Pamiętał. Doskonale pamiętał tamten dzień oraz tamten wieczór. Tamten wspólny taniec na cmentarzu oraz to, na co w tamtym czasie pierwszy raz zwrócił uwagę. Kompletnie się tego nie spodziewał. Powinien był? Dla niektórych, to gdzie znaleźli się w chwili obecnej, nie było żadnym zaskoczeniem. Prędzej oczywistością, która nastąpiła zdecydowanie zbyt późno. Kiedy kilka dni temu rozmawiał z bratem, usłyszał z jego strony jedynie krótkie: nareszcie.
- To i wiele więcej. – przyznał. Bo tamten dzień odtwarzał wielokrotnie, zastanawiając się nad tym, co powinien z tym fantem zrobić. Ostatecznie zdecydował się to odepchnąć. Nie wracać do tamtych wydarzeń. Bo przecież byli przyjaciółmi. Bo przecież ona, Lycoris, była dla niego zbyt ważna. Zbyt istotna, aby podejmować tak wielkie ryzyko. – Wypiliśmy wtedy zdecydowanie za dużo, ale ponoć to co mówi pijany, często jest najszczerszą prawdą.
A oni powiedzieli wówczas sobie całkiem sporo. Więcej niż powinni? Jak dużo z tego Lycoris zdołała zapamiętać? Bo Theon, jeśli o nim mowa, zapamiętał sporo. Był w stanie odtworzyć jej słowa. Przywołać je choćby w tym momencie.
Nie zrobił tego jednak.
- Zaliczamy pierwszą randkę. Ponoć tak należy. – poinformował ją. Kącik ust lekko mu zadrżał. Był rozbawiony? Jak najbardziej. Tym, że obydwoje najwyraźniej wiedzieli to w podobny sposób. Nie pasowali do tego miejsca. To miejsce nie pasowało do nich. Znacznie lepiej bawiliby się zapewne w pierwszej z brzegu, podrzędnej knajpie. Nie potrzebowali, żeby w lokalu zatrudniony był wybitny szef kuchni. Nie potrzebowali, żeby do posiłku kelner proponował najlepsze dostępne alkohole. W zasadzie to kelnerów nie potrzebowali wcale. Wystarczył by im barman, który przyjąłby zamówienie na ognistą whisky, dowolne wino czy piwo. Cokolwiek, na co mieliby ochotę. – Za 20 lat będziesz opowiadać o tym miejscu, zamiast o jakiejś mordowni na Nokturnie. Bo chyba nie chcesz, żeby na… Twoja córka szlajała się w przyszłości po Nokturnie? – poprawił się, rezygnując z cisnącego się na usta nasza, na rzecz Twoja. Bo przecież nie planowali tu właśnie ślubu oraz zakładania rodziny. Byli na pierwszej randce, po której wszystko… po której wszystko mogło się wciąż potoczyć różnie. Możliwości było wiele i nie dało się przewidzieć dokąd zaprowadzi ich los. Niekiedy kapryśny, robiący ludziom pod górkę. – Poza tym nie wiem jak Ty, ale ja jestem człowiekiem bardzo poważnym. Pracuje w Ministerstwie, mam nawet własne biurko. Duże, nie takie małe jak te, które wciska się stażystom. - tym razem starał się zabrzmieć jak ktoś, kto faktycznie jest dumny z tego, o czym mówi. Ze swoich osiągnięć? Nieco pajacował, ale jak słusznie zauważyła Lycoris, nie byli poważnymi ludźmi. Przynajmniej nie w swoim towarzystwie. Tak już na siebie wzajemnie wpływali… - Całkiem sporo tam zarabiam, chciałbym w przyszłości awansować. Dużo czasu poświęcam pracy, dlatego niewiele mogę go przeznaczyć na przyjemności, no ale, może nie będę tyle mówić o sobie. Powiedz mi Lycoris coś o sobie. Zawód koronera musi być fascynujący? – jeśli w pierwszej chwili się nie zorientowała, w następnej musiała już połapać się w tym do czego zmierzał. Chciał się trochę zabawić. Rozegrać to tak, jakby była to pierwsza randka ludzi, którzy się nie znali. Poważnych. Pasujących do tego miejsca. Dorosłych. Tylko jak długo byliby w stanie tego rodzaju szopkę pociągnąć? Jak długo byliby w stanie odgrywać role, które przypadły im właśnie w udziale?
Może to właśnie o to powinni się założyć?