28 czerwca 1972r.
ul. Pokątna, Londyn
ul. Pokątna, Londyn
Dzisiejszy dzień był pochmurny. Możliwe były zapowiadane opady deszczu. W odstępach czasowych pojawiała się mżawka. Nie było przesadnie ciepło a wilgotne powietrze było przyjemne. Po godzinach pracy, Nicholas udał się do banku Gringotta aby wybrać z niego parę galeonów ze swojego konta. Musiał przez to odbyć swoją konwersację i przejażdżkę z goblinami. Ale dostał to, po co przyszedł. Nie myślał o tym, aby spotkać wuja czy z nim porozmawiać. Nie było mu po drodze do biur klątwołamaczy. Nie miał też powodu tam się udawać. Miał inne sprawy na głowie.
Opuszczając budynek, poprawił letni czarny płaszcz i wsadził dłonie do kieszeni, kierując się w znanym sobie kierunku. W pewnym momencie, skręcił w boczną uliczkę. Obejrzał się za siebie, jakby w upewnieniu, że nikt za nim nie podążał. Choć kto by mógł? Ruszył dalej, gdzie już ktoś na niego czekał.
Postać młodsza od niego, odziana w czarną szatę, aby nie rzucać się za bardzo w oczy. W bocznej uliczce, gdzie światło w nocy ledwo dosięgało, czekał niczym w umówionym miejscu. Nicholas do niego podszedł, witając pytaniem czy ktoś go widział. W godzinach szczytu, mało kto zwraca na innych uwagę. I łatwiej dzięki temu wmieszać się w tłum. Chłopak, widocznie wykonywał usługę dla Traversa, przynosząc mu pewne informacje. Spisane na pergaminach. Czego mogły dotyczyć? Wiedzieli tylko oni. Nicholas zapłacił mu w odliczonych galeonach. Tyle, ile mogła wynosić usługa. Szczegółów wykorzystania informacji, młody nie musiał znać. Nicolas schował dokumenty do swojej torby, będąc także czujnym na otoczenie. Pożegnał z nim. Krótki interes zakończony. Chłopak teleportował się, znikając z uliczki. Nicholas skierował się do wyjścia na ulicę Pokątną, poprawiając kołnierz płaszcza.
W momencie, kiedy wyszedł na chodnik głównej ulicy, zaskoczył go widok członka rodziny, akurat na tym skrzyżowaniu. Musiał przechodzić tędy. Postanowił nie wychylać się. Cofnął i odczekał aż ten przejdzie dalej. Nie miał ochoty na rodzinne konwersacje. Wystarczy mu już było tego w ostatnich dniach.
Po pewnym czasie, wychylił się z uliczki i zauważył już znikające w tłumie jego plecy. Odetchnął z ulgą i wyłonił się z uliczki, chcąc zmierzać w drugą stronę, kiedy przed nim nagle urosła postać innej znajomej persony. Aż podskoczył, jakby ducha zobaczył.
- Na Merlina... Rodolphus.Odetchnął z ulgą. Lepiej trafić na niego, niż inną osobę. Nie był pewny, czy zauważył go ukrywającego się wcześniej, czy też nie. Nicholas potrzebował chwili, aby wyzbyć się tej nuty strachu.