• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[22.07.1972] Widowisko randkowe

[22.07.1972] Widowisko randkowe
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#71
11.06.2024, 14:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 16:10 przez Atreus Bulstrode.)  
- Jak mógłbym nie? - zapytał, ale było w tym coś szorstkiego. Ledwo zauważalne echo ich sprzeczki z początku czerwca, po której zaczął się zastanawiać czemu w ogóle jeszcze faktycznie na wysyłane przez nią listy udziela odpowiedzi. Przeszła mu w pewnym momencie przez głowę taka myśl, że już dawno powinien przestać się w to bawić - co konkretnie, nie był do końca pewien, ale zaczynał odnosić wrażenie że akurat w przypadku tej relacji, przekucie jej częściowo w informacyjną wymianę było błędem.

- Po co ma być bogaty skoro ma bogatego alfonsa? - zapytał bez mrugnięcia okiem, sięgając po stojącą przed nim szklankę i upijając odrobinę alkoholu. Jej krótką przemowę skomentował w pierwszym momencie rozbawionym uniesieniem brwi. - 'Ta jedyna' to co najwyżej jego prawa ręka, ale oprócz tego brzmi na całkiem przyjemnego jegomościa. Ale muszę ci przyznać, bardzo ładnie ci wychodzi podsumowanie tego typu rzeczy, powinni cię zatrudnić do pisania ulotek na tego typu wydarzenia. Ludzie waliliby drzwiami i oknami. Ale też niestety nie, nie musisz nawet kiwnąć małym paluszkiem w przypadku Matthiew, a ja dzisiaj się tutaj cudownie bawię - co prawda fakt, że tutaj obydwoje ze Stanleyem byli, było trochę jednym wielkim nieporozumieniem, bo Borgin powinien zostać z miejsca wzięty za rączkę i odprowadzony przed oblicze sprawiedliwości (no chyba że pójdzie jakiś retcon XD).

Kiedy Lorraine zachichotała i mówiła dalej, Atreus na moment ściągnął usta w delikatnym grymasie, jakby przyłapała go właśnie i wypowiedzianym zdaniem uderzyła w punkt. Westchnął, a potem uśmiechnął się do niej znowu, palcem wskazującym przejeżdżając po nosie w wymownym geście.
- W życiu nie posunąłbym się do czegoś takiego, nawet jeśli brzmiałoby to jak idealna robota dla niej - powiedział sucho, jakby czytał podsunięty naprędce tekst napisany na kolanie przez kogoś innego.

Cokolwiek natomiast padało ze sceny, przelatywało mu gdzieś koło ucha jak co najwyżej natrętna mucha. Bulstrode'a niekoniecznie interesowało to jak ustawione na scenie dziewczyny próbowały jak najlepiej zaprezentować się Matthewowi, bo po trochu był zdania że nikt kto nie brał udziału w tym całym przedsięwzięciu ironicznie nie był warty uwagi.

Z całkowitej ignorancji wobec przedstawienia na scenie wyrwały go oklaski i podekscytowane okrzyki. Jasne spojrzenie najpierw przeniosło się w kąt sali, gdzie rozanielony Mulciber darł się do... córki? Atreus zmarszczył na moment brwi, znowu spojrzał na rudowłosą dziewczynę, a potem parsknął rozbawiony. Ale potem wzrok zogniskował się na twarzy towarzyszącego jej mężczyzny i już nie było mu tak do śmiechu. Przez moment, bardzo krótki z resztą, miał szczerą nadzieję że faktycznie była to Maeve, głupio bawiąca się w podszywanie Borgina, ale wokół stojącej na scenie osoby nie malowała się szaro-zielona aura Changówny. W sumie to nic się nie malowało.
- Robert chyba dostał udaru - rzucił złośliwie, osuszając zaraz do końca swój alkohol. Pewnie gdyby wuja tutaj nie było, to w ogóle by się nie zorientował co to za dziewczyna stoi na scenie. Brakowało mu jednak trochę rezonu, bo myśli pędziły teraz tylko w stronę znajdującego się na scenie osobnika.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#72
11.06.2024, 15:34  ✶  

Nikt nie wiedział, że całe widowisko miało się zaraz zakończyć. Nie przyszli na jego samym początku a w trakcie. Mimo to, Richard spełnił prośbę brata i wziął przy okazji dla niego drinka, jakiego chciał. Długo też na siebie nie kazał czekać. Ze względu na przebywającą dużą ilość osób w danym miejscu, nie dostrzegł czułych gestów Roberta wobec Lorien. Nawet, jeżeli były udawanymi pozorami. Może i nawet lepiej.

Przekazał informację, postawił szklankę przy Robercie i zajął swoje miejsce. Zdążył widocznie na moment, w którym kandydat dokonał wyboru i oczywiście musiało paść na Sophie.

Obserwował, słuchał, co mówiła prowadząca. Lecz kiedy doszło do momentu, aby ukazano ich twarze i oni sami się poznali, Richard uniósł jedną brew ku górze. Maski z twarzy uczestników zniknęły, tak samo jak kurtyna. O ile Richard przeczuwał, że głos chłopaka był mu dziwnie znajomy, tak teraz go wmurowało. Nie na Sophie się skupił jak Robert, ale na… Stanleyu. ”Wiedziałem, że skądś ten głos znam…” – rzekł do siebie. Zrobiłby facepalm, ale wtedy mógłby zwrócić na siebie uwagę niezbyt zadowolonego z takiego obrotu sprawy. Czy też zawiedzionego? Bratanica to jedno, ale widocznie bratanka nie poznał jeszcze dość dobrze. Po nim tego się nie spodziewał. 

Nie wstawał. Nie krzyknął nawet brawo. Klasnął parę razy w dłonie, posyłając jedynie uśmiech dobrego wujka. Nie odzywał się, czekając może na moment, aż Robert sam ogarnie co poszło nie tak. Richard skierował spojrzenie na Lorien, która omal nie udławiłaby się ze śmiechu. A szkoda.

Nie odezwał się również na słowa szwagierki odnośnie kuzynostwa. Lecz jakiś czas temu Robert dziwnie odpowiedział w sprawie Charlesa. To było w sumie takie niepokojące. Może nie powinien mu tego drugiego drinka przynosić? Widząc obecne zachowanie. Choć może planowane, ale nikt nie spodziewał się na scenie zobaczyć Stanleya Borgina.

Nie był to jego problem. Nie były to jego dzieci. Wstał jedynie po to, aby rozejrzeć się w poszukiwaniu Charlesa. Trochę niepokoiło go, że chłopak nie dotarł do stolika. Gdyby zdecydował się opuścić lokal, poinformowałby go przecież.
"Ogarnął..." - pomyślał, kiedy usłyszał ze strony brata szok? Zaskoczenie? Uwagę skierował na Roberta, po chwili na dwójkę dorosłej młodzieży na scenie. Ale przede wszystkim też na otoczenie.

- Pamiętaj, że jesteśmy w miejscu publicznym.
Przypomniał bratu dyskretnie, żeby nie popłynął ze swoim zaskoczeniem zbyt daleko, poza tym pytaniem wypowiedzianym głośno. A także, żeby czasem nie zapomniał się, że tożsamość i więzy rodzinne Stanleya owiane są tajemnicą. W końcu przedstawiano go tutaj jako jakiegoś Matta. Może nie musiał przypominać, ale wolał dmuchać na zimne. Że ta dwójka miała przejebane, można było się od razu domyślić.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#73
11.06.2024, 17:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:25 przez Lorraine Malfoy.)  
Udała, że nie słyszy zmiany w tonie Atreusa, zbywając wdzięcznym milczeniem zalegające między nimi dwuznaczności. Było coś wyzwalającego w tym milczeniu. Razem z Atreusem siedzieli obwarowani ciszą i sekretami, dopóki nie wymienili uśmiechów. Burza minęła. Kiedy w głosie mężczyzny czuć było pewną szorstkość, Lorraine zwykła sycić swój przesadną słodyczą - folgując wrodzonej przekorze - teraz wydawała się jednak doskonale obojętna. Litha coś w niej zmieniła. Lorraine milczała, jak gdyby wszystko, co chciała powiedzieć, zostało wypowiedziane tamtej nocy, kiedy stanęła twarzą w twarz z boginią. Jeżeli sama bogini nie potrafiła znieść targającej nią wściekłości, co pozostało śmiertelniczce, poza przyjemną obojętnością?

- Dziękuję, ale wolałabym pisać streszczenia książek na tyły okładek. Ubierałabym fabułę najgorszych szmir w piękne słówka i obserwowała, jaki wywoła to chaos... - odwróciła się w stronę sceny, słysząc oklaski, choć do tej pory z leniwym zainteresowaniem przysłuchiwała się słowom Atreusa, a do jednego ucha wpadało jej to, co działo się na scenie (nie było sposób nie słuchać, kiedy głos wybierającego był tak dziwnie podobny do... Nie, nie może być), tylko po to, by zaraz wypaść drugim.

Była jednak ciekawa finału.

Zobaczmy, czy ten Matthew rzeczywiście jest taki wyględny, jak mówisz...

Przez chwilę, Lorraine po prostu patrzyła.

Ciężkie od niewyspania powieki, przydające spojrzeniu wili tajemniczości - ta często wyglądała tak, jakby była lekko znudzona albo chciała kogoś uwieść - teraz uniosły się wyjątkowo wysoko, jak gdyby Lorraine nie dowierzała własnym oczom. Cała sytuacja była zresztą tak absurdalna, że Malfoy miała teraz tylko ochotę wybuchnąć śmiechem.

Stanley? Sophie?

Nawet Malfoyowie, od wieków powtarzający, że "rodzina jest wszystkim" - tak, jakby tradycjonalizm był usprawiedliwieniem wobec umiłowanego nepotyzmu - nie byli tak zdesperowani, by uciekać się do kazirodztwa. Przynajmniej nie w tym pokoleniu.

Jak go złapią, to zaliczą mu to chociaż jako godziny za prace społeczne?

Wargi Lorraine lekko zadrżały: widać było po niej, że ledwo powstrzymuje cisnący się na usta uśmiech. Musiała je zaraz jednak zakryć dłonią, bo zaczęła się cicho śmiać, kiedy nie kto inny jak Robert Mulciber wstał ze swojego miejsca i rozpoczął przedstawienie. Wnioskując po jakimś odczytanym przez prowadzącą liście, musiał być świadom uczestnictwa córki w widowisku, ale widok syna chyba nieco go zaskoczył.

Lorraine żałowała, że nie było tutaj Maeve, żeby mogła być razem z nimi świadkiem tej rodzinnej opery mydlanej: Stanleya wystrojonego w przepyszny, elegancki garnitur ojca chrzestnego Nokturnu - już bez przywodzącej na myśl tani burdel maski na twarzy - Sophie, niewinnej córeczki tatusia, która nie tak dawno chciała zawojować przemysł browarniczy, a teraz wzięła się za show business, i całego klanu Mulciberów, uosabiających kolejne stadia żałoby: wszystkie poza akceptacją. Choć Chang nie było w Dziurawym Kotle ciałem, niewątpliwie była tu jednak duchem, kryjąc się pod postacią roślinki doniczkowej przytarganej tutaj przez Lorraine. A skoro już o duchach mowa, Malfoy przeczuwała, że na ten widok jej ukochana zmieniłaby się w ducha nieżyjącej Anne Borgin, tylko po to, żeby zapytać stojącego na scenie Stanleya upiornym szeptem: "matka wie, że ćpiesz?".

- Halo, kochanieńki, mam dla ciebie zadanie specjalne. - Lorraine zatrzymała młodego kelnera, który przeciskał się między stolikami: podłapała jego spojrzenie, a ten instynktownie ruszył w stronę półwili, kiedy ta uśmiechnęła się uwodzicielsko. Wyszeptaną prośbę zaprawiła niewinną słodyczą i nutką kobiecej bezradności. - Musisz wręczyć tego kwiatka dla pana ze sceny... Teraz. Yvonne mówi, że to nagroda od publiczności. Zrobisz to dla mnie? - Zamrugała rzęsami.

na charyzmę, jak bardzo będzie zauroczony pan kelner
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!


Pogłaskała po raz ostatni szerokie, rozłożyste liście stojącego obok niej roślinki, która w zamierzeniu miał być prezentem dla Maeve: sytuacja wymagała jednak przedsięwzięcia radykalnych środków, dlatego oddała los kwiatka w ręce zauroczonego kelnera.

Czy masywna doniczka skończy na głowie ochroniarza, jak już ten zorientuje się, że na scenie gości poszukiwany przez prawo przestępca?
Czy Stanley zapozuje do zdjęć pamiątkowych schowany za zielonym gąszczem liści, tak aby nie było ret conu nikt nie mógł zobaczyć jego twarzy?
A może da staremu na przeprosiny?

Lorraine nie przejmowała się tym zbytnio, w końcu Stanley potrafił świetnie improwizować.

- Byłam blisko - powiedziała miękko, odwracając się z powrotem do Bulstrode'a. Mafiozo z Nokturnu incognito, tak mówiła, czyż nie? - Może mam trzecie oko. Jakiego koloru jest teraz aura Roberta Mulcibera? Czy to możliwe, aby była czerwieńsza od jego twarzy? - zażartowała.

Wyobrażała sobie, jaką będzie miał minę, kiedy dowie się, że przypadkiem zeswatał Stanleya z jego własną siostrą... Och, bo Lorraine nie zamierzała go o tym uświadamiać. W końcu przysięgła Borginowi na mały palec, że nie zdradzi nikomu sekretu jego pochodzenia. Cieszyła się tym niewypowiedzianym żartem w milczeniu, dopijając powoli resztki swojego drinka i obserwując dalszy rozwój wydarzeń - a przede wszystkim, reakcję Atreusa - czekając na dobry moment, by chyłkiem wymknąć się z sali.


Yes, I am a master
Little love caster
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#74
11.06.2024, 21:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 16:20 przez Atreus Bulstrode.)  
Bulstrode z pewnym powątpiewaniem śledził ruchy towarzyszącej mu blondynki, kiedy Lorraine postanowiła zaczepić kręcącego się po sali kelnera. Zawsze ciekawe było patrzeć, jak niektórych owija sobie wokół palca tak, jakby nic poza nią nie istniało na świecie, a chłopaczek który do nich podszedł, poza nieco speszonym wyrazem twarzy, wydawał się uznawać to za swój najszczęśliwszy dzień w życiu. Co prawda nie oczekiwał robić za posłańca, ale przecież nie mógł odmówić. Atreus natomiast trochę pożałował, że dzieciak został odesłany z bezsensowną misją wciśnięcia Stanleyowi doniczki, zamiast przyniesienia mu do stolika kolejnej ognistej.

Bo czuł, że teraz bardzo chciał się najebać do nieprzytomności.

Kiedy Malfoy wreszcie znowu zwróciła się do niego, uśmiechnął się do niej lekko. Była blisko, oczywiście, chociaż akurat mafiozem to Borgina ciężko było określić. Ci mieli to do siebie, że zazwyczaj dumnie przechadzali się nawet kiedy policja wystawiała za nimi listy gończe. Co do przyjaciela natomiast, Atreus miał pewne wątpliwości, czy czuje się aż tak na miejscu.

Szczególnie, że stał teraz koło... krewniaczki? No proszę. Szkoda tylko, że wydawała się ledwo co opuścić szkolne korytarze. No i nie była blondynką, a Borgin za tym przecież przepadał. Bulstrode większość swojego życia spędził nie będąc świadomym bliskich konotacji z Borginem, ale dzień w którym nazwisko Mulciber zawisło nad Stanleyem, był dla niego dniem błogosławionym, bo przecież o wiele milej kiedy twój kolega to do tego rodzina. Krewni których się lubiło byli całkiem na wagę.

- Hmm... Roberta? - zamyślił się, znowu spoglądając w kierunku bliźniaków, ale oczywiście myląc się i z początku przyglądając Richardowi. Byli do siebie podobni jak krople wody, a nawet gdyby nie to, to przecież Atreus nigdy szczególnie nie dbał o dalszą rodzinę. No chyba, że zaliczała się ona do jednej z dwóch kategorii; uprawiała hazard albo była w podobnym do niego wieku.

To było ostatnie spojrzenie, jakie posłał reszcie sali, a potem podniósł się z miejsca, poprawiając ubrany garnitur i z kieszeni wysuwając ministerialną odznakę. Myślami przeskoczył do Ministerstwa, z pewnym żalem, ale zgłaszając obecność podejrzanego w Dziurawym Kotle.
- Przepraszam cię na chwilę - rzucił do Malfoy już całkiem poważnie, wymijając stolik przy którym do tej pory siedzieli i ruszając w stronę wejścia na scenę.

rzucam percepcję na czytanie aury Richarda bo czemu nie
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#75
11.06.2024, 22:00  ✶  
To nie tak, że Charlie zapomniał o rodzinie... pamiętał o niej doskonale! Miał przecież wstążkę dla ojca, przyszedł tu z nimi i musiał w końcu do nich wrócić. Na razie jednak dobrze rozmawiało mu się z Olivią i nie chciał stracić rodzącej się znajomości tylko dlatego, że będzie musiał wracać między staruszków. Przez to wszystko, nie zwracał nawet uwagi na scenę. Przed sobą miał ciekawsze widoki.

- Nie zatrzymuję cię? - Dopytał Olivię, bo skoro przyszła "na chwilę", mogła już mieć dość maskarady na scenie. - Pozwolisz, że dotrzymam ci towarzystwa przynajmniej do końca tego piwa, jeśli nie będziesz mieć ochoty na następne? Przy barze zapytam o tajemnicze piwo Olivii Quirke. Twój sekret jest ze mną bezpieczny!

Charles bawił się zaskakująco dobrze w towarzystwie nieznajomej, z pewnością o wiele lepiej, niż gdyby miał towarzyszyć wujostwu i ojcu. Być może był zdeterminowany, by zawiązywać nowe znajomości, a może naprawdę nadawali z Olivią na jednych falach? Wolał tak myśleć! Roześmiał się razem z dziewczyną.

- Ratujesz mój wieczór! Gdybym wiedział, że będę siedział z rodziną, nie przyszedłbym tu wcale. Ale za wpadnięcie do rzeki może podziękuję, niedawno sam skąpałem się w Tamizie. - Jego uśmiech zbladł tylko odrobinę. Nie chciał tego wspominać, nie było to ani bezpieczne, ani przyjemne. Charles nie lubił wody.

Poprowadził Olivię do pustego stolika, jeśli zgodziła się mu towarzyszyć, a nawet grzecznie odsunął jej krzesełko.

- Zapraszam. ...och, Merlinie, moja kuzynka wygrała tę całą randkę w ciemni?- Zdziwił się, dostrzegając Sophie na scenie ze swoim nowym wybrankiem. - I znalazła się moja rodzina. Aż dziw bierze, że wuj jest z tego zadowolony? - Wskazał dyskretnie na starszego Mulcibera, który gratulował swojej córce. - Z jakiegoś powodu miałem wrażenie, że była przyrzeczona komuś z jakiegoś starożytnego rodu od samego dziecięctwa.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#76
12.06.2024, 13:26  ✶  

Pokręciła głową na potwierdzenie tego, że nie, nie zatrzymywał jej. Co miałaby tu zresztą robić sama? Pewnie skończyłoby się tak, że siedziałaby jak ten palec przy stoliku i sączyła jedno piwo za drugim, a potem by po prostu wyszła. Olivia była towarzyskim zwierzęciem, więc nic dziwnego że z młodym Mulciberem dobrze jej się rozmawiało. To była ulga, bo przecież oblała go piwem na samym wstępie rozmowy - nie każdy zareagowałby tak spokojnie na ten fakt. Być może i nie wiązała z tą znajomością jakichś większych nadziei, bo przecież nie zwykła przywiązywać się do nowopoznanych ludzi w barze, ale czuła wewnętrzną ulgę, że tak dobrze to się potoczyło i miała do kogo teraz otworzyć usta.
- Czyli jestem kimś na kształt bohaterki? - odpowiedziała, wskazując Charlesowi miejsce przy jednym ze stolików, który właśnie opustoszał. Znajdował się na tyle blisko sceny, że powinni wszystko widzieć, ale na tyle daleko, żeby mówiąca Yvonne nie zagłuszała ich rozmowy. Oczywiście że zaraz ruszyła w tamtym kierunku, a gdy odsunął jej krzesło, to się rozpromieniła - zawsze miło było, gdy mężczyzna robił takie gesty. Znaczyło, że jest dobrze wychowany. - Jeśli chodzi o ratunek przed rodziną, to zawsze służę pomocą. Czasem rodzice potrafią zachowywać się... przytłaczająco?
Olivia odwróciła głowę w kierunku Roberta, który nagle wstał i zaczął klaskać, krzycząc że to jego córka. Uniosła brwi.
- Twój wuj zawsze jest taki wylewny? I cóż... Może tamten kandydat nie spełniał jednak jego oczekiwań? Albo jej, w końcu też powinna mieć prawo głosu? - Olivia wychowała się w rodzinie, której daleko było do aranżowanych małżeństw. Nigdy nie rozumiała tej idei i nie do końca się z nią zgadzała. Jej wzrok powędrował z powrotem na scenę. - Chyba wygląda na przytłoczoną tym wszystkim.
Zrobiło jej się żal Sophie. Biedna - wyglądała na młodziutką, a ojciec narobił jej wstydu przed takim tłumem. Ale nie tylko. Quirke przypomniała sobie fragmenty listu, który czytała Yvonne.
- Chyba ktoś powinien powiedzieć twojemu wujowi, że tym Hipusiem i klaskaniem zrobił jej wstyd. Twoja kuzynka to już nie dziecko, ale wygląda na zażenowaną - zauważyła, upijając łyk piwa. Jej serce ścisnął żal - naprawdę jej współczuła. Ona sama by się chyba pod ziemię zapadła.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#77
12.06.2024, 19:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:22 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine przypatrywała się Atreusowi swoimi wiedzącymi oczyma, sunąc figlarnie palcem po brzegu kieliszka. Kiedy pod pozorem niewinnej zabawy zaczęło się kryć pełne napięcia wyrachowanie? Gotowość, by jednym ruchem zetrzeć ze szkła ślad odciśnięty przez pomadkę i zniknąć w jednej z ciemnych uliczek Nokturnu, zostawiając za sobą tylko dźwięczne "uważaj na siebie" - cichsze od śpiewu szkła potartego palcem - słodkie, ale odległe?

Na ustach Lorraine zaplątał się dziwny półuśmiech, ni to wesoły, ni to smutny, kiedy dostrzegła błysk odznaki wyciąganej z kieszeni. Czy wcześniej nie myślała o tym, jakie to by było zabawne, zobaczyć Atreusa, jak ten przechwala się swoją odznaką, aby zaimponować publiczności? Może spotkanie z boginią naprawdę otworzyło jej trzecie oko?

Jesteś dobry, mówiła czasem Atreusowi - czule, ale też i z pewną protekcjalnością - ale nie jesteś dobrym człowiekiem. Lorraine znała Bulstrode'a na tyle, by na podstawie zawoalowanych żarcików, którymi rzucał pół wieczoru, ułożyć swoją wersję wydarzeń. Domyślanie się rzeczy i dopowiadanie sobie tego czego brakuje zawsze wychodziło ci tak dobrze, grzmiał jej w głowie Atreus, ale ona prześlizgnęła się spojrzeniem po jego twarzy, kiwnięciem głowy tylko przyjmując przeprosiny.

- Popraw kołnierzyk - szepnęła dyskretnie, kiedy obchodził jej krzesło.

Przy stoliku siedział z nią do tej pory Atreus, ale od stolika wstał już Auror.

Och, Atre, pomyślała, trochę z tęsknotą, trochę ze wstrętem, ty nigdy się nie zmienisz. Zarzucał jej dwulicowość, wtedy, w czerwcu - wytykał dwuznaczność jej manieryzmów, nieszczerość intencji - sam zaś szarżował teraz w stronę sceny, nędzny aktor w podwójnej roli: Aurora i Atreusa. Jeden z nich zgłosił uczestnictwo Stanleya - nieoficjalnie poszukiwanego przez Biuro Aurorów i Brygadę Uderzeniowa - w publicznym widowisku randkowym, doskonale świadom konsekwencji, jakie mogą czekać przyjaciela, jeżeli ten nieopatrznie się ujawni. Drugi - bezceremonialnie maszerował w stronę sceny, by dokonać oficjalnego aresztowania.

Pierdolony karierowicz.

Cholera, nawet ją to kręciło.

W końcu nie sądziła, że Atreus naprawdę aresztuje Stanleya. Nie, oczywiście, że nie: to była tylko kolejna gra, z takimi mężczyznami jak on, wszystko zawsze było przeklętą grą, i dlatego lubiła jego towarzystwo, choć byle miedziany knut, którego obracała teraz między palcami, błyszczał piękniej od tej pierdolonej odznaki - może następnym razem zwinie mu ją z kieszeni, stwierdziła, podrzucając monetą do góry, orzeł czy reszka?, tak jakby nie podjęła decyzji o ucieczce ledwo ujrzała twarz Stanleya - ale tak, Atreus był teraz dużym chłopcem, był teraz Aurorem, i musiał się wykazać: zdecydowanie nie potrzebował w tym celu tak dużej publiczności, zdecydowanie nie potrzebował Lorraine.

Musiała zresztą podrzucić do Głębiny instrukcję dla Francisa jak zadbać o nowy kwiatek, o ile monstrualna paprotka nie zostanie skonfiskowana jako dowód rzeczowy w sprawie. Może akurat wpadną na siebie ze Stanleyem, i ten zdoła wyjaśnić jej, po co pcha się na głupie widowisko randkowe, zamiast wysłać jakiejś pannie liścik miłosny. Tak, jak to zrobił w przypadku Harper Moody.

Lorraine wyszła, cichsza niż duch. Nie obejrzała się za siebie.

Na kieliszku nie widać było śladów szminki.

Postać opuszcza sesję


Yes, I am a master
Little love caster
Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#78
13.06.2024, 16:54  ✶  

Na scenie się dzieje...

sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#79
20.06.2024, 20:51  ✶  
Charlie nie był zbyt pewien, czy łatwo zawiązuje mu się nowe znajomości, czy wręcz przeciwnie, ale nie zamierzał uciekać od Olivii tak szybko. Dziewczyna była miła, zabawna i Charles niewiele więcej potrzebował.

- Nie tylko na kształt. Jesteś bohaterką. - Wyszczerzył zęby w odpowiedzi i zajął miejsce obok Olivii. Nie naprzeciw, bo wydawało się to zbyt formalne. Zresztą, obok niej miał lepszy widok na scenę. - Dzięki tobie nie muszę czaić się obok nich i... właściwie to nie wiem, co oni do końca robią. Są zdecydowanie przytłaczający.

Charles nie spodziewał się tego, co widział na scenie. Wuj reagował zdecydowanie entuzjastycznie i dłuższą chwilę zajęło młodemu Mulciberowi zrozumienie, że to wszystko gra, sarkazm, który miał na celu ośmieszenie córki.

- Cholera... - Mruknął. - Będę musiał porozmawiać z Sophie, jeśli będzie okazja. Mam nadzieję, że ten jej... wybranek powie jej przynajmniej coś miłego. - Przejął się, gotów wstać i od razu pójść w stronę kuzynki!
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#80
21.06.2024, 15:42  ✶  

- Jak większość większych czy średnich rodów "czystej krwi" - zauważyła, marszcząc nieco nos w zastanowieniu. - Nie chcę brzmieć nietolerancyjnie, ale z reguły większość rodów, które są "czyste" ma tendencję do... przytłaczania.
Dodała, wzruszając ramionami. Miała to szczęście, że jej ojciec taki nie był - że odciął pępowinę, że zaczął nowe życie, podobnie jak matka. Stworzyli coś nowego, lepszego w ich mniemaniu. Bardziej tolerancyjnego, a jednocześnie nie tak napompowanego, jak wielkie rody hurr durr czystej krwi. Nienawidziła tego określenia tak swoją drogą, dlatego wyczuwalne w jej głosie były cudzysłowy, gdy posługiwała się nim.

To, co działo się na scenie, było tak zaskakujące, że aż zakrztusiła się piwem. Z jej niebieskich oczy poleciały łzy a policzki na powrót stały się czerwone, gdy starała się złapać oddech.
- Jasna... Widzisz go? - wskazała głową na Atreusa. - To nie ten przyrzeczony twojej kuzynce fagas? Myślisz, że chce pobić tego na scenie? Ach, szczęściara, dwóch amantów w tak młodym wieku. Jak klacz wystawowa.
Olivia naprawdę współczuła Sophie. Dla niej to wyglądało tak, jakby była przyrzeczona Atreusowi, ten zobaczył swojego rywala i wybrankę na scenie i postanowił komuś przyłożyć. Prosta sprawa. Jednocześnie Olivia bardzo nie lubiła takich sytuacji, bo uważała, że kobiety powinny mieć wybór i same wybierać swoich partnerów. A Sophie była młodziutka, wyglądała na przytłoczoną i nieco zażenowaną? Najpierw ojciec robi jej siarę, a teraz jakiś dupek psuje jej widowisko. No kurde.
- Jak się zaraz stąd nie ruszy, to sama go z niej ściągnę. Jeszcze tej małej się przypadkiem oberwie - powiedziała do Charlesa, odruchowo sięgając po różdżkę, w razie gdyby Atreus postanowił siać rozpierdol przy biednej rudowłosej Mulciberównie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (2207), Brenna Longbottom (1925), Charles Mulciber (2883), Erik Longbottom (3077), Heather Wood (2468), Lorien Mulciber (4640), Lorraine Malfoy (3776), Murtagh Macmillan (327), Olivia Quirke (3998), Papa Legba (967), Richard Mulciber (4090), Robert Mulciber (5997)


Strony (11): « Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa