• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[22.04.1972] Eunice&Ulysses

[22.04.1972] Eunice&Ulysses
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
18.03.2023, 19:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 10:46 przez Eunice Malfoy.)  
Nie był to pierwszy dom, jaki tego dnia widzieli. Ale za to prawdopodobnie ostatni – wydawało się, że Eunice celowo zostawiła go na sam koniec. Jakby chciała się upewnić, czy przypadkiem inne opcje, jakie miała, nie okażą się lepszymi od tej, którą w teorii planowała nabyć. A jakkolwiek by nie patrzeć, nawet mając zaplecze rodzinnej fortuny, nabycie nieruchomości nie było czymś, czego nie należało zrobić z rozmysłem – choćby z tego względu, że ciągłe przeprowadzki były… upierdliwe, delikatnie mówiąc.
  - Hm, światło całkiem przyzwoite – stwierdziła, przechodząc przez pomieszczenie, którego przeznaczeniem najpewniej było pełnienie roli salonu. Kominek, obecnie rzecz jasna wygaszony, na tyle spora przestrzeń, żeby pomieścić siedzenia, ławę i upchnąć do tego dodatkowe meble, pełniące funkcję dekoracyjno-użytkową. Podeszła do jednego z okien, wyjrzała przez nie, jakby oceniając widok – Swoją drogą, Ulyssesie, jak ostatnie eliksiry? Pomagają? – spytała, obracając się zaraz w stronę mężczyzny.
  Jeśli dobrze się przyjrzeć, to można było odnieść wrażenie, że kobieta nieco schudła – choć tak po prawdzie, zapewne nie powinno to było dziwić wobec faktu, iż bynajmniej nie określała się już mianem Black, jak również nie nosiła złotej obrączki. Takie zmiany w życiu mogły za sobą ciągnąć niezłą dawkę stresu, co nie pozostawało takie do końca obojętne dla organizmu, chociaż…
  … tak po prawdzie, to wyglądała również na całkiem zadowoloną z życia. Blond włosy opadały dość swobodnie na ramiona Eunice, odzianą w dość prostą, ołówkową sukienkę. Czerwoną jak usta kobiety, pociągnięte starannie szminką.
  - Bo jeśli nie, to pomyślę nad recepturą – zaznaczyła, dając tym samym znać, że bynajmniej nie rozłoży rąk i nie stwierdzi, że taka już twoja uroda, Rookwood, cierp dalej bezsenne noce lub szukaj rozwiązania gdzie indziej.
  Wzrok młodej zaraz przebiegł po ścianach, zdając się szukać skaz, i skierowała się w głąb domostwa. Należało wszak obejrzeć całe, nie zaś tylko jeden pokój, prawda? Lepiej nie fundować sobie wybitnie nieprzyjemnych niespodzianek, odkrytych dopiero po podpisaniu umowy i przekazaniu środków.

310
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#2
19.03.2023, 13:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 15:25 przez Ulysses Rookwood.)  
Ulysses rozumiał i nie rozumiał.
Rozumiał, że po dość szybkim rozwodzie z mężem Eunice szukała nowego lokum. Nie rozumiał czemu właściwie próbowała nabyć nową nieruchomość zamiast wrócić do rodzinnego domu. On na jej miejscu wróciłby z podkulonym ogonem, ale może na tym właśnie polegała największa różnica między nimi. Jemu nie starczało odwagi na to, by żyć tak, jak miał ochotę. Jej tak.
Z zainteresowaniem rozejrzał się po wnętrzu. Przez te kilka domów, które zdążyli obejrzeć, zaczęło mu się wydawać, że rozpoznawał już elementy, które ceniła (znowu) panna Malfoy. Przystanął przed kominkiem, przypatrując się osiadłej na jednej ze ścianek starej sadzy. Gdy rozpali się kominek, zakopcona ścianka nie będzie widoczna, ale on już zawsze będzie wiedział, że istniała, że gdzieś tam został stary brud po innych, którzy mieszkali w tym domu.
Okropnie irytujące.
Odwrócił głowę w stronę Eunice. Popatrzył na jej rysujący się na tle okna profil. Była ładna. Była zdecydowana. Niby uprzejma a jednak zimna. Czystokrwista tak jak i on. Rozwódka, choć to w jego oczach było raczej powodem do podziwu niż wstydu. On sam, nawet gdyby z żoną kompletnie mu się nie układało, nie zdecydowałby się na rozwód.
- Czasami tak, ale staram się nie brać ich każdej nocy. Tylko w wyjątkowych przypadkach – odpowiedział powoli. Zapatrzył się na jej krwistą sukienkę, zastanawiając się czy ten kolor miał oznaczać coś więcej niż tylko upodobanie do zdecydowanych barw. Nowy początek? Istniało w ogóle coś takiego jak nowy początek?
Ulysses nie był najbardziej wymarzonym towarzyszem do oglądania domów. Spięty, mrukliwy, ale zauważający więcej niż jakikolwiek sprzedawca chciałby pokazać kupującemu. Upierdliwie drobiazgowy, nawet nie przez złośliwość, ale z powodu choroby, która od lat trawiła jego umysł. Zdawał sobie sprawę, że ze swoim charakterem, mógł ją zniechęcić do kupienia każdego domu, który oglądali. I wcale nie dlatego, żeby miał jakąś zdumiewającą charyzmę. Wystarczyło by zaczął wymieniać wszystkie braki, które widział w budynku, a słuchający nasiąkał nimi, nagle jak i on zauważając, że drzwi osiadły, w powietrzu unosił się zapach pleśni (nieumiejętnie spryskany odświeżaczem), okna pozostawały nieszczelne, podłoga tylko udawała drewnianą a widok za oknem podobać się mógł najwyżej niewidomemu.
Ale zgodził się na towarzyszenie jej podczas wyboru mieszkania do kupienia nie po to, by ją od tego w jakikolwiek sposób odwodzić. Zaciskał zęby i milczał, litanię wad wymieniając dopiero wtedy, gdy wiedział, że Eunice absolutnie nie chciała domu, który oglądała. Był tu z dwóch powodów. Po pierwsze chciał porozmawiać z nią o eliksirach, które mogłaby dostarczać do Kromlechu. Po drugie, ale tak naprawdę najważniejsze: chciał przekonać się, że Eunice miała się dobrze. Lubił ją, bo mimo całego jego nieogarnięcia towarzyskiego, pozostawała wobec niego uprzejma. Tworzyła dla niego eliksiry, które pomagały mu uporać się z bezsennością. A on, chociaż często nie potrafił wyrazić właściwie tego, co myślał i czuł, był jej wdzięczny.
- Nie uznaj tego za wścibstwo, ale… jak się czujesz?
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
20.03.2023, 00:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 00:30 przez Eunice Malfoy.)  
Właściwie to było całkiem proste. Życie Eunice toczyło się głównie w Londynie, a choć niewątpliwie Malfoyom nie brakowało pieniędzy na proszek Fiuu czy świstokliki, to jednak wolała móc wyjść bezpośrednio na jedną z londyńskich ulic niż ciągle się przenosić pomiędzy Wiltshire a centrum magicznego świata w Brytanii.
  Inna sprawa, że rodzinny dom nie był miejscem, do którego chętnie by powróciła, z wielu powodów, których nie równoważyły wygody w postaci braku konieczności przejmowania się czymkolwiek, co działo się z budynkiem – w końcu wszystko na głowie służby i ojca, prawda? Zresztą, choć wydawać się mogło, iż uciekła ze złotej klatki, to czy faktycznie tak było? Więzy rodzinne nadal trwały, niezależnie od woli Malfoyówny, te zaś z kolei stanowiły całkiem porządną smycz. Długą, bo długą, niemniej dla Fortinbrasa szarpnięcie za nią z całą pewnością nie stanowiło żadnego problemu.
  - Rozsądnie – pochwaliła oszczędnie Ulyssesa, po czym posłała mu całkiem ładny, ciepły uśmiech. Mimo wszystko dobrze słyszeć, że coś, nad czym się napracowała, osiągało zamierzone efekty. Przynajmniej to jej wychodziło, najwyraźniej,, w przeciwieństwie do… ach, miała to już za sobą, po co w ogóle do tego wracać?
  - W każdym razie dobrze to słyszeć – dodała jeszcze. Pewnym ruchem pchnęła kolejne drzwi i weszła do środka. Być może to ułuda, ale od rozwodu zdawała się zyskać… coś. Być może faktycznie czerwień wyznaczała nowy początek, bo w pewnym sensie musiała na nowo – po raz kolejny – ułożyć sobie życie. Czego dowodem był chociażby zakup domu, choć dla niej samej zapewne wystarczyłoby najzwyklejsze mieszkanie w jakiejś kamienicy. Wszak ani męża, ani dzieci – na co ta cała przestrzeń?
  Stukot szpilek na kuchennej posadzce.
  - Co myślisz? – spytała cicho, rozglądając się po pomieszczeniu. Meble z pewnością były do wymiany, choćby z tego powodu, iż nie wpasowywały się do końca w jej gust, aczkolwiek na sam początek, zanim się w pełni urządzi? Wystarczą. Tyle że nie o meble chodziło, a o sam stan pomieszczeń. Rzecz jasna, ideał to nie był, biorąc pod uwagę, iż to domostwo nie zostało dopiero to wybudowane, aczkolwiek po odpowiednim odświeżeniu…?
  … tak, nie bez powodu poprosiła tego konkretnie Rookwooda o towarzystwo.
  Jak się czujesz? zaciążyło nagle, niespodziewanie. Przesunęła palcami po blacie, przechodząc w głąb pomieszczenia, żeby w końcu się odwrócić i – oparłszy biodrem o tenże blat – spojrzeć uważnie na Ulyssesa.
  - Nie wiem, jak odpowiedzieć - stwierdziła po kilku sekundach – Gdyby ktoś miesiąc temu mi powiedział, że do Beltane nie będę już mieć męża, to bym go wyśmiała. Wiesz, małżeństwo… to coś, co wydaje się, że będzie trwać i trwać – wbrew wszystkiemu, czasem nawet i wbrew woli samych małżonków, przymuszonych przez rodziny. A potem? Potem pozostawało, zapewne, przyzwyczajenie bądź wola uniknięcia skandalu – Ale chyba po prostu… wolna? Choć jednocześnie i rozczarowana – zacisnęła wargi, zastukała lekko paznokciem o blat – Dać ci radę, Ulyssesie? Wprawdzie jeszcze nie wygląda, byś miał stawać przed kapłanką, ale, jeśli zechcesz…? – zaoferowała dość miękkim tonem. Nawet najlepsza rada, gdy padała na grunt, który jej po prostu nie chciał, nie mogła się zakorzenić i tym samym odpowiednio zakiełkować. Stąd też wybór należał do Rookwooda.
  

499/809
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#4
26.03.2023, 02:59  ✶  
A jednak Eunice tu stała.
A jednak Eunice tu stała.
W rezydencji, którą zamierzała kupić. Później odnowić. Osiąść w niej na dłużej, nawet jeśli nie na całe życie. Wypełnić sobą jak meblami.
Dla Ulyssesa to już było wiele. Bywały takie dni, gdy sam zastanawiał się nad wyprowadzką z domu rodzinnego, ale potrafił zdecydować się najwyżej na spędzenie kilku nocy w domu Shafiqa. A potem wracał z podkulonym ogonem. Pojawiał się przy rodzinnym stole i zachowywał tak, jakby ostatnich trzech nocy, wcale nie spędził w innym miejscu.
Kąciki ust ledwo dostrzegalnie mu drgnęły, ale nie kontynuował wątku leków nasennych, które przyjmował. Słowo rozsądnie jeszcze chwilę łaskotało jego myśli. Ponoć był rozsądny, więc i zachowywał się rozsądnie. Obrócił się dookoła własnej osi. Jeszcze raz omiótł spojrzeniem wnętrze. Przeszedł do kolejnego pokoju.
Zastanawiał się nad tym, co właściwie Eunice chciała usłyszeć.
Że to ładny dom? Chyba ładny. Że miał wady? Miał. Na framudze drzwi łuszczyła się płatami źle zaimpregnowana farba, tapeta odklejała się przy dolnych listwach a na tylnej ścianie kominka osadziła się sadza. I podłogi… ostatni właściciel nie przykładał się ani do ich lakierowania, ani do woskowania.
- Odnowisz go. Zmienisz albo usuniesz tapetę, każesz skrzatowi domowemu doczyścić kominki, zadbasz należycie o drewnianą podłogę, wyrzucisz brzydkie meble a te, które ci się podobają każesz otapicerować na nowo – odpowiedział wreszcie. – A tak, poza tym? Poza tym to dom w doskonałej lokalizacji. W rozsądnej cenie. I będziesz mogła zrobić w nim wszystko, co tylko będziesz chciała. Moim zdaniem to dobra inwestycja, nawet jeśli za kilka lat będziesz chciała go sprzedać – wyjaśnił.
Obserwował ruchy Eunice, gdy ta zbliżała się do blatu. Zmarszczył brwi. Nie wiedział, czy nie zapytał o to, o co pytać właściwie nie powinien. Już nawet zaczął układać sobie w głowie słowa przeprosin, gdy ta zdecydowała się odpowiedzieć.
- Rozczarowana, bo rozczarowało cię małżeństwo? – zapytał, nie do końca rozumiejąc, co miała na myśli. Była taka młoda. Dużo młodsza od niego. Zbyt młoda na zgorzknienie, które wylewało się z jej słów. – Czemu nie? Dobra rada jest ponoć cenniejsza od złota. – Tak przynajmniej słyszał.
Kiedy Eunice wchodziła w głąb pomieszczenia, Ulysses ciągle pozostał niemal przy drzwiach. Teraz zdecydował się wreszcie zbliżyć do niej. Nie podejść, to byłoby za wiele. Rozmowa, którą toczyli była zbyt osobista, by chciał patrzeć jej w oczy i wyryć sobie w pamięci ten wyraz twarzy.
Stanął przy oknie. Dotknął rękoma parapetu i wyjrzał na zewnątrz. A potem uniósł głowę do góry i zapatrzył się na karnisze.
- Kurz. Całe mnóstwo kurzu – podsumował. - Ale widok za oknem jest w porządku.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
29.03.2023, 23:52  ✶  
A jednak tu stała – i, co znamienne raczej, u jej boku nie stał brat czy siostra, a właśnie Ulysses. Rookwood, nie członek najbliższej rodziny. Właściwie to chyba nawet trudno powiedzieć, żeby była ze swoim towarzyszem bardzo blisko; ot, żywiła do mężczyzny pewną dozę sympatii, jak również i podziwiała talent do zauważania detali, na które sama nie zwróciłaby uwagi.
  W skupieniu wysłuchiwała coraz to kolejnych spostrzeżeń. Tak, tapeta zdecydowanie do wymiany – choćby z tego względu, iż nie wpisywała się w jej gusta. Podłoga… na upartego to równie dobrze mogła ją po prostu wymienić – choć faktycznie, zadbanie o nią nie brzmiało głupio. Odrobina czułości i powinna się odwdzięczyć pięknym wyglądem…
  - Niezmiennie mnie zaskakujesz swoją spostrzegawczością – stwierdziła łagodnym tonem – Niedoczyszczone kominki? Nie zwróciłam na to uwagi – przyznała bez mrugnięcia okiem. Tyle że coś takiego miało najmniejsze w tym wszystkim znaczenie – bo naprawdę wystarczyło tylko pogonić skrzata do roboty. Tylko tyle i aż tyle, bez ogarniania jakichkolwiek ludzi, żeby się tym zajęli – choć tych, jako takich, oczywiście i tak musiała zorganizować.
  Tapety same się nie wymienią, meble same nie wyniosą ani nie wniosą. Plus może jeszcze parę modyfikacji, wykraczających poza sam wystrój.
  - Raczej jego koniec – sprecyzowała – Jak wspomniałam, małżeństwo wydaje się być tym, co trwa. Wiesz… to nie tak, że były same złe chwile – zaznaczyła. W zasadzie potrafiła przypomnieć sobie całkiem sporo dobrych; gdyby nie Daphne, to może… może… może jednak by się udało. Może by coś stworzyli.
  Ale nie miała już się tego dowiedzieć nigdy.
  - Nie ignoruj żony w noc poślubną. Nie pozwól żeby rodzice, twoi czy jej, wtrącał się w jakikolwiek sposób w wasze życie. I nie uciszaj jej za wszelką cenę, zwłaszcza gdy próbuje ci coś powiedzieć – mówiła powoli, krążąc niespiesznie po pomieszczeniu. Zatrzymała się przy jednej ze ścian, kontemplując odklejającą się w jednym miejscu tapetę. Wzór sam w sobie był niczego sobie, niemniej niedopuszczalnym było, żeby nie przylegał idealnie do powierzchni – Och, mówiłam o jednej radzie, a dałam ci aż trzy – zreflektowała się, choć w tym momencie ton z poważnego przeszedł w dość lekki, zupełnie jakby wszystkie te trzy rzeczy miały być jedynie błahostką, niemającą żadnego znaczenia.
  Tyle że wzięte razem, stanowiły smutną historię tego nieszczęsnego małżeństwa.
  Zerknęła przez ramię, żeby sprawdzić, na co Ulysses patrzył. Hm, karnisze…
  - Łatwo o tym zapomnieć – wymruczała, podchodząc do drugiego z okien. Cóż, nie sądziła, by miała wiele okazji do podziwiania widoków, niemniej lepiej jednak mieć ładne niż paskudne, gdyby już znalazła chwilę na kontemplowanie świata za oknem – W każdym razie, punkt pierwszy to jeszcze pal licho, ale drugi i trzeci? Powiedziałabym, że podstawa – wróciła bez ostrzeżenia do urwanego wcześniej wątku.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#6
31.03.2023, 22:57  ✶  
Ulysses wzruszył ramionami. Nikt normalny nie zwracał uwagi na niedoczyszczone kominki. Takie szczegóły szczęśliwie umykały większości, nie niepokoiły ich zmysłów, nie wwiercały się w pamięć. Tak było zdrowiej. I młody Rookwood wiedział o tym. Tak, jak wiedział, że nadmierne przywiązanie do szczegółów wybrzmiewało małostkowo. Choć może rzeczywiście, lepiej było być małostkowym, kiedy w grę wchodziło kupno domu?
- Tak jak ty zawsze zaskakujesz mnie swoim wyglądem – odpowiedział, marszcząc przy tym czoło. Zdawał sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało, więc by choć trochę zetrzeć pierwsze wrażenie, które mogły wywrzeć jego słowa, kontynuował cicho, nie patrząc na Eunice. – To jak bardzo potrafisz wyglądać perfekcyjnie, mimo różnych okoliczności.
O ile on zawsze nosił podobne do siebie garnitury, wyprasowane koszule, idealnie zawiązane krawaty i wypastowane buty, o tyle ubranie stanowiło u niego tylko bezpieczny mur, za którym mógł się skrywać. Ale u Eunice chyba tak nie było. Była elegancka i dopasowana do okoliczności. Ktoś mógłby pomyśleć, że kobieta świeżo po rozwodzie będzie zapłakana, z rozwianymi włosami, w kapciach, w dresach i z pudełkiem lodów w ręce – ale nie (znowu) panna Malfoy. Ona nawet dom kupowała wyglądając tak, jakby zaraz po tym szła do opery lub na proszoną kolację do Ministry Magii.
Wsłuchiwał się w jej słowa, gdy mówiła o zakończonym związku. Ulysses nie był najlepszy w relacje, ale nawet jemu słowa Eunice zabrzmiały wyjątkowo gorzko. Może nawet zbyt gorzko jak na wiek kobiety, która je wypowiadała. Tak, cała sprawa była jeszcze bardzo świeża, ale nie chciał by zgorzknienie już na zawsze odcisnęło piętno na jej charakterze i sposobie w jaki postrzegała świat.
- To całkiem dobre rady – powiedział trochę bardziej miękkim tonem niż zazwyczaj. – I jeśli będę mieć żonę, postaram się je wcielić w życie.
Tej trzeciej, dotyczącej wysłuchiwania, nie musiał nawet szczególnie mocno brać pod uwagę. Tak mocno analizował to, co się do niego mówiło, że hipotetyczna żona bez problemu zdąży wyrzucić z siebie wszystko, zanim on zdoła jej przeszkodzić. Pierwszej rady właściwie nie rozumiał. Po co miałby ignorować swoją żonę w noc poślubną? Jeśli jakaś noc naprawdę była warta zapamiętania to właśnie ta. I nawet nie dlatego, żeby naprawdę wierzył w dochowywanie czystości i tak dalej, ale była to pierwsza noc nowego życia. Powinna być niezapomniana dla dwóch stron.
W przypadku Ulyssesa najtrudniejsza do zrealizowania okazywała się druga, ta która dotykała rodziców. Trudno mu było sobie wyobrazić, by musiał działać wbrew ojcu. Ale też, ojciec, póki co, nie ingerował szczególnie w małżeństwa Vespery (aż do tych szczególnych momentów, gdy musiała owdowieć). Dlaczego miałby ingerować w jego związek?
Młody Rookwood podszedł do jednego z osłoniętych folią mebli. Uniósł rękę, jakby zastanawiał się czy zajrzeć pod nią, ale w trakcie tej czynności się rozmyślił. Wcale nie chciał wiedzieć, co skrywało się pod spodem. To nie miało znaczenia.
- Eunice, jest pewna sprawa, którą chciałbym z tobą poruszyć – zaczął powoli, znowu starając się ubrać myśli, we właściwe słowa. – Chodzi o eliksiry. Eliksir wiggenowy, może wzmacniający… - mówił ostrożnie i dość cicho. – Potrzebujemy zapasów. Wiesz, jak jest. Nie zawsze mogą się potem aportować do Mungo – zakończył cicho.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#7
02.04.2023, 15:51  ✶  
W pierwszej chwili całkowicie nie zrozumiała.
  Zaskakiwała wyglądem – niby dlaczego? Co do zasady starała się wyglądać perfekcyjnie, choć czasem o to ciężko, zwłaszcza gdy wypadały godziny w Mungu. Trudno, żeby uzdrowicielskie fartuchy były idealnie dopasowane, wybitnie twarzowe i tak dalej, nie mówiąc już o ich nieskazitelnej czystości – bo przecież bywało różnie. Ale to nie tylko kwestia samego ubioru… Obróciła dość gwałtownie głowę, spoglądając badawczo na Ulyssesa, rozważając słowa, jakie powinny teraz paść. Może źle odczytała to, co miał na myśli?
  … och.
  - Dlaczego? Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego – stwierdziła w końcu. Wygląd był fasadą, elementem kłamstwa, jakie się tkało przed oczyma wszystkich. Fasadą i podstawą – bo ludzie przede wszystkim oceniali to, co widziały ich oczy. Bo jakkolwiek by nie patrzeć, była Malfoy, pochodziła z takiej a nie innej rodziny; okazywanie zaś słabości nie było czymś, co wpisywało się w wychowanie latorośli potomków byłego Ministra Magii.
  Nie – ludzie mieli widzieć to, co im się pokazywało, a nie to, co było prawdziwe. Tylko tyle i aż tyle.
  Przy czym nie rozumiała też, skąd w ogóle takie zaskoczenie – sam Ulysses przecież był mężczyzną, którego postrzegała jako perfekcyjnego w każdym calu. Wszystko idealnie wypolerowane, w kant – nie było tu przestrzeni na jakiekolwiek odstępstwo. Dlaczego więc…?
  Niemniej tę uwagę koniec końców postanowiła zachować dla siebie. Nie wszystko było takie proste, jak mogłoby się wydawać.
  Jeśli będę mieć żonę. W tym świecie mimo wszystko trudno o to, by nie zostać związanym węzłem małżeńskim – i to niekoniecznie z własnej woli. Sojusze pomiędzy rodzinami przechodziły na pierwszy plan, nie zauważając rzeczywistych pragnień tych. Których się wypychało na ślubny kobierzec. Tak że w oczach Eunice nie było „jeśli”, tylko „kiedy”. Zwłaszcza że była całkiem pewna, iż prędzej czy później oczy Fortinbrasa znów na niej spoczną, a ojcowski palec wskaże kolejnego wybranka. Nie wyszło z Blackiem, może wyjdzie z kimś innym.
  Chwilowo jednak nie musiała się o to martwić; cała afera, jakiej dopiero co była uczestniczką, musiała najpierw choć trochę zatrzeć się w pamięci. Ba, zapewniała nawet samą siebie, że natychmiast by odmówiła kolejnego zamążpójścia, gdyby miało dojść do tego teraz czy w przeciągu najbliższych miesięcy.
  Tak, zdecydowanie się sparzyła na ostatnim – narzuconym – związku i niezbyt chciała ponownie dać się wtłoczyć w tę samą rolę.
  - Mam nadzieję, że będą dobrze służyć – stwierdziła, całkiem szczerze. Bo jakkolwiek by nie patrzeć, małżeństwo mogło być piekłem nie tylko dla żony, ale i męża – a Rookwooda na tyle darzyła sympatią, by nie życzyć mu źle.
  Wsparła się biodrem o parapet, znacznie poważniejąc. Sprawa. Tak. I nawet nie musiała pytać, jaka to dokładnie sprawa – zwłaszcza że to nie tak, iż pozostawała całkiem poza strukturami zwolenników Czarnego Pana. Przysługa tu, przysługa tam, a teraz… eliksiry. Właściwie to niewiele, łatwiejsze do ukrycia niż obecność pewnych osób w Rosemary House, gdyby ktoś wpadł na pomysł sprawdzenia, co się dokładnie tam dzieje, idealnie w tej chwili, gdy wiejska posiadłość – wbrew pozorom – nie pozostawała pusta.
  - Wiem – przyznała bez mrugnięcia okiem. Mung bywał dość ryzykowną opcją, nie zawsze też pod ręką znajdował się uzdrowiciel sprzyjający sprawie. Wahała się nad przyjęciem prośby? Twarz w teorii niczego nie wyrażała, jednakże chwilę ciszy zapewne można było zinterpretować w dokładnie ten sposób.
  Czy już nie dość z siebie dawała? Jak nie jedni, to drudzy czegoś chcieli i… och, może faktycznie najlepszą opcją byłoby zakopanie się w łóżku z pudełkiem lodów, zamiast pokazywać się światu. Tyle że Eunice jednak taka nie była – świat nie mógł dostrzec słabości.
  - Da się zrobić – stwierdziła, splatając ręce na piersi, przyglądając się Rookwoodowi. I dochodziła do wniosku, ze chyba nie tylko ona sama miała pewien problem z tą prośbą. Ewidentnie w postawie mężczyzny było coś, co sygnalizowało, że nie czuł się z tym komfortowo – Tylko, oczywiście, nie tak od razu. Najpierw muszę się odpowiednio urządzić – bo przecież nie będzie po kryjomu korzystać z pracowni w Mungu czy też wracać do rodzinnego domu, aby korzystać z zaplecza w posiadłości. Nie, jeśli miała cokolwiek robić, to jednak na własnych warunkach i z dala od rodziców.
  - Czy to jest akceptowalne?
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#8
07.04.2023, 00:32  ✶  
Ulysses wyglądał, jak wcielenie chłodnej obojętności. Po tym jak wreszcie nie zdecydował się na uniesienie folii, która okrywała jeden z mebli, oparł się o niego biodrem. To pewnie miało mu dodać nonszalancji, ale przez to jak bardzo był spięty, jak bardzo zamyślony i poważny, wyglądało raczej średnio naturalnie.
- Przyszłaś obejrzeć dom, który chcesz kupić w czerwonej sukience i szpilkach – stwierdził wreszcie. Zakładał, że to nie był najlepszy możliwy wybór stroju na taką okazję. Byłby idealny, gdyby Eunice chciała taki dom komuś sprzedać. Z jej aparycją, wydusiłaby ze szczęśliwego nabywcy dobre dwadzieścia siedem procent więcej niż jego początkowa oferta kupna.
Wzruszył bezradnie ramionami zaplątany we własnych myślach.
- Próbowałem ci powiedzieć, że wyglądasz tak samo dobrze jak zazwyczaj. Mimo okoliczności, które… - zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy nie powinien czasem w ogóle porzucić tego tematu, zamiast brnąć w niego i pogrążać się coraz bardziej. – Mimo niedawnego rozwodu. I to miał być komplement.
Może nie najszczęśliwszy, ale szczery. I trochę taki, który miał podnieść Eunice na duchu. Ale dopiero teraz, patrząc na jej reakcję, do Ulyssesa dotarło, że być może w ogóle nie potrzebowała by ktoś (a już na pewno nie on) podnosił ją na duchu. I jej perfekcyjny wygląd właśnie to udowadniał. Nie był maską jak jego własny, ale oznaką drzemiącej w niej siły.
I to nie tak, że nie zakładał swojego przyszłego ożenku. Wiedział, że wcześniej czy później będzie musiał mieć żonę. Oczywiście czystokrwistą, bo tylko taka zadowoliłaby jego ojca. Może nawet taką, którą dosłownie przyprowadzi mu ojciec. Tylko nie był pewien, czy życzyłby nieszczęsnej takiego męża jak on sam. Wbrew wszystkiemu, młody Rookwood dobrze zdawał sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Nie tylko tych, które dotykały jego charakteru, ale i sytuacji rodzinnej, podejmowanych decyzji (choć może w jego przypadku uczciwsze byłoby: niepodejmowanych). A im więcej braków u siebie widział, tym trudniej było mu sobie wyobrazić, że mógłby (jeśli nawet nie uszczęśliwić to przynajmniej) zapewnić dobre życie kobiecie u swojego boku.
Choć gdyby się miał zastanowić… była jedna, którą najszybciej widziałby w tej roli. Tylko na szczęście dla samej siebie traktowała go jak zwykłego kolegę.
Posłał Eunice zamyślone, choć nadal poważne spojrzenie. Kiwnął głową całkiem ukontentowany jej propozycją.
- Tak, tak. Oczywiście – powiedział powoli. Właśnie dlatego przyszedł z tym teraz, a nie na ostatnią chwilę. Chciał, żeby jasnowłosa miała czas na spokojnie przygotowanie się. Im więcej zapasów śmierciożercy będą mieli w czasach pokoju, tym więcej ich będą mieli, gdy będą musiały zostać wykorzystane. – Który pokój zamierzasz wyremontować najpierw?
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#9
10.04.2023, 22:23  ✶  
W czerwonej sukience i szpilkach. W błękitnych oczach nie pojawiła się choćby najmniejsza iskra zrozumienia, a na wargi cisnęło się „co, miałam założyć worek z włosienicy?” - rzecz, oczywiście, wręcz niemożliwa. Bo jak by to wtedy wyglądało – córka Malfoyów w wybitnie rozmemłanym stanie? Nie, tak nie mogło być.
  Powstrzymała się jednak jeszcze chwilę przed odpowiedzią – pamiętała wszak, że Ulysses był, jaki był i niekoniecznie znaczenie pierwszych słów było takie oczywiste; dopiero kolejne wyjaśniały odpowiednio sprawę na tyle, że dało się spojrzeć na nią w ten sam sposób, co mężczyzna. I tym samym – pojąć, co miał na myśli.
  Tak było i teraz, choć chyba nadal umykało gdzieś sedno. Dlaczego miałaby wyglądać nieperfekcyjnie z powodu rozwodu? Dlaczego miałaby tym samym pokazywać światu, że w jakiś sposób ją to dotknęło – lub nawet, nie daj Matko – rozpaczała po zakończonym małżeństwie? Czy też wręcz biła się w pierś, że w ogóle do czegoś takiego doszło…
  W każdym razie okazało się, iż Ulyssesowi po głowie chodziło coś zgoła innego niż odruchowo – w pierwszej chwili – założyła. I w zasadzie: całe szczęście, że tak było, bowiem jak na razie tej sfery życia miała bardzo mocno powyżej uszu i nieszczególnie przewidywała, że to się szybko zmieni.
  Zwłaszcza że miała zgoła inne priorytety.
  - Ach. Rozumiem – posłała blady uśmiech, po czym jeszcze dodała – Dziękuję – cóż, całkiem szczerze, w końcu miło zostać docenioną, nieprawdaż? Niezależnie od okoliczności, jakie miały przy tym miejsce. Na usta cisnęły się jeszcze wyjaśnienia, że rozwód to przecież nie koniec świata, że byłoby przecież błędem pozwolenie sobie na cokolwiek innego niż perfekcję – zwłaszcza teraz. Bo teraz musiała udowodnić, że wszystko jest w jak największym porządku i że wcale a wcale nie miała zamiaru rozpaczać.
  Nawet jeśli w istocie nie do końca czuła się z tym w pełni dobrze.
  - Doskonale. To dam ci znać, jak coś będę miała – skwitowała, przypieczętowując tym samym niepisaną umowę. Stronnicy Czarnego Pana będą mieli swoje eliksiry; nie od razu, ale jednak koniec końców zaczną do nich spływać, powiększając zapasy na czarną godzinę. Niby nic, ale takie zaplecze też było potrzebne w momencie, gdy naprawdę nie można było skorzystać z rozwiązań oczywistych dla przeciętnego czarodzieja.
  - Przede wszystkim sypialnia i łazienka – stwierdziła bez wahania. Te pomieszczenia musiały być dopieszczone w każdym calu, skoro miała codziennie oglądać te ściany i sufit, nie mówiąc już o miejscu na wszystkie przedmioty potrzebne do codziennych rytuałów. Pewne nawyki pozostawały niezmienne i nie planowała czegokolwiek w nich zmieniać – Chociaż może po prostu wszystko za jednym zamachem? – zastanowiła się, marszcząc brwi – Bez bawienia się w odświeżanie po kawałku, zwłaszcza że spokojnie mogę ten czas spędzić w Rosemary House. Żadnych ekip kręcących mi się po domu, żadnych hałasów wtedy, gdy są najmniej potrzebne… Chyba najrozsądniejsza opcja? – ni to stwierdziła, ni to spytała, jakby szukała potwierdzenia u Rookwooda, że dobrze myśli.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#10
10.04.2023, 23:29  ✶  
Ulysses nie kontynuował już tematu wyglądu Eunice. Czuł się z nim zbyt niezręcznie, niemal boleśnie świadomy, że w jej przypadku nie potrafił należycie wyrazić tego, co chodziło mu po głowie.
Zamiast tego uniósł głowę by przyjrzeć się poszarzałemu od kurzu sufitowi. Mimowolnie rejestrował rysujące się na nim pęknięcia i aż nazbyt brudny żyrandol. Czy dobrze widział i brakowało mu jednego przęsła? Nieważne, panna Malfoy z pewnością wymieni go na lepszy model.
Posłał jej poważne, nieco smutne spojrzenie. Dobrą chwilę obserwował, tylko milcząc, bardziej skupiając się na tym, jak właściwie się poruszała, niż na słowach, które wypowiadała. Był mężczyzną, widział że była piękna, nawet jeśli nie interesował się nią w ten sposób, w który mężczyźni mogli interesować się kobietami.
Kiwnął głową.
- Dziękuję – odpowiedział cicho, ciągle tak samo poważnym głosem, matowym głosem. Jednocześnie poczuł ulgę, że właściwie sama podjęła decyzję, że nie musiał jej ani zachęcać, ani namawiać. Eunice mała sporo własnej wolnej woli. Dużo więcej od niego samego. – Myślę, że zostanie to docenione – dodał nieco głośniej, ale nie na tyle by podnieść znacząco głos.
Ulysses nie lubił krzyczeć. W ogóle nie znosił hałasu. Przez to może nawet trochę bardziej lubił jasnowłosą, bo nie kojarzyła mu się ani z wrzaskiem, ani z histerią. Była tego całkowitym przeciwieństwem: chłodna, opanowana, rozsądna.
Kiwnął głową.
- Skoro możesz sobie pozwolić na pełen remont, ten całościowy będzie chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem – zgodził się od razu. – Po pierwsze, będziesz miała problem z głowy. Po drugie, nie brak ci pieniędzy. Po trzecie… - tu urwał na moment, jakby nie był do końca przekonany, czy naprawdę powinien powiedzieć to co przeszło mu przez myśl. – Wydaje mi się, że dobrze wiesz, co chciałabyś tu zmienić i jak mają wyglądać wnętrza – dodał po chwili.
A skoro miała i wizję, i możliwości, i miejsce w którym mogła przeczekać remont, młody Rookwood nie widział powodu, by nie załatwiła całej sprawy za jednym zamachem.
- Gdybyś potrzebowała towarzystwa przy wyborze draperii lub czegoś podobnego… - uniósł ręce i gestem wskazał na siebie. Mogła na niego liczyć. Przynajmniej w tej kwestii. – A teraz, jeśli już podjęłaś ostateczną decyzję – bo przecież ją podjęłaś – to może, by ją uczcić pójdziemy na jakiś obiad? – zaproponował.
Mieli w końcu dwa sukcesy (a może i trzy) do odświętowania. Po pierwsze: wybrała dom. Po drugie: bez szkody przeszła przez rozwód. Po trzecie: śmierciożercy zyskali właśnie kogoś, kto miał im pomóc w utrzymaniu zapasów z eliksirów.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eunice Malfoy (2882), Ulysses Rookwood (2222)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa