Nie tak dawno temu Olivia przybiegła do Aveliny z palącym problemem, jakim było nierozważne zjedzenie cukierka, przez który rymowała. To było zaledwie tydzień temu, ale Quirke najwyraźniej szybko zapominała o obietnicach (tak, Ave, na pewno nigdy już nie wezmę niczego od obcej osoby, obiecuję), bo postanowiła że czas na zmiany. Cholera wie, co ją skusiło, ale postanowiła że kupi jeden z tych świetnych szamponów, które reklamowali ostatnio na plakatach. Mucha nie siada, włosy będą jak tafla jedwabiu.
Olivia nigdy nie przykładała zbytniej uwagi do wyglądu, ale trzeba było przyznać, że plakaty były naprawdę kuszące. Efekty, które widziała na ruchomych zdjęciach, były naprawdę obiecujące. Z tym, że Quirke nie do końca przemyślała sprawę. Szampon był dość drogi - i niby wiadomo, że za efekty się płaci, lecz gdy przechodziła Horyzontalną i zobaczyła ulicznego handlarza z taką samą butelką, to nie pomyślała, że powinna uważać. Zapłaciła mu prawie połowę mniej, niż kosztował oryginalny kosmetyk, i zadowolona wróciła do domu. A potem...
No cóż. Dobrze, że rodzice byli w pracy, bo gdy rano się obudziła, to na głowie miała kaktusa. Prawdziwego, wysokiego na kilkanaście centymetrów kaktusa, takiego z kolcami. Wyrastał idealnie ze środka głowy, z samego czubeczka. Cud, że matka na dole nie usłyszała jej wrzasku - bo miała wrażenie, że cała Pokątna go słyszała.
W pośpiechu napisała do Aveliny list. To była sytuacja KRYTYCZNA.