Trochę się sobą brzydził, że dał się namówić matce na wizytę u jakiegoś wróżbity. No ale już trudno. I uhhh, może nie był to jakiś tam wróżbita. Dolohov był może i postacią kontrowersyjną, ale bardzo znaną i, hm, uznaną? Na pewno w niektórych kręgach. Jak iść do szarlatana, to przynajmniej do takiego, który szarlatanuje z kunsztem, nie?...
Chcąc nie chcąc, Faust przyodział się w możliwie elegancki, ciemnoszary płaszcz i beret, a pod spód założył białą - na tyle, na ile czyjeś oko nie wypatrzyłoby śladów paroletniego użytkowania - koszulę. Na nią narzucił kamizelkę. I niech nikt sobie lepiej nie myśli - wcale nie zależało mu na tym, żeby wyglądać dla tego człowieka ładnie! Po prostu do celebrytów chyba wypada chodzić dobrze ubranym; inaczej pewnie nawet na ciebie nie spojrzą. A co obiecane matuli, to trzeba dostarczyć. Ach, no i najważniejsze - bez obaw, spodnie też zdobiły dolną część ciała Flitwicka, oczywiście o nich nie zapomniał - nawet mimo tego, że widoczne po nim oznaki niewyspania wskazywały na to, że rozminął się z takim losem o włos.
"Ode mnie zapytaj, czy będziemy bezpieczni", mówiła pani Flitwick, zupełnie jakby to zależało od jakiegoś guru. Babo, po prostu bądź ostrożna i nie wychylaj nosa. Dobrze wiesz, że Śmierciożercy to chodzące bomby. Mają coś ostro nie tak z głową, żeby łazić i krzywdzić ludzi dookoła, nieważne czy mugolaków czy nie - tylko po to, żeby spełnić kaprys jakiegoś fagasa, który myśli, że jest lepszy. "...a jeśli nie, to co musimy zrobić", stresowała się. "A od siebie to już tam przy okazji zapytaj o co chcesz. No, zmykaj, buziaki, uważaj na siebie!". Uhhhh...
Nie miał zamiaru o nic pytać. Po prostu wejdzie, rozejrzy się, posłucha i wyjdzie, a co. Vakel taki mądry, taki wszechwiedzący, to niech sam zgadnie, o co chodzi. Im bliżej był do tego gabinetu, czy jakkolwiek sobie ten dom schadzek chce nazywać, tym bardziej roztrzęsiony był Faust. O co chodziło? Ciężko powiedzieć. Zimno mu nie było, to na pewno. Stres? Strach? Frustracja? Kto wie. Tak bardzo zagubił się w myślach o tej sytuacji, jakkolwiek mało konstruktywne by nie były, że nawet nie zauważył, kiedy dotarł na miejsce. Wszystko, co skłębiało się w jego głowie, momentalnie ustąpiło kompletnej pustce. Mimowolnie, bez wahania, odruchowo zapukał i nie czekając na odzew, wszedł do środka.