22.02.2023, 18:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 18:51 przez Jamil Anwar.)
Można by pomyśleć, że mieszkając tyle lat w Egipcie Jamil przywykł do pustynnego słońca. Prawdą jednak było, że nawet jemu doskwierało, gdy zbyt długo przebywał w terenie bez możliwości skrycia się w cieniu. Piasek miał chyba wszędzie – w ustach, we włosach, nawet spodniach. Nie zrażał się jednak zbytnio, ponieważ potrzebował roboty. A, jak widać, Cathal Shafiq potrzebował wywoływacza duchów, który sprosta zadaniu.
- Wiemy cokolwiek na jego temat poza podręcznikowymi faktami? – spytał po angielsku z silnym akcentem, który z pewnością nie był brytyjski. Przyglądał się notatkom rozłożonym na prowizorycznym stoliku nieopodal namiotów ekipy archeologicznej. Same suche fakty, informacje spisane najwyraźniej na szybko z jakiejś encyklopedii. Do tego kilka kartek z dziennika wykopalisk Jamesa Quibella, które – jak podejrzewał Jamil – musiał spisać osobiście, skoro pojawiły się w formie należącego do niego przedmiotu. Jeśli poprzedni wywoływacz duchów pracował w ten sposób, Egipcjanin ani trochę nie dziwił się, że poległ z kretesem. – Jakaś ciekawostka, albo jak umarł? Jeśli nic takiego nie macie, jakoś sobie poradzę. Z doświadczenia jednak wiem, że duchy lubią taką zabawę, to łechta ich ego. Chętniej do nas przyjdzie, jeśli ogarnie, że naprawdę zależy nam na jego wizycie, a nie jest przypadkowym widmem wybranym spośród wielu.
Duchy potrafiły być upierdliwe. Tak, jakby śmierć wzmagała w nich te negatywne cechy, które za życia starały się jakoś w sobie stłumić. Matka Jamila, Pythia, często powtarzała, że większość zjaw jest jak diwy egipskiego teatru – snobistyczne, pławiące się w złocie i drogich perfumach. Trzeba do nich podejść z odpowiednim rozmachem, tak jakby każdy z nich był celebrytą mającym odegrać główną rolę. A trzeba było przyznać, że wbrew pierwszemu wrażeniu, Jamil naprawdę miał talent do zjednywania sobie dusz. Na tyle, że kiedy razem z kolegami wywołał kiedyś jednego, ten nawet się nie obraził, gdy jedynie spytał go, gdzie powinni szukać toalety. A może jednak duch wcale nie był taki zachwycony, skoro przez kolejny miesiąc nawiedzał go za każdym razem, gdy próbował skorzystać z tej w rodzinnym domu? Nieważne. W tym wypadku potrzebowali egiptologa, który tu kiedyś pracował. Żadnych potrzeb fizjologicznych, tylko poważna praca.
Rozpiął górne guziki koszuli, którą miał na sobie, by łatwiej mu było pochylać się nad notatkami Shafiqa. Zanim tu przyszedł, dowiedział się co nieco o tym mężczyźnie, ale niespecjalnie go to obchodziło. Póki oferował pracę i całkiem przyzwoity zarobek, Jamila nie obchodziły kontrowersje związane z wykopaliskami w innych rejonach świata.
- Paskudny wąs – przyznał, przyglądając się fotografii Quibella. – Mój dziadek nosił taki sam. To chyba taka przypadłość Brytyjczyków przyjeżdżających do Egiptu – dodał, zerkając ukradkiem na Cathala, żeby upewnić się, czy nie posiadał podobnego zarostu, a tym samym Jamil popełnił jakąś gafę. Na szczęście wyglądał normalnie.
- Wiemy cokolwiek na jego temat poza podręcznikowymi faktami? – spytał po angielsku z silnym akcentem, który z pewnością nie był brytyjski. Przyglądał się notatkom rozłożonym na prowizorycznym stoliku nieopodal namiotów ekipy archeologicznej. Same suche fakty, informacje spisane najwyraźniej na szybko z jakiejś encyklopedii. Do tego kilka kartek z dziennika wykopalisk Jamesa Quibella, które – jak podejrzewał Jamil – musiał spisać osobiście, skoro pojawiły się w formie należącego do niego przedmiotu. Jeśli poprzedni wywoływacz duchów pracował w ten sposób, Egipcjanin ani trochę nie dziwił się, że poległ z kretesem. – Jakaś ciekawostka, albo jak umarł? Jeśli nic takiego nie macie, jakoś sobie poradzę. Z doświadczenia jednak wiem, że duchy lubią taką zabawę, to łechta ich ego. Chętniej do nas przyjdzie, jeśli ogarnie, że naprawdę zależy nam na jego wizycie, a nie jest przypadkowym widmem wybranym spośród wielu.
Duchy potrafiły być upierdliwe. Tak, jakby śmierć wzmagała w nich te negatywne cechy, które za życia starały się jakoś w sobie stłumić. Matka Jamila, Pythia, często powtarzała, że większość zjaw jest jak diwy egipskiego teatru – snobistyczne, pławiące się w złocie i drogich perfumach. Trzeba do nich podejść z odpowiednim rozmachem, tak jakby każdy z nich był celebrytą mającym odegrać główną rolę. A trzeba było przyznać, że wbrew pierwszemu wrażeniu, Jamil naprawdę miał talent do zjednywania sobie dusz. Na tyle, że kiedy razem z kolegami wywołał kiedyś jednego, ten nawet się nie obraził, gdy jedynie spytał go, gdzie powinni szukać toalety. A może jednak duch wcale nie był taki zachwycony, skoro przez kolejny miesiąc nawiedzał go za każdym razem, gdy próbował skorzystać z tej w rodzinnym domu? Nieważne. W tym wypadku potrzebowali egiptologa, który tu kiedyś pracował. Żadnych potrzeb fizjologicznych, tylko poważna praca.
Rozpiął górne guziki koszuli, którą miał na sobie, by łatwiej mu było pochylać się nad notatkami Shafiqa. Zanim tu przyszedł, dowiedział się co nieco o tym mężczyźnie, ale niespecjalnie go to obchodziło. Póki oferował pracę i całkiem przyzwoity zarobek, Jamila nie obchodziły kontrowersje związane z wykopaliskami w innych rejonach świata.
- Paskudny wąs – przyznał, przyglądając się fotografii Quibella. – Mój dziadek nosił taki sam. To chyba taka przypadłość Brytyjczyków przyjeżdżających do Egiptu – dodał, zerkając ukradkiem na Cathala, żeby upewnić się, czy nie posiadał podobnego zarostu, a tym samym Jamil popełnił jakąś gafę. Na szczęście wyglądał normalnie.