<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - Biały Wiwern]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 04:28:49 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[[17/10/72] Who knew Knockturn Alley did gift wrapping? | Benjy, Prue]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5951</link>
			<pubDate>Tue, 14 Apr 2026 13:25:48 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5951</guid>
			<description><![CDATA[Czas mijał szybciej niż powinien - gdzieś za drewnianymi drzwiami z ciężkich, wysłużonych desek, popołudnie przeszło we wczesnym wieczór, o czym świadczyły bardziej mętne, poszarzałe smugi światła wpadające do środka wraz z charakterystyczną londyńską mżawką, docierającą nawet do odległych części pomieszczenia, gdy większa liczba klientów zaczęła gęstymi falami wlewać się do lokalu - w Wiwernie zawsze tak było, minuty rozciągały się i skracały jednocześnie, zależnie od tego, ile już miałeś w sobie i z kim siedziałeś przy stole. U mnie to drugie miało dziś znacznie większe znaczenie i nawet nie próbowałem tego ukrywać. Siedziałem rozluźniony bardziej niż wcześniej, jedno ramię mając oparte o oparcie krzesła, moje palce leniwie obracały szklankę, chociaż dawno przestałem zwracać uwagę na to, co w niej było. Gdzieś za nami ktoś faktycznie zaczął śpiewać i, zgodnie z przewidywaniami, nie było to nic, co warto byłoby zapamiętać, kilka innych osób próbowało mu przy tym wtórować, a całość przypominała bardziej wycie niż cokolwiek, co można by nazwać muzyką. Powietrze zrobiło się cięższe, gęstsze od alkoholu i głosów, ale przy naszym stoliku wciąż panował ten sam, dziwnie spokojny rytm, jakbyśmy siedzieli trochę obok tego wszystkiego, nie do końca będąc częścią reszty sali.<br />
Alkohol zrobił swoje - nie na tyle, żeby zamglić myślenie, raczej rozluźnił to napięcie w mięśniach, które trzymałem pod kontrolą, odkąd wilkołak próbował zrobić ze mnie siekankę - sprawiał, że łatwiej było mi wrócić do starych nawyków, do starych odruchów… A jednym z nich było dokładnie to, co zrobiłem chwilę później…<br />
Zerknąłem na nią, upewniając się, że uwaga Pruey jest zajęta czymś innym, chociaż tak naprawdę nie miało to większego znaczenia - bardziej chodziło o samą zasadę gry niż o faktyczne ukrycie ruchu - bez pośpiechu przesunąłem nogą pod stołem, zahaczając lekko o papierową torbę przy jej stopach, jakby to był przypadek, jakbym po prostu zmieniał pozycję. Potem zrobiłem to drugi raz, już mniej przypadkowo, kącik ust drgnął mi w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy stopniowo, centymetr po centymetrze, przesuwałem torbę bliżej swojej strony, wykorzystując momenty, w których ktoś głośniej uderzył w stół obok albo podniósł głos - chaos był idealnym przykryciem.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Wiesz</span> - rzuciłem, niby od niechcenia, unosząc spojrzenie na żonę, jakby nic się nie działo - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">zaczynam myśleś, sze blefujesz.</span> - Mówiłem spokojnie, leniwie wręcz, ale pod stołem moja stopa zrobiła kolejny ruch, przyciągając torbę jeszcze bliżej. Jeszcze chwila, wystarczyłby jeden ruch…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Czas mijał szybciej niż powinien - gdzieś za drewnianymi drzwiami z ciężkich, wysłużonych desek, popołudnie przeszło we wczesnym wieczór, o czym świadczyły bardziej mętne, poszarzałe smugi światła wpadające do środka wraz z charakterystyczną londyńską mżawką, docierającą nawet do odległych części pomieszczenia, gdy większa liczba klientów zaczęła gęstymi falami wlewać się do lokalu - w Wiwernie zawsze tak było, minuty rozciągały się i skracały jednocześnie, zależnie od tego, ile już miałeś w sobie i z kim siedziałeś przy stole. U mnie to drugie miało dziś znacznie większe znaczenie i nawet nie próbowałem tego ukrywać. Siedziałem rozluźniony bardziej niż wcześniej, jedno ramię mając oparte o oparcie krzesła, moje palce leniwie obracały szklankę, chociaż dawno przestałem zwracać uwagę na to, co w niej było. Gdzieś za nami ktoś faktycznie zaczął śpiewać i, zgodnie z przewidywaniami, nie było to nic, co warto byłoby zapamiętać, kilka innych osób próbowało mu przy tym wtórować, a całość przypominała bardziej wycie niż cokolwiek, co można by nazwać muzyką. Powietrze zrobiło się cięższe, gęstsze od alkoholu i głosów, ale przy naszym stoliku wciąż panował ten sam, dziwnie spokojny rytm, jakbyśmy siedzieli trochę obok tego wszystkiego, nie do końca będąc częścią reszty sali.<br />
Alkohol zrobił swoje - nie na tyle, żeby zamglić myślenie, raczej rozluźnił to napięcie w mięśniach, które trzymałem pod kontrolą, odkąd wilkołak próbował zrobić ze mnie siekankę - sprawiał, że łatwiej było mi wrócić do starych nawyków, do starych odruchów… A jednym z nich było dokładnie to, co zrobiłem chwilę później…<br />
Zerknąłem na nią, upewniając się, że uwaga Pruey jest zajęta czymś innym, chociaż tak naprawdę nie miało to większego znaczenia - bardziej chodziło o samą zasadę gry niż o faktyczne ukrycie ruchu - bez pośpiechu przesunąłem nogą pod stołem, zahaczając lekko o papierową torbę przy jej stopach, jakby to był przypadek, jakbym po prostu zmieniał pozycję. Potem zrobiłem to drugi raz, już mniej przypadkowo, kącik ust drgnął mi w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy stopniowo, centymetr po centymetrze, przesuwałem torbę bliżej swojej strony, wykorzystując momenty, w których ktoś głośniej uderzył w stół obok albo podniósł głos - chaos był idealnym przykryciem.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Wiesz</span> - rzuciłem, niby od niechcenia, unosząc spojrzenie na żonę, jakby nic się nie działo - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">zaczynam myśleś, sze blefujesz.</span> - Mówiłem spokojnie, leniwie wręcz, ale pod stołem moja stopa zrobiła kolejny ruch, przyciągając torbę jeszcze bliżej. Jeszcze chwila, wystarczyłby jeden ruch…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5942</link>
			<pubDate>Fri, 10 Apr 2026 19:33:57 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=544">Benjy Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5942</guid>
			<description><![CDATA[Biały Wiwern nie zmienił się ani trochę od czasu, kiedy ostatni raz przekroczyliśmy jego próg, podczas tamtej pamiętnej nocy, co w gruncie rzeczy było jego największą zaletą. Zapach alkoholu mieszał się z czymś cięższym, trudnym do zidentyfikowania, a przytłumione światło sprawiało, że twarze gości wydawały się ostrzejsze, bardziej podejrzane, jakby każdy miał coś do ukrycia. Kiedy minęliśmy drzwi prowadzące na zaplecze, do moich nozdrzy doleciała również woń czegoś, co w przypływie niezdrowego optymizmu można było nazwać „całkiem sycącą strawą” składającą się z mięsa o wątpliwej jakości, uprzednio obkrojonych warzyw i mączno-ziemniaczanego zapychacza - kiedyś byłoby to całkiem kuszące rozwiązanie na wczesny obiad, ale teraz nawet nie spojrzałem w kierunku karty dań. <br />
Wybrałem stolik w rogu, w kącie, z którego miałem dobry widok na wejście i większość sali, bardziej z przyzwyczajenia niż z realnej potrzeby - tak już działałem, nawet jeśli nie byłem tu na zleceniu, nie potrafiłem tego wyłączyć - plecy do ściany, przestrzeń pod kontrolą, drogi ucieczki w zasięgu wzroku, dokładnie tak, jak powinno się siadać w miejscach, gdzie nigdy nie wiadomo, kto i po co się pojawi. To był odruch, którego nie dało się oduczyć, chociaż przecież nie byliśmy tu dla interesów ani dla problemów, tylko… Dla siebie.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Lomantysznie.</span> - Rzuciłem półgłosem, kąciki ust unosząc w tym swoim charakterystycznym, nieco przekornym uśmiechu, kiedy oparłem łokieć o blat. Krzesło zaskrzypiało cicho, kiedy się na nim rozsiadłem, wyciągając nogi trochę dalej niż wypadało i opierając się swobodnie, jakbym był u siebie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Biały Wiwern nie zmienił się ani trochę od czasu, kiedy ostatni raz przekroczyliśmy jego próg, podczas tamtej pamiętnej nocy, co w gruncie rzeczy było jego największą zaletą. Zapach alkoholu mieszał się z czymś cięższym, trudnym do zidentyfikowania, a przytłumione światło sprawiało, że twarze gości wydawały się ostrzejsze, bardziej podejrzane, jakby każdy miał coś do ukrycia. Kiedy minęliśmy drzwi prowadzące na zaplecze, do moich nozdrzy doleciała również woń czegoś, co w przypływie niezdrowego optymizmu można było nazwać „całkiem sycącą strawą” składającą się z mięsa o wątpliwej jakości, uprzednio obkrojonych warzyw i mączno-ziemniaczanego zapychacza - kiedyś byłoby to całkiem kuszące rozwiązanie na wczesny obiad, ale teraz nawet nie spojrzałem w kierunku karty dań. <br />
Wybrałem stolik w rogu, w kącie, z którego miałem dobry widok na wejście i większość sali, bardziej z przyzwyczajenia niż z realnej potrzeby - tak już działałem, nawet jeśli nie byłem tu na zleceniu, nie potrafiłem tego wyłączyć - plecy do ściany, przestrzeń pod kontrolą, drogi ucieczki w zasięgu wzroku, dokładnie tak, jak powinno się siadać w miejscach, gdzie nigdy nie wiadomo, kto i po co się pojawi. To był odruch, którego nie dało się oduczyć, chociaż przecież nie byliśmy tu dla interesów ani dla problemów, tylko… Dla siebie.<br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Lomantysznie.</span> - Rzuciłem półgłosem, kąciki ust unosząc w tym swoim charakterystycznym, nieco przekornym uśmiechu, kiedy oparłem łokieć o blat. Krzesło zaskrzypiało cicho, kiedy się na nim rozsiadłem, wyciągając nogi trochę dalej niż wypadało i opierając się swobodnie, jakbym był u siebie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[10.10, wieczór] Put you in jail for something you didn’t do]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5879</link>
			<pubDate>Thu, 19 Mar 2026 21:07:21 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=24">Brenna Longbottom</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5879</guid>
			<description><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5770&amp;pid=87742#pid87742" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">prompt</a><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Mam złe przeczucia co do tego</span> – mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż do Atreusa, poprawiając kaptur naciągnięty na twarz, którego omal nie zwiał podmuch wiatru. Wieczór był chłodny, więc w sumie i kaptur, i szalik przysłaniający część twarzy nie były czymś dziwnym. A i zakapturzone, podejrzane sylwetki na Nokturnie należały do normy nawet w upalne, letnie dni.<br />
Miała złe przeczucia. Nie tylko dlatego, że to był Nokturn. I nawet nie wyłącznie dlatego, że to był Wiwern, a w Wiwernie łatwo było o jakieś bójki, kradzieże i ogólnie rzecz biorąc kłopoty. Ani że całe te spotkanie z kimś, kto podobno miał jakieś informacje, ale jeśli gdzieś będzie rozmawiać, to tylko na swoim terenie, też mogło okazać się jedną, wielką bzdurą, o ile w ogóle mężczyzna pojawi się na miejscu.<br />
Po prostu jeżeli mimo pewnych środków zapobiegawczych ktoś ją tutaj rozpozna, to Woody potem będzie bardzo, bardzo zirytowany. A ona wprawdzie miała myśl, że mogłaby wtedy mu wmówić, że to była anonimowa kontrola, żeby znaleźć powody do jeszcze większej liczby kontroli i zaszkodzenia właścicielowi baru, ale nie czułaby się komfortowo łgając mu tak wprost.<br />
Co gorsza po prostu musieli coś zamówić, inaczej wylecą stąd nie tylko „prawdopodobnie”, ale w sumie to na pewno. Czyli Woody będzie zły podwójnie, bo Brenna przyłoży rękę do rozwoju konkurencji!!!<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Chyba go jeszcze nie ma…</span> – oceniła cicho, kiedy uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Po Spalonej Nocy nawet na Nokturnie jakby trochę przycichło: nic niezwykłego, ludzie stracili domy, niektórzy zginęli, wielu bywalców baru pewnie uciekło z miasta albo zajmowało się odbudową. <br />
Nie czyniło to jednak tego miejsca jakoś bezpiecznym. W końcu kiedy ktoś stracił wszystko i nie miał nic do stracenia, stawał się dużo groźniejszy.<br />
Przesunęła wzrokiem po stolikach, i szukając umówionego osobnika, i jakby oceniając, czego mogą się spodziewać.<br />
<br />
!nokturn]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5770&amp;pid=87742#pid87742" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">prompt</a><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Mam złe przeczucia co do tego</span> – mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż do Atreusa, poprawiając kaptur naciągnięty na twarz, którego omal nie zwiał podmuch wiatru. Wieczór był chłodny, więc w sumie i kaptur, i szalik przysłaniający część twarzy nie były czymś dziwnym. A i zakapturzone, podejrzane sylwetki na Nokturnie należały do normy nawet w upalne, letnie dni.<br />
Miała złe przeczucia. Nie tylko dlatego, że to był Nokturn. I nawet nie wyłącznie dlatego, że to był Wiwern, a w Wiwernie łatwo było o jakieś bójki, kradzieże i ogólnie rzecz biorąc kłopoty. Ani że całe te spotkanie z kimś, kto podobno miał jakieś informacje, ale jeśli gdzieś będzie rozmawiać, to tylko na swoim terenie, też mogło okazać się jedną, wielką bzdurą, o ile w ogóle mężczyzna pojawi się na miejscu.<br />
Po prostu jeżeli mimo pewnych środków zapobiegawczych ktoś ją tutaj rozpozna, to Woody potem będzie bardzo, bardzo zirytowany. A ona wprawdzie miała myśl, że mogłaby wtedy mu wmówić, że to była anonimowa kontrola, żeby znaleźć powody do jeszcze większej liczby kontroli i zaszkodzenia właścicielowi baru, ale nie czułaby się komfortowo łgając mu tak wprost.<br />
Co gorsza po prostu musieli coś zamówić, inaczej wylecą stąd nie tylko „prawdopodobnie”, ale w sumie to na pewno. Czyli Woody będzie zły podwójnie, bo Brenna przyłoży rękę do rozwoju konkurencji!!!<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> – Chyba go jeszcze nie ma…</span> – oceniła cicho, kiedy uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Po Spalonej Nocy nawet na Nokturnie jakby trochę przycichło: nic niezwykłego, ludzie stracili domy, niektórzy zginęli, wielu bywalców baru pewnie uciekło z miasta albo zajmowało się odbudową. <br />
Nie czyniło to jednak tego miejsca jakoś bezpiecznym. W końcu kiedy ktoś stracił wszystko i nie miał nic do stracenia, stawał się dużo groźniejszy.<br />
Przesunęła wzrokiem po stolikach, i szukając umówionego osobnika, i jakby oceniając, czego mogą się spodziewać.<br />
<br />
!nokturn]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5363</link>
			<pubDate>Fri, 21 Nov 2025 23:58:17 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=453">Prudence Fenwick</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=5363</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">08.10.1972, Nokturn</div>
<p>Był to jeden z tych zwyczajnych dni. Nie działo się nic interesującego, nic co mogłoby powodować, że zostałby zapamiętany. Prue musiała się tu znaleźć, miała swoje obowiązki, które musiała wykonać. Nie czuła się może w pełni na siłach, ale nie mogła tak po prostu sobie odpuścić. Znajomości na Nokturnie... Być może nie powinna się nimi chwalić, nie było bowiem sensu zwracać na siebie uwagi, jej umiejętności uzdrowicielskie były jednak wyjątkowo docenianie w tym miejscu. Nie mogła udawać, że było inaczej. Tutaj przydawali się tacy jak ona - nie wypytujący o przyczyny, świadczący po prostu swoje usługi. Pan Carter był zresztą, całkiem miłym staruszkiem, może sprowadzał księgi, które nie mogły trafić w ręce byle kogo... To jednak nie było istotne, grunt, że mogła mu pomóc, a przy okazji dostała nagrodę, która chociaż na chwilę przyniosła uśmiech na jej twarz.</p>
<p>Ostatni czas w to nie obfitował, musiała zmienić swoje przyzwyczajenia, ktoś rozpieprzył jej mieszkanie, musiała wrócić do rodziców, nic nie układało się po jej myśli, cały świat się jej walił, jakby naprawdę sobie czymś na to zasłużyła. Miewała wrażenie, że ktoś się pomylił wziął ją za kogoś innego, przecież nie rzucała się w oczy, nie zwracała na siebie uwagi, trwała sobie gdzieś z boku i było jej z tym całkiem dobrze, ale pojawił się ten napis na jej ścianie, wiedziała, co mogło to sugerować. Tyle, że teraz? Teraz? Nic nie mogła z tym zrobić, bo on się przecież rozmył, zignorował ją zupełnie, był gdzieś daleko stąd, a szkoda.</p>
<p>Bary nie były jej pierwszym wyborem, raczej po nich nie chadzała. Miała jednak ochotę napić się czegoś gorzkiego, co mogłoby nieco przytłumić gorycz jej życia. Jeden drink, później stąd wyjdzie, pójdzie do siebie... To znaczy do rodziców. Nadal nie mogła się do tego przyzwyczaić. Nikt nie powinien wypytywać jej o nokturnowe znajomości, posiadała je od lat, od kiedy zainteresowała się tą mniej przyjemną stroną magii, której większość się bała. Przysługa za przysługę, to było całkiem proste.</p>
<p>Więc tak, jeden mocny, gorzki drinki, może kolejny? Nie chciała jeszcze iść do rodziców, u niej nie było bezpiecznie, więc wybór sam się nasuwał. Musiała zostać tutaj, w tym obrzydliwym barze, za którym nawet nie przepadała, ale to miała być tylko chwila, gotowa była się poświęcić. Potrzebowała jeszcze odrobiny alkoholu, nie więcej. Prue nie była jedną z tych osób, które lubiły przesadzać, chociaż jej sytuacja życiowa, aktualnie prosiła się o więcej, miała jednak swoje zasady, których pilnie przestrzegała.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Gin i tonik, poproszę.</span> - Powiedziała cicho, aczkolwiek pewnie, gdy opierała się o ladę spoglądając na młodego barmana. Może nie do końca pasowała do tego miejsca, jednak, czy tak naprawdę ktokolwiek pasował. Na szczęście nikt nie pytał, nikt nie próbował zrozumieć.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span></div></div>
<br />
<br />
<div id="dataa" class="mycode_b">08.10.1972, Nokturn</div>
<p>Był to jeden z tych zwyczajnych dni. Nie działo się nic interesującego, nic co mogłoby powodować, że zostałby zapamiętany. Prue musiała się tu znaleźć, miała swoje obowiązki, które musiała wykonać. Nie czuła się może w pełni na siłach, ale nie mogła tak po prostu sobie odpuścić. Znajomości na Nokturnie... Być może nie powinna się nimi chwalić, nie było bowiem sensu zwracać na siebie uwagi, jej umiejętności uzdrowicielskie były jednak wyjątkowo docenianie w tym miejscu. Nie mogła udawać, że było inaczej. Tutaj przydawali się tacy jak ona - nie wypytujący o przyczyny, świadczący po prostu swoje usługi. Pan Carter był zresztą, całkiem miłym staruszkiem, może sprowadzał księgi, które nie mogły trafić w ręce byle kogo... To jednak nie było istotne, grunt, że mogła mu pomóc, a przy okazji dostała nagrodę, która chociaż na chwilę przyniosła uśmiech na jej twarz.</p>
<p>Ostatni czas w to nie obfitował, musiała zmienić swoje przyzwyczajenia, ktoś rozpieprzył jej mieszkanie, musiała wrócić do rodziców, nic nie układało się po jej myśli, cały świat się jej walił, jakby naprawdę sobie czymś na to zasłużyła. Miewała wrażenie, że ktoś się pomylił wziął ją za kogoś innego, przecież nie rzucała się w oczy, nie zwracała na siebie uwagi, trwała sobie gdzieś z boku i było jej z tym całkiem dobrze, ale pojawił się ten napis na jej ścianie, wiedziała, co mogło to sugerować. Tyle, że teraz? Teraz? Nic nie mogła z tym zrobić, bo on się przecież rozmył, zignorował ją zupełnie, był gdzieś daleko stąd, a szkoda.</p>
<p>Bary nie były jej pierwszym wyborem, raczej po nich nie chadzała. Miała jednak ochotę napić się czegoś gorzkiego, co mogłoby nieco przytłumić gorycz jej życia. Jeden drink, później stąd wyjdzie, pójdzie do siebie... To znaczy do rodziców. Nadal nie mogła się do tego przyzwyczaić. Nikt nie powinien wypytywać jej o nokturnowe znajomości, posiadała je od lat, od kiedy zainteresowała się tą mniej przyjemną stroną magii, której większość się bała. Przysługa za przysługę, to było całkiem proste.</p>
<p>Więc tak, jeden mocny, gorzki drinki, może kolejny? Nie chciała jeszcze iść do rodziców, u niej nie było bezpiecznie, więc wybór sam się nasuwał. Musiała zostać tutaj, w tym obrzydliwym barze, za którym nawet nie przepadała, ale to miała być tylko chwila, gotowa była się poświęcić. Potrzebowała jeszcze odrobiny alkoholu, nie więcej. Prue nie była jedną z tych osób, które lubiły przesadzać, chociaż jej sytuacja życiowa, aktualnie prosiła się o więcej, miała jednak swoje zasady, których pilnie przestrzegała.</p>
<p><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Gin i tonik, poproszę.</span> - Powiedziała cicho, aczkolwiek pewnie, gdy opierała się o ladę spoglądając na młodego barmana. Może nie do końca pasowała do tego miejsca, jednak, czy tak naprawdę ktokolwiek pasował. Na szczęście nikt nie pytał, nikt nie próbował zrozumieć.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[08-09.09.1972] One beer and we're going home]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4824</link>
			<pubDate>Fri, 23 May 2025 13:37:11 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=377">Thomas Figg</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4824</guid>
			<description><![CDATA[Po wizycie u Państwa Waltersów mieli udać się do Nory, gdzie jak wyszło z kontaktu z Brenną mieli spotkać się z innymi. Ciekawe czy faktycznie w tamtym miejscu będzie ich "baza wypadowa" do obecnych działań. W sumie to czemu do tej pory mieli tylko Staw? Czy nie lepiej byłoby zadbać o kilka lokacji rozrzuconych po całych wyspach, aby mogli zawsze mieli dostęp do bezpiecznego schronienia? Będzie musiał o to zaproponować.<br />
Teraz jednak wraz z Dorą udał się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, może nie powinien zabierać młodej przyjaciółki tutaj, jednak w ogniu sytuacji w jakiej obecnie się znaleźli pomyślał, że lepiej będzie trzymać się razem dopóki nie dotrą do Nory.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Wpadniemy, sprawdzimy czy nie ma tu jakiegoś zamieszania, może coś podsłuchamy albo dowiemy się od barmana i spadamy do Kawiarni, okej?</span> - zapytał patrząc na towarzyszącą mu czarodziejkę kiedy zbliżali się do Białego Wiwerna.<br />
<br />
!nokturn]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Po wizycie u Państwa Waltersów mieli udać się do Nory, gdzie jak wyszło z kontaktu z Brenną mieli spotkać się z innymi. Ciekawe czy faktycznie w tamtym miejscu będzie ich "baza wypadowa" do obecnych działań. W sumie to czemu do tej pory mieli tylko Staw? Czy nie lepiej byłoby zadbać o kilka lokacji rozrzuconych po całych wyspach, aby mogli zawsze mieli dostęp do bezpiecznego schronienia? Będzie musiał o to zaproponować.<br />
Teraz jednak wraz z Dorą udał się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, może nie powinien zabierać młodej przyjaciółki tutaj, jednak w ogniu sytuacji w jakiej obecnie się znaleźli pomyślał, że lepiej będzie trzymać się razem dopóki nie dotrą do Nory.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Wpadniemy, sprawdzimy czy nie ma tu jakiegoś zamieszania, może coś podsłuchamy albo dowiemy się od barmana i spadamy do Kawiarni, okej?</span> - zapytał patrząc na towarzyszącą mu czarodziejkę kiedy zbliżali się do Białego Wiwerna.<br />
<br />
!nokturn]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[03/09/72] Akademia Pranków]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4652</link>
			<pubDate>Wed, 26 Mar 2025 20:51:53 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=451">Woody Tarpaulin</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4652</guid>
			<description><![CDATA[<h1>—03/09/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Rejwachowcy z wizytą w Białym Wiwernie</span></h1><br />
Punkt obserwacyjny znajdował się w oknie dachowym. Wystawała z niego ukradkiem luneta oraz jeden róg trikornu Woody’ego, który od dłuższego czasu wypatrywał członka personelu Wiwerna, który miał tego dnia zamykać ów popularny pub i wracać tą akurat drogą. Na ulicę Śmiertelnego Nokturnu zaczynał zaglądać nieśmiało świt (kto by pomyślał, że tam bywa?), lecz wciąż było jeszcze szaro i pomiędzy budynkami przemykały głównie psy z kulawą nogą oraz sporadyczni wymemłani nocą czarnodzieje.<br />
Ledwie ten kluczowy — ziewający pracownik Białego Wiwerna — zamajaczył na horyzoncie, Woody zanurkował w głąb swojego pokoju. Oto nadchodził ich czas. Wytargał spod łóżka skrzynkę po piwie, z którą udał się niedawno do Ataraxii, aby mu tam napełniono ją duchami w szkle. Szkła te wyłożył przezornie gazetami, żeby nie dzwoniły o siebie po drodze ani — co gorsza — nie stłukły w nieodpowiednim momencie. Czarodziej podniósł jeden z nich na wysokość oczu i wpatrywał się chwilę w kłębiącego się w środku ducha; miał nadzieję, że Ambrosia spakowała same najgłośniejsze i najzłośliwsze.<br />
Wstał i raz jeszcze wyjrzał z okna, żeby upewnić się, że pracownik nie zawrócił, po czym — usatysfakcjonowany jego odejściem — owinął się płaszczem, postawił kołnierz, zrzucił kapelusz (był jednak zbyt rzucający się w oczy) i ze skrzynką udał się na dół, łomocząc po drodze w drzwi pokoju Aseny i nawołując Lewisa.<br />
Odprawa była szybka, a plan prosty jak budowa cepa: <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lewis, ty otworzysz, masz swoje zabawki?</span> (Czy do zaklinania kibelków i otwierania magicznych drzwi używało się w ogóle jakiejś zabawki poza różdżką? To już jego kwestia.)<br />
Jeśli kogoś minęli na ulicy, mimo pory, nie było się do czego przyczepić: głowy nisko, ale nie za nisko, skrzynia koktajli duchołowa miała wysokie ścianki, więc żaden nie widział, że w środku wcale nie browary. Ominęli główne wejście Wiwerna, nawet się na nie nie obejrzawszy, i poszli dalej, w bramę podwórza, na które wychodziły tylne drzwi kilku przylegających budynków, w tym ukochanego, konkurencyjnego pubu. Nie było to sympatyczne trawiaste podwórze, na którym wywieszasz pranie i wypasasz dzieci. Przestrzeń wybrukowana od ściany do ściany oślizgłym, zmurszałym kamieniem, a zamiast trzepaka zalegały przepełnione kubły na śmieci oraz wystawka w stylu aranżacji na klatce przed mieszkaniem posła Sośnierza.<br />
Zasadniczą zaletą tego zaułku było to, że mniej osób miało szansę ich zobaczyć. Pozostawało liczyć na to, że wszyscy sąsiedzi Wiwerniarza, z którymi dzielił dziedziniec, śpią lub zgonują, a rejwach-ekipa nie narobi hałasu i nie będzie w razie czego wyglądać podejrzanie (w końcu przynieśli ze sobą kratę piwa, to na pewno uzupełniają magazyn... czy coś).]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>—03/09/1972—<br />
<span style="font-size: 10pt;" class="mycode_size">Rejwachowcy z wizytą w Białym Wiwernie</span></h1><br />
Punkt obserwacyjny znajdował się w oknie dachowym. Wystawała z niego ukradkiem luneta oraz jeden róg trikornu Woody’ego, który od dłuższego czasu wypatrywał członka personelu Wiwerna, który miał tego dnia zamykać ów popularny pub i wracać tą akurat drogą. Na ulicę Śmiertelnego Nokturnu zaczynał zaglądać nieśmiało świt (kto by pomyślał, że tam bywa?), lecz wciąż było jeszcze szaro i pomiędzy budynkami przemykały głównie psy z kulawą nogą oraz sporadyczni wymemłani nocą czarnodzieje.<br />
Ledwie ten kluczowy — ziewający pracownik Białego Wiwerna — zamajaczył na horyzoncie, Woody zanurkował w głąb swojego pokoju. Oto nadchodził ich czas. Wytargał spod łóżka skrzynkę po piwie, z którą udał się niedawno do Ataraxii, aby mu tam napełniono ją duchami w szkle. Szkła te wyłożył przezornie gazetami, żeby nie dzwoniły o siebie po drodze ani — co gorsza — nie stłukły w nieodpowiednim momencie. Czarodziej podniósł jeden z nich na wysokość oczu i wpatrywał się chwilę w kłębiącego się w środku ducha; miał nadzieję, że Ambrosia spakowała same najgłośniejsze i najzłośliwsze.<br />
Wstał i raz jeszcze wyjrzał z okna, żeby upewnić się, że pracownik nie zawrócił, po czym — usatysfakcjonowany jego odejściem — owinął się płaszczem, postawił kołnierz, zrzucił kapelusz (był jednak zbyt rzucający się w oczy) i ze skrzynką udał się na dół, łomocząc po drodze w drzwi pokoju Aseny i nawołując Lewisa.<br />
Odprawa była szybka, a plan prosty jak budowa cepa: <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lewis, ty otworzysz, masz swoje zabawki?</span> (Czy do zaklinania kibelków i otwierania magicznych drzwi używało się w ogóle jakiejś zabawki poza różdżką? To już jego kwestia.)<br />
Jeśli kogoś minęli na ulicy, mimo pory, nie było się do czego przyczepić: głowy nisko, ale nie za nisko, skrzynia koktajli duchołowa miała wysokie ścianki, więc żaden nie widział, że w środku wcale nie browary. Ominęli główne wejście Wiwerna, nawet się na nie nie obejrzawszy, i poszli dalej, w bramę podwórza, na które wychodziły tylne drzwi kilku przylegających budynków, w tym ukochanego, konkurencyjnego pubu. Nie było to sympatyczne trawiaste podwórze, na którym wywieszasz pranie i wypasasz dzieci. Przestrzeń wybrukowana od ściany do ściany oślizgłym, zmurszałym kamieniem, a zamiast trzepaka zalegały przepełnione kubły na śmieci oraz wystawka w stylu aranżacji na klatce przed mieszkaniem posła Sośnierza.<br />
Zasadniczą zaletą tego zaułku było to, że mniej osób miało szansę ich zobaczyć. Pozostawało liczyć na to, że wszyscy sąsiedzi Wiwerniarza, z którymi dzielił dziedziniec, śpią lub zgonują, a rejwach-ekipa nie narobi hałasu i nie będzie w razie czego wyglądać podejrzanie (w końcu przynieśli ze sobą kratę piwa, to na pewno uzupełniają magazyn... czy coś).]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15.08.1972] let's get this party started? | Moira & Maeve]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3960</link>
			<pubDate>Wed, 25 Sep 2024 15:29:57 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=498">Moira Chang</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3960</guid>
			<description><![CDATA[To miał być zwykły dzień. <br />
<br />
A w każdym razie na tyle zwykły, na ile pozwalały warunki ulic Śmiertelnego Nokturnu; chociaż trzeba było przyznać, że przynajmniej każdy dzień był całkiem inny. Zasady tego, czym była ich norma ciągle się zmieniały - od zawsze były płynne, sprawiając, że każda chwila stawała się czymś niespodziewanym. A mimo to, młode panny Chang bez problemu sobie z tym radziły, sprawnie przemierzając to przedziwne otoczenie.<br />
<br />
W końcu był to dom.<br />
<br />
Moira od zawsze znajdowała w nim jakieś pocieszenie; zapewnienie, że nawet jakby cały świat stanął w płomieniach, to Nokturn miał nadal trwać. Pełen sprzeczności, pełen przemocy, pełen szemranych interesów i pełen rodziny, którą zdołały sobie tu stworzyć. Co jakiś czas mogła wystawiać te mniej udane obrazy na ulice, by za parę dni dostrzec je w całkiem innym miejscu; najczęściej zniszczone i poplamione, stanowiące już całkiem inną całość niż ta, którą pierwotnie były. Lubiła te chwile. Sztuka żyła samodzielnie; jej zadaniem było tylko tchnąć w nią oddech.<br />
<br />
Nie było jej jednak dane dzisiaj zająć się sztuką. Już nie pamiętała, dlaczego znalazła się na zewnątrz wraz ze swoją siostrą; dyskutowały o czymś pozornie bez znaczenia, kierując się przed siebie. Co właściwie chciały zrobić? Pozostało to jednak bez większego znaczenia w momencie, w którym dopadł do nich ktoś ewidentnie pijany. Zdołała jedynie dostrzec błysk biżuterii, poczuć ostry zapach alkoholu i usłyszeć przedziwny bełkot, zanim ów ktoś zaciągnął ich w stronę knajpy. Radosne okrzyki podniosły się na ich widok, w dłonie zostały im wciśnięte kielichy z alkoholami, a one same znalazły się przy stole z bufetem. Ktoś coś świętował. Tylko co one tu właściwie robiły?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #763939;" class="mycode_color">— W sumie nikt dawno nie oszalał, może to nasz szczęśliwy dzień —</span></span> mruknęła w stronę siostry, podnosząc jeden z noży i obróciła go w palcach, by zaraz odrzucić go na stół. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #763939;" class="mycode_color">— Ktoś chyba wspomniał coś o jakichś zaślubinach? Co, jeden z twoich znajomych dał się wreszcie złapać?</span></span><br />
<br />
Spojrzała na siostrę z uniesioną brwią, nie zaszczycając kielicha nawet spojrzeniem. Bo i po co? Przecież i tak znajdujący się w nim płyn nie zadziałałby na nią.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[To miał być zwykły dzień. <br />
<br />
A w każdym razie na tyle zwykły, na ile pozwalały warunki ulic Śmiertelnego Nokturnu; chociaż trzeba było przyznać, że przynajmniej każdy dzień był całkiem inny. Zasady tego, czym była ich norma ciągle się zmieniały - od zawsze były płynne, sprawiając, że każda chwila stawała się czymś niespodziewanym. A mimo to, młode panny Chang bez problemu sobie z tym radziły, sprawnie przemierzając to przedziwne otoczenie.<br />
<br />
W końcu był to dom.<br />
<br />
Moira od zawsze znajdowała w nim jakieś pocieszenie; zapewnienie, że nawet jakby cały świat stanął w płomieniach, to Nokturn miał nadal trwać. Pełen sprzeczności, pełen przemocy, pełen szemranych interesów i pełen rodziny, którą zdołały sobie tu stworzyć. Co jakiś czas mogła wystawiać te mniej udane obrazy na ulice, by za parę dni dostrzec je w całkiem innym miejscu; najczęściej zniszczone i poplamione, stanowiące już całkiem inną całość niż ta, którą pierwotnie były. Lubiła te chwile. Sztuka żyła samodzielnie; jej zadaniem było tylko tchnąć w nią oddech.<br />
<br />
Nie było jej jednak dane dzisiaj zająć się sztuką. Już nie pamiętała, dlaczego znalazła się na zewnątrz wraz ze swoją siostrą; dyskutowały o czymś pozornie bez znaczenia, kierując się przed siebie. Co właściwie chciały zrobić? Pozostało to jednak bez większego znaczenia w momencie, w którym dopadł do nich ktoś ewidentnie pijany. Zdołała jedynie dostrzec błysk biżuterii, poczuć ostry zapach alkoholu i usłyszeć przedziwny bełkot, zanim ów ktoś zaciągnął ich w stronę knajpy. Radosne okrzyki podniosły się na ich widok, w dłonie zostały im wciśnięte kielichy z alkoholami, a one same znalazły się przy stole z bufetem. Ktoś coś świętował. Tylko co one tu właściwie robiły?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #763939;" class="mycode_color">— W sumie nikt dawno nie oszalał, może to nasz szczęśliwy dzień —</span></span> mruknęła w stronę siostry, podnosząc jeden z noży i obróciła go w palcach, by zaraz odrzucić go na stół. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #763939;" class="mycode_color">— Ktoś chyba wspomniał coś o jakichś zaślubinach? Co, jeden z twoich znajomych dał się wreszcie złapać?</span></span><br />
<br />
Spojrzała na siostrę z uniesioną brwią, nie zaszczycając kielicha nawet spojrzeniem. Bo i po co? Przecież i tak znajdujący się w nim płyn nie zadziałałby na nią.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[12.08 And then.. ( Baldwin & Max)]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3636</link>
			<pubDate>Sun, 21 Jul 2024 21:04:52 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=476">Maximilian Addams</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3636</guid>
			<description><![CDATA[<div class="poszukiwania"><div class="poszukiwania2"> To nie był jego najlepszy dzień. Dzisiaj był wyjątkowo skołowany i zamyślony. Nawet w robocie  zdawał się być nieobecny co potencjalnie było niebezpieczne dla niego i reszty z, którymi współpracował. Sam nie wiedział skąd brał się ten jego nastrój to, czemu jest taki niespokojny i wręcz aż buzował nieprzyjemnym nastrojem. Dlatego też postanowił się napić. Zazwyczaj tego nie robił, nie był też fanem alkoholu. wolał smakować inne rzeczy. Dlatego tym razem nie chciał używać teleportacjo a skupić się na proszku fiuu i wybrać do dziurawego, tam go ugoszczą, kupi to co potrzebuje by się odstresować. Nie wiedział jednak jaki wielki błąd popełnia.<br />
Stało się tak, że przez źle wypowiedzianą nazwę bo nieco popiołu dostało mu się do ust, co nie było przyjemne i jeszcze bardziej go zdenerwowało. Upadając na tyłek warknął in kaszlnął. Początkowo nie ogarniając, że znalazł się w miejscu gdzie nie powinien, totalnie nie powinien być. Przecież mogli go żywcem rozszarpać. Jedynie słyszał pogłoski o tym miejscu. To jednak nie była jedyna rzecz, która miała dobić gwóźdź do tej jakże uroczej trumny.<br />
Gdy wstał i się otrzepał, pobieżnie przeleciał po twarzach ludzi zobaczył jego. Dawnego szkolnego "kolegę"- Baldwina. To chyba byłą ostatnia osoba jaką miał ochotę dzisiaj spotkać. Nawet nie tylko dzisiaj, w ogóle w życiu. Szkolne czasy były wystarczającym upokorzeniem, by nie chcieć go widzieć. A teraz byli tutaj. Jego niespodziewanie pojawienie sprawiło, że Malfoy musiał spojrzeć w tamtą stronę z resztą jak większość ludzi w tym pubie. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No kurwa zajebiście.</span> - Powiedział <br />
sam do siebie, wpatrując się w niego jak sroka w gnat. Co prawda minęło parę lat od tamtej pory. Nie widział by blondyn jakoś specjalnie się zmienił, poza tym, że był wyższy? Bardziej przypominał rodziców? Zaś Max zmienił się i to bardzo. Już nie był tym niskim dzieciakiem. Czy  tylko piegowatą gębą, o wątpliwym pochodzeniu. Teraz sprawa miała się inaczej. Chłopak był przystojny, w oczach miał coś czego brakło mu w oczach gdy był w szkole, był w nich jakiś ogień, chęć walki o własne życie. już nie był tym co dawał sobą pomiatać. </div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="poszukiwania"><div class="poszukiwania2"> To nie był jego najlepszy dzień. Dzisiaj był wyjątkowo skołowany i zamyślony. Nawet w robocie  zdawał się być nieobecny co potencjalnie było niebezpieczne dla niego i reszty z, którymi współpracował. Sam nie wiedział skąd brał się ten jego nastrój to, czemu jest taki niespokojny i wręcz aż buzował nieprzyjemnym nastrojem. Dlatego też postanowił się napić. Zazwyczaj tego nie robił, nie był też fanem alkoholu. wolał smakować inne rzeczy. Dlatego tym razem nie chciał używać teleportacjo a skupić się na proszku fiuu i wybrać do dziurawego, tam go ugoszczą, kupi to co potrzebuje by się odstresować. Nie wiedział jednak jaki wielki błąd popełnia.<br />
Stało się tak, że przez źle wypowiedzianą nazwę bo nieco popiołu dostało mu się do ust, co nie było przyjemne i jeszcze bardziej go zdenerwowało. Upadając na tyłek warknął in kaszlnął. Początkowo nie ogarniając, że znalazł się w miejscu gdzie nie powinien, totalnie nie powinien być. Przecież mogli go żywcem rozszarpać. Jedynie słyszał pogłoski o tym miejscu. To jednak nie była jedyna rzecz, która miała dobić gwóźdź do tej jakże uroczej trumny.<br />
Gdy wstał i się otrzepał, pobieżnie przeleciał po twarzach ludzi zobaczył jego. Dawnego szkolnego "kolegę"- Baldwina. To chyba byłą ostatnia osoba jaką miał ochotę dzisiaj spotkać. Nawet nie tylko dzisiaj, w ogóle w życiu. Szkolne czasy były wystarczającym upokorzeniem, by nie chcieć go widzieć. A teraz byli tutaj. Jego niespodziewanie pojawienie sprawiło, że Malfoy musiał spojrzeć w tamtą stronę z resztą jak większość ludzi w tym pubie. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- No kurwa zajebiście.</span> - Powiedział <br />
sam do siebie, wpatrując się w niego jak sroka w gnat. Co prawda minęło parę lat od tamtej pory. Nie widział by blondyn jakoś specjalnie się zmienił, poza tym, że był wyższy? Bardziej przypominał rodziców? Zaś Max zmienił się i to bardzo. Już nie był tym niskim dzieciakiem. Czy  tylko piegowatą gębą, o wątpliwym pochodzeniu. Teraz sprawa miała się inaczej. Chłopak był przystojny, w oczach miał coś czego brakło mu w oczach gdy był w szkole, był w nich jakiś ogień, chęć walki o własne życie. już nie był tym co dawał sobą pomiatać. </div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[08.08.1972, poranek] Wielka draka pączkowa | Geraldine & Thomas]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3406</link>
			<pubDate>Wed, 12 Jun 2024 00:06:56 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=377">Thomas Figg</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3406</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Thomas Figg - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic IV</span></div></div>
<br />
Tego ósmego sierpnia, Thomas stawił się w Białym Wiernie skoro świt. Ubrany w zwykłe czarne spodnie i koszulkę w kolorze ciemnej zieleni, na ramiona narzucił czarną pelerynę - ot całkiem pospolity ubiór, przecież nie szedł tutaj żeby wyróżniać się niczym klaun na pogrzebie.<br />
Określenie poranka nie było zbyt precyzyjne, ale nie był oto coś z czym mógłby sobie nie poradzić. Nie był częstym goście na Nokturnie, dlatego też po wejściu do środka nie bardzo wiedział co robić. Usiąść przy stoliku, usiąść przy barze? Dostanie tu śniadanie? Nie żeby był specjalnie głodny, jednak nie zjadł nic w domu przed wyjściem - nie lubił spożywać niczego do dwóch godzin po przebudzeniu. Najchętniej to by teraz wychylił szklankę whisky na uspokojenie, ale z drugiej strony, było tak wcześnie rano, że chyba jeszcze nie wypadało? Nie był piratem, żeby pić rum o każdej porze dnia.<br />
Zamówiwszy sobie kawę usiadł przy jednym z czystszych stolików i w oczekiwaniu na Geraldine zaczął popijać czarny trunek, może pozwoli mu się to bardziej rozbudzić? Oby, bo właśnie zasłonił sobie dłonią usta, żeby ukryć ziewnięcie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Thomas Figg - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic IV</span></div></div>
<br />
Tego ósmego sierpnia, Thomas stawił się w Białym Wiernie skoro świt. Ubrany w zwykłe czarne spodnie i koszulkę w kolorze ciemnej zieleni, na ramiona narzucił czarną pelerynę - ot całkiem pospolity ubiór, przecież nie szedł tutaj żeby wyróżniać się niczym klaun na pogrzebie.<br />
Określenie poranka nie było zbyt precyzyjne, ale nie był oto coś z czym mógłby sobie nie poradzić. Nie był częstym goście na Nokturnie, dlatego też po wejściu do środka nie bardzo wiedział co robić. Usiąść przy stoliku, usiąść przy barze? Dostanie tu śniadanie? Nie żeby był specjalnie głodny, jednak nie zjadł nic w domu przed wyjściem - nie lubił spożywać niczego do dwóch godzin po przebudzeniu. Najchętniej to by teraz wychylił szklankę whisky na uspokojenie, ale z drugiej strony, było tak wcześnie rano, że chyba jeszcze nie wypadało? Nie był piratem, żeby pić rum o każdej porze dnia.<br />
Zamówiwszy sobie kawę usiadł przy jednym z czystszych stolików i w oczekiwaniu na Geraldine zaczął popijać czarny trunek, może pozwoli mu się to bardziej rozbudzić? Oby, bo właśnie zasłonił sobie dłonią usta, żeby ukryć ziewnięcie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[25 VII 1972] Doppelganger. Złamana pieczęć.]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3323</link>
			<pubDate>Sat, 25 May 2024 10:48:35 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=393">Morpheus Longbottom</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3323</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<div class="divek"><p>Świt w lipcu w Londynie rozprzestrzeniał się jak subtelny, nieco melancholijny oddech na stare, pokryte bluszczem mury, cichutko zwiastując nadejście nowego dnia. Powolne, bladoniebieskie światło wpełzało między ceglanymi budynkami, rozświetlając mgłę, która o tej porze roku zdawała się być jak aksamitny woal otulający miasto. Świt to moment, kiedy czas się rozciąga i staje się niemal namacalny, Morpheus mógł wyczuć prawdziwość pętli i kręgów czasu. To chwila, gdy miasto, zwykle pełne zgiełku, przyjmuje na chwilę postać sennego olbrzyma, na wpół przebudzonego, jeszcze chwytającego resztki snu. Światło, delikatne jak muśnięcie pędzla, wydobywa z mroku szczegóły, których na próżno szukać w ciągu dnia. Każdy detal wydaje się mieć swoje sekrety, opowieści sprzed wieków zapisane w szumie liści i odgłosie kocich łapek przemierzających opustoszałe chodniki w postaci wychudzonych dachowców o wojennych bliznach, podobnych do każdego innego mieszkańca Nokturnu.</p>
<p>Ulica, z jej brukowanym chodnikiem i wiekowymi lampami gazowymi, zdaje się emanować staroświeckim urokiem, na chwilę, nim oko wyłowi rozbite szyby, okna zaklejone gazetami i wyłowi nieprzyjemny zapach uryny w zatęchłych klatkach schodowych kamienic. </p>
<p> Było coś niepokojąco pięknego w tej scenie, jakby miasto uchylało rąbka swojej najgłębszej tajemnicy, dostępnej tylko tym, którzy mają odwagę szukać. Morpheus nie szukał, on pewnie przechodził przez kolejne drogi, kierując się ku Białemu Wiwernowi, o tej porze otwartemu dla tych, który kończyli dopiero swoją pracę lub mieli ją dopiero zacząć. Longbottom zdecydowanie wyglądał jak ten pierwszy, nawet jeśli i tak prezentował się niebo lepiej, niż większość mieszkańców Noktrunu.</p>
<p>Na policzkach miał krótką czecinę, ciemną, z placami siwizny, dodającą mu nieco swobodniejszego wyglądu, a czarna szata została przybrudzona smugami kurzu z jednej strony, gdy oparł się o wyjątkowo dawno nie odkurzony regał. Pachniał też bardzo charakterystyczne biblioteką, atramentem i pergaminem, zastałą wiedzą. Przekrwione oczy dodawały tylko mu obrazu kogoś, kto nie spał zdecydowanie dłużej niż dobę. Mimo tego krok miał pewny. </p>
<p> Zamówił tym razem czarną kawę, ciężko powiedzieć, którą z rzędu w ciągu ostatnich ośmiu godzin, powoli zaczynał zastanawiać się, czy ma zadyszkę czy to już palpitacje serca od nadmiaru kofeiny w organizmie. Może to był znak, aby przerzucić się na mugolskie specyfiki pobudzające. Podobno amfetamina działała cuda. </p>
<p>Usiadł tam, gdzie siedzieli wcześniej. Lepka plama nadal tam była, ale zniknął kufel piwa, butelka whisky, szklanki i koszyk po frytkach. Chyba widział jednak nadal drobinki soli. Cóż, trudno. Usiadł tak, aby widzieć wejście, by od razu zwrócić na siebie uwagę Geraldine. Był ciekaw, czy spała tej nocy, co robiła. Popijał czarną kawę. Jeszcze trochę i pójdzie spać. </p></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<div class="divek"><p>Świt w lipcu w Londynie rozprzestrzeniał się jak subtelny, nieco melancholijny oddech na stare, pokryte bluszczem mury, cichutko zwiastując nadejście nowego dnia. Powolne, bladoniebieskie światło wpełzało między ceglanymi budynkami, rozświetlając mgłę, która o tej porze roku zdawała się być jak aksamitny woal otulający miasto. Świt to moment, kiedy czas się rozciąga i staje się niemal namacalny, Morpheus mógł wyczuć prawdziwość pętli i kręgów czasu. To chwila, gdy miasto, zwykle pełne zgiełku, przyjmuje na chwilę postać sennego olbrzyma, na wpół przebudzonego, jeszcze chwytającego resztki snu. Światło, delikatne jak muśnięcie pędzla, wydobywa z mroku szczegóły, których na próżno szukać w ciągu dnia. Każdy detal wydaje się mieć swoje sekrety, opowieści sprzed wieków zapisane w szumie liści i odgłosie kocich łapek przemierzających opustoszałe chodniki w postaci wychudzonych dachowców o wojennych bliznach, podobnych do każdego innego mieszkańca Nokturnu.</p>
<p>Ulica, z jej brukowanym chodnikiem i wiekowymi lampami gazowymi, zdaje się emanować staroświeckim urokiem, na chwilę, nim oko wyłowi rozbite szyby, okna zaklejone gazetami i wyłowi nieprzyjemny zapach uryny w zatęchłych klatkach schodowych kamienic. </p>
<p> Było coś niepokojąco pięknego w tej scenie, jakby miasto uchylało rąbka swojej najgłębszej tajemnicy, dostępnej tylko tym, którzy mają odwagę szukać. Morpheus nie szukał, on pewnie przechodził przez kolejne drogi, kierując się ku Białemu Wiwernowi, o tej porze otwartemu dla tych, który kończyli dopiero swoją pracę lub mieli ją dopiero zacząć. Longbottom zdecydowanie wyglądał jak ten pierwszy, nawet jeśli i tak prezentował się niebo lepiej, niż większość mieszkańców Noktrunu.</p>
<p>Na policzkach miał krótką czecinę, ciemną, z placami siwizny, dodającą mu nieco swobodniejszego wyglądu, a czarna szata została przybrudzona smugami kurzu z jednej strony, gdy oparł się o wyjątkowo dawno nie odkurzony regał. Pachniał też bardzo charakterystyczne biblioteką, atramentem i pergaminem, zastałą wiedzą. Przekrwione oczy dodawały tylko mu obrazu kogoś, kto nie spał zdecydowanie dłużej niż dobę. Mimo tego krok miał pewny. </p>
<p> Zamówił tym razem czarną kawę, ciężko powiedzieć, którą z rzędu w ciągu ostatnich ośmiu godzin, powoli zaczynał zastanawiać się, czy ma zadyszkę czy to już palpitacje serca od nadmiaru kofeiny w organizmie. Może to był znak, aby przerzucić się na mugolskie specyfiki pobudzające. Podobno amfetamina działała cuda. </p>
<p>Usiadł tam, gdzie siedzieli wcześniej. Lepka plama nadal tam była, ale zniknął kufel piwa, butelka whisky, szklanki i koszyk po frytkach. Chyba widział jednak nadal drobinki soli. Cóż, trudno. Usiadł tak, aby widzieć wejście, by od razu zwrócić na siebie uwagę Geraldine. Był ciekaw, czy spała tej nocy, co robiła. Popijał czarną kawę. Jeszcze trochę i pójdzie spać. </p></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15.07.1972] saturday fever | Geraldine & Peregrinus]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3257</link>
			<pubDate>Tue, 14 May 2024 23:33:07 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3257</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Peregrinus Trelawney - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Zaniepokoił ją list Peregrinusa. Nie wiedziała, co mogło się stać, że chciał z nią najpierw porozmawiać osobiście, oczywiście łączyło się to z nieprzespanymi nocami, bo jego list i zapewnienia o tym, że spotkanie z jej bliźniakiem nie zakończyło się najgorzej wcale jej nie uspokoił. Nie wiedziała, co dokładnie się wydarzyło, a po tym, co Thoran robił ostatnio mogła spodziewać się dosłownie wszystkiego. To było w tym wszystkim najgorsze.</p>
<p>Wreszcie doczekała się tego dnia, kiedy mieli się spotkać. Dzień okropnie jej się dłużył, jak to bywa w sytuacjach, gdy się na coś bardzo czeka. Nie umiała zająć swoich myśli niczym innym jak Thoranem, jej bliźniakiem, który ostatnio wydawał się nie mieć najlepszego czasu. Nie mogła przestać zastanawiać się nad tym, co głupiego zrobił tym razem. By dotrwać jakoś do wieczora wybrała się nawet dzisiaj na polowanie, szło jej średnio, bo nie mogła się na niczym skupić, Kim musiała jej wybaczyć niedyspozycję.</p>
<p>W końcu przyszła chwila, w której mogła opuścić swoje mieszkanie. Przed wyjściem przejrzała się jeszcze w lustrze, nie wyglądała najlepiej, fioletowe sińce pod oczami nie chciały zniknąć (nie ma się co dziwić, bardzo mało ostatnio sypiała). Poza tym wyglądała całkiem schludnie, nawet w tych skórzanych spodniach, które ubrała, nie miała dzisiaj siły się stroić, żeby nie prezentować się całkowicie jak bezdomny dołączyła do nich białą, lnianą koszulę z krótkim rękawem. Na dworze było ciepło. Wystarczyło, że te skórzane spodnie skutecznie grzały ją w tyłek. Włosy zaplotła sobie w długi warkocz, jak miała w zwyczaju. Była gotowa do drogi.</p>
<p>Teleportowała się na Nokturn, nieopodal Wiwerny, kilka minut przed umówioną godziną. Ostatnio bywała w tym miejscu bardzo często, powinna dostać jakąś kartę stałego klienta, czy coś. Weszła do knajpy i zwyczajowo dla siebie najpierw skierowała się w stronę lady, zamówiła piwo, po czym ruszyła z wielkim kuflem w stronę jednego z nielicznych wolnych stolików. Było tu dzisiaj całkiem tłoczno, jak to bywa w takich miejscach w sobotę. Usiadła na krześle i czekała, aż pojawi się jej znajomy. Nieco denerwowała się tym spotkaniem, bo nie miała pojęcia, co ma jej do przekazania. Nie znosiła niepewności.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Peregrinus Trelawney - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Piszę, więc jestem</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Zaniepokoił ją list Peregrinusa. Nie wiedziała, co mogło się stać, że chciał z nią najpierw porozmawiać osobiście, oczywiście łączyło się to z nieprzespanymi nocami, bo jego list i zapewnienia o tym, że spotkanie z jej bliźniakiem nie zakończyło się najgorzej wcale jej nie uspokoił. Nie wiedziała, co dokładnie się wydarzyło, a po tym, co Thoran robił ostatnio mogła spodziewać się dosłownie wszystkiego. To było w tym wszystkim najgorsze.</p>
<p>Wreszcie doczekała się tego dnia, kiedy mieli się spotkać. Dzień okropnie jej się dłużył, jak to bywa w sytuacjach, gdy się na coś bardzo czeka. Nie umiała zająć swoich myśli niczym innym jak Thoranem, jej bliźniakiem, który ostatnio wydawał się nie mieć najlepszego czasu. Nie mogła przestać zastanawiać się nad tym, co głupiego zrobił tym razem. By dotrwać jakoś do wieczora wybrała się nawet dzisiaj na polowanie, szło jej średnio, bo nie mogła się na niczym skupić, Kim musiała jej wybaczyć niedyspozycję.</p>
<p>W końcu przyszła chwila, w której mogła opuścić swoje mieszkanie. Przed wyjściem przejrzała się jeszcze w lustrze, nie wyglądała najlepiej, fioletowe sińce pod oczami nie chciały zniknąć (nie ma się co dziwić, bardzo mało ostatnio sypiała). Poza tym wyglądała całkiem schludnie, nawet w tych skórzanych spodniach, które ubrała, nie miała dzisiaj siły się stroić, żeby nie prezentować się całkowicie jak bezdomny dołączyła do nich białą, lnianą koszulę z krótkim rękawem. Na dworze było ciepło. Wystarczyło, że te skórzane spodnie skutecznie grzały ją w tyłek. Włosy zaplotła sobie w długi warkocz, jak miała w zwyczaju. Była gotowa do drogi.</p>
<p>Teleportowała się na Nokturn, nieopodal Wiwerny, kilka minut przed umówioną godziną. Ostatnio bywała w tym miejscu bardzo często, powinna dostać jakąś kartę stałego klienta, czy coś. Weszła do knajpy i zwyczajowo dla siebie najpierw skierowała się w stronę lady, zamówiła piwo, po czym ruszyła z wielkim kuflem w stronę jednego z nielicznych wolnych stolików. Było tu dzisiaj całkiem tłoczno, jak to bywa w takich miejscach w sobotę. Usiadła na krześle i czekała, aż pojawi się jej znajomy. Nieco denerwowała się tym spotkaniem, bo nie miała pojęcia, co ma jej do przekazania. Nie znosiła niepewności.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[24.07.1972] Help me if you can, I'm feeling down | Geraldine & Morpheus]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3252</link>
			<pubDate>Tue, 14 May 2024 21:08:17 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3252</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Szukała odpowiedzi na to, co działo się w jej życiu w różnych miejscach. Prosiła naprawdę wiele osób o pomoc. Nie było to dla niej łatwe, bo nie przywykła do tego. W akcie desperacji odezwała się również do Morpheusa Longbottoma. Wujka Erika, którego poznała kiedyś dosyć blisko, chociaż poznała to może zbyt dużo powiedziane. Nie miała oporu, żeby do niego napisać, nie czuła, żeby zrobiło się między nimi niezręcznie po tym, co kiedyś się między nimi wydarzyło. W końcu byli dorośli.</p>
<p>Liczyło się to, że jego wiedza może jej pomóc. Wierzyła, że da jej jakieś odpowiedzi.</p>
<p>Na miejsce spotkania wybrała Wiwernę, nie wiedzieć czemu ostatnio tak często się tu pojawiała. Nokturn nie był najprzyjemniejszym miejscem, jednak wydawało jej się, że zapewniał dyskrecję, a tej potrzebowała, mogło być to nawet złudne uczucie bezpieczeństwa, ale to jej wystarczało.</p>
<p>Jeszcze w domu przygotowała sobie to, co chciała pokazać Morpheusowi. Runy, które jej brat miał na plecach... zapamiętała je, jednak nie znała się w ogóle na tej dziedzinie. Narysowała więc to wszystko na kartce, którą wsadziła do kieszeni swojej długiej spódnicy. Nigdy jakoś specjalnie nie zwracała uwagi na ten tatuaż, nie zastanawiała się nad jego znaczeniem, ale teraz każdy szczegół mógł okazać się być istotny w sprawie. Sama nie wiedziała, co właściwie się dzieje, ale sprawy zaczęły się komplikować, szczególnie po tym, jak Thoran rzucił urok na Florence. Nie mogła dopuścić, żeby to się powtórzyło. Do tego dochodziło powątpiewanie w jasność jej umysłu, musiała się upewnić, że nie zwariowała.</p>
<p>Nieco staranniej podeszła również tego wieczora do swojego wyglądu. Nie wiedzieć czemu, nie chciała, żeby Morpheus widział ją w nie najlepszym stanie. Wybrała nawet spódnicę, chociaż nie robiła tego często i jasnozieloną koszulę, wyglądała całkiem elegancko, jak na siebie. Nawet włosy rozpuściła, co robiła naprawdę rzadko.</p>
<p>Pojawiła się w Wiwernie punktualnie, nie miała w zwyczaju się spóźniać. Nim wybrała odpowiedni stolik podeszła do baru i poprosiła o butelkę najdroższej whisky, jaką tutaj mieli. Nie ma się co oszukiwać, to na pewno smakowało jak szczyny, ale robiła co w swojej mocy, aby umilić im to spotkanie. Wybrała miejsce i czekała, aż Longbottom się tutaj pojawi, wsadziła sobie papierosa w usta, żeby mieć się czym zająć podczas tego oczekiwania. </p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic I</span><br />
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Szukała odpowiedzi na to, co działo się w jej życiu w różnych miejscach. Prosiła naprawdę wiele osób o pomoc. Nie było to dla niej łatwe, bo nie przywykła do tego. W akcie desperacji odezwała się również do Morpheusa Longbottoma. Wujka Erika, którego poznała kiedyś dosyć blisko, chociaż poznała to może zbyt dużo powiedziane. Nie miała oporu, żeby do niego napisać, nie czuła, żeby zrobiło się między nimi niezręcznie po tym, co kiedyś się między nimi wydarzyło. W końcu byli dorośli.</p>
<p>Liczyło się to, że jego wiedza może jej pomóc. Wierzyła, że da jej jakieś odpowiedzi.</p>
<p>Na miejsce spotkania wybrała Wiwernę, nie wiedzieć czemu ostatnio tak często się tu pojawiała. Nokturn nie był najprzyjemniejszym miejscem, jednak wydawało jej się, że zapewniał dyskrecję, a tej potrzebowała, mogło być to nawet złudne uczucie bezpieczeństwa, ale to jej wystarczało.</p>
<p>Jeszcze w domu przygotowała sobie to, co chciała pokazać Morpheusowi. Runy, które jej brat miał na plecach... zapamiętała je, jednak nie znała się w ogóle na tej dziedzinie. Narysowała więc to wszystko na kartce, którą wsadziła do kieszeni swojej długiej spódnicy. Nigdy jakoś specjalnie nie zwracała uwagi na ten tatuaż, nie zastanawiała się nad jego znaczeniem, ale teraz każdy szczegół mógł okazać się być istotny w sprawie. Sama nie wiedziała, co właściwie się dzieje, ale sprawy zaczęły się komplikować, szczególnie po tym, jak Thoran rzucił urok na Florence. Nie mogła dopuścić, żeby to się powtórzyło. Do tego dochodziło powątpiewanie w jasność jej umysłu, musiała się upewnić, że nie zwariowała.</p>
<p>Nieco staranniej podeszła również tego wieczora do swojego wyglądu. Nie wiedzieć czemu, nie chciała, żeby Morpheus widział ją w nie najlepszym stanie. Wybrała nawet spódnicę, chociaż nie robiła tego często i jasnozieloną koszulę, wyglądała całkiem elegancko, jak na siebie. Nawet włosy rozpuściła, co robiła naprawdę rzadko.</p>
<p>Pojawiła się w Wiwernie punktualnie, nie miała w zwyczaju się spóźniać. Nim wybrała odpowiedni stolik podeszła do baru i poprosiła o butelkę najdroższej whisky, jaką tutaj mieli. Nie ma się co oszukiwać, to na pewno smakowało jak szczyny, ale robiła co w swojej mocy, aby umilić im to spotkanie. Wybrała miejsce i czekała, aż Longbottom się tutaj pojawi, wsadziła sobie papierosa w usta, żeby mieć się czym zająć podczas tego oczekiwania. </p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[22.06.1972] a little favor | Geraldine & The Edge]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3242</link>
			<pubDate>Mon, 13 May 2024 18:20:41 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3242</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Czy sięgnięcie po pomoc wrony mogło być uznane za desperację? Być może. Łapała się jednak w tej chwili wszystkich znajomości, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, które ją nurtowały. Nie spodziewała się, że otrzyma od niego odpowiedź tak szybko, całkiem przyjemne to było zaskoczenie. Zyska na czasie, a czuła, że teraz liczył się każdy dzień, czy tydzień. Im szybciej się czegoś dowie, tym lepiej. Wolałaby, żeby nie rozprzestrzeniała się wśród czarodziejów informacja, że jest wariatką, skoro Louvain wziął ją za taką, to pewnie niedługo inni zaczną gadać, wolała tego uniknąć. Naprawdę wystarczyło, że podobne plotki krążyły już o jej ojcu, gdyby ona do tego dołączyła, to cala ich rodzina przestałaby być traktowana poważnie.</p>
<p>Nie do końca wiedziała o co chce go poprosić, czuła jednak, że akurat on jest w stanie dotrzeć do każdego. Szczególnie, że jej brat bliźniak aktualnie sporo czasu spędzał w szemranym towarzystwie, na pewno nie będzie trudno do niego dotrzeć, a Crow miał swoje znajomości, w końcu wiele lat spędził na Nokturnie. Wierzyła, że uda mu się do niego dotrzeć. Cieszyło ją, że nie odmówił spotkania, jednak popijawy sprzed kilku lat miały jakieś znaczenie, pozostawał sentyment, czy coś.</p>
<p>Yaxley zjawiła się w Wiwernie o umówionej porze. Ostatnio coraz częściej bywała w tym miejscu. Zaczęła też przywykać do smrodu Nokturnu, nie wiedziała, czy to dobrze o niej świadczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu znajomej twarzy, nie dostrzegła jednak póki co tych ślicznych, czarnych loczków, które łatwo było dostrzec w tłumie. Postanowiła więc zacząć od kupna butelki czegoś mocniejszego, negocjacje w końcu najlepiej odbywać przy alkoholu. Wybrała gin, odwróciła się by wybrać miejsce. Zabawne, stolik, przy którym ostatnio dyskutowała z Cainem na podobny temat był wolny, więc skierowała się ku niemu.</p>
<p>Jako, że było wcześnie i lato atakowało ich upałem nie miała dzisiaj na sobie swojego charakterystycznego, skórzanego płaszcza. Ubrana była zupełnie zwyczajnie: w niebieską koszulę i skórzane spodnie, nie wyróżniała się niczym, poza swoim wzrostem. Siedziała przy tym stoliku, jako, że jej się nudziło to nalała sobie do jednej z dwóch szklanek ginu, żeby zwilżyć usta i umilić sobie to oczekiwanie.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Czy sięgnięcie po pomoc wrony mogło być uznane za desperację? Być może. Łapała się jednak w tej chwili wszystkich znajomości, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, które ją nurtowały. Nie spodziewała się, że otrzyma od niego odpowiedź tak szybko, całkiem przyjemne to było zaskoczenie. Zyska na czasie, a czuła, że teraz liczył się każdy dzień, czy tydzień. Im szybciej się czegoś dowie, tym lepiej. Wolałaby, żeby nie rozprzestrzeniała się wśród czarodziejów informacja, że jest wariatką, skoro Louvain wziął ją za taką, to pewnie niedługo inni zaczną gadać, wolała tego uniknąć. Naprawdę wystarczyło, że podobne plotki krążyły już o jej ojcu, gdyby ona do tego dołączyła, to cala ich rodzina przestałaby być traktowana poważnie.</p>
<p>Nie do końca wiedziała o co chce go poprosić, czuła jednak, że akurat on jest w stanie dotrzeć do każdego. Szczególnie, że jej brat bliźniak aktualnie sporo czasu spędzał w szemranym towarzystwie, na pewno nie będzie trudno do niego dotrzeć, a Crow miał swoje znajomości, w końcu wiele lat spędził na Nokturnie. Wierzyła, że uda mu się do niego dotrzeć. Cieszyło ją, że nie odmówił spotkania, jednak popijawy sprzed kilku lat miały jakieś znaczenie, pozostawał sentyment, czy coś.</p>
<p>Yaxley zjawiła się w Wiwernie o umówionej porze. Ostatnio coraz częściej bywała w tym miejscu. Zaczęła też przywykać do smrodu Nokturnu, nie wiedziała, czy to dobrze o niej świadczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu znajomej twarzy, nie dostrzegła jednak póki co tych ślicznych, czarnych loczków, które łatwo było dostrzec w tłumie. Postanowiła więc zacząć od kupna butelki czegoś mocniejszego, negocjacje w końcu najlepiej odbywać przy alkoholu. Wybrała gin, odwróciła się by wybrać miejsce. Zabawne, stolik, przy którym ostatnio dyskutowała z Cainem na podobny temat był wolny, więc skierowała się ku niemu.</p>
<p>Jako, że było wcześnie i lato atakowało ich upałem nie miała dzisiaj na sobie swojego charakterystycznego, skórzanego płaszcza. Ubrana była zupełnie zwyczajnie: w niebieską koszulę i skórzane spodnie, nie wyróżniała się niczym, poza swoim wzrostem. Siedziała przy tym stoliku, jako, że jej się nudziło to nalała sobie do jednej z dwóch szklanek ginu, żeby zwilżyć usta i umilić sobie to oczekiwanie.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[15.06.1972] you're so hypnotizing | Cain & Geraldine]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3240</link>
			<pubDate>Mon, 13 May 2024 17:41:45 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=29">Geraldine Greengrass-Yaxley</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3240</guid>
			<description><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Ostatnia wizyta w rodzinnej rezydencji nie zakończyła się przyjemnie. W głowie Geraldine pojawiło się sporo pytań, a odpowiedzi nie miała żadnych. Postanowiła odezwać się do kilku osób, które mogłyby jej pomóc. Jedną z tych osób był Cain - jej znajomy z Hogwartu. Ich znajomość zaczęła się dość niefortunnie, jakby nie patrzeć przydzwoniła mu kaflem tak, że wylądował w skrzydle szpitalnym, cóż nie ważne, jak się to zaczęło istotne, że do dzisiaj mogła na niego liczyć, a on na nią. Nie przeszkadzało jej nawet to, że był aurorem - niewielu pracowników ministerstwa akceptowała, on znajdował się w tym nielicznym gronie, chociaż nadal twierdziła, że się tam marnuje i stać go na więcej. Nie zamierzała jednak suszyć mu głowy, to nie była jej rola.</p>
<p>Udało jej się umówić z nim całkiem szybko, czuła, że to dobrze, nie wiedzieć czemu wydawało jej się, że nie ma zbyt wiele czasu na to, żeby załatwić te sprawy, które ją męczyły. Miała wrażenie, że jest źle, szczególnie po tym, gdy Louvain nazwał ją w liście wariatką, a później ojciec kwestionował istnienie jej brata bliźniaka. Tego było zbyt wiele, musiała zainterweniować i znaleźć źródło tych wszystkich niedopowiedzeń. Nie chciało jej się wierzyć, że coś jest nie tak z Thoranem, w końcu był przy niej zawsze, co by się nie działo. Może ich drogi ostatnio nieco się rozeszły, jednak nadal mogła na niego liczyć, chociaż, czy faktycznie? Przestawała być tego pewna. Jeszcze ten sen, ten koszmarny sen, który ostatnio jej się przytrafił, kiedy spędzała noc u rodziców, na samą myśl o nim miała dreszcze, a Yaxley wcale nie tak łatwo było wystraszyć.</p>
<p>Zjawiła się w Wiewrnie punktualnie, może nawet kilka minut przed czasem. Ubrana w długi, ciemny skórzany płaszcz z kapturem, zdjęła go z głowy dopiero kiedy znalazła się w środku. Rzuciła okiem po pomieszczeniu, dostrzegła z boku wolny stolik. Idealne miejsce do rozmów, których nie powinien nikt usłyszeć. Nim jednak usiadła podeszła do lady i kupiła butelkę czegoś, co miało być whisky. Powątpiewała w jakość alkoholu, ale nie miała zamiaru wybrzydzać. Później udała się do tego stolika, przy którym usiadła. Czekała, aż Cain się tutaj pojawi. Trochę jej było głupio prosić go o pomoc, jednak bywały takie sytuacje, w których nie mogła sobie radzić sama. Musiała korzystać ze znajomości, które udało jej się utkać przez lata. Na całe szczęście miała ich dosyć sporo, w różnych miejscach, może dzięki temu uda jej się uzyskać informacje, złożyć wszystko w całość. Zdjęła płaszcz i powiesiła do na oparciu krzesła tuż po tym, jak postawiła na stole butelkę i dwie, niezbyt czyste szklanki. Usiadła i wpatrywała się w drzwi, jakby mogło to w jakikolwiek sposób przyspieszyć jego przybycie.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="color:#878787;width: 80%;margin: auto;padding: 10px;font-size:80%;line-height:95%;text-align:center;"><span style="color:#575757;font-family: 'Libre Caslon Text';font-size: 9px;text-transform: uppercase;font-weight: lighter;letter-spacing: 1px;margin:5px;">adnotacja moderatora</span><div style="padding:10px;border-top: 1px dashed #333;">Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Badacz Tajemnic II</span> </div></div>
<br />
<p>Ostatnia wizyta w rodzinnej rezydencji nie zakończyła się przyjemnie. W głowie Geraldine pojawiło się sporo pytań, a odpowiedzi nie miała żadnych. Postanowiła odezwać się do kilku osób, które mogłyby jej pomóc. Jedną z tych osób był Cain - jej znajomy z Hogwartu. Ich znajomość zaczęła się dość niefortunnie, jakby nie patrzeć przydzwoniła mu kaflem tak, że wylądował w skrzydle szpitalnym, cóż nie ważne, jak się to zaczęło istotne, że do dzisiaj mogła na niego liczyć, a on na nią. Nie przeszkadzało jej nawet to, że był aurorem - niewielu pracowników ministerstwa akceptowała, on znajdował się w tym nielicznym gronie, chociaż nadal twierdziła, że się tam marnuje i stać go na więcej. Nie zamierzała jednak suszyć mu głowy, to nie była jej rola.</p>
<p>Udało jej się umówić z nim całkiem szybko, czuła, że to dobrze, nie wiedzieć czemu wydawało jej się, że nie ma zbyt wiele czasu na to, żeby załatwić te sprawy, które ją męczyły. Miała wrażenie, że jest źle, szczególnie po tym, gdy Louvain nazwał ją w liście wariatką, a później ojciec kwestionował istnienie jej brata bliźniaka. Tego było zbyt wiele, musiała zainterweniować i znaleźć źródło tych wszystkich niedopowiedzeń. Nie chciało jej się wierzyć, że coś jest nie tak z Thoranem, w końcu był przy niej zawsze, co by się nie działo. Może ich drogi ostatnio nieco się rozeszły, jednak nadal mogła na niego liczyć, chociaż, czy faktycznie? Przestawała być tego pewna. Jeszcze ten sen, ten koszmarny sen, który ostatnio jej się przytrafił, kiedy spędzała noc u rodziców, na samą myśl o nim miała dreszcze, a Yaxley wcale nie tak łatwo było wystraszyć.</p>
<p>Zjawiła się w Wiewrnie punktualnie, może nawet kilka minut przed czasem. Ubrana w długi, ciemny skórzany płaszcz z kapturem, zdjęła go z głowy dopiero kiedy znalazła się w środku. Rzuciła okiem po pomieszczeniu, dostrzegła z boku wolny stolik. Idealne miejsce do rozmów, których nie powinien nikt usłyszeć. Nim jednak usiadła podeszła do lady i kupiła butelkę czegoś, co miało być whisky. Powątpiewała w jakość alkoholu, ale nie miała zamiaru wybrzydzać. Później udała się do tego stolika, przy którym usiadła. Czekała, aż Cain się tutaj pojawi. Trochę jej było głupio prosić go o pomoc, jednak bywały takie sytuacje, w których nie mogła sobie radzić sama. Musiała korzystać ze znajomości, które udało jej się utkać przez lata. Na całe szczęście miała ich dosyć sporo, w różnych miejscach, może dzięki temu uda jej się uzyskać informacje, złożyć wszystko w całość. Zdjęła płaszcz i powiesiła do na oparciu krzesła tuż po tym, jak postawiła na stole butelkę i dwie, niezbyt czyste szklanki. Usiadła i wpatrywała się w drzwi, jakby mogło to w jakikolwiek sposób przyspieszyć jego przybycie.</p>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[06/1972] Piątkowy wieczór - Albert & Chester]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2367</link>
			<pubDate>Mon, 04 Dec 2023 18:15:09 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=384">Albert Rookwood</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2367</guid>
			<description><![CDATA[<div class="divek">
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Biały Wiwern</span></span><br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">Albert Rookwood &amp; Chester Rookwood</span></div></div>
<br />
Z wyjątkowo zmęczonym uśmiechem postawił dwie pinty pale ale i dwa szoty whisky na lepiącym się od brudu blacie stolika wgłębi głośnego lokalu. Biały Wiwern nikomu nie kojarzył się ze szczególnym luksusem, ale Albert od czasów młodości żywił do tego miejsca szczególny sentyment. Lubił jego ciężką, duszną atmosferę szemranego towarzystwa skupionego przede wszystkim na sobie i powietrza tak siwego od dymu, że równie dobrze mogłoby być celowo translokowane prosto z industrialnej wędzarni.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Więc... jak ci płynie życie? Coś nowego?</span> - zapytał z udawanym rozluźnieniem, usiadłszy naprzeciwko brata.<br />
Zastanawiał się, jak szybko Chester przerzuci ciężar konwersacji na niego, jako że podejrzewał, że spotkali się tutaj głównie dlatego, że nie zjawił się w rezydencji Rookwoodów od ponad tygodnia. Gdzieś w głębi ciała czuł pewne napięcie, chociaż nic z tego, co się wydarzyło, nie było jego winą. Spodziewał się, że to po prostu pierwsze oznaki irytacji, którą narastała w nim ze względu na powracające do niego wspomnienie niedawnego zachowania Heleny.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="divek">
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Biały Wiwern</span></span><br />
<span style="font-size: small;" class="mycode_size">Albert Rookwood &amp; Chester Rookwood</span></div></div>
<br />
Z wyjątkowo zmęczonym uśmiechem postawił dwie pinty pale ale i dwa szoty whisky na lepiącym się od brudu blacie stolika wgłębi głośnego lokalu. Biały Wiwern nikomu nie kojarzył się ze szczególnym luksusem, ale Albert od czasów młodości żywił do tego miejsca szczególny sentyment. Lubił jego ciężką, duszną atmosferę szemranego towarzystwa skupionego przede wszystkim na sobie i powietrza tak siwego od dymu, że równie dobrze mogłoby być celowo translokowane prosto z industrialnej wędzarni.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Więc... jak ci płynie życie? Coś nowego?</span> - zapytał z udawanym rozluźnieniem, usiadłszy naprzeciwko brata.<br />
Zastanawiał się, jak szybko Chester przerzuci ciężar konwersacji na niego, jako że podejrzewał, że spotkali się tutaj głównie dlatego, że nie zjawił się w rezydencji Rookwoodów od ponad tygodnia. Gdzieś w głębi ciała czuł pewne napięcie, chociaż nic z tego, co się wydarzyło, nie było jego winą. Spodziewał się, że to po prostu pierwsze oznaki irytacji, którą narastała w nim ze względu na powracające do niego wspomnienie niedawnego zachowania Heleny.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>