• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[luty 1970] Plan || Stanley & Stella

[luty 1970] Plan || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
24.03.2023, 01:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2023, 11:20 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem

Po styczniowym spacerze, który zakończył się grą w prawdę oraz wyznaniem kilku rzeczy, nic nie stało się prostsze lub jaśniejsze. Wręcz przeciwnie. Było jeszcze gorzej. Stanley ze Stellą mieli teraz wielki orzech do zgryzienia. Byli w sytuacji niema bez wyjścia. Jednak czy aby na pewno?

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że teraz musi być z górki. W końcu przecież odważyli się opowiedzieć o swoich uczuciach. I najpewniej gdyby we dwójkę pochodzili ze zwykłych rodzin, bez większych tradycji czy przywiązań, wszystko byłoby okej. Niestety, jedno z nich nie miało tak prosto. Stella wywodziła się z rodziny, która miała głęboko zakorzenione idee i plany wobec swoich potomków. Tutaj był właśnie pies pogrzebany - jej rodzice. Państwo Avery w życiu by nie wyrazili swojej aprobaty na ten związek. Zakochani znaleźli się w kropce. Mieli tylko dwie opcje - znaleźć sposób jak to rozwiązać albo zapomnieć o sobie, raz na zawsze...

Borgin długo myślał co mogliby zrobić w tej sytuacji. Niestety żaden efektywny pomysł nie urodził się w jego głowie. Miał już zamiar się poddać i zrezygnować z dalszej próby wymyślenia rozwiązania tego problemu. Na całe szczęście przypomniał sobie jednak o swoim oddanym sojuszniku - alkohoku, pod wpływem którego zawsze wpadał na same genialne pomysły. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Stanley jako urodzony mistrz taktu i dobrych zachowań miał z tyłu głowy, że tym razem nie może się pojawić na ulicy Pokątnej w środku nocy bez żadnego kwiatka. Zapamiętał dobrze jakie kwiaty uwielbiała dziewczyna w której zadurzył się po same uszy. To były dalie. Miał z tyłu głowy świadomość, że obiecał jej bukiet tych kwiatów niemal pół roku temu i co gorsza, nadal nic nie zrobił w tej kwestii. Wszystko układało mu się jako plan idealny - przyjdzie z bukietem tych pięknych kwiatów oraz idealnym planem na rozwiązanie ich problemu. To przecież musiało się udać.

Problem pojawił się jednak na samym początku. Andrew nie miał zielonego pojęcia jak te całe dalie w sumie wyglądają. Na całe szczęście jego matka, Anne, zajmowała się zawodowo warzeniem eliksirów i tym samym miała pod dostatkiem wszelkiej maści atlasów i podręczników związanych z roślinami.

Korzystając z faktu, że tego dnia miała cały dzień zajęty w pracy, Stanley postanowił przestudiować te tomy. I nie chodziło mu tutaj aby pogłębiać swoją wiedzę dotyczącą tej sztuki. O, nie, nie. On chciał po prostu znaleźć ten kwiat i wyrwać stronę z nim związana, aby następnie mieć możliwość go zakupić.

Jak pomyślał, tak też zrobił. Bardzo niechlujnie wyrwał stronę ze środka encyklopedii. Nie obchodziło go w tym momencie, że uszkodził tę książkę. Teraz cel uświęcał środki. I tylko to się dla niego liczyło. Najwyżej odkupię taki sam

Nie zwlekał ani chwili dłużej. Udał się czym prędzej na małe zakupy. Chodził od stoiska do stoiska i pokazywał tę nieszczęsną kartę. Nikt nie posiadał takich kwiatów na stanie w tym momencie.

Zawiedziony Stanley chciał już zrezygnować z dalszych poszukiwań. Coś go jednak tchnęło aby sprawdzić jeszcze stragany za rogiem. I to był złoty traf. Jedna z pań, która oferowała tam swoje dobra, posiadała dalie, których on poszukiwał. Oczywiście kartka odegrała tutaj najważniejszą rolę w procesie tłumaczenia, czego on tak naprawdę poszukuje. Bez niej w życiu by nie potrafił wytłumaczyć co on tak naprawdę chce.

Zadowolony z siebie wrócił do domu. Miał z tyłu głowy słowa, które usłyszał w momencie odbioru bukietu - najlepiej aby te kwiaty były w wodzie. Wtedy dłużej wytrzymają. Borgin wziął sobie te słowa do serca. W końcu nie znał się na tych całych badylach. Skoro miały być w wodzie. Tam też będą.

Kiedy dotarł do mieszkania, pierwsze co zrobił to umieścił zdobyte przed chwilą dalie w szklanym flakonie wypełnionym zimną wodą. Odłożył go następnie na szafce, niedaleko wyjścia. Jako, że za chwilę miał wychodzić opracować swój idealny plan, wolał nie ryzykować i przyjść później po swój prezent dla Stelli. Uśmiechnął się na samą myśl, że panna Avery będzie zadowolona. W końcu to jej ulubione kwiaty. Z tą myślą udał się na tajną naradę przy akompaniamencie taniego piwa.

Wybiła godzina 1 albo 2 w nocy. Stanley był już mocno wstawiony, jednak nie na tyle aby się zataczać albo wyglądać jak podczas pierwszej, niezapowiedzianej wizyty u wiolonczelistki. Sam swój stan określał jako stabilny i do zniesienia. Cel miał prosty - ulica Pokątna. Zanim tam się udał, zahaczył jeszcze na szybko o swoje mieszkanie z którego zabrał flakonik z daliami. W końcu kwiaty musiały być w wodzie.

Dotarł na miejsce i wszedł tym samym sposobem co zawsze. Ktoś inny otworzył drzwi, a on skorzystał z okazji i znalazł się na klatce. Tym razem jednak nie robił burdy, tylko szedł wprawnym krokiem na samą górę. Kiedy znalazł się przed drzwiami, które prowadziły wprost do gniazdka Stelli, przeczesał swoje włosy aby wyglądały idealnie, a następnie podszedł zapukać. Starał się to zrobić na tyle głośno aby usłyszała go jego wybranka ale na tyle cicho aby niepotrzebnie nie zbudzić sąsiadów.

Czekając, aż drzwi się otworzą, oparł się o framugę i wyjął jakieś złożone kartki z lewej kieszeni. Te jednak wypadły mu na podłogę. Nie zdążył ich jednak podnieść, ponieważ otworzyły się drzwi. Swojej głowy nie podniósł jednak do góry, lecz dalej wpatrywał się w podłogę na której leżały jego notatki. Pierwsza z nich, niechlujnie wyrwana z jakiejś książki, przedstawiała dalie wraz z jej rysunkiem oraz botanicznym opisem. Druga kartka była pogięta i miała ślady jakby ktoś rozlał na niej kawę lub inny napój... Ale przede wszystkim była zapisana bardzo nieczytelnym pismem.

- Przyszedłem - oznajmił z entuzjazmem w głosie osobie, która otworzyła mu drzwi. Nadal nie patrzył na tego kto mu te drzwi otworzył. Walczył z samym sobą czy powinien zaryzykować i schylić się po te notatki, czy jednak poczekać na pomoc - Proshe... Dla Ciebie... - odparł, wystawiając przed siebie rękę w której trzymał szklany flakonik pełny wody wraz z daliami.

Stanley już tak miał, że lubił przychodzić do Stelli o różnych, a przede wszystkim losowych porach, bez żadnej zapowiedzi. Jak czuł, że ma ochotę albo mu się nudzi to wtedy wybierał się na taką wycieczkę. Z nią nigdy się przecież nie potrafił nudzić.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
24.03.2023, 13:52  ✶  

Wydawać by się mogło, że ich ostatnie spotkanie doprowadziło do oczyszczenia atmosfery. W końcu wyjaśnili sobie wszystko, podzielili się ze sobą tym co myślą, w zasadzie wyszło na to, że żywią do siebie uczucie. Jednak nic nie mogło być proste. To jedynie skomplikowało sytuację, która okazała się być naprawdę trudna. Mieli dosyć spory orzech do zgryzienia. Stella miała jednak nadzieję, co nie było dla niej raczej typowym zachowaniem - zazwyczaj rezygnowała z tego, czego pragnęła, jeśli miała się sprzeciwić rodzicom. Tym razem miało być inaczej.

Nie do końca jeszcze wiedziała, w jaki sposób powinna z nimi porozmawiać. Aktualnie byli zajęci wydaniem za mąż Clare, dzięki czemu też ich wzrok nie był skierowany w jej stronę. Nie wypytywali o jej życie, raczej się nią aktualnie nie przejmowali. Było to całkiem przyjemne uczucie, mieć chwilę spokoju od zadowalania ich. Wiedziała jednak, że ta cisza nie potrwa długo, zapewne kiedy tylko wydadzą Clare za mąż wrócą do niej. Wtedy będzie tylko gorzej, bo zostanie tylko ona. Musieli więc działać szybko.

Problem był dosyć złożony, w końcu Avery całe życie była przygotowywana do tego, że kiedyś przyjdzie jej wypełnić wolę rodziców. Plany się nieco skomplikowały, nie spodziewała się bowiem, że przyjdzie jej kogoś poznać, polubić, a z czasem przywiązać się do tej osoby. Nie wiedziała też, w jaki sposób miałaby o tym im powiedzieć. Zdecydowanie wolała tego nie robić. Nie chciała okazać się rozczarowaniem, mimo wszystko nadal bardzo jej zależało na ich opini i zadowoleniu.

Dni mijałay jej raczej szybko. Większość czasu malowała. Zamknęła się w domu i pozwalała dać się ponieść. Dosyć często miewała takie momenty, że zamykała się w domu i od rana do wieczora malowała. Nie odczuwała wtedy potrzeby, aby wychodzić na zewnątrz. Najczęściej zdarzało jej się to, kiedy potrzebowali jakiejś pomocy przy tym nieszczęsnym zbliżającym się ślubie. Było do niego jeszcze ponad pół roku, jednak ważne, aby wszystko było idealne. W końcu miało to byc ogromne towarzyskie wydarzenie.

Avery poznała przyszłego małżonka siostry kilka dni temu. Okazał się on być całkiem sympatycznym, młodym mężczyzną, jednak nie do końca zainteresowanym ślubem. Miała wrażenie, że główną zainteresowaną jest jego matka, co wcale ją nie zaskoczyło. W końcu to ich rodzice dogadali się między soba, aby połączyć dwa rody, Crouch i Avery - Stella widziała, że zdecydowanie bardziej zależy na tym starszemu pokoleniu, niż zainteresowanym. Co raz bardziej do niej docierało, jakie jest to bezsensowne i że może warto by było coś zmienić. W końcu każdy miał prawo spędzić życie z kimś kogo faktycznie kochał. Współczuła Kordelii, że nie miała już wyboru i musiała niedługo spełnić swoje obowiązki. Sama Stella czuła, że z nią będzie inaczej, podjęła już decyzję, że nie pozwoli się uwięzić. Nie chciała jednak odciąć się od rodziny, musiała więc znaleźć jakiś złoty środek, co wcale nie przychodziło jej łatwo.

Ten dzień spędziła w mieszkaniu. Nie wyszła dzisiaj nigdzie. Pogoda do tego nie zachęcała. Pozwoliła sobie malować od rana. W salonie zresztą nadal zostały ślady po jej pracy, kilka obrazów na sztalugach schło, farby leżały na stole, nie miała siły ich posprzątać. Położyła się do łóżka dosyć szybko, nie było sensu siedzieć i myśleć o tym wszystkim, bo tylko się niepotrzebnie nakręcała.

Spała sobie w najlepsze, całkiem słodko, kiedy usłyszała dźwięk. Śniło jej się to? Nie, została wyrwana ze snu. Nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Narzuciła na siebie swój krótki, niebieski szlafrok i ruszyła w kierunku drzwi. Zdecydowanie nie była to idealna pora do odwiedzin. Zerknęła przez wizjer, żeby zobaczyć, kto stoi za drzwiami. Powinna się tego spodziewać, tylko Borgin mógł mieć takie świetne pomysły. Otworzyła więc drzwi. - Widzę. - Odpowiedziała na jego Przyszedłem. Odetchnęła głęboko, poczuła woń alkoholu, która pojawiła się wraz z nim. Stał jednak nawet prosto, więc może nie było tak źle jak tego pamiętnego razu. Avery była tak zaspana, że nie zauważyła nawet, że coś mu wypadło, jej uwagę przykuły kwiaty w flakonie, które trzymał w ręku.

- Dalie, pamiętałeś. - Uśmiechnęła się nawet, mimo tego, że godzina jego wizyty była zabójcza. - Wejdź do środka. - W końcu nie powinni zwracać na siebie uwagi, nocne wizyty mężczyzn raczej wszędzie były nie do końca mile widziane. Wpuściła go do środka, po czym zamknęła za nim drzwi.

- Przyszedłeś tu po to, żeby dać mi te kwiatki? - Przyglądała mu się uważnie próbując zrozumieć, co go tutaj sprowadza o tej porze. - Rozgość się. Napijesz się czegoś? - Zapytała jeszcze.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
25.03.2023, 00:08  ✶  

Oczywiście, że pamiętał. W końcu przy grze w prawdę powiedział, że zawsze myśli o tym co do niego mówi Stella. Nawet wtedy kiedy nie daje sobie tego po sobie poznać.

Przegrał walkę z kartkami. Dopóki panna Avery nie otworzyła mu drzwi, miał w sobie jeszcze wolę walki o to aby je podnieść. Kiedy jednak usłyszał aby wejść do środka, poddał się i wykonał polecenie bez zawahania.

- Ja miałbym zapomnieć? - zapytał właścicielki mieszkania kiedy przekroczył próg. Jak ona w ogóle śmiała mieć jakiekolwiek obawy o to, że Stanley czegoś nie zapamięta? Toż to ujma na honorze.

Pewnym krokiem udał się do swojego legowiska w tym pomieszczeniu - kanapy. Po drodze rozejrzał się wokół aby dostrzec jakieś zmiany w wystroju. Jedyną rzeczą, która przykuła uwagę Borgin była ilość obrazów, które się właśnie suszyły albo były na ostatnich etapach prac. Mając w głowie swoje zeszłoroczne zwiedzanie i próbę uszkodzenia sztalug, które należały do Stelli, odpuścił. Nie zbliżył się nawet na krok do nich. Czuł się względnie dobrze ale mimo wszystko wolał nie podejmować takiego ryzyka. Jeszcze kazałaby mu to namalować ponownie... A wtedy to na pewno by poległ.

- Nie - odparł na zadane mu pytanie - Tak - zreflektował się dosyć szybko - Znaczy i tak i nie - nie mógł się zdecydować. Z jednej strony chciał je po prostu dać, skoro je obiecał. Z drugiej zaś strony, te kwiaty miałyby przeprosinami za jego stan jeżeliby się za bardzo wstawił. Na całe szczęście dzisiaj zachował jakiś poziom - czyli dalie można uznać za prezent - Nie ważne, mniejsza o te badyle - stwierdził, a następnie usiadł na kanapie.

Stanley zastanawiał się na ile odpowiednie będzie odpowiedzenie, że napiłby się piwa w tym momencie. Miał jeszcze wystarczająco siły i chęci, aby wypić 2 lub 3 złote napoje. Nie odważył się jednak o to poprosić, ponieważ Stella zapewne i tak nie posiadała tego typu trunków u siebie w mieszkaniu - Może być woda - odpowiedział z lekkim żalem w głosie.

Przeszukał kieszenie płaszcza w celu odnalezienia swojej kartki wraz z genialnymi pomysłami na to jak mogą rozwiązać ich sytuację. Jednak nie przyniosło to oczekiwanego skutku, ponieważ notatki zostały przed drzwiami. No cóż, będę improwizować Mniej więcej pamiętał to co miał tam zapisane. W najgorszym przypadku nie wspomni o kilku możliwościach… Ale część z nich i tak uważał za nierealne do zrealizowania.

- Mam kilka planów, które moglibyśmy zrealizować - oznajmił - Lepiej usiądź - zaproponował, a następnie przetarł sobie twarz. Pora zacząć

Złożył ręce przed sobą i rozpoczął - Może powinniśmy uciec z tego całego zgiełku? Zamieszkalibyśmy gdzieś na jakimś odludziu, tak aby nikt się o tym nie dowiedział - zapytał - Dalej mogłabyś się zajmować malowaniem swoich obrazów. Nikt by Ci nie przeszkadzał w tym… Gorzej byłoby z graniem koncertów… Ale z tym też byśmy wtedy coś wymyślili… - kontynuował - Żyłabyś pełnią życia w jakiejś małej miejscowości, a ja bym docierał do ministerstwa - tłumaczył dalej - Nawet ja bym Ci nie przeszkadzał za bardzo bo przecież siedziałbym w ciągu dnia za biurkiem - spojrzał na Stellę aby ujrzeć jej reakcję - Czy to nie byłoby piękne?

W głowie Stanleya ten plan nie miał żadnych wad. Gdyby udało im się go zrealizować, mogliby żyć bez obawy o siebie samych. Nikt by ich tam przecież nie znał. Nikt by ich nie oceniał. Równie dobrze mogliby tam zostać kimkolwiek by chcieli. Kto miałby to sprawdzić?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#4
25.03.2023, 00:55  ✶  

Dla niektórych oczywiste, dla innych mniej. Avery nie spodziewała się, że faktycznie jest tak, jak mówi. Nie dawał po sobie tego znać, jednak docierały do niego jej słowa. Najwyraźniej rzeczywiście słuchał, co do niego mówi. Wprowadziło ją to w całkiem dobry nastrój. Nie popsuło go nawet to, że do tej wizyty doszło w środku nocy, kiedy już słodko spała.

- No, mogłeś, ale zwracam honor, zaimponowałeś mi tym trochę teraz nawet. - Nie powstrzymała się od komentarza. Niech wie, że sobie u niej zapunktował. Gdyby wiedziała, ile go kosztowało szukanie tych kwiatów pewnie jeszcze bardziej by go za to pochwaliła, nie miała w końcu świadomości, że książka przez to wszystko ucierpiała.

Trzymała w ręku te kwiaty we flakonie - nie skomentowała tego ciekawego sposobu na ich dostarczenie, zbliżyła swój nos do roślin, aby odetchnąć ich zapachem, był całkiem przyjemny. Odstawiła je na stole, w salonie, nie musiała nawet szukać wazonu, w końcu zostały dostarczone w flakonie, co ułatwiało sprawę.

Staney najwyraźniej czuł się tutaj jak u siebie, bo ruszył w kierunku jej kanapy bez najmniejszego zawahania. Avery obserwowała go przez chwilę, kiedy szedł do wnętrza mieszkania. Miała nadzieję, że dzisiaj nie zamierza tutaj nic popsuć. Jego ostatnia nocna wizyta była bowiem dosyć burzliwa, ale to już za nimi, miała wrażenie, że Borgin nie ma też powodu do takiego dramatyzowania.

- To tak, czy nie? - Stella jeszcze nie usiadła tylko spoglądała na niego zza stołu. - Zdecyduj się. - Sama nie wiedziała bowiem nadal, jaki jest cel tej wizyty. Kwiatki pewnie mogłyby poczekać do rana. - Jakie badyle, przecież są śliczne. - Musiała coś dodać od siebie, ale to jej tylko potwierdziło, że kwiaty nie są powodem jego wizyty, musiało być coś jeszcze.

- To idę. - Powiedziała jeszcze i udała się do kuchni. Sięgnęła po dwie szklanki i nalała do nich wody, wróciła ze szkłem do pokoju. Wręczyła jedną z nich Borginowi, drugą zaś trzymała w ręku. Mam kilka planów, które moglibyśmy zrealizować. Brzmiało to dosyć poważnie. Zastanawiała się na jaki pomysł wpadł, na szczęście zaraz będzie jej dane to usłyszeć.

Usiadła więc, tym razem jednak nie wybrała fotela na przeciwko kanapy, a zajęła miejsce obok Stanleya. W końcu nie musiała już się trzymać na dystans, zdecydowanie wolała być bliżej. Podciągnęła nogi i skrzyżowała je, najbardziej lubiła siedzieć po turecku. Odwróciła się w stronę mężczyzny - gotowa go wysłuchać.

- Zamieszkać na odludziu? - Powtórzyła. Tak właściwie, to nie byłoby nawet złe, tyle, że do czasu. Avery nie należała do osób, które przywykły do siedzenia w domu. Bywała na przyjęciach, miała wielu przyjaciół, czy wymagał od niej tego, żeby z tego wszystkiego zrezygnowała? - Coś byśmy wymyślili, grałabym koncerty dla zwierząt w lesie? - To było jedyne, co przychodziło jej na myśl. - Tak, Ty byś spędzał całe dnie, a ja trafiłabym do kolejnej klatki, nie ma co, wyśmienity pomysł. - Nie, żeby chciała jakoś specjalnie zwrócić mu uwagę, że jest on dość głupi, no ale nie miał szans zadziałać. - To chyba nie jest moje spełnienie marzeń, wiesz? - Wolała być szczera i od razu powiedzieć, że jej się nie podoba taka wizja. Jeszcze tego brakowało, żeby zamknął ją gdzieś w jakimś domku na wsi. - - Ale cieszę się, że próbowałeś. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego całkiem przyjaźnie.

Upiła łyk wody ze szklanki. - Jakiś jeszcze pomysł Ci się nasunął, czy to ten jeden tylko? - Miała wrażenie, że raczej nie znajdą żadnego rozwiązania, jednak zawsze warto próbować.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
25.03.2023, 12:43  ✶  

Doszło do jakiegoś nieporozumienia. Nikt nikogo nie chciał przenosić z klatki do klatki, a raczej właśnie uwolnić kogoś z takiej. Trzeba było to wyjaśnić.

- Nie, nie. Stella to nie tak - odparł - Dalej byś mogła grać koncerty przed wielką publiką, tak jak do tej pory - spojrzał na pannę Avery - Bardziej mi chodziło o to, że wtedy nikt by nie wiedział gdzie mieszkasz i nie można by było Cię wtedy nagabywać albo przekonywać do powrotu - dodał. W końcu nie miał pojęcia jak zareagowaliby jej rodzicę na takie nieposłuszeństwo. Raczej by się nie zgodzili na to, aby ot tak odpuścić swojej córce taki wybryk. Zapewne skończyłoby się na tym, że wykorzystaliby swoją pozycję do odnalezienia Stelli.

Odstawił swoją szklankę, a następnie zrobił to samo ze szklanką dziewczyny. Odwrócił się do niej, schylił, złapał ją w pasie i podniósł - To ja Cię może porwę w takim razie - zaproponował. Jakby się temu przyjrzeć, to nie powinien informować jej o takim planie, a po prostu go wykonać.

Stanley zrobił kilka kroków i odstawił z powrotem Stellę. Nie mógłby teraz tego zrobić. Nawet nie miał przygotowanej żadnej kryjówki gdzie miałby ją schować.

Borgin miał jeszcze jeden pomysł związany z ucieczką. Najgorsze w nim było to, że byłaby to wtedy bardzo złożona operacja. Sfingowanie śmierci W taki sposób Stella mogłaby raz na dobrze zniknąć i zostać kimkolwiek by chciała. Kilka lat wyrzeczeń aż sprawa ucichnie i wszelkie próby wyjaśnienia zostaną porzucone, a później tylko z górki.

Mając na uwadzę to jak panna Avery zareagowała na jego wcześniejszą, bardziej przyjazną propozycję, nie odważył się tego powiedzieć na głos. Tak naprawdę była to chyba ostateczność. Sytuacja całkowicie bez wyjścia - jeżeli by się na to zgodzili, to potrzebowaliby ułożyć idealny plan działania, aby wszystko poszło jak spłatka.

Usiadł w powrotem na kanapie - To w takim razie druga propozycja - spojrzał na swoje zagojone rany na dłoniach - Napadnę na bank Gringotta - powiedział z pełną powagą - Wtedy stanę się zarówno sławny jak i bogaty - wyjaśnił. Po chwili zdał sobie jednak sprawę, że coś takiego się nigdy nie zdarzyło wcześniej. Nie słyszał o kimkolwiek kto by się odważył okraść tę placówkę albo w ogóle spróbować tego dokonać. Z drugiej strony ktoś musiał być przecież pierwszy? Ktoś musiał spróbować tego dokonać. I to właśnie będę ja Ciekawiło go, ile lat można dostać za nieudaną próbę kradzieży. Ale tak jak zwykle, takimi drobnostkami będzie się martwił jutrzejszy Stanley.

Zamyślił się, ponieważ zaczął układać swój kolejny idealny plan. Borgin zastanawiał się gdzie mógłby poszukać odpowiednich informacji o zabezpieczeniach, które się tam znajdowały. Pierwszą placówką, która mu wpadła do głowy było oczywiście ministerstwo magii w którym pracował. W ministerialnych archiwach na pewno było pełno raportów i dokumentów, które mogłyby pomóc w przygotowaniu zbrodni idealnej.

Powrót do żywych zajął mu chwilę. Jednak kiedy już tego dokonał, jego mina zrzedła - To nie ma sensu… - stwierdził sam. Stanley przecież nie był żadnym zbrodniczym geniuszem. Nie miał zielonego pojęcia jak mógłby się zabrać za taki plan. Od czego miałby zacząć? Kogo warto byłoby do takiej akcji zrekrutować? No i przede wszystkim - jak wyjść z Gringotta z łupem w jednym kawałku? To chyba było w tym wszystkim najtrudniejsze.

Oparł się plecami o kanapę, a głową opuścił do tyłu. Próbował sobie przypomnieć co takiego miał jeszcze zapisane w swoich notatkach. Gdyby tylko mógł na nie zerknąć i się wspomóc - Chwila, chwila… - uniósł prawą dłoń do góry - To jeszcze nie koniec… Muszę się zastanowić… - dodał, nie opuszczając swojej dłoni, a następnie zaczął coś mamrotać pod swoim nosem. Jakieś bliżej nie określone i zapewne losowe słowa.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#6
25.03.2023, 15:15  ✶  

Wolała od razu głośno wyjaśnić nieporozumienia. Nie zamierzała akceptować wszystkich świetnych pomysłów ot tak. W końcu dotyczyło to jej, jakże wygodnego życia. Plan powinien zawierać w sobie jakieś pomysły, jak go nie utracić.

- Gdybym grała koncerty, to myślę, że pojawialiby się również na nich, aby przekonać mnie do powrotu, obyło by się bez informacji gdzie mieszkam. - Nie wydawało jej się, że jej rodzice pozwolili by tak sobie zacząć nowe życie. Na pewno próbowali by ją przekonać do powrotu, bez względu na to, że nie znaliby miejsca jej pobytu. Znaleźli by ją, gdyby tylko chcieli. Mieli przecież wpływowych znajomych, co wcale nie ułatwiało sprawy. Zdecydowanie nie był to najlepszy z pomysłów.

Nie spodziewała się tego, co miało się za chwilę wydarzyć. Stanley znienacka podniósł ją nad ziemię. Roześmiała się przy tym w głos całkiem melodyjnie, choć coraz bardziej martwiło ją to, że nie znajdą wyjścia z tej pogmatwanej sytuacji, na całe szczęście szybko odsunął tym gestem jej myśli.

- Nie chcę Cię martwić, ale porwanie chyba powinno być bez mojej zgody, a w sumie to ja nie mam żadnych przeciwwskazań, przynajmniej jak na razie. - Została bezpiecznie odstawiona na ziemię, także mogła ponownie usiąść na kanapie, co też uczyniła.

Bardzo dobrze zrobił, że nie wspomniał o tej propozycji z udawaną śmiercią, Stella na pewno nie byłaby zadowolona z takiego pomysłu. Może nie do końca popierała to, w jaki sposób rodzice planowali jej przyszłość, jednak nie zniosłaby świadomości, że przeżywają jej śmierć, kiedy ona się przy tym wyśmienicie bawi z dala od nich. Nie była aż tak wyrachowanym człowiekiem.

Stella wpatrywała się w Borgina, gotowa słuchać jego kolejnych pomysłów, choć miała wrażenie, że nic i tak z tego nie wyjdzie, nie okazywała jednak tego po sobie. - Wyśmienity pomysł, będziesz sławny, bogaty i zamknięty w Azkabanie! - Odparła z udawanym entuzjazmem. Ten pomysł jej zdaniem był naprawdę głupi, przecież by sobie z tym nie poradziła gdyby go złapali i zamknęli. Wtedy to by dopiero była zdesperowana, aby go stamtąd wyciągnąć.

Zdecydowanie nie znaleźli jeszcze idealnej opcji, co jednak wcale nie było takie złe, bo mogli tu siedzieć do rana i o tym wszystkim dyskutować. Stella była coraz bliższa myśli, że powinna po prostu porozmawiać z rodzicami, ewentualnie postawić ich przed faktem dokonanym. Były dwie możliwości, albo wziąć potajemny ślub, o którym nikt by nie wiedział, albo zrobić sobie dziecko - nie do końca jednak się jej one podobały, była przecież jeszcze za młoda na takie poważne posunięcia, wolała więc nie mówić o tym na głos. Nie chciała też wymagać takich poważnych deklaracji od Stanleya - znali się przecież dosyć krótko.

Westchnęła jedynie ciężko. Widać było, że każde z nich się starało - jednak nie wychodziło z tego póki co nic dobrego, nic co faktycznie mogliby wprowadzić w życie.

- Nom, nie ma sensu, już widzę Ciebie włamującego się do Gringotta, nie wiem, czy pamiętasz ale pracujesz w Brygadzie. - Tak tylko przypomniała, gdyby zapomniał o tym fakcie.

Widziała jego chwilową rezygnację, nie chciała, żeby się tak zniechęcał. Jednak te pomysły, które przedyskutowali były za bardzo radykalne, musiała być inna droga. Zauważyła jego podniesioną dłoń i sięgnęła w jej kierunku. Splotła swoje palce z jego, aby trochę się uspokoił, znajdą rozwiązanie, wcześniej, czy później. - Wymyślimy coś, jak zawsze. - Powiedziała spokojnym głosem. - Coś, co nie zrujnuje tego co już osiągnęliśmy. - Chodziło jej też o ich życia zawodowe. W końcu każde z nich dążyło już pewną obraną ścieżką, nie powinni z tego również rezygnować.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
26.03.2023, 03:03  ✶  

Stanley nie potrzebował tak naprawdę wiele aby ruszyć z różdżką w ręku do banku Gringotta. Był skłonny pójść tam nawet jutro jeżeli zaszłaby taka potrzeba. Jedyne czego tak naprawdę potrzebował to zapewnienie. Zapewnienie, że Stella na niego poczeka, aż ten wyjdzie z Azkabanu, bo przecież to nie miało żadnego prawa aby się udało. Ale to nie stanowiło dla niego żadnej przeszkody. W końcu dopóki sam się nie przekona o tym na własnej skórze, to nie uwierzy.

Na całe szczęście Avery była swego rodzaju wiadrem zimnej wody na wszelkie pomysły Borgina. Potrafiła całkiem szybko sprowadzić go na ziemię, a następnie rozwiać jego obawy dotyczące zasadności prezentowanej idei. Nikt tego nie robił tak dobrze jak właśnie ona.

Tak uczyniła też tym razem. Pierwsze sprostowanie było jednak pozytywne - Stanley uznał, że plan porwania nawet jej się spodobał ale potrzebował kilka kwestii do zaplanowania. Drugi, już raczej trochę mniej. Tak naprawdę to miała całkowitą rację. Zakładając, że nawet gdyby mu się udało tego dokonać i byłby bogaty oraz sławny, to prędzej czy później i tak by zapewne wpadł w sidła sprawiedliwości. A co najgorsze… to fakt, że byłyby to ręce jego byłych kolegów i koleżanek z ministerstwa. Takie spotkanie na pewno stanowiłoby ciekawe doświadczenie.

- No i tu jest właśnie pies pogrzebany - odparł na przypomnienie Stelli, że on właściwie to pracuje w ministerstwie magii - To jest w tym wszystkim najgorsze - dodał, a następnie zamilkł. Z każdym kolejnym dniem zdawał sobie coraz bardziej sprawę, że jego kariera w tejże instytucji nie pozwala mu na za dużo. Może i jest stabilną pracą ale na pewno nie najbardziej wdzięczną czy lukratywną.

Stanley ostatnimi czasy zaczął się zastanawiać co by było gdyby nie został obdarzony dwoma lewymi rękoma. Kim mógłby wtedy zostać? Kimś sławnym? Posiadać swój własny warsztat, w którym by coś wytwarzał? Zapewne tak. Jednak fakty były takie, że nie posiadał żadnego ukrytego talentu.

- Ja już nie wiem co - wzruszył ramionami - Mam pustkę… Albo same horrendalne pomysły - powiedział opuszczając swoją głowę na nogi Stelli - Ja bym mógł zaryzykować - dodał na słowa dziewczyny kiedy wspomniała o rujnowaniu tego co już osiągnęli. Borgin rzucając swoje propozycje był w stanie postawić wszystko na jedną kartę. Gdyby miał pewność, że któryś z planów się powiedzie, to nie zawahałby się nawet przez sekundę. Podpisałby nawet pakt z samym Lucyferem… I to w ciemno bez zastanowienia - Nie wymagam tego od Ciebie - wyjaśnił. W końcu Avery miała do położenia na szali dużo więcej, niż on. Miała talent i umiejętności, które by się tylko marnowały za kratkami w Azkabanie. Dodatkowo nie dopuszczał możliwości, aby dziewczyna w której się zadurzył miałaby zostać ukarana za jego pomysły.

- Wiesz co? - zapytał ale standardowo nie miał zamiaru czekać na odpowiedź, ponieważ i tak już śpieszył z odpowiedzią - Chyba będziesz musiała mnie nauczyć grać na wiolonczeli… albo malować… - zaśmiał się - Tylko na tym mogę się dorobić jakiegoś majątku… - pokręcił przecząco głową - Bo w tym całym ministerstwie to ani pieniędzy ani sławy nie zdobędę… Jedynie depresję i… - Stanley zawahał się przez chwilę - Kalectwo… - dodał. W pierwszej myśli chciał powiedzieć, że depresji i śmierci ale wolał ująć to w bardziej dyplomatyczny sposób. Wolał także nie psuć humoru Stelli takim swoim myśleniem. Z drugiej strony mówił tak jak jest - nie owijał w bawełnę.

Z pomysłu na pomysł, ich problem wydawał się coraz bardziej zawiły i bez wyjścia. Żadna z propozycji nie była idealna. Najgorsze w tym było jednak to, że ilość negatywów płynącą z takiego działania przewyższała ilość pozytywów... I to w znacznej przewadze na cześć tych niekorzystnych wyników.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#8
26.03.2023, 17:13  ✶  

Wiedziała, że nie mogą działać impulsywnie, bo może się to źle skończyć, a przecież nie o to chodziło. Musieli znaleźć rozwiązanie, które nie przysporzy im dodatkowych problemów, bo nie miało to większego sensu - ładować się w kolejne bagno przez to, że nieodpowiednio przemyśleli sprawę. Stella miała tego świadomość. Czy by zaczekała na Borgina, gdyby siedział w Azkabanie - pewnie tak, jednak jej rodzice raczej by tego nie zaakceptowali i szybko znaleźli jej nowego wybranka, wbrew jej woli.

- Miałam taki głupi pomysł, na pewno lepszy od napadania na bank Gringotta, ale też nie ma sensu, za krótko się znamy. - Na pewno jednak nie był taki wymagający, nie skreślał też późniejszej pracy w zawodzie przez Stanleya, Stella miała wrażenie, że jest on też najmniej skomplikowany, jednak nie chciała powiedzieć o tym na głos, nie mogła prosić go o takie poważne deklaracje, musieli wymyśleć coś innego. Może trochę też się wstydziła, że w ogóle o tym pomyślała. Odetchnęła głęboko, bo miała wrażenie, że ma jakieś zaćmienie mózgu.

- Nie chcę, żebyś stracił wszystko, do czego dążyłeś przez tyle lat, nie mam w ogóle prawa tego wymagać, to by było niesprawiedliwe. - Dlaczego to właśnie on musiał rezygnować z tego, co osiągnął i z dalszej możliwości rozwoju w tym, w czym czuł się najlepiej? Później jeszcze miałby do niej wyrzuty sumienia, że przez nią nie mógł spełniać swoich marzeń, nie chciała tego, nie miała zamiaru być za to odpowiedzialna.

Avery miała wrażenie, że jej towarzysz robi się coraz bardziej zrezygnowany, zresztą nie dziwiła mu się wcale - każdy chyba miałby podobnie, gdyby dostrzegł, że żaden z jego pomysłów nie ma najmniejszego sensu. Miała jednak nadzieję, że nie zrezygnuje - wtedy by jej się dopiero zrobiło przykro. Może lepiej, jeśli póki co przestaną o tym rozmyślać? Wydawało jej się, że przez to atmosfera robi się coraz bardziej nieprzyjemna, a tego zdecydowanie nie chciała. Wolałaby spędzić ten wieczór na spokojnie, bez zmartwień, jakby wszystko było w najlepszym porządku. Niby nie mieli zbyt wiele czasu, jednak nie chciała też żeby robiło się zbyt nerwowo.

- Nie chcę stopować Twoich zapędów, jednak mam wrażenie, że może być już trochę zbyt późno, znaczy, na pewno moglibyśmy Cię nauczyć tych rzeczy, jednak nie wiem, czy szybko byś się na tym dorobił. - Ścieżka artystyczna wymagała sporo pracy, sama Stella od dziecka się tym zajmowała, żeby w jakikolwiek sposób zaistnieć dzięki swoim umiejętnościom, miała wrażenie, że dla Stanleya jest już trochę za późno. Oczywiście nie chciała podcinać mu skrzydeł, aczkolwiek ten pomysł też wyrzuciłaby do kosza.

- Hejj, ale przecież to jest to co lubisz najbardziej, do tego się szykowałś całą szkołę, nie widzę nic złego w byciu brygadzistą, pomagasz ludziom, a to jest ważne. - Uważała, że jest to dosyć istotny zawód, który wymagał ogromnego zainteresowania. Nie uważała, żeby był gorszy od tego, czym ona się zajmowała. Może nie przynosił sławy, ale to przecież nie było najważniejsze.

- Co Ty na to, żebyśmy już dzisiaj o tym nie dyskutowali, mam wrażenie, że przez to zaczynamy czuć presję i jakoś tak nie wiem, powoduje to dziwne napięcie? - Stella zdecydownie je wyczuwała, a nie chciała też, żeby Stanley brał wszystko na siebie, miała wrażenie, że jak do tej pory właśnie w ten sposób się zachowuje. Jakby był winny, to przecież nie jego wina, że nie do końca wpasowywał się w idealną wizję przyszłego partnera rodziców Stelli dla niej.

- Zamknij oczy, odetchnij głęboko, jakby to wcale nas nie dotyczyło. - Mogli choć na chwilę zapomnieć o tej presji, jaka ostatnio pojawiła się w ich życiu. Sama Stella miała ochotę odsunąć od siebie te wszystkie negatywne myśli, wierzyła, że pozytywne nastawienie może im pomoc poradzić sobie z problemem, rozwiązanie w końcu mogło się pojawić w najmniej przewidywanym momencie, zupełnie znienacka.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
26.03.2023, 20:45  ✶  

Usłyszał stwierdzenie Stelli dotyczące tego, że miała taki głupi pomysł ale za krótko się znają. Przykuło to jego uwag ale nie zapytał o to, ponieważ był zajęty rozmyślaniem o tym co by było gdyby nie miał dwóch lewych rąk. Nie znaczyło to jednak, że nie miał zamiaru o to zapytać.

- Nie każę Ci niczego wymagać - odparł - Ja sam to proponuję po prostu... Wtedy jest to całkowicie sprawiedliwe, ponieważ nikt mnie do tego nie zmusił... I nikogo wtedy nie mogę oskarżać o swoje niepowodzenie jak tylko siebie - wyjaśnił. Borgin nie chciał aby Avery coś od niego wymagała bo wtedy czułby zapewne niepotrzebną presję. Liczył raczej na to co czego potrzebował - sprowadzenia na ziemię - i to też od niej otrzymał.

- Ja wiem. Starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek - wypuścił ciężko powietrze - Nie wiem co by się musiało stać abym zrozumiał jak się robi te obie rzeczy… Albo chociaż jedną - wytłumaczył. Stanley zrozumiał, że to też nie jest droga do sukcesu. Może gdyby nie podchodził do szeroko pojętej sztuki z taką nonszalancją to byłby w stanie cokolwiek osiągnąć.

Mętlik - to idealne określenie na to co się działo teraz w  jego głowie. Dodatkowo nie pomagał mu fakt, że był on lekko w gorącej wodzie kąpany. Stanley chciał mieć rozwiązanie tu i teraz, a najlepiej w tym momencie. Denerwowało go również to, że przyszedł tutaj w jasnym celu, a jeszcze żadnych większych szczegółów nie udało im się do tej pory ustalić. O ile nie była to złość skierowana w kierunku jego wybranki, tak nie mógł tego samego stwierdzić o samym sobie - był zawiedziony swoją postawą. Zdawał sobie sprawę, że zaproponowane przez niego plany nie są idealne i główny problem dotyczył trudności w ich wykonaniu… oraz tego, że niepowodzenie w większości z nich, kończyło się odsiadką w Azkabanie.

Lubisz to najbardziej robić? Te słowa utknęły mu przez chwilę w głowie. To było bardzo dobre pytanie. Taka była prawda? Nie wiedział. Po tylu latach w tym departamencie stało się to po prostu pewną cząstką niego samego, bez której nie potrafił już żyć. Nawet głupia rezygnacja z części nadgodzin stanowiła dla niego cios - jakby utracił kawałek siebie - Czy szykowałem się do tego całą szkołę? - zapytał jakby poszukiwał słów otuchy. Zawsze miał wrażenie, że skończył jako brygadzista w ministerstwie, ponieważ nie nadawał się do niczego innego niż bieganie za zbiegami i wypełnianie tych samych formułek przez cały czas.

- Chciałbym Stelluś aby to było takie proste… Ale nie potrafię przestać o tym wszystkim myśleć… - mówił powoli - Boję się po prostu - przyznał, chociaż słowa coraz ciężej przechodził mu przez gardło - Boję się, że jak nic nie wymyślimy to… - zawahał się - Będziemy musieli… Zapomnieć… O sobie… Wzajemnie… - wydukał. Wolał zrezygnować zawczasu, chociaż i tak już było za późno - za bardzo już mu zaczęło na niej zależeć. Nie widział innej możliwości. Stanley nie potrafiłby przeżyć tego, że Avery jest w jakimś nieszczęśliwym związku z kimś innym. Nie wybaczyłby sobie tego chyba nigdy. Tego, że nie wymyślił nic co mogłoby wybawić ich z tej opresji.

W tym wszystkim najgorsza była świadomość, że nawet jakby jakimś cudem udałoby mu się pogodzić z tym faktem, to wystarczyłoby cokolwiek, nawet najmniejsza rzecz, aby tę ranę rozdrapać. Jedno zdjęcie, imię, spojrzenie na nią… Dosłownie cokolwiek, a wszystko wróciłoby w ułamku sekundy jak bumerang. Poczułby ostrze noża we własnym sercu mimo, że nikt by mu takiej fizycznej krzywdy nie zrobił. I właśnie chyba to było tym czego Stanley się najbardziej obawiał. Po prostu bał się odpuścić, dlatego ciągle o tym wszystkim myślał i kombinował, co mogliby zrobić dalej.

- Spróbuję - odparł, a następnie przymknął oczy i spróbował się wyciszyć. Wziął kilka głębokich wdechów i wydechów. Starał się ze wszystkich sił uspokoić. Do tego potrzebna była chłodna głowa.

Kiedy leżał tak przez dłuższą chwilę w bezruchu, zastanawiając się co powinni zrobić dalej, w głowie zrodziła mu się jedna myśl - A może… - zaczął mówić, jednak szybko się zreflektował - Nie to też głupie… - Niestety ten pomysł był na poziomie napadu na bank Gringotta. Borgin wymyślił, że w zasadzie mógłby porwać ministra magii, a następnie całkiem “przypadkiem” go odnaleźć. Wtedy zyskałby sławę w całym świecie czarodziei. Jedynym problemem był fakt, że próbując podjąć się tego zadania, równie dobrze mógłby się po prostu rzucić z mostu do rzeki - efekt byłby ten sam.

- A mówiłaś wcześniej, że masz jakiś pomysł… - powrócił do tematu sprzed kilku chwil - Ja z chęcią posłucham - zapewnił posiadaczkę wygodnych nóg - Może będą bardziej cywilizowane od moich - parsknął śmiechem. Jako, że pochodzili z dwóch różnych światów, mieli dwa różne podejście do życia i do rozwiązywania spraw. Z ich duetu, to właśnie Stella miała bardziej przyziemne pomysły, które nie były aż tak narażające. Stanley raczej rozpatrywał wszystko w innych kwestiach i uwzględniał szeroko pojętą brutalność w swoich działaniach. W momencie, w którym się znaleźli, na rękę były im raczej pomysły w stylu Avery, a nie Borgina. No chyba, że mieli zamiar czekać na siebie samych kilkanaście lat… których nie mieli.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#10
26.03.2023, 21:25  ✶  

- Moim zdaniem nie do końca jest tak, jak mówisz. Spójrz na to w ten sposób, każde z nas tego chce, więc gdyby tylko jedna strona musiała zmienić swoje życie przez wspólną decyzję, byłoby to niesprawiedliwe, później mogłyby pojawić się pretensje, gdyby coś nie poszło po naszej myśli. Nie chciałabym tego. - Tłumaczyła bardzo spokojnym głosem. Niby nie wynikało to z tego, że wymaga od niego tych rzeczy, jednak mimo wszystko czułaby, że dzieje się tak właśnie przez nią. Nie podobało jej się to i nie zamierzała tego ukrywać.

- Każdy po prostu ma inne predyspozycje, które kształtują się od najmłodszych lat. Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć sobie swoje miejsce na świecie patrząc właśnie na te zainteresowania, które towarzyszą nam od zawsze. Mało kto potrafi tak nagle zmienić swoją ścieżkę rozwoju, szczególnie kiedy wspominasz o tym, aby zająć się tymi artystycznymi rzeczami. Jest to raczej niemożliwe. - Przynajmniej tak się wydawało pannie Avery. Pewnie łatwiej by było, gdyby wybrał jakiś zawód związany z tym, czym się aktualnie zajmuje, no ale Stella nie była też przecież doradcą, który zajmował się naprowadzaniem na nowe ścieżki zawodowe.

- No i ejj, starego? Nie jesteś stary przecież. - Nie mogła tego nie skomentować, chociaż wiedziała, że nie powinna brać tych słów dosłownie, bo była to tylko przenośnia, ale i tak nie mogła ugryźć się w język.

Stella czuła, że w powietrzu wisi jakaś irytacja, spowodowana zwyczajną bezsilnością, bo cóż mogli zrobić z tym wszystkim? Pomysły, które rzucał Stanley nie do końca były odpowiednie. Nie mogli sobie pozwolić na realizację żadnego z nich, bo mogło się to skończyć jeszcze większą katastrofą, a tego żadne z nich nie chciało. Musieli przemyśleć to wszystko na spokojnie, rozważyć wszystkie plusy i minusy, a nie działać od razu, pośpiech im nie służył, a mógł tylko dołożyć problemów.

- W sumie to nie wiem, to było coś, co chciałeś zawsze robić? Nie pytałam Cię o to nigdy. - Nawet podczas tej sesji pytań i odpowiedzi, którą sobie urządzili nie padło takie pytanie. Ona sama od dziecka była przygotowywana do tego, że będzie artystką. Jej ścieżka kariery była jasna od samego początku, miała łatwiej w końcu urodziła się w takiej rodzinie, a nie innej i od małego zadbali o to, aby kształciła się właśnie w tym kierunku. Nie zastanawiała się nad tym, co innego mogłaby robić, nie musiała - na całe szczęście.

- Nie myśl o tym. Mamy trochę czasu, teraz jest pora mojej siostry, ja mogę się jeszcze cieszyć wolnością. - Faktycznie, zdawali sobie sprawę, że prędzej, czy później dojdzie do takiego momentu, że jej rodzice postawią ją przed faktem dokonanym. Przedstawią jej odpowiedniego wybranka i nie będzie miała wyjścia, jednak póki co to Kordelia była  w tym miejscu. Co najmniej do listopada powinni mieć spokój, bo na ten miesiąc został wybrany termin jej ślubu. Pół roku, a nawet ponad to nie jest taka mała ilość czasu.

- Wiedz też, że o Tobie nie zapomnę, nigdy. - Dodała jeszcze, nie zamierzała tego robić, czy tego chciał, czy nie. Pojawił się w jej życiu zupełnie niespodziewanie, ale nie wyobrażała sobie go bez jego obecności. Przyzwyczaiła się do tego, że jest tuż obok. Nie zamierzała też pozwolić na to, żeby skończyć uwiązana do jakiegoś mężczyzny, którego nie znała, wiedziała, że będzie musiała zareagować wcześniej, bo inaczej może skończyć się to sporym skandalem - tego wolałaby uniknąć.

Wysłuchał jej, na szczęście, uważała, że dobrze mu zrobi chwila na wzięcie oddechu, zatrzymanie się. Dzięki temu może nie będą reagować aż tak emocjonalnie i nerwowo. Wiadomo, że czas ich naglił, powinni jednak na spokojnie podejść do sprawy. Kiedy Stanley przymknął oczy Avery delikatnie musnęła dłonią po jego policzku. Imponowało jej to, że nadal był tutaj przy niej, mimo tych wszystkich komplikacji i próbował znaleźć rozwiązanie na wyjście z tej wcale nie takiej prostej sytuacji. Oznaczało to, że rzeczywiście mu na niej zależało.

Nie dało się ukryć, że to Stella miała mniej problematyczne pomysły. W tym przypadku nie mogła się pochwalić tak wybujałą wyobraźnią, jak Borgin, który leżał na jej nogach. Nie, żeby jej to przeszkadzało, dobrze było czasem pomarzyć, jednak zdecydowanie nie będą w stanie wcielić tych pomysłów w życie. - Mój pomysł też jest głupi, bardzo głupi. - Wolała go ostrzec, lepiej, żeby się nastawił, że tym razem nie jest to nic specjalnie błyskotliwego. Było jej wstyd powiedzieć to na głos, jednak skoro chciał to usłyszeć... Odetchnęła głęboko, coby zmierzyć się z tym, co miała za chwilę powedzieć.

- Moglibyśmy wziąć ślub w tajemnicy... - Powiedziała bardzo szybko, tak szybko, że pewnie ledwie, co można było ją zrozumieć. Widać było, że nie do końca komfortowo się czuje z tym, że powiedziała to na głos. Sama w końcu nie miała pojęcia, czy rzeczywiście by to mogło pomóc w tej sytuacji, chyba tak. W końcu nikt by nic nie wiedział, podpisaliby papiery i jej rodzice musieliby to zaakceptować, pewnie z początku by się zezłościli, ale może z czasem by im przeszło. Stella spoglądała uważnie na swojego towarzysza, była ciekawa jego reakcji, na ten jakże błyskotliwy pomysł. Nie wspomniała o tym drugim, czyli o zrobieniu sobie dziecka - bo wydawał jej się być zbyt drastyczny dla obu stron, byli w końcu jeszcze bardzo młodzi.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (7593), Stella Avery (7156)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa