02.03.2023, 10:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:15 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Suma przypadków: Tego dnia cały czas miałeś wrażenie, że ktoś za tobą idzie. Kiedy wreszcie wróciłeś do domu i położyłeś się spać, w snach nawiedził cię dziwaczny mężczyzna. Próbował zamordować cię trzy razy. Za każdym razem ratowała cię osoba, którą znasz.
Po trzech nieudanych próbach pozbawienia cię życia udało ci się obudzić. Posiadasz na sobie ślady wyglądające tak, jakby ktoś naprawdę chciał zrobić ci krzywdę. Siniaki, nacięcia, ślady duszenia - to wszystko stało się naprawdę! Zarówno ty, jak i twój znajomy (lub znajomi) pamiętacie ten dziwny sen ze wszystkimi szczegółami.
Poprzednie sesje związane z tematem: tu, tu, tu i tu
Po trzech nieudanych próbach pozbawienia cię życia udało ci się obudzić. Posiadasz na sobie ślady wyglądające tak, jakby ktoś naprawdę chciał zrobić ci krzywdę. Siniaki, nacięcia, ślady duszenia - to wszystko stało się naprawdę! Zarówno ty, jak i twój znajomy (lub znajomi) pamiętacie ten dziwny sen ze wszystkimi szczegółami.
Poprzednie sesje związane z tematem: tu, tu, tu i tu
Zmrok zastał Cathala przy biurku w domu matki w Little Hangleton, w pokoju, który zajmował jako nastolatek. Tym razem nie czytał. Stosy notatek i książek – na temat snów, wspólnego śnienia, nici powiązań – i dokumentów odnośnie ruin pewnej walijskiej wioski, zostały w londyńskim mieszkaniu. Shafiq był zajęty nanoszeniem run na amulety, za pomocą których miał zamiar zabezpieczyć sypialnię i – miał nadzieję – zapobiec ewentualnym wizytom w snach.
Niestety, brakowało mu jednego składnika i skończyć porządny krąg mógł dopiero jutro, kiedy rankiem go odbierze. Cathalowi wcale się to nie podobało, głównie dlatego, że czuł się obserwowany – a według słów Ulyssesa, u niego zaczęło się od tego samego. Kto wie, czy Cathal dwukrotnie krzyżując plany krępemu, ciemnowłosemu mężczyźnie, nie zirytował go na tyle, że teraz wziął na cel właśnie Shafiqa? Może dlatego zamiast zignorować uczucie, cały dzień tego „obserwatora” próbował złapać na gorącym uczynku. To czając się w jakiejś bocznej uliczce i czekając, czy ktoś za nim w nią wejdzie, to płacąc parę knutów jakiemuś gówniarzowi, w zamian za przejście się za nim i sprawdzenie, czy nie robi tego ktoś jeszcze. Żaden zabieg nie przyniósł jednak zadawalającego efektu.
To mogła być tylko wyobraźnia. W końcu wciąż o tej sprawy myślał, umysł mógł więc płatać mu figle.
Mimo to Cathal nie planował dziś iść spać. Tak na wszelki wypadek.
Lumos rozświetliło pokój, a różdżka została umieszczona na specjalnym stojaku, kiedy Cathal kontynuował pracę. Zegar wybijał kolejne godziny aż w końcu nadeszła północ. Tyle że plany planami, a organizm organizmem. Shafiq poprzednie trzy noce spał niewiele, w dodatku dwukrotnie śnił sny, które okazały się częściowo prawdziwe – i raczej go wymęczyły niż zapewniły odpoczynek.
W końcu, gdy wskazówki zbliżyły się do pierwszej, Cathal zasnął w końcu, z głową na blacie, a jeden z amuletów, które miały zapewnić mu bezpieczeństwo, spadł na podłogę…
*
…brama posiadłości Gauntów otworzyła się przed nim ze skrzypieniem. Zawsze tak było: dom zdawał się go rozpoznawać i spowijająca go ciasnym kokonem magia nie stawała mu na przeszkodzie. Tym razem jednak skobel był zdjęty od początku, a sama brama lekko uchylona. Ktoś już tu był. Czyżby któryś z Quirellów przyszedł, by zająć się wężami? A może ktoś podjął próbę wkradnięcia się do domu dawnych dziedziców Slytherina?
Zły wybór. Węże nie tolerowały obcych na terenie posiadłości.
Chyba że…
- Ulysses?! Mam nadzieję, że nie wszedłeś tu sam? Twój ojciec wścieknie się, jeśli zje cię jakiś wąż! – zawołał Shafiq, zatrzaskując za sobą bramę. Przed nim rozciągał się ogród, niegdyś wspaniały, teraz zaniedbany. Rośliny, te zwykłe i te magiczne, utworzyły gąszcz, na widok którego załamałby ręce każdy ogrodnik. Rzeźby, stojące wzdłuż ścieżki, prowadzającej do domu, niszczały powoli, pozostawione samym sobie od dobrych trzydziestu lat. Gdzieś spomiędzy uschniętego bluszczu wciąż wystawał fragment kamiennej ławy: jej nogi zupełnie ginęły pośród roślinności. Cathal ruszył przed siebie, mijając fontannę – woda stała w niej nieruchoma, dno pokryte było zielonym nalotem, w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach… Kierował się ku domowi: opuszczonej rezydencji, powoli podupadającej, dającej świadectwo zarówno dawnej świetności, jak i późniejszego upadku.
Syknął do węży, które splatały się na drzwiach wejściowych, broniąc wstępu do rezydencji. Zielone oczy gadów zabłysły, srebrzyste cielska poruszyły się i rozdzieliły, a drzwi stanęły otworem.
Cathal nie zauważył, że ktoś kryje się po drugiej stronie, w ich cieniu. Nie spodziewał się tego.
Unik sprawił, że nóż nie poderżnął mu gardła, ale przesunął się po ramieniu, pozostawiając krwawą pręgę. Cathal uderzył z hukiem o jedno ze skrzydeł drzwi. Zaskoczony, zraniony, w półmroku korytarza, nie miał szans przyjrzeć się napastnikowi. Gdyby było inaczej, być może zorientowałby się, że krępy, ciemnowłosy mężczyzna jest niepokojąco znajomy.