• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[01.09.1972r.] Doceniam starania | Richard i Charles

[01.09.1972r.] Doceniam starania | Richard i Charles
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
07.12.2024, 23:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2024, 23:51 przez Richard Mulciber.)  

1 września 1972r. - wieczór
Aleja Horyzontalna / Mieszkanie Charlesa



Ostatnie dni były dla wszystkich w tej rodzinie trudne. Każdy ciężar śmierci członka rodziny znosił inaczej. Jedni gorzej, drudzy mniej. Strata Roberta mogła odbić się bardziej na Sophie i Richardzie. Jedno straciło ojca, drugie brata.

Nie zapomniał o tym, że ma dzieci. Ten ostatni list od Charlesa mu o tym także przypominał. Nie odpisał mu jednak na to. Po prostu nie był wstanie komukolwiek odpisać po pogrzebie swojego brata. Potrzebował czasu. Samotności. Dojść do siebie w ciszy. Przemyśleć wiele spraw. Podjąć niektóre z decyzji.

Nie było mu to dane. Nie mógł sobie pozwolić na tydzień, czy nawet miesiąc takiej izolacji. Potrzebowała go Sophie, potrzebowała także Scarlett. W tej kamienicy, został tylko on z dziewczynami. Zaczynał rozumieć, jak czuł się w tym miejscu, w takiej ciszy Robert. Doświadczał prawie tego samego co ona. Ich światy były inne. Codziennie żyjący dom w Norwegii, przeciwieństwo cichej kamienicy w Anglii.

Czy zakrywał lustra? Nie. Patrząc w lustro, być może nie tylko widział siebie, ale i brata. Musiał to znieść. Ale nie tak widział ten koniec. Być może wierzył, że skoro razem przyszli na świat, to razem odejdą.

Po dzisiejszym spacerze ze Scarlett, postanowi także odwiedzić synów. Zrobił to jednak wieczorem. O swoim wyjściu powiadomił skrzaty, córki nie chciał zadręczać ani bratanicy. Nie powiedział też, gdzie zamierza się udać.

Mając adres zamieszkania swoich chłopców, udał się pod niego na Aleję Horyzontalną. Odszukał odpowiednie mieszkanie i stanął przed nim. Nie zastanawiając się długo, nie zapowiadając się nawet wcześniej, zapukał do drzwi. Chciał sprawdzić, jak sobie radzą. Mieć pewność, że nic im nie grozi. Niepokoił go ten ostatnio otrzymany anonim. Wziął go ze sobą, tak na wszelki wypadek.

Na sobie miał czarny płaszcz. Pod nim, czarny sweter, ale nie golf i czarne spodnie z obuwiem. Jedyne co było charakterystyczne, to zarost. Od dwóch dni, nie golił się. Co nie znaczy, że nie dbał o siebie. Dla jego dzieci było to wręcz zawsze ułatwienie w rozpoznawaniu bliźniaków.



@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#2
08.12.2024, 12:41  ✶  
Ostatnie dni były trudne dla wszystkich w rodzinie i Charles nie był wyjątkiem. Choć wielu mogło uznawać inaczej, gdy ostatnie dni Robert spędził z nim w konflikcie, młody Mulciber nie był na tyle paskudną istotą, by nie docenić zmarłego pomijając ostatnie tygodnie, gdy ich relacja zepsuła się, gnijąc jak śliwka pozostawiona zbyt długo w ciepłym, wilgotnym miejscu. Dochodziło do tego również poczucie winy. Czy jego karygodne zachowanie nie przyczyniło się do pogorszenia stanu zdrowia Roberta?

Być może to właśnie to poczucie winy powodowało, że nie pojawił się u boku ojca od razu. Bał się, że Richard właśnie jego oskarży o spowodowanie przedwczesnego odejścia bliźniaka, a nie byłoby to coś, co mógłby znieść. Bezzmiennie zapatrzony w ojca, nie poradziłby sobie z takim oskarżeniem. Lepiej było nie wiedzieć.

Oddawał się pracy, by zająć głowę czymś pożytecznym aniżeli myślami o tych, którzy odeszli i winie, która mogła wcale nie być jego. Praca u pani Dolohov dobrze mu robiła - uczył się nowych procedur, organizował sobie miejsce pracy, tworzył świeczki i kadziła dla pacjentów, wreszcie zajmował się całą organizacją wizyt i grafików. Nawet głupie pisanie listów z przypomnieniem o wizycie dobrze na niego działało. Proszę niezwłocznie powiadomić, jeśli nie ma Pani możliwości stawienia się na wizycie brzmiało o wiele lepiej od zabiłem własnego wuja i skrzywdziłem tym ojca, które kołatało się w myślach.

Nie inaczej było w domu, gdy miał swoje świeczkowe imperium do rozkręcenia. Wzory, właściwości, pomysły na opakowania, na taktyki sprzedażowe: Charlie walczył ze światem i miał wrażenie, że na tym polu może wygrać, jeśli tylko skupi się odpowiednio na swoim zadaniu. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, akurat rzeźbił kolejny wzór w kawałku wosku. Drobne ścinki spadały na rozłożoną gazetę, gdy Mulciber dbał o porządek w nie swoim mieszkaniu. Z bryły białego, zwykłego wosku powoli wyłaniała się róża, wzór oklepany, ale niezmiennie popularny.

- Chwileczkę! - Zawołał w stronę drzwi. Potrzebował chwili, by odłożyć swoją robótkę, otrzepać się z opiłków i poprawić, by prezentować się dość dobrze dla gościa. Któż mógł to być? Obstawiał Rodolphusa, może siostrę, jeśli poszła po rozum do głowy po ich ostatniej sprzeczce, a może po prostu jakiś sąsiad.

Podszedł do drzwi pospiesznie.

- Tata... - Niemal wyszeptał, gdy zobaczył w drzwiach mężczyznę i po zaroście mógł od razu stwierdzić, że z Richardem nie jest dobrze. - Tato, co tu robisz? Wejdź, wejdź. - Zaprosił go do środka, gdy usta nieświadomie paplały wyuczone grzeczności. Ciało nie podążało za ustami, bo zupełnie niezgodnie ręce Charlesa wyciągnęły się w stronę ojca, by objąć go i przytulić. Odyn jeden wiedział, który z nich potrzebował tego bardziej.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
22.12.2024, 22:52  ✶  

Czekając na jakąkolwiek reakcję, usłyszał za drzwiami znajomy głos syna. Cierpliwy był, więc pozwolił mu skończyć to, czym się w obecnej chwili zajmował. Najpewniej zaskoczy syna, kiedy ten otworzy drzwi, gdyż nie zapowiedział się ze swoją wizytą. Tak też się stało, kiedy Charles otworzył drzwi i go zobaczył.

- Witaj synu.
Przywitał się z nim, wchodząc do środka, kiedy został zaproszony. Nie zdążył raczej rzucić okiem na wnętrze pomieszczenia, kiedy jego wzrok spoczął na wyciągniętych rękach Charlesa. Znał ten gest. Podszedł bliżej i objął syna. Pozwolił na tę chwilę. Może i on sam tego potrzebował? Trudno stwierdzić. Jedną z dłoni położył na jego włosach.
- Dostałem Twój list.
Nawiązał do tej ostatniej wiadomości. Gdzie Charles zapewnił, że ma przecież ich, mimo iż stracił brata. Ale nie był wstanie odpisać na niego. Dlatego dopiero dzisiaj, zdecydował się przyjść osobiście, odwiedzić swoich chłopców.
- Wybacz, że bez zapowiedzi. Chciałem zobaczyć jak mieszkacie i sobie radzicie.
Rzekł, puszczając Charlesa, aby mógł zamknąć drzwi, zaprosić do pomieszczenia, gdzie będą mogli sobie porozmawiać. Tym samym Richard, chciał się osobiście rozejrzeć. Czy naprawdę, aż tak uzależnił od siebie syna, że miałby sobie nie poradzić? Czy może ta zmiana miejsca zamieszkania, nauczyła ich odpowiedzialności i samodzielności?


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#4
24.12.2024, 11:28  ✶  
Tata. Charles jednak nie potrzebował wiele do szczęścia, bo gdy padł w objęcia Richarda i wcisnął twarz w jego ramię, wszystko nagle było dobrze. Świat zatrzymał się i osiągnął spokój, gdy ojciec był blisko, cały, zdrowy, może nie do końca szczęśliwy, ale mający odzyskać równowagę z tak potrzebnym czasem. Charlie znów był małym chłopcem, który nie puścił ojca od razu, a trzymał się go tak długo, aż zrobiło się to niezręczne, i jeszcze parę sekund dłużej. Nie był gotów nawet wtedy, gdy puszczał mężczyznę, pozwalając mu odzyskać wolność, pozwalając, by wszedł do mieszkania.

Ojciec nauczył chłopców odpowiedzialności, ale też porządku. Mieszkanie było tego najlepszym dowodem, bo choć od początku mieli z nim łatwą pracę, to potrafili utrzymać je czystym, nawet bez jednej plamki lub widocznego kurzu. Jasne, nowoczesne wnętrza mieszkania Rodolphusa były bliskie sterylności, lecz brakowało im duszy, jaką miała choćby kamienica Mulciberów.

- Wejdź, tato. Leo jest w pracy. - Wyjaśnił szybko nieobecność brata. - Ostatnio spędza w szpitalu bardzo dużo czasu. Napijesz się czegoś? Mamy dobrą kawę. Z Kolumbii.

Gest dłoni posłał czajnik pod kran, po wodę, a następnie na magiczny palnik, by zagotować płyn w zupełnie naturalny sposób. Podobno miało to wpływ na smak napojów, usłyszał kiedyś, i tego się trzymał. Dla ojca chciał jak najlepiej.

- Chciałbyś coś zjeść, tato? Mam... Mam tosty i ser na kolację. Tosty z serem. Mogę się podzielić, jeśli chcesz? Mogę też pójść szybko do sklepu, tato, jeśli masz ochotę na coś innego. Tato?

To był pierwszy raz, gdy to Charlie musiał ugościć ojca i chciał to zrobić najlepiej jak potrafił. Richard musiał wiedzieć, że Charlie zmuszony był wydorośleć zbyt szybko, wyrzucony z kamienicy przez wuja, więc to, jak radził sobie z przygotowywaniem posiłków, mogło rzutować na jego przystosowanie do samodzielnego życia. Tosty były przynajmniej ciepłe, szybkie, nie wymagały zbędnych przygotowań, a że nie były zbyt pożywne? To nie było zmartwienie młodego Mulcibera, nastawionego na nowe doznania w pracy, miłości i nowoodkrytej samodzielności.

Kiedy zakręcił się już w przylegające do salonu kuchni, mógł w końcu przysiąść na pufie, naprzeciw ojca. Podpierając ręce przed sobą między nogami, dopiero mógł zatrzymać na chwilę myśli i zacząć mówić to, co naprawdę miało znaczenie. Spojrzał na Richarda, lecz zaraz szybko odwrócił wzrok, gdy zdjął go wstyd. Czuł się winny wielu rzeczy i chciał, by ojciec o tym wiedział.

- Jak się czujesz, tato? - Zapytał więc ostrożnie, wstydliwe, wciąż unikając spojrzenia ojca. - Przepraszam, że nie było mnie przy tobie przez ostatnie dni. Doszedłem do wniosku, że... Że może nie chcesz mnie widzieć.

Pytań było wiele. Czy ojciec oskarżał go o śmierć najważniejszej dla siebie osoby? Czy gardził nim, sądząc, że przyczynił się do śmierci Roberta? Przyszedł tylko po to, by mu to powiedzieć? Wytknąć błędy, podkreślić, że Charles nie ma czego szukać na łonie rodziny?

- Przykro mi, że... Wiesz. Przez całą tą sytuację. Przepraszam, tato.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
02.01.2025, 12:56  ✶  

Chłopcu brakowało obecności rodzica. Richard to zauważył, kiedy młody nie chciał tak szybko go puścić. Pozwolił mu nacieszyć się tą chwilą, gdzie go obejmował, przytulał do siebie, gładził go po włosach. Dużego chłopca, który jeszcze nie uwolnił się od więzi rodzinnych. Czy może coś uległo już zmianie? Tego dowie się podczas rozmowy.

Kiedy tylko Charles go puścił, wszedł i pozwolił sobie na rozejrzenie się. Skupił wzrok na Charlesie, który poinformował go o nieobecności Leonarda, obecnie przebywającego w pracy.

- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości nieobecność starszego syna. Trochę szkoda, ale najwyżej złapie go innym razem i porozmawia. Bardziej w tej chwili liczył na rozmowę z Charlesem. Ponieważ odkąd tutaj zamieszkał i podjął pracę, za dużo rzeczy działo się wokół niego. I niestety to ten chłopak potrzebował nadal rodzicielskiej kontroli. Nawet, jeżeli nie mieszkali już razem.

Już miał odpowiedzieć w kwestii poczęstunku kawą, ale Charles dodał jeszcze od siebie kilka słów propozycji żywieniowej. Niestety Richard apetytu nie miał. Ledwo cokolwiek jadł w kamienicy i to najwyraźniej martwiło też Selar. Nie ma się co dziwić, gdyż i ona chodziła ostatnimi dniami smutna. Najwięcej służyła jego ojcu i Robertowi.

- Kawa wystarczy.
Nie skomentował tego, czym żywi się jego syn. Ale najwyraźniej brakuje im skrzata, aby pomagał chociażby przy posiłkach. Richard nie chciał też aby syn specjalnie szedł do sklepu i coś specjalnego przygotowywał. Nie był zaproszony na jakikolwiek posiłek. Przyszedł tylko sprawdzić, czy chłopcy dają sobie radę i nic im nie grozi. Mając na uwadze ostatnie ostrzeżenie, jakie dostał od anonima.

Tak więc Richard uspokoił syna, aby nie kłopotał się i że sama kawa, wystarczy na ugoszczenie. Nie planował zostać tutaj długo i specjalnie czekać na powrót Leonarda. Może nie dzisiaj.

Wchodząc do salonu, Richard zdjął płaszcz i powiesił go na krześle przy stole jadalnym. Biorąc pod uwagę że kuchnia była łączona jakby z salonem. Skierował się więc do głównego pomieszczenia, gdzie zajął miejsce na kanapie czy fotelu, czekając aż chłopak dołączy. Skończy przygotowania napoju.

Charles szybko jednak dołączył, ale przez pewną chwilę trwało milczenie. W końcu odezwał się, jak zwykle przepraszając. Nie musiał.

- Nie jesteś niczemu winny Charles.
Odparł zgodnie z prawdą, patrząc synowi w oczy. Mówił poważnie. Nie obwiniał go o śmierć Roberta, jeżeli o to chodziło. Richard widział inną osobę winną śmierci jego brata. A może nawet dwie? Robert też nie mówił mu o wszystkim. Choćby o zdrowiu. Czy cokolwiek robił w tym kierunku?
- Jeżeli masz z Leonardem potrzebę odwiedzenia mnie czy dziewczyn, drzwi do kamienicy są otwarte dla was.
Dodał. Jeżeli tego potrzebował wiedzieć. Należy przecież do rodziny. A kamienica przeszła teraz w jego własność. Przynajmniej do czasu, aż Sophie wyjdzie za mąż.


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#6
03.01.2025, 15:19  ✶  
Stęskniony Charles nie mógł napatrzeć się na ojca, gdy ten już pojawił się przed nim i chociaż sam był przecież dorosły, najchętniej wcisnąłby się w bok Richarda i nie puszczał. Brak matki objawiał się przesadnym wręcz przywiązaniem do taty, tym poważniejszym, gdy ostatni miesiąc przyniósł tyle zmian.

Nie naciskał na karmienie ojca tostami. Nie każdy mógł zadowolić się tak prostym jedzeniem, a i Richard zapewne nim pogardził, skoro miał w kamienicy Selar. Skrzaty dbało o niego o wiele lepiej, niż Charles byłby gotów zadbać kiedykolwiek, dlatego tylko skinął głową, przyjmując do wiadomości wybór Richarda. Kawa, to mógł zrobić nawet bez pomocy skrzata.

Bardziej, niż bliskości ojca, Charles potrzebował zapewnienia, które otrzymał niemal od razu. Coś boleśnie przesunęło się w jego klatce piersiowej, a następnie powędrowało do gardła, zaciskając się na nim i wykrzywiając usta w podkówkę zwiastującą skrajne emocje. Szybko jednak powstrzymał wzruszenie.

- Ja nie chciałem... ja... - Wahał się, nie mogąc znaleźć słów. - Jest mi tak przykro, tato. - Wydusił w końcu. - Jest mi tak wstyd, że zachowałem się, jak się zachowałem, i że wuj musiał tak postąpić. Przepraszam, że sprawiłem tyle problemu tobie i wujowi, chciałbym to naprawić, ale jest już za późno. Wiem, że już nie będę w stanie przeprosić wuja. - Poderwał się z miejsca, gdy czajnik zaczął gwizdać, zwiastując zagotowanie wody. Łatwiej było schować się za zabudowaniami kuchni.

Gdzieś w głębi serca łudził się, że ojciec zaproponuje mu powrót do rodzinnej kamienicy, zaprosi go z powrotem pod swoje skrzydła. I choć nie wiedział, czy chciałby powrotu do starych ustaleń, to jasnym było, że sama propozycja wiele by dla niego znaczyła. Nie zamierzał jej jednak wymuszać.

- Dziękuję, tato. Jeśli będziesz chciał... to was odwiedzę. - Odpowiedział zdawkowo.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
05.01.2025, 13:35  ✶  

Wizyta Richarda była niezapowiedziana. Gdyby było inaczej i wysłałby mu list, że planuje odwiedzić swoich synów, kto wie czy Charles przygotowałby się do tego znacznie lepiej. Jednakże starszy Mulciber wolał tak, niż uprzedzać o swojej wizycie. Przynajmniej wie, że w kwestii utrzymywania porządku i czystości, wychował chłopców odpowiednio. Z gościnnością tak samo. Widział to po Charlesie, jak mu zależało. To była jego druga próba samodzielności. Już pod koniec wiosny, była sytuacja, gdzie musiał sam z Leonardem zajmować domem w Oslo, kiedy Richard musiał pomóc bratu w innym kraju.

Podczas rozmowy w salonie, gdzie to syn zaczął przepraszać, Richard zapewnił go, że nie jest niczemu winny. Za swoje wcześniejsze przewinienia, dostał już przecież solidną karę i ostrzeżenia wobec swojego postępowania.

- Przepraszając mnie. Przepraszasz jego. Nie obwiniaj się synu. Za swoje przewinienia dostałeś już karę. Czasu nie cofniemy, choć sam bardzo bym chciał.
Po raz kolejny go zapewniał. Nie można zapomnieć, że Robert i Richard byli bliźniakami, dzieląc ten sam wygląd. Jeżeli to ma uspokoić Charlesa, żeby mu się nie rozkleił, a coś czuł, że chłopak się powstrzymuje, to niech wierzy, że przeprosiny zostały wysłuchane. Nie Charles był przecież winny jego śmierci.
- Jeżeli szukasz winnego, to nie szukaj go w sobie. Robert też nie był ze mną szczery w niektórych sprawach. O niektórych, nawet nie mówił.
Dodał informacyjnie. Pozwalając też, aby Charles zajął się przygotowaniem kawy, jak tylko czajnik dał sygnał, że woda jest zagotowana.
Dał synowi zielone światło, możliwości odwiedzania go i dziewczyn w kamienicy, wraz z Leonardem.
- Przy okazji, kupiliście czy wynajmujecie to mieszkanie?
Zmienił trochę temat, aby wyciągnąć nieco więcej informacji w tym temacie.

@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#8
07.01.2025, 15:27  ✶  
Charles starał się tak utrzymać mieszkanie w czystości, jak i ugościć w nim ojca, tym bardziej, że nie miał wielu odwiedzających. Rolph pojawił się od czasu do czasu, lecz to było wszystko, na co mógł liczyć. Zbyt skupiał się na pracy, by szukać sobie znajomych. Zresztą, w pracy też poznał parę ciekawych osób!

- Tylko tyle mogę zrobić, tato. - Zgodził się, odwracając do czajnika. Dyskretnie otarł oczy, by ojciec nie dojrzał wzruszenia. Charles wielu osobom obiecywał już, że dorośnie. Dorośli nie mazali się w taki sposób. - Byłem głupcem i teraz już na wszystko jest za późno.

Zalał kawę dla ojca i herbatę dla siebie. Było już zbyt późno, by mógł cieszyć się kofeiną, jeslk chciał zasnąć wystarczająco wcześnie przed pracą, bał się jednak, że mimo wszystko nie zaśnie przez emocje, jakie przyniósł ze sobą Richard.

Przeniósł dwie wysokie, zgrabne szklanki z napojami na stół, zaraz też doniósł cukier i mleko, oba w eleganckiej porcelanie.

- Wuj pozostał dla mnie tajemnicą. Nie potrafię... Nie potrafiłem go zrozumieć. - Zgodził się z Richardem. Nie mieli dość czasu, by nauczyć się siebie nawzajem, Charlie spodziewał się, że też Robert wcale tego nie chciał. - Nie stać nas na kupienie takiego mieszkania, tato. Pamiętaj, że ja prawie nic nie mam. - Uniósł na ojca ciemne spojrzenie, bo chociaż wiedział, że ojciec nie kpił, to kpinę w tym widział. Westchnął ciężko, chcąc pozbyć się tego wrażenia. Tata mógł zapomnieć, że chciał go wspierać, mógł zapomnieć, że Charles tułał się bez pracy, nie spodziewając się, że tak szybko będzie musiał się usamodzielnić. - Och, tato. Ciocia Lorien do mnie napisała. - Przypomniało mu się. Zmarszczył lekko nos. - Chciała mnie wykorzystać do wpłynięcia na wuja Alexandra. Uważaj, tato, może kontaktować się z tobą.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
08.01.2025, 22:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2025, 22:09 przez Richard Mulciber.)  

Richard zbyt dobrze znał swojego syna, aby nie zauważyć momentów, w których Charles miał problemy z emocjami. Tak i teraz, kiedy udał się w kierunku kuchni, aby zalać przygotowane kubki. Choć przecież z pomocą magii bezróźdżkowej, mógł tego dokonać jednym machnięciem ręką. Charles już po prostu tak miał. Sam w sobie musiał znaleźć tę odporność. Dorosnąć.

- Wiesz, jakie popełniłeś błędy. Poznałeś smak ich konsekwencji. Możesz to zmienić, nie popełniając ich ponownie.
Odpowiadając na słowa syna, w oczekiwaniu aż wróci do części salonowej z kubkami kawy, Richard wyciągnął paczkę papierosów i pozwolił sobie zapalić jednego. Leonarda nie było, więc nie musiał się powstrzymywać. Charles później może przewietrzyć mieszkanie, jeżeli będzie to konieczne. Richard był świadom tego, że jego starszy syn nie znosił zapachu tytoniu.
- Robert był specyficzną osobą. Poza mną, nieliczni mogli go zrozumieć.
Dodał w kwestii swojego brata. Najpewniej o nim wiedział znacznie więcej niż inni. Lecz były niektóre sprawy, którymi się z nim nie dzielił. Być może dlatego, aby go chronić.

Nie kpił sobie z syna, pytając o kupno czy wynajem mieszkania. Pamiętał co mówił mu Leonard, że miał odłożone pieniądze na zakup domu. Czyżby słowa przerosły go w praktyce, że skończyło na samym wynajmie?

- Pamiętam Charles. Pytam, ponieważ Leonard wspominał, że odkładał na dom. Czy może coś się zmieniło w tej kwestii?
Zapytał ze spokojem. Zaciągnął papierosem, aby poczuć w sobie to przyjemne ukojenie smaku tytoniowego. Wypuścić dym ustami, rozejrzałby się ponownie po mieszkaniu, ale wspomnienie o Lorien, skupiło jego poważną uwagę na Charlesie.
”Czego ta żmija chce od mojego syna?" – zapytał sam siebie w myślach. Ostrzegawczy anonim jaki otrzymał, na pewno nie należał z pisma do Lorien. Ona grała inaczej. Paskudnie, inaczej.
- Wątpię, aby miała jakąkolwiek odwagę do mnie pisać, po odejściu Roberta. Nie zapominaj, że to ona chciała się Ciebie pozbyć. Być może to samo zrobiła z moim bratem. Słyszałeś plotki na jej temat z Anthonym Shafiqiem?
Odparł i zapytał. Nie ukrywając w sobie tej niechęci do kobiety, która była jego szwagierką. Odkąd namieszała w życiu jego brata, wręcz jej nienawidził. Nie krył tego przed synem. W końcu to ona sugerowała wydziedziczyć Charlesa. Nawiązując do plotek, chciał się upewnić, czy Charles słyszał o tym, ze była z jego ulubionym wujem "blisko".


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#10
20.01.2025, 23:19  ✶  
Głębszy wdech miał pozwolić uspokoić emocje. Spojrzenia rzucane na boki, nerwowe ruchy dłoni, oblizywanie ust: to wszystko, co zdradzało zdenerwowanie, dla kogoś obytego z zachowaniem Charlesa było ewidentne. Ojciec  mógł z niego czytać jak z otwartej księgi, więc ucieczka była jedynym wyjściem, oznaczającym jeszcze więcej, niż te subtelne gesty.

- Tak, tato. Postaram się. - Skinął głową, obiecując poprawę tak przed sobą, jak i przed ojcem. Nie mógł nic powiedzieć na ojca i jego palenie, więc tylko przywołał płaskie naczynie, które równie dobrze mogło być popielniczką. Gładko wylądowało przed Richardem. - Tato, czy ty... Czy ty naprawdę rozumiałeś wuja? - Pytanie było niewinne. Nie miało kryć się za nim powątpiewanie, ale gdzieś tam było, jawiło się jak plamka krwi na białym płótnie. - Staram się zrozumieć waszą więź. Wiem, że była szczególna. Nigdy nie zastanawiałem się nad nią tak naprawdę... chyba byłem zazdrosny. Przepraszam, tato. - Kajał się znów, a poczucie winy pchało go do Richarda, by wcisnąć się pod jego bok. Mimo to, Charles pozostał w miejscu, walcząc z prymitywną potrzebą bliskości, bezpieczeństwa i akceptacji.

Złapał za kubek i podmuchał na ciecz, starając się jak najszybciej ostudzić herbatę.

- Leonard ciągle się rozgląda. To tutaj, to tylko na chwilę. - Wyjaśnił, bo i sam tak uważał. Nie chciał korzystać z uprzejmości Rolpha dłużej, niż było to konieczne. Kolejna rewelacja sprawiła jednak, że młody Mulciber odstawił kubek na stolik i spojrzał na ojca szeroko otworzonymi oczyma, jak wystraszona sarna, która tylko czeka na śmierć pod kołami mugolskich pojazdów. - Plotki z... wujem Anthonym?

Tego było za wiele. Charles ożywił się na nowo, tym razem ze złych powodów. Lorien nie tylko zabrała mu rodzinę, jej jedność, jej integralność; teraz zamierzała zrobić to samo z wujem Shafiqiem?! Niedoczekanie!

- Na Odyna...

Poderwał się z miejsca, by z szuflady wyciągnąć ten kawałek pergaminu, który otrzymał poprzedniego dnia. Prześledził litery po raz kolejny.

- Tato, ona do wysłania tego listu użyła harpii wuja! - Podniósł lekko głos, gdy emocje narosły. Układanka składała się w całość. - Posłuchaj tego... Zapewne powiedziano Ci już, że to ja poleciłam, aby Cię wydziedziczyć. Jest to prawda, której nie zamierzam zaprzeczyć, a dalej teraz, gdy mój mąż nie żyje, nie czuję się w obowiązku ukrywać przed tobą rzeczy, które działy się za zamkniętymi drzwiami naszego domu. Słowa, które odebrałeś jako mój atak, nigdy nim nie były. Wypowie działam je, bo gdyby padły z ust Roberta - nie miałbyś szans. Tato, ona mąciła od samego początku! - Czytał i komentował, gniotąc pergamin w palcach, pozostawiając w nim brzydkie wgniecenia, na wzór tych, które poprzedniego dnia powstawały w tych samych miejscach. - Odseparowałam braci na tyle na ile byłam w stanie, by każdy mógł przez chwilę myśleć samodzielnie. By Richard przypomniał sobie, że jesteś jego synem. Tato, ona sądzi, że gdyby wuj Robert nakazał ci wyrzec się mnie, zrobiłbyś to.

Przerwa w słowach Charlesa wybrzmiała o sekundę za długo. W końcu oderwał wzrok od słów ciotki i spojrzał znów na ojca. Zrobiłbyś to, tato?, padło niewypowiedziane pytanie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (4457), Richard Mulciber (5277)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa