• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[28.06.1972] Spotkanie na Pokątnej | Rodolphus & Nicholas

[28.06.1972] Spotkanie na Pokątnej | Rodolphus & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#1
21.01.2024, 13:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


28 czerwca 1972r.
ul. Pokątna, Londyn


Dzisiejszy dzień był pochmurny. Możliwe były zapowiadane opady deszczu. W odstępach czasowych pojawiała się mżawka. Nie było przesadnie ciepło a wilgotne powietrze było przyjemne. Po godzinach pracy, Nicholas udał się do banku Gringotta aby wybrać z niego parę galeonów ze swojego konta. Musiał przez to odbyć swoją konwersację i przejażdżkę z goblinami. Ale dostał to, po co przyszedł. Nie myślał o tym, aby spotkać wuja czy z nim porozmawiać. Nie było mu po drodze do biur klątwołamaczy. Nie miał też powodu tam się udawać. Miał inne sprawy na głowie.

Opuszczając budynek, poprawił letni czarny płaszcz i wsadził dłonie do kieszeni, kierując się w znanym sobie kierunku. W pewnym momencie, skręcił w boczną uliczkę. Obejrzał się za siebie, jakby w upewnieniu, że nikt za nim nie podążał. Choć kto by mógł? Ruszył dalej, gdzie już ktoś na niego czekał.

Postać młodsza od niego, odziana w czarną szatę, aby nie rzucać się za bardzo w oczy. W bocznej uliczce, gdzie światło w nocy ledwo dosięgało, czekał niczym w umówionym miejscu. Nicholas do niego podszedł, witając pytaniem czy ktoś go widział. W godzinach szczytu, mało kto zwraca na innych uwagę. I łatwiej dzięki temu wmieszać się w tłum. Chłopak, widocznie wykonywał usługę dla Traversa, przynosząc mu pewne informacje. Spisane na pergaminach. Czego mogły dotyczyć? Wiedzieli tylko oni. Nicholas zapłacił mu w odliczonych galeonach. Tyle, ile mogła wynosić usługa. Szczegółów wykorzystania informacji, młody nie musiał znać. Nicolas schował dokumenty do swojej torby, będąc także czujnym na otoczenie. Pożegnał z nim. Krótki interes zakończony. Chłopak teleportował się, znikając z uliczki. Nicholas skierował się do wyjścia na ulicę Pokątną, poprawiając kołnierz płaszcza.

W momencie, kiedy wyszedł na chodnik głównej ulicy, zaskoczył go widok członka rodziny, akurat na tym skrzyżowaniu. Musiał przechodzić tędy. Postanowił nie wychylać się. Cofnął i odczekał aż ten przejdzie dalej. Nie miał ochoty na rodzinne konwersacje. Wystarczy mu już było tego w ostatnich dniach.

Po pewnym czasie, wychylił się z uliczki i zauważył już znikające w tłumie jego plecy. Odetchnął z ulgą i wyłonił się z uliczki, chcąc zmierzać w drugą stronę, kiedy przed nim nagle urosła postać innej znajomej persony. Aż podskoczył, jakby ducha zobaczył.

- Na Merlina... Rodolphus.
Odetchnął z ulgą. Lepiej trafić na niego, niż inną osobę. Nie był pewny, czy zauważył go ukrywającego się wcześniej, czy też nie. Nicholas potrzebował chwili, aby wyzbyć się tej nuty strachu.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#2
02.03.2024, 10:06  ✶  
Wracał z pracy dość nieśpiesznym krokiem. Musiał po drodze coś załatwić, pewne rzeczy przemyśleć. Zostać też odrobinę dłużej, bo spotkanie z Cynthią się przedłużyło. Odkąd mieszkał z Nicholasem, starał się tak układać swój plan dnia, by nie siedzieć mu wiecznie na głowie, by móc wracać o różnych porach, ale jednocześnie by nie przeciągać struny. Mógł czuć się w jego mieszkaniu komfortowo, ale wciąż nie był u siebie. Więc robił tak, by im obu było dobrze, tak po prostu, bo tego wymagała kultura, której był nauczony. I jakoś taki miał odruch przy Traversie. Do teraz nie rozumiał, co zrobił, że Nicholas zgodził się go przyjąć pod swój dach, pomagał mu i był nad wyraz miły. Nie był do takiego przyzwyczajenia traktowany. Doskonale radził sobie z reakcjami na kpiny, dyskomfort czy złość, ale na uprzejmość? Musiał się uczyć tego na żywym organizmie. Mógł popełniać błędy. Ale to było zawsze cenne doświadczenie.

Zwracał uwagę na otoczenie, ale nie dostrzegł ukrywającego się Traversa. Nie spodziewał się go tu, nie śledził go. Nie skanował otoczenia tak intensywnie, jak zawsze. Po prostu szedł do jego - ich? - mieszkania po długim dniu w pracy, by odpocząć. Zalec na kanapie, przejrzeć dzisiejszą prasę, na przejrzenie której zabrakło mu czasu rano. Gdy więc ten wyszedł zza rogu, był równie zaskoczony. Ale Nicholas pobladł, wyglądał jakby zobaczył ducha. Nawet podskoczył. Odruchowo uniósł brwi, bo przecież nigdy nie widział go w takim stanie.
- Wszystko w porządku? - zadziałały jakieś odruchy, które jego organizm miał opanowane do perfekcji. Dłoń sięgnęła do wewnętrznej kieszeni marynarki, by Lestrange mógł zacisnąć palce na rękojeści różdżki, a wzrok odruchowo powędrował za plecy Traversa, bo przecież istniała taka możliwość, że ktoś go gonił lub śledził. Zbliżył się do Nicka, chwycił go za przedramię i przesunął tak, żeby mężczyzna stanął odrobinę z boku. Wyraz jego twarzy zmienił się niemal od razu. Z zaskoczenia przybrał zacięty wyraz, zupełnie tak, jakby... Miał zamiar cisnąć zaklęciem w kogokolwiek, kto by w tej chwili wyszedł zza rogu? Skąd ta nagła potrzeba troski o drugą osobę?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#3
03.03.2024, 02:13  ✶  

Nie spodziewał się, że na swojej drodze spotka kolegę. Miał swoje małe potajemne spotkanie z informatorem, ale nieprzewidywalnie, widział członka rodziny na ulicy, więc schował się, aby przeczekać na jego zniknięcie w tłumie. Ale kiedy wyłonił się z zaułka i wpadł prawie na Rodolphusa, to nic dziwnego, że się wystraszył. Rzadko mu się to zdarzało. 

- Wystraszyłeś mnie.
Odpowiedział inaczej na jego pytanie. A że miewał problemy z sercem, potrzebował trochę czasu aby dojść do siebie. Nie spodziewał się jednak, że kolega odciągnie go na bok. Dotknie za przedramię. Przyjrzawszy mu się… Czy on właściwie odwalał rolę jego ochroniarza? Skoro już został przesunięty na bok, pozwolił się oprzeć ramieniem o ścianę kamienicy.
- W porządku. Nic się nie dzieje.
Zapewnił od razu, kiedy zauważył jak Lestrange najpewniej pochwycił ukrytą w swoim odzieniu różdżkę. Od razu dotknął jego przedramienia. Chcąc zapewnić, że nie ma takiej potrzeby, aby interweniował. Nikt go nie gonił. Nikt nie ścigał. Chyba, że faktycznie Rodolphus kogoś zauważył?
- Nie miałem ochoty na spotkanie z wujem. Przechodził tędy. Jest dobrze.
Trochę brzmiał tak, jakby unikał spotkania ze swoją rodziną. Poniekąd tak było. Wystarczało mu same wysyłanie listów. Na razie od wyjców był wolny. Miejmy nadzieję, że na dobre.

Zorientowawszy się, że tak go trzyma, puścił w końcu rękę, opuszczając swoją. Doceniał jego troskę, tę tak zwaną opiekuńczość, jaką się teraz niespodziewanie wykazał. Ale szczerze nie musiał.

- Skończyłeś już pracę?
Zmienił temat, jakby może próbował odwrócić uwagę tematu? Nie był jakimś specjalistą od podejmowania randomowych rozmów. Zwyczajnie milczał, albo udzielał jedynie odpowiedzi na pytania.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#4
03.03.2024, 09:56  ✶  
Właśnie przez to, że rzadko mu się to zdarzało, Rodolphus pozostawał czujny. Przesunął go, sięgnął po różdżkę. Nie miał pojęcia, co Travers tam robił, ale wyglądał, jakby się spieszył. Być może przed kimś uciekał? To mu wystarczyło do tego, by założyć, że coś jest nie tak. Zapewnienia Nicholasa że jest w porządku i nic się nie dzieje, miał w tej chwili za nic. Bo przecież to był naturalny odruch: uciekać przed czymś, o czym nie chciało się mówić, i powiedzieć że jest okej, gdy wpadło się na kogoś, kto na tej sytuacji przyłapał. Gdy ten jednak dotknął jego przedramienia i powtórzył, że jest w porządku, Lestrange rzucił mu dziwne spojrzenie. Ostrożnie opuścił rękę.
- Słowo daję... - mruknął, kręcąc głową. Całe to zamieszanie o rodzinę? Wiedział co prawda, że Nicholas za nimi nie przepadał, ale żeby aż tak? Nie miał pojęcia kto był jego wujem ani jakie mieli stosunki, ale pamiętał co Nick mówił o swojej babce. Lestrange westchnął, przeniósł ciężar na jedną nogę i wcisnął ręce do kieszeni. Skoro mówił po raz kolejny, że jest dobrze, to w porządku - niech mu będzie.

To, co zrobił Rodolphus, było zupełnie odruchowe i nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie poświęcił temu większej uwagi, zwłaszcza że Nick zmienił temat. Kiwnął głową potwierdzająco. To było dziwne pytanie, bo przecież skoro tu był, to było oczywiste, że skończył pracę. Chociaż w sumie to i nie do końca, bo przecież Lestrange miał w zwyczaju szlajać się po Londynie i poza nim, gdy tylko pewne osoby tego sobie zażyczyły. Ale teraz był wolny, szedł do mieszkania i miał zamiar po prostu odpocząć. A na pewno nie planował niemal zderzać się z kimkolwiek. Był akurat po spotkaniu z Cynthią, musiał wysłać sowę do Roberta z kilkoma informacjami. Ale to mogło poczekać, przecież Mulciber nie musiał wiedzieć, że Rodolphus był na każde jego zawołanie i robił wszystko od razu. Chociaż... być może to już wiedział. Pewnie tak.
- Tak - odpowiedział, lustrując go wzrokiem. Zastanawiał się, co on by zrobił, gdyby na ulicy dostrzegł kogoś ze swojej rodziny. Przed bratem by nie uciekał, przed ojcem i matką... Być może? Unikał ich jak ognia, zbywał listownie, mówił że jest zapracowany. Wierzyli mu, bo to była prawda. Odkąd rozpoczął pracę w Departamencie Tajemnic, praktycznie nie bywał w rodzinnym domu czy w posiadłości Lestrange'ów. Od zawsze ich unikał - nawet tych, którzy pracowali w Ministerstwie. Teraz być może odrobinę się to nasiliło. - Ty, z tego co widzę, też.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Travers zmieniał temat. Nie drążył, bo akurat w tym przypadku szanował granice. I tak Nicholas mówił mu więcej, niż inni i niż sam by podejrzewał, że kiedykolwiek powie. Nie wiedział jednak o chorym sercu. Być może gdyby wiedział, to nie wziąłby jego reakcji tak poważnie, jak przed chwilą. Kusiło rzucić jakimś sarkastycznym komentarzem, ale się powstrzymał. Nikomu to nie było potrzebne: ani Nickowi, ani jemu. Przeczesał więc włosy i westchnął.
- Chodź, nie będziemy przecież stać na ulicy - w zasadzie mógłby jeszcze skoczyć do sklepu po kilka rzeczy, ale to zrobi jutro. Odechciało mu się. Nie to, żeby wcześniej mu się chciało, bo nienawidził robić zakupów, nawet jeżeli tyczyło się to książek, prasy czy uzupełnienia pergaminów i piór. Jeśli o to chodziło, to odkładał to w czasie jak tylko mógł. Z reguły zabierał się od razu do wszystkiego, ale... Nie był idealny. Nikt nie był. - Planowałem zajść do siebie zabrać rzeczy, będziemy przechodzić obok.
W sumie to nie planował, ale nie zaszkodzi to zrobić. Wizytę w swoim mieszkaniu też odwlekał. Były takie sytuacje, w których zachowywał się jeszcze gorzej, niż zwykle.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#5
06.03.2024, 03:00  ✶  

Przed kim niby miał uciekać? Nic takiego miejsca nie miało. Nicholas po postu schował się, aby członek rodziny go nie spotkał. Nie miał dzisiaj ochoty na rodzinne pogaduszki. Do Rodolphusa chyba nic nie docierało, co powiedział Nicholas.

- Nic się nie dzieje. Zaufaj mi.
Dodał już bardziej stanowczo. Doceniał to, że kolega się o niego troszczył, ale nie przesadzajmy. Dlatego też Travers zareagował czynami, dotykając jego przedramienia, gdzie pochwycił różdżkę. Było dobrze. Jego rodzina, jego problem. Czyż Rodolphus nie miał podobnej sytuacji? Związanej ze swoją narzeczoną? Choć na Traversie nie nakładano nacisku na ożenek, tak u Lestrange’a było w sumie inaczej. Poważniej. Być może w ostatnich dniach kolega z pracy, zrozumiał, dlaczego Nicholas unikał tematu zakładania własnej rodziny. Niefortunnie ten obowiązek zwalając na brata.

Lestrange odpuścił. Traversowi nieco ulżyło, gdyż znajdowali się w miejscu publicznym, a na pewno żaden z nich nie chciał za bardzo na siebie zwracać uwagi. Pracę skończyli oboje, może w różnych, zbliżonych godzinach. Zdarzało się co prawda, że siedzieli po godzinach. Na zmianę, razem, albo i w ogóle, wracając do domu razem. Aby jednak nie wzbudzać za bardzo podejrzeń, że Lestrange mieszka u niego, aby uniknąć pewnych nieprzyjemnych plotek, wychodzili do pracy i wracali z niej o różnych godzinach.

Nicholas dla potwierdzenia słów, skinął głową. Skończył pracę. A był tutaj między tymi zaułkami, bowiem odbierał od kogoś pewne informacje. Zgodził się także ruszyć dalej, nie chcąc zbyt długo pozostać w jednym miejscu. Zawału nie dostał. Żyje. Mogli iść dalej.

- Przy okazji możemy wstąpić do sklepu i uzupełnić zapasy żywnościowe.
Zaproponował przy okazji. Skoro i tak będą w mieszkaniu Rodolphusa porzeczy, to nie problem zrobić od razu po drodze inne zakupy. We dwoje pójdzie nawet sprawnie. Za jedną drogą. Chyba że szanowny kolega, wolałby mieszkanie swoje odwiedzić samodzielnie.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#6
07.03.2024, 18:59  ✶  
Zaufaj mi... Gdyby to było takie proste. Lestrange stracił zaufanie do całego świata i prawie wszystkich ludzi, którzy po nim chodzili. Niektórym pozwalał na więcej, przed niektórymi nawet ostrożnie się otwierał, ale to wszystko. Nie ufał na tyle, by w ogóle pomyśleć o kimkolwiek w kontekście zaufania. Robertowi też do końca nie ufał. Podejrzewał, że Nicholas był w tej chwili najbliżej zdobycia jego zaufania, ale do tego potrzebował czasu.
- Możemy - odpowiedział w końcu, dopiero teraz się rozluźniając. Mniej-więcej, bo jednak nie był w stanie tego zrobić tak do końca. Nie w miejscu publicznym. - Powinienem też uzupełnić zapas eliksirów. Jak będziemy obok, wejdę i odbiorę.
Nie zapomniał o tym, ale czas miał do końca tygodnia. Miał też swój zapas w mieszkaniu, ale ten się kurczył. A niestety ale bez eliksirów nie był w stanie zasnąć. Potrzebował ich w dużej ilości - na tyle silnych, żeby zapewniły odpoczynek bez snów, ale na tyle słabych, by nie zwalały od razu z nóg. Nie lubił całkowitej odcinki, nienawidził tego uczucia gdy nagle tracił świadomość. Zdecydowanie wolał, gdy wszystko działo się powoli, stopniowo. Gdy mógł się przygotować.
- Prowadź, w takim razie - unikali wspólnego wychodzenia i przychodzenia do pracy, ale zakupy mieli robić razem. Nie skomentował tego jednak, bo i po co. Dorośli byli, mogli robić co chcieli, a nie było żadną tajemnicą, że dwaj Niewymowni się znali. Co prawda dbali o to, by ich relacja nie wyszła na światło dzienne - z różnych powodów, ale gdyby panicznie unikali spotkań ze sobą w miejscach publicznych, to dopiero mogłoby dać niektórym do myślenia. Lestrange poczekał, aż Nick ruszy pierwszy, gdy będzie gotowy. Nie wyglądał dobrze, chociaż zdecydowanie lepiej niż przed chwilą. Zastanawiało go to, czemu tak mocno się wystraszył. Ale nie miał zamiaru dopytywać i ciągnąć go za język. Jak będzie chciał, to sam powie. Jak nie, uszanuje to. Sam doceniał w Traversie fakt, że nie drążył i nie dopytywał o niektóre sprawy.

Szedł obok, bez trudu dotrzymując mu kroku. Wcisnął ręce w kieszenie - nie miał ze sobą teczki, dzisiaj nie zamierzał pracować w domu. W ogóle unikał zabierania pracy poza mury Ministerstwa. Nie miał ambicji na awans, nie musiał więc pracować ponad siły. A ostatnio i tak miał za dużo na głowie, jakby sobie wziął więcej na łeb, mogłoby to zachwiać nim bardziej, niż by chciał. A ostatnimi czasy bardzo starał się odzyskać równowagę. Nie do końca to wychodziło, ale było z nim zdecydowanie lepiej, niż te kilka dni temu. Wyglądało na to, że pozbierał się naprawdę szybko. Albo dobrze udawał.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#7
08.03.2024, 14:06  ✶  

Rodolphus nie bardzo miał wybór i dobrze było dla niego, że chociaż teraz, w tej chwili zaufał Nicholasowi. Nic się nie działo. Nic się nie stało. Po prostu Travers pierwszy raz został niespodziewanie zaskoczony pojawieniem nagle niespodziewanej osoby. Niby był czujny na otoczenie, a tu nagle Rodolphus mu wyrósł z chodnika. Gdzie wzrokiem wcześniej podążał za plecami członka swojej rodziny. Zwyczajny przypadek. U każdego może się to zdarzyć.

Mimo zaufania, jakim siebie darzyli w pewnych granicach ostrożności, to jak na niewymownych przystało, nie wtrącali się do innych spraw prywatnych. Tajnych, o których nie musieli nic wiedzieć. Przy współpracy z Mulciberem, obaj tego się nawet mogli nauczyć. Douczyć i doświadczyć.

- Nie ma problemu. Wejdziemy gdzie będziesz chciał. Albo poczekam na zewnątrz i odbierzesz.
Nie miał nic przeciwko. Jak coś mieli po drodze, mogli to ogarnąć. Wielu pracowników z Ministerstwa, wracało razem. Nic podejrzanego. Nawet najczęściej to widać w grupkach kobiecych czy męskich. Młodych ludzi. Więc i ich sytuacja nie powinna za bardzo wzbudzać podejrzeń. Biorąc też pod uwagę to, że pewnie nadal wierzono o trwałych zaręczynach Lestrange’a z Black.

Nicholas doszedł do siebie, ale nie wiedział, że zdradzał po sobie jeszcze odznaki bladości na twarzy, która powoli zanikała. Być może wywołany przypadkiem strach, naruszył objawy jego choroby. Na szczęście jednak, nie skończyło się to tragicznie.

Najbliżej mieli po drodze spożywczy, więc tam wstąpili. Nicholas kupił szczególnie produkty żywnościowe bez laktozy i w większości warzywne i owocowe. Wziął też napoje i jeżeli było coś, co preferował Rodolphus, zachęcił go do wzięcia. Żeby nie było, że będzie zmuszony jeść tylko to, co mógł w sumie sam Nicholas. Mieszkają razem, przynajmniej przez jakiś czas, to niech też czuje się jak u siebie.

Kiedy to mieli załatwione, opuściwszy sklep, ruszyli ulicą dalej. Być może zbliżali się do jednego z punktów związanego z eliksirami.
- Tutaj? Czy w innym miejscu masz odbiór?
Zapytał, wskazując na jeden ze sklepów z eliksirami jakiejś uzdrowicielki. Nie miał pojęcia, u kogo Rodolphus zamawia i kupuje. Nicholas eliksiry kupował od znajomej. Bezpośrednio.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#8
09.03.2024, 20:36  ✶  
Lestrange był cholernie trudnym współlokatorem. Nie dlatego, że brudził, marudził czy próbował przestawiać mu rzeczy - bo tak się nie działo. Było właśnie na odwrót: akceptował wszystko to, co było w domu Nicholasa bez żadnego zająknięcia. Nie wprowadzał swoich zmian. Nie sugerował, że coś mogłoby być inaczej. Dopasowywał się do tego, jak Travers żył. Jadł to, co on, nie naciskał w żaden sposób i nie wprowadzał do jego domu żadnego elementu, który by sugerował o tym, że mieszka tam ktoś inny. Oprócz, oczywiście, ubrań i innych podstawowych elementów życia codziennego. Był... Był cholernie przewidywalny i tak bezproblemowy, że dla niektórych to naprawdę mogło urastać do rangi ogromnego problemu. Niektórzy chcieli, by druga osoba wykazywała inicjatywę, poczuła się jak w domu. Ze strony Rodolphusa tej inicjatywy absolutnie nie było.

Może być. Jak chcesz. Dostosuję się. Czy gdyby powiedział, że nagle chce przemalować mieszkanie na różowo, to by protestował? Czy może zapytałby jaki odcień farby preferuje? Irytujące. Ale przynajmniej nie wyglądało na to, by Rodolphusowi przeszkadzało jedzenie tego, co jadł Nick. Nie wyglądał, jakby się zmuszał. W zasadzie automatycznie przyjął sposób żywienia Traversa, jakby to była zupełnie naturalna, odruchowa reakcja na sytuację, w której się znaleźli. W zasadzie gdyby ktokolwiek ich spotkał, to pewnie uznałby, że Lestrange przyszedł tu dla towarzystwa. Tak po prostu. Chociaż to byłoby dziwne, bo z reguły unikał jakiegokolwiek towarzystwa w pracy i poza nią. Ale na ich szczęście nikogo znajomego nie dostrzegli. Być może ktoś ich zobaczył, ale nie podszedł. W sumie nic dziwnego, obaj raczej nie uchodzili za dusze towarzystwa.

Ruszyli dalej, a gdy Nicholas się odezwał, Rodolphus pokręcił głową.
- Trochę dalej. To mniejszy sklep - mniejszy, ale nie oznaczało, że gorszy. - Czas oczekiwania jest krótszy.
Cena nie grała dla niego roli - zapłaciłby każdą sumę, by móc spokojnie spać. Ale nie oznaczało to, że lubił przepłacać. Po prostu pieniądze nigdy nie stanowiły dla niego jakiejś specjalnej przeszkody nie do przejścia. Ale nie uznałby siebie za rozrzutnego. Sklep, do którego kierował się Lestrange, miał obrzydliwie pospolitą nazwę. "Eliksiry Milly". Na sto procent właścicielka sklepu nazywała się Milly.
- Jak chcesz, możesz zaczekać, nie powinno to potrwać długo - powiedział, naciskając klamkę. Otworzył drzwi, a z wnętrza sklepu natychmiast wyleciała fiolka. Minęła jego głowę o kilka centymetrów i rozbiła się na ulicy, na szczęście również mijając Nicholasa.
- Ty parszywy gnoju, jak śmiesz twierdzić, że wcisnęłam ci jakieś gówno! - ouć. To chyba nie było do nich?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#9
10.03.2024, 13:29  ✶  

Taki współlokator, który nie kręci nosem, jest bezkompromisowy, akceptuje wszystko, dostosowujący się do gospodarza, był niekiedy na wagę złota. Choć Nicholas dawał wolną rękę koledze, ten po prostu... no dostosowywał się. Co było wręcz niespotykane. Ale i szanowane. Dlatego Traversowi mieszkanie z nim nie przeszkadzało, nie sprawiało problemu. Nawet pozwalał mu zostać tak długo, jak tego sam Rodolphus potrzebował.

Travers nie miałby w sumie nic przeciwko temu, jeżeli padłaby jakaś sugestia odnośnie pewnych zmian w mieszkaniu. Nie znał się na odpowiednim urządzaniu, ale sam też widział te pewne niedoskonałości. Nie miał jedynie czasu na razie się tym zająć. Tymi zmianami. Najważniejsze, że zachowywał się ten kolorystyczny klimat surowości i chłodu. Dający poczucie przyjemnego spędzania czasu we własnym wnętrzu, otoczeniu. Bycia sobą.

Przemierzając ulicę, zrobiwszy w jednym miejscu zakupy, znaleźli się przy najbliższym sklepie z eliksirami, który raczej nie był tym, do którego planował zajrzeć Lestrange. Ten znajdował się nieco dalej. A zatem, przeszli kilka metrów dalej. Eliksiry Milly.

- Poczekam.
Skoro tylko odbiór, Travers zdecydował się poczekać na zewnątrz. I wtedy, kiedy Lestrange postanowił wejść do środka, otworzył drzwi, poleciała już na wstępnie jedna fiolka. Nawet Nicholas zdążył odsunąć się trochę, podążając wzrokiem za rozbitym przedmiotem na chodniku, z którego płynu uniosła się delikatna fioletowa mgiełka.

Ta kłótnia, która przez otwarte drzwi, wynosiła się na zewnątrz.

- To dlaczego nie działa jak powinno! Wiedźmo?!
Przepychanka słowna. Ale widocznie przeszło już do czynów.

Nicholas spojrzał na Rodolphusa, będąc nieco za nim.

- Chyba to nie jest dobry moment na odbiór zamówienia.
”A już tym bardziej, zamawiania czegokolwiek w tym miejscu.” – stwierdził Nicholas, dokańczając swoją myśl w głowie. Dobrze że on sam miał prywatnego czarodzieja, co mu przygotuje eliksiry i tylko z im umawia się po odbiór. Co zdecyduje Rodolphus, Nicholas w tym momencie się dostosuje. Mogli nawet odpuścić, udać do innego sklepu po coś tam i wrócić tutaj za paręnaście minut. Może wtedy sytuacja się uspokoi? Jakby się zastanowić, po co mieliby się mieszać w czyjś konflikt?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#10
10.03.2024, 14:05  ✶  
Dobrali się niemal idealnie. Gdy Lestrange urządzał laboratorium, jedną z pierwszych uwag Roberta był właśnie jego wystrój. Bo był zbyt surowy, zbyt chłodny. Bezosobowy. I nie dość, że na to zamarudził, to jeszcze zmusił Rodolphusa do tego, by sam się w to zaangażował. A przecież Lestrange również nie znał się na wystroju wnętrz. W kwestii swojego mieszkania zaufał kuzynce ciotki kolegi jego brata, czy kto to tam był... Nie pamiętał już, po prostu ojciec kupił mu mieszkanie, załatwił wszystko i po miesiącu on mógł się wprowadzić. Od tamtej sytuacji minęło kilka lat a Rodolphus nie zmienił w wystroju absolutnie nic poza tym, co sugerowała mu Trix. On umywał ręce. Zresztą nawet jego ubrania świadczyły o tym, że albo gustu nie miał, albo był on bardzo konkretny.

- To jest doskonały moment na odbiór zamówienia - odpowiedział koledze, nawet nie odwracając głowy w jego stronę. Wszedł do środka, upewniając się jednak wcześniej, czy kolejna fiolka nie postanowi opuścić sklepu w trybie ekspresowym. On już podjął decyzję, że odbierze to, za co zapłacił. Nie lubił zmiany planów, poza tym być może ostatnio go trochę nosiło, więc musiał jakoś się wyładować. No i Milly dawała mu naprawdę dobrą cenę i dobrą jakość.

W środku znajdowały się wyłącznie dwie osoby. Niewysoka kobieta, rudowłosa, z kręconymi puklami i okrągłą twarzą, teraz czerwoną ze złości. Stała za ladą i trzymała w rękach grubą książkę w twardej okładce. Trochę z boku, jakby właśnie szykowała się do tego, by posłać ją w kierunku mężczyzny, stojącego naprzeciwko niej. Oddzielała ich lada sklepowa, ale walka była niezbyt wyrównana. Głównie dlatego, że mężczyzna był dość postawny, a w ręku trzymał różdżkę. Miał krótko obcięte, brązowe włosy, lekko przygarbione barki. Wolną dłoń na przemian zaciskał i rozprostowywał.
- Nie działa, bo nie trzymasz się instrukcji! - krzyknęła, posyłając księgę rachunkową prosto w łeb faceta. Ten odbił przedmiot machnięciem różdżki.
- Kurwa, Milly, po prostu oddaj mi moje pieniądze! Nie działa to nie działa.

Przez twarz Rodolphusa przemknął cień rozbawienia. Stanął przy drzwiach i oparł się plecami o ścianę, ręce krzyżując na klatce piersiowej. Nic nie mówił, po prostu patrzył, jak Milly sięga po kolejną fiolkę, jedną z wielu, które były poustawiane na ladzie.
- To jak kurwa nie działa, to masz to! - znowu rzuciła w stronę mężczyzny, najwyraźniej nie rejestrując pojawienia się innych ludzi w sklepie. W środku panował za duży hałas, a i w Eliksirach Milly nad drzwiami nie było dzwoneczka.

rzut na af Milly
Rzut N 1d100 - 31
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (3484), Rodolphus Lestrange (4782)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa