• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[05.06.72] małżeńskie perypetie | imogen & augustus

[05.06.72] małżeńskie perypetie | imogen & augustus
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#1
30.08.2023, 18:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2023, 19:51 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Augustus Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Migotliwe światło pojedynczej świecy padało na twarz drobnej kobiety zasiadającej w fotelu; bladej, milczącej i poważnej niczym marmurowa rzeźba. Od czasu do czasu jednak jej dłoń unosiła się ku ustom, kiedy zaciągała się papierosem – wówczas półmrok rozjaśniał jeszcze jeden mały błyszczący punkt pomiędzy jej smukłymi palcami, zaś popielaty dym unoszący się spomiędzy karmazynowych warg nadawał jej nieco bardziej ludzkiego wyglądu.
Przeniosła spojrzenie na puste, idealnie zaścielone małżeńskie łoże. Nie przeszło jej nawet na przez myśl, aby kłaść się do niego samotnie, bez ciepłego ciała męża obok. Od czasu ich ślubu niewiele było nocy, które spędzili osobno. Nie była pewna, czy umiałaby zasnąć bez wsłuchiwania się w jego miarowy oddech.
Czekała.
Rankiem rzucił mimochodem, że nie wróci na kolację; przyjęła tę informację ze spokojem, nierzadko bowiem zajmował się sprawami, o które nawet nie powinna pytać. Przywykła do tego, przywykła do tajemnic, jakie szeptem wymieniała ze sobą rodzina męża, unikała schodów do piwnicy i przestrzegała chłopców przed ich otwieraniem. W ferworze codziennych zajęć (a tych tego dnia było wiele przy trójce wymagających jej uwagi dzieci, goniącymi ją terminami i spotkaniem w siedzibie redakcji „Czarownicy”) nie miała czasu na rozmyślanie nad tym, dokąd udał się Augustus. Kiedy jednak najmłodsze pokolenie Rookwoodów zasnęło wreszcie w swoich pokojach, a ona usiadła przed toaletką, by jak co wieczór rozczesać długie włosy i przed kąpielą zmyć makijaż, naszły ją wątpliwości. Nie miały żadnej konkretnej przyczyny; pojawiały się zawsze, gdy mąż był poza zasięgiem jej wzroku, gdy nie mogła obserwować każdego jego ruchu, gdy nie mogła go kontrolować.
Ze wściekłością odłożyła zdobioną szczotkę do włosów na blat i odeszła od toaletki. Zawiązała mocniej jedwabny pasek mlecznobiałego szlafroka, jakby ten miał wycisnąć z niej całą złość, po czym zasiadła na postawionym w kącie sypialni fotelu – tym, który przed laty przywiozła do posiadłości jako część swojego posagu. W ciszy wieczoru toczyła bój ze scenariuszami, jakie podsuwał jej umysł. Woda w wannie, którą przygotował dla niej skrzat, zdążyła już wystygnąć. Smutne różowe płatki kwiatów unosiły się na jej powierzchni.
Wreszcie usłyszała jakieś poruszenie na dole, a zaraz potem narastające skrzypienie starych schodów. Wiedziała, że to Augustus; rozpoznała go po samym sposobie, w jaki opierał ciężar ciała na czwartym i siódmym stopniu. Zgasiła papierosa, ale nie ruszyła się z miejsca. Była przecież jego żoną, damą, najważniejszą kobietą w jego życiu, a nie jakąś tam byle ladacznicą, żałosną kotką w rui, która płakałaby i ocierałaby się o niego, by zdobyć jego uwagę (a przynajmniej tak o sobie myślała). Chwyciła za najnowszy numer Czarownicy i niby od niechcenia przesunęła wzrokiem po swoim własnym tekście, podziwiając raz jeszcze swoje najnowsze dzieło oraz doskonale dopasowane do felietonu zdjęcia.
W takiej pozycji zastał ją mąż.
— Och, już wróciłeś? — uśmiechnęła się do Augustusa znad lektury, gdy tylko przekroczył próg ich sypialni. — Jak się bawiłeś?
Odłożyła magazyn na stolik, tuż obok popielniczki, z której unosiła się jeszcze pojedyncza smuga dymu, po czym wstała i wolnym krokiem podeszła do mężczyzny. Zarzuciła mu ręce na ramiona.
— Myślałam o tobie, wiesz? — spojrzała mu w oczy.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#2
30.08.2023, 20:24  ✶  
Po spotkaniu z Aveliną nie spieszyło mi się do domu. Stałem chwilę na rozwidleniu dróg, wpatrując się w miejsce, w którym zniknęła dziewczyna i w sumie sam nie wiedziałem, co ze sobą począć. Czułem się, jakbym właśnie utracił część siebie, jak gdyby postanowiła sobie pójść w siną dal i właśnie to zrobiła. Zniknęła. Tak po prostu. Co najchętniej zrobiłbym sam ze sobą, idąc chociażby spać, ale...
Choć próbowałem siebie okłamywać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i że poukładam sobie wszystko w przepiękną całość, to wcale takim nie było i nie mogło być. Potwierdzała to nie tylko pustka po spotkaniu z Aveliną, ale również jej obawy, a także moja niechęć do powrotu do Little Hangleton. Byłem pewien, że Imogen czekała na mój powrót. Łudziłem się, że być może już śpi, gdyż zapowiadał jej się intensywny dzień, aczkolwiek za bardzo nie byłem w tym przekonany. Nie jakoś przesadnie. Może tylko odrobinę.
Starałem się być cicho, kiedy przemykałem przez posiadłość. Nie chciałem nikogo alarmować, że wracam późno do domu ani że w ogóle wracam. Pragnąłem mieć święty spokój, ogarnąć się i iść spać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo znużony jestem, póki nie znalazłem się w środku budynku.
Odetchnąłem głęboko i wsunąłem się do naszej sypialni, czym prędzej zamykając za sobą drzwi. Udałem zaskoczenie, a może faktycznie byłem zaskoczony, kiedy mój wzrok z zaścielonego łoża przesunął się na Imogen. Czytała o tej porze... Miałem wrażenie, że przekazywałem jej swoje złe nawyki związane z bezsennością. Aktualnie plułem sobie za to w brodę.
- Wróciłem - odparłem na jej słowa, czując się poniekąd jak zdrajca. Imogen była mi wierną żoną, zawsze stojącą u mojego boku, a ja jeszcze chwilę temu myślałem o tym, że mógłbym ją bez skrupułów zostawić samą na pastwę mojego Ojca i jego śmierciożerczych planów. W takich momentach przeklinałem dzień, w który zostałem kłamcą. - Nie przepadam za formalnymi kolacjami. Najchętniej poszedłbym spać - przyznałem, wplatając w kłamstwo skrawki prawdy.
Zdjąłem marynarkę i odłożyłem na bok, kiedy do mnie bezgłośnie podchodziła. Delikatnie, niemalże eterycznie. Zastanawiałem się, w jaki sposób to robiła. Niczym duch, niczym zmora... Może bardziej niczym anioł stróż.
Odruchowo ująłem ją ręką w pasie, kiedy do mnie przylgnęła, i odwzajemniłem jej spojrzenie, ale tylko na drobną chwilę. Czym prędzej skierowałem swoją uwagę na... wannę.
- Dopiero bierzesz kąpiel? - zapytałem, wskazując wolną dłonią w kierunku bali. Najwyraźniej nie dane mi będzie szybka ucieczka w objęcia Morfeusza.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#3
31.08.2023, 10:20  ✶  
Coś w zachowaniu Augustusa - dotyk jakby mniej czuły niż zwykle, spojrzenie gwałtowne uciekające w bok, jakieś osobliwe zmanierowane wybrzmiewające w tonie jego głosu - sprawiło, że serce Imogen gwałtownie przyśpieszyło. Lęk, że mógłby się od niej odsunąć przemieszał się ze wściekłością na czynniki, które do tego doprowadziły. Chyba nie widział się z żadną inną kobietą, prawda? A nawet jeśli, to prędzej, czy później się o tym dowie i wtedy pięknie wyperswaduje tej latawicy, że małżeństwo jest świętością, której nie wolno naruszać, zaś samemu mężowi pokaże, kto jest najbardziej wartościową kobietą w jego życiu. Może do tego wyleje kilka łez i dramatycznie omdleje, by wzbudzić w nim poczucie winy. Zauważyła już, jak Augustus łatwo spełniał jej zachcianki, gdy czuł się zobowiązany do rekompensaty jej krzywd. Nie widziała w swoim postępowaniu niczego nagannego - przywykła już do tego, że za pomocą drobnych manipulacji dostaje wszystko, czego chce.
— Jakoś nie miałam do tego głowy — wymruczała, po czym wspięła się na palce i złożyła pocałunek na jego policzku, a potem w kąciku jego ust — Ale możesz do mnie dołączyć, jeśli tylko masz na to ochotę.
Mówiąc to, zajęła się rozpinaniem jego koszuli, nieśpiesznie, guzik po guziku, rozkoszując się ciepłem bijącym od jego ciała. Należał do niej i tylko do niej, związany z nią złotem obrączek lśniących na ich palcach.
— Mój biedaczku, musiałeś się strasznie nudzić na tej kolacji, prawda? — podjęła temat, gdy koszula nieśpiesznie i mało elegancko opadła na podłogę, zaś jej dłonie przez chwilę jeszcze błądziły po nagim torsie mężczyzny, zanim ostatecznie zsunęły się wzdłuż jego brzucha i zajęły się rozpinaniem paska. — Czuję, jaki jesteś spięty. Może mogłabym temu jakoś zaradzić?
Mówiąc to uśmiechnęła się tajemniczo, po czym sama zrzuciła z ramion jedwabny szlafrok, obnażając nagie ciało. Ujęła dłoń Augustusa i poprowadziła go w stronę łazienki połączonej z sypialnią, po drodze jedynie zgarniając z toaletki z różdżkę, której jednym ruchem sprawiła, że woda w wannie ponownie była ciepła. Odłożyła akacjową gałązkę gdzieś na umywalkę, a sama usiadła na brzegu wanny, dając znak czarodziejowi, że powinien wejść do wody jako pierwszy.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#4
31.08.2023, 23:12  ✶  
Zamknąłem na drobną chwilę oczy, czując pocałunki Imogen na własnej twarzy. Choć była po całym dniu załatwiania spraw i jeszcze przed wieczorną, gorącą kąpielą, pachniała różami. Tak zniewalająco, tak pociągająco, że chętnie oddałbym się temu urokowi, aczkolwiek wciąż byłem przesiąknięty zapachem bukietu lawendy, który sprezentowałem Avelinie. Ba, sama Avelina opływała perfumami z dodatkiem lawendy.
Zmysły mi szalały, pragnąc zapamiętać nuty lawendowe i chcąc poddać się różom. Dwa podobnie do siebie wonie, a zarazem tak inne... Przez głowę przemknęła mi myśl, jak bardzo chciałbym, aby na miejscu Imogen była w tej chwili Avelina, przez co momentalnie pożałowałem jakichkolwiek myśli i analiz. Szczególnie, mając w swoich ramionach drobną osobę Imogen. Oddawała mi siebie, swoje serce, swoją uwagę, a ja czułem się niegodny tego wszystkiego. Najchętniej już nie kończyłbym tego dnia w łóżku, tylko hen-hen daleko stąd, ale co miałbym wtedy powiedzieć żonie? Idę spać pod most, kochanie, bo nie chcę spać obok ciebie, kiedy myślę o wspólnej kolacji z ukochaną? Nie wiem, jakim cudem sądziłem, że mógłbym prowadzić podwójne życie, większość czasu poświęcając Avelinie.
Westchnąłem nie lekko, ale ciężko. Już nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz przez to przechodziłem, wcześniej poddając się tylko wspomnieniom snów i niewinnych spotkań. To, że ją pocałowałem... Nic nie zmieniało? To, że mnie kochała? Też by nie zmieniało?
Przeklinałem siebie w tej chwili. Nie chciałem odtrącać od siebie małżonki, ale nie miałem w tej chwili ochoty ani siły na romantyzmy i uniesienia. Musiałem jednak przyznać, że kąpieli z największą chęcią bym zaznał. Potrzebowałem zmyć z siebie troski dnia i ostatnie wspomnienia by jakoś dziś zasnąć, by czuć się komfortowo we własnym ciele i nie generować dodatkowych wyrzutów sumienia. Heh, byłem naiwny. Jak gdyby woda mogła zdziałać cuda! Na pewno poczuję się bardziej rześko, a myśli, cóż, zgodnie z tradycją zapiję eliksirem usypiającym.
Nim jednak cokolwiek odpowiedziałem w tym temacie, Imogen już rozpinała moją koszulę i, cóż, musiałem przyznać, że tym samym przejednywała mnie sobie. Jak zwykle zresztą. Pamiętałem te opory z mojej strony na początku naszej aranżowanej znajomości. Usilnie potrzebowałem bliskości drugiej osoby, a ona idealnie wykorzystała sytuację... Raczej los perfekcyjnie dobrał ją do sytuacji, stawiając ją na mojej drodze. Nie sądziłem by Ojciec brał poprawkę na moje uczucia i potrzeby z nimi związane.
- Moja droga, jest już późno... - szepnąłem do niej dopiero wtedy, kiedy prowadziła nas w kierunku wanny. Zatrzymałem ją i przyciągnąłem do siebie by spojrzeć w jej oczy. Były duże, wpatrywały się we mnie z miłością, z niegrzecznym błyskiem w kąciku. Kusiła, ale byłem zmęczony i zdezelowany psychicznie. - Tylko bez smutnych minek! Proponuję rozpocząć i zakończyć te igraszki na wspólnej kąpieli. Wstajemy o brzasku - pragnąłem zauważyć, być tu rozważnym dorosłym. Mieliśmy dzieci, prace, inne zajęcia.
Postanowiłem sobie, że nim się rozbiorę do końca i zanurzę w wodzie, oczekiwałem potwierdzenia z jej strony. Już znałem doskonale te zagrywki i zamierzałem tym razem być silnym i niezależnym mężczyzną, który to nie da się uwieść własnej żonie.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#5
03.09.2023, 00:28  ✶  
Jakże drażnił ją ten zapach lawendy; ta przeklęta dusząco słodka woń, okalająca jego męża, stanowiąca dobitne przypomnienie, że nie musi być jedyną kobietą w jego życiu, że w każdej chwili może zostać wymieniona na nowszy model, bez wyblakłych niteczek rozstępów na brzuchu i umysłem wolnym od bezustannej troski o dzieci wybijającej się na pierwszy plan. Kim jest ta kobieta, Augustusie?, pytały jej oczy, zdumione i szkliste, lecz na ustach wciąż majaczył uśmiech - spolegliwy, a jednocześnie zadziorny, skrywający w sobie przyjemną obietnicę. Kim ona jest? Nie znała bowiem żadnego mężczyzny, który lubowałby się w tak delikatnych perfumach.
Nawet nie miała szczególnej ochoty na zbliżenie - był to jednak jedyny znany jej sposób na to, aby skupić jego myśli na sobie, na ich małżeństwie i złożonej przed ołtarzem obietnicy. Drżąc z niecierpliwości pozbawiała go ubrań przesiąkniętych obcą, przeklętą lawendą (wiedziała już, że oto znienawidziła wszystko, co wiązało się z tym kwiatem, choć zapytana nie potrafiłaby udzielić odpowiedzi dlaczego), a potem równie gorączkowo prowadziła go do łazienki, by zmyć z niego ten zapach, szorować jego skórę tak długo i mocno, aż zrobi się różowa i przesiąknie nową wonią, róż - jej róż - które nosić będzie niczym wyróżnienie, znak ostrzegawczy przed wywłokami polujących na żonatych mężczyzn. Nic wszakże nie zwiększa atrakcyjności tak, jak niedostępność.
Sięgnij po różdżkę i potraktuj go odpowiednim zaklęciem, aby wijąc się z bólu wyznał ci prawdę, odezwał się w jej głowie dobrze znany głos, ostry i syczący, niczym leże setki żmij. Dobrze je znasz, Imogen.
Nie chcę, żeby pomyślał, że jestem jak suka, która obwąchuje swojego pana na powitanie, odcięła się w myślach, po czym posłała Augustusowi najsłodszy uśmiech, na jaki było ją stać. Nawet, jeżeli niewiele mi do niej brakuje.
— Ależ oczywiście, kochany — odparła, po czym weszła do wody i usiadła naprzeciwko niego. W wannie było ciasno, musieli oboje podkulać nogi, a i tak nie dało się uniknąć wzajemnego zaplątania w swoje kończyny. — A poza tą nudną kolacją, to jak minął ci dzień? Wyszedłeś tak wcześnie...


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#6
03.09.2023, 18:24  ✶  
Imogen miała tak piękne oczy, takie wierne, że nie mogłem nie być nimi oczarowany, szczególnie kiedy towarzyszył im ten lekko zadziorny uśmiech. Uwielbiałem go. Sprawiał, że nabierała charakteru. Dotknąłem jej policzka, powstrzymując się przed złożeniem na jej wargach pocałunku, choć cholernie mnie do niego kusiło. Nie chciałem dawać jej znaków, że może jednak moglibyśmy dziś coś więcej. Nie byłem dziś w stanie wykrzesać z siebie więcej, nie miałem mocy, nie miałem energii, ani też dostatecznego skupienia, gdyż wspomnienia mieszały mi się z rzeczywistością. Przez chwilę nawet widziałem przed oczami tę chwilę, kiedy stałem twarzą twarz z Aveliną, trzymałem jej twarz w obu dłoniach i ona patrzyła na mnie tak... Ach. Czułem się jak zdrajca, dotykając teraz tą samą dłonią mojej żony, obejmując ją tymi samymi rękoma.
Próbowałem przestać o tym myśleć, aczkolwiek nie byłem w stanie. Jedynym, co mnie od tego ratowało, to - o zgrozo! - obecność, a przede wszystkim każdy dotyk, czy to umyślny, czy też nie ze strony Imogen. Umiejętnie odwracał moją uwagę od tych skrawków wspomnień, z zamyślenia. Nie czekałem aż łaskawie sama mnie rozbierze. Robiłem to razem z nią. Pozbyliśmy się moich butów, spodni, bielizny. Stałem oto tak, jakim mnie Matka Natura stworzyła, u boku mojej kobiety, równie gołej co ja i nie mogłem ukryć tego, że mój wzrok przez ten cały czas uciekał z nieskrywaną uwagą na jej w pełni odkrytą sylwetkę, jej piersi, ramiona, wargi, oczy, nogi. Moja dłoń nie musiała czekać na rozkazy, sama mimowolnie i bez skrępowania obejmowała jej gładkie, doskonałe ciało. Nie zwracałem uwagi na rozstępy, na jakiekolwiek niedoskonałości. Dla mnie Imogen była idealna, taka jak zawsze. Ale nie była Aveliną. Avelina miała tupet. Obawiałem się, że byłaby w stanie zabić mnie w sypialni. Ale to nieistotone.
Odwzajemniłem jej uśmiech, kiedy plątaliśmy się w wannie. Kiedy tak znajdowała się z dala ode mnie, aż tak daleko, że było to drugim końcem tej niewielkiej wanny, poczułem usilną potrzebę przytulenia się do niej, zatopienia nosa w jej włosy, wąchania zapachu jej skóry.
- Chodź tu do mnie bliżej. Umyję ci plecy - poleciłem jej, zanim zacząłem opowiadać o pracy. Imogen większość czasu spędzała w domu z dziećmi, więc niekiedy bywałem jednym z nielicznych jej okien na świat. Uwielbiałem jej towarzyszyć, kiedy wychodziliśmy na nudne bale i bankiety. Niezwykle wtedy odżywała... Aczkolwiek nie znosiłem, kiedy miała babskie wieczory i znikała z domu, Merlin jeden wie gdzie. To ewidentnie wskazywało na to, że niezmiernie mi na niej zależało. - ... I jak widzisz, w pracy nie działo się nic nadzwyczajnego. Niestety... - stwierdziłem, zbierając jej włosy na jedną stronę i całując po prawym ramieniu. Z rozkoszą zamknąłem oczy i skupiłem się na tej woni. To był zapach domu, ułudy bezpieczeństwa. Uciekałem w te ramiona przed światem i troskami, nawet przed własnym Ojcem. W końcu miałem swoje obowiązki jako mąż.
- Opowiedz mi lepiej jak ci poszło w wydawnictwie - szepnąłem do jej ucha, opierając lekko, leniwie policzek na ramieniu, które przed chwilą miałem okazję obcałować. Patrzyłem na bok, na jej profil. Taki niewinny, łagodny. Gdybym mógł, chętnie zasnąłbym w tej pozycji. Zamroziłbym w czasie tę chwilę. - Jesteś taka śliczna - stwierdziłem rozmarzony.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#7
04.09.2023, 00:24  ✶  
W wannie było parno i ciasno, lecz Imogen zdawało się to nie przeszkadzać, choć nogi zaczynały boleć ją od ciągłego podkurczania. Była w stanie znieść tę drobną niedogodność, jeśli tylko będzie dane spędzić jej choć kilka chwil w jego towarzystwie, napawać się jego bliskością, triumfować nad tą, którą zostawił, by wrócić do niej, do ich domu, miękkiej pościeli ich małżeńskiego łoża. Nie mogła jednak ukryć westchnienia ulgi, kiedy zaproponował jej zmianę pozycji, toteż jednym szybkim ruchem obróciła się do Augustusa plecami. Być może nie mogła w ten sposób widzieć jego twarzy, lecz byli ze sobą bliżej, niż gdyby nadal siedzieli naprzeciwko siebie. Wsparła drobną dłoń na jego udzie, niby przypadkiem, by zaraz rozpocząć wyrachowaną wędrówkę długich palców w kierunku jego biodra. Powstrzymała się w porę, jakby przypomniała sobie nagle jego słowa o ograniczeniu się dzisiejszego wieczora do kąpieli. W rzeczywistości jednak badała grunt, kusiła, prowokowała, przesuwała granice i sprawdzała, jak bardzo podatny jest na jej zaloty.
— Naczelna pochwaliła mnie za ostatni artykuł, ale w związku z tym, że zaczyna się sezon ślubny, narzuciła mi artykuł na temat pogodzenia opieki nad dziećmi i zabawy na weselu — westchnęła, opierając głowę na jego torsie — Dawno nie byłam na żadnym weselu. Może szepnąłbyś słowo Ulyssesowi, aby nas na jakieś w końcu zaprosił? Szkoda, żeby tak dobra partia się zmarnowała na rzecz starokawalerstwa.
Zamknęła oczy, rozkoszując się melodią jego komplementów, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Jeszcze!, krzyczała spragniona pochwał psyche, lecz obiecała sobie, że nie będzie zachłanna. Odchyliła głowę na bok, prezentując łabędzią szyję, wciąż pachnącą różanymi perfumami, gotową przyjąć wilgotne korale pocałunków rozciągających się od linii żuchwy po obojczyk - jej ulubioną pieszczotę. Nie musiała nic mówić; nie chciała nic mówić, aby nie zepsuć tej chwili. Nagle wszystko inne przestało mieć znaczenie - późny powrót, zapach lawendy i uciekające spojrzenie. Była w stanie mu wybaczyć nawet zdradę, jeśli tylko wziąłby ją w ramiona i nigdy z nich już nie wypuszczał.


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#8
04.09.2023, 20:12  ✶  
Oczy mi się przymykały, kiedy otulałem ramionami Imogen w tej ciepłej wodzie, czując miękkość jej skóry, słuchając jej delikatnego głosu i wdychając te zapachy - wielobarwne, kwieciste, głównie różane. Mruknąłem z uznaniem na jej sukcesy zawodowe, zdając sobie sprawę z każdego jej mimowolnego odruchu, który budził mnie do życia i przede wszystkim do chęci baraszkowania. Moja dłoń mimowolnie znalazła drogę ku jej lewej piersi, którą delikatnie zacząłem masować.
- Narzuciła... - obruszyłem się, podnosząc gwałtownie głowę. W moim mniemaniu gazeta miała szczęście, że Imogen zdecydowała się dla nich pisać. Nie dość, że była czystej krwi, to miała za sobą wiele doświadczenia jako szlachetnie urodzenia. Wiedziała od podszewki, w jaki sposób godnie zajmować się domem, opiekować się dziećmi czy dyrygować skrzatami. Ba!, znajdowała jeszcze siłę by wieczorami - często też nocą - czekać na mnie, kiedy zasiadywałem się w gabinecie. - Bezczelna. Nie docenia, jaki skarb ma pod sobą, moja droga - odparłem do niej na pocieszenie, składając całusa tuż pod jej prawym uchem.
- Niestety, nie żyw nadziei w związku z ewentualnym małżeństwem Ulyssesa. Przyznam szczerze, że bliżej nam do trzeciego ślubu Vespery - odparłem, to drugie zdanie szepcząc jej do ucha. To wskazywało jednoznacznie na to, że to była tajemnica, której stałem się właścicielem. Właściwie, zastanawiało mnie, czy Vespera zdążyła się już podzielić z Imogen informacją o jej ciąży. Nie czułem się upoważniony do tego by robić to za nią, aczkolwiek zapewne zaraz, za drobną chwilę to zrobię, jeśli tylko Imogen pociągnie mnie za język. Jakby nie patrzeć, przyjaźniły się, więc nie uważałem tego za jakąś szczególną zdradę siostry bliźniaczki, szczególnie że niebawem wszyscy będą widzieć jej rosnący brzuch.
- Ulysses jest specyficzny, jak miałaś okazję się przekonać. Trochę dziwi mnie to, że Ojciec nie zaaranżował mu jeszcze żadnego małżeństwa. Nie wypada być tak długo kawalerem, szczególnie że jest dziedzicem rodu - pragnąłem zauważyć. Nieistotne, jakie obycie miał Ulysses, w jaki sposób podejmował decyzje, że był nad wyraz inteligentny. Żona to żona. Musiała być u jego boku prędzej czy później. Zdecydowanie lepiej prędzej, aniżeli później. Bycie w małżeństwie może nieco by go uziemiło, sprawiło, że byłby bardziej normalny, przestałby gonić za Merlin wie czym.
Cóż, przerwałem te rozmyślania, bo pewna kotka rozciągała się na mojej piersi. Musnąłem nosem jej rozpaloną szyję. Nie mogłem się powstrzymać, więc zacząłem ją obsypywać całusami. Wiedziałem, że Imogen to lubi. Robiła się jeszcze bardziej rozpalona, kochana, pożądana. Po tylu latach dosłownie bliskiej znajomości, chyba wiedzieliśmy o sobie wszystko. Niemal wszystko. Mój śmierciożerczy tatuaż zakrywało magiczne zaklęcie maskujące.
- Jesteś taka niesamowita, taka kusząca... - wymruczałem do jej szyi, gubiąc się z kolejnymi pocałunkami, wśród śladów po poprzednich. Skubnąłem jej skórę wargami, chcąc się nieco z nią podrażnić, dodać pikanterii, choć przecież jeszcze nie tak dawno, dosłownie chwilę temu myślałem coś... O czym ja myślałem? O tym, że... - Mam piękną, najpiękniejszą na świecie żonę - stwierdziłem z dumą, obejmując ją w pasie. Choć miałem ją za silną czarownicę, to kiedy tak ją obejmowałem, zdawałem sobie sprawę z tego, jaka była krucha, jaka drobna.
serpentine
beautiful mayhem
violently happy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła kobieta mierząca sobie sto sześćdziesiąt osiem centymetrów; przyglądając się jej wąskiej niczym u osy talii trudno nie ukryć zdziwienia, że wydała na świat trójkę dzieci. Twarz owalna, z dużymi bursztynowymi oczami, ciemnymi brwiami wyginającymi się w łagodne łuki, lekko zadartym nosem oraz dołeczkami w policzkach, gdy Imogen się uśmiecha. Sięgające pleców gęste kruczoczarne włosy w świetle mienią się granatowymi refleksami. Niezależnie od okoliczności odziana jest elegancko oraz zgodnie z najnowszą modą, zaś jej fryzura i makijaż pozostają nienaganne.

Imogen Rookwood
#9
04.09.2023, 23:56  ✶  
Łapczywie spijała komplementy z jego ust niczym ambrozję; w pewnym sensie tym właśnie były dla jej duszy przyzwyczajonej do słodyczy pochwał, blasku uwagi i unoszących się w nim brokatowych drobinek samouwielbienia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czym podszyte są jego słowa - ochrypłe vibrato pożądania wybrzmiewało w każdej głosce - lecz zupełnie jej to nie przeszkadzało. Wszakże i ona znajdując się tak boleśnie blisko jego nagiego ciała poddała się trawiącej ją od środka pożodze, którą tylko on potrafił ukoić. Po ośmiu latach małżeństwa wciąż czuła się jak w jego pierwszych tygodniach, kiedy w charakterystycznym dla młodości rozgorączkowaniu odkrywali zakazany dotychczas świat uniesień. W gruncie rzeczy, był jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek pragnęła.
Bezgłośne westchnienie wyrwało się z jej ust, kiedy dłonie męża rozpoczęły bezwstydną wędrówkę po jej skórze. Sama Imogen zaś pod wpływem jego dotyku stała się podobna do napiętej struny harfy; niecierpliwie wyczekiwała, aż nią poruszy, by mogła stać się częścią jego melodii.
— Nie ma nic bardziej bolesnego, wiesz? — wyszeptała — Być niedocenionym przez kogoś, komu oddaje się serce. Niekiedy czuję się niewystarczająco dobra...
Wciąż niby rozmawiali o Czarownicy, a jednak dyskretnie próbowała przemycić mu swoje emocje, sprawić, by zrobiło mu się jej żal, rozbudzić w nim poczucie winy, by już nigdy więcej nie śmiał nawet pomyśleć, o wychodzeniu na kolacje - nawet te oficjalne, jak uparcie twierdził - z kobietami pachnącymi lawendą. Jestem przy tobie, wspieram cię, urodziłam ci trójkę dzieci i dbam o to, by dla ciebie wciąż pozostać piękną i młodą, czy jeszcze ci mało?, cisnęło się na wargi, lecz w porę ugryzła się w język. Tak mocno, że aż poczuła metaliczny smak rozlewający się po jej podniebieniu.
Ach, Vespera. Na myśl o jej partnerze przez twarz Imogen przetoczył się wyraz niepokoju.
— Niepokoi mnie to, jak szybko zakończyło się jego poprzednie małżeństwo — wyznała w zamyśleniu, a jej dłoń wróciła do zaczepnej wędrówki wzdłuż uda męża; od kolana, po biodro i z powrotem — Mam nadzieję, że weźmie odpowiedzialność za nią i dziecko.
Na tym planowała zakończyć ten temat - nie miała teraz głowy do zajmowania się rzeczami trudnymi - i przywarła do Augustusa plecami. Jej oddech przyśpieszył, gdy przygniotła ją lawina pocałunków składanych na jednych z najbardziej newralgicznych miejsc na jej skórze.
Trigger Warning: *careless whisper playing softly in the background* (Odkryj)
Obróciła się nagle i uklękła naprzeciwko męża; refleksy światła w jej oczach przypominały rozgwieżdżone niebo, lecz poza tym w całej sylwetce Imogen nie było nic z niebiańskiej czystości. Pochyliła się nad mężczyzną i pocałowała go w usta, powoli i delikatnie, jakby w obawie, że się nimi poparzy. Tymczasem jej dłoń odnalazła do niego drogę, widocznie równie zniecierpliwionego i napiętego co ona, sztywniejącego pod wpływem jej dotyku.
— Kochasz mnie?


[Obrazek: 55rG7le.png]
please,  dance with me in the  dark
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#10
08.09.2023, 21:40  ✶  
Miałem wyrzuty sumienia. Niemalże o nich zapomniałem, ale jej słowa sprawiły, że na nowo pojawiły się we mnie w postaci paskudnego smaku goryczy. Zdrajca - dokładnie nim byłem, wracając ze spotkania z niedoszłą kochanką, z którą się całowałem, do domu, do żony, do naszej sypialni i na dodatek spijałem z jej skóry nuty namiętności, jak gdybym miał do nich jakiekolwiek prawo. Nienawidziłem siebie za to, gdyż szanowałem Imogen i w tym poszanowaniu również kochałem. Była matką moich dzieci, przede wszystkim moją żoną. Cóż, jedną z trzech najważniejszych kobiet w moim życiu... Trzech. Nie byłem w stanie tak podzielić swojej miłości by każdą z nich zadowolić. Byłem przeklęty.
Mimo tych wszystkich przemyśleń, paskudnego uczucia w podbrzuszu, wyrzutów sumienia, wykrzesałem z siebie uśmiech. Trąciłem nosem jej ucho i szepnąłem:
- Nie myśl w ten sposób. Jesteś wystarczająco dobra. Jesteś najlepsza.
Zrobiłem to bez zawahania, bez mrugnięcia okiem, bez zająknięcia. Podła umiejętność kłamania w żywe oczy. Nie byłem z tego dumny, ale nie chciałem by Imogen była smutna, by czuła się zdradzona czy porzucona. Zasługiwała na wszystkie pokłady mojej miłości, ale... Ale wciąż myślałem o Avelinie, która również używała czerwonej szminki, ale była inna, zupełnie inna. Czasami mnie denerwowała i kusiła bym był dla niej paskudny, ale miało to swój urok. Ale, ale, ale... Jej tu nie było i nie będzie. Nie mogło być. Już to sobie postanowiłem, przekalkulowałem. I nie było tematu, był z kolei problem Vespery.
- Musi wziąć - odparłem, a za tymi słowa kryło się znacznie więcej słów, które obiecałem sobie, co poczynię, jeśli tylko waży się zranić Vesperę. Porozmawiam sobie z nim i nie tylko. Zrobię tysiące złych rzeczy, jeśli tylko moja siostra bliźniaczka uroni choć jedną łzę.
I te myśli, tak paskudne, te jedne i te drugie, wyrwały mnie na dłuższą chwilę z okowów napięcia romantycznego między nami. Było tak wiele spraw, które trzeba było dopatrzyć, a czas uciekał, przepływał między palcami, pędził. Pędził...
Pewnie bym odpływał w te przeróżne, negatywne wizje, gdyby nie obecność mojej małżonki. Jej dotyk sprowadzał mnie na ziemię, do wanny, do naszej dwójki splecionej w leniwym tańcu. Uśmiechałem się, dając jej odrobinę przyjemności. Dostawała delikatnej, gęsiej skórki i miała przy tym tak błogi wyraz twarzy, nieobciążony troskami ani nerwami, że zapierał mi dech w piersiach. Jej oczy lśniły, kiedy łączyła swoje wargi z moimi.
- Oczywiście, że cię kocham - szepnąłem i tym razem nie kłamałem. Kochałem ją i właśnie zaciskałem dłonie na wannie z rozkoszy, z powodu jej towarzystwa, jej dotyku, jej gry. Obudziła mnie do życia, choć nie spodziewałem się bym mógł, bym był w stanie, bym chociaż chciał. Zostałem zgubiony i jednocześnie odnaleziony. Objąłem ją dłońmi, całując w tym szale ciał, przyciągając do siebie, sprawdzając, czy jest równie gotowa co ja, czy ponownie mogliśmy być niczym jedno ciało, spleceni.
Nie miałem pojęcia, zielonego ani różowego, skąd się brała we mnie ta usilna potrzeba bliskości. Brała się może z głębi, ze zwierzęcych instynktów, potrzeby posiadania pary, bycia adorowanym. Rozmnażania się. Wspólnego polowania na ofiary, heh. Gubiłem się w tym, w uczuciach, jak gdyby były wiedzą zakazaną.
Jedno było jednak pewne, że ponownie się kochaliśmy - i w słowie, i w czynie. Obejmowaliśmy się, sprawdzaliśmy każdy skrawek naszego ciała, trzymaliśmy się siebie, nie chcąc stracić równowagi, a woda chlupała na podłogę, czyniła coraz większe kałuże. Każdy pocałunek był najlepszym, każdy szept najdroższym, każda myśl spójna - o niej, pięknej i delikatnej. Miałem ją swoich ramionach i wspominałem wszystkie te sytuacje, kiedy tańczyliśmy na parkiecie, tak blisko, a zaraz tak daleko, spleceni pożądaniem, o którym nie mogliśmy pozwolić znać tłumowi wokół, tej całej gawiedzi, śmietance towarzyskiej. Jedynie nasze spojrzenia spotykały się, wargi rozchylały w niemych obietnicach... Ale to już było, minęło. Teraz nie próbowaliśmy być cicho.
Zapach róż unosił się wokół nas, kiedy umęczeni i zziajani postanowiliśmy opuścić wodę. Ostygła, ale jakoś nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Otuliłem małżonkę szlafrokiem, otarłem jej mokre ramiona, składając kolejny pocałunek na jej szyi, chwilę później na policzku i ustach. Nie, nie chciałem więcej. Nie potrzebowałem więcej. Pragnąłem by pamiętała, że jest ważną, że ją kocham. Byłem tu.
- Myślisz, że zasnę bez eliksiru nasennego...? - zapytałem, szukając spojrzeniem zarówno swojej różdżki, jak i fiolek. Przeczesałem zakłopotany włosy. Zapewne były w niemałym nieładzie. Zdałem sobie też sprawę z tego, jak łątwo było mi tracić gardę w sypialni. Zapewne wszystkie rzeczy zostały w ubraniach. Może to dobrze... Przynajmniej widok fiolki nie przypominał mi o pochodzeniu eliksiru.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (2910), Imogen Rookwood (2229)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa