• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności

[10 listopada 1970] Vakel i Loretta / Nastał czas ciemności
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#1
05.11.2022, 16:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 00:39 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Loretta Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Vakel Dolohov - osiągnięcie Piszę, więc jestem

10 listopada 1970
Aleja Horyzontalna, gabinet Vakela Dolohova
Vakel Dolohov i Loretta Lestrange


Jesień ujmowała swoją spłowiałą dłonią rok 1970, dając upust listopadowej aurze umarłych i nieszczęśliwych – historia znana wręcz sakramencko, która każdorazowo odnawiała się poprzez spadające, ceglaste liście wyściełające bruk, ciężkie masywy szarych chmur, wędrujących po niebie i rzęsisty klimat deszczu, który nieomal codziennie zaskakiwał, skrapiając igiełkami londyńskie połacie. Prawdopodobnie nie było to niczym nowym, jednak krople czyniące ze skóry spadające gwiazdy, galaktykę śmierci, zawsze przywoływały rzewne arie, a całe miasto przygotowywało się na przyjęcie w swe ramiona matki zimy. Jedyną przekorą wobec pory sennie bezsennej, były uśmiechy tańczące na wargach co pogodniejszych jednostek i właśnie ta pogoda ducha przełamywała burzowe chmury językami światła, które przecież każdorazowo zamieniały wszechrzecz w blichtr jasności.

Wędrowała więc bez zbytku dezynwoltury czy nonszalancji Aleją Horyzontalną, a na jej ramionach ciążył zimowy, wełniany płaszcz – pogoda ostatnimi czasy nie rozpieszczała, a jej koścista, zimna dłoń wzierała nieomal do kości; poprawiła więc futrzany kołnierz odzienia, opatulając się mile ciepłotą. Gromki stukot obcasów bezprecedensowo zwiastował jej duszną obecność – kozaki, które otulały łydki, zgodnie z naturą jej uwertury, spoczywały na sporych szpilach, na których poruszała się z gracją nietypową chaotycznej osobowości; prawdopodobnie już dawno przywykła doń i odnajdywała swoistą wygodę w tej przecież absurdalnej niewygodzie.

Pierwsze krople listopadowego deszczu tego dnia przyszły pod znakiem nieoczekiwanego – niebo od poranka jarzyło się szarością, nic jednak nie prognozowało rzęsistej ulewy, która miała niebawem oberwać nieboskłon. Odrzuciła głowę do tyłu, wpatrując się w podszycie ziemskie, gdy na jej policzku rozbryzgnęła się pierwsza kropla, rozbijając o ciepłą skórę upudrowaną różem.

Gdy wchodziła do jego gabinetu, część loków wdzięcznie opadających na czoło, była posklejana humorzastym usposobieniem matki natury. Świeże krople szkliły się na włosach, jednak już po chwili obracały się w mokre strąki.

Przywitała go uśmiechem szerokim, ukazującym odrobinę nierówne zęby – nade wszystko jednak szczerym.

– Vaaaaaasilij! – zagaiła energicznie, opierając się na rękach o jego biurko. – Co było tak frapującego, że zapomniałeś o swojej ukochanej szwagierce? – zabrzmiała retoryką, potrząsając puklami czarnych włosów, które w mig zatańczyły wokół drobnej buzi.

Rozgościła się bez specjalnie nadanego przyzwolenia, czując się jak u siebie – z ramion opadł masywny płaszcz, który ruchem różdżki skierowała na witający gości wieszak, aby już po chwili rozsiąść się wygodnie na fotelu.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
14.11.2022, 00:01  ✶  
Rzęsisty deszcz, którego krople obijały się o szyby Praw Czasu nie był dla Dolohova niczym niezwykłym. Wyczuł to, że będzie dzisiaj padać, jeszcze zanim gęste chmury wezbrały się nad nieboskłonem, jeszcze zanim mieszkańcy Londynu otworzyli oczy. Bo ten moment mu się śnił. Gdzieś pomiędzy nocnymi marami, pomiędzy szeregiem obaw i lęków dotyczących dziwnych symboli, które dostrzegał wszędzie od jakiegoś czasu, pogmatwany umysł Dolohova podrzucił mu scenę jak z horroru. Oglądał ją z boku. Stał obok, obserwując jak Loretta Lestrange wita się w przejściu z jego asystentem.

„Pan Dolohov spodziewa się pani”, rozbrzmiało po korytarzu, a Loretta uśmiechnęła się szeroko, jakby ją ta myśl, że się w jego gabinecie nie musiała nawet zapowiadać, bo Vakel przewidywał jej wizyty, napełnił ją niewyobrażalnymi pokładami dumy. Zdawało mu się, że nim nie otworzyła masywnych drzwi prowadzących do pomieszczenia, w którym wróżbita spędzał większość czasu, Loretta szła spokojnie. Następnie wezbrała się w niej energia - podeszła do jego biurka tak żywo, jak nigdy, witając się z nim wesoło, rozsiadając się nawet w skórzanym fotelu. Nie miał jej nigdy za mistrzynię percepcji (nie oszukując się - była w tej sztuce dosyć zaawansowana, ale jakby ich do siebie przyrównać, to nie sięgała mu do pięt, a każdego człowieka przyrównywał do siebie, bo do kogo innego), ale i jego zdziwiło, że nie dostrzegła w jego zachowaniu niczego dziwnego. Jego, mając tu na myśli Dolohova z wizji.

Siedział on w kompletnym bezruchu, lekko przygarbiony, pochylając głowę nad filiżanką mocnej, czarnej herbaty. Woda zdążyła już kompletnie wystygnąć, a na powierzchni napoju pojawił się charakterystyczny nalot. Dolohov z wizji wpatrywał się w kompletną nicość. Głowę miał zadartą tak, że powinien co prawda wpatrywać się w ten nieszczęsny fotel, ale kto by się przyjrzał pustym oczom, ten by od razu dojrzał, że żadnego fotela nie widzi. Utkwił w zamyśleniu albo Absolut wie, w czym mógł jako jasnowidz utkwić. Nic nie robił. Nie odpowiedział. Właściwie, to oddychał tak płytko, że można by się pomylić i pomyśleć, że nie oddychał wcale.

A potem rozdzierająco krzyknął.

Krzyknął i ruszył przed siebie, w sposób tak karykaturalny, jak to tylko możliwe - przetoczył się swoim olbrzymim cielskiem po gigantycznym biurku, jakby się czołgał w błocie. Zrzucił z blatu tę filiżankę, ale też stos dokumentów, szkatułę pełną dziwacznej biżuterii, której elementy momentalnie z niej wypadły, a znajdujący się w środku sznur pereł zerwał się, zahaczając o zamknięcie wieka. Delikatne, drobne komponenty potoczyły się po posadzce, a Dolohov zwalił się na puchaty dywan i dorwał się wreszcie do Loretty. Mimo bycia piekielnie wysokim Vakel nie należał do osób, które przerażały fizycznymi możliwościami. Wychudzony, z wyraźną niedowagą, maskował to dobrze szytymi na specjalne zamówienie garniturami, ale teraz, kiedy się tak idiotycznie zataczał, chcąc zacisnąć palce na szyi swojej szwagierki, ciężko było nie zauważyć, jak kościste i obrzydliwe miał dłonie.


with all due respect, which is none
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#3
26.12.2022, 13:47  ✶  

Rozproszona w swojej lichej krasie, między dwoma westchnięciami, wparowała do gabinetu Dolohova z ogromnym karbem burzy czyniącej spustoszenie swoją półtorametrową obecnością, tak tożsamą huraganom – nie bez powodu były one nazywane imionami, czyż nie?; początkowo przecież nie widziała żadnych dojmujących zmian w zachowaniu Vakela – zastała go między wydechami, a całokszałt sytuacji potoczył się nietypowo gwałtownie, nietypowo po prostu. Już gdy siadała w fotelu wygodnie, rozgaszczając się z drobnym uśmiechem rozciągającym wargi w filuterny uśmiech, dostrzegła drobny pył niespodziewanego, rozsypany nad ich głowami. Zmarszczyła brwi, wzrok skuwając z pochylonym nad biurkiem mężczyzną; ogrom szoku miała doznać jednak dopiero po chwili.

Gdy ruszył w jej kierunku, kierowana czystym odruchem, odchyliła się gwałtownie w fotelu; przełknęła ciężko ślinę, obserwując jak filiżanka stacza się z lakierowanego, drewnianego stołu, a jej mętna zawartość wylewa się na jedne z dokumentów, znacząc brązowawymi różami.

Krzyk podrażnił uszy, jednak to nie on, a ogromne dłonie zaciskające się na jej chuderlawej szyi, zaprowadziły w umyśle istny zamęt.

Nie rzekła nic, nie zaczęła także wrzeszczeć, co wydawałoby się najsensowniejszą reakcją na tak trwożący ruch; jedynie zacisnęła własne dłonie na jego nadgarstkach, z całej lichej siły odciągając je od siebie. Dopiero, gdy go odepchnęła całą swoją absurdalnie niską siłą, uniosła dłoń w kierunku szyi, już odczuwając, iż zaznaczy się na niej pręg siniaka.

– Mogłeś spytać, nie mam nic przeciwko fetyszom – rzekła półśmiechem, jednak jej głos wyraźnie drżał wraz z wargami.

Przez moment wyglądała, jakby miała się rozpłakać, zamiast tego jedynie ugięła w niewinnym geście brwi, nie wiedząc, co powinna w takich momentach uczynić. Zaśmiać się nerwowo? Zezłościć się żarliwie? Spytać co to, do cholery, było? Zamilkła więc i tak prędko, jak Dolohov odzyskał właściwość świadomości, posłała mu pytające spojrzenie.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#4
16.01.2023, 18:12  ✶  
Tylko że Dolohov wcale nie odzyskał świadomości. Wciąż było ich dwóch - ten obok, stojący i spoglądający na to wszystko od boku, wpatrując się we własne ciało z niejaką konsternacją, a także ten drugi - zawzięcie walczący z tym, jak próbowała go od siebie odepchnąć. Ten Dolohov, który śnił, który posiadał władzę nad własnym ciałem, przeszedł się po pokoju, jakby chciał obejrzeć to wszystko z innej strony. Leniwie stawiane kroki ustały dopiero w momencie, w którym znalazł się niemalże za fotelem. Wtedy też wyciągnął z kieszeni srebrną zapalniczkę i papierosy. Nic nie mówiąc, rozpalił jednego. Wiedział już, że to sen. Nie miał jednak pojęcia, że był to sen proroczy i to tak dokładny w swoim przekazie.

Jego ciało ryknęło zawzięcie, usilnie próbując zdominować ją swoimi gabarytami i przydusić do fotela, nawet jeżeli nie dała już sobie zacisnąć palców wokół szyi. Nie zareagował niczym na nierozsądne słowa, niesmaczne zapewne w świetle tego, kim była jego żona... Ale to i tak do niego nie docierało. Jego oczy były puste. Do tego stopnia, że nieobecność w nich widniejąca stała się trudna do opisania. Bo gdyby była w nich jakaś iskra, jakiś przebłysk koloru - to już przecież coś. A on, jeżeli na cokolwiek spoglądał, to nie była to z pewnością Loretta Lestrange. Nie było to też nic wokół. Dolohov spoglądał w niebyt.

- Za pójście za nim zapłacisz najwyższą cenę. Trzy dzwony. Jeden teraz.

Nie urwał swej wypowiedzi, lecz jeden z zegarów wiszących za jego biurkiem wybił godzinę dwunastą i po pomieszceniu rozległ się dźwięk gongu.

- Drugi, kiedy zrobisz to dla niego pierwszy raz.

Nie doprecyzował co.

- Trzeci, kiedy ostatecznie zatracisz w tym siebie. A kiedy zatracisz siebie i wreszcie sczeźniesz tak jak my, to przyjdziemy po ciebie. Nigdy nie zaznasz spokoju, nigdy nie zaznasz wytchnienia. Będziemy czekać. Będziemy odliczać dni, Loretto Lestrange.

To nie był głos Dolohova. Z jego ust wydawało się coś dziwnego - jakby kilka osób mówiło jednocześnie niczym chór. Śniący Dolohov upuścił papierosa na podłogę i zacząl się krztusić. Po chwili kaszleć zaczęło również jego ciało.

- Wrócimy po ciebie - dodał jeszcze, wracając tonem do swojej normalności. Śniący Dolohov obudził się kilka dni wcześniej, a ten teraźniejszy wzdrygnął się od razu, kiedy tylko zdał sobie sprawę z ich bliskości. Odskoczył niczym oparzony, omal nie przewracając się przy tym na zniszczonym wcześniej sznurze pereł. Wszystko powoli do niego docierało, kiedy poprawiał przekrzywioną muchę i strzepywał niewidzialne pyłki kurzu z idealnej marynarki.

- To ci zagadka - rzucił wreszcie, marszcząc krzywy nos na widok rozrzuconych wokół dokumentów.


with all due respect, which is none
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#5
25.02.2023, 13:07  ✶  

Jej stoicki spokój nie pasował do barw sytuacji, w której potrzasku się znalazła. Może gdyby była odrobinę bardziej lękliwa, a odrobinę mniej butna w stosunku do życia – może wówczas zastałby ją nieprzejednany lęk. Dłonie zaciskające się na szyi jednak, podobnie jak jego mętny wzrok, opuszki palców dobitnie mocno wbijające się w jej miękkie ramiona zastawały nie ją, a wydmuszkę. Rzuciła mu jedynie spojrzenie bezkresnej ekscytacji, która urosła w niej do rangi chorobliwej, tanatycznej fascynacji. Nie zlękła się; w żaden też sposób nie wzdrygnęła, próbując podnieść się z fotela i uciec z gabinetu.

Zamiast tego, po prostu obserwowała spod miękko ugiętych brwi.

Jego słowa, proroctwo nieprzejednane, odbiły się metaforą po krawędziach umysłu, pozostając ujęte w barwną przenośnię. Słuchała go w skupieniu, może odrobinę zbyt zafascynowana sceną, w której została postawiona jako jeden z aktorów.

I dopiero gdy odsunął się od niej gwałtownie, uwalniając ramiona spod stalowego uścisku, nieomal wywracając się na perlistych koralikach – ostałości po żyłce naszyjnika – uniosła wzrok na jego oblicze; w zafrasowanym milczeniu obserwowała go, aby po chwili jedynie wyciągnąć z kieszeni spodni papierosa i odpaliwszy go, zaciągnąć się mętnym dymem.

– Nie oczekuję wyjaśnień – rzekła po chwili, zanurzając się w głębi fotela, na którym spoczęła.

Żarzące się oczko papierosa ponownie zostało uniesione ku pełni warg; jedynie zbytek popiołu, rzewnego aniwersarzu rozjątrzonego tytoniu, opadło po chwili wdzięcznie do popielniczki, a przestrzeń między nimi prędko wypełniła się akwarelą dymu papierosowego.

– Powiedz mi… – rzekła, urwała jednak po chwili, opierając łokcie na blacie jego biurka, aby na splecionych dłoniach oprzeć podbródek.

Pokręciła jedynie głową, ujarzmiając go w przenikliwym spojrzeniu sarnich tęczówek; uśmiech wpłynął na wargi mimowolnie, rozbijając się pianą morską pośród iskier zawierających się w oczach. Nie dokończyła myśli; zamilkła stalowo.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#6
26.03.2023, 00:51  ✶  
Dobrze było móc znów kontrolować swoje ciało. Jeszcze trochę szumiało mu w głowie - efekt uboczny, ale to zaraz minie - niewiele już stojącym przed nią Vakelu pozostało człowieka, który czołgał się po podłodze. Jego oczy były znów żywe, jego postawa - wyniosła, z charakterystycznie zadartym podbródkiem - wszystko budowało obraz Dolohova, jakiego znała i z jakim się zaprzyjaźniła po staniu się rodziną.

Dolohov wycofał się, znów się omal nie potknął o te perły rozsypane nieopodal biurka, następnie zajął swoje ulubione miejsce - skórzany fotel, którego podłokietniki wsunął pod blat dębowego biurka. Dopiero wtedy odetchnął, nie omieszkał też przeczesać palcami roztrzepanych włosów. Wyglądał na spoconego - wizje, jakich doświadczał, musiały wiązać się z wysiłkiem, bo nawet mimo wykonywania gwałtownych ruchów, nie powinien zmęczyć się aż tak bardzo. Wysłuchał jej. I dobrze, nie miał zamiaru się jej tłumaczyć z czegoś tak oczywistego, jak nie oczywistość wizji. Zamiast tego wyciągnął z biurka swoją papierośnicę i podał wpierw jej, a później... Później się załamał.

- Zdecyduj się - parsknął, świdrując ją niezadowolonym spojrzeniem. Teatralna niechęć nie była jednak do końca szczera - Vakel darzył Lorettę sympatią, bo należała do osób, przy których nie musiał udawać. Nie musiał udawać miłego, nie musiał udawać, że obchodziło go cokolwiek poza czubkiem własnego nosa i względnym zadowoleniem swojej żony, którą ukochał pomimo dzielących ich różnic.

Loretta była jędzą. Loretta była tym, przed czym się uciekało - była jadem i toksyną, posiadała w sobie ciemność wyższą nawet niż Dolohov, a niewielu w swoim życiu poznał takich ludzi. Śmiał podejrzewać, że przyszłość niosła jej jeszcze większy upadek - Lestrange jeszcze tego nie wiedziała, ale jego zdaniem, o ile przepowiednia się sprawdzi, stała na zgliszczach dawnej siebie, ludzkiej siebie.

- Twoja kuzynka - wyjaśnił, odpowiadając na pytanie sprzed kilku minut, uświadamiając przy okazji Lorettę w tym, że znał treść własnej przepowiedni. - Kimkolwiek jest ten, za którym zamierzasz iść, ściągnie cię w mrok, przez które nie przedrą się nawet moje wizje. Zabawne, bo gdyby ktoś mi powiedział, że ktokolwiek zechce kroczyć taką ścieżką, byłabyś jedną z pierwszych osób, o których bym pomyślał.


with all due respect, which is none
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#7
01.04.2023, 16:39  ✶  

W gruncie rzeczy Dolohov stanowił obiekt jej fascynacji – nie tej niezdrowej, zakrawającej o egzaltację; bardziej przyziemnej, ulotnej i ukrytej pod welonem niepewności. Bo w jego towarzystwie istotnie traciła animusz i jakkolwiek było to dotkliwe, tak spotykało się z gęstą ścianą zaciekawienia. Rodzinne więzy ich ku sobie skłoniły jeszcze mocniej, jeszcze silniej, a ona sama obserwowała go niejednokrotnie wśród tłumów – wyróżniał się w końcu wysoką, szczupakowatą sylwetką i tym charakterystycznie uniesionym podbródkiem. Był nie do pomylenia z nikim innym, a pielęgnowana we wnętrzu fascynacja niemym rozkazem pchała ją ku drzwiom jego gabinetu. Nie przychodziła tu raczej po wróżby, bardziej po rozmowę, aniżeli odczytywanie woli gwiazd.

Wyciągnęła dłoń po papierosa – ogień prędko umościł się na końcówce źródła nikotynowego, czyniąc z niego ognistą gwiazdę śmierci. Otuliwszy miękko wargami filtr, zaciągnęła się solidnie, aby po chwili jej płuca opuściły kłęby siwego dymu. Oparła łokieć na podłokietniku fotela, rozkładając się weń wygodnie, jej wzrok jednak był roziskrzony i nade wszystko skupiony w mężczyźnie. Ponowna wędrówka papierosa do ust…

…I kolejna.

– Chodzą takie plotki, Vasilij, ale musisz się wyjątkowo skupić – rzekła, pochylając się ku niemu konspiracyjnie. – Że kobiety nie wiedzą, czego chcą. Ciężko uwierzyć, ale jestem kobietą. – Parsknęła śmiechem, ponownie opadając na oparcie fotela. Uśmiech rozszerzył jej wargi w urokliwy uśmiech – ten, dla którego wielu traciło głowę.

Patrzyła na niego zaklęta, wsłuchując się w melodykę słów. Coś wewnątrz niej zaigrało, coś zechciało przyspieszyć bicie serca, na obliczu wykwitł rumieniec – bynajmniej nie z tych świadczących o speszeniu; a jednak emocje nią potrząsnęły gwałtownie.

– Zabawne, bo ja też pomyślałabym o sobie – odparła, dogaszając niedopałek papierosa w szklanej popielniczce.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#8
06.04.2023, 23:53  ✶  
Dolohov w ciszy odpalił swoją fajkę i zaciągnął się dymem. Milczał jakiś czas, nie odpowiadając jej na te słowa w żaden sposób. Dopiero kiedy powietrze nad nim zrobiło się szare od wydychanych raz za razem kłębów dymu, poprawił swoje usadowienie i odparł:

- Kiedy sama mówisz o sobie w taki sposób, odbierasz mi tę niesamowitą satysfakcję płynącą ze sprowadzania cię do parteru, Loretto.

Nie chodziło mu, wbrew pozorom, które odnieść by mógł ktoś, kto Dolohova nie znał, o kiełkującą w duszy chęć bycia dla niej kompletną gnidą – lubił po prostu na potyczki na myśli i słowa, lubił się też ze swoimi przyjaciółmi droczyć, nie szczędząc sobie przy tym sarkastycznych docinek. Kiedy ktoś mówił o sobie w taki sposób, odbierał mu całą przyjemność z komentowania rzeczywistości.

- Jak dwa przeciwne sobie bieguny – przyznał, wpatrując się w jej oblicze, w żaden konkretny sposób nie reagując na parsknięcie przez nią śmiechem. Prześledził jej podróż w stronę fotela, splatając swoje palce i umieszczając je pod swoją brodą. Łokcie oparł na blacie dębowego biurka. Pewnie by był jednym z tych, co takim urokom ulegają, bo się nigdy nie krył z ciepłymi myślami na temat rzeczy pięknych, ale gęsta magia amortencji, która odebrała mu trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, skutecznie pozbawiła go jakiejkolwiek ciepłej opinii o innej kobiecie, a w gruncie rzeczy, zanim go spętały sidła, jakie zastawiła na niego Annaleigh, Dolohov zdawał się nie widzieć wokół siebie zbyt wielu osób, kiedy w zasięgu wzroku znajdował się jego asystent. – Cóż to musi być za poświęcenie własnej godności, żeby się toczyć ślepo za człowiekiem, który prowadzi cię do zgubienia. – Wstał, poprawiając swoją marynarkę i przeszedł się wzdłuż tego biurka, niespokojnie, jakby nie umiał wysiedzieć w miejscu dłużej niż tych kilkadziesiąt sekund poświęconych na odpalenie fajki i splecenie palców. Wiadomo było, co w ten sposób sugerował: że sam by tego nigdy nie zrobił. Mylił się tutaj oczywiście, ale patrząc na niego przez pryzmat dokonań, którymi się tak żywo i wesoło chwalił w każdej szanującej się, angielskiej gazecie, podążanie za kimś bez pomyślunku pasowało do wizerunku samowystarczalnego badacza jak pięść do mordy. To on zbierał ludzi wokół siebie – nie na odwrót.

– Cóż cię tak urzeka w mężczyznach, którzy ciągną w dół?


with all due respect, which is none
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#9
20.06.2023, 15:16  ✶  

Kłęby siwego dymu uniosły się nieprzejednanie w przestrzeń, barwiąc siwymi obłokami akwarelową rzeczywistość – tak nierealną i absurdalną, że musiała wyjść spod pędzla sponiewieranego szaleństwem bóstwa. W końcu, odpaliwszy kolejnego papierosa, zaklęła się w milczenie – każdy w końcu wiedział, iż gra z nią była grą z samym ogniem, a pod parszywą maską radosnej trzpiotki kryły się czyny absolutnie gorszące i osobowość tak zgniła, że żaden filuterny uśmiech nie odwiódłby od tej świadomości. Tym razem nie było inaczej – błysnęła bielą zębów, tych nieidealnie równych, aż zewnętrzne kąciki oczu zaznaczyły drobne pajęczynki zmarszczek mimicznych.

On jednak już dawno przejrzał jej grę.

Świadomość tego, wprawiała ją w niejasny dyskomfort; w żałosne poczucie, że została odkryta w negliżu umysłowym – acz to właśnie to pozwalało jej stać się nieodzowną sobą. Tą, która przed światłem codzienności była skrywana.

Momentalnie jej rysy twarzy się zmieniły; z radosnej młódki przeistoczyła się w pogardliwą, skalaną agresją i brakiem skrupułów, dojrzałą kobietę. Zmrużyła oczy nieznacznie, unosząc podbródek, a istotnie, chłód bijący z jej orzechowych tęczówek potrafił ciąć; zastukała jedynie palcami dłoni o oparcie fotela, aby po chwili pochylić się ku mężczyźnie.

– Opisz mnie zatem. Wedle swojego szablonu, bez wsłuchiwania się w kłamstwa, którymi karmię ciebie w równej mierze, co innych – rzekła oschle. – Tak jest zabawniej, Vasilij, o wiele zabawniej, gdy wszyscy bierzecie w ciemno, co oferuję – dodała, a kącik karminowych ust podniósł się ku górze.

Z Loretty nie zostało nic, co świadczyłoby o cieniu wystawianej na salonach osobowości, tej niewinnej, drobnej kobiety, dopiero wkraczającej w świat chyżej dorosłości. Zamiast tego, Vakelowi mógł objawić się potwór zbudowany z oszukańczych kłamstw; potwór, którego karmiła w prozie codzienności, trzymając w stalowej klatce żeber.

– Jeśli zajdzie taka konieczność, poświęcę o wiele więcej, niż godność – rzekła poważnym tonem, zupełnie nieprzystającym do jej trelu codzienności. Później jednak wybuchła szaleńczym śmiechem, który możliwe, iż miał na celu rozładowanie atmosfery, nie osiągnął jednak swojego skutku – podbił podszewką lęku i szaleństwa, które w całym agresywnym pasodoble odbiło się od ścian gabinetu.

– A ciebie? – zmieniła gładko temat. – Co ciebie ciągnie w mojej siostrze? Co sprawiło, że aż tak żałośnie oddany jej jesteś? – zabrzmiała pytaniami, zakładając nogę na nogę i wygodnie moszcząc się w fotelu.

god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#10
07.09.2023, 17:13  ✶  
- Nie poświęcę nawet sekundy swojego czasu na tworzenie twojego portretu. Ty tak bardzo lubisz o sobie słuchać, że obdarowanie cię taką sesją nosiłoby już jakieś znamiona zdrady.
Ona lubiła o sobie słuchać? Miał oczywiście rację, ale ta racja nie była racją wielką, wręcz przeciwnie - robiła się komicznie wręcz malutka kiedy pomyślało się o tym, jak bardzo lubił słuchać o sobie Dolohov. Należał do tej grupy person, po których od razu widać było, że nade wszystko ceni sobie własny tyłek i swoje interesy, ale nie w ten sposób co każdy zdrowy na umyśle człowiek, tylko w ten sposób toksyczny i zachłanny. Ironicznie amortencja dolewana mu co rano do herbaty była w jakiś sposób ratunkiem w pętli samozachwytu, w jaki wpadł lata temu. Gdyby go Annaleigh nie znalazła i nie wybrała na swojego, tak czy siak by już pewnie oszlał, bo to, co nazywał „niezwykle istotnymi badaniami”, było w jakimś stopniu tworzone w imię nauki, ale jednocześnie stanowiło jeden z najważniejszych elementów pompowania jego wielkiego ego. I Dolohov miał na tym punkcie istną obsesję. Popadł dzięki nim w manię o swojej wielkości, o swojej nieomylności. Mówił czasem, na tych swoich naukowych konferencyjkach, że się mylił, ale nie mówił tego szczerze. W głębi serca czuł, że wytykanie mu jakichkolwiek błędów zakrawało wręcz o prześladowanie. Takich ludzi jak on należało cenić. Należało o nich mówić. Należało wiedzieć o nich przynajmniej podstawowe fakty. On przecież dźwigał na swych barkach ciężar tego świata*.
- Jestem ostatnim człowiekiem, który bierze cokolwiek w ciemno. Tym, co widzę, jest światło.
Jasnowidz - mówiło jej coś to słowo? Definiowało przecież niemalże całą jego egzystencję.
- A cóż ty masz poza nią? A może jej już nawet nie masz... To wszystko jest ściśle powiązane z tym, co ci wysyczałem przed chwilą przez zaciśnięte zęby. Nie potrafisz odpowiedzieć na to pytanie, odpychasz je własnym, jakbyś nie wiedziała, że widzę w twojej siostrze odbicie swoich pragnień.
Annaleigh istotnie była odbiciem pragnień Dolohova - była tą idealnie wyglądającą żoną stojącą u jego boku, kiedy szczerzył się do kamer, w domu karmiącą go niebotycznymi ilościami spokoju, kiedy czytała książki, siedząc na kanapie w ich wspólnym salonie. Lubił kupować jej książki. Nowe gatunki herbat. Lubił jak cicha była, ale lubił też kiedy się odzywała, bo potrafiła być cięta, potrafiła być zawzięta, potrafiła rzucić mu wyzwanie jednocześnie wiedząc kiedy ustąpić. Przy okazji była urodziwa, on zaś lubił otaczać się rzeczami pięknymi. Ideał sam w sobie. W oczach kogoś pojonego eliksirem miłości - jeszcze większy.
- Nie widzę, kto to jest, tam w twojej przyszłości, ale powiadam ci, że jeżeli zapędzisz się w tym za bardzo, to sczeźniesz. Tylko zanim mi powiesz, że wszystkich nas to czeka niezależnie od wszystkiego, to obawiam się, że ciebie czeka coś gorszego niż bycie trupem. Ciebie czeka kompletna upadłość.
Zaciągnął się papierosem, pierwszy raz od dłuższej chwili. Do tej pory trzymał go po prostu pomiędzy palcami, pozwalając popiołowi opaść na biurko.
- Daję ci tydzień. Jak przed nim klękniesz, to sam pierdolnę w ten dzwon.
Zreflektował. Machnął różdżką, zgarniając tenże popiół do stojącej obok popielniczki.

* - yeah to na dzień dzisiejszy najdłuższy akapit o praise kinku w historii tego forum. Poproszę o jakąś nagrodę.


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (2050), Vakel Dolohov (2424)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa