• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#21
18.07.2024, 20:27  ✶  

O ile Finn uważał, iż jego rola, rola krupiera, zakładała nie wtrącanie się do rozmów prowadzonych przez graczy, zareagował na słowa Aryamana. Kiedy ten spasował, bez zbędnej zwłoki zabrał jego karty. Nie umieścił ich jednak z powrotem do talii.

- Po tej rundzie będzie chwila przerwy. Pani Delacour zaplanowała pewne atrakcje. - poinformował, żeby mężczyzna nie fatygował się niepotrzebnie na powrót do stolika. Nie miało to sensu. - Można zapoznać się z kartami i dokonać wymiany. - dodał jeszcze, tak dla formalności. Po to, żeby powiedzieć cokolwiek? Dać znać, że można było kontynuować grę? Przy poprzedniej rundzie tego Finn nie robił.


Na kolejne posty czekam:
Geraldine & Erik & Anthony - sobota, godzina 15
Eden & Lorraine - niedziela, godzina 15

Oraz w drugiej turze licytacji, o ile ta nastąpi:
Geraldine & Erik - wtorek, godzina 15
Anthony & Eden - środa, godzina 15
Lorraine - czwartek, godzina 15

dodatkowo rzut dla Morpheusa - na jasnowidzenie
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
18.07.2024, 21:31  ✶  

Wszyscy powoli wchodzili w kolejną rundę. Gerry była ciekawa, jak właściwie się potoczy, jeśli Eden znowu wygra, to oznaczałoby, że ma ogromne szczęście w kartach, co mogło się wiązać z nieszczęściem w innych dziedzinach życia. Znaczy nie, żeby śledziła je jakoś specjalnie, bo nie był to jej zasrany interes.

Mężczyzna, który był znajomym Anthony'ego spasował i odszedł od stołu, ciekawe. Dosyć szybko, ale nie zamierzała tego oceniać, grunt, że ona dalej była w grze.

Przeniosła jeszcze wzrok na Erika, żeby zobaczyć wyraz jego twarzy, nie miała pojęcia, czy będzie w stanie coś z niej wyczytać, jednak warto było spróbować.

Wzięła w dłoń karty rozdane przez Finna, uśmiechnęła się przy tym do niego serdecznie, a później zerknęła na swoje karty. Spoglądała na nie uważnie, próbując zobaczyć, co uda jej się ugrać. Wymieniła kilka kart, odezwała się jeszcze - Wyrównuję. - Raz kozie śmierć, czy coś. Może uda jej się jakoś to wygrać, nie żeby nastawiała się specjalnie na taki rozwój sytuacji, ale warto mieć nadzieję, fortuna chyba wtedy bardziej sprzyjała.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#23
19.07.2024, 18:48  ✶  
— Bliżej mi do wilka niż do feniksa, pani Lorraine. A przeciętność to wyśmienite zabezpieczenie. Dużo korzystniej jest raz na jakiś czas wyjść przed szereg niż tkwić na przodzie od początku do końca, mając rozbujały tłum zarówno przed oczami, jak i za plecami.

Na uwagę odnoszącą się do psychoanalityki, tylko skrzywił się, jakby właśnie wpakował do ust połowę bardzo kwaśnej cytryny. Wyprostował się na krześle, przywierając plecami do oparcia, gdy poczuł materiał spodnie Anthony'ego ocierający się o jego łydkę. Emocji mu się zachciewa, pomyślał przelotnie. Co chciał tym osiągnąć? Wypuścił powoli powietrze z ust, zmuszając się do tego, aby nie spojrzeć prosto na Shafiqa.

— To tylko dodatkowy dowód na to, że teatr Selwynów nie jest w najmniejszym stopniu przystosowany do współczesnych standardów — mruknął, uchylając się od dopicia reszty drinka jednym haustem. — Mamy 1972, dostęp do najnowocześniejszych zaklęć zwodzących i zabezpieczających, a wystarczy dwójka przypadkowych wariatów, żeby zinfiltrować budynek i porwać kogoś bez wszczęcia alarmu. — Westchnął przeciągle. — Nie powiem, żeby to wzbudzało jakieś wielkie zaufania w tamtejszym zarządzie.

Ba, przydałoby się też uważne przestudiowanie planów budynku i zablokowanie tajnych przejść. Kto to widział, żeby te były tak proste do odkrycia? Twarz Longbottoma nagle spoważniała, gdy zaczęły go nachodzić wspomnienia z ewakuacji z podziemnej sali.

— Nie zaprzątaj sobie tym głowy — odparował argument Eden, odwzajemniając jej przesłodki uśmiech. — O ile nasz ulubiony Kanclerz Skarbu nie kontroluje na własną rękę twoich lokali, gdy nikt nie patrzy, to obecnie nie ma nawet czasu na asystowanie przy oficjalnych kontrolach Ministerstwa Magii. — Ponownie upił łyczek drinka. — Na pewno o nikogo się nie potkniesz.

Geraldine mogła u Erika zauważyć przede wszystkim niezadowolenie, które tylko się zwiększyło, gdy wymienił swoje karty. Mężczyzna spojrzał prosto na krupiera:

— Wycofuję się — poinformował, kładąc karty na stole rewersem do góry.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#24
19.07.2024, 19:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2024, 13:28 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony spojrzał na swoje karty, wybrał trzy i wymienił je w tej samej manierze co ostatnio, jakby nic co w nich zobaczył go zbytnio nie obchodziło. Mimo wszystko jednak osoby, które znały go lepiej mogły wyczuć drobną różnicę w gestach: swoiste spowolnienie, ograniczenie i zesztywnienie ruchów. Był jak woda na jeziorze, niespiesznie ścinana pierwszym listopadowym przymrozkiem.

Spojrzał na karty które dostał, po czym dorzucił odpowiednią liczbę żetonów adekwatnych do własnej słownej deklaracji:
– Trzydzieści.

Chłód zewnętrzny był niczym, wobec wody gotującej się w nim, gorączki wściekłej bezsilności, która zatruwała jego myśli. Tylko dzięki dekadom maskowania swojego wewnętrznego świata udawało mu się okrążyć kamiennym murem uczucia, które zapewne co bardziej narowistych mężczyzn targnęłoby do powstania od stołu i opuszczenia tego przeklętego miejsca. Ale trwał. Gra pozorów musiała trwać.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#25
20.07.2024, 19:29  ✶  
- Ja również nigdy nie rozumiałam Ambrosii - przyznała kuzynce, słysząc o Kole fortuny. - Obawiam się, że musisz dać mi nieco więcej kontekstu. - Eden przyznawała się zawsze bez bicia, że nic nie wie o tarocie i zwykle nie chce wiedzieć. Nie miała pojęcia, co gwiazdy zapisały dla niej w spadku, ale nie mogło to być nic dobrego.
Kiedy Longbottom wspomniał o oficjalnych kontrolach i nieobecności brata, uniosła brwi i nieco przechyliła głowę. Nie wyglądała na zmartwioną, ale zdecydowanie widać było po Eden zdziwienie. Może nawet ciekawość, bo chciała wiedzieć więcej - sama nie utrzymywała kontaktu z Elliottem ponad nic, co było absolutnie konieczne. Stwierdziła jednak, że nie zapyta; nie tutaj, nie teraz. Nie wyciąga się odchyleń członków rodziny na forum publiczne, kiedy nie wie się, jakie skutki może to przynieść. Co najwyżej zapyta Erika później, w cztery oczy.
- Całe szczęście. - Jedyny komentarz, na jaki mogła się zdobyć, aby pozostać cyniczną sobą i nie ciągnąć dalej tematu. Przelotnie spojrzała po pozostałych graczach, subtelnie chcąc wybadać reakcję - o ile jakakolwiek była. Potem skupiła się już na kartach, które otrzymała.
Po otrzymaniu pierwszej ręki prawie się uśmiechnęła. Czując mimowolnie unoszące się kąciki opanowała się, siłą zmuszając usta do zaciśnięcia się w wąską kreskę. Wydawać by się mogło, że skoro cieszyła się z rozdania, musiała trafić na niezłe ułożenie.
A jednak wymieniła karty. Najpierw trzy, a potem jeszcze jedną.
Nie mogła zrobić już więcej wymian, więc patrzyła przez chwilę pustym wzrokiem w karty, wodząc spojrzeniem po każdej z kolei. Wyglądała na strapioną, ale jednocześnie nieskupioną na samej grze. Ożywiła się dopiero wtedy, gdy krupier dał znać, że to czas na jej deklarację.
- Podbijam - oznajmiła, przesuwając kolejne żetony przed siebie. - Trzydzieści pięć. - Kwotę wypowiedziała na wypuszczonym oddechu, po czym wróciła do wlewania w siebie drinka.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#26
21.07.2024, 17:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:17 przez Lorraine Malfoy.)  
– Błahe wydarzenie może odegrać dużą rolę – odpowiedziała gładko. Czy nie tak brzmiała dewiza Malfoyów? Było coś ostatecznego w spojrzeniu Lorraine: mierząc Erika wzrokiem, szacowała wymiary jego trumny, dobierała drewno – modrzew, stwierdziła natychmiast, ozdobniki z jarzębiny – w myślach ułożyła też pogrzebową wiązankę i wybrała krój marynarki, która najlepiej podkreśliłaby barczyste ramiona mężczyzny. Niektórzy oceniali ludzi po butach, Lorraine oceniała ludzi po trumnach. Grzebała ich potem na cmentarzysku pamięci – w nekropolii wyobraźni.

Szkoda, że zmarłym zamykano oczy – wiedziała, jaki kolor garnituru najpiękniej uwydatniłby wilcze ślepia Erika.

– Pańska rozwaga jest godna pochwały: dzięki niej możemy siedzieć przy jednym stole – odniosła się do wspomnianej już napaści na osobę Anthony'ego. Skryta za smugami dymu papierosowego jak za opalizującym obłokiem wonnych kadzideł płonących za kontuarem Necronomiconu, pochylała się nad otrzymanymi kartami jak gdyby chyliła głowę przed świętym obrazem Matki w milczącym skupieniu kowenowej bożnicy.

Wyglądała przez chwilę tak jakby się modliła.

– Anthony, mój drogi – zwróciła się w stronę przyjaciela, nie będąc do końca pewną, jak interpretować nagłe milczenie: akolitka śmierci zapraszająca boga podziemi do rozmowy – bądź łaskaw przypomnieć – ta wiosenna premiera Hamleta, która tak nam przypadła do gustu – to było w siedemdziesiątym, wcześniej? Och, tak wyrównuję. – Zaraz podjęła przerwany wątek. – Ostatnie przedstawienie zepsuł zaklęty rekwizyt. Czaszka rzuciła się na odtwórcę tytułowej roli, kiedy uniósł ją, wygłaszając popisowe solilokwium. Selwynowie rzekomo pogrzebali kości w katakumbach pod teatrem… Może następnym razem rzuć nią w tych obmierzłych opryszków, skoro są tak spragnieni kulturalnych doświadczeń?

Lorraine uśmiechnęła się łobuzersko.

– Nie zawsze dostajesz to, czego chcesz – wymruczała przekornie, niby to przypadkiem odkrywając na chwilę swoje karty przed Eden, kiedy nachyliła się nad uchem kuzynki – ale dopóki kręcisz kołem, nie musisz obawiać się konsekwencji.


Yes, I am a master
Little love caster
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#27
21.07.2024, 18:33  ✶  

Gerry obserwowała wszystkich przy stole, nie skupiała się jednak na tym, co mówią, a bardziej na ich czynach związanych z wymianą kart. Sama zresztą walczyła o to, aby mieć jak najlepsze rozdanie. Na jej twarzy można było zauważyć malujące się zamyślenie, chyba mocno zaczęła kalkulować, czy ma jeszcze jakieś szanse na wygraną. Co z tego wyniknie? Pewnie nic, jak zawsze.

- Wyrównuję. - Bo czemu by nie, najwyżej znowu przegra.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#28
21.07.2024, 20:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 20:25 przez Erik Longbottom.)  
Skinął ledwie zauważalnie głową na podsumowanie sytuacji przez Eden. Cóż, nie zdradził jakoś szczególnie wiele na temat obecnej sytuacji Elliotta. Właściwie to zdradzał same fakty. Bądź co bądź, Kanclerz Skarbu faktycznie cierpiał w ostatnich tygodniach na ogromny natłok obowiązków, który odebrał mu resztki posiadanego czasu wolnego czy okazje do brania udziału w akcjach zaprzyjaźnionych departamentów.

— A i owszem, nasze doborowe towarzystwo byłoby dzisiaj o wiele uboższe, gdyby zabrakło tutaj Anthony'ego. Cieszę się, że do tego nie doszło — dodał pospiesznie na dźwięk komentarza Lorraine. Przekrzywił głowę, co by spojrzeń na Shafiqa i trącił go lekko butem o kostkę. — Z wyjątkiem Eden ma tutaj najpewniej największe szanse na wygraną, czyż nie? Na pewno masz parę asów w rękawie.

W tym momencie zerknął też w stronę Geraldine, która dywagowała nad swoim zestawem kart. Czy w tej rundzie szczęście miało jednak znaleźć się po jej stronie? Nie chcąc przeszkadzać przyjaciółce, uśmiechnął się tylko do niej wyczekująco. Skoro była taka chętna do tego, aby wydawać rodzinną fortunę, to nie miałby nic przeciwko temu, aby część sumy wyłożonej na stół, koniec końców do niej wróciła.

— Przerażające — skomentował, krzywiąc się na wzmiankę o żarłocznej czaszce.

Mimo dramaturgii przywoływanej przez pannę Malfoy opowieści zanotował sobie z tyłu głowy wzmiankę o katakumbach skrytych pod fundamentami teatru Selwynów. W sumie teoria ta pasowałaby do odwiedzonych przez nich zaledwie parę dni wcześniej podziemnych korytarzy. Tym bardziej powinni zadbać, żeby nikt tam nie schodził, pomyślał przelotnie, nie mając zamiaru po prostu zapomnieć o tym, jak bardzo właściciele tego przybytku nie pilnowali kwestii związanych z bezpieczeństwem swoich gości.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#29
22.07.2024, 11:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 11:47 przez Anthony Shafiq.)  
Myśl dominowała nad emocją, nad parzącym jadeitem, który zainfekował starą duszę. Przecież nie tak łatwo było go sprowokować. Przecież nie patrzył za odchodzącym Aryamanem, w myślach nie obdzierał go niespiesznie ze skóry. Przecież nie myślał, och jak bardzo nie myślał o Elliocie, o parze chłodnych błękitnych oczu nadziewanych z rozmysłem na dwie srebrzyste zęby długiego widelca do mięs. Niemniej stracił do reszty ochotę na grę, otulając ciekłą zazdrość mdlistą wonią tytoniu i goryczą dopitej whisky.

Dopiero trącenie jego kostki, przywróciło go do stołu. Uśmiechnął się nieznacznie, zwracając się do Erika:
– To zabawne, gdy to mówisz, kiedy właśnie zamierzałem pasować. Cóż, widocznie te asy utopiły mi się w przydomowym basenie pod koniec lipca. – Nie żebym narzekał, kąciki ust rozsunęły się szerzej, a kłucie w klatce piersiowej nieco ustąpiło, w zaufaniu, że jego rozmówca zrozumie aluzje. Każdy jeden w końcu od zarania dziejów przywoływał tę starą śpiewkę, zdanie w którym dopisuje Ci albo szczęście w kartach, albo to w życiu uczuciowym. Oczywiście, każde szczęście niosło ze sobą pewną cenę. Cóż, trzeba będzie oswoić się z nową paletą wewnętrznych doświadczeń, obudować słabość odpowiednimi strategiami. To później.

– Ten teatr... – westchnął odwracając się ku Lorraine – zdecydowanie podupada, ciężko w dzisiejszych czasach o dobrą artystyczną strawę w zadowalających warunkach. I tak nigdy za nim nie przepadałem, preferując eteryczność Francuzów, liryzm Włochów, czy dramatyzm Niemców. No może poza Wagnerem, wiadomo, któż byłby w stanie dźwignąć Wagnera... W ogóle – podjął z nową energią – z przyjemniejszych tematów, mój przyjaciel zamierza napisać sztukę. Chyba będę próbował dopomóc mu w tej sprawie, w znalezieniu odpowiedniego miejsca i sponsorów, bowiem z teatrem Selwynów mu nie po drodze, mimo, że wywodzi się z tamtej rodziny. – Dobry, bezpieczny temat rozluźnił mu barki.

W razie pytającego spojrzenia krupiera gestem potwierdził swoje wycofanie się z rozgrywki.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#30
22.07.2024, 21:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 21:52 przez Bard Beedle.)  

Jeden gracz się wycofał jeszcze na samym początku. Kolejne dwie osoby spasowały wraz z kolejnymi turami licytacji. Wreszcie w grze pozostały już tylko trzy kobiety. Geraldine, Eden i Lorraine. Żadna z nich nie chciała się wycofać. Koniec końców, niestety, szczęście mogło dopisać tylko jednej.

- Mamy w puli 141 żetonów. W grze pozostały panie Geraldine, Eden i Lorraine. Proszę o okazanie kart. - krupier przeszedł do dzieła. Poprosił o karty i zaczął zapoznawać się z tym, co każda z kobiet miała na ręku. - Na samym początku dwie pary. Dwie dwójki i dwa króle. Do tego jedna dziewiątka. - zaczął od Geraldine, nie wyrażając przy tym niczego szczególnego. Następnie spojrzenie przeniósł na karty Eden. - Trzy damy i dwie dwójki. To nam daje fulla. Ma pani bardzo dużo szczęścia w kartach. - skomentował tę oczywistość. Tylko czy szczęście w kartach było rzeczywiście czymś dobrym? Należało się z tego cieszyć? Zdania były w tym temacie podzielone. A i łatwo było się w świecie hazardu po prostu zagubić. - Ostatnia z pań ma dwie pary. Są to dwie piątki i dwa króle. - tutaj dał sobie moment na zaczerpnięcie oddechu. Nie śpieszył się z podaniem ostatecznego werdyktu, choć akurat ten musiał być już wszystkim znany. Przecież każdy przy stole wiedział jak wyglądała hierarchia układów. Prawda? - Wygrywa pani Eden. 141 żetonów wędruje w pani ręce. Gratulacje. - kiwnął w kierunku kobiety głową. - Pani Lorraine zajmuje honorowe, drugie miejsce, natomiast Geraldine trzecie. Na ten moment musimy przerwać rozgrywkę. Zapraszam wszystkich do salonu, pani Delacour przygotowała dla wszystkich małą niespodziankę. Po przerwie będziemy mogli wrócić do gry. - poinformował, zbierając zarazem karty i starając się zaprowadzić przy stole względny porządek. Przygotować go na kolejne rundy pokera. Bo pewnym było, że w pokera jeszcze wszyscy zagrają. Tak samo jak i również w ruletkę. Po przerwie będą mogli tutaj wrócić i dalej dobrze się bawić. Tak jak krupier właśnie zapowiedział.


W międzyczasie każdy, kto zamówił alkohol, otrzymał go od kelnerki, która pojawiła się w pomieszczeniu. Zajęło jej to nieco dłuższą chwilę, ale niczego nie pomyliła, ani też nie pomieszała.


Do czwartku, godziny 15, macie czas żeby opuścić temat. Kolejka nie obowiązuje. Osobno dam znać, kiedy będzie można dołączyć do tematu zbiorowego.

Stan żetonów na aktualny moment:
Morpheus - 10
Anthony - 65
Geraldine - 25
Erik - 44
Eden - 381
Lorraine - 45
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1548), Bard Beedle (1992), Eden Lestrange (1400), Erik Longbottom (1578), Geraldine Greengrass-Yaxley (973), Lorraine Malfoy (1844), Morpheus Longbottom (788)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa