, że nie jest dobrze, ale nie powinniśmy tu zostać.</span> - Jeśli zalegliby na tej ławce, to zapewne do jakiejś dwunastej by się stąd nie ruszyli.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - To dłuższy spacer, ale jakoś sobie z tym poradzimy.</span> - Naprawdę w to wierzyła, chociaż wszystkie znaki na niebie sugerowały, że będzie trudno. Liczyła na to, że ten krótki sen nie spowodował jego wytrzeźwienia, przez moment nawet przeszło jej przez myśl, że powinna nieco upoić go jeszcze alkoholem, bo wtedy przynajmniej nie skupiał się na bólu, był znieczulony, a przecież w nocy wyjebała go przez balkon, co na pewno spowodowało szkody, które prędzej, czy później musiały dać o sobie znać. Ambroise powinien na niego spojrzeć swoim fachowym okiem, z tego też będzie musiała się jakoś wytłumaczyć. Jej optymizm powoli zaczynał gasnąć, ale starała się mieć dobrą minę do chujowej gry. Musiała jakoś zaciągnąć go do ich tymczasowego mieszkania, była pewna, że nie mogli tu zostać.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> - Chodźmy.</span> - Uniosła się z miejsca, wyciągnęła ku niemu rękę, bo nie miała pojęcia, czy będzie w stanie sam się podnieść, a wolała nie doprowadzać do tego, żeby pierdolnął jak kłoda.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5362</link>
			<pubDate>Fri, 21 Nov 2025 21:01:09 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5362</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia</div>
Drzwi baru nagle wydały mi się wyjątkowo skomplikowanym mechanizmem, wymagającym całego mojego genialnego skupienia, więc nawet nie próbowałem udawać, że mogę je otworzyć przed moją towarzyszką. Kiedy Geraldine pchnęła je za mnie, oślepiło mnie światło, jakby ktoś zapomniał zgasić światło po drugiej stronie gór. Słońce, nie powinno go tam być o tej porze - wczesnej, nieprzytomnie wczesnej - a jednak wisiało nad rumuńską uliczką jak coś podejrzanie radosnego. O tej porze powinno być jeszcze ciemno, mgliście, powinno padać, albo przynajmniej wiać tak, żebym miał wymówkę, czemu zataczam się jak debil, ale nie - było chłodno, przejrzyście i tak kurewsko pogodnie, że tylko bardziej mnie to wkurwiało. Nie lało - to mnie najbardziej wkurwiło, bo po takim wieczorze pogoda powinna być równie zjebana, co ja, a zamiast tego wszystko wyglądało podejrzanie spokojnie - góry w tle miały ten jasny kontur.<br />
Wysunąłem się za nią, próbując wyglądać jak człowiek, który miał mocną głowę i nie wypił prawie nic. Niestety - już pierwszy krok, postawiony na zewnątrz na podejrzanie falującej ziemi, złapał mnie na kłamstwie, zatoczyłem się tak, że omal nie walnąłem ramieniem w framugę. Nie upiłem się aż tak, naprawdę nie, moja głowa zwykle wytrzymywała więcej niż wieczór spędzony w towarzystwie lokalnych, rumuńskich specjalistów od rakiji. A jednak chwiało mną tak, jakby mój mózg właśnie wyszedł z wirówki.<br />
Może wina leżała w tym, że przez chwilę naprawdę wierzyłem, że nie mam wstrząśnienia mózgu, zupełnie nic mi nie jest, nawet z tą pękniętą, ułamaną jedynką nie jest tak fatalnie. Po wszystkim, co wydarzyło się na balkonie - a właściwie po tym, jak Geraldine wypchnęła mnie z niego z wprawą kogoś, kto robił to przynajmniej raz w kwartale - powinienem był się tego spodziewać. Nie stało się nic poważnego, teoretycznie, ale biorąc pod uwagę, że widziałem podwójnie każdą witrynę sklepową, zaczynałem się zastanawiać nad własnym stanem. Idąc za nią na chłodne powietrze, czułem się jak ktoś, przez kogo przejechał powoli, uprzejmie i metodycznie cały konwój. <br />
Sam nie wiedziałem, czemu właściwie została ze mną w barze. Ludzie normalni mają instynkt samozachowawczy, a ona zamiast tego siedziała, rozmawiała z lokalsami i udawała, że nie widzi, jak powoli odpływam. Próbowałem przypomnieć sobie, jakim cudem wieczór minął tak szybko. Pamiętałem śmiech, kilku miejscowych, którzy mówili rzeczy, których pewnie nie powinni mówić obcym, i Gerdę, która kiwała głową, jakby wszystko od dawna wiedziała - to było to dobre zakończenie, ta część, którą mogłem uznać za względnie pozytywną.<br />
Ale potem…<br />
No, właśnie. Potem otworzyłem ryj - znowu.<br />
Doskonale pamiętałem ten moment, gdy byłem już na wpół przytomny, a jednak udało mi się wypowiedzieć słowa, które normalny, trzeźwy ja wsadziłby sobie z powrotem do gardła. Coś w rodzaju:<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gel… Ge’e… Ge’aldine… Kulwa… Ej… To… To ws’ysko. To…</span> <span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">pfffhlkkk</span></span> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ge’e… Ge’ald’n… Ja nie chcę…</span> <span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ghrrk…</span></span> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nie chcę byś s-samotny i szało…</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ghrk…</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Szałosny… Śmieciem… Ja Sun… Ja ją koch—</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">hluuugh… bleeehghhh…</span></span><br />
A potem zdążyłem jedynie wywalić głowę przez okno i zwrócić barowi połowę tego, co od niego dostałem. <br />
Powietrze było rześkie, takie, które normalnie bym docenił, ale teraz wwiercało mi się w zęby - a właściwie w jedynkę, tę złamaną, pękniętą na pół, wystawioną na światło dzienne i błysk witryny sklepu, w której odbiciu wyglądała zdecydowanie gorzej niż zakładałem.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">O-ohoho… Kulwa…</span> - Wymknęło mi się, kiedy świat mi zrobił jeden z tych powolnych piruetów. Brzmiałem, jakbym był co najmniej po czterech butelkach, a nie po… Co to właściwie piłem? Rakija? Bimber? Cokolwiek to było, paliło jak benzyna. Zatrzymałem się na środku uliczki, bo kolejny krok groził upadkiem, zacisnąłem palce na zimnym murku obok i syknąłem, kiedy drgnęła mi ręka - pewnie też poobijana po tym, jak Geraldine uprzejmie wypchnęła mnie z balkonu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uuugh… Ja pie…p-pld…</span> - Syknąłem, łapiąc równowagę.<br />
<br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/9b5905b610874d18f6c68e92986b12bd/bd34f1810de65637-a8/s400x600/1960ad86778373a7bfe87ed28930431b5d210191.pnj[/inny avek]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia</div>
Drzwi baru nagle wydały mi się wyjątkowo skomplikowanym mechanizmem, wymagającym całego mojego genialnego skupienia, więc nawet nie próbowałem udawać, że mogę je otworzyć przed moją towarzyszką. Kiedy Geraldine pchnęła je za mnie, oślepiło mnie światło, jakby ktoś zapomniał zgasić światło po drugiej stronie gór. Słońce, nie powinno go tam być o tej porze - wczesnej, nieprzytomnie wczesnej - a jednak wisiało nad rumuńską uliczką jak coś podejrzanie radosnego. O tej porze powinno być jeszcze ciemno, mgliście, powinno padać, albo przynajmniej wiać tak, żebym miał wymówkę, czemu zataczam się jak debil, ale nie - było chłodno, przejrzyście i tak kurewsko pogodnie, że tylko bardziej mnie to wkurwiało. Nie lało - to mnie najbardziej wkurwiło, bo po takim wieczorze pogoda powinna być równie zjebana, co ja, a zamiast tego wszystko wyglądało podejrzanie spokojnie - góry w tle miały ten jasny kontur.<br />
Wysunąłem się za nią, próbując wyglądać jak człowiek, który miał mocną głowę i nie wypił prawie nic. Niestety - już pierwszy krok, postawiony na zewnątrz na podejrzanie falującej ziemi, złapał mnie na kłamstwie, zatoczyłem się tak, że omal nie walnąłem ramieniem w framugę. Nie upiłem się aż tak, naprawdę nie, moja głowa zwykle wytrzymywała więcej niż wieczór spędzony w towarzystwie lokalnych, rumuńskich specjalistów od rakiji. A jednak chwiało mną tak, jakby mój mózg właśnie wyszedł z wirówki.<br />
Może wina leżała w tym, że przez chwilę naprawdę wierzyłem, że nie mam wstrząśnienia mózgu, zupełnie nic mi nie jest, nawet z tą pękniętą, ułamaną jedynką nie jest tak fatalnie. Po wszystkim, co wydarzyło się na balkonie - a właściwie po tym, jak Geraldine wypchnęła mnie z niego z wprawą kogoś, kto robił to przynajmniej raz w kwartale - powinienem był się tego spodziewać. Nie stało się nic poważnego, teoretycznie, ale biorąc pod uwagę, że widziałem podwójnie każdą witrynę sklepową, zaczynałem się zastanawiać nad własnym stanem. Idąc za nią na chłodne powietrze, czułem się jak ktoś, przez kogo przejechał powoli, uprzejmie i metodycznie cały konwój. <br />
Sam nie wiedziałem, czemu właściwie została ze mną w barze. Ludzie normalni mają instynkt samozachowawczy, a ona zamiast tego siedziała, rozmawiała z lokalsami i udawała, że nie widzi, jak powoli odpływam. Próbowałem przypomnieć sobie, jakim cudem wieczór minął tak szybko. Pamiętałem śmiech, kilku miejscowych, którzy mówili rzeczy, których pewnie nie powinni mówić obcym, i Gerdę, która kiwała głową, jakby wszystko od dawna wiedziała - to było to dobre zakończenie, ta część, którą mogłem uznać za względnie pozytywną.<br />
Ale potem…<br />
No, właśnie. Potem otworzyłem ryj - znowu.<br />
Doskonale pamiętałem ten moment, gdy byłem już na wpół przytomny, a jednak udało mi się wypowiedzieć słowa, które normalny, trzeźwy ja wsadziłby sobie z powrotem do gardła. Coś w rodzaju:<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gel… Ge’e… Ge’aldine… Kulwa… Ej… To… To ws’ysko. To…</span> <span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">pfffhlkkk</span></span> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ge’e… Ge’ald’n… Ja nie chcę…</span> <span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ghrrk…</span></span> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nie chcę byś s-samotny i szało…</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ghrk…</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Szałosny… Śmieciem… Ja Sun… Ja ją koch—</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">hluuugh… bleeehghhh…</span></span><br />
A potem zdążyłem jedynie wywalić głowę przez okno i zwrócić barowi połowę tego, co od niego dostałem. <br />
Powietrze było rześkie, takie, które normalnie bym docenił, ale teraz wwiercało mi się w zęby - a właściwie w jedynkę, tę złamaną, pękniętą na pół, wystawioną na światło dzienne i błysk witryny sklepu, w której odbiciu wyglądała zdecydowanie gorzej niż zakładałem.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">O-ohoho… Kulwa…</span> - Wymknęło mi się, kiedy świat mi zrobił jeden z tych powolnych piruetów. Brzmiałem, jakbym był co najmniej po czterech butelkach, a nie po… Co to właściwie piłem? Rakija? Bimber? Cokolwiek to było, paliło jak benzyna. Zatrzymałem się na środku uliczki, bo kolejny krok groził upadkiem, zacisnąłem palce na zimnym murku obok i syknąłem, kiedy drgnęła mi ręka - pewnie też poobijana po tym, jak Geraldine uprzejmie wypchnęła mnie z balkonu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uuugh… Ja pie…p-pld…</span> - Syknąłem, łapiąc równowagę.<br />
<br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/9b5905b610874d18f6c68e92986b12bd/bd34f1810de65637-a8/s400x600/1960ad86778373a7bfe87ed28930431b5d210191.pnj[/inny avek]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5353</link>
			<pubDate>Tue, 18 Nov 2025 13:14:29 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5353</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia, noc</div>
Zebrałem w płuca tyle powietrza, ile pozwalały połamane wrażenia pod skórą, i splunąłem krwią na bruk, a potem zaciągnąłem się tak mocno, że aż zakręciło mi się w głowie - smak był gorzki, lepki, ale znajomy. Uśmiech nie schodził mi z gęby, chociaż każdy nerw podpowiadał, że powinienem wyć. Po prostu zacząłem schodzić po mokrych, krzywych schodkach w dół wzgórza, powoli, jak ktoś, kto musiał sprawdzić, czy któraś kość nie wyszła mu przez skórę. Każdy ruch czułem aż w potylicy, deszcz przyklejał mi koszulkę do pleców, a mokry bruk odbijał światła miasteczka. W centrum miasteczka paliło się kilka lamp, liczyłem, że chociaż jeden bar będzie otwarty - potrzebowałem czegoś na wstrząśnięcie mózgu z powrotem w miejsce. Szło się ciężko, wlokłem nogi jak ktoś, kto dopiero uczył się, że grawitacja to skurwiel. W głowie brzęczało mi jej „będę czekać”, a ja parłem przed siebie, jakbym mógł to zgubić po drodze, zostawić na chodniku obok peta. Ignorowałem jej obecność, przynajmniej przez dłuższą chwilę. Nie dlatego, że miałem jej cokolwiek za złe - musiałem zająć czymś myśli, zanim zrobię coś głupszego niż spadnięcie z balkonu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ty to, ku</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">r</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">wa, masz plosty świat.</span> - Mruknąłem pod nosem, nisko, tak jakbym musiał dociążyć każdą głoskę, żeby przebić się dźwiękiem przez narastający deszcz. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale ja nie jestem łowcą, nie jestem Yaxleyem, nie mam palasola tatusia nad głową, nikt nie wyśle dla mnie ludzi na dlugi koniec kontynentu.</span> - Zmrużyłem oczy, patrząc na nią spod byka - tak, jakbyśmy byli dwoma różnymi gatunkami tej samej choroby. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nie mam nazwiska, któle otwiela dszwi do stałej siateczki zleceń ani lodu, któly lobi kolytasz bezpieczeństwa, czy zasłuszyłem, czy nie.</span> - Przesunąłem filtrem papierosa po ranie na języku i poczułem kolejny impuls bólu przebijający skronie, nie zareagowałem jednak, nie miałem na to przestrzeni. Miałem tylko tę cholerną świadomość, że jeśli teraz nie powiem, co mi siedzi w głowie, to za godzinę będę tego żałować, za to, jeśli powiem - cóż - pewnie też pojawi się złość na siebie, bo lubiłem Astarotha, którego teraz mieszałem w całą sprawę. Tolerowałem też Geraldine, to nie tak, że chciałem ją obrazić - w mojej głowie robiłem dokładnie to, co ona wcześniej - mówiłem wprost, by przekaz był jasny. Tu nie było dobrych rozwiązań. Wypuściłem powietrze przez zaciśnięte zęby i to chyba zabolało bardziej niż upadek. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będę tam, gdzie będzie lobota. Tam, gdzie mnie potszebują, a nie tam, gdzie mi wygodnie. Nie tam, gdzie ktoś mnie „mosze znaleźć”. Najlepiej tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. I tam, gdzie nie lysykuję, sze ktoś, na kim mi zaleszy, wyleci w powietsze, bo Fenwick…</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">R</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ookwood pojawił się w nieodpowiednim miejscu.</span> - Słowa wyszły ciężkie, ale spokojne, prawie neutralne. To nie było wyrzutem - to był fakt - brutalny, codzienny, wkurwiająco prosty. Wyprostowałem się, tyle ile dało się przy rozwalonym kręgosłupie moralnym i poobijanym ciele. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ja nie mam tej waszej… Instytucjonalnej zajebistości. Ja mam byś wszędzie i nigdzie nalas, bo jeśli ktoś kiedyś połączy fakty i splóbuje kogoś dosięgnąś pszez to, sze ja istnieję, to ja to pszeszyję.</span> - Dodałem ciszej, bez jadu, bardziej stwierdzając fakt. To była faktologia mojego życia, ona miała swoje demony, ja swoje - tylko moje były bardziej ruchome, jak cholerny ogień, który nigdy nie chciał stać w miejscu. Zamiast wyglądać imponująco, wyglądałem jak ktoś, kogo właśnie ciągnięto po bruku przez kilkadziesiąt metrów, albo wypierdolono przez balkon, jedno z dwóch było całkiem prawdziwe. Wzruszyłem ramieniem, krzywiąc się, bo najwyraźniej bark też oberwał przy lądowaniu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ty moszesz planowaś pół loku napszód. Ja planuję na jutlo, jak dobsze pójdzie.</span> - Na mojej twarzy pojawił się ten krzywy, krwawy półuśmiech, jakby cały ten burdel był jedynie kolejną anegdotą, którą opowiem komuś, kto nie powinien jej słyszeć. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale jak mówię, sze się losczymy, to się losliczymy.</span> - Rzuciłem tak, jakby to było coś nieuchronnego, coś zapisanego w jakiejś pieprzonej księdze rachunkowej, której nie widziała. <br />
Opuściłem wzrok na swoje zakrwawione dłonie, stawiając kolejny krok, i dopiero wtedy poczułem, jak piekielnie zimny jest jesienny, rumuński deszcz, gdy nie weźmie się kurtki. <br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ba268be7fd1de9886f586ca30e937e93/7f9deccf19a4c724-6c/s400x600/753e9d3763b65d900f849c64ca0e53070b2f7fba.pnj[/inny avek]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia, noc</div>
Zebrałem w płuca tyle powietrza, ile pozwalały połamane wrażenia pod skórą, i splunąłem krwią na bruk, a potem zaciągnąłem się tak mocno, że aż zakręciło mi się w głowie - smak był gorzki, lepki, ale znajomy. Uśmiech nie schodził mi z gęby, chociaż każdy nerw podpowiadał, że powinienem wyć. Po prostu zacząłem schodzić po mokrych, krzywych schodkach w dół wzgórza, powoli, jak ktoś, kto musiał sprawdzić, czy któraś kość nie wyszła mu przez skórę. Każdy ruch czułem aż w potylicy, deszcz przyklejał mi koszulkę do pleców, a mokry bruk odbijał światła miasteczka. W centrum miasteczka paliło się kilka lamp, liczyłem, że chociaż jeden bar będzie otwarty - potrzebowałem czegoś na wstrząśnięcie mózgu z powrotem w miejsce. Szło się ciężko, wlokłem nogi jak ktoś, kto dopiero uczył się, że grawitacja to skurwiel. W głowie brzęczało mi jej „będę czekać”, a ja parłem przed siebie, jakbym mógł to zgubić po drodze, zostawić na chodniku obok peta. Ignorowałem jej obecność, przynajmniej przez dłuższą chwilę. Nie dlatego, że miałem jej cokolwiek za złe - musiałem zająć czymś myśli, zanim zrobię coś głupszego niż spadnięcie z balkonu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ty to, ku</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">r</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">wa, masz plosty świat.</span> - Mruknąłem pod nosem, nisko, tak jakbym musiał dociążyć każdą głoskę, żeby przebić się dźwiękiem przez narastający deszcz. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale ja nie jestem łowcą, nie jestem Yaxleyem, nie mam palasola tatusia nad głową, nikt nie wyśle dla mnie ludzi na dlugi koniec kontynentu.</span> - Zmrużyłem oczy, patrząc na nią spod byka - tak, jakbyśmy byli dwoma różnymi gatunkami tej samej choroby. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nie mam nazwiska, któle otwiela dszwi do stałej siateczki zleceń ani lodu, któly lobi kolytasz bezpieczeństwa, czy zasłuszyłem, czy nie.</span> - Przesunąłem filtrem papierosa po ranie na języku i poczułem kolejny impuls bólu przebijający skronie, nie zareagowałem jednak, nie miałem na to przestrzeni. Miałem tylko tę cholerną świadomość, że jeśli teraz nie powiem, co mi siedzi w głowie, to za godzinę będę tego żałować, za to, jeśli powiem - cóż - pewnie też pojawi się złość na siebie, bo lubiłem Astarotha, którego teraz mieszałem w całą sprawę. Tolerowałem też Geraldine, to nie tak, że chciałem ją obrazić - w mojej głowie robiłem dokładnie to, co ona wcześniej - mówiłem wprost, by przekaz był jasny. Tu nie było dobrych rozwiązań. Wypuściłem powietrze przez zaciśnięte zęby i to chyba zabolało bardziej niż upadek. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Będę tam, gdzie będzie lobota. Tam, gdzie mnie potszebują, a nie tam, gdzie mi wygodnie. Nie tam, gdzie ktoś mnie „mosze znaleźć”. Najlepiej tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. I tam, gdzie nie lysykuję, sze ktoś, na kim mi zaleszy, wyleci w powietsze, bo Fenwick…</span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">R</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">ookwood pojawił się w nieodpowiednim miejscu.</span> - Słowa wyszły ciężkie, ale spokojne, prawie neutralne. To nie było wyrzutem - to był fakt - brutalny, codzienny, wkurwiająco prosty. Wyprostowałem się, tyle ile dało się przy rozwalonym kręgosłupie moralnym i poobijanym ciele. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ja nie mam tej waszej… Instytucjonalnej zajebistości. Ja mam byś wszędzie i nigdzie nalas, bo jeśli ktoś kiedyś połączy fakty i splóbuje kogoś dosięgnąś pszez to, sze ja istnieję, to ja to pszeszyję.</span> - Dodałem ciszej, bez jadu, bardziej stwierdzając fakt. To była faktologia mojego życia, ona miała swoje demony, ja swoje - tylko moje były bardziej ruchome, jak cholerny ogień, który nigdy nie chciał stać w miejscu. Zamiast wyglądać imponująco, wyglądałem jak ktoś, kogo właśnie ciągnięto po bruku przez kilkadziesiąt metrów, albo wypierdolono przez balkon, jedno z dwóch było całkiem prawdziwe. Wzruszyłem ramieniem, krzywiąc się, bo najwyraźniej bark też oberwał przy lądowaniu. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ty moszesz planowaś pół loku napszód. Ja planuję na jutlo, jak dobsze pójdzie.</span> - Na mojej twarzy pojawił się ten krzywy, krwawy półuśmiech, jakby cały ten burdel był jedynie kolejną anegdotą, którą opowiem komuś, kto nie powinien jej słyszeć. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale jak mówię, sze się losczymy, to się losliczymy.</span> - Rzuciłem tak, jakby to było coś nieuchronnego, coś zapisanego w jakiejś pieprzonej księdze rachunkowej, której nie widziała. <br />
Opuściłem wzrok na swoje zakrwawione dłonie, stawiając kolejny krok, i dopiero wtedy poczułem, jak piekielnie zimny jest jesienny, rumuński deszcz, gdy nie weźmie się kurtki. <br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ba268be7fd1de9886f586ca30e937e93/7f9deccf19a4c724-6c/s400x600/753e9d3763b65d900f849c64ca0e53070b2f7fba.pnj[/inny avek]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[5/10/1972] All that I want is to see all the things that I could be | Benjy, Gerda]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5345</link>
			<pubDate>Fri, 14 Nov 2025 22:03:25 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5345</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia</div>
Stałem na zadaszonym balkonie, jakbym utknął w pół kroku między światem wewnątrz a tym, którego nie potrafiłem już nazwać do końca swoim, nie po tych kilku tygodniach czegoś zupełnie innego, jakiegoś złudzenia normalności. Deszcz tłukł o dach z jednostajnym uporem, niosąc w powietrzu ten znajomy zapach mokrej ziemi, liści i czegoś lekko metalicznego. Zaciągnąłem się skrętem, czując, jak dym miesza się z wilgocią wiszącą w powietrzu. Miałem na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i krótkie spodenki, ale zimno było… Odpowiednie, sprawiedliwe wręcz, poza tym trochę łagodziło ból siniaków na skórze. Przede mną rysowały się góry, ciemne, posępne, prawie niewidoczne w tej deszczowej zasłonie, znikały we mgle.<br />
Deszcz bębnił w blaszany dach nade mną miarowo, jednostajnie, a ja wciągałem w płuca chłodne, jesienne powietrze, które drażniło mi skórę na ramionach, bez sensu, wiedziałem to, ale jakoś nie chciało mi się wracać do środka po coś cieplejszego. Tam było duszno, tu mogłem przynajmniej oddychać. Ostatnio i tak nie mogłem spać. Nawet gdy zamykałem oczy, czułem, jak coś w środku we mnie wciąż kiwa się niespokojnie, jakby nerwowy oddech nie potrafił znaleźć właściwego rytmu.<br />
Patrzyłem na linię horyzontu, na ciemne szczyty ledwo odcinające się od nieba. Czasem pojawiała się tam pojedyncza, nikła plamka światła z jakiegoś domu, ale znikała od razu. Wiedziałem, że jeśli wrócę do środka, tylko usiądę na kanapie i będę patrzył w ścianę, aż znów minie godzina, może dwie, a potem jeszcze jedna, dlatego zwlekałem, stojąc tu jak uparty pień, pozwalając, żeby chłód wpełzał mi pod skórę. Może liczyłem na to, że coś drgnie, jakaś myśl w końcu się wyklaruje - nic takiego nie nastąpiło.<br />
Skręt tlił się powoli, a ja obserwowałem, jak dym rozwiewa się na wietrze, ginąc po chwili między kroplami deszczu. Wydawało mi się, że wygląda to jak coś, co próbowało zaistnieć, lecz nie starczyło mu siły, by zostać. Brzmi znajomo? Zaciągnąłem się lekko, dym był gęsty i miał w sobie tę lepką, słodkawą nutę, która zawsze zostawała na języku. <br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ba268be7fd1de9886f586ca30e937e93/7f9deccf19a4c724-6c/s400x600/753e9d3763b65d900f849c64ca0e53070b2f7fba.pnj[/inny avek]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">Rumunia</div>
Stałem na zadaszonym balkonie, jakbym utknął w pół kroku między światem wewnątrz a tym, którego nie potrafiłem już nazwać do końca swoim, nie po tych kilku tygodniach czegoś zupełnie innego, jakiegoś złudzenia normalności. Deszcz tłukł o dach z jednostajnym uporem, niosąc w powietrzu ten znajomy zapach mokrej ziemi, liści i czegoś lekko metalicznego. Zaciągnąłem się skrętem, czując, jak dym miesza się z wilgocią wiszącą w powietrzu. Miałem na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i krótkie spodenki, ale zimno było… Odpowiednie, sprawiedliwe wręcz, poza tym trochę łagodziło ból siniaków na skórze. Przede mną rysowały się góry, ciemne, posępne, prawie niewidoczne w tej deszczowej zasłonie, znikały we mgle.<br />
Deszcz bębnił w blaszany dach nade mną miarowo, jednostajnie, a ja wciągałem w płuca chłodne, jesienne powietrze, które drażniło mi skórę na ramionach, bez sensu, wiedziałem to, ale jakoś nie chciało mi się wracać do środka po coś cieplejszego. Tam było duszno, tu mogłem przynajmniej oddychać. Ostatnio i tak nie mogłem spać. Nawet gdy zamykałem oczy, czułem, jak coś w środku we mnie wciąż kiwa się niespokojnie, jakby nerwowy oddech nie potrafił znaleźć właściwego rytmu.<br />
Patrzyłem na linię horyzontu, na ciemne szczyty ledwo odcinające się od nieba. Czasem pojawiała się tam pojedyncza, nikła plamka światła z jakiegoś domu, ale znikała od razu. Wiedziałem, że jeśli wrócę do środka, tylko usiądę na kanapie i będę patrzył w ścianę, aż znów minie godzina, może dwie, a potem jeszcze jedna, dlatego zwlekałem, stojąc tu jak uparty pień, pozwalając, żeby chłód wpełzał mi pod skórę. Może liczyłem na to, że coś drgnie, jakaś myśl w końcu się wyklaruje - nic takiego nie nastąpiło.<br />
Skręt tlił się powoli, a ja obserwowałem, jak dym rozwiewa się na wietrze, ginąc po chwili między kroplami deszczu. Wydawało mi się, że wygląda to jak coś, co próbowało zaistnieć, lecz nie starczyło mu siły, by zostać. Brzmi znajomo? Zaciągnąłem się lekko, dym był gęsty i miał w sobie tę lepką, słodkawą nutę, która zawsze zostawała na języku. <br />
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ba268be7fd1de9886f586ca30e937e93/7f9deccf19a4c724-6c/s400x600/753e9d3763b65d900f849c64ca0e53070b2f7fba.pnj[/inny avek]]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>