• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[13.06.1972 wieczór] Heather Wood w Krainie Czarów | Heather

[13.06.1972 wieczór] Heather Wood w Krainie Czarów | Heather
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#1
16.01.2024, 00:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:13 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Panna Wood zmierzała powoli w kierunku domu. Jako, że pogoda była całkiem przyjemna szła na piechotę. Chciała nieco rozprostować kości, bo niemalże cały dzień spędziła dzisiaj za biurkiem. Papiery same się nie uzupełnią, jednak nie znosiła takich dni. Dusiła się, gdy musiała siedzieć w miejscu, ciężko jej się było skupić, kiedy należało siedzieć bez ruchu, czytać i notować. Był to jej zdaniem najgorszy element pracy, jako brygadzista. Zdecydowanie dużo bardziej lubiła ganiać przestępców, rozwikływać jakieś zagadki, czy nawet rozdawać mandaty za źle zaparkowane miotły.

Nie spieszyła się nigdzie, słońce chowało się już za horyzontem, miała ochotę wstąpić jeszcze do jakiegoś pubu na szybkie piwo, już niemalże do niego weszła. Gdy zobaczyła królika. Wydawało jej się. Skąd wziąłby się królik w sercu Londynu? Przetarła dłonią oczy, może to przez zmęczenie? Zamrugała nawet dwa razy, ale nadal stał w tym zaułku. Nie zastanawiała się długo, od razu za nim pobiegła. Po co? Z czystej ciekawości oczywiście, była to jej zdaniem spora anomalia.

Biegła ile tylko miała sił w nogach, ale nie mogła dogonić tego zwierzaka. Nagle jednak coś się wydarzyło. Parszywe stworzenie wprowadziło ją w pułapkę. Poczuła, że spada w dół, tylko dokąd leciała? Nie miała pojęcia, że też dała się tak łatwo wyprowadzić w pole. Niczym laik. Leciała w dół, gotowa na wszystko, co może się wydarzyć, czuła, że znowu przez swój nieokrzesany charakter wpakowała się w kłopoty - zupełnie niepotrzebnie.

Leciał, i leciała, końca tego lotu nie było widać. Jak ktoś właściwie mógł wybudować w centrum miasta taki tunel? Nie miała zielonego pojęcia. W pewnym momencie ciemność zmieniła się w czerwień, ten kolor nie kojarzył jej się dobrze, raczej zwiastował niebezpieczeństwo. Zamknęła oczy, ale wtedy wylądowała. Bała się je otworzyć, bo poczuła pod swoim zadkiem fakturę, której nie rozpoznawała. Nie mogła jednak tak siedzieć z zamkniętymi oczami nie wiadomo ile. Otworzyła je i zobaczyła, że znalazła się na wielkim grzybie. Usta miała otwarte ze zdziwienia, bo nie do końca rozumiała skąd się tutaj wziął ten grzyb. Zeskoczyła z niego zwinnie i rozejrzała się wokół.

Zobaczyła królika, pobiegła za nim. Tym razem jednak wyglądał zupełnie inaczej. Mrugnęła kilka razy, wydawało jej się, że przypomina jej Patricka Stewarda. Tylko jak? Co tu się właściwie działo? Podążała za nim, próbowała go zagadywać, jednak ciągle ją zbywał. Nie chciał powiedzieć jej jak ma się stąd wydostać. Szła za nim rozczarowana - czuła, że szybko stąd nie wyjdzie. Najgorsze było to, że nie chciał jej wytłumaczyć, co się właściwie dzieje. Wspominał o tym, że z czasem się dowie, że wszystko samo się jej wyjaśni...

W pewnej chwili na jej drodze pojawiła się gąsienica. Ta wydawała się jej mieć w sobie coś z [u[Brenny Longbottom[/u], świat chyba oszalał. Rozmawiała z nią krótko, paliła przy tym fajkę wodną. Opowiadała o zmianach, Wood nie do końca wiedziała, o co jej chodzi. Namówiła ją do tego, żeby zjadła kawałek grzyba, na którym siedziała. Miała twarz Brenny - nie umiała jej odmówić, zjadła kawałek grzyba, przez co urosła, zrobiła się wielka, ledwie mieściła się w tym pomieszczeniu, spojrzała na gąsienicę, która zmieniła się w motyla i odfrunęła. Pięknie, co właściwie teraz miała zrobić?

Szła dalej, przed siebie. Chciała jak najszybciej dotrzeć do domu. Świat wydawał jej się być teraz trochę większy. Czuła zmęczenie, bo szła i szła przed siebie, nie było widać końca drogi. W końcu dostrzegła drzewo, było to coś nowego, bo to pierwsze drzewo, które tutaj zobaczyła. Podeszła do niego, a na gałązie dostrzegła kota. Uśmiechał się do niej szeroko, znała ten uśmiech, wyglądał jak Cameron. Prawie się zadławiła. Zaczął swoją opowieść o tym, że wszyscy są szaleni, ryzykują swoje życia, a tylko on ma w sobie resztkę rozwagi. Powiedział jej nawet, że ona jest szalona, bo się tutaj znalazła. Jak mógł ją tak oceniać? Nie zrobiła tego celowo. Zamrugała znowu kilka razy, dlaczego Lupin był kotem i czemu tak ją teraz umoralniał? W końcu zniknął, został tylko jego rozmazany uśmiech. Zjadła kawałek grzyba, żeby pójść dalej, w stronę domu Kapelusznika, o której jej wspomniał. Trochę się bała tam pójść, bo kot mówił, że ten jest szalony, ale co jej pozostawało?

Doszła do tych drzwi i zapukała w nie trzy razy. Chwilę czekała, kiedy pojawił się w nich Kapelusznik. Tyle, że nie był to byle kto, a Charles Rookwood we własnej osobie. Brakowało jej słów, zaczęła się jąkać nim się odezwała. Zaczął jej opowiadać o tym, tak właściwie nie wiadomo dlaczego, że uwielbia podwieczorki. Miało to coś wspólnego z Charliem, bo on też uwielbiał imprezy i spotkania towarzyskie. Nie miała jednak pojęcia, kim jest Szarak bez Piątej Klepki i Marchewkowy Zając, może to ona i Cameron? Raczej nie, Kamiś przecież był tym dziwnym kotem. Coraz bardziej się gubiła w tej rzeczywistości. Zachęcił ją do wizyty w zamku, postanowiła więc się tam udać, choć nie miała pojęcia, co zastanie w środku.

Był bardzo oddalony, postanowiła więc zjeść kawałek grzyba, który spowoduje, że będzie większa, dzięki czemu droga zajmie jej mniej czasu. Nie był to głupi pomysł, bo faktycznie spowodowało to, że szybko znalazła zamek, po raz kolejny sięgnęła po grzyba, żeby nie wejść tutaj niczym smok. Nie wiedziała, czy ktoś jej nie zaatakuje. W końcu to zamek, może tutaj będzie więcej osób. Zauważyła ogrodników, którzy malowali kwiaty na biało i czerwono? Jak właściwie można malować kwiaty? Ciekawe, że akurat to dziwactwo ją najbardziej zastanawiało. Nie widziała ich twarzy, jednak pojawiła się ona - Królowa Kier, mała, w czerwonej sukience z orszakiem podwładnych. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła w niej twarz Chestera Rookwooda omal się nie zakrztusiła. Przyglądała się temu z boku, wtedy ta okropna królowa kazała ściąć ogrodników, bo nie podobał się jej kolor na jaki pomalowali kwiaty. Jakimś cudem Heather udało się ich schować w doniczkach, nim straż Królowej ją zauważyła, niestety jej nie udało się zrobić tego samego. Chester Rookwood skazał ją na ścięcie, na szczęście odezwał się król, który miał twarz Oriona Bulstroda, że nie może tego zrobić, bo jest dzieckiem. Uniknęła dzięki niemu rychłej śmierci.

Królowa Kier zaprosiła ją na krykieta, Heather była dobra w quidditcha, wydawało jej się jednak, że i krykiet nie musi być taki trudny, postanowiła więc nie odmówić tego pojedynku. Szła za orszakiem Królowej, wtedy pojawił się królik, to znaczy Patrick Steward co ją nieco uspokoiło. Nawet jako zwierzę nie pozwoliłby jej skrzywdzić, przynajmniej tak się jej wydawało, po tym, co stało się na mokradłach darzyła go jakimś dziwnym zaufaniem.

Udało im się dotrzeć do ogrodu, w którym mieli grać. Królik wspominał coś o Księżnej, siostrze Królowej, która ponoć też została skazana na ścięcie. Dlaczego ona chciała wszystkich zabijać. Jak widać nawet w tym dziwnym świecie Chester Rookwood wydawał się mieć niecne zamiary. Będzie się nad tym zastanawiała później, bo mieli zacząć grę. Tyle, że zamiast piłek na ziemi znajdowały się jeże, do ręki dostała flaminga, którym miała uderzać w te piłki. Zbladła, przecież nie będzie się tutaj znęcać nad zwierzętami, może zdarzyło jej się zamordować gęś, ale stało się t przypadkiem, plus ona była krwiożercza, a te stworzenia nic jej nie zrobiły. Bardzo chciała się wymknąć, uciec z tego miejsca, ale zauważyła w powietrzu znajomy uśmiech, to kot, z twarzą Camerona pojawił się na niebie. Nie mogła go tu tak zostawić. Nie Camerona, nawet jeśli nie był prawdziwym Cameronem. Król, a raczej ten Bulstrode kazał mu się pocałować w rękę, ale zwierzę tego nie zrobiło. Bardzo dobrze! Jeszcze tego brakowało. To rozwścieczyło królową, bo postanowiła ściąć mu głowę. Na szczęście kat królewski, albo jej się wydawało albo przypominał jej Florence Bulstrode powiedział, że nie może tego zrobić, bo ten kot lewituje. Zaczęło się zamieszanie, bo królowa stwierdziła, że straci o głowę wszystkich. Jakoś wcale to nie dziwiło panny Wood, skoro miała przed sobą taką królową. Na szczęście miała resztki rozumu, bo nakazała wezwać Księżną, ponoć właścicielkę kota. Po chwili została tutaj doprowadzona, Ruda, przetarła oczy ze zdumienia, bo Księżną w białej sukience, okropnie brzydką, okazał się być Louvain Lestrange jej największy wróg. Jeszcze tego tutaj brakowało. Zdecydowanie musiała się stąd ewakuować, bo sytuacja robiła się naprawdę dziwna. Księżna podeszła do niej, oparła na jej ramieniu swoją głowę. FUUUJ. Lestrange by tego nie zrobił, przynajmniej miała pewność, że to nie dzieje się naprawdę. Zaczął coś do niej mówić, było to strasznie nudne. Poczuła, że zaczyna tracić grunt pod nogami, że ziemia jej się rozmywa, jakby pochłaniał ją eter. Co się teraz miało wydarzyć? Czy to nie było zbyt wiele? Trafi teraz do kolejnego świata, w którym inni znajomi pojawią się jako jakieś dziwne postaci?

Obudziła się. Leżała na ziemi. Kurewsko bolała ją głowa. Przewróciła się na bok, nim podniosła się do pozycji siedzącej. Rozmasowała czoło, nie miała pojęcia co się wydarzyło. Ten królik, którego widziała, przez którego wbiegła w ten zaułek i najprawdopodobniej uderzyła w ścianę, gdzie on się podział, dlaczego miał twarz Patricka Stewarda. Czy chociaż odrobina z tego była prawdziwa, czy nie istniał nawet ten pierwszy królik?

Powinna wstać, postanowiła jednak, że posiedzi krótką chwilę na krawężniku. Dobrze, że dom znajdował się niedaleko, że sama się obudziła. Właściwie, jak długo pozostawała nieprzytomna? Zrobiło się już zupełnie ciemno. Miała nadzieję, że niezbyt późno, bo nie mówiła rodzicom, że zajdzie gdzieś po drodze. Nie chciała, żeby się o nią martwili. Wstała wreszcie na nogi. Bardzo powoli ruszyła się do przodu, ból głowy nie przestawał dawać o sobie znać, na pewno będzie miała na czole wielkie limo. Ciekawe, jak się z tego wytłumaczy w pracy.

Powrót do domu umilała jej widok w wyobraźni Chestera Rookwooda i Louvaina Lestrange z tego dziwnego snu, w którym jako księżna i królowa biegali w sukienkach.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Heather Wood (1576)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa