- STÓJ, na przeklęte kłaczki, nie ruszaj się!- zawołał chwilę po tym gdy upuścił z pyska zwłoki. Ogon zjeżył się z niepokoju gdy ponownie podnosił ptaka i dobiegał do zaskoczonej postaci. Omiótł ją swym ogonem i tułowiem, powitalnie ocierając się o Avelinę. Postawił u jej stóp zwłoki sikory - nie miały na sobie nawet najmniejszej kropli krwi. Umiejętnie mordował je poprzez złamanie karku. Humanitarnie, czyż nie?
- Nie rób pochopnych kroków bo zdepczesz moją pracę.- odezwał się i oblizał kilkukrotnie pyszczek. Od tych polowań zgłodniał a jednak nie mógł podjadać zebranych zwłok - tak, na krótkiej trasie od wycieraczki do pierwszej dużej doniczki znajdowało się dosłownie, p i ę ć różnego rodzaju zwłok; piękny memortek, sikorka, szczur, mysz i miniaturowa jaszczurka. Ta ostatnia mogła jeszcze żyć ale mądrze udawała truchło, jak to miała w zwyczaju.
- Popilnuj ich proszę przez chwilę. Tylko ich nie zjadaj! Są mi potrzebne.- poprosił Avelinę i otarł głowę o jej łydkę na znak przyjaźni. Chwilę później przebiegł między jej nogami i zniknął gdzieś za rogiem. Nie było go dobre pięć minut, skakał gdzieś po gzymsie.
- Spójrz do góry. Zdejmij mnie stąd.- zawołał, stojąc na samym krańcu dachówki. Wokół niego latało kilka swoich piór lecz niestety ale nie udało mu się pochwycić tak ambitnej ofiary. Ta spłoszona zwiewała jak najdalej od tego kociego sadysty. Zaparł się pazurami na dachu.
- No zdejmijże mnie stąd. Tylko uważaj na zwłoki! Nie można ich zdeptać. - wolał, a jego ogon zwinął się wokół tylnych łap. Czuł się niepewnie, nie wiedział jak opuścić tę wysokość. Nie miał najmniejszego problemu aby tu się wspiąć lecz droga powrotna stanowiła wyzwanie.