4 lipca 1972r.
Kamienica Mulciberów
Niby człowiek myśli, że ma wszystko pod kontrolą, co było zbyt dużym pewnikiem ustaleń dokonanych podczas ostatniego zebrania, tak w ostatni weekend, część spraw legła im w gruzach. Albo inaczej, niepokojąco zawędrowała w innym kierunku. Mimo tego, Richard nie odpuszczał bratu, umówionej wycieczki do Irlandii. Gdzie dodatkowo załapali się na mecz Quidditcha. Wiedział jak poważna jest sprawa Stanleya. Dwa dni nieobecności w Londynie nie sprawią, że zrobi się jeszcze gorzej. Odpoczną, pobędą sami na przyjemniejszym wyjeździe niż w ostatnich miesiącach. Richard był świadom tego, że bratu ten sport nie podchodził i że miał lęk wysokości. Lecz na miejscu okazało się, że jednak dał radę wytrzymać. Szacun dla niego, że nie wykręcił się w ostatniej chwili.
Ten czas jaki spędzili w Irlandii przywołał wiele wspomnień. Wiele też zauważyli zmian w okolicach, lokalizacjach i miejscach, które kiedyś odwiedzali. Część z nich uległa zmianie lub nie istniała. Wspomnienia jednak pozostawały.
Tak jak podwójne kupowanie kolacji, bo ktoś postanowił mu podkradać frytki i ukochaną rybkę.
Jak wyruszyli wczorajszego ranka, tak wrócili dzisiejszego wieczora. Wspólnie, za pomocą świstoklika. Selar czekała na nich, aby odebrać bagaże. Robert oddał swoją torbę i tradycyjnie oddalił się do gabinetu. Richard westchnął pokręciwszy głową. Ale zostawił go. Może potrzebował teraz tego spokoju dla siebie. Tej chwili, aby na powrót wrócić do swoich obowiązków. I tak młodszy z bliźniaków odczuwał sukces osiągnięcia, że udało mu się wyrwać brata z tej nory. Kolejny spróbuje za dwa miesiące, jak nic nie pierdyknie.
Selar czekała na jego bagaż.- Sam zaniosę. Odnieś bagaż Roberta.
Poinformował ją, lecz jeszcze nim zniknęła mu z oczu, zadał pytanie.
- Czy wydarzyło się coś pod naszą nieobecność?
Zapytał. Tradycyjnie. Zawsze pytał dla pewności, nawet jak był u siebie w domu w Oslo. Szczegóły nie mogły umknąć skrzatom.
- Nie Panie. Ale mamy gościa.
Zmarszczył brwi. Jakiego gościa? Nie ruszył się z miejsca, zostając w korytarzu. Trzymając torbę swoją w prawej dłoni. Czekał na wyjaśnienia, kogo tutaj poniosło. Z nikim się nie umawiali. Czy ta osoba czeka w salonie? Czy gdzie? Ruszył tam, aby to sprawdzić.