• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu

maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#1
13.03.2023, 19:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 21:28 przez Cody Brandon.)  
Godziny późno popołudniowe, a na niebie dużo szaro-białych chmur. Potrzebował godziny aby odważyć się i przejść między zacienionymi uliczkami. Nie miał pojęcia kiedy nauczył się na pamięć drogi do jej sklepiku. Miał tam być drugi raz w (nie)życiu a już wiedział którędy przejść aby uniknąć głównej ulicy i ryzyka spalenia się na popiół. Opatulony kapturem, rękawiczkami, czarodziejską szatą znalazł się przed drzwiami sklepiku. To było głupie. Powinien trzymać się od tej dziewczyny z daleka ale świrował. Musiał dowiedzieć się czy faktycznie go nie pamięta. Chciał ją zobaczyć i poudawać, że go lubi. Potrzebował wymazać ze swojej pamięci obrazu jej zapłakanych oczu. Zachowywał się niepoczytalnie i zdawał sobie sprawę, że Alice go za to skróci o głowę. Na szczęście nie zamierzał jej o tym wspominać. Wszedł do środka sklepiku a dzwoneczek przy suficie powiadomił o nowym kliencie.
- Dzień dobry, można na chwilę? Zdążę jeszcze przed zamknięciem? - improwizował bowiem nie zadał sobie nawet trudu zerknięcia na plakietkę i dowiedzenia się do której jest otwarte. Ze wstrzymanym oddechem szukał czarnych włosów Aveliny. Zdjął kaptur i zatrzymał się w miejscu. Wyglądał całkiem żywo bowiem z samego rana opił się woreczkami krwi, wykorzystując jutrzejszy zapas. Działał profilaktycznie, byleby nie dać się pokusie. Wystarczy nie spotykać Aveliny w ciemnych zaułkach a powinno być dobrze. Przygryzł kącik ust i dosyć spięty zbliżył się do kontuaru. Powierzchownie przeleciał wzrokiem po tysiącach flakoników ustawionych na półkach. Tego typu wyposażenie było mu dobrze znane bo jednak William również należał do alchemików... lecz tych wysoko wykwalifikowanych. Absolutnie nie potrzebował niczego z tego sklepu jednak znajdzie coś, jeśli tylko dzięki temu będzie mógł z nią chwilę porozmawiać.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#2
13.03.2023, 21:10  ✶  

Ostatnie dni w życiu Aveliny były naprawdę dziwne i męczące. Co noc od tygodnia budzi się w nocy zlana potem i nie pamięta, dlaczego. Jakiś czas temu w swojej torbie znalazła słoik z pięknym, niebieskim światełkiem i koniem, który galopował po jego obrębie. Był on naprawdę śliczny i mimo, że zaklęcie zaczęło już słabnąć wywoływało w Avelinie naprawdę sporo sprzecznych emocji. Na początku zostawiła ten słoik na szafce obok łóżka, ale za każdym razem, gdy budziła się w nocy ze swojego koszmaru to ten niepozorny przedmiot wywoływał u niej jeszcze większą falę niepokoju, więc schowała go do szuflady. Nie potrafiła go wyrzucić  – czuła, że jest on istotny, ale nie wiedziała lub nie pamiętała dlaczego. Wczoraj pierwszy raz zapamiętała jakiś szczegół ze swoich snów, a były to czerwone oczy. Nie do końca też była pewna, czy był to kolor tych oczu, czy czegoś innego, ale sprawiło w niej to tak wielki strach, że wręcz obudziła się z krzykiem tak głośny, że jej tata musiał ją uspokajać pierwszy raz odkąd przestała być dzieckiem.

Teraz siedziała przy ladzie na wysokim krześle w sklepie z eliksirami próbując skupić się na swojej rutynie. Był dziesiąty dzień miesiąca i był to czas kiedy Avelina wypełniała dokumenty związane z prowadzeniem sklepu za jej szefa. Z boku dla jej znajomych wyglądało to tak jakby Stan Raven wykorzystywał jej dobroć i narzucał na nią zbyt wiele obowiązków, ale dziewczyna naprawdę lubiła to robić, a jej szef naprawdę doceniał jej wkład w prowadzenie tego miejsca. Czasami miała wrażenie, że pan Raven traktuje ją jak własną córkę. Gdy drzwi sklepu otworzyły się i usłyszała cichy dzwoneczek uśmiechnęła się ciepło kończąc ostatnie pociągnięcie piórem na pergaminie, przykryła dokumenty przyciskiem do papieru i podniosła wzrok na swojego klienta. Widząc jego rude włosy poczuła jak po jej ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz, który mógł być porównywalny ze strachem, ale dla jej umysłu była to bezpodstawna reakcja, więc szybko otrząsnęła się z tego dziwnego uczucia i dalej uśmiechając się pokiwała głową.

— Dzień dobry. Oczywiście, że można zamykamy za pół godziny. – zsunęła się szybciutko z krzesła tym samym sprawiając wrażenie jeszcze niższej niż przed chwilą. — Co pan poszukuje? – nie ruszyła się jedna z miejsca, gdyż nogi odmówiły jej posłuszeństwa, a ciało nie chciało wykonać żadnego innego ruchu poza staniem w bezpiecznej odległości od nowego klienta. — Nie wszystko jeszcze zostało uzupełnione, ponieważ kilka eliksirów jeszcze jest w trakcie przygotowywania, ale w razie potrzeby można złożyć zamówienie i odebrać w późniejszym terminie. – mówiła bardzo przyjemnie, miło i łagodnie. Uśmiech na ustach był zdecydowanie zachęcający do zakupienia w tym miejscu czegokolwiek.

Cody jednak mógł w jej oczach wyczytać dziwną obawę, której dziewczyna sama nie do końca rozumiała. Avelina miała wrażenie, że kojarzy sylwetkę tego mężczyzny, ale nie wiedziała skąd. Jakby mijała się z nim kiedyś na ulicy?

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#3
13.03.2023, 21:45  ✶  
Gdy się do niego odezwała to zadał sobie zasadnicze pytanie: po co tu przylazł? Czego tu szuka? Przecież ryzykuje. Nie potrafił jednak się cofnąć. Mógłby powiedzieć, że pomylił sklepy, zapytać o drogę czy szklankę wody. Bez najmniejszego problemu znalazłby tysiąc powodów przez które "pomylił" drzwi. Był dobry w znajdowaniu takich argumentów. Sęk w tym, że i w nim tkwiły sprzeczne emocje. Poczucie winy tkwiło w nim ale nie obciążało go na tyle aby miał "nie spać po nocach". Było niczym skurcz, który trzeba przeczekać bo cóż innego można zrobić? A jednak stał tu i udawał jej klienta. Spojrzeniem musnął wyraz jej twarzy, omiatając włosy i szyję. Wyglądała zdrowo, pogodnie. Wyczuwał w niej rezerwę więc odwrócił głowę i dyskretnie przyjrzał się swojemu odbiciu w jednej z szyb. Prezentował się zwyczajnie - bosko. Nie był nawet tak blady. Nie powinien więc wzbudzać w niej rezerwy. No nic, nie ma co gdybać i zastanawiać się nad tym, czego nie był pewien.
- Mam szczęście. - oznajmił podchodząc bliżej kontuaru. Taktownie nie przypatrywał się jej dłużej niż kilka sekund. Powtarzał sobie, że jest zwyczajnym klientem. Gdy zapytała go czego potrzebuje to go zaskoczyła. Fakt, powinien opracować co mógłby tu kupić. Zerkał na ceny i na większość asortymentu nie będzie go stać. Nie od dziś jednak wiadomo, że Cody Brandon to mistrz improwizacji. Przywdział zatem na usta neutralny uśmiech i bez zająknięcia odpowiedział na jej pytanie.
- Znajdę tu eliksir bądź maści rozgrzewające? - pytał o to w maju, gdzie słońce wisiało na niebie i bywały dni, że zasłony nie wystarczały aby osłonić się przed mocą trwającej wiosny. Nie wyciągał rąk z kieszeni.
- Wiem, że to nie jest apteka jednak akurat to miejsce wpadło mi w oko. - dodał, nie mówiąc, że to ona jest jedyną i niesłuszną przyczyną jego odwiedzin. Wyglądała dobrze, nie groziło jej nic poza obecnością wampira.
- Macie możliwość składania zamówień długoterminowych? - mógł udawać zainteresowanie stałymi powodami do wizyt zamówieniami. Nie miał jeszcze konkretnego planu co zrobić z Aveliną (poza zostawieniem w spokoju) jednak najpierw musi zaspokoić ciekawość i upewnić się, że go nie pamięta.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
13.03.2023, 22:11  ✶  

Uśmiech się poszerzył słysząc, że mężczyzna uznał otwarty sklep za szczęścia. Avelina lubiła ściągać do tego miejsca nowych klientów, gdyż wtedy czuła, że wykonywała naprawdę dobrą robotę i zasługiwała na swoją wypłatę. Gdy zapytał o maści rozgrzewające zmusiła swoje nogi do posłuszeństwa wyrzucając z siebie resztki nieuzasadnionego strachu i schowała się gdzieś za jednym z regałów poszukując odpowiedniego produktu. Chwilę jej to zajęło, ale ostatecznie znalazła jedno, małe opakowanie maści rozgrzewającej. Musiała dopisać to do listy ubytków w takim razie te maści. Była taka pora roku, że maści oraz eliksiry rozgrzewające były ostatnie to przygotowania.

— Niestety jeszcze nie uzupełniliśmy tego rodzaju asortymentu i mam tylko małe opakowanie maści, ale jeśli pan zechce może pan wrócić za dwa dni to postaram się przyrządzić eliksir i maści. Zależy, co pan najbardziej potrzebuje. – odpowiedziała z nadzieją, że mężczyzna dołączy do grona stałych klientów tego miejsca.

Mimo tej nieuzasadnionej obawy wobec niego Avelina starała się zyskiwać wszystkich wchodzących tutaj klientów, aby wracali. Dodatkowo pluła sobie w myślach, że zareagowała tak dziwnie na niego. Przyglądała mu się uważnie próbując wyrzucić z głowy uczucie kojarzenia go. Był przystojnym mężczyzną, więc może po prostu go z kimś pomyliła, lub minęła go kiedyś na ulicy. W końcu te ulice tutaj nie są jakoś szczególnie rozległe, a Pokątna to bardzo popularna ulica. Może kiedyś minęli się w Hogwarcie?

— I oczywiście, że można składać zamówienia. Wysyłamy czasami nawet listownie paczki jeśli jest taka potrzeba. – dodała jeszcze z ciepłym uśmiechem. — W ramach rekompensaty mogę dorzucić w gratisie jeszcze suszone goździki. – wyszła zza lady mijając mężczyznę energicznym krokiem kierując się do jednej szafki, gdzie były zawieszone w różnych woreczkach zioła. — Dodane do herbaty z miodem i pomarańczą bardzo przyjemnie rozgrzewają. Zapakować? – zapytała wracając za ladę.

⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#5
14.03.2023, 11:34  ✶  

Ururu przystał na propozycję Aveliny, by odprowadzać ją po pracy do domu. Nie udało mu się jeszcze znaleźć żadnego zajęcia, tak więc robił za ochronę. Jego wizyta w bibliotece skończyła się szybciej, niż to planował. Udał się od razu do apteki. Również i tym razem zatrzymał się przed wejściem i wpatrywał chwilę w szyld.

Raven.

To nazwisko coś mu mówiło. Brzęczało blisko i natrętnie jak komary letniej nocy, ale wszystkie neurony wokół niego poumierały nie tworząc mostu skojarzeń. A Ururu nie wpadł na pomysł, by wypytać Avelinę o właściciela apteki.

Wszedł do środka. Okryty płaszczem, jego twarz ledwo widoczna była spod cienia rzucanego przez kaptur.

— Dzień dobry — rzucił ze swoim standardowym niepokojącym uśmiechem, po czym zmierzył nieznanego mu mężczyznę od stóp do głów. Następnie usiadł na krzesełku stojącym samotnie przy ścianie. Otworzył książkę i zatopił się w lekturze, pozwalając koleżance skupić się na pracy.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#6
14.03.2023, 21:39  ✶  
Na krótki moment stracił zainteresowanie treścią jej wypowiedzi na rzecz barwie głosu. Poza lekkim napięciem wyczuwalnym w powietrzu wydawała się pełna zdrowia i humoru. Może wpatrywał się w nią intensywnie? Nie, skąd. Dbał o to aby spoglądać na różne obiekty aby nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Być może zapomni o nim gdy tylko opuści próg tego sklepu. Choć był inicjatorem wymazywania jej wspomnień to sama myśl, że nie wiedziałaby o jego istnieniu trochę go zabolała. Nie potrafił zrozumieć czemu tutaj przyszedł. Wyciągnął dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę i odebrał od niej tubkę.
- Maść będzie dobra. Potrzebuję jej tylko w większej ilości. - zerknął na te piętnaście mililitrów maści, która starczy mu zapewne na dobre kilka minut. Eksperymentował, a jakże. Być może podświadomie brał przykład ze swojego stwórcy i starał się próbować czegoś nowego. Nikt nie poda gotowego rozwiązania... dosyć mocno się o tym przekonał te niemal dwa tygodnie temu.
- To chętnie złożę większe zamówienie. Nie trzeba wysyłać mi tego w paczce. Mam niedaleko, mogę w każdej chwili przyjść po odbiór. - kłamał jak z nut a aktorem nie był tak dobrym jakby chciał. To Charles odpowiadał za wciskanie ludziom bajeczek, a nie on. Miał nadzieję, że dziewczyna nie spostrzeże tego kłamstewka w jego obliczu.
- Wątpię aby jakakolwiek herbata mogłaby dorównać twojemu uśmiechowi... ale goździki chętnie przyjmę. - cokolwiek mi dasz, wezmę. Nie miał pojęcia czemu próbuje ją poderwać... bo to właśnie próbuje zrobić? O cholibka, i to niechcący wyrzucał z siebie takie słowa! To było od niego silniejsze.
Odwrócił głowę gdy tylko usłyszał brzęczenie dzwoneczka. Wymamrotał powitanie i wrócił spojrzeniem do Aveliny - zdecydowanie ciekawszej opcji tego dnia aniżeli jakiś tam klient. Zdziwił się jednak - co pokazał przez zmarszczenie bladorudych brwi - że mężczyzna usiadł i zajął się książką. To wampir próbuje tutaj udawać normalnego a tuż za rogiem pojawia się dziwadło. Kto normalny po wejściu do sklepu siada na krześle i zanurza się w lekturze? Uśmiechnął się do siebie z lekkim politowaniem i przeniósł wzrok na Avelinę.
- Maść, herbata... a coś na bazie eliksiru pieprzowego lecz hm... na niedokrwistość? - mógł uchodzić za anemika więc i niedokrwistość była jak najbardziej wskazana. Powinien iść do apteki a przyszedł tutaj. Ignorował innego klienta i co więcej, nie zamierzał spieszyć się z zakończeniem składania zamówienia. Gotów był zapytać o skład wszystkiego, co mu pokaże byleby angażowała się i uśmiechała, próbując go zachęcić do roli klienta.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#7
14.03.2023, 22:01  ✶  

Gdy tylko poinformował ją, że maść jest odpowiednia, ale potrzebuje jej więcej zanotowała tę informacje w grubym zeszycie, który leżał na ladzie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, była zadowolona, a nowy klient sprawił, że jej dzień był jeszcze lepszy.

— W takim razie może poproszę o adres to wyślemy Panu sowę z zawiadomieniem o zrobieniu zamówienia, nie będzie musiał pan tutaj zachodzić za każdym razem. – dodała czekając na informacje jeśli takową dostała szybko zapisała jego imię oraz adres obok zamówienia.

Avelina lubiła obserwować ludzi, ale nieszczególnie zauważała momenty, w których ktoś jej kłamał jeśli to nie dotyczyło akurat rzeczy, którą wiedziała. Cody miał zdecydowanie szczęście, że nie wiedziała, gdzie mieszka i jak daleko to jest, więc też nie wyczuła tego kłamstwa. Gdy dostała komplement o mężczyzny poczuła jak jej policzki się rumienią. Nigdy nie była dobra w relacji z mężczyznami. Jedynym, z którym była ostatnio bardzo blisko był właśnie Ururu i to tylko dlatego, że chciał osłonić ją przed zaklęciem. Dziewczyna nie należała do osób rozwiązłych, a także towarzyskich. Lubiła czytać książki i to głównie tam znajdowała sobie wymarzonych partnerów – na papierze. Byli oni najmniej zawodni i zawsze kończyło się to wszystko szczęśliwie, a w życiu niczego nie można było się spodziewać.

— T-to zapakuje… – wyciągnęła papierową torebkę i zawstydzona zapakowała maść oraz goździki do środka.

To tutaj było tak ciepło, czy to Cody tak rozgrzewał niewinne dziewczęta? Od niezręcznej sytuacji uratował ją Ururu, który wpadł niespodziewanie do środka. Poczuła delikatną ulgę, ponieważ nie była dobra w rozmowach, gdy się ją podrywało. Zdecydowanie lepiej sobie radziła, gdy ktoś próbował ją obrażać. Wtedy zawsze miała odpowiedź i ripostę.

— Oh, dzień dobry, Ururu. – przywitała się z uśmiechem zarejestrując, że zajął swoje standardowe miejsce na krześle, które już zostało tam na stałe specjalnie dla jej przyjaciela.

— Tak, jak najbardziej powinniśmy coś mieć, ale na ten moment eliksiry będą dopiero jutro, więc może pan podejść na dniach. Jak duże flakoniki pan sobie życzy to przygotuje dla pana specjalnie? Chce pan od razu większy zapas, czy woli pan przychodzić po świeżo przygotowane wywary i maści? – zapytała skupiając się na kliencie nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.

Dostała komplement i był on nawet bardzo miły. Powinna mu też powiedzieć, że ma ładny uśmiech? Ale przecież on się teraz nie uśmiechał. Relacje między ludzkie były czasami skomplikowane. Avelinie nie przeszkadzało, że mężczyzna zgłosił się tutaj po takie zamówienia. Rozumiała to, że była pod ręką, a mówił, że mieszka blisko, więc tak sobie tłumaczyła jego obecność.

⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#8
14.03.2023, 22:33  ✶  

Ururu był niesamowicie wciągnięty w treść książki o upadających koloniach Wielkiej Brytanii. Już za jego czasów Imperium Brytyjskie chyliło się ku końcowi, ale teraz to już mało co zostało. Wszelkie inwestycje obróciły się w niwecz, gdy ludy rodzime lub sprowadzone kazały królowi wynieść się z ich ogródka. Cóż, a potem królowej. Kiedyś Ururu nie interesował się polityką, lecz wraz z nadrabianiem zaległości w obszar jego zainteresowania wpadło tak naprawdę wszystko. W ciągu tych kilkudziesięciu lat świat przeżył tyle zmian i dokonał tylu odkryć, że Marquezowi czasu nie starczało. A w końcu powinien zająć się życiem. Nie może wiecznie mieszkać u Heather. Musi przynajmniej znaleźć pracę.

Może Aveline mogłaby mu z tym pomóc?

Oderwał się gwałtownie od książki. Klient jeszcze tu był i rozmawiał z czarownicą.

— Niech pan ograniczy spożywanie błonnika i picie herbaty, szczególnie czarnej i do posiłku — odezwał się. — Najlepsze źródło żelaza jest z produktów pochodzenia zwierzęcego, nie wiem jak to się odnosi do eliksirów, ale może warto to wziąć pod uwagę. Wątróbka drobiowa jest tutaj bardzo dobra. Inna ważna sprawa, wapno może utrudniać wchłanianie żelaza. Pomogą panu zielone warzywa jak brokuły, sałata, jarmuż oraz wypieki drożdżowe. I do tego woda z cytryną.

Psidwaki mają niesamowicie wyczulony węch, ale i one nie potrafią wytropić kto pytał.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#9
16.03.2023, 17:29  ✶  
- Dziękuję pani ale nie potrzebuję powiadomień. Nie mam żadnego problemu aby zaglądać tutaj co drugi dzień. Jest mi całkiem po drodze. - kłamał jak najęty bowiem wszystko co mówił nawet przez chwilę nie widniało obok prawdy. Do tego wszystkiego dochodzi najważniejszy fakt, że przyjść może tylko i wyłącznie gdy meteorolodzy będą zapowiadać zachmurzenie bądź ulewy... o co w maju dosyć trudno. Istniała szansa, że w ogóle nie odbierze zamówienia. Nie miałby z tym żadnego problemu.
Ucieszył się gdy speszyła się jego komplementem. Żałował, że nie odpowiedziała w podobnym tonie. Gdy ostatnio się widzieli była bardziej rozgadana i wylewna. Mimowolnie porównywał Avelinę sprzed dwóch tygodni do tej, którą miał przed sobą.
Powstrzymał parsknięcie śmiechem na dźwięk dosyć dziwnego imienia. Nie miał pojęcia dlaczego obecność tego mężczyzny go drażniła. Być może nie podobało mu się, że się oboje znali. Zaczerpnął tchu łudząc się, że to go uspokoi. Tęsknił za dniami kiedy oddychanie pomagało ukoić napięcie.
- Tylko świeże napary i maści. Proszę mi doradzić pojemność flakoników kiedy chcę zażywać je codziennie przez dłuższy okres czasu. - przeciągał rozmowę jak tylko się dało, ciągnął ją za język, przytrzymywał jej uwagę na sobie bowiem wiedział, że nieuchronnie zbliża się moment opuszczenia sklepiku. Zerknął kontrolnie przez drzwi i dostrzegł, że póki co słońce wyszło zza chmur, co niestety zmuszało go do pozostania tutaj do momentu zachmurzenia. Na samą myśl o przemieszczaniu się zaczynał się stresować. Jak nic powinien popracować nad teleportacją aby uniknąć tego problemu. Na dniach poszuka nauczyciela...
Z dosyć zaskoczoną miną odwrócił głowę w kierunku bladego niewyspanego jegomościa.
- Jak widzę to nie mnie potrzebne są witaminy. - odparował zgryźliwie wobec jego porady.
- Zawierzę wiedzy i zaleceniom pani Aveliny. - ukrócił sugestie nieznajomego, zapominając na śmierć (i nieżycie), że Avelina mu się nie przedstawiła.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#10
16.03.2023, 19:54  ✶  

Avelina w ostatnim czasie była bardzo przemęczona, dlatego nie potrafiła za bardzo myśleć o bardziej charakternych odpowiedziach. W dodatku była tutaj osoba trzecia, a jaka wiadomo dziewczyna nie należała do towarzyskich osób.

— Jeśli chodzi o świeżość to najlepiej tak niewielka fiolka na tydzień, ale wyjdzie trochę drożej niż za większą pojemność flakoników. Jeśli zdecyduje się pan na regularne kupowanie tych eliksirów to w każdy piątek będzie mógł pan odebrać świeży zestaw. – odpowiedziała. Będzie przy tym trochę pracy, ale już nie raz miała bardziej skomplikowane zestawy dla innych klientów.

Gdy Ururu zaczął mówić mu o alternatywnych rozwiązaniach poczuła jak zrobiło się jej cieplej. Chyba Marquez czasami przeszkadzał w prowadzeniu biznesu. Będzie musiała mu wytłumaczyć, aby nie pouczał jej klientów, bo dzięki temu, że ten mężczyzna kupi od niej jakieś produkty to sklep zarabia, a jak sklep zarabia to szefa stać na wypłatę dla niej. Bez utargu nie ma pieniędzy. Cicho westchnęła, spojrzała wymownie na Ururu mając nadzieję, że zrozumie iż nieładnie tak komuś przerywać w pracy i wróciła z pełnym skupieniem na swojego klienta i zaskoczyło ją delikatnie to, że znał jej imię. Spojrzała na niego mrużąc lekko oczy i ścigając do siebie brwi. Wydawał się jej znajomy, ale jednocześnie nie była w stanie przypomnieć dlaczego. Może ktoś polecił mu to miejsce wspominając o niej?

— Spokojnie – powiedziała, gdy Cody delikatnie uniósł się na Ururu, uśmiechnęła się też do niego łagodnie. – Skąd zna pan moje imię? Mamy wspólnych znajomych? – zapytała niepewnie. Zacisnęła dłonie na swoich spodniach pod ladą, a przed oczami pojawiły się strzępki z jej snów, co nie pomogło jej się uspokoić. Chrząknęła cicho i odwróciła się, aby spojrzeć na zegar.

— Oh, za parę minutek zamykamy. W takim razie maści, eliksiry rozgrzewające. Decyduje się pan na mniejszą ilość w każdy piątek, czy na większą, tańszą, ale mniej świeżą raz na dwa tygodnie? – zapytała próbując uspokoić swoją ciekawość względem tego osobnika i tą dziwną obawę, która powodowała mrowienie na jej szyi.

Kilka dni temu obudziła się w sklepie z dziwną raną na szyi, która szybko się goiła. Nie pamiętała kiedy zasnęła, ani jak, ale tak się właśnie stało, że przespała całą noc w sklepie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (1927), Cody Brandon (1748), Ururu Marquez (763)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa