Po opuszczeniu terenu, na którym odbywał się ten sabat i dotarciu na Ulicę Pokątną skierowali się prosto na Aleję Horyzontalną. Tam mieściła się kamienica, w której Leon wynajmował swoje mieszkanie. Składało się na nie: krótki przedpokój, niewielki salon i kuchnia, łazienka oraz należąca do niego sypialnia. Na niego samego było to wystarczająco. Natomiast jeśli odwiedzali go znajomi w większej liczbie niż dwóch to mogło zrobić się trochę za ciasno. Gdyby miał dziewczynę to pewnie też musiałby poszukać czegoś większego dla nich, aby było więcej przestrzeni.
Mieszkanie Leona było przytulne, utrzymane w cieplejszych barwach. Nie brakowało tutaj pamiątek i oprawionych w ramki fotografii, a nawet stało tutaj kilka niewielkich doniczek z roślinami. W powietrzu była wyczuwalna woń kadzideł. Tym razem o zapachu białej szałwii. Nie brakowało też ustawionych na stole i parapecie świec. Charakterystycznym elementem były posiadane przez niego wszystkie przedmioty powiązane z przepowiadaniem przyszłości.
— Rozgość się. Zrobię ci herbaty. — Wskazał Olivii ciemnozieloną kanapę. Pozostawił ją na chwilę aby wybrać ze swojego bogatego zbioru herbat liściastych taką, która będzie dla niej odpowiednia. Wybrał kwiat lawendy. Odpowiednią ilość suszu nasypał do filiżanki. Dla siebie z kolei wybrał miętę z lukrecją. Jak tylko zagotowała się woda to napełnił nią obie stojące na spodeczkach filiżanki. Ustawił obie obok siebie na tacy, dostawiając cukiernicę oraz talerz pełen kawałków bloku czekoladowego. Zaniósł to wszystko do salonu. Tacę postawił na stoliku do kawy. Przeznaczoną dla Olivii filiżankę wraz ze spodeczkiem postawił przed nią na stoliku jako pierwszą. Swoją postawił jako drugą. Cukiernicę i talerz z kawałkami bloku czekoladowego przestawił jako ostatnie.
— Mogę coś jeszcze zrobić? —Zapytał przysiadając na skraju kanapy, obok niej.