Tully mi mówił niejednokrotnie, że nigdy nie mówiło się „nigdy” i teraz miałem za swoje, idąc przez cyrk z poduszką, kocem i maczetą pod pachą, a za paskiem miałem jeszcze dosyć widowiskową, ale kurewską strzelbę, w razie gdyby drań ponownie wpadł do przyczepy Elki i śmiał spierdalać, kiedr trafi na moją osobę. Nie było takiej opcji, panie włamywaczu, zrobię panu sito z dupska.
Niesamowicie wkurwiało mnie to, że ludzie wkradali się do cyrku, jak gdyby to było ich miejsce, zacierali sobie granicę, kompletnie nie dbając, że to nasz dom był i czuli się jak u siebie. Czasami nas też okradali, a czasami zakradali się by chuj wie co zrobić, a to mnie już w ogóle drażniło, bo może nasze dziewczyny były niesamowicie wysportowane i piękne w brokatach, w makijażach, huśtając się dziesiątki metrów nad ziemią, ale nie były ich własnością, więc tym bardziej byłem wściekły. Byłem panem wściekłości, ale nie dawałem tego po sobie poznać, bo przed moimi podopiecznymi zachowywałem spokój ducha, samemu borykając się z demonami, które nawiedzały mój umysł, serce czy inne narządy.
Oprócz tych demonów żołądkowych, bo kiedy tylko przestąpiłem próg Elaine, poczułem cudowne zapachy. Kochałem dzień, w który dołączyła do naszego cyrku, bo to dzięki niej poznawałem prawdziwe smaki jedzenia. Przełknąłem ślinę, bo niechybnie za sekund parę zaczęłaby usilnie wyciekać mi kącikiem ust.
- Ładnie pachnie. Co gotujesz? - zapytałem na powitanie, zerkając tak boczkiem-boczkiem w te garnki, ale zaraz postanowiłem pozbyć się trzymanych przedmiotów, bo to nie było za wygodne by tak długo to taszczyć. Może mogłem postawić swój wóz bliżej elkowego. Byłaby bezpieczniejsza, aczkolwiek równie dobrze mógł ktoś włamać się bezgłośnie i bezgłośnie też podciąć gardło. Aż przeszedł mnie dreszcz na tę myśl. Niezbyt przyjemny.
Zrzuciłem maczetę na stole, a z poduszką i kocem wszedłem do głębszej części wozu, gdzie stało łóżko Elaine. Rzuciłem swoje rzeczy bliżej wyjścia, bo Elaine z reguły spała od ściany. Dzięki temu mogła czuć się bezpieczniejsza, a ja brałem na klatę wszelkie stwory, a przynajmniej się starałem. Aby nie wiedziałem, gdzie podziać strzelbę, więc położyłem ją na podłodze obok łóżka, tuż obok poduszki, gdzie miała się znajdować moja głowa.