<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Secrets of London - The Loft]]></title>
		<link>https://secretsoflondon.pl/</link>
		<description><![CDATA[Secrets of London - https://secretsoflondon.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 04:28:48 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4781</link>
			<pubDate>Fri, 09 May 2025 23:30:29 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=4">Alastor Moody</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4781</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">Eden &amp; Alastor<br />
Spalona Noc</div>
<br />
Na rogu jednej z bocznych uliczek, nieopodal stacji metra, znajdował się jego ulubiony bar. The Loft przyciągał go w niemalże każdy wolny piątek, wliczając w to yulową wigilię kilka lat temu, za co dostał tak potężną wiązankę, że śniła mu się jeszcze przez kilka dni. Miejsce to było niepozorne, wciśnięte pomiędzy zamknięty kiosk z wybitymi oknami i sklep z używaną odzieżą. Lubił w mugolach to, że najwyraźniej nie miało to dla nich żadnego znaczenia – bo niby okolica była skromna, ale wnętrze tętniło życiem.<br />
<br />
Lato się kończyło. Wieczory przestały być tak ciepłe i duszne, a Moody nieszczególnie tęsknił za zapachem mokrej cegły, który towarzyszył każdej sierpniowej burzy. To wszystko sprzyjało zabawie w środku. Przechodnie znikali w drzwiach knajp, kin i mieszkań, a The Loft ledwo mieściło wszystkich zainteresowanych – nikogo nie obchodziły półmrok przełamany złotym światłem starych żarówek w drucianych kloszach i drewniane ściany przesiąknięte dymem. Liczyły się tanie, jasne piwo z lokalnych browarów i jazz, a może raczej królujące dzisiaj lindy hop – oba lekkie, orzeźwiające i wyjątkowo (jak Eden zdążyła się już przekonać) alastorowe.<br />
<br />
Wszystko wokół ich dwójki pulsowało – bo znajdowali się na środku parkietu zbyt długo, a starszy Moody wlał w nich o jedno piwo za dużo – światło, dźwięki, rozmowy, muzyka – to był wieczór, w którym nikt nie potrzebował magii, bo wszystko co najważniejsze działo się właśnie tutaj, na tym parkiecie, kiedy usłyszeli krzyk.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Śnieg pada we wrześniu! Rozumiecie to kurwa?! Śnieg we wrześniu!</span><br />
<br />
Alastor zatrzymał się, wciąż obejmując Eden w pasie. Już nie prowadząc kobiety w tańcu, na który powoli brakowało im sił, ale z jakiegoś powodu żadne z nich nie odważyło się jeszcze zaproponować pójścia do domu.<br />
<br />
Mężczyzna zmrużył oczy, przypominając sobie słońce przetaczające się po bezchmurnym niebie ledwo kilka godzin wcześniej. Spodziewał się dzisiejszego wieczoru co najwyżej lekkiej mgiełki rozświetlanej przez uliczne latarnie, kiedy będzie ciągnął je do mieszkania przy Charing Cross Road. I ktoś inny mógłby pomyśleć, że Moody jak większość osób weźmie to za pijackie majaki, ale oto nadchodziły zmarszczenie brwi i spięcie mięśni barków – on naprawdę przybrał tę samą pozycję, jaką przybierał będąc na tropie!<br />
<br />
Brakowało tylko, żeby to powiedział, jedną z fraz, jakie wypowiadał niczym mantry…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">Eden &amp; Alastor<br />
Spalona Noc</div>
<br />
Na rogu jednej z bocznych uliczek, nieopodal stacji metra, znajdował się jego ulubiony bar. The Loft przyciągał go w niemalże każdy wolny piątek, wliczając w to yulową wigilię kilka lat temu, za co dostał tak potężną wiązankę, że śniła mu się jeszcze przez kilka dni. Miejsce to było niepozorne, wciśnięte pomiędzy zamknięty kiosk z wybitymi oknami i sklep z używaną odzieżą. Lubił w mugolach to, że najwyraźniej nie miało to dla nich żadnego znaczenia – bo niby okolica była skromna, ale wnętrze tętniło życiem.<br />
<br />
Lato się kończyło. Wieczory przestały być tak ciepłe i duszne, a Moody nieszczególnie tęsknił za zapachem mokrej cegły, który towarzyszył każdej sierpniowej burzy. To wszystko sprzyjało zabawie w środku. Przechodnie znikali w drzwiach knajp, kin i mieszkań, a The Loft ledwo mieściło wszystkich zainteresowanych – nikogo nie obchodziły półmrok przełamany złotym światłem starych żarówek w drucianych kloszach i drewniane ściany przesiąknięte dymem. Liczyły się tanie, jasne piwo z lokalnych browarów i jazz, a może raczej królujące dzisiaj lindy hop – oba lekkie, orzeźwiające i wyjątkowo (jak Eden zdążyła się już przekonać) alastorowe.<br />
<br />
Wszystko wokół ich dwójki pulsowało – bo znajdowali się na środku parkietu zbyt długo, a starszy Moody wlał w nich o jedno piwo za dużo – światło, dźwięki, rozmowy, muzyka – to był wieczór, w którym nikt nie potrzebował magii, bo wszystko co najważniejsze działo się właśnie tutaj, na tym parkiecie, kiedy usłyszeli krzyk.<br />
<br />
– <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Śnieg pada we wrześniu! Rozumiecie to kurwa?! Śnieg we wrześniu!</span><br />
<br />
Alastor zatrzymał się, wciąż obejmując Eden w pasie. Już nie prowadząc kobiety w tańcu, na który powoli brakowało im sił, ale z jakiegoś powodu żadne z nich nie odważyło się jeszcze zaproponować pójścia do domu.<br />
<br />
Mężczyzna zmrużył oczy, przypominając sobie słońce przetaczające się po bezchmurnym niebie ledwo kilka godzin wcześniej. Spodziewał się dzisiejszego wieczoru co najwyżej lekkiej mgiełki rozświetlanej przez uliczne latarnie, kiedy będzie ciągnął je do mieszkania przy Charing Cross Road. I ktoś inny mógłby pomyśleć, że Moody jak większość osób weźmie to za pijackie majaki, ale oto nadchodziły zmarszczenie brwi i spięcie mięśni barków – on naprawdę przybrał tę samą pozycję, jaką przybierał będąc na tropie!<br />
<br />
Brakowało tylko, żeby to powiedział, jedną z fraz, jakie wypowiadał niczym mantry…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft]]></title>
			<link>https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1952</link>
			<pubDate>Tue, 26 Sep 2023 00:08:40 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&uid=4">Alastor Moody</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1952</guid>
			<description><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">W pewien wiosenny piątek późnym wieczorem<br />
<a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=22" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Eden Lestrange</a> &amp; Alastor Moody</div>
<br />
Do ostatniej chwili nie był pewny, czy Eden w ogóle się tutaj pojawi. Luźno rzuconą na początku spotkania ofertę, przykryć mogło wiele ważniejszych spraw, nic mu przecież nie obiecała, do niczego się nie zobowiązała bawiąc się z nim na parkiecie balu w Warowni Longbottomów, ani przypadkowym spotkaniem podczas wykonywanej służby, nawet jeżeli każdy zauważyłby tańczące pomiędzy nimi iskry.<br />
<br />
Ale przyszła. Spotkali się przy barze, kiedy zamawiał sobie kolejne z wielu piw, wymienili się kilkoma tekstami, które powszechnie uważało się za żenujące, ale kiedy się było zakochanym, nagle stawały się czymś niesamowicie zabawnym i budującym jeszcze trwalsze więzi. No właśnie - kiedy się było zakochanym, nie potrafił tego ukrywać przed samym sobą, a już w szczególności kiedy znowu znaleźli się na parkiecie i wirowali w rytmie swingu, że się w niej znowu zauroczył. Zmieniła się pod wieloma względami, więcej ich teraz chyba dzieliło, niż łączyło, ale to wszystko jakoś traciło na znaczeniu, kiedy rzucała kolejnymi dowcipami i zaczerwieniona od narzuconego przez rytm muzyki tempa... uśmiechała się do niego. Czuł się przy niej teraz jak szczeniak, bo od naprawdę dawna nie czuł do kogoś takiej mięty, ale Malfoy chyba od zawsze go tak do siebie przyciągała. Czy się nim bawiła? Nawet jeśli, to mu to jakoś nie przeszkadzało, niech się nim pobawi, bo nawet jeżeli miała go zaraz rzucić w kąt, to teraz, przez tych kilka chwil czuł przy niej, jak dobrze potrafiło smakować życie. Ta chwila będzie pachnieć tak jak ten bal. Wciąż pamiętał, jak palił na tarasie, w akompaniamencie dźwięków docierającej z wnętrza sali muzyki, pamiętał szum alkoholu i emocji, ona stojąca na tle księżyca w nowiu... to wszystko zostało w nim już permanentnie wyryte, tak samo jak dzisiejszy wieczór.<br />
<br />
Ale on jeszcze nie dobiegł końca.<br />
<br />
No, może w pewnym sensie, bo mieli już wracać, ale Moody nie pociągnął jej w stronę wyjścia z The Loft, tylko zastawionej przez ochroniarza klatki schodowej. Auror machnął różdżką, a mugol przepuścił ich bez słowa. Tak, złamał prawo. Nie, nikt mu tego nigdy nie udowodni, więc czym miał się przejmować, skoro dzięki temu mógł wspinać się z nią w górę klatki schodowej, na której szczycie znajdowało się wyjście na dach? Drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem, jego miotła oparta o ścianę osunęła się w dół i potoczyła blisko ich nóg, ale nie schylił się po nią, nawet tam nie spojrzał. Był zły zajęty ściskaniem lewej dłoni Eden, kiedy swoją lewą dłoń trzymał z boku jej twarzy, odgarniając z niej niesforne kosmyki włosów, będące przed trzecim piruetem odrobinę mniej szaloną fryzurą niż teraz.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mogę?</span> - Zapytał cicho, pochylając się nad nią, poszukując odpowiedzi we wlepionych w niego oczach, a jeżeli nie dojrzał w nich niczego, co kazałoby mu się zatrzymać, pocałował ją. Na tym dachu, późną porą, przy wiosennym, zimnym wietrze, od którego zasłaniało ją jego ciało. Był pijany, ale nie był pewny, czy to alkohol, czy po prostu jej obecność.<br />
<br />
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=22" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Eden Lestrange</a> </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="dataa" class="mycode_b">W pewien wiosenny piątek późnym wieczorem<br />
<a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=22" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Eden Lestrange</a> &amp; Alastor Moody</div>
<br />
Do ostatniej chwili nie był pewny, czy Eden w ogóle się tutaj pojawi. Luźno rzuconą na początku spotkania ofertę, przykryć mogło wiele ważniejszych spraw, nic mu przecież nie obiecała, do niczego się nie zobowiązała bawiąc się z nim na parkiecie balu w Warowni Longbottomów, ani przypadkowym spotkaniem podczas wykonywanej służby, nawet jeżeli każdy zauważyłby tańczące pomiędzy nimi iskry.<br />
<br />
Ale przyszła. Spotkali się przy barze, kiedy zamawiał sobie kolejne z wielu piw, wymienili się kilkoma tekstami, które powszechnie uważało się za żenujące, ale kiedy się było zakochanym, nagle stawały się czymś niesamowicie zabawnym i budującym jeszcze trwalsze więzi. No właśnie - kiedy się było zakochanym, nie potrafił tego ukrywać przed samym sobą, a już w szczególności kiedy znowu znaleźli się na parkiecie i wirowali w rytmie swingu, że się w niej znowu zauroczył. Zmieniła się pod wieloma względami, więcej ich teraz chyba dzieliło, niż łączyło, ale to wszystko jakoś traciło na znaczeniu, kiedy rzucała kolejnymi dowcipami i zaczerwieniona od narzuconego przez rytm muzyki tempa... uśmiechała się do niego. Czuł się przy niej teraz jak szczeniak, bo od naprawdę dawna nie czuł do kogoś takiej mięty, ale Malfoy chyba od zawsze go tak do siebie przyciągała. Czy się nim bawiła? Nawet jeśli, to mu to jakoś nie przeszkadzało, niech się nim pobawi, bo nawet jeżeli miała go zaraz rzucić w kąt, to teraz, przez tych kilka chwil czuł przy niej, jak dobrze potrafiło smakować życie. Ta chwila będzie pachnieć tak jak ten bal. Wciąż pamiętał, jak palił na tarasie, w akompaniamencie dźwięków docierającej z wnętrza sali muzyki, pamiętał szum alkoholu i emocji, ona stojąca na tle księżyca w nowiu... to wszystko zostało w nim już permanentnie wyryte, tak samo jak dzisiejszy wieczór.<br />
<br />
Ale on jeszcze nie dobiegł końca.<br />
<br />
No, może w pewnym sensie, bo mieli już wracać, ale Moody nie pociągnął jej w stronę wyjścia z The Loft, tylko zastawionej przez ochroniarza klatki schodowej. Auror machnął różdżką, a mugol przepuścił ich bez słowa. Tak, złamał prawo. Nie, nikt mu tego nigdy nie udowodni, więc czym miał się przejmować, skoro dzięki temu mógł wspinać się z nią w górę klatki schodowej, na której szczycie znajdowało się wyjście na dach? Drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem, jego miotła oparta o ścianę osunęła się w dół i potoczyła blisko ich nóg, ale nie schylił się po nią, nawet tam nie spojrzał. Był zły zajęty ściskaniem lewej dłoni Eden, kiedy swoją lewą dłoń trzymał z boku jej twarzy, odgarniając z niej niesforne kosmyki włosów, będące przed trzecim piruetem odrobinę mniej szaloną fryzurą niż teraz.<br />
<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mogę?</span> - Zapytał cicho, pochylając się nad nią, poszukując odpowiedzi we wlepionych w niego oczach, a jeżeli nie dojrzał w nich niczego, co kazałoby mu się zatrzymać, pocałował ją. Na tym dachu, późną porą, przy wiosennym, zimnym wietrze, od którego zasłaniało ją jego ciało. Był pijany, ale nie był pewny, czy to alkohol, czy po prostu jej obecność.<br />
<br />
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"> <a href="http://secretsoflondon.pl/member.php?action=profile&amp;uid=22" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">@Eden Lestrange</a> </div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>