• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[czerwiec 1969] Do trzech razy sztuka || Stella i Stanley

[czerwiec 1969] Do trzech razy sztuka || Stella i Stanley
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#1
04.03.2023, 21:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2023, 18:04 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem
Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem

czerwiec 1969; mieszkanie Avery



Nie przewidziałaby, że koniec poprzedniego dnia okaże się być taki intensywny. Miała go spędzić sama, słuchając muzyki klasycznej i malując. Ktoś jednak pokrzyżował jej plany. Nie spodziewała się, że znajdzie jej adres - choć powinna, miała świadomość, że jako brygadzista miał dostęp do różnych informacji. Musiał sporo wypić, na tyle sporo, że odważył się tu przyjść. Czy było to zachowanie godne podziwu? Tutaj by się zastanowiła. Co chciał jej pokazać? O czym właściwie myślał, kiedy tu szedł. Pewnie wcale nie myślał, alkohol zaślepił mu umysł. Nie zamierzała jednak tłumaczyć tego zachowania, pewnie on sam to zrobi kiedy się obudzi, bo sprawca całego zamieszania nadal spał u niej na kanapie.

Stella długo nie mogła zasnąć. Zastanawiała się nad sensem swojego istnienia. Siedziała na parapecie i obserwowała gwiazdy. Była ciekawa, czy to, że Borgin się tutaj pojawił miało coś wspólnego z tym, że przy ich pierwszym poznaniu korzystała z wiłowego uroku. W końcu nie do końca miała świadomość jak działa ta magia, czy był po prostu zaślepiony tą specjalną umiejętnością, czy po prostu chodziło o nią, jako osobę, nie wiłę, którą uwielbiali wszyscy. Czasem miewała problem, żeby odróżnić prawdziwe zainteresowanie od tego nienaturalnego. Spędzało jej to sen z powiek. Zastanawiała się, czy bez uroku byłaby cokolwiek warta. Nie pierwszy raz rozmyślała o tym darze, który jej rodzice tak podziwiali.

Przeniosła się do łóżka, leżała jeszcze dłuższą chwilę wpatrując się w sufit. Nie mogła zasnąć, trochę bała się konfrontacji do której dojdzie rano, nie wiedziała, w jaki sposób powinna przeprowadzić tę rozmowę. Co by nie mówić przecież nie szłaby wtedy się z nim spotkać, gdyby go choć trochę nie lubiła. Wybrał pracę, ale wyciągnął ją z tłumu, czyli nie miał też tak do końca w nosie, strasznie skomplikowana to była sytuacja i nie do końca wiedziała, co powinna z tym wszystkim zrobić. Każdemu należała się przecież druga szansa, a może i trzecia?

Jakoś udało jej się zasnąć, nawet nie budziła się w nocy. Śniła o tym, że gra koncert przed wielkim tłumem, w pierwszym rzędzie siedział Stanley, nawet podczas snu ją prześladował. Obudziła się, kiedy promienie słońca nieśmiało zaczęły zaglądać do okien. Nie wyspała się jakoś specjalnie, zdecydowanie sen nie trwał za długo. Wolała nie spoglądać na siebie w lustrze, bo wiedziała, że ma wory pod oczami, niestety nic z tym już nie mogła zrobić.

Wyszła po cichu z sypialni, pamiętała o tym, że nie jest tu dzisiaj sama. Cóż to była za upojna noc... Skierowała się do łazienki, żeby chociaż trochę się doprowadzić do porządku. Szła boso, najciszej jak potrafiła, nie chciała obudzić gościa. Zamknęła się w łazience, wzięła szybki, gorący prysznic. Jako, że czerwiec był naprawdę gorący ubrała na siebie krótką, czerwoną sukienkę na ramiączkach, włosy związała w wysoki kucyk. Wymknęła się z łazienki na palcach, tym razem w stronę kuchni. Miała zamiar zaparzyć kawę, zdecydowanie tego potrzebowała.

Usiadła przy stole w kuchni z wielkim kubkiem kawy w ręku, zastanawiała się kiedy Stanley się obudzi. Musiała przemyśleć, w jaki sposób powinna z nim porozmawiać. Nocne rozmyślenia niestety nic jej nie dały. Nadal była w kropce, z jednej strony miała ochotę kopnąć go w zadek za to, że miał zamiar ją wtedy wystawić, a z drugiej strony całkiem go lubiła i trochę jej było szkoda tak zaprzepaścić tę znajomość. Była bardzo niezdecydowana, ale czego więcej można się spodziewać po tak młodej osobie. Sama nie wiedziała, czego chce. Zapewne spory wpływ na to, co zrobi będzie miało to, w jaki sposób Borgin zachowa się, gdy się obudzi, a tak się zarzekał, że go więcej nie zobaczy. Już ona wiedziała, że po tej ilości alkoholu, która doprowadziła go do takiego stanu upojenia będzie długo trwał w objęciach Morfeusza. Oczywiście się nie myliła.

Zapewne będzie miał spore poczucie winy, może też trochę na nie zasłużył, w końcu naraził ją na to, żeby sąsiedzi zaczęli o niej plotkować. Kto to widział, żeby panna z dobrego domu w nocy przyjmowała do siebie mężczyzn. Oby to zignorowali i nie przekazali dalej tej plotki. Rodzice na pewno nie byliby zadowolenie, gdyby doszły do nich takie informacje, jeszcze by jej nakazali wrócić do rodzinnego domu, a tego by nie przeżyła. Zdecydowanie wolała mieszkać sama i żyć na własnych warunkach.

Usłyszała jakiś dźwięk z salonu. Może się po prostu poruszył? Czy nadszedł ten moment, w który msię obudził?. Wypadałoby chyba sprawdzić, czy w ogóle przeżył tę noc. Jako, że Stella zamierzała być miła nalała do szklanki wody, bardzo zimnej. Coś czuła, że może go suszyć po tej nocnej eskapadzie. Ruszyła więc do kuchni, wyglądała promiennie, jakby się wyspała, pomimo tego, że wcale tak nie było. Prysznic dobrze jej zrobił. Przyniosła ze sobą do pomieszczenia intensywny zapach cytrusów, może trochę za dużo perfum na siebie wylała.

Postawiła na stole szklankę z wodą, żeby Stanley mógł po nią sięgnąć, wtedy dopiero spojrzała na niego. - Dzień dobry, śpiąca królewna się obudziła?- Rzekła całkiem wesołym tonem. - Kacyk? - Zapytała, kiedy siadała na fotelu, nie odrywała wzroku od kanapy, ciekawa, w jakim stanie jest Stanley.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
04.03.2023, 22:35  ✶  

Tak dobrze to Stanley nie stał od kilku dobrych tygodni. Mógłby stwierdzić, że jest jak młody Bóg czy nowo narodzony, gdyby nie kilka pewnych faktów. Pierwszym z nim był kac, który na szczęście nie dał jeszcze o sobie znać. Najpewniej dlatego, że jeszcze nie wykonał żadnego ruchu. Drugim była świadomość, że dzisiaj będzie mógł się z tego wszystkiego tłumaczyć jeżeli nie ulotni się z mieszkania Stelli zbyt szybko. Trzecim była kwestia, że pozostałe dwie są nie do uniknięcia jak amen w paciorku.

Dźwiękiem, który uwolnił go z błogich objęć Morfeusza była woda. Ktoś zapewne coś przelewał albo się po prostu mył. Był to na tyle donośny dźwięk aby obudzić, lecz nie agresywny aby sprawiać cierpienie. Nie powodował bólu głowy, pewnie dlatego, że był stłumiony. Jakby dochodził zza jakichś drzwi lub innej osłony.

Korzystając z tego, że już nie śpi rozejrzał się wokół. Nie miał zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Kojarzył jedynie fakt, że spotkał Stellę i z nią rozmawiał. Mieszkanie w którym się znajdował nie przypominało za nic jego włości. Było tutaj po prostu za… czysto? I w zasadzie to nie tylko. Ładniej, spokojniej i milej. A i zapewne znalazłoby się setki innych przymiotników, które w samych superlatywach opisałyby to co widzi. Jeżeli miałby to skrócić do jednego słowa - przytulnie. To chyba najlepsze określenie dla tego miejsca.

Czuł, że nie ma bólu głowy z czego ucieszył się niezmiernie. Nie wiedział, że jest to niestety marzenie ściętej głowy. Nie ma innej możliwości jak kac morderca po upojeniu się najtańszym mamrotem, który jest tylko dostępny. Nazywanie tego piwem też jest wielkim nieporozumieniem. O tym w jak bardzo patowej sytuacji się znalazł, miał się dowiedzieć dopiero za chwilę.

Stanley usłyszał, że ktoś wychodzi powoli z łazienki. Momentalnie zamknął oczy, stwarzając pozę spania. Kurwa, to była Stella powiedział sobie w myślach. Zobaczył kawałek jej włosów i był stuprocentowo pewny, że to ona. Do trzech razy sztuka w kwestii nie dotrzymywania obietnic. Pierwsza - miał się z nią spotkać ale wypadł marsz Charłaków, w którym musiał niestety wziąć udział. Druga - miał przynieść kwiatka ale ślad po nim zaginął. No i trzecia - dzień dzisiejszy, miał się zmyć zanim dziewczyna zdąży wstać. No i jak na Borgina przystało - wszystko poszło niezgodnie z założonym planem. Co mógł począć w takim momencie?

Na całe szczęście jego niezawodny umysł do wymyślania genialnych pomysłów na poczekaniu go nie zawodził. Stella pójdzie do jakiegoś pokoju obok, a Stanley korzystając z okazji zerwie się ile sił w nogach i wybiegnie z mieszkania. Tym samym zostanie niezauważony i chociaż raz dopełni to co powiedział. W jego głowie układał to się jako plan idealny, jakby właśnie miał napaść na bank Gringotta. Był święcie przekonany, że najwięksi złodzieje chcieliby wpaść na tak świetny pomysł jak jego.

Usłyszał, że panna Avery musiała właśnie przejść do innego pokoju. Teraz albo nigdy. To Twoja szansa, dodawał sobie otuchy w myślach. Odliczył do trzech i się spróbował się zerwać. I w tym momencie zrozumiał, że jego idealny plan wcale takim nie jest, a jego stan jest gorszy niż zakładał na początku. Próba szybkiego podniesienia się rozpoczęła nieunikniony proces bólu głowy i braku chęci do życia. Może byłoby rzeczywiście lepiej gdyby Stella poczęstowała go wczoraj trutką na szczury? Albo Avada Kedavrą?

- Japierdole… - wypowiedział, wiedząc że jego przykrywka jest już spalona. Zresztą nie dało się nie powiedzieć nic na taki ból. Cała głowa zaczęła mu pulsować. Nie potrafił wskazać jednego miejsca w którym go boli. Czaszka Stanleya stała jedną wielką gehenną. Chciał zginąć. W głębi duszy modlił się, aby dziewczyna przyszła i go dobiła, bo z niego i tak już nic nie będzie.

Wiedział, że ona nadciąga - wyrocznia, która miała wydać werdykt. Temida we własnej osobie, jednak bez opaski na oczach i bez wagi. Posiadała jedynie miecz w swojej dłoni, którym miała zadać ostateczny cios. Nie spodziewał się nigdy, że jego koniec nastąpi w zapachu cytrusów.

Ujrzał ją, a ona ujrzała go. Nie było odwrotu. Nie mógł nawet udawać, że śpi, ponieważ zdradził swoją taktykę chwilę wcześniej. Ku jego zaskoczeniu Stella nie miała w dłoni żadnego miecza, a szklankę wody. Czy to najprawdziwszy anioł? O tym mógł się tylko przekonać.

Złapał się za bolącą głowę i nie podejmował kolejnych prób podniesienia się. Był na przegranej pozycji. Organizm wyszedł zwycięsko z tej walki. Jako hegemon w tej walce powiedział mu, że należy jeszcze leżeć.

- Zabij mnie… - wykrztusił z siebie wpatrując się jak panna Avery siada na fotelu - Nie chce żyć… - jego małe oczy wskazywały tylko na to, że teraz cierpi. Spojrzał błagalnym wzrokiem na tę szklankę. Może przyniosła ją tylko po to, aby się teraz mścić nad nim za to co zrobił? Odległość jaka dzieliła go od niej, była nie do pokonania w jego stanie. Nie posiadał takiej siły jak i woli, aby pokusić się na taki wysiłek. Wolał tak umierać z pragnienia niż zaryzykować i przegrać.

Na całe swoje szczęście, nie zdawał sobie sprawy z tego co wczoraj odwalił oraz jak na to wszystko zareagowała Stella. Jednak czy można było nazwać to szczęściem? Sprowadzenie Stanleya na ziemię było raczej kwestią czasu. I to nie tak bardzo odległego jak dni czy miesiące, a raczej minuty czy sekundy. Zderzenie z rzeczywistością musiało w końcu nastąpić. I to dosłownie za chwilę.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#3
04.03.2023, 23:16  ✶  

Przynajmniej jedno z nich spało dzisiaj spokojnie. Stellę męczyły przeróżne myśli, później ten sen. Nie wypiła wczoraj na tyle dużo, żeby się znieczulić, w przeciwieństwie do Borgina dla którego jej kanapa stała się bardzo wygodnym łożem. Gdyby tylko wiedziała, że tak będzie może i by mu spróbowała nieco uprzykrzyć życie, albo i nie, nie była przecież aż tak wredna. Stanley nie zaszedł jej aż tak za skórę, aby mścić się na nim w ten sposób.

Nie podejrzewała nawet, że Borgin będzie próbował spełnić swoją obietnicę. Nie sądziła, że o niej pamięta. W końcu był wczoraj bardzo pijany, wydawało jej się, że raczej niewiele z tego pozostało mu w pamięci, zdziwiłaby się wręcz, gdyby było inaczej. Jak widać znowu się myliła, bo miał zamiar wyjść stąd dyskretnie. Na całe szczęście przyszła kara za te ekscesy, pojawił się kac. Ciekawe, czy bardzo go bolało jak do mieszkania wpadały promienie słońca, które zwiastowały nowy dzień. Na szczęście dzisiaj nie był to jej problem.

Mieszkanie Stelli nie było specjalnie uporządkowane. Jej matka często powtarzała, że dużo większą wagę powinna przywiązywać do tego, aby panował w nim ład. Trudno jednak było o to dbać, kiedy musiała jakoś pomieścić rzeczy związane ze swoją artystyczną działalnością. Starała się, żeby miało to wszystko ręce i nogi, jednak wychodziło różnie. Na pewno wyglądało dużo lepiej od mieszkania samotnego faceta, jej wyobrażenie na temat takich osobników było dosyć negatywne. Zdarzało jej się bywać u swoich kuzynów i zastanawiała się, jak właściwie można tak żyć. Nigdy jednak tego nie komentowała, nie była to jej sprawa. Jedynie pocieszała się, że z nią nie jest aż tak źle.

Dostrzegła, że Stanley łapie się za głowę. Nie był to dla niego lekki poranek. Zdecydowanie. Obudził się u niej. Musiała być ostatnią osobą u której chciałby się znaleźć w takim stanie. Tak się jej przynajmniej wydawało. Czy tego chciał, czy nie zauważyła, że źle się czuje. Zresztą nie musiała być wyśmienitym obserwatorem, domyśliła się, że dokładnie tak będzie. Na samo wspomnienie wczorajszych wydarzeń uśmiech pojawiał się jej na ustach. Nie widziała go jeszcze w takim stanie, nie spodziewała się, że będzie dane zresztą też zobaczyć. Każdemu czasem mogła zdarzyć się niedyspozycja związana ze zbyt dużą ilością wypitego alkoholu, jednak nie każdy przy okazji skusiłby się na podobne zachowania. Ona zapewne, gdyby poczuła, że jest źle po prostu poszłaby spać, zniknęła dyskretnie, by nie zwracać na siebie uwagi.

Musiał sporo myśleć o tym wszystkim, skoro postanowił się do niej wybrać. Wiadomo, jak to jest z osobami, które za dużo wypiją. Wtedy decydują się podjąć decyzję, na które trudno było im się zdecydować, kiedy umysł był trzeźwy. Podejrzewała, że to było przyczyną. Stella skutecznie stawiała mur, odgradzała się od niego. Miała spory żal o to, że ją wtedy wystawił. Nie do końca docierało do niej, że taką już miał pracę. Nie do końca rozumiała, że niektórzy są zależni od wyżej postawionych, w końcu ona sama miała wolny zawód i była sobie szefem. Powinna trochę szerzej spojrzeć na problem, a nie obrażać się jak jakiś dzieciak, ale tego nie zrobiła.

Usłyszała nawet to jego japierdole, które wyburczał gdzieś pod nosem. Nie zwiastowało to niczego dobrego, czy bardzo żałował, że się tutaj wczoraj znalazł? Czy powinna o to pytać, nadal nie do końca wiedziała, jak się zachować. Czy wypadałoby, aby mu przypomniała o wszystkim o czym rozmawiali, czy lepiej będzie jeśli zostawi to dla siebie. Zawsze mogłaby skorzystać z tych argumentów kiedyś indziej, jak z tajnej broni. Może i była to lepsza opcja, nie będzie nic mówić, chyba że zapyta, wtedy będzie musiała nieco nagiąć prawdę.

- Nie ma szans, jakbym Cię zabiła, to by było zbyt proste.- Posłała mu uśmiech, widać było, że jest w zdecydowanie lepszym stanie niż młodzieniec na jej kanapie. Bawiło ją to nawet, miała przewagę, ból głowy nie przeszkadzał jej w myśleniu. Upiła łyk gorącej kawy z kubka, który trzymała w ręce. W sumie było to nawet bardziej mleko z kawą.

- Musisz trochę pocierpieć, zasłużyłeś sobie na to.- Widziała, że ma pewien problem z tym, aby się podnieść, cóż było to zrozumiałe. Nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje po takim ciężkim wieczorze. Nachyliła się nad stołem i przesunęła bliżej niego szklankę z wodą, tak, żeby mógł po nią sięgnąć bez najmniejszego problemu. - Nie wyglądasz najlepiej.- Nie, żeby chciała być niemiła, po prostu stwierdziła fakt. - Wyspałeś się chociaż, czy było niewygodnie?- Jej pytania na pewno nie były komfortowe, kiedy towarzyszył mu ból głowy. - Jeśli boli Cię głowa, to musisz mieć pretensje do tej szafki.- Pokazała palcem o którą jej chodzi. - Trochę z nią wczoraj walczyłeś. - Zawsze dobrze znaleźć winnego swojemu nieszczęściu.

Była ciekawa, co siedzi w jego głowie. Czy będzie zamierzał jej powiedzieć, po co tutaj wczoraj przyszedł. Czy raczej zacznie unikać tematu. Nie znała do jeszcze na tyle, żeby móc przewidzieć jego zachowanie. Wpatrywała się w niego bardzo uważnie, nie wyglądała na zdenerwowaną, wręcz przeciwnie, jakby ten wczorajszy wieczór nieco ją uspokoił i sprawa związana z marszem charłaków miała odejść w zapomnienie. Może więc to wcale nie był taki głupi pomysł, aby się tu pojawić. Stella nie miała aż takiego złego i zimnego serca jak mogłoby się wydawać.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
05.03.2023, 01:14  ✶  

A więc jednak anioł. Gdyby mógł rzuciłby się jej w tym momencie do stóp. Stella okazała się być najłaskawszą z dam, które kiedykolwiek spotkał. Czuł się niczym przegrany gladiator, którego życie ocalił cezar aby dać mu drugą szansę. Widział ją jako patronusa ratującego przed dementorem. Była dla niego ulgą i nagrodą. Była wszystkim.

Jednak co panna Avery mogła zrobić aby zyskać tyle chwały od jednej osoby? Wystarczyło przesunąć szklankę z zimną wodą w kierunku Stanleya.

Sięgnął po nią drżącą ręką i przysunął do siebie. Dłonie trzęsły mu się niemiłosiernie. Trochę zawartości szklanego naczynia rozlał na podłogę. Cała reszta, która ku jego uciesze, nie opuściła swojego pojemnika, wypełniła jego usta. Pyszności. Nigdy nie pił nic lepszego. Poczuł tylko ten lodowaty strumień, który łagodził najgorszy ból. Mógłby przysiąść, że dostał jakieś lecznice remedium, a była to po prostu szklanka zwykłej wody. Czyżby efekt placebo?

- Ehh… - wydał z siebie dźwięk ulgi. Stanley oddałby lewą nogę, aby otrzymać jeszcze chociażby kroplę czy dwie. W tym momencie, te małe ilości stanowiły dla niego większą wartość niż jakaś kończyna. Bez niej da się jakoś żyć, a z kacem nie.

- Dzięki. Ratujesz życie - wyraził swoje uznanie dla dziewczyny zaraz po tym jak dopił końcówkę. Można było dostrzec rozchmurzenie na jego twarzy. Grymas, który był jeszcze moment temu i świadczył o gehennie toczącej się w jego głowie, lekko ustąpił - A Ty jak byś wyglądała? - skierował pytanie do swojej rozmówczyni. Nie wiedział czego ona od niego oczekiwała. Miał się obudzić i wyglądać równie pięknie jak ona? Bez szans - Wyglądam dokładnie tak jak się czuję. T-R-A-G-I-C-Z-N-I-E.

Przetarł oczy aby rozbudzić się do końca. Nie był do końca pewien czy jest już gotowy na podjęcie ryzyka i ponowną próbę stanięcia na nogi. I to w dwóch przypadkach. Stanięcia na nogi w znaczeniu powstania z łożyska i nie zaliczenia podłogi oraz stanięcia na nogi w znaczeniu relacji ze Stellą, która nadal się nie unormowała. No chyba, że stało się coś o czym nie miał pojęcia.

- Tak - przytaknął na pytanie dziewczyny - Wyspałem. Bardzo wygodnie - skomplementował jej kanapę, która była naprawdę wygodna. Mógłby na niej spać na stałe - Lepsze od biurka w ministerstwie - dodał po chwili zgodnie z prawdą.

To czas. Stanley spróbował swoich sił po raz kolejny. Nie miał zamiaru teraz poddać. Drżącą ręką podparł i postarał unieść swoje ciało. Walczył chwilę z samym sobą w nierównej walce i ku własnemu zdziwieniu, zwyciężył. Głowa jednak nadal dawała o sobie znać. Operacja wstania zakończyła się sukcesem, jednak nie odbyło się bez strat. Dopóki leżał jego stan utrzymywał się w miarę stabilnie. Kiedy usiadł wszystkie czerwone kontrolki się w nim odpaliły. Poczuł ból brzucha, pleców, nóg i w sumie to wszystkiego. Był jedną, wielką bolącą masą.

Teraz rozumiał o co chodziło Stelli z pretensjami do szafki. Nie wiedział jednak co miała na myśli mówiąc trochę z nią wczoraj walczyłeś. Nie miał jednak teraz okazji o to zapytać, ponieważ jego żołądek dał o sobie znać. Poczuł się jakby właśnie zjadł jakiegoś obślizgłego ślimaka. Sekunda po sekundzie czuł jak mu się zbiera na pawia. Nie mógł czekać ani chwili dłużej. Musiał przezwyciężyć swoje słabości albo zaraz zostawi brzydką pamiątkę na środku jej salonu.

Wstał całkowicie i bez słowa zaczął się rozglądać za łazienką. Złapał się ręką za buzię, co było dosyć prostym znakiem mówiącym, że jest kiepsko. Musiał dokonać szybkiej analizy dźwięku, który usłyszał jakiś czas temu. Skąd dobiegły go dźwięki wody? Widział tylko 2 możliwości. Jedne drzwi musiały prowadzić do łazienki, a drugie zapewne do jej sypialni. Ciężko było mu rozpoznać, które mogą prowadzić dokąd. Postawił wszystko na jedno zagranie.

Na całe szczęście to był trafny wybór. Szybkim krokiem podszedł, a następnie otworzył drzwi i ku jego uciesze zobaczył to czego poszukiwał. Toaleta. Zdążył do niej dobiec i nie skazić swojego honoru jeszcze bardziej.

- Jezu, jaka ulga - opuścił łazienkę trzymając się za brzuch i skierował się bardzo powolnym krokiem na kanapę - O co Ci chodziło z tą szafką? - zapytał jej, ponieważ był ciekawy. Co miała dokładnie na myśli? Jaka walka z szafką?

- Jak ja tu się w ogóle znalazłem? - opuścił głowę do tyłu szukając ułożenia w którym ból będzie najbardziej do zniesienia - Coś się stało wczoraj? - nie dawał za wygraną.

- Przepraszam za to, że Cię wystawiłem wtedy - zaczął masować sobie czoło ręką - Wiesz kiedy - Stella na pewno musiała wiedzieć o co mu dokładnie chodziło. Jemu zaś to nie przechodziło przez gardło dlatego starał się ją naprowadzić najbardziej jak potrafił. Mówiąc te słowa, nie patrzył się jej jednak w oczy. Czuł się po prostu źle. Cały czas miał w głowie jej widok z tamtej akcji.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#5
05.03.2023, 01:51  ✶  

Kto by się spodziewał, że tak błahy przedmiot, jakim jest szklanka wody może zrobić na drugiej osobie, aż takie ogromne wrażenie. Może jednak słowa matki, o tym, że powinna myśleć o dzieciach, żeby miał jej kto na starość podać szklankę wody miały jednak jakiś większy sens? Nie był to chyba odpowiedni czas na takie filozoficzne rozmyślenia.

Widziała, że ta woda była dla niego w tej chwili naprawdę istotna. Jak mówili woda to życie, on wyglądał jak trup - zdecydowanie więc potrzebował właśnie jej, aby wrócić do żywych. Zdawała sobie jak ogromne potrafi być pragnienie w momencie, gdy przesadziło się z alkoholem, a jedyne, czego byłą aktualnie pewna, to to, że Stanley wczoraj mocno przesadził.

Nadal nie przestała go obserwować. Mógł czuć jej wzrok na swojej osobie, nie robiła tego dyskretnie, nie widziała w tym też nic złego. Zauważyła jak drżą mu ręce, był to kolejny objaw potwierdzający to, że był wczoraj naprawdę bardzo mocno upojony. Ciekawe, czy uda mu się podnieść szklankę. Kiedy wziął ją do ręki poruszyła się i część zawartości poleciała na podłogę. Na szczęście była to tylko i wyłącznie woda - nie musiała się przejmować ewentualną plamą. Całą resztę wypił jednym haustem. Może zamiast szklanki powinna była wybrać dzbanek? Szkoda, że dopiero teraz o tym pomyślała. - Jeszcze trochę?- Właściwie to nawet nie czekała na odpowiedź, bo widziała w jakim jest stanie. Zeskoczyła z fotela, postawiła kubek z kawą na stole i sięgnęła po jego szklankę, wróciła po chwili z pełną wody, ba tym razem przyniosła również szklany dzbanek, pełen życiodajnego płynu, gotowy aby go opróżnić. Szklankę ponownie przesunęła w stronę Borgina, dzbanek zaś stał sobie jakoś na środku stołu.

- Co tak wzdychasz, zastanów się lepiej, czy warto było szaleć tak...- W końcu to, że tak go męczył kac nie było rzeczą przypadkową. Musiał wlać w siebie potężne ilości alkoholu. - Taka mała rzecz, a ile ulgi przynosi, kto by się spodziewał, że i mi zdarzy się kogoś uratować.- Raczej nie należała do osób, o których można było myśleć w ten sposób. - Ja, jakbym wyglądała?- Głupie to było pytanie, gdyż panna Avery nie doprowadzała się do takiego stanu, nigdy. Zawsze musiała chociaż w delikatnym stopniu panować nad sytuacją. - Ja zawsze wyglądam pięknie. - Do skromnych to ona zdecydowanie nie należała, przesunęła za ucho kosmyk włosów, który opadł jej na twarz. - Tragicznie nie brzmi zbyt dobrze, aczkolwiek to wszystko na własne życzenia, z tego, co zauważyłam. - Miałaby pewnie więcej empatii wiedząc, że coś mu się stało na wskutek jakiegoś wypadku, a nie wlewania w siebie hektolitrów alkoholu wątpliwego pochodzenia, a taki był sądząc po zapachu, który wczoraj poczuła od Stanleya.

- Dobrze słyszeć, że chociaż jedno z nas się wyspało.- Wydawało jej się, że dokładnie tak będzie, Stan wyglądał wczoraj jak kamień, kiedy przenosiła go na kanapę, chyba dobrze jej się wydawało, że będzie spać do rana. - No to jest prawdziwy komplement, wygrać z biurkiem w ministerstwie, nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji.- Nie zapytała dlaczego używał biurka jako łóżka, chociaż przez moment miała chęć. Powiedzmy, że wolała nie poruszać tego tematu.

Obserwowała z uwagą walkę którą podjął po raz kolejny. Nie poddawał się, to było na plus. Najwyraźniej wierzył, że tym razem uda mu się osiągnąć cel. Postanowił się podnieść, bawiło ją to strasznie, kiedy widziała jak się męczy. Jakoś jednak tym razem przezwyciężył siebie, musiało go to wiele kosztować, ale udało mu się podnieść do pozycji siedzącej. Avery miała wrażenie, że nagle zbladł, a może jej się tylko wydawało? Zapewne nie powinien tak szybko próbować wrócić do życia. Organizm nie do końca nadążał za tym, co zamierzał robić.

Wtedy nagle się podniósł. Zrozumiała bardzo dobrze gest, który wykonał. Żołądek musiał mu odmówić posłuszeństwa, czasem poranki bywały aż tak ciężkie. Miała jedynie nadzieję, że zdąży do łazienki, wolałaby nie oglądać pawia na swojej podłodze. Jakoś udało mu się dotrzeć do toalety, miała jednak trochę szczęścia w tym wszystkim, zawsze mogło być gorzej.

- Wszystko w porządku?- Zapytała, kiedy tylko opuścił łazienkę, bo chyba wypadało. - Nabrałeś kolorów, może to jednak najlepsze lekarstwo. - Miała na myśli pawia. - Uderzyłeś o nią dosyć mocno wczoraj, wydaje mi się, że nie była jedyna. - Nikt chyba nie wiedział, jak wyglądała jego wędrówka do tego miejsca. Wydawało jej się, że również nie była kolorowa. - Nie wiesz jak się tutaj znalazłeś?- Zmrużyła oczy, tak się jej wydawało. - Przecież ja Cię tu nie przyprowadziłam.- Wydawało się jej to być oczywiste. - Trochę pokrzyczałeś na klatce, a później zasnąłeś.- Wydawało jej się, że taka ilość informacji powinna mu wystarczyć.

- Wtedy kiedy mieliśmy się spotkać i wylądowałam w tym marszu pełnym charłaków? - Chciała mu dokładnie przypomnieć o jaką sytuację chodziło, skoro mu to nie chciało przejść przez gardło.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
05.03.2023, 11:59  ✶  

Koniec końców demon. Próbował ubrać tę rozmowę jakoś dyplomatycznie. Chciał ją zacząć z pominięciem kilku faktów? Albo chociaż przedstawić swoją narrację. No ale się nie dało. Stella musiała rzucić prosto z mostu o tym marszu Charłaków. Stanley tylko ciężko westchnął. Nie było odwrotu. Musiał stawić czoła przeszłości. Tu i teraz.

- No… Tak… Na tym marszu… - bardzo ciężko przechodziły mu te słowa przez usta. Spuścił wzrok niczym pies, który wie, że zawinił. Musiał wymyślić na szybko jakiś kolejny genialny plan, który uratuje go z tego podłej sytuacji. - Ja nie chciałem źle - zaczął się drapać po głowie z zakłopotania. Czuł jej osądzający wzrok z każdym wypowiedzianym słowem - Jakbym miał wybór to bym przecież inaczej kazał im iść, abyś na nich nie wpadła…

Zaczął go zjadać stres. Przestał się drapać po głowie, ale zaczął się bawić paznokciami, nadal jednak unikając bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Można było prosto określić jego mowę jako cedzenie słów przez zęby. Starał się za wszelką cenę użyć dobrych słów, aby to wszystko dobrze przestawić.

- Liczyłem, że po prostu to będzie szybka akcja. Że oni sobie pójdą… - kontynuował swoją obronę - Nie miałem pojęcia, że będzie tam tak wiele osób! - zarzekał się - Nie znaliśmy żadnych szczegółów! Ja już wychodziłem przecież z pracy aby zdążyć się przyszykować! - opuścił ręce bezsilnie na koc - Oddałem Markowi raport i miałem już narzucać płaszcz aby wyjść, a on wtedy kazał mi zawrócić bo potrzebne było wsparcie… - wziął szklankę z wodą, aby sobie trochę ulżyć. Zaczął ją powoli pić - Przecież zwykle nie ma takich manifestacji… - powiedział zmarnowany.

Stanley mówił całkowicie poważnie. Właśnie opisał jej jak to mniej więcej wyglądało. Jednak czy tyle było wystarczające, aby Stella mogła zrozumieć jego stronę? Czy może powinien coś jeszcze powiedzieć? Na sali nie było żadnego prawnika, który mógłby mu w tym pomóc. Przez ułamek sekundy poczuł się jakby widział swojego bogina - siebie samego przed Wizengamotem. Gdzie tym drugim była panna Avery. Teraz znajdował się na jej całkowitej łasce. Jedno słowo wypowiedziane przez nią i wszystko może się zakończyć o wiele za szybko.

- Nawet jakbym później chciał się z tobą zobaczyć, to też nie było jak - wziął dosyć spory łyk - Wszystkich nas wzięli na naradę do ministerstwa. Skończyliśmy późno w nocy, a następnego dnia mieliśmy tonę dokumentów do wypełnienia - pochylił się lekko w kierunku swoich butów, które zaczęły uwierać w jego stopy. O tyle o ile chodzenie w nich było bardzo wygodne, tak spanie nie do końca. Zaczął je lekko rozwiązywać. Czy zdjęcie ich teraz było odpowiednie?

- Przecież jakbym wiedział, że tak będzie. Że tyle rzeczy będziemy musieli zrobić to nigdy bym się nie zgodził - poluźnił sznurówki w prawym bucie - Papiery nie są ważniejsze od ciebie - poluźnił lewą sznurówkę, jednak powstrzymał się przed zdjęcie obuwia. Obawiał się jednego. Bomby biologicznej, która mogłaby się ulotnić w pomieszczeniu.

Stanley pokiwał przecząco głową i nie odzywał się przez chwilę. Jego szare komórki pracowały na najwyższych obrotach, aby wymyślić coś co przeważyło by szalę w tym nierównym pojedynku.

Nagle, nie wiadomo dlaczego i po co, Borgin padł na kolana przed dziewczyną.

- Stella, przebacz mi, błagam - spojrzał się na nią - Ja od miesiąca nie mogę w spokoju zasnąć. Wziąłem wszystkie możliwe nadgodziny aby tylko spróbować to przeżyć i zapomnieć. Ja nie wyszedłem od tygodnia z ministerstwa. I to wszystko na nic. Nie mogę, nie potrafię tego przeżyć - złapał ją za dłoń - Stella błagam. Ja nie wiem co się stanie jak się nie zgodzisz. Jak mi tego nie zapomnisz. Nie wybaczę sobie tego nigdy

W tym wszystkim Andrew brzmiał śmiertelnie poważnie. Nie było w tym ani nuty kłamstwa. Nie trzeba być fachowcem w dziedzinie psychologi, a jedynie człowiekiem z sercem, aby zobaczyć, że wypowiedzenie tych słów sprawiło mu ogromny ból. On sam nie chciał nawet myśleć do czego odmówienie ze strony Avery mogłoby doprowadzić.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#7
05.03.2023, 12:34  ✶  

Stella nie należała do osób, które omijały niewygodne tematy. Może czasem powinna, jednak wolała to wyjaśnić, szczególnie, że dosyć mocno zabolała ją ta sprawa. Dlatego też nie czekała z tym, mimo, że wiedziała, że Stanley nie jest dzisiaj w najlepszej formie, ale skoro już się tu znalazł to wolała zrobić od razu.

- Wiesz co, tu nawet nie chodzi o to, że pojawił się ten marsz.- Dostrzegała jego zakłopotanie, kiedy mówił o minionych wydarzeniach. Chyba ślepy by to zauważył. - Wiem, że nie miałeś wpływu na to, że charłacy postanowili akurat wtedy urządzić swoją demonstrację.- Nie był winny temu, że grupa osób postanowiła iść akurat tą drogą, którą wybrała Stella.

- Nie tłumacz się, nie ma to sensu.- Może i faktycznie zbyt mocno zareagowała? Pierwszy raz jednak w całym swoim dotychczasowym życiu znalazła się w takiej sytuacji. Trochę ją to przeraziło, bo nigdy jeszcze nic jej nie zagrażało. Może dlatego szukała winnych i biedny Borgin został jej kozłem ofiarnym? Avery zastanawiała się długo nad tym wszystkim, chyba wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek spowodował, że nieco złagodniała. Nie mogła się przecież złościć na niego w nieskończoność, szczególnie, że przecież okazywał skruchę.

- To fakt, ta manifestacja była czymś zupełnie nowym, najwyraźniej jej przebieg zaskoczył wszystkich.- Pewnie znalazło się wiele osób, takich jak ona, które zupełnie przypadkiem musiały się znaleźć w samym centrum wydarzeń. Nikt nie miał na to wpływu, czy chcieli, czy nie musieli wziąć w niej udział, ewentualnie szybko się stamtąd ulotnić, co wcale nie było takie proste, akurat o tym Stella przekonała się na własnej skórze.

Jego wersja wydarzeń też nie wyglądała specjalnie kolorowo. Najwyraźniej ten cały marsz zaskoczył wszystkich - nawet ministerstwo nie było gotowe na aż takie zamieszanie skoro zaangażowało większość pracowników do ogarnięcia tego wszystkiego. Docierało do niej to, że nie zachowała się do końca w porządku, miała jednak prawo być trochę rozczarowana, w końcu Stanley jej nie poinformował o tym wszystkim i to ją najbardziej zabolało.

- Macie teraz pewnie dużo pracy spowodowanej tym, co się dzieje.- Zdawała sobie sprawę, że nastroje wśród czarodziejów są różne i pewnie niedługo cały ten konflikt jeszcze bardziej eskaluje, przynajmniej takie informacje usłyszała na przyjęciach. Jej to nie dotyczyło, przynajmniej bezpośrednio, inaczej mieli pracownicy ministerstwa, którzy tkwili w samym centrum tych wydarzeń.

- Zdaję sobie sprawę, że w Twoim zawodzie nie wszystko można zaplanować, znaczy teraz to do mnie dotarło.- Wcześniej wydawało jej się, że te zmiany są bardziej sztywne, najwyraźniej nie do końca tak było. Stella zrozumiała na czym polegał problem, Borgin całkiem nieźle jej wszystko zobrazował. Dopijała swoją kawę, kiedy ten zerwał się z kanapy.

- Stanley, wstań.- Zrobiło jej się nawet trochę głupio, że doprowadziła go do takiego stanu, że padł przed nią na kolana. Naprawdę musiało go męczyć to wszystko. - Wszystko jest w porządku.- Nie odtrąciła jego ręki, złapała ją delikatnie. - Następnym razem tylko daj znać, napisz list, cokolwiek, dobrze?- Powiedziała spokojnym tonem.

Panna Avery wybaczyła mu to wszystko. Nie żywiła już urazy, jego wyjaśnienie wystarczyło, aby zmienić jej nastawienie. Uważała jednak, że dobrze zrobiła trzymając go trochę na dystans, przynajmniej mogła stwierdzić, że mu naprawdę na niej zależy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (2284), Stella Avery (2992)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa