• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[kwiecień 1972] Miejsce realizacji talonu (na balon) z loterii | Loretta i Sam

[kwiecień 1972] Miejsce realizacji talonu (na balon) z loterii | Loretta i Sam
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#1
03.04.2023, 00:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2023, 00:14 przez Samuel Carrow.)  

Wielka Loteria



Nie znosił takich sytuacji. Wiadomo jednak, że klienci byli różni, a Carrow czasem pozwalał negocjować. Jako, że znał Daniela już dosyć długo, to wybaczył mu to, że nie miał dla niego zapłaty. Trochę sceptycznie, jednak przyjął w ramach rekompensaty los na loterię. Wiedział, że nic z tego nie będzie, ale nie chciał wszczynać awantury. Znali się zbyt długo, żeby się z nim kłócił, kto wie, kiedy to on będzie potrzebował jego pomocy.

Rankiem, kiedy raczył się swoim zwyczajnym śniadaniem - czarną kawą i papierosem wpadła w jego ręce gazeta. Przeglądał strony, właściwie nie do końca wiedząc, co chciał z niej wyczytać. Jakoś częściej sięgał po te źródło informacji od kiedy nasiliły się ataki. W końcu mógł się dowiedzieć, czy ktoś z jego znajomych przypadkiem nie został celem śmierciożerców. Trafił na stronę, na której były liczy, jakie zostały wylosowane w loterii. To mu przypomniało o sytuacji z dnia poprzedniego, kiedy to przyjął los jako zapłatę. Wsadził rękę do kieszeni, los nadal się w niej znajdował, jako, że ubrał na siebie te same spodnie, co dnia poprzedniego. Wyciągnął go i zaczął porównywać liczby. Ku jego zdziwieniu wszystkie się nakładały. - Ożesz kurwa, kto by się spodziewał. - Krzyknął do siebie z entuzjazmem. Czyżby to był jego szczęśliwy dzień? Może właśnie dzisiaj miało się zmienić jego życie.

Dla osoby jego pokroju była to bardzo pozytywna informacja. Może dzięki temu wreszcie będzie miał fundusze, aby na poważnie zająć się szukaniem remedium na chorobę siostry. Okropnie się ucieszył. Dopalił jedynie papierosa i postanowił się teleportować w miejsce, w którym miał zrealizować kupon.

Sam nie wyglądał jakby to był jego dzień, ale w końcu to były tylko pozory. Wczorajsze spodnie, trochę zabrudzone smarem, dla niego niezauważalne, jednak pewnie ktoś z boku nie miałby problemu, aby dostrzec te plamy. Na wierzch narzucony sweter, który zdecydowanie wyglądał na taki, który był już ubrany zbyt wiele razy. Nie było to jednak dla niego istotne, w końcu ten dzień miał zmienić jego życie. Stanął grzecznie w kolejce, aby zrealizować kupon, dzisiaj miał zostać bogaty!

Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
03.04.2023, 20:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2023, 21:16 przez Loretta Lestrange.)  

Wyjątkowo rzadko ufała losu i choć wierzyła, iż pewne zdarzenia są zapisane w gwiazdach, porzucała liche mrzonki, jakoby to przeznaczenie ciągnęło ją za uszy przez życie; znacznie lepiej odnajdywała się we własnoręcznym sterowaniu linią żywota, tą czerwoną, przędzioną przez Mojry, które w swoim absurdzie miały kiedyś ukrócić jej dalsze bytowanie. Tym razem jednak wszystko miało się układać w rytm jej dnia, rozpoczynając się wcześniejszego wieczoru – naturalnie nie dostała bonu na loterię przypadkowo; nie był to nietrafiony prezent, jedynie dopełnienie zapłaty za obraz. Znalazł się w jej dłoniach niepewnie, schowany do torebki, gdzieś na dnie szamoczący się milkliwie.

Kolejnego ranka, gdy przeglądała stronice Proroka, zatapiając się w treści – migała uśmiechem z okładki, co nie stanowiło dla niej drogi wyjątku. Mimowolnie spojrzała na stronę z wynikami loterii, czując tlącą się iskrę ekscytacji – sięgnęła machinalnie do torebki, w której mościł się kupon i marszcząc brwi surowo, przyjrzała się pasującym cyfrom.

Była przecież bogata; posiadanie imiennej galerii i urodzenie w skalanej bogactwem rodzinie mówiło śmiało samo o sobie; zastrzyk gotówki jednak niewątpliwie by się jej przydał, zwłaszcza po tym, jak zdewastowała całą galerię, targana gniewem na opuszczającego Londyn Leandra.

Kwietniowa pogoda rozlała się miękko po Londynie, w pełnej krasie oznajmiając, iż ostała się wiosna. Pierwszy trel ptaków, kwitnące drzewa i kwiaty, rozlewająca się w przestrzeni cieplejsza temperatura.

Stukot wysokich obcasów zwiastował jej pstrokatą osobę – szerokie, czarne spodnie, barwna koszula i kapelusz o ogromnym rondzie oraz ciemny płaszcz narzucony na ramiona.

Uniosła papierosa do ust, dopalając go jedynie i gdy ogniste oczko zgasło w popielniczce, bezzwłocznie teleportowała się w miejsce, gdzie mogła odebrać kupon; budka na Alei Horyzontalnej nie stanowiła wyjątkowo wyśrubowanego miejsca.

Stanęła w kolejce za wyraźnie przejętym mężczyzną, którego aż nosiło, gdy jednak na moment odwrócił się do niej, uśmiechnęła się życzliwie.

– Wygląda pan, jakby boga za nogi złapał – rzekła miękko i podała mu dłoń. – Loretta Lestrange – przedstawiła się.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#3
04.04.2023, 08:39  ✶  

Samuel nie mógł się doczekać, kiedy nadejdzie jego kolej. Właściwie to taka suma pieniędzy mogłaby mu pomóc w szukania lekarstwa na klątwę Jackie. To było najważniejsze. Gdy już będzie miał fundusze, to powinno byc prostsze, prawda? Bogaci mogą sobie zawsze pozwolić na bardziej eksperymentalne metody badań. Tak mu się przynajmniej wydawało, jakby nie do końca docierało do niego, że choroby dotykają ludzi w każdej klasie, są tak samo nieprzyjemne, a śmierć boli, czy bogatych, czy biednych równie mocno.

Kolejka wydawała się ruszać bardzo powoli. Samuel aż zerknął na zegarek na swoim lewym ręku. Nie miał przecież całego dnia, żeby stać w tym łańcuszku osób. Czy faktycznie, aż tyle osób mogło coś wygrać? Dlaczego wcześniej nie pomyślał o tym, żeby zacząć grać? Być może już dawno zostałby bogaty, a tak to musiał czekać aż tyle. Wydawało mu się, że bogactwo mogłoby mu pomóc poradzić sobie ze wszystkimi problemami, chociaż te jego problemy, te główne zdecydowanie nie należały do tych, przy których zastrzyk gotówki mógłby pomóc. Ojciec alkoholik pewnie szybko by przechlał tę kwotę - jaka by ona nie była.

Odwrócił się na moment, nie mógł ustać w miejscu, nie znosił czekać, najchętniej to by sobie stąd poszedł i wrócił, gdy w ogóle nie będzie tu ludzi. Skoro jednak się już pojawił, to wolał od razu zrealizować magiczny kupon. Uśmiech obcej kobiety dostrzegł, odpowiedział jej więc tym samym. Samuel Carrow należał raczej do tych sympatycznych osób, szczególnie jeśli chodziło o kobiety.

Zwrócił uwagę na jej nietypowy widok. Przez moment przeszło mu przez myśl, aby się zapytać, czy wygodnie jej się chodzi w takim kapeluszu, w końcu był ogromny, ale ugryzł się w język. Ciekawski może i był, jednak miał w sobie odrobinę ogłady. Uścisnął dłoń kobiety delikatnie, aby nie zrobić jej krzywdy, wyglądała na dosyć filigranową istotę. - Sam Carrow, znaczy... Samuel. - Poprawił się od razu, żeby zabrzmiało to jakoś oficjalniej. - Trochę tak się czuję, raczej nie miewam szczęścia, a widzi pani, dziwnym zbiegiem okoliczności ponoc udało mi się wygrać jakąś sumę pieniędzy, dzięki temu. - Pokazał kupon który miał w ręku.

Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
05.04.2023, 16:44  ✶  

Kolejka dłużyła się okrutnie, a oczekiwanie zawierało w sobie tym mniej stoickiego spokoju, że oboje przecież wygrali sporą sumę pieniężną. Będąc bogatą od zarania, wychowaną w bogactwie i w równym bogactwie żyjącą – nie uznawała wygranej za szczególnie lukratywną, jednak jakiś cień uśmiechu zawitał na jej wargach nieprzejednanie. Pamiętała, iż galeria została raptem parę dni wcześniej zdezelowana przez jej furię i jak słusznie jej bliźniak stwierdził – lepiej, że jej agresja natrafiła na szyby, aniżeli na niewinnych czarodziejów, którzy bez wątpienia wyściełaliby truchłami przestrzeń. Leander osuwał się w mroczne meandry przeszłości, w aberracje umysłu, w których trzyma się stare zabawki i nieudane inicjatywy towarzyskie. Musiał odejść w zapomnienie, jeśli chciała ruszyć dalej, porzucając swój brak miłości do niego, rekompensowany pożądaniem.

Łańcuszek osób powoli zmierzał do przodu i wówczas zaczęło ją zastanawiać, jak gargantuiczna grupa ludzi miała wygrać w loterii, że tyle ich się tu znalazło. Aleja Horyzontalna przecież nie huczała dusznością ludzką tak jak Pokątna, a jednak skromna ciżba zebrała się przy niewielkim punkcie. Westchnąwszy cicho, oparła się ramieniem o fasadę kiosku, nim pochwyciła uśmiech mężczyzny, który na ledwie parę sekund przed wygięciem warg, odwrócił się ku niej niespokojnie.

Pozwoliła uścisnąć sobie dłoń, a jej kąciki ust rozszerzyły się mocniej.

– Och, ja także wygrałam na loterii – rzekła, wskazując na kupon dzierżony w dłoni. – Zaskakujący zbieg okoliczności, czyż nie? – zabrzmiała kurtuazją, poprawiając rondo kapelusza.

Przez dłużące się chwile badała jego fizjonomię roziskrzonymi oczyma, zupełnie jakby ważyła odpowiednie zagajenie tematu. Skoro wszak już stali w jednej kolejce, nie uważała za rażące faux pas nawiązanie krótkiej pogawędki.

– Czym się zajmujesz, Samuelu? Jeśli wolno mi spytać, oczywiście – rzekła, badając uważnie grunt, na którym się znalazła. Kolejka przesunęła się i teraz on był na jej przodzie. – Och, zdaje się, że pana kolej.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#5
06.04.2023, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2023, 22:43 przez Samuel Carrow.)  

Miał wrażenie, że czas nigdy jeszcze mu się tak nie dłużył. Tłum ludzi stojący tuż przed nimi jakby w ogóle nie poruszał się do przodu. Niecierpliwił się okropnie. Nie miał jednak wpływu na to, jak szybko porusza się kolejka. Każdy w końcu znalazł się tu po coś, czy aby kupić los, czy odebrać swoją nagrodę. Podejrzewał, że takich jak on było zdecydowanie mniej. Wygrane nie mogły się przecież zdarzać zbyt często. Gra nie miałaby wtedy większego sensu. Sam jakoś nigdy nie interesował się zarabianiem pieniędzy w ten sposób, może powinien zacząć? Skoro pierwszy los, który wpadł w jego dłonie okazał się być zwycięski. Wydawało się to być całkiem szybkim sposobem zarobku. Zdecydowanie bardziej atrakcyjnym niż grzebanie w śmieciach i tworzenie z nich czegoś interesującego.

Najistotniejsze było w tym wszystkim to, że będzie mógł wykorzystać nagrodę, aby pomóc Jackie. Może uda mu się dzięki temu znaleźć jakiegoś specjalistę, wiadomo, że jeśli pojawiają się większe pieniądze to nagle można znaleźć specjalistów gotowych pomóc schorowanej dziewczynie. Liczył, że właśnie tak się to skończy. Było to trochę jak bajka, szczególnie dla takiego faceta, jak on. Jego życie nigdy nie było usłane różami, przywykł raczej do tego, żeby nigdy nie wychylać się z szeregu, znał bardzo dobrze swoje miejsce w całej czarodziejskiej hierarchii - wiedział, że jest nikim. Teraz mogło się to zmienić, mógł choć na chwilę poczuć, że stać go na więcej, szczególnie z dodatkowym zapleczem finansowym.

Samuel łączył tę ponadprzeciętną ilość zainteresowanych loterią z tym, że przecież gdzieś musieli kupować losy. Wydawało mu się, że nie mogło tu chodzić tylko o odbieranie nagród, zbyt wielu by się tu znalazło szczęściarzy.

- To ciekawe, moje gratulacje. To chyba nie zdarza się zbyt często, naprawdę interesujące. - Los uśmiechnął się najwyraźniej i do niego i do tej kobiety, która przed nim stała. Wydawało mu się jednak, że nie wygląda ona na osobę, która jakoś specjalnie potrzebuje zastrzyku dodatkowej gotówki. Jej ubrania wyglądały na drogie, w ogóle miał wrażenie, że śmierdzi bogactwem, była przy tym jednak całkiem sympatyczna, mało który burżuj w ogóle zwróciłby na niego uwagę, a ona to zrobiła.

- Jestem pracownikiem ministerstwa. - Dosyć krótko odpowiedział. To była ta czynność o której chętniej mówił. Nie dzielił się z pierwszymi lepszymi, dopiero poznanymi osobami tym, czym zajmował się w większości. Ne wyglądał zapewne też, jak typowy pracownik ministerstwa, ale zajmował się jedynie edukowaniem młodzieży w ramach kursów teleportacji. - Wie pani, Carrow, typowe dla nas, uczymy teleportacji. - Próbował zażartować, w kuluarach krążyły przecież opowieści o kolejnych nauczycielach tego sposobu transportu właśnie przez członków jego rodziny.

Ledwo zaczęli rozmawiać, to kolejka poruszyła się do przodu. Całkiem szybko znalazł się przy okienku - co za felerny zbieg okoliczności. Przekazał kupon mężczyźnie, który siedział za ladą. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, jeszcze chwila, moment i będzie miał w ręku swoją wygraną. Facet spojrzał jednak na niego dosyć sceptycznie, Sam nie do końca wiedział, o co mu chodzi. W końcu miał otrzymać gotówkę. - Los jest przeterminowany. - Rzekł łysy mężczyzna szorstkim głosem. - Ale jak to? - Carrow próbował dowiedzieć się, jak to jest możliwe. Czyli jednak szczęście wcale się do niego nie uśmiechnęło? - Nie gadaj, NASTĘPNY.- Najwyraźniej nie zamierzał z nim dyskutować.

Był rozczarowany, zdecydowanie nie tego oczekiwał. Mina momentalnie mu zrzedła, odwrócił się jeszcze jednak do kobiety. - Może pani będzie miała więcej szczęścia. - Przepuścił ją przed sobą, aby ona miała szansę teraz odebrać swoją nagrodę.

Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#6
21.06.2023, 11:43  ✶  

Wiosenna pogoda przynosiła ukojenie dusz; ożywanie, jak te przebiśniegi, łagodnie wychylające swoje główki znad topniejących zasp śnieżnych, poprzysięgały wieczyste powracanie do zieleni liści i słoty, która nadchodziła wielkimi krokami, mając opaść całunem na Londyn już w czerwcu. Nawet brukowa kostka, którą wyścielone były chodniki, zdawała się błyszczeć jakoś bardziej; trel ptaków budził o poranku, a języki słońca przebijały się przez gęste kotary. Był to dzień uniwersalny na wygraną; pieniężna suma nie stanowiła dla niej wartości autotelicznej – liczył się sam fakt, iż los zechciał obdarzyć ją jednym z tych piękniejszych uśmiechów.

Planowała wykorzystać sumę na odrestaurowanie galerii sztuki, która tymczasowo pozostawała zamknięta, a prezencją budziła grozę – wybite szyby, szron ze szkła sponiewierany po podłodze, porozrzucane obrazy – swoista spuścizna pamiętnego dnia, gdy dowiedziała się od Leandra, że ją opuszcza; gdy Louvain zamykał jej histeryczną osobę w swoich ramionach.

A ona zastanawiała się, co z nią jest nie tak.

Poprawiła dłonią rondo kapelusza, który rzucał cień na bladą, piegowatą twarz.

– To dopiero ciekawe – odparła. – Czym się pan zajmuje w ministerstwie? – zabrzmiała zainteresowaniem; zupełnie jakby ich nagle skrzyżowane drogi zaistniały paroksyzmem konieczności wzajemnego poznania się.

– Jestem artystką, kojarzy pan zapewne galerię LL? To moje dzieło – rzekła, a kąciki jej ust poszybowały natychmiastowo ku górze.

Lubiła w końcu być rozpoznawalną.

Kolejka posunęła się do przodu z zaskakującym tempem i choć istotnie, wygrana nie stanowiła dlań wartości niechybnie najważniejszej, pieniądze zawsze były miłym faktorem istnienia. Szeroko otworzyła oczy, gdy krępy mężczyzna siedzący w budce oznajmił jej nowemu koledze, iż los jest przeterminowany. Zmarszczywszy brwi, podeszła z własnym losem.

Podskórnie spodziewała się tego.

– Los jest przeterminowany – rzekł znużonym głosem sprzedający.

– Ach, mój także? – zabrzmiała retoryką. – Najwyraźniej oboje dzisiejszego dnia byliśmy skazani na porażkę – zagaiła Samuela.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#7
27.06.2023, 22:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2023, 09:19 przez Samuel Carrow.)  

W przeciwieństwie do towarzyszki, która wraz z nim stała w kolejce dla Samuela nagroda była naprawdę istotna. Mógł ją zainwestować w badania nad chorobą siostry, nie obchodził go uśmiech losu, pieniądze były mu potrzebne. Mogłyby pomóc. Może dzięki nim Jackie miałaby szansę dłużej cieszyć się życiem.

- Tak właściwie, to niczym ciekawym, jak wspominałem przed chwilą jestem nauczycielem teleportacji, który pracuje dla ministerstwa. - Chyba jej to umknęło, nie dziwił się, nie był specjalnie interesującą osobą, mogła go nie słuchać gdy o tym wspominał. Wiele razy ludzie go ingnorowali - był do tego przyzwyczajony, więc nie mrugnęła mu nawet powieka, kiedy się powtarzał.

- Nie kojarzę. - Odrzekł jeszcze. Sztuka nie była czymś, co go interesowało - wcale. Zresztą nie ma co oczekiwać od mężczyzny, który większość życia spędził eksplorując okoliczne wysypiska śmieci, albo pracując w warsztacie, że będzie kojarzył jakiekolwiek galerie. Nie ciekawiły go postaci popularne w czarodziejskim świecie, było mu to zupełnie obojętne kto, z kim, gdzie i dlaczego. - Ale gratuluję, skoro ma pani swoją własną galerię, to zapewne posiada pani również ogromny talent. - Odparł z uśmiechem, bo Samuel był miły, może całkiem prosty, ale sympatyczności na pewno mu nie brakowało.

Rozczarował się nieco informacją na temat tego, że los okazał się być trefny. Naprawdę zależało mu na wygranej, jak widać jednak, jeśli na coś nie zapracuje, to z nieba mu nie spadnie - powinien się tego spodziewać. Życie zawsze potrafiła go utwierdzić w tym, gdzie jest jego miejsce.

Już miał odejść, gdy usłyszał słowa kobiety. Może i nawet go to trochę podniosło na duchu, że nie był jedyny. Porażka lepiej smakuje, kiedy ma się nią z kim dzielić. - Szkoda, najwyraźniej jednak to nie jest nasz szczęśliwy dzień. - Dodał jeszcze po czym odszedł w siną dal.


Postać opuszcza sesję
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#8
02.10.2023, 14:09  ✶  

Snobistyczna, nigdy nie myślała kategoriami bliskimi duszom innych ludzi; była wręcz nieludzko parszywa, obrzydliwie bogata i trwoniąca pieniądze na wszelkie przyjemności życia doczesnego – zaczynając od drogich cygar, kończąc na karmazynowych sukienkach oplatających ciasno chuderlawą, niską sylwetkę. Gdyby była bardziej rzeczywista, bardziej prawdziwa niż zjawa plącząca się gdzieś po padole, żywiąca się marzeniami i troskami – może wówczas ludzkie problemy byłyby jej bliższe. Była tymczasem sobą, Lorettą Lestrange, upadłą bestią zaklętą w ciele pogodnej trzpiotki; podbródek unosiła wysoko, biła od niej emanująca pewność siebie oraz świadomość własnych walorów. Nie należała do grona zasilanego przez femme fatale – była bliższa Dolores Haze aniżeli kokietującym, dojrzałym kobietom; bo przecież nie dorosła jeszcze do podwiązek znaczących drogę podboju; ubierała się jednak wyzywająco i bezpruderyjnie, a określenie jej przez Leandra kurwą jakich wiele, miało znamiona prawdy.

Uśmiechnęła się uprzejmie, gdy ten powtórzył swoją profesję – w gruncie rzeczy obchodziło ją tak wielce, że aż wcale; egocentryzm był w niej zakorzeniony nader silnie, oplatając ciasno całość prędko bijącego serca, a wyjątki od jego wydatności były wybiórcze. Martwiła się o Lou – dla przykładu – bardziej niż o własne życie; gotowa wręcz była wskoczyć za nim w ogniste oko Wezuwiusza; kochała go silnie i bezwarunkowo, miłością czystą i siostrzaną. Bo w gruncie rzeczy – nikt jej tak nie przejmował, dla nikogo nie żyła, poza nim. Odgarniając włosy za ucho, odgoniła mimowolne myśli na jego temat.

Taka właśnie była w prozie codzienności – pogodna i życzliwa. Dopiero złość czyniła z niej jadowitą żmiję, niepotrafiącą sięgać po ludzkie odruchy, okrutną i wyrachowaną. Bestia więziona w klatce płuc zatrzepotała niebezpiecznie – Loretta jednak zignorowała ją wyśmienicie, krzyżując ramiona na piersi. Przyglądała się Samuelowi o wiele za długo, topiąc się w odmętach jego tęczówek, aby w które zajrzeć, musiała zadrzeć głowę ku górze. Uśmiechnęła się ponownie z życzliwością wymalowaną gdzieś pośród piegów.

Piekielnie dobra z Ciebie aktorka, Loretto. Ujawnij to, co w Tobie drzemie. Raz, dwa…

Otrząsnęła się gwałtownie z letargu, jedynie po to, aby zatonąć w myślach po raz kolejny. Coś w niej drżało, a zdezelowana przez nią samą galeria stawała okoniem pośród myśli – lokując się gdzieś między aberracjami przeszłości a niewiadomymi przyszłości. Zadrżał jej podbródek – wyjątkowo lekko i miękko, oczy jednak nie zaszkliły się łzami; potrząsnęła głową nieznacznie, wprawiając czerń pukli w nieznaczny ruch.

Nim się obejrzała, zacisnęła dłoń w pięść, miażdżąc kupon.

Nagle zechciała uciec, nagle wszystko stało się niewybrednie ujmujące. Nie zwracała już uwagi na Samuela, nie zwracała już uwagi na żaden szkopuł tworzący rzeczywistość. Swoją niszę objawiły emocje, które zaklinały się w brutalnym pasodoble jej istnienia. Uśmiech nie tańczył już nieprzejednanie na wargach, został zmyty cieniem, który położył się akwarelą na jej obliczu – na ogół wystudiowanym i absolutnie perfekcyjnie utkanym w pogodę życia, teraz zawierającym w sobie znamiona niebezpieczeństwa, niemego nakazu ucieczki.

Jedynie percepcyjnie biegli byliby w stanie rozszyfrować to, co tliło się teraz gdzieś na dnie spojrzenia hebanowych tęczówek. Ona sama nie znała siebie na tyle, aby żonglować emocjami, te jedne uwięziła na łańcuchu kontroli bezimiennej. Wzięła oddech zdecydowanie zbyt prędko, powracając wzrokiem do Carrowa.

– Tak, nieszczęśliwy dzień, tak – powtórzyła się.

Może gdyby pieniądz stanowił dla niej większą wartość, może wówczas ośmieliłaby się wykrzesać z siebie większą dawkę żalu i rozczarowania; te galeony jednak nie były jej potrzebne. Potrzebowała w życiu czegoś zgoła innego; może kropli uczucia i zamknięcia paszczy bestii więzionej na dnie żeber.

Miała wprawdzie gdzie wracać; gdzie się odnaleźć; czyje ramiona oplotą ją miękko. Powróciła myślami ponownie do Louvaina, z niejaką czułością pozostawiając go pośród myśli. Nim się obejrzała, Samuel ruszył przed siebie i prawdopodobnie było to sygnałem, aby zrobiła to samo.

Utopiła się we wspomnieniach, w nienazwanych emocjach i nocach nieprzespanych. Wyrzuciła do kosza trefne świadectwo wygranej, a po chwili stukot jej obcasów zadźwięczał na londyńskim bruku.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (1523), Samuel Carrow (1535)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa