10-11 lipca 1972r.
Norwegia (Oslo) | Dom Richarda Mulcibera
Po odbytej kilka dni temu rozmowie z bratem, dotyczącej jego pracy w Ministerstwie Magii, Richard w wolnej chwili przejrzał swoją zebraną z domu dokumentację, potrzebną do złożenia papierów o pracę w Biurze Aurorów. Znając jednak hierarchię rekrutacji w Brytyjskim Ministerstwie Magii, najpewniej przyjmą go pierw do Brygady Uderzeniowej. Miał wszystkie potrzebne podstawowe dokumenty. Musiał jedynie na nowo rozpisać życiorys. Opisać swoje doświadczenia zawodowe. Brat zasugerował mu, że dobrze byłoby mieć dodatkowe papiery z osiągnięciami, co mogłoby zwiększyć jego szanse zatrudnienia. Tych dokumentów nie miał na miejscu.
Podejmując decyzję o swoim wyjeździe do Norwegii, nie tylko uprzedził Roberta o tej decyzji, ale wspólnie ustalili odpowiedni termin, biorąc także pod uwagę interesy Roberta poza Anglią. Wymieniali się, aby choć jeden pozostawał w kamienicy i pilnował interesów rodzinnych. Pod nieobecność brata, Richard zajął się klientami, spotkaniami, jakie były z nimi zaplanowane. Gdy Robert wrócił do Londynu, wymienili się i dzień później, Richard udał się do Oslo, aby załatwić swoje sprawy.
Nie miał pojęcia o tym, jaki numer wykręcił jego młodszy syn ze skrzatem. Wykorzystując Agnarra do przyjmowania korespondencji od klientów. Pojawiając się w swoim domu za pomocą świstoklika, nie zauważył na pierwszy rzut oka, że coś mogło być nie tak. Skrzat po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku, jaki towarzyszy świstoklikowi, zmaterializował się w pobliżu, witając Richarda.
- Wszystko w porządku? Działo się coś pod moją nieobecność?Zapytał skrzata. Mając nadzieję, usłyszeć dobrą odpowiedź.
- Wszystko w porządku, Panie Richardzie. Agnarr wywiązuje się ze swoich zadań, jak Pan prosił.
Odparł w odpowiedzi skrzat, zgodnie z prośbą panicza Charlesa, nie mówiąc o czymś, o czym nie powinien martwić Pana tego domu.
- Scarlett jest w domu?
Zapytał przy okazji, aby też sprawdzić, czy dziewczyna sobie jakoś radzi, pod nieobecność męskiego grona domowników.
- Panienki nie ma. Mówiła Agnarrowi, że wróci wieczorem.
Odpowiedział skrzat. Richard musiał to przyjąć do wiadomości i najwyżej porozmawia ze swoim najmłodszym dzieckiem w godzinach późniejszych.
Podziękował skrzatowi i udał się do swojego gabinetu, gdzie w pierwszej kolejności odszukał swoją teczkę z osiągnięciami zawodowymi. Potrzebował tych danych również do rozpisania na nowo życiorysu. Odnalazł także swoje osiągnięcia zawodowe i inne podziękowania. Zgarnął całą teczkę tych dokumentów, chowając do swojej podręcznej odpowiednio dużej torby.
W popołudniowym czasie, pozwolił sobie udać się na rozmowę z Panem Evensenem, który pod jego nieobecność, nie chciał rozmawiać z Charlesem, chcąc zawrzeć umowy jedynie z Richardem. Dla tego celu, Mulciber przeznaczył dwa dni swojego pobytu tutaj. Klienci nawet w Skandynawii byli ważni.
Spotkanie z klientem odbyło się w jego posiadłości, na granicy Oslo, w jego magicznej części. Wstępnie Richard przeprosił za syna, ale tym samym usprawiedliwił swoją niedostępność, spowodowaną sprawami rodzinnymi w innym kraju. Dlatego na swoje zastępstwo, zaangażował syna. Zostało to zrozumiane, lecz tym samym zaznaczone, że kwestie umów woleliby bezpośrednio omawiać z głównym przedstawicielem interesu handlowego rodziny Mulciber. Jakim w tym kraju był Richard, reprezentując brata. Na szczęście dalsze sprawy bez problemu można było omówić i dokonać przedłużenia umowy, a także zawarcia nowej o nowe składniki do wykonywania świeczek, czy kadzideł. Składniki z gór północnych, w trudno dostępnych warunkach. Choć kosztowne, mogą przynieść sporego zysku, nowego zainteresowania dla odbiorców w jego rodzinnym kraju w Anglii.
Spotkanie z Panem Evensenem przebiegło spokojnie, w dobrej atmosferze, w zrozumieniu i wyrozumiałości. Richard wrócił do domu, gdzie przy okazji przejrzał inne sprawy papierowe w swoim gabinecie. Czekając najwyraźniej na powrót córki, gdzie godzina kolacji nieubłaganie się zbliżała.