18 czerwca 1972
Pokątna, Penny & Terry
Pokątna tętniła życiem jak nigdy wcześniej. Albo przynajmniej - znacznie bardziej niż miało to miejsce w ciągu ostatnich dni. Chociaż przypominali o tym wydarzeniu w każdym kolejnym wydaniu Proroka Codziennego, Penny zdążyła już co najmniej kilkukrotnie zapomnieć o festynie. Cyklicznym. Mającym towarzyszyć mieszkancom Pokątnej od czerwca do sierpnia. Dokładnie w co drugą niedzielę. Nie była więc przygotowana na to, że akurat na niego natrafią. I dałaby sobie rękę uciąć, że Terry również tego się nie spodziewał.
Dochodząca od strony stoisk muzyka, zdawała się przyciągać. Zachęcać do zerknięcia na to, co znajdywało się na każdym kolejnym straganie. Poświęcenia temu uwagi. Zerkając przelotnie do swojej sakiewki, ruda starała się ocenić czy było ją stać na choćby jeden, niewielki drobiazg. W środku jednak tradycyjnie. Wielka pustka.
O, a do tego jeszcze kilka knutów. Nie starczyłoby zapewne nawet na bułki. Kiedy to wszystko się rozeszło i co bardziej istotne - na co? Przecież ledwie dwa dni temu udało jej się sprzedać kilka drobiazgów, na których zarobiła przyzwoitą sumę. Część z tego wydała co prawda na 50 nową spódnice, ale...
- Terry, powiedz że masz pożyczyć kilka sykli! - zaczepiła przyjaciela. Prawie, że to wyjęczała. Ona biedna! Ona tego tak bardzo potrzebowała! Tak bardzo, że prawdopodobnie jej świat by się zawalił. Popadła w depresje i inne takie, temu podobne bzdury. Zwłaszcza, że wprawne oko już z daleka zdołało dostrzec stoisko, na którym znajdowały się ciekawe błyskotki. - Oddam Ci, słowo!
Prawda była jednak taka, że pożyczanie czegokolwiek Penny, było świadomym godzeniem się na wieczne później. Bo zawsze coś stawało na przeszkodzie. Bo zawsze coś uniemożliwiało jej oddanie tych pożyczonych pieniędzy. Jak chociażby ta śliczna niebieska bluzka, która pokrzyżowała jej plany miesiąc temu. I nie, nie dało jej się zwrócić do sklepu. Niechętnie, ale podjęła się tej próby.
Może ekspedientka poprawnie odczytała te błagam, nie!, które okazało się wyraźnie widoczne w spojrzeniu Weasley? Bardzo prawdopodobne. Prawdopodobne wysoce.
- Tylko sam zobacz! - pozwoliła sobie nawet na to, żeby złapać go za rękę i pociągnąć we właściwym kierunku. Do stoiska, które oferowało różne różności. Kolczyki, bransoletki, wisiorki. Jakby ta ruda cholera nie mogła sama czegoś takiego dla siebie wykonać. W końcu miała w tym wprawę. I pewnie nawet wyglądałoby lepiej niż ta taniocha, która właśnie zdawała się do niej przemawiać. - Takiej jeszcze nie mam! W dodatku będzie pasowała do moich kolczyków.
I właśnie w tym momencie, zapewne wyłapując te słowa rudej, zainteresowała się nimi odpowiadająca za stoisko kobieta. Uśmiechając się szeroko, zapewne czując, że ma przed sobą pewny zarobek, zatrzymała się tuż przed nimi.
- To ten sam kamień, będą wyglądać jak komplet. Idealnie pasuje to pod kolor oczu. Nie powinien się pan długo zastanawiać. Dam nawet mały rabat. Powiedzmy, tak z 5 sykli w dół. - zaproponowała, wręczając Penny bransoletkę. Tak, żeby mogła ją sobie z bliska obejrzeć. Upewnić się, że faktycznie była tym, czego chciała. Potrzebowała? Tak, cholernie mocno potrzebowała. Do szczęścia. Do zakopania w szkatułce, pośród setki podobnych pierdół, których najpewniej nigdy nie założy. Ot, szczegóły.